«

»

cze 12

Terenowo: Suchy przed burzą

Żeby nie było, że my to tylko żużlujemy na hali wciąż te same lekcje 😉 Kiedy tylko jest okazja, śmigam w teren (górki!) i prawdę mówiąc, najchętniej bym z końmi w ogóle nie schodziła z łąki (dlatego też u siebie przewiduję ogromny trawiasty plac do jazdy, ha, i już nie mogę się go doczekać). Tereny w pięknych okolicznościach przyrody mają w sobie prawdziwą magię :)

IMG_3395fejs

Wprawdzie nie zawsze i nie wszędzie mogę z rudzielcami pojechać (Suchy nie znosi meszek, much i komarów, potwornie się nimi denerwuje, ustać nie może i tonie w pianie, jeśli choćby jedna zbłąkana muszka owocówka kręci mu się koło nosa – a z kolei Cebulę irytuje nierówne podłoże), ale od kiedy moje konie dorosły i wychowały się na tyle, że zawsze jestem w stanie nimi powodować, wybieram się na ogromne, bajecznie piękne łąki, do których droga wiedzie niestety przez wieś. Niestety – bo o ile do szczekliwych i ruchliwych piesków moje konie są przyzwyczajone, do rowerzystów tym bardziej, a pieszych ludzi w ogóle lubią 😉 to samochody bywają kłopotliwe. Właściwie to nie samochody, ale ich kierowcy. Potrafią zachowywać się bezmyślnie, albo po prostu złośliwie. Moi znajomi, jadący stępa poboczem mieli taką sytuację, że jakaś osobówka nie tylko minęła ich pełnym pędem rycząc dociskanym gazem, ale też jej sprytny szofer zawrócił z piskiem opon i powtórzył ten manewr tuż koło koni, zapewne chcąc je spłoszyć :( Akurat koniska trafiły się spokojne, dobrze wychowane i nie dające się wyprowadzić łatwo z równowagi, ale taka lekkomyślność mogłaby się skończyć naprawdę poważnym wypadkiem…

Wybieram zatem na swoje wojaże pory, w których ruch kołowy mocno zamiera. Suchemu dodatkowo sprzyjają… lekkie deszcze, albo pogoda po burzy. Owady są wtedy dobrze zmyte 😉 W chłodniejsze dni pakuję rudzielca w siatkową derkę do jazdy, ale przy upałach jest mu w niej jednak dość gorąco. W ostatnią sobotę, korzystając z niezwykłego światła i aury pełnej ozonu po burzy, pojechaliśmy pogonić wiatr na łąkach…

IMG_3234

Z terenami zawsze będzie mi się kojarzyć pewne zdarzenie sprzed lat. Otóż będąc małą Quantą 😆 poświęciłam całe wakacje na odszypułkowywanie i sortowanie truskawek – zresztą zjadłam ich w wersji odpadowej (estetycznie ułomnej, bo truskawki wybierały się do supermarketów za granicę) tyle, że do dziś nie jadam truskawek w postaci z krzaczka, a same owoce śniły mi się przez kilka bitych miesięcy 😉 Za zarobek z tychże truskawek kupiłam siwą klacz, która wybierała się transportem do Włoch… Długo by opowiadać o przygodach durnej nastolatki i jej konia, który w chwili zakupu okazał się być niespodziewanie dwupakiem i osiem miesięcy później powił źrebaczka 😯 – w każdym razie w zimie postawiłam moją dziewczynkę w stajni na skraju Mazowieckiego Parku Krajobrazowego, który jest całkiem sporym lasem.

IMG_3352 IMG_3363

Mieszkałam tam z koniem raptem parę dni, ale postanowiłam się wybrać oczywiście w teren. Pogoda była przepiękna, słoneczko, a wszystko pokryte białym puchem, skrzące się, gładziutkie, cichutkie. Wspaniała sceneria, żeby zabrać konia i własne myśli, i wybrać się chłonąć maestrię przyrody. Raz-dwa i maszerowałyśmy już dziarsko z moją siwką po leśnych ścieżkach. Starałam się jechać głównie prosto, żeby się nie zgubić, a dodatkowo planowałam wrócić do stajni po końskich śladach. Zatem przed siebie, byle dalej od miasta i cywilizacji 😉

IMG_3463

Mój plan był świetny. Po jakichś dwóch godzinach takiego marszu zaczęłam powoli przemyśliwać o tym, żeby może zacząć powoli wracać. Zawróciłam zatem konia i ruszyłam ścieżką. Po śladach.
Szkopuł w tym, że właśnie zaczęło padać. Śniegiem. Ale nie, nie płatkami śniegu, bynajmniej. To, co sypało się z góry rozmiarami przypominało blaty średniej wielkości stolika 😆 W obfitości takiej, że i najstarsze promocje w Lidlu nie pamiętają, co może znaczyć dobrobyt 😆
Pięć minut później nie było już żadnych śladów na ścieżkach. Za to ja byłam w du… żym lesie 😆
Próbowałam jakoś stępem znaleźć właściwe ścieżki, mijając po drodze od czasu do czasu to samo, charakterystyczne drzewo, jak w komediowym filmie 😉
Najpierw zaczęło się robić naprawdę zimno (w końcu śnieżyca!), a potem, o zgrozo, zaczęło się także robić coraz ciemniej…

IMG_3296IMG_3265 IMG_3267 IMG_3271

Jak się dowiedziałam później, w stajni dostrzeżono naszą przedłużającą się nieobecność i zaordynowano słuszne i jedyne wówczas dostępne rozwiązanie (bo komórkowe telefony istniały chyba tylko w książkach science-fiction) dla terenowych rozbitków, to znaczy grę na rogu. Dźwięk niósł się daleko po lesie i spore szanse, że taki zagubiony jeździec mógł starać się na niego kierować. Tyle, że ja żadnego rogu nie słyszałam – do dzisiaj nie wiem, czy to dlatego, że wyjechałam już zbyt daleko, czy dlatego, że dźwięki rogu zagłuszył śnieg.

IMG_3375 IMG_3281 IMG_3468 IMG_3206

Co dalej począć? Sytuacja stała się niewesoła…
„Quanta nie wraca ranki i wieczory
We łzach ją czekam i trwodze;
Rozlały rzeki, pełne zwierza bory
I pełno zbójców na drodze”.
Jakkolwiek żartobliwe wierszyki poprawiały mi trochę humor, to morale miałam nader niskie. Zaraz mi przyjdzie nocować w lesie :( Od mrozu zastygły mi palce na wodzach, klacz miała zlodowaciałe wąsy na pysku, zrobiła się już wyraźnie zmęczona i znużona spacerowaniem bez celu, a w dodatku była źrebna, więc piekielnie się o nią martwiłam :(
I w takich coraz czarniejszych myślach znów minęłam to cholerne, charakterystyczne drzewo…

No i tu się poddałam, złapałam wodze za sprzączkę, przestałam myśleć o drodze, koń się gdzieś tam rozpełzł pode mną (i dobrze, przynajmniej cieplej nam, jak się trochę rusza), a ja się pogrążyłam w troskach o to, co dalej (może wypatrywać jakichś świateł jak się już całkiem ściemni) i czy aby umiem budować szałasy z gałęzi :( A w ogóle to może lepiej byłoby się już nigdy nie odnaleźć, bo po takiej akcji czeka mnie rozmowa z moim tatą, który na konie zapatrywał się wielce sceptycznie i teraz to dopiero będzie ze mnie dumny, biorąc udział w nocnej, zimowej akcji poszukiwawczej :(
I tak sobie dumałam taplając się w coraz czarniejszych myślach, kiedy po dobrej godzinie moja mądra kobyłka…
Dowiozła mnie do stajni 😆

Co ciekawe, dotarła do zabudowań z zupełnie drugiej strony, niż wyjeżdżaliśmy z nich do lasu. Nigdy tam nie była, a jak pisałam wyżej – w stajni spędziła raptem kilka dni. Jednak jest jakiś kompas w końskiej głowie 😉

IMG_3503

Za to, gdyby to nie była wówczas rezolutna siwka, tylko mój nierozgarnięty Suszek, to pewnie do dziś krążylibyśmy po lesie.
My, albo nasze upiorne widma! 😆

IMG_3513

15 comments

Skip to comment form

  1. Moon

    A brrrr, no opowieść rodem z moich osobistych najgorszych koszmarów 😛 Dlatego w tereny jeżdżę tylko w asyście, bo mój wrodzony GPS to jest do jednej wielkiej D 😛
    A zdziwiłabyś się, Suszi też stanąłby na wysokości zadania i powiózł Cię do domu 😉
    I wielka zarośnięta łąka poza frajdą i odskocznią dla konia jest też… bossska do focenia! 😀

  2. Riada

    Quanta, masz jakiś namiar na informacje o twojej siwce? Ciekawa jestem co to był za koń 😀

    1. quanta

      Niestety, nie wiem o niej za wiele. Kupiłam ją jako kompletne NN – miała palenie na kłębie, ale po stronie stadniny nie do końca czytelne. Podobno była rasy wielkopolskiej, co mogło by wskazywać na Dobrzyniewo, albo może Rzeczną? Kiedyś było bardzo ciężko wyśledzić takie rzeczy, konie gubiły papiery, były sprzedawane z cudzymi dokumentami i notorycznie rozmnażane bez uprawnień. Siwa też była pokryta na dziko jakimś tajemniczym tatusiem, na szczęście niezbyt krzywym i chyba nawet coś tam skaczącym (a mi się wtedy marzyły skoki). Z tamtych czasów praktycznie nie mam żadnych :( zdjęć, więc z identyfikacji nici.

  3. Ann

    Ja codziennie dziękuję technologii na GPS w komórce. Potrafię się zgubić nawet… na własnym osiedlu, na którym od dwóch lat już mieszkam. A co dopiero, jakbym w terenie jeździła. Ale pamiętam, że mieliśmy ładnych parę lat temu takiego konika w stajni, że jak uciekł, to nie było po co ganiać. Często tego nie robił, ale jak mu się zachciało to i ogrodzenie 150 cm nie robiło na nim wrażenia. Żeby było śmieszniej, pod siodłem nie radził sobie z krzyżaczkami. A jak już wypruł pełnym galopem, to nie było po co nawet próbować. Polatał po wsi z godzinkę – dwie i odmeldował się grzecznie idealnie na obiad.

  4. Eliza

    Łąki to super urozmaicenie treningu! Mam pytanie- czy wodze i ogłowia rurkowe nie rozlatują się? Kiedyś słyszałam, że nie są trwałe, a szczerze powiem, że mnie urzekły :)

    1. quanta

      Pierwsze słyszę, dlaczego by się miały rozwalać? :)

      1. Eliza

        Ponoć te rurki na szyciach szybko puszczają, ale możliwe, że osobie która mi o tym mówiła trafił się jakiś uszkodzony model

  5. Monika

    Rozumiem ból związany z atakiem owadów latających wszelakich :/ Mój wyjątkowo opanowany w terenie wałach ostatnio dał popalić… Zrobiliśmy chwilowy postój na łyk wody w zakolu rzeczki, gdzie było dość chłodno. Mój wałach przemienił się w andaluza, z akcją nóg tak wysoką jak w kroku hiszpańskim, momentalnie się spienił i próbował czym prędzej ruszyć do stajni (nadmienię że byliśmy już dość blisko zabudowań). Tak więc ze stępa do stajni nici, bo owady tak siekały że jedyną opcją było puścić się całą ekipą galopem, aż do stajni. Konie występowane – jak pan bóg przykazał – ale na hali – bez obecności owadów.

    1. quanta

      No cóż, dogadałby się z Suchym. Suchy po 20 minutach na padoku, wypsikany od stóp do głów, więc owady go nie gryzą, ale po prostu są i brzęczą:

      W takich warunkach stęp jest za karę. Stanie w miejscu absolutnie już wykluczone.

  6. Monika

    Swoją drogą masz może jakiś sprej / smar / cokolwiek co by dało radę na krótszy spacer? Bo na dłuższy to tylko derka siatkowa :/

    1. quanta

      DEET w rozsądnym stężeniu. Ja sprowadzam dla siebie w kanisterkach z Anglii, w stajni w lesie bez tego ani rusz :(

      1. Gosia

        skąd dokładnie ? i jakie stężenie jest rozsądne ? w większości można kupić 30%..

  7. Kinga

    Fajny wpis, miło się czyta takie historie choć oczywiście nie chciałabym być na twoim miejscu w tym momencie 😉
    Mogłabyś opisywać więcej takich rzeczy, przykuwają uwagę i długo zostają w pamięci. Ja do dziś pamiętam historie ucieczki Skwarka z zawodów :)
    Więc sytuacją z historią w tle jesteśmy na tak 😀

  8. Caroo

    Dziękuję za mój wrodzony GPS i zapamiętywanie krajobrazu. Chociaż ostatnio zaczyna szwankować. Czy to już starość? 😉
    Oj tak, nie wszystkie konie potrafią wracać do swojej stajni nawet gdy stoją w niej kilka lat. Akurat koń wypożyczony na rajd, ale w tamtejsze ścieżki chodzi często i regularnie.

  9. Em

    Ja od siebie dodam jedynie zachwyt dobrym okiem fotografa. Zdjęcia są cudowne!!! Zazdroszczę posiadania takowego na wyłączność Ja mam jedynie jakieś szczątkowe foto z moimi czterokopytnymi. A takiej poburzowej aury, mieniącego się wszystkimi odmianami błękitu i czerwieni nieba, soczystej trawy, no i oczywiście przepięknego rumaka na ich tle to aż żal nie uchwycić…. ach, rozmarzyłam się…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *