«

»

gru 21

Ujeżdżenie do zakochania

Ujeżdżenie jest do zakochania się, i może robi się to trochę nudne, że nieustannie to na blogu powtarzam, ale czasem naprawdę nie można się nie zachwycać zmianami, jakie zachodzą w koniach. Albo prawie nie można w nie uwierzyć 😉

Narzekałam, wciąż narzekam i będę narzekać na galop Alpinusa, bo chyba jeszcze taki przypadek nie trafił mi się nigdy. Koń, który miał ogromne problemy z taktem, nie potrafił sam utrzymywać galopu, wiecznie się rozpadał, był krzywy jak wyklepany stary Polonez po trzech wypadkach, a na lewo nie był w stanie w ogóle poprawnie ruszyć. Strasznie się nad tym wszystkim natrudziłam – a Alpi jeszcze więcej – ale zdecydowanie było warto, bo od początku miałam przekonanie, że gdzieś tam, w tym wszystkim drzemie świetny galop, tylko sam Alpi jeszcze o nim nie wie i na pewno w siebie nie wierzy. Za to faktycznie zaczynaliśmy z poziomu minus 10 – swoją lewą przednią nogę koń uporczywie wyrzucał na zewnątrz, zapadając się na nią łopatką w dół, a nie przed siebie, tak mocno, że w trakcie jazdy czy nawet hasania sobie po padoku lewy przedni ochraniacz zawsze przekręcał się na zewnątrz…

Tak wyglądała nasza pierwsza jazda z galopem – koń ekstremalnie krzywy, spięty, wysoki pupskiem, płaski nogami i na pewno nie trzymający się w ogóle na zadzie. Jeździec musi totalnie podpierać całego konia lewą łydką, bo przód konia galopował na zewnątrz, a jego całe ciało wpadało ze śladu do środka placu czy hali:

IMG_7453

Dziś Alpi galopuje trochę inaczej :)
I mimo, że wciąż praca trwa i jestem bardzo daleko od tego, czego bym sobie mogła życzyć, to pojawia się już masa naprawdę dobrych momentów. Dobrych, i takich, kiedy pracuje faktycznie koń, a nie jeździec i mogę sobie tylko czujnie siedzieć i w porę przyjść z drobną korektą. Momentów, kiedy koń zostaje na zadzie, niesie przód, unosi okrągłą szyję i zaczyna zamiast „nie umiem, nie umiem” myśleć „dam sobie radę”.

IMG_9081 IMG_9155

A najlepsze w tym wszystkim jest to, że robiąc pracę w postawach, może i żmudną, i czasem trochę nudną, tak naprawdę idziemy z treningiem jak burza. Po zawodach była u nas Ola Szulc, jeździłam z Alpim dużo ciągów, pierwszych ciągów w sekwencjach, ciągów z lotnymi zmianami i zmianami kierunków i zgięć. Potem całe dwa tygodnie nie zrobiłam ani jednego ciągu, koncentrując się tylko na pracy w galopie: naprzód – i wycofać, wokół łydki, na tylne nogi, trzymaj sam tempo. I chociaż czasem naprawdę mam ochotę Alpidło udusić 😆 to zaciskam zęby, liczę do dziesięciu i dalej robię swoje, monotonnie i namolnie jak kleszcz, po prostu jestem i nie odpuszczam.
I wczoraj na kolejnym treningu z Olą pojechałam ciągi życia 0_o Nie mogłam uwierzyć, że przychodzą nam tak łatwo i mam w nich tak ogromny wpływ na konia, mogę płynnie zmieniać zgięcie, zwalniać przód, jechać bardziej ciasny ciąg pod większym kątem, czy przeciwnie go zmienić na luźniejszy. Nawet i zmiany były po nich z samoczynną tendencją naprzód, bo Alpi czasem skakał je po ciągach za dużo w górę tracąc przy tym impuls. Wow! Jestem przekonana, że gdybym te dwa tygodnie skupiła się na jeżdżeniu wyłącznie elementów, a nie podstaw, to nigdy nie uzyskałabym tak dobrych ciągów.

Coś wspaniałego :) Praca w podstawach jest zawsze bezcenna, a ujeżdżenie – to fantastyczna dyscyplina :)

10 comments

Skip to comment form

  1. Moon

    Właśnie taka mnogość gięć i ‚nudnych’ jazd pt. rzeźbię swoje, liczę do 10, znów rzeźbię swoje, pięknie poprostowały mi Kula <3 i o ile łatwiej się dojeżdża teraz do przeszkód – no pure magic! 😉
    Ujeżdżenie to królowa (król?) jeździectwa, na pewno!

    1. quanta

      Ja uwielbiam taką dłubaninę w podstawach, naprawdę zawsze daje efekty. W przypadku dwóch koni widziałam na przykład olbrzymią poprawę galopu, kiedy jeździec przez dwa miesiące w ogóle nie galopował, bo tak w tym chodzi było wszystko naknocone, że fizycznie nie był w stanie. Więc kłus, przejścia, sadzanie konia na zadzie, rozluźnianie, jazda na okrągłej szyi. A potem w galopie koń już starał się to wszystko proponować sam :)

  2. tuch

    Bo ujeżdżenie jest jak Media Markt – nie dla (…..) 😉
    Pamiętam jak jeszcze (w sumie nie tak dawno) mimo zauroczenia dyscypliną, kompletnie nudziło mnie oglądanie zawodów ujeżdżeniowych… Jak można to oglądać w TV?!
    Co za dramat. Nic się nie dzieje. Nudy. Można usnąć. Flaki z olejem. Każdy jedzie identyczny program lub podobny…tylko muzyka czasem fajna. Na dodatek na ClassHorse komentator mówi po włosku, gorzej już być nie może.
    Ale w pewnym momencie zaczyna się widzieć więcej szczegółów. I dopiero wtedy można odkryć prawdziwy sens dyscypliny. Podczas przejazdu analizuje się każdy szczegół i wyłapuje błędy w podstawowym wyszkoleniu. Liczy kroki w chodach bocznych, oczekuje w napięciu na przejście piaff-pasaż, po czym luźno buja się w rytm lotnych. I już trudno się od tego uwolnić…

    1. quanta

      Jest jeszcze gorzej, jak zaczyna się jeździć te wszystkie elementy. Przejścia piaff-pasaż ok, ale przejście z galopu do pasażu? Kto na nie zwróci uwagę nie jeżdżąc? A dla wielu koni takie przejście jest naprawdę trudne do zrobienia, tak, żeby wyglądało gładko, płynnie i bez wysiłku. Chociaż z drugiej strony trafiłam kiedyś w sieci na ranking najnudniejszych sportów świata, nie trudno zgadnąć, który wygrywał 😆 I sporo w tym racji – emocji brak, nikt nie ryzykuje życiem (oj, chyba muszę to moim chłopakom powiedzieć), koniki sobie tuptają, a jeździec tylko siedzi. Nuda no 😉

  3. Ewa

    Czy mogłabym się trochę poradzić? Trenerke mam i działamy, ale zawsze fajnie usłyszeć kilka opcji od różnych, doświadczonych osób:)

    1. quanta

      Treningi online nie bardzo chcą działać w praktyce 😉 Spróbować można, ale nie obiecuję, że będę mogła pomóc.

      1. Ewa

        Moim dużym problemem są ręce, staram się szanować zewnętrzną wodze, ale od początku mam w zwyczaju za dużo działać rękami, ruszać nimi bez celu, zapominając o ważniejszych sprawach jakim jest dosiad i łydki. Mój koń ma za to problem z ustepowaniami, początki tego ćwiczenia to była jakaś masakra, koń do przodu wio i tyle. Koń z tych gotujących. Teraz mamy już ustepowania bardziej pod kontrolą, ale nadal jest to nasza pięta Achillesa. Krzyzowanie nóg idzie ciężko, nie ma co.. :) A ręce bym z chęcią odciela, to jest myśl :)

  4. Kinga

    Widok konia na zdjęciu numer 1 jest częsty w wielu szkółkach i rekreacjach w Polsce.
    Dlatego uważam, że twój blog pełni rolę edukacyjną i pokazuje jak poprawnie powinno to wyglądać :)

    1. Amelia

      Ojj, gdyby to taki widok był to naprawdę byłoby dobrze 😉

      1. Moona

        Właśnie, w jakiej szkółce można zobaczyć takie konie? :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *