«

»

gru 07

Za kierownicą Maserati

Moje prywatne Maserati nie jest wprawdzie najnowsze (leci mu już piąty rok od czasu wyjazdu z fabryki), ale zdecydowanie jest pojazdem najwyższej klasy. Ma potężny silnik blisko tylnej osi, imponujące sportowe nadwozie o nowoczesnej linii, lśniący lakier z limitowanej edycji, aksamitną skórzaną tapicerkę i prowadzi się je jak marzenie. Zupełnie serio:

IMG_8356

Trzy miesiące rzetelnej pracy z Fugu przynoszą efekty. Cebulka nabrała kondycji, przebudowała trochę sylwetkę: nabrała szyi, podciągnęła brzucha i przestała wyglądać jak niedoszła matka-polka. Dotąd dłubałam sobie z nią powolutku w podstawach, starając się gimnastykować boki i pozwalać się koniowi rozciągnąć. Teraz zbieram żniwo takiej cierpliwośc. Koń bez problemów – owszem, z charakterem, owszem, „rozmowny” – ale jeździ się na Cebulce po prostu bajecznie. Ona też złapała sama pewne zasady gry, odkryła, że w każdym z chodów ma do dyspozycji ciekawą skalę: może skrócić, może poszerzyć, a wszystko to zostając w równowadze – i jak już taka nowość do niej dotarła, to zaczęła używać swojej zachwycającej pupy do unoszenia całej cebulowej wagi. To niesamowite, ale Fugu nawet wypuszczona w dół dalej niesie się wyraźnie do góry:
IMG_8573

Poprawił nam się kłus, już mogę nim jechać prowadząc konia między dwiema łydkami i dwiema wodzami. Fugu oparła się na kontakcie i po trochu zaczyna się w tym kłusie odbijać. Mamy też pierwsze, dziecinne, ale za to już widoczne ładne zawieszenie przekątnych i fazę z czterema nogami nad ziemią. Siedzi się przy tym jak w kołysce. W pośrednich kłusach coraz lepiej otwierają się łopatki.
IMG_8343 IMG_8336IMG_8526

Oczywiście Cebula jak każda kobieta ma swoje humory i potrafi zademonstrować siarczyste oburzenie na przykład na wkurzającą łydkę. Parska wtedy ze złością, robi kwaśne miny i potrząsa głową z dezaprobatą. Wygląda jak różowa księżniczka, której się wydaje, że toczy ogromną i pełną ofiar wojnę, podczas gdy w rzeczywistości tupie odzianą w brokatowy bucik nóżką 😉 Fugu jest w tych humorach przezabawna, bo sama je rozwiązuje – wystarczy dalej robić swoje, nie rezygnować z „wkurzającej łydki”, a koń w ciągu paru metrów z rozmowy „eh-foch-foch-foch!” sam się przełącza w tryb „no dobrze”. Od razu robi się wtedy gładka jak kotek i słodka jak karmelowy cukierek. Bardzo ciekawie jeździ się takiego konia, który cały czas w trakcie jazdy jest zajęty myśleniem to tym, co robi jeździec. Śmieję się, że nawet jak zmienię uczesanie, to będę musiała uzyskać na nie aprobatę Cebulki 😆
IMG_8559

Niesamowita rzecz stała się również z galopem. Fugu zaczęła zostawać na tylnych nogach… i przestało być ją słychać. Można przejechać galopem woltę tuż za plecami jakiejś osoby i jestem pewna, że ta osoba nie uwierzy, że oto za nią właśnie przegalopował koń. Suchy w zebraniu kumuluje olbrzymią moc i ogień, a Fugu zaczyna gromadzić i koncentrować lekkość i grację. Jak ja się teraz nie mogę doczekać jej za rok!

IMG_8418 IMG_8444

I kto by pomyślał, że to kobyła – i to męska, charakterna, typowa liderka – będzie miała nie tylko najlepszą głowę z całego mojego rudego stada, ale też to właśnie z babą będzie się najłatwiej pracowało. A przecież klacze są be! 😉 Sama nie chciałam! 😉
Suchy ma targające nim emocje, Alpi – czającą się z każdej strony otchłań, a kobyłka analityczny umysł, który zawsze jest w gotowości, by oceniać otoczenie i wyciągać wnioski. Jeśli każdej z rudych wiewiórek powiem to samo zdanie, to Suchy je zrozumie, o ile tylko da mi to zdanie dokończyć i nie wybuchnie w połowie brykaniem i piszczeniem. Alpi to zdanie usłyszy wyłącznie w przypadku, jeśli akurat apokalipsa poszła sobie w drugą stronę i diabły wyłączyły na pięć minut ogień w kotłach (jeśli akurat apokalipsa nie poszła, to mogę sobie krzyczeć aż do zachrypnięcia, konia nie ma). Fugu usłyszy zawsze, błyskawicznie rozważy, czy czuje się z tą sentencją szczęśliwa, czy nie , zawsze zrozumie i zawsze odpowie. Wszystko, co jest wobec niej fair, jest gotowa zaakceptować jako słuszny punkt widzenia.

W stajni zaczynamy na nią wołać Valegro 😎

Zawsze wieczorem krzątając się koło boksów i przekomarzając z Blondynem wybieram trochę w żartach „bohatera dnia”, czyli konia, który dał z siebie na treningu najwięcej i tym momencie był najlepszy. Dotąd zawsze było łatwo rozstrzygać, a wybór był oczywisty. Ostatnio coraz częściej autentycznie nie umiem zdecydować! I chociaż zmiany i progres u każdego konia nie jest jednostajny, tylko przypomina raczej sinusoidę, to ostatnio każdy rudzielec w robocie jest świetny. Robi się naprawdę ciekawie i jeśli to się utrzyma, to zapowiada się ekscytujący i już zupełnie nieprzedszkolny przyszły sezon :)

IMG_8587 IMG_8615 IMG_8633 IMG_8634

14 comments

Skip to comment form

  1. tuch

    Ta klacz jest tak wspaniała i tak cudowna, że nie dziwię się skąd u Ciebie tyle przymiotników by ją opisać. Ona zapiera dech na każdym zdjęciu, nawet w wersji gdy ma „focha”. A te ostanie z pracy w dole, wyglądają jak z podręcznika dla sędziów ujeżdżenia. Sylwetka jest tak okrągła, jakby miała kręgosłup z gumy. Ciągnie szyją dosłownie jakby była na zajęciach fitness. Ja byłam i jestem w niej zakochana <3 Trzymam kciuki… !

    1. quanta

      Ostanie zdjęcie to naprawdę klasyczny stretching „w łuczek”. Nie każdy koń jest w stanie tak pracować, większości na drodze staną jakieś mankamenty budowy / głowy / równowagi. Żeby nie było również i tutaj pierwsze moje propozycje, żeby się otwierać i wydłużać nie spotkały się z zachwytem, Fugu należy do tych koni, którym dobrze i wygodnie z podwiniętym pod siebie całym frontem.
      Żeby jednak nie było zbyt dużych anomalii w przyrodzie, to wspaniała Fugu dotąd była obdarzona durnym, ale wyjątkowo efektywnym pechem. I ma kasztany jak koń Maciek z wozu – paskudne po prostu, wystające na 5 cm z każdej nogi, które w ogóle się nie łuszczą i nie chcą odpadać. Jak ktoś ma jakiś pomysł, co z nimi zrobić, to oferuję w zamian trening na Cebuli 😉

      1. amnestria

        Q, a przycięcie? Znam jednego gagatka, któremu kasztany nie odpadały. Właścicielka najpierw rozmiękczała „dziadostwo” bodajże wazeliną czy oliwką dla dzieci – nawet kilka dni – a potem cęgami je ucinała (tak.. warstwowo, nie ucinała na raz), ale zostawiała sporą część kasztana. Ewentualnie można poprosić o pomoc podkuwacza :)

        Ps. czasem samo natłuszczenie wystarcza i da się kasztana zeskrobać.

        Cebulki nie mogę się doczekać w zaawansowanej pracy :) Będzie szał!

      2. tuch

        U fryzów rosną tak samo obciachowo i nie odpadają. Obcinam zwykłymi cęgami do kopyt, praktycznie na płasko.

        1. tuch

          Ah…dodam jeszcze że jest to prawdziwy rarytas dla psów :)
          Zdecydowanie lepszy (i zdrowszy) niż ścinki podgniłej strzałki.

          1. quanta

            Bleee 😛
            Jeden przycięliśmy z kowalem obcęgami, chyba to w takim razie jedyna metoda. Patrzyć się nie da na te sterczące konary. Alpi i Suchy to mają kasztanki miękkie i płaskie, o strukturze jak poduszka kociej łapki, a dziewucha takie niemal odlane z cementu :(

          2. P.

            Mojemu koniowi odpadają po… solidnym deszczu :p takiej porządnej ulewie
            A co do wpisu, mam prośbę-pokaż te konie światu, poza blogiem! Trzymam kciuki za udane wyjazdy na zawody, bo grzechem jest nie pokazywać takich rudych perełek 😉

  2. tuch

    Odetniecie i nie będzie śladu po „Maćku od woza” 😀

  3. Moona

    Fantastyczny koń!

  4. Aga

    Na kasztany najlepszy jest smar albo olej do kopyt. 2-3 dni smarowania rano i wieczorem i schodza jak naklejka :)

  5. Caroo

    Fugu ma dopiero 5 lat? Dla mnie, jako laika, rusza się jak stary, doświadczony koń :)
    Jak układasz swój dzień pracy z końmi? Masz tak, że pierwszy idzie ten koń, bo wiesz że może mieć swoje, silne zdanie na temat treningu, a potem te łatwiejsze do jazdy? Albo na odwrót, że najpierw spokojna, bez niespodzianek jazda? Czy nie ma to dla Ciebie różnicy? :)

  6. Patka hm

    Ona jest po prostu cudowna 😀

  7. Katarzyna

    Pomijając, że cały koń to prawdziwe Maserati, to kto by patrzył na jakieś kasztany, kiedy ciągnie się za nim taki ogon 😉

    1. quanta

      Kasztany być muszą, w myśl idei, że nie ma koni idealnych 😉 A ogon, choć nadal imponujący trochę zmarniał po rozmaitych Cebulowych wojażach (choćby do kliniki położniczej w zeszłym roku), jeszcze mu przywrócę pełen blask, bo kita rośnie jak szalona :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *