«

»

kwi 29

Żółtko wiosenne nisko sadzone

Miał być wpis na zupełnie inny temat, ale raz, że udało się wykorzystać jeden przepięknie słoneczny dzień na fotografa, a dwa, dojechałam wreszcie do czegoś, nad czym pracowałam bardzo dużo czasu i szczególnie troskliwie.
Alpi się rozciąga! :mrgreen:
Zgarbiłam konia 😆 I jestem z niego i z siebie dumna 😎IMG_9392 IMG_9393Owszem, przemycić ściemę, że robimy uczciwe żucie z ręki mogliśmy od dawna, bo to żaden problem opuścić koniowi szyję. Ale tak, żeby zwierzak faktycznie przy tym się rozciągnął, czyli szukał kontaktu i oparcia w dole, a przy tym uruchomił i podniósł plecy, nie przyspieszając (problem w kłusie), albo nie gubiąc chodu (problem w galopie) – no tutaj mieliśmy jeszcze wiele do zrobienia. Wiadomo, można kopytnemu bardzo pomagać, zwalniać ciałem kłus, dyktować wyraźnie galop, budzić łydką zad – wszystko można, ale docelowo chciałabym, żeby to koń znalazł i zrozumiał pewien wzór pracy swojego ciała i sam go używał. Przez te 40 minut dziennie to on ma pracować, a nie ja 😉
IMG_9505IMG_8864
U Alpinusa coś zaskoczyło i nie tylko złapał prawidłową pracę, ale też po uszy się w niej zakochał. Ten koń chyba w końcu po raz pierwszy w życiu znalazł prawdziwe rozluźnienie i stwierdził, że to cudowne uczucie, tak wreszcie, chociaż na chwilę pozbyć się wszystkich swoich napięć. Daje wtedy pod siodłem niesamowity komfort, kiedy cała jego górna linia pracuje i gra, a energię biegnącą od zadu, przez plecy i szyję czuje się tak wyraźnie, że można by ją łapać garściami w dłonie.

Stąd też ogólnie jeździ mi się tak OK
IMG_8992
Trudno mi powiedzieć, czy zaistniał jakiś konkretny katalizator takiej zmiany. Alpi jest typowym koniem o krótkich plecach i dużej naturalnej dynamice – takim łatwiej poruszać się ekspresyjnie w górze i zamykać plecy, niż rozciągać i obniżać szyję, wysklepiając grzbiet. Wszystko dlatego, że mogą sobie na coś takiego pozwolić. Koń o dłuższych proporcjach ma znacznie dłuższe mięśnie – ich naprężenie i zaciskanie szybko je męczy, co powoduje konieczność szukania przez konia innego niż napięcie sposobu pracy – takiego, który niósł by ulgę i pozwalał na odpoczynek. Te krótsze koniki znacznie dłużej „walczą o swój grzbiet”, a jeśli dodamy jeszcze do tego naturalnie wrodzoną ekstremalną wrażliwość, reaktywność na wszystkie bodźce ze środowiska i spory poziom energii, to o prawdziwy relaks nie jest łatwo.

IMG_8969 IMG_8967Nie chciałam jednak, żeby gdzieś tam w edukacji Alpiego zostały średnio odrobione lekcje (braki w szkoleniu w podstawach wychodzą wcześniej czy później zawsze i odbijają się wieczną czkawką nawet u koni zaawansowanych szkoleniowo), a ponieważ etap synchronizowania tylnych nóg konia z łydką jeźdźca mieliśmy już za sobą i rudzielec zdążył też odnaleźć co nieco równowagi pod jeźdźcem, ogarnął akceptowalnie kontakt i złapał podstawową kondycję, to przyszedł czas na przyklejenie znaczka „priorytet” na jego plecy.

Zaczęłam jeździć dużo galopów w półsiadzie, mocnych do przodu, wyobrażając sobie, że jadę po krosie, a koń tak naprawdę ma tylko dwie – tylne – nogi. Przód mógł nieść się absolutnie dowolnie, tak gdzie konisku będzie wygodnie, o ile tylko szyja pozostawała okrągła i nieusztywniona. Bardzo lubię taką wesołą jazdę, a i Alpi złapał do niej bluesa i z każdą kolejną jazdą czułam, że robi się silniejszy, a równocześnie coraz bardziej rozmiękczony. No i pojawiła się rzecz, którą nie do końca wiem jak rozwiązać. Alpi ma tak obszerną i wysoką akcję przodu, że kiedy nos ma ustawiony na wysokości swojego brzucha, jego nadgarstek w galopie mija końskie chrapy dosłownie o włos. Brakuje 2-3 centymetrów, żeby koń powybijał sobie w galopie zęby 0_o Chyba sobie wziął do serca hasło „zakładać nogi za uszy”! Mam tylko nadzieję, że się już bardziej nie otworzy, bo albo będę musiała ustawiać go wysoko, albo naprawdę zostanie szczerbatkiem…
IMG_8947 IMG_9010IMG_9046_Zmieniam też ustawienie w trakcie jazdy niezliczoną ilość razy, chociaż zawsze z założeniem, że szukamy miejsca nisko, okrągło i na ładnej długiej szyi. Opuszczanie, podnoszenie, zgięcia – to wszystko ma zachęcić konia do stretchingu i ośmielić go do idei korzystania z szyi niczym z tyczki do łapania równowagi podczas chodzenia na linie. Nabieram kontakt, zamykam łydki i otwieram rękę pokazując drogę w dół i natychmiast odpuszczam oferując super miękki dosiad, otwartą nogę i elastycznie podążającą za ruchem rękę, jeśli tylko paszcza przesunie się choćby odrobinę w dół. Alpi jest niesamowicie czuły na poczynania jeźdźca, więc błyskawicznie zaczyna sam proponować wychodzenie w dół, bo wie, że wiąże się z tym dla niego nagroda.
Oczywiście wyżej też pracujemy, jednak z założeniem, że biorę to, co od konia dostanę. Przy opuszczaniu w dół taka odpowiedź mi nie wystarczy, zawsze proszę o trochę więcej, niż zdecyduje się zaoferować mi koń.
IMG_9121W regularne treningi wplotłam też kawaletki, ale obecnie nie na zasadzie rozrywki i pokonywania ich dla urozmaicenia, tylko faktycznej pracy do wykonania. Zmieniam ich wysokość i rozstawienie, a poza kłusem na koziołkach sporo również galopuję przez drągi. Jeden krzyżaczek na kole, kilka na prostej, ustawionych na węższe lub obszerniejsze foule, trzy krzyżaczki na kole, a jak tylko koń sobie z nimi radzi – wprowadzam coś zaskakującego. Na przykład na białą szrankę zamiast jednej kawaletki 😉 Może to niestrategiczne, bo w końcu ujeżdżeniowy koń ma szanować płotki, a nie przez nie skakać 😆 Z takich zadań koń jednak uczy się dwóch rzeczy. Po pierwsze, nawet jeśli się boi, to musi zachowywać ruch naprzód, prowadzony w korytarzu łydek. Po drugie, musi rozwinąć świadomość swojego ciała. Nie pierwszy raz to już obserwuję, że młode ujeżdżeniowe konie z ogromnym ruchem tak naprawdę nie wiedzą, gdzie w ogóle jest ich zad. Owszem, ogromna galopada to coś co dały geny i wychodzi intuicyjnie, ale jeśli trzeba szybko dodać / skrócić, podskoczyć tyłem czy się nim odbić, to wychodzi na to, że natura sprezentowała biednemu koniowi za dużo tych wszystkich nóg i ciężko je ogarnąć.
Na szczęście na ten problem kawaletki w galopie potrafią zdziałać cuda! :)IMG_9134 IMG_9144Ostatnia rzecz, którą dołożyłam, żeby rozgimastykować plecy, to stretching z ziemi, czyli marchewki. Codziennie wieczorem, i to taki naprawdę konkretny. Każda marchewka ląduje minimalnie poza zasięgiem konia, tak żeby musiał się faktycznie postarać, by zdobyć smakołyk. Tutaj nieustannie zachwyca mnie jedna z najlepszych cech Alpiego, czyli jego ponadprzeciętna plastyczność. Za każdym razem marchewki pojawiają się w nowym, trudnym miejscu i za każdym razem Atarek dzielnie się stara z ich dosięgnięciem poradzić. Następnego dnia trudne miejsce musi być już nowe i jeszcze trudniejsze, bo do tych poprzednich koń dociera błyskawicznie i bez trudności. Choćby miał sobie warzywko wyciągnąć zza ogona 😉
IMG_9161 IMG_9205Żeby dobrze ugruntować u konia garba 😉 będę taką pracę kontynuować przez dwa albo trzy miesiące. W tym czasie rozciąganie do kontaktu i aktywne plecy staną się u Alpiego takim odruchem, że nie będę mu musiała o nich przypominać. W tej chwili najbardziej cieszy mnie to, że koń ma autentyczną radość z nowego sposobu pracy. Jeśli daję mu pobiegać luzem na lonży na kantarze, to sam szuka drogi w dół :) W kłusie i prawym galopie dosłownie „tropi węża”, na lewo to trochę testowanie jeszcze miejsca, ale testowanie zdecydowanie do dołu, w stronę orania nosem piasku 😉
IMG_9284Niebywale uroczy i szczery z Alpinusa konik i wyjątkowo wdzięcznie się z nim pracuje. On po prostu nie miewa złych dni. Zawsze jest wesoły, zawsze pozytywnie nastawiony, nawet jeśli trzeba wykonać ciężką pracę i się przy tym namęczyć. Niepoprawny optymista. Nie odmawia i nie złości się nigdy, chociaż przejmować najróżniejszymi rzeczami potrafi i to bardzo. Wystarczy jednak popatrzeć prosto w jego wesołe i inteligentne oczy, żeby mieć doskonały humor przez cały dzień.
A te mądre spojrzenie i ufny i ciekawski, ale widocznie zrelaksowany wyraz pięknej końskiej główki po treningu to największa nagroda dla każdego jeźdźca :)
IMG_9579

25 comments

Skip to comment form

  1. Magdalena

    On jest piekny! Zakochałam się :)

  2. Aga

    Twoje konie nigdy nie pokazują nawet grama złości w czasie pracy, zawsze są skupione i zaangażowane… W pełni Ci partnerują, a takie obrazki strasznie miło się ogląda. Bardzo podziwiam i zazdroszczę!

    1. quanta

      W tym duża zasługa samych koni, bo mam całą stawkę koni, które po prostu kochają ludzi. No i osiągnięcia osiągnięciami, ale dla mnie kluczowym jest to, żeby konie były zadowolone z tego, co się z nimi dzieje. To najważniejsze, tak jak w powyższym wpisie – uśmiechnięta paszcza być musi :)

  3. Agnieszka

    Brawo, zdjęcia są przepiękne, dla Was grawitacja nie istniej:-))) Ja mam potworny problem z koniem. Nie wiem, co zrobić żeby moja klacz polubiła chodzenie w dole i rozciąganie grzbietu, Najchętniej jeździ z zadartą głową, ma już 11 lat i pewnie nikt jej tego za bardzo wcześniej nie uczył, ale bardzo trudno rozluźnić jej szyję…oczywiście są różne patenty, które pomagają, ale to jest chwilowa pomoc, a ja bym chciała pomóc jej znaleźć w tym przyjemność….. jak już się rozluźni jest mega wygodnym koniem i płyniemy do przodu (bo jest to koń do przodu) ale to trwa czasami 40 minut…..może jakaś podpowiedź, co do ćwiczeń….sposobu pracy….pozdrawiam serdecznie

    1. Magdalena

      Mam podobnego konia – tez klacz ale ciut młodsza . Idącą do przodu z charakterem 😉 ostatnio zaczęłam dłużej stepowac, i jeździć na początku na luzniejszejj wodzy przez coś kon ma dłuższą chwilę na „rozgrzane się „. U nas się to sprawdza. Do tego trzeba dostarczać jej duxo bodźców , aby „nie zawiesiła się w swoim świecie”. Stąd mimo luźnej wodzy – dosiad# łydka i teka cały czas pracują.

      1. quanta

        Świetny pomysł z tym dłuższym stępowaniem, na mojego Alpiego to też bardzo dobrze działa. Teraz, kiedy pogoda pozwala, zaczynam jazdę od kwadransa spaceru po całym terenie, z wodzami za sprzączkę. I chociaż wsiadam na konia, który zachowuje się jakby mu stoper odliczał sekundy do startu w Wielkiej Pardubickiej, to na plac dojeżdżam już koniskiem prawie normalnym 😉

    2. quanta

      Agnieszko, to samo miałam z moim Skwarem. Kiedy miał 7 lat, to rozgrzewka kłusem zabierała 45 minut i nie miała w zasadzie za wiele wspólnego z rozgrzewką, tylko próbą wystudzenia skwierczącego, przypalającego się i parzącego w ręce konika, który orbitował w swoim własnym świecie. Po tych nieszczęsnych trzech kwadransach nie tyle, że Skwarek zaczynał się rozluźniać, co odczuwał lekkie zmęczenie, a razem z tym zmęczeniem cichutko przebijały się do parującej końskiej głowy sugestie jeźdźca.
      Większość koni niestety nie działa tak jak w książkach, gdzie od początku akceptują wędzidło, zasuwają w rozluźnieniu i zostają w żuciu z ręki godzinami. Większość koni ma masę problemów, w głowie, w ciele, te problemy naprawdę nie jest łatwo rozwiązywać i na pewno nie przez „zawsze idealny” obrazek. Liczy się postawiony przed parą cel i systematyczne do niego dążenie. Konsekwencją i stopniowym wprowadzaniem korekt można zrobić naprawdę prawie wszystko.

      1. Agnieszka

        Bardzo dziękuję za uwagi, może faktycznie za szybko próbujemy ją ustawić, a dziewczyna potrzebuje więcej czasu na rozluźnienie. jak jest zmęczona i porządnie rozluźniona po treningu to potrafi iść z nosem przy ziemi i wtedy jest pięknie. muszę wydłużyć jej czas stępowania i kłusa na luźniejszej wodzy, no i cierpliwość……pozdrawiam:-)

  4. Riada

    Alpi już nie potrzebuje futerka na popręg?

    1. quanta

      Testujemy od kilku dni nowy popręg Anky, bardzo wycięty przy łokciach, podobny kształtem do popręgów Fairfax. Nie wiem czy sprawdzi się przy dużych upałach, kiedy koń się w pracy spoci, ale na razie działa i obtarć brak :)

  5. Olaa

    A kiedy jeździsz z obniżoną zaokrągloną szyja konia to np. w kłusie jedziesz w wysiadywanym czy anglezujesz?

    1. quanta

      Jeśli koń się sam z siebie nie chce rozciągać, to na pewno mu będzie łatwiej uruchomić grzbiet w kłusie anglezowanym, a w galopie w półsiadzie.

      1. Moona

        Kłusować w półsiadzie też jak najbardziej można i działa to lepiej niż w kłusie anglezowanym 😉

        1. Olaa

          Dzięki za odp :)

  6. Moona

    Prawdziwie złoty koń! :)
    Bardzo cenny komentarz odnośnie świadomości konia co do własnego ciała – warty zapamiętania :)

  7. hihikomori

    ten komplet to tegoroczny eskadron mango ?

    1. quanta

      Zeszłoroczna edycja Eskadron Exclusiv gold shine. Jakość jest beznadziejna 😆 Żywotność tej szmaty oceniam na pierwsze pranie, owijek na dwa tygodnie jeżdżenia. Masakra! Przynajmniej kolor faktycznie cieszy 😉

      1. hihikomori

        no jest przepiękny, kurcze myślałam że to mango bo zamierzałam kupić ale nie wiem czy ostatecznie kolor przypadnie mi do gustu

  8. zaskoczona

    Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona tym wpisem! Gratuluję!

    Nareszcie to, co pokazujesz na zdjęciach, ma związek z tym, o czym piszesz. Nie odbieraj tego jako hejtu, po prostu witam po właściwej stronie 😉

    1. quanta

      Strona jest cały czas ta sama – z filozofii jazdy nie zmieniłam nic i dalej jeżdżę konie tak samo. Z tym, że ja daję im czas, żeby same się dały radę odnaleźć. Ten obrazek, który mam teraz, jest rezultatem pracy z koniem od samej zajazdki.

  9. staramaleńka

    Ale fajnie się na Was patrzy! Od razu człowiek ma dobry humor 😉
    Mam pytanie o streching marchewkowy – na co zwracać uwagę, jakie wygięcia są pożądane – czy są jakieś „próby oszustwa”, no i jak uniknąć nauki wymuszeń marchewek.

    1. sumire

      Uwagę trzeba zwrócić przede wszystkim na to, żeby koń nie krzywił głowy w obrębie pierwszych kręgów szyjnych (nos powinien być przedłużeniem linii grzebienia szyi). Co prawda to dotyczy głównie ćwiczeń pasywnych (czyli bez smakołyka), ale przy ćwiczeniu z głową konia między nogami też jest ważne. Ważne jest też, by robić ćwiczenia powoli i nie rozciągać konia „na siłę”, jeśli czujemy opór, to nie rozciągamy mocniej, żeby nie uszkodzić mięśnia/ścięgien. Zawsze!!! ćwiczenia robimy na rozgrzanym koniu (przynajmniej 15-20 minut spaceru stępem przed). Dobrze na początku ustawić sobie konia jednym bokiem przy ścianie i do ćwiczenia na stronę przeciwną przestawić – szybciej załapie, że nie ma wędrować za smakołykiem po boksie. 😉 Żeby rozciąganie miało sens, trzeba je powtarzać min. 2-3 razy w tygodniu, stretching marchewkowy spokojnie można wykonywać codziennie. Każde ćwiczenie powtarzamy 2-3 razy – choć z marchewkami trzeba uważać… właśnie po to, żeby konie nie nauczyć żebrania. Z tego względu u mnie przysmaki zawsze są „za coś”, albo za wyjątkowo dobrze wykonanie ćwiczenia, albo właśnie jako element stretchingu, w ostateczności wrzucam przez kraty do żłoba. Względnie mnie to chroni przed przeszukiwaniem kieszeni (przynajmniej moich 😀 bo od innych ciągle liczy na to, że coś dostanie). Pracuję z wyjątkowo bystrym zwierzakiem – i łakomym (jak to dziecko… mentalnie), więc muszę z tym uważać, żeby nie wszedł mi na głowę. Wystarczyło, że raz ktoś w czasie lonżowania mi włożył do kieszeni cukierki dla niego, dostał dwa razy (za dobrą pracę) i następnego dnia się opędzić nie mogłam, tak się przytulał do tej kieszeni (już pustej). 😉 Ale ogólnie się nauczył, że napadania na mnie i żebractwa nie ma, dopóki pilnuję, żeby nie dostawał nic z ręki bez konkretnego powodu, jest ok. Za to stretching załapał w moment, jak ogarnął, że cukierek jest przy mostku, to sam go tam szukał, mimo, że chciałam zmienić ćwiczenie i cukierek był już gdzie indziej. 😉 A, no i trzeba uważać na palce, z tego względu najlepsza jest marchewka, ewentualnie cukierki z Decathlonu (są długie, dodatkowo owoce leśne baaardzo pachną i wywołują szał… w całej stajni, jak się tylko włoży rękę do skrzynki, w której leżą).

  10. staramaleńka

    Wielkie dzięki!!! Czy zasada „żeby koń nie krzywił głowy w obrębie pierwszych kręgów szyjnych (nos powinien być przedłużeniem linii grzebienia szyi)” – dotyczy także zgięć bocznych np. marchewka przy guzie kulszowym? A marchewka przy mostku – rozumiem, że cala szyja ma/musi być okrągła i nos się wpisuje w tę linię? Przepraszam, że tyle pytam, ale nie chcę zrobić koniowemu krzywdy, a o stretchingu wiem niewiele. Może jest jakaś dobra książka, ew. inne źródło najlepiej ze zdjęciami?

    1. sumire

      To dotyczy zwłaszcza zgięć bocznych (jak również wyciągania głowy do góry). Odnośnie ćwiczenia z mostkiem i głową za nadgarstkami – szyja oczywiście robi się okrągła, ale z nosem chodziło mi o to, że nie powinien wylądować gdzieś z boku względem linii szyi. Choć w tym ćwiczeniu to się raczej nie zdarza. Ogólnie jeśli dochodzimy do momentu, w którym koń zaczyna przekrzywiać głowę, to się trochę cofamy z marchewką (nie ciągniemy tak daleko) – w momencie, gdy koń musi skrzywić głowę, zaczyna „oszukiwać”, bo wyciągnięcie się tak daleko jest dla niego na danym etapie za trudne, musi pomagać sobie trochę innymi mięśniami niż te, które chcemy rozciągnąć.
      Zapomniałam jeszcze dodać, że ćwiczenia wykonujemy symetrycznie na obie strony (ale to chyba oczywiste ;)) i jeśli rozciągamy zginacze, to potem rozciągamy również prostowniki (czyli np. robimy protrakcję i retrakcję kończyny). Odnośnie książek – wiem, że Karen Blignault ma książkę „Stretch exercises for your horse”, ale nie miałam jej w rękach. Na pewno dobrze opisane ćwiczenia są w książce Denoix „Physical therapy and massage for the horse” i w „Equine massage: A practical guide” J.P. Hourdebaigt, ale to już są pozycje dla bardziej zaawansowanych (choć jeśli ktoś szuka informacji stricte o rozciąganiu, to na pewno wyciągnie coś dla siebie). Mają jeden minus – są po angielsku. 😉

  11. Patka hm

    Zdjęcia są cudowne i tu zdecydowanie zasługa Alpiego, pani i fotoreportera 😀
    Dodatkowo wyczerpujące temat opisy i czegóż chcieć więcej? Chyba tylko podobnych doznań jakie pani przeżyła :) gratuluję efektów pracy 😉
    Pozdrawiam cieplutko

Odpowiedz na „hihikomoriAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *