«

»

sty 18

Świadoma jazda konna – klinika z Elaine Butler

Wybraliśmy się ze Skwarkiem kilka dni temu na klinikę „Studium dosiadu” prowadzoną przez Elaine Butler w podwarszawskiej stajni Bobrowy Staw.

IMG_3639

Wszystko zaczęło się jakieś dwa lata temu, kiedy to przeżywałam swoją (kolejną) jeździecką depresję. Owszem, jeżdżę „jakoś”, nie spadam :lol:, ale ciągle jeszcze jestem daleko od takiego obrazka, jaki chciałabym osiągnąć. W dodatku wyglądało na to, że nie panuję nad swoim własnym ciałem, a w szczególności lewą ręką, która żyje własnym życiem, wiecznie ustawia się wyżej niż prawa, krzywi w nadgarstku, a ja nie tylko nie mogę nic z tym zrobić, to jeszcze przeważnie nic nie czuję i o pokrzywionej łapce modliszki najzwyczajniej w świecie nie wiem.
Coś jest ze mną nie tak? Lewą ręką przecież całkiem przyzwoicie rysuję (jestem grafikiem), a na koniu to ona mną rządzi, a nie ja nią…?

Zaczęłam przeszukiwać internet w poszukiwaniu jakiejś pomocy dla mojego niesfornego ciała i tak trafiłam na Mary Wanless i jej Ride with your Mind. Nie powiem, żeby ta książka była absolutnym oświeceniem, ale zdecydowanie pomogła mi zrozumieć, jak od strony czystej fizyki (autorka jest z wykształcenia fizykiem właśnie) wyglądają najczęściej popełniane przez jeźdźców błędy, jakimi problemami skutkują w pracy z końmi i co z tym wszystkim przeciętnie utalentowany adept jeździectwa może i powinien zrobić.

Lewa ręka została ogarnięta, a ja zaczęłam mieć apetyt na więcej :)
Jakiś czas później moja jeździecka kręta droga zaprowadziła mnie pod wszystkowidzące oko p. trener Anny Bienias, która również jest zwolenniczką szkoły dosiadowej. Założenia są proste: jeśli jeździec poprawnie siedzi i prawidłowo używa swojego ciała, wiedząc, jakie reakcje może uzyskać u konia poprzez dosiad i pozostałe pomoce, to powodowanie koniem staje się intuicyjne, proste, a i koń chętnie, lekko i z łatwością współpracuje z czytelnym i rozumiejącym go jeźdźcem. Przecież o to właśnie w jeździe konnej chodzi, żeby mieć prawdziwą frajdę, przyjemność i łatwość treningu, a nie – wycisnąć, wyszarpać i wyużerać kolejny element albo wyższą przeszkodę, czując się po jeździe tak, jakby przed chwilą się przerzuciło tonę węgla. Z samej troski o zdrowie – i wierzchowca, i swoje własne – warto być zwolennikiem świadomej, dosiadowej szkoły.

Zatem wybraliśmy się na klinikę „Studium dosiadu” prowadzoną przez uczennicę Mary Wanless – Elaine Butler. Oj działo się, działo… Pierwszego dnia Elaine skupiła się na tym, żeby dopilnować dolnej połowy Quanty, czyli od pasa w dół. Kiedy następnego dnia pochwaliłam się, że mam wyjątkowe zakwasy w nogach w nieużywanych dotąd mięśniach – z szerokim uśmiechem na twarzy zapewniła mnie, że teraz jeszcze popracujemy nad zakwasami na mięśniach brzucha i plecach 😆

IMG_3634

Podczas szkolenia Elaine prowadziła treningi z siodła, ale również bardzo obszerne sesje teoretyczne, które polegały na analizie nagranych podczas treningów filmików i dokładnym omówieniu, co dany jeździec powinien zmienić. Do tych zmian oczywiście dobierano konkretne ćwiczenia.

Aby zacząć pracę nad sobą, najpierw trzeba sobie uświadomić, co w naszej jeździe naprawdę szwankuje. Do tego będzie nam potrzebna pomoc – ktoś z ziemi, lustra, nagrywanie jazd na video. Niestety nasze mózgi nas uwielbiają oszukiwać i możemy kompletnie nie zdawać sobie sprawy, że siedzimy krzywo, z plecami mocno poza pionem, wypinamy kaczy kuper, albo cofamy łydkę na koniec czapraka… Jedna z uczestniczek szkolenia miała spory problem ze swoim skrzywieniem bocznym, o czym w sumie dowiedziała się oglądając filmiki z treningu. Krzywiła miednicę opuszczając jej lewą stronę i kompensując to podniesieniem lewego ramienia (coś jak w postawie kontrapostu). Ponieważ jej szyja i głowa pozostawały proste, amazonka była przekonana, że na koniu siedzi w idealnej równowadze. Elaine zwizualizowała to czytelnie, zakładając na czas jazdy na biodra pas w kontrastowym kolorze. Na filmie, szczególnie w zakrętach na prawo wydawało się, że pas aż opadł z jednej strony luźno – pod tak dużym ukosem się układał. Kiedy jednak para zatrzymywała się do stój – od razu było widać, że założony pas leży idealnie równo na obydwu kościach biodrowych… Skrzywienie zostało potem poprawione na piłce gimnastycznej (niebieskiej i zwanej Blue Hors, na cześć duńskiej stajni ujeżdżeniowej). Okazało się, że pamięć mięśniowa i mimowolne załamywanie miednicy włączało się niejako automatycznie przy próbie skręcenia i pojechania Blue Horsem w którąkolwiek stronę.

Żeby uświadomić sobie, jak bardzo dużo nam się wydaje, że wiemy odnośnie świadomości swojego ciała, a jak mało w rzeczywistości czujemy, wystarczy przeprowadzić prosty eksperyment. Wstańmy na chwilę z krzesła, wyprostujmy się, puśćmy ręce zupełnie luźno wzdłuż ciała. Następnie wyciągamy je prosto przed siebie, dłonie na wysokości ramion, ustawione równo w poziomie. Łatwizna, prawda? To teraz zamykamy oczy, puszczamy znowu luźno ręce wzdłuż boków, można nawet kilka razy nimi potrząsnąć, żeby zlikwidować możliwe napięcie. Cały czas mamy zamknięte oczy – i podnosimy po raz drugi wyprostowane ręce przed siebie, pozycjonując dłonie na równej wysokości. Otwieramy oczy… O, o! Nasze wyczucie tego, co to znaczy równo, może być mocno zaskakujące…

C. d. n. – temat jest zbyt obszerny, żeby zmieścić go w jednej notce. A chciałabym chociażby opisać, jak sama Elaine zainteresowała się szkołą RWYM, bo to całkiem ciekawa historia :)

6 comments

Skip to comment form

  1. Natalia

    Znam ten stan depresji jeździeckiej czasami coś udaje mi sie z tym zrobić pt. trening ! Ahh pamiętam te pierwsze zakwasy gdy zaczynałam przygodę jeździecką i jakieś nieistniejące zaczęły dawać o sobie znać. To wyobrażam sobie jak jeszcze inne mięśnie sie odezwały po pierwszym dniu na klinice :P. U mnie test na wyczucie wyszedł tak jak myślałam :). Czy z zamkniętymi , czy z otwartymi patrzałkami tak samo trzymam łapy, a często gęsto mam problem z wyczuciem .. dziwne :P.Super notka czekam na kolejne :)

  2. Lizzy

    też na tym szkoleniu byłam, co prawda nie z Elaine ale z jedną z ich szkoleniowców. Jak dla mnie super sprawa :)

    1. quanta

      A z kim jeździłaś? Elaine jest bardzo fajna i co ważne – nie robi show. Od mojej trenerki słyszałam o innych szkoleniowcach RWYM, z którymi ona miała okazję jeździć i niestety bywało, że się trochę było za dużo Wow! Oh! Świetnie! Super! – kiedy faktycznie wcale tak świetnie i super nie było 😉

      1. Lizzy

        Anna Stępkowska. Mogę ją polecić z całego serca :) Dużo psychicznie jakoś zyskałam, dała mi do myślenia, że to wcale nie ze mną jest najgorzej 😀

  3. scarlett

    Quanta, skoro Ty mówisz „Owszem, jeżdżę „jakoś”, nie spadam” to ja powinnam wrócić do zamiatania stajni 😀 Zawsze uwielbiałam patrzeć na Twoje zdjęcia i mówiłam sobie, że też kiedyś będę tak wyglądać :) Na następną klinikę chciałabym jechać razem z Lakim, ale pewnie skończy się na słuchaniu.

    1. quanta

      Oj – na maksa dużo jeszcze przede mną, ale to po pierwsze normalne, a po drugie absolutnie wspaniałe w jeździe konnej, że patrząc co pół roku, rok w tył człowiek uświadamia sobie, jak wiele się zmieniło na lepsze :) Moje podstawowe konie są dość trudne konie do siedzenia – Skwarek wymaga wielu korekt i pilnego, częstego tuningowania chodów, w dodatku nosi średnio, a Zombie jest w ogóle jedną wielką chodzącą korektą 😉 Mam jednak w tej chwili też dwa inne konie, które pomagają mi jako jeźdźcowi, mimo, że same są mocno młode i zielone 😉
      A stajnię uwielbiam zamiatać i codziennie kursuję z taczkami sprzątając boksy. Prawdziwi Horsemani nie ograniczają się tylko do siedzenia na grzbiecie :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *