«

»

sty 24

Świadoma jazda konna – klinika z Elaine Butler cz. II

Bardzo ciekawa jest historia o tym, jak sama Elaine zainteresowała się szkołą RWYM. Otóż przez wiele lat jeździła ona w Niemczech, gdzie także startowała z całkiem niezłymi wynikami z zawodach. W pewnym momencie zapadła decyzja o zakupie swojego własnego konia. Koń się pojawił – wybrany, wymarzony – ale okazało się szybko, że mimo, że Elaine sama uważała się za dobrego jeźdźca, to przy tym konkretnym zwierzaku jest kompletnie bezradna, a sam koń mocno niebezpieczny dla jeźdźca… Silny, nerwowy, nie do końca przewidywalny w reakcjach i przede wszystkim pędzący w każdym z chodów na złamanie karku, z tendencją do ponoszenia. Oczywiście, wydawać by się mogło, że w Niemczech, będących wręcz mekką ujeżdżenia, bez problemu powinien znaleźć się trener, który wszystkim problemom z koniem zaradzi… Okazało się to wszystko nie być wcale takie proste. Doświadczenia trenerzy i jeźdźcy albo wsiadali i nie mieli żadnych problemów – albo mieli ich równie dużo jak Elaine i doradzali albo konia sprzedać, albo zawiązać jak baleron na całym stosie patentów.

IMG_3637
Elaine przyszło w pewnym momencie zmienić pracę i przeprowadziła się wraz z całym dobytkiem do Anglii. Problemy z koniem dalej trwały, więc szukała wszystkich możliwych pomysłów na to, jak je rozwiązać. Była pewnego razu w księgarni i wertowała dostępne publikacje o ujeżdżeniu. W pewnym momencie sięgnęła po książkę Mary Wanless „Ride with your mind”. Niestety książka wyślizgnęła jej się z dłoni i upadła na podłogę. Otworzyła się na rozdziale o tym, co robić, jak koń spod nas ucieka i dlaczego w ogóle ucieka. Sama Elaine śmiała się, że to widać było przeznaczenie 😉
Okazało się, że porady Mary działają w 100% skutecznie. Elaine nie tylko dogadała się ze swoim trudnym koniem, ale zaczęła również pomagać innym jeźdźcom, mającym problemy z wierzchowcami. Najpierw lokalnie, później również na cyklicznych konsultacjach za granicą. Od około siedmiu lat Elaine regularnie przyjeżdża także do Polski.

IMG_3638

IMG_3636

W części teoretycznej konsultacji skupialiśmy się nie tylko na poprawnym dosiadzie, ale również omówieniu poprawnego wzoru ruchu dla poszczególnych chodów roboczych. O ile ze stępem czy kłusem jest jeszcze prosto, to w przypadku galopu wiele osób nie potrafi nawet spostrzec, czy koń jest wystarczająco posadowiony na zadzie, czy raczej spada na nos. Zasada, którą się kierujemy, nie jest jednak zbyt skomplikowana. Wybieramy najmniej fotogeniczny moment galopu, czyli ten, kiedy koń jest podparty jedną przednią nogą. Mimo, że dopiero przenosi w tej fazie napęd na tylne nogi,  ma pozostawać w równowadze. A zatem – powinniśmy móc wyrysować poziomą linię przez zad, kłąb oraz oczy konia. Jeśli rysujemy ją przez zad, kłąb i uszy, to oznacza, że wierzchowiec opadł nieco za nisko swoim przodem. Na zdjęciach to wygląda w ten sposób:

kanter

I wersja z zaznaczonym poziomem (chociaż gniady koń też nie wygląda idealnie z dość ciasną szyją, a jego jeździec zbyt mocno wychylił się do tyłu):

kanter2

Tutaj jeszcze Skwarek: po lewej z rozgrzewki, galopujący „po swojemu” i Skwarek po prawej w trybie roboczym, proszony o dźwiganie i uniesienie frontu na swoich tylnych kółkach:

IMG_2662 IMG_2812

Elaine szczególnie zwracała uwagę na najpopularniejsze błędy, jakie popełniają chyba wszyscy jeźdźcy, przynajmniej na pewnym etapie. Jak chociażby zaciskanie się łydką. Przykładamy łydkę – mamy brak reakcji lub bardzo niemrawa odpowiedź konia – zatem przyciskamy łydkę jeszcze mocniej, wkleszczamy ją i wbijamy w koński bok i słaba reakcja staje się odrobinę wyraźniejsza, a my za to robimy bokami i ociekamy potem. Zupełnie nie o to chodzi. Naturalną reakcją konia na nacisk jest odpowiedzenie identycznym naciskiem, a nie ustąpienie. Ustąpienia konia trzeba dopiero nauczyć. I taką naukę możemy przeprowadzić tylko stosując impulsowe, czytelne, ale delikatne pomoce. Łydkę odsuwamy nieco od konia i dajemy nią wyraźny, impulsowy sygnał (tap!). Jeśli ktoś rzuci nam zadanie: „Klaśnij!”, to naturalny ruch zaczynamy od gestu rozszerzenia dłoni na zewnątrz: bierzemy lekki zamach, aby z niego mieć energię do uzyskania dźwięku. Identycznie jest z dawaniem łydki. Nikt nie będzie ściskał i wciskał dłoni jedna w drugą, żeby powstał aplauz. Nie można zatem ściskać konia łydkami i wciskać nóg w jego boki, żeby powstał impuls! :)

Dzięki Elaine udało mi się określić moje najsłabsze punkty jako jeźdźca (a jest ich sporo, przede wszystkim dość długa i wiotka góra ciała) i wymyślić kilka ćwiczeń i wizualizacji, nad którymi mogę sobie popracować dosłownie w każdej chwili, nawet podczas stępa na początku jazdy. Faktycznie wszystko działa – praktycznie od razu udało mi się ustabilizować pewną niezłomność w momencie, kiedy koń chce wykonać niepoprawne przejście pomiędzy chodami i rozpaść czy rozciągnąć, wybijając ze sobą z równowagi także jeźdźca. Na Skwarku sposoby Elaine pozwalają też o wiele skuteczniej zadziałać półparadą w chwili, kiedy skwierczący folbluci pomiot wypatrzy coś przerażającego np. w bandzie (sęk, drewno w innym kolorze czy jak ostatnio – biały nalot szronu) i najchętniej zwiałby od swoich strachów gdzie pieprz rośnie, przemieszczając się po drodze z prędkością światła.

A na kwiecień już się umówiłam na kolejne treningi :)

8 comments

Skip to comment form

  1. B.

    Miesiąc temu sprezentowałam sobie na urodziny książkę Mary Walness, po wgryzieniu się w nią jestem w 100 % przekonana, że to jest to czego szukałam. Teraz tylko brakuje mi kogoś z boku aby pokazać na żywo o co w tym wszystkim chodzi. Tylko nie wiem wiem czy jest sens jechać z młodym koniem tzn 5-letnim wdrążonym już do pracy, ale mam trochę problemów z nim z porozumieniem się, wynikającym z przede wszystkim moich błędów dosiadu i usztywnień. A myślę, że mogłoby nam to sporo dać, tylko nie wiem czy takie pary są tam ,,mile” widziane ? pozdrawiam

    1. quanta

      Książka to jest jakieś 15% tego, co można osiągnąć ze szkoleniowcem RWYM na żywo. Przede wszystkim książka ma dość ograniczoną ilość case studies, a każdy jeździec i koń są inni, przykłady w książce mogą nam co najwyżej pomóc obrać właściwy kierunek, a nie w pełni rozwiązać błędy. W każdym razie to naprawdę wszystko działa, jestem teraz zachwycona tym, że „nicnierobię” w piruetach w galopie na przykład :)

  2. N.

    Czy mogłabyś napisać kilka słów więcej o koniu uciekającym spod jeźdźca? Co się okazało w przypadku konia Elaine, co pomogło?
    Zajeżdżamy 4-ro latka, z którym jest właśnie taki problem (mimo iż delikatnie rzecz ujmując nie pracujemy w pośpiechu)… przy czym widać, że koń nie robi tego celowo aby pozbyć się jeźdźca, a coś ewidentnie wzbudza jego niepokój (ale nie wiadomo co, na pewno nie ciężar jeźdźca ani jego wysokość). Nie bryka, nie próbuje stawać dęba, zwyczajnie ucieka (ale nie na oślep, osoba trzymająca lonżę jest w stanie sytuację opanować). Poza tym koń o łagodnym usposobieniu, nie sprawiający problemów. Myślę, że może chodzić o jakąś traumę z pierwszego wsiadania, które odbywało się w innej stajni. Później koń trafił do mnie. Z góry dziękuję za wszelkie rady :)

  3. quanta

    Katalizatorem niepożądanych zachować czy problemów u konia mogły być naturalnie jakieś traumatyczne przeżycia, chociaż w wielu przypadkach są to po prostu jeźdźcy, którzy często zupełnie nieświadomie popełniając błędy zaburzają równowagę konia. Wrażliwy młodzik ratuje się ucieczką i pędzeniem, a im dalej brnie w ten sposób w proces szkoleniowy, tym bardziej przyjmuje za standard niewłaściwy sposób pracy. Uciekający koń potrzebuje jeźdźca z super stabilnym dosiadem, który będzie umiał swoim ciałem łagodnie przeciwstawić się ruchowi konia, a nie podłączyć pod niego lub co gorsza, jeszcze wzmagać ucieczkę. Chodzi tutaj o unikanie tzw. huśtawki w siodle (szczególnie w galopie), a jazdę z osadzonymi cały czas w siodle kościami kulszowymi, skierowanymi w dół i nie pompującymi dodatkowo dosiadem zbyt szybkiego tempa ruchu. O hamowaniu ręką można zapomnieć na bardzo długo.

  4. gllosia

    Właśnie mam przyjemność czytać tę książkę i już po przeczytaniu pierwszego rozdziału i mając trening następnego dnia czułam różnicę. Świetne uczucie jeździć coraz świadomiej! 😀

  5. Agnieszka

    Wreszcie fajnie wyjaśnione przykładanie łydek.

  6. staramaleńka

    TEGO POWINNI ZABRONIĆ… po pierwsze pisania takich książek, a już czytania w szczególności. Nie doszłam jeszcze do X rozdziału i już wiem, że nie uprawiam jeździectwa tylko narciarstwo wodne ;( Że mam ogrom nauki przed sobą to w zasadzie wiedziałam, ale że WSZYSTKO robię źle… O przepraszam, nie wszystko – czyszczę chyba dobrze, bo w książce o czyszczeniu nie wspominają, więc aby się całkiem nie załamać założyłam, że przynajmniej ten kawałek jeździectwa jako tako opanowałam. Generalnie od kilku dni żyję w stanie bliskim regularnej histerii. Czytam i mam ochotę wydawać z siebie euforyczne okrzyki eureka, by po kilku minutach spędzonych na próbie odnalezienia własnej przepony popaść w totalne załamanie. A jeśli ja nie mam wbudowanej przepony, albo organ nieużywany był uprzejmy zaniknąć?! Poszłam w niedzielę do kościoła i nagle odkryłam, że mają świetne twarde ławki, na których czuję swoje twarde kości kulszowe. No i było pozamiatane, bo cały czas zawzięcie szukałam pionu, potem próbowałam poczuć przeponę, ale dostałam od tego kolki, potem okazało się, że już koniec, a sąsiedzi dziwnie na mnie zerkają. Książka genialna, ale dla co oporniejszych polecam meliskę przed lekturą. Co gorsza, jak siadłam na konia to przepona znów raczyła się ulotnić w niebyt – to chyba kara za niesłuchanie kazania…

  7. staramaleńka

    aaa znalazłam jeszcze takie „coś” o szukaniu dosiadu – porównanie do sztuk walki, tańca.
    Erica Poseley o biomechanice jeźdźca. Generalnie pewnie wszystkie dobre teorie dało by się sprowadzić do jakiegoś wspólnego ogólnego mianownika typu: równowaga, rama itp. Ale że ludzie i konie różni, więc pewnie i różne formy wypowiedzi docierają do każdego inaczej. Wklejam, może komuś się nada 😉
    https://www.youtube.com/watch?v=0HaA2gzu0oc&nohtml5=False

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *