«

»

lut 10

Znakowanie koni, czyli piętna rasowe.

Piętna rasowe najczęściej skojarzą nam się w pierwszej kolejności z końmi niemieckimi, dalej hiszpańskimi i lipicanami. Piętna takie to trwałe znaki wykonywane na ciele konia, najczęściej poprzez wypalanie. Nie należy ich mylić z oznaczeniami identyfikacji konia, chociaż faktycznie kiedyś w stadninach wypalano koniom numery pod siodłem lub na szyi. Do tego jednak służy obecnie wszczepianie transponderów, tzw. chipów, które zawierają unikalny kod przypisany wyłącznie do danego osobnika. Identyczne piętno mogą tymczasem nosić setki koni. Piętno rasowe to właściwie taka ekskluzywna metka.
IMG_0049
To jednak nie tylko o metkowanie chodzi. Niemieckie piętna rasowe to najczęściej loga związków hodowlanych. Intensywnie promowane, a zarazem będące gwarancją pewnej jakości. Przynależność do danej rasy jest zaletą i wyróżnieniem, dzięki piętnie rozpoznawalnym łatwo i od razu dla każdej osoby oglądającej konia. Pozwala ocenić, gdzie koń się urodził (przeważnie dane rasy koni hodowane są w konkretnych landach, czyli niemieckich województwach), a często również jakie są jego genetyczne predyspozycje użytkowe (na przykład oldenburskie konie ujeżdżeniowe i skokowe mają nieco inne palenie). To faktycznie działa, czasami aż za dobrze – ile to już razy widziałam błysk zachwytu w oczach wpatrzonego w piętno rasowe potencjalnego klienta (uuuu, hanower!) na konia, który poza znakowaniem w zasadzie niczym szczególnym się już nie wyróżniał…

Piętnowania dokonuje się przez wypalanie, lub mrożenie.
Wypalanie to najbardziej tradycyjny sposób znakowania, stosowany już od co najmniej 3800 lat. Wykonuje się go przy pomocy rozgrzanego do czerwoności żelaza, które przy krótkim zetknięciu ze skórą pozostawia trwałą bliznę. Nie rośnie na niej sierść, ale ponieważ sama powierzchnia znaku jest bardzo nieznaczna, możemy mieć wrażenie, że piętno jest wypukłością samej sierści. Włos nie zmienia koloru, stąd wypalone piętno jest widoczne z bliska, ale z większej odległości wizualna zmiana na skórze konia nie jest widoczna. Piętno jest czytelne, ale dość dyskretne.
alb_pferde_brandzeichen
Czy takie wykonanie palenia jest bolesne? Na pewno sam moment zetknięcia skóry z gorącym prętem jest. Sama rana, jeśli można ją tak nazwać (nie krwawi, nie pozostawia odsłoniętych tkanek podskórnych) goi się bezproblemowo, błyskawicznie i konie się nią nie interesują – nie drapią i nie majstrują przy zmianie na skórze.

Mój Skwarek miał kiedyś odpalanego sarkoida, co nie wiązało się z samym dotknięciem przez chwilę gorącego żelaza do skóry, ale dłuższym przyżeganiem pod różnymi kątami, aby dokładnie zniszczyć wszystkie komórki sarkoidowego guza. Po zabiegu Skwar nie zaszczycił przypalonego miejsca najmniejszym nawet spojrzeniem.
Wcześniej jego sarkoid był wycinany i koń znosił to fatalnie, próbując wygryźć jeszcze większą dziurę lub maniakalnie rozcierać zabezpieczone szwami cięcie o ściany boksu czy ogrodzenie padoków. Dla prawidłowego wygojenia musiał spędzić kilka dni na dwóch uwiązach :(

N_FreezeBrand3049Drugą metodą wykonywania trwałych znaków na skórze jest mrożenie. Ten sam stalowy marker, który stosuje się do wypalania, zostaje oziębiony do temperatury -80 stopni przy użyciu ciekłego azotu. Wymrażanie jest rzeczywiście niebolesne (potwierdzam z autopsji – miałam okazję sprawdzić to na własnej skórze). To chyba jednak największa zaleta wymrażania. Takie oparzenie zimnem niszczy komórki pigmentowe górnej warstwy skóry. Sierść rośnie dokładnie tak samo, jak przed znakowaniem, jest tylko biała jak śnieg. To implikuje dwa problemy. Po pierwsze, takie piętno jest u koni ciemnych maści bardzo wyraźnie widoczne i kontrastowe. Rzuca się w oczy i wygląda nieestetycznie. Dajmy na to apetyczny, lewy ciemnoczekoladowy udziec Cebuli z taką białą plamą? Kojarzyłoby się to prędzej z odparzeniem od źle dopasowanego sprzętu czy brzydkim otarciem, niż dyskretnym, stonowanym oznakowaniem. Po drugie – co z siwymi końmi? U nich wymrażane znaki w ogóle nie będą czytelne…
Brandzeichen 2

Gdzie się konie pali, a gdzie się nie pali.

Mimo że w Niemczech jest bardzo duże (społeczne, a także polityczne) poparcie dla wypalania piętn u koni, a nawet przeprowadzano badania (uniwersytety w Wiedniu oraz Kilonii) udowadniające identyczny poziomu stresu u źrebiąt poddawanych wypalaniu lub czipowaniu, to od roku 2018 palenie piętn jest w Niemczech dozwolone tylko ze znieczuleniem miejscowym. Dla porównania, Dania już w rok 2010 całkowicie zakazała wypalania piętn gorącym żelazem. Co ciekawe, tę decyzję podjęto… pod wpływem badań, które wykazały, że dorosły koń podczas wypalania znaku na skórze przeżywa znacznie większy stres, niż podczas aplikacji mikrochipa. Jeszcze bardziej kategoryczna w kwestii wypalanych piętn jest Belgia. Tam stosowanie tego typu znaków jest zabronione od 2000 roku, co konie z wypalonym piętnem nie mogą być prezentowane na pokazach czy zawodach.

brandezeichnenDrugim krajem, który równie gorąco (nomem omen) jak Niemcy, optuje za wypalaniem piętn, jest Hiszpania. Tutaj te tradycje rozwinęły się w zamierzchłych czasach, kiedy to istniała konkretna potrzeba znakowania bydła jako swojej własności. Dzisiaj konie są znakowane nie tyle piętnem rasy, co piętnem hodowcy. Ogiery z lewej strony, klacze z prawej, ale niektórzy hodowcy dodają jeszcze małe piętna pod ogonem lub na przeciwległej części zadu. Tych piętn jest mnóstwo, ponieważ każdy hodowca koni przekazuje swój własny, unikalny brand najmłodszemu synowi. Starsi synowie będą musieli stworzyć swoje własne znaki. Bywa, że marki / piętna hodowlane są sprzedawane, lub kupowane jako symbol statusu. Ewolucja takich znaków i zmiany w nich dokonywane z pokolenia na pokolenie jest niemal tak samo pasjonująca, jak rozwój danej linii hodowlanej. Uważa się, że najcenniejszym PRE jest koń posiadający palenie ‚munsztukowe’ (hierro del bocado) czyli koń nie inny, jak pochodzący z hodowli Yeguada Cartuja. To piętno palone było od 1484 roku!
hierro_ hierro
Obecnie konie iberyjskie mają już w dużej części wymrażane piętna. Obowiązku znieczulania koni podczas zabiegów znakowania – póki co brak.

A u nas? Polskie rasy również mają swoje palenia, ale znakowanie praktycznie nie jest stosowane. Za czasów państwowych stadnin konie numerami palonymi przy kłębie – z prawej strony numerem stadniny, z lewej strony numerem źrebięcia urodzonego w tej stadninie; część stadnin obecnie odeszła i od tego. Palenia rasowe na udzie nigdy nie były obligatoryjne, a u prywatnych hodowców w zasadzie się nie zdarzały. Chyba najbardziej używanym paleniem było to rasy śląskiej.

pietna_polskie

Niestety w kwestii znakowania rodzimych ras ocieramy się o drugie dno hodowli, czyli ekonomię. Hodowla koni jest zajęciem ekstremalnie trudnym i dopóki nie będzie również zawodem prestiżowym i pozwalającym naprawdę godnie żyć, to raczej trudno liczyć na chwalenie się polską metką rasy. Byłoby przecież wspaniale, gdyby w polskiej hodowli było tak wiele dumy, jak w hodowli hiszpańskiej i tak wiele estymy, jak w hodowli niemieckiej.

19 comments

Skip to comment form

  1. Vissenna

    Ja jestem jak najbardziej za paleniem koni polskiej hodowli. Czipa można dość łatwo zhackować i podmienić dane. Palenie zostaje z koniem raz na zawsze i z łatwością można by konia zidentyfikować.
    Lata temu na zawodach w Norwegii niesamowicie się zdziwiłam widząc tam konia z wielkopolskim paleniem. Klacz startowała pod juniorką w małej rundzie. Z ciekawości podeszłam się zapytać skąd ją mają. Właściciele nic o koniu nie wiedzieli, paszport zaginął. Bardzo się ucieszyli, jak im powiedziałam jakiej rasy mają konia. Podobno klacz była ulubionym zwierzakiem całej rodziny ze względu na charakter i łatwość jazdy. Bardzo ubolewali, że posiadanie źrebaka od niej, to hodowla pół NN. Podziękowali mi i powiedzieli, że spróbują się skontaktować ze ZHKWlkp w celu identyfikacji kobyłki.
    Kto wie, może znając rasę, zaczęli szukać kolejnego konia z Polski?
    Piętna to jak sama ujęłaś doskonała „metka” i reklama rasy. Szkoda, że w Polsce ta praktyka zanika.

    1. Kamil

      Zadawanie zwierzęciu bólu w imię promocji i reklamy? Nie no ekstra…

      1. quanta

        A jakiego bólu, jeśli w tej chwili obligatoryjnie wypala się piętna pod znieczuleniem? Z tej opcji korzystało już wcześniej wielu hodowców, a teraz na szczęście stało się to obowiązkiem.

  2. Ann

    Mój koń ma pod siodłem wypalony numer. Ale teraz jest już zupełnie nieczytelny. Koń ma teraz 21 lat i zastanawiam się właśnie, jak z trwałością, bo te cyfry są praktycznie nie do rozczytania.

  3. Kinga

    O tak.. palenia u koni to coś co przyciąga wzrok. Bardzo dobrze pamiętam z dzieciństwa widok ogromnej wielkopolskiej klaczy i jej palenie. Wielka szkoda, że już się od tego odchodzi.

    1. Lex

      Miłośnicy koni… Dlaczego traktujecie te zwierzęta jak coś czemu należy nadać numer seryjny albo piętno rasowe? Boksery i dobermany bez ogona i z przyciętymi uszami też są takie piękne? Żaden miłośnik psów tego nie powie…

      1. quanta

        Myślę, że nie możesz tych dwóch rzeczy porównywać. W Wyniku znakowania koniowi nie jest obcinana żadna część ciała. Nie zajdziesz również żadnego miłośnika koni, który powie, że kurtyzowanie ogonów u koni jest piękne czy dobre. To jest jednak zasadnicza różnica.

        1. Lex

          Wypalenie rany w celu pozostawienia blizny JEST okaleczeniem zwierzęcia… Poza tym co za różnica czy skórę topimy gorącym żelazem czy obcinamy? Uważam że istnieje wiele innych, znacznie mniej okrutnych metod znakowania np. czipowanie.

      2. Lidia

        kopiowanie uszu i obcinanie ogonów ma swój sens i nie służy tylko poprawie wyglądu zwierzęcia

  4. Lex

    Ludzie – WIELKA SZKODA? Nie rozumiem jak można opowiadać się „za” takimi średniowiecznymi praktykami jak wypalanie zwierzętom znaków… Mamy przecież tyle metod, które nie sprawiają bólu zwierzęciu…

    1. gllosia

      Ja też tego nie rozumiem!! Co za szkoda, może sami się oddajcie do palenia? Miło?? Bardzo :/ A to wszystko dla ludzi, bo koniom to na nic się nie przydaje.. Czy koń to rzecz, która potrzebuje metki i loga?

      1. Ann

        Żelazo użyte do wypalania jest tak gorące, że prawie natychmiast niszczy zakończenia nerwowe w skórze i koń nie czuje już bólu. Przynajmniej tak mi kiedyś weterynarz tłumaczył. Oglądałam znakowanie źrebaków w Niemczech i robili to po prostu tak, że jedna osoba trzymała konia, a druga wypalała. Żadnej paniki, nic, więc chyba nie jest to jakaś straszna tortura.

      2. quanta

        Lex, Gllosia, faktycznie polecam obejrzeć przegląd źrebiąt połączony ze znakowaniem. Krew się nie leje, źrebaki nie wpadają w panikę, nie kopią ludzi. To jest tylko moment, przypominający przekłucie uszu u kosmetyczki. Na pewno nie jest to obrazek jak z westernu, gdzie wierzgającego konia powala się na ziemię linami, na tegoż konia rzuca się dziesięciu hożych kowbojów przygniatając go do ziemi, a jedenasty dźga go rozgrzanym do czerwoności pogrzebaczem.
        Bardzo słusznym rozwiązaniem jest obowiązkowa sedacja, bo dysponując tego typu środkami powinno się zadbać o to, żeby nie narażać zwierzaka na żadne nieprzyjemne odczucia.

        Dla mnie samej piętno nie ma większego znaczenia, mam i miała konie znakowane i nie. o ich wartości dla mnie decydował charakter, a nie wypalona metka. Mogę jednak zrozumieć, że dla wielu hodowców taka tradycja jest bardzo ważna i to też trzeba umieć uszanować.

        Niestety świat nie jest wyłącznie miły i gładki, a stres i ból są nieodłączną częścią życia. Na ból, poważne komplikacje zdrowotne, a nawet śmierć narażone są wszystkie rodzące klacze. Nie znam ani jednego przypadku, kiedy źrebię by odeszło w wyniku palenia, a tymczasem odnośnie klaczy, daleko nie szukając – cudowna i łagodna i kochana mama mojego Suchara odeszła wydając na świat swojego kolejnego potomka. Może zatem nie należy hodować koni, by nie narażać części ich populacji na taki stres i ryzyko?

        Z niczym nie można popadać w przesadę. Znakowanie na sedacji to naprawdę nie jest nic złego.

      3. Lidia

        oczywiście że nie rozumiesz :) tak, koń to jest towar luksusowy i potrzebuje metki i loga, wystosuj pismo do niemieckich hodowców żeby przestali, okrutnicy jedne

  5. Daria

    Fajnie to wygląda, ale raczej tez w myśl zasady nie rób drugiemu co Tobie nie miłe opowiem się na nie :) paszport wystarczy :)

  6. WW

    Ja również jestem za znakowaniem Polskich koni, nie chodzi tu o „metkę” tylko o tradycję i tak jak w historii Vissenna jako znak rozpoznawczy danej rasy konia.

  7. Marta

    Ekstremalny, ale jednak przykład na to jak pomaga znakowanie. Koń wyciągnięty z komórki od rolnika. Zaniedbany, wychudzony, ledwo co łaził. Bez papierów i bez chipa oczywiście. Dzięki znakowaniu udało się prześledzić historie konia. Dałoby się tez odtworzyć papiery, szczególnie że okazało się, że to ogier z licką.

  8. Werka

    Moim zdaniem jeżeli znakowanie odbywa się w znieczuleniu to czemu nie? Być może kiedyś posłuży koniowi chociażby w sytuacji zagubienia papierów… Jestem jak najbardziej Za rozwojem polskich ras i hodowli, często odnoszę wrażenie, że Polacy słysząc „koń z niemieckim papierem” nawet na niego nie patrzą i już im się wydaje, że to jakiś cud świata, fajnie by było gdyby polski papier też robił takie WOW.

  9. Lidia

    wchodze sobie do quanty na bloga, czytam fajny artykuł…i co widzę? ekoterrorystów :( , nawet i obrońca uszu się znalazł

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *