«

»

maj 24

Wysyp kleszczy

W tym roku jest ich straszliwie dużo! :(

Jakiś miesiąc temu miałam bardzo nieprzyjemną przygodę z kleszczem, który dopadł Sucharka. Co roku wyciągam z koni spore ilości kleszczy (no cóż, uroki padokowania) i nigdy się tym w sumie specjalnie nie przejmowałam, bo poza lekkim i szybko mijającym odczynem w miejscu wgryzienia się kleszcza nie mieliśmy dotąd żadnych innych przypadłości. Tym razem było jednak inaczej.

IMG_4417

Zaczęło się od tego, że Sucharkowi trochę spuchła tylna noga. Spuchła dziwnie, bo z przodu, na wysokości połowy nadpęcia. Opuchlizna nieco grzała, ale nie wywoływała bolesności przy obmacywaniu, koń chodził też zupełnie normalnie, więc uznałam, że może się zwyczajnie w swoje odnóże uderzył i zaordynowałam schłodzenie nogi. Kolejnego dnia przyjechałam do stajni i drugi tył spuchnięty w identyczny sposób… A poza tyłem – puzdro. To już całkowicie przeczyło teorii o uderzeniu nogi, zatem złapałam za tel do weta i równocześnie zrobiłam dokładny przegląd konia. Jest kleszcz, wgryziony w puzdro, w trudno dostępnym miejscu, Akurat nie miałam przy sobie żadnego sprzętu do wyciągania kleszczy, to na usunięcie obcego postanowiłam poczekać do przybycia pani doktor. Biednemu Sucharkowi przez kilka godzin spuchła również trzecia noga, a dodatkowo na całym grzbiecie pojawiła się wysypka-pokrzywka. Paskudna reakcja alergiczna… :( Kleszcza się na szczęście udało pozbyć, koń dostał przeciwalergiczne leki i następnego dnia wszystkie objawy ustąpiły. Sam kleszcz (plus obrana krew) trafiły do badania, czy też nie przyplątało się przy okazji coś paskudniejszego. Na szczęście kleszcz nie był nosicielem żadnych groźnych chorób. Biedny Suchar po prostu nigdy w życiu nie został dziabnięty przez takiego krwiopijcę… Wszystkie moje konie, które urodziły się w Niemczech czy Holandii i tam dorastały, początkowo mają spory problem z owadami. Nawet na komary reagowały bardzo intensywnie i przez pierwsze tygodnie ekspozycji na insekty schodząc z padoków wyglądały cokolwiek jak kalafior :( Z czasem wszystkie zyskały odporność i na obecną chwilę dramatu już nie ma. A taki Skwarek, stary wyga, nie raczy wyhodować na sobie nawet jednego bąbelka po ugryzieniu, tymczasem biedne dzieciaki puchły i drapały się o wszystko, pewnie przy okazji zastanawiając się, że przyszło im zamieszkać w jakiejś opanowanej przez moskity amazońskiej dżungli  :( No cóż, za granicą praktycznie cały dostępny teren jest uporządkowany i zagospodarowany, czy to pod rolnictwo, czy przemysł, tudzież zabudowę mieszkaniową. Takich dzikich ostępów, najlepiej jeszcze konkretnie przesiąkniętych bagienkami, jakich u nas pełno, tam się spotkać nie uda. Zatem dokuczliwych owadów też nie ma, albo występują ilości śladowe. Za to u nas lęgnie się i namnaża wszystko: muchy, komary, gzy, meszki, jusznice, bąki bydlęce… Brrrr!

kleIMG_2318 kleIMG_2324
kleIMG_2327
A wracając do kleszczy, lepiej ich jednak nie bagatelizować. Ostatnio coraz częściej stwierdzane są przypadki występowania babeszjozy, piroplazmozy czy anaplazmozy u koni. Są to trudne w leczeniu choroby krwi, które w skrajnym przypadku mogą prowadzić nawet do śmierci konia. Dlatego powinniśmy stale kontrolować wychodzące – padokowane – zwierzaki (ja co wieczór robię przegląd wszystkich, ze szczególnym uwzględnieniem okolic głowy, w tym szczególnie sanek, łokci, brzucha, słabizny, genitaliów i ogona), a znalezione kleszcze – usuwać. Usuwać bezpiecznie! Doskonale się do tego nadają rozmaite kleszczołapki dostępne w sklepach zoologicznych (ja mam zawsze pod ręką w stajni Tick Twister).

klea12479613Wyciągnięty kleszcz powinien mieć widoczny ryjek, a najlepiej jeszcze, żeby machał ośmioma łapkami (tak, tak, to nie żart), wówczas mamy gwarancję, że usunęliśmy szkodnika całego, żywego i w dobrej formie. I tutaj jeszcze raz polecę kleszczołapkę – wyciągnięcie samymi palcami żywego i nieuszkodzonego kleszcza osadzonego głęboko w końskich sankach jest praktycznie niemożliwe. Z kleszczołapką zajmuje kilka sekund.
Usuniętego kleszcza warto zachować. Jakkolwiek się to wydaje paskudne, można zaopatrzyć się w torebkę strunową i tam zapakować delikwenta. Jeśli nasz koń w ciągu najbliższych dni zacznie się dziwnie lub podejrzanie zachowywać (straci apetyt, będzie miał temperaturę, nieuzasadnione objawy kolkowe, zacznie się szybko męczyć itp.), to naszego kleszcza będziemy mogli przebadać pod kątem nosicielstwa poważnych chorób. Niezłym pomysłem jest dość regularne (raz, dwa razy do roku) robienie również badań krwi.

A Sucharek, podobnie jak reszta ekipy, nader często wraca z padoku z nowym kleszczem, ale na szczęście złapał już tyle odporności, że kolejne ugryzienia nie wywołują alergii.

kleIMG_4580

8 comments

Skip to comment form

  1. primavera

    straszna sprawa z tymi owadami , ja mialam jeszcze gorszy przypadek z moim rudym. Zeszlego roku w pazdzierniku, byla jeszcze ladna trawa, wiec kon chodzil na padoku niemal caly dzien. Zawsze go przegladalam i usuwalam keszcze które znajdowalam, ale niestety i to nie starczylo. Z dnia na dzien nastaly pojawily sie objawy neurologiczne, brak kordynacji i równowagi, chodzil bokiem, potykal sie i przewracal, wszystkie miesnie spiete, temperatura z dnia na dzien ponad 40 stopni…No i znalazl sie kleszcz, gleboko w dole miedzyzuchwowym. Weterynarz wzial do badania, no i sie okazalo ze byl nosicielem goraczki zachodniego nilu (co jest dziwne, bo ta chorobe glównie rozprzetsrzeniaja komary). Na szczescie po 4 tygodniach insensywnego leczenia wyszedl z choroby bezobjawowo. W kazdym razie polecono mi krople na konie, odstraszajace owady, glównie kleszcze , firmy Bioveta. Musze powiedziec ze krople aczkolwiek sa troche drogie, ale naprawde dzialaja, uzylam pierwsza porcje na poczatku kwietnia, i w tym roku jszcze ani jednego kleszcze jeszcze z rudego nie wyciagalam, w ramach ostroznosci polecam kazdemu 😉

    1. quanta

      No właśnie, a wydawało by się, że co tam od takiego kleszcza może się dziać… Dobrze, że udało się wdrożyć skuteczne leczenie. Ja swoje ubieram w pełne derki i psikam DEET, szczególnie po nogach – bo kleszcze, wbrew popularnej opinii wcale nie spadają z drzew, tylko wspinają się na żywiciela z wysokiej trawy.

  2. Ania

    Niestety to jest wielka wada koni z zagranicy, wychowanych w krajach z mniejszą ilością robactwa… Mój osobisty też z Holandii i na każde paskudztwo reaguje histerią. Chyba tylko zwykłe muchy mu nie przeszkadzają. Masakra :(

    1. quanta

      Suchar się już pogodził z losem, ale on ma wybitny charakter i głowę – nie świruje na padokach, dzielnie znosi ataki krwiopijców. Karolek przez wszystkim, co lata, ratuje się ucieczką stępem. Jeśli się go puści na padok pełen much, to choćby był ubrany od stóp do głów w siatki, moskitiery i spsikany zabójczym pestycydem będzie maszerował dotąd, dopóki ktoś litościwy go nie sprzątnie do boksu, choćby i parę godzin… Zombie komary znosi, muchy znosi, ale wielkie bąki bydlęce atakuje strzałem z tzw. dwururki (kop na dwa tyły) – obojętnie, czy jest w reku na trawie, na padoku, czy na przykład pod siodłem. Ciekawe, jak to będzie z Opfokiem…

      1. Ania

        Oby mały znosił to choć trochę lepiej niż starsi koledzy. :) My kleszcza nigdy nie mieliśmy, ale w tym roku konisko siedzi na pastwiskach z momentami bardzo wysoką trawą, więc ryzyko niechcianego gościa niestety spore.

  3. gllosia

    Z naszych koni jeszcze nic [odpukać] wyciągać nie musieliśmy, ale z psa już chyba z 5 w przeciągu paru dni!!

  4. Basia

    Zbliża się sezon kleszczowy, temat na topie, więc małe sprostowanie – kleszcza do badania można dać maks. 24 godziny od wyciągnięcia i trzeba go trzymać w tym czasie w lodówce. Zatem czekanie kilka dni na objawy i posyłanie wtedy kleszcza na badania nie ma sensu. Albo badamy od razu, albo wcale. Niestety :(

  5. staramaleńka

    Sezon kleszczowy trwa. Koń znajomych nie przeżył – babeszjoza. Wielka tragedia… Jakich dobrych środków odstraszających używacie? Czy jest coś co wystarczy aplikować raz na kilka dni, a nie przed każdym wyjściem na padok?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *