«

»

paź 15

Suszi na klinice z Beatą Stremler

Suszek jest taki ładny, że czasami zastanawiam się, czy jest prawdziwy! :)

IMG_7902IMG_6323

Za nami klinika szkoleniowa z Beatą Stremler, pełna treściwej wiedzy i nowych dobrych uczuć. Nasz raport z kreatywnie wykorzystanych dwóch dni wrzucam poniżej.

Dzień pierwszy to nasz trening zapoznawczy. Suchy był dość przejęty atmosferą nowego miejsca i tym, że na hali przy wejściu pojawia się sporo wchodzących i wychodzących, rozmawiających ze sobą osób. To nie tylko zabiera mu część uwagi, którą miałabym ochotę od konia dostać, ale też nieco spina go w ciele i Susz popada w stan gotowości – bo może coś z tym wszystkim trzeba będzie zrobić, bryknąć, pisnąć, rozgalopować się, a może tylko pilnować uchem i okiem, żeby być na bieżąco z ploteczkami? 😉 Niestety nie dajemy Sucharowi znaleźć odpowiedzi na trapiące go wątpliwości, bo zaczynamy pracę już od stępa. Suchy ma ogromny stęp – przekracza z nim pół metra, bardzo dziarsko kroczy naprzód, więc wszelkie spięcia lub zaburzenia równowagi (wystarczy trochę „popłynąć” na zakręcie) skutkują utratą rytmu. Sama w domu stosunkowo niedużo pracuję w stępie z Sucharem – rozprężając jeżdżę na długiej wodzy, a za elementy biorę się dopiero jak koń wypuści z siebie energię, odetchnie i rozluźni się. Ponieważ w tym momencie nie mamy czasu na takie czekanie, Beata opowiada o bardzo skutecznych metodach na źle taktujące rytm konie. Na kontakcie jedziemy więc stęp bardzo powoli – każdą nogą krok stawiając osobno. Wolno, wolno i cierpliwie – i w ten sposób można jechać sobie stęp na bardzo długich odcinkach. Suchemu to ćwiczenie pasuje, bo zna podobne o zbliżonej do niego formie. Jeśli jeżdżę w domu konia, który spieszy stępa, to wyobrażam sobie, że nie siedzę na stępującym koniu, tylko stąpam po linie. To tworzy w głowie takie poczucie, że trzeba bardzo uważnie balansować ciałem, stawiać wąsko i niespiesznie stopy – najpierw jedną, potem drugą, z wyprostowanym ciałem, które nie może być chwiejne, wiotkie, nie może się zataczać (bo przecież spadnę z tej liny!) i to naprawdę pozwala „udzielić” koniowi znacznie lepszej równowagi w stępie. Wersja na treningu była bardzo podobna, tylko jeszcze zdecydowanie wolniejsza,  aby po kolei postawić cztery osobne kroki, każdy jeden za drugim. To zaczyna bardzo dobrze działać, chociaż jeśli tylko przestaję myśleć o wolnym stępowaniu i zagaduję się z Beatą, Suchy przyspiesza, robi którąś nogą krok znacznie szybszy i gubi czasem rytm, szczególnie jeśli z prostych śladów poprowadzę go po małych woltkach. Beata opowiada jednak, że miała kiedyś konia z bardzo wyraźnym inochodem i przez 10 miesięcy, codziennie poza treningiem wsiadała na niego na 40 minut takiego ekstremalnie wolnego stępa, noga za nogą. Koń tak wdrukował sobie rytmiczny schemat krok-krok, krok-krok, że nigdy nie spieszył i nie psuł stępa, a startował w naprawdę największych zawodach.
Praca w stępie: cztery bardzo wolne kroki albo luźny stęp na długich wodzach:
IMG_6625_ IMG_6688

W kłusie chcemy od Suchego również nieco wolniejszego tempa, niż on sam proponuje w rozgrzewce. Beata zasugerowała, żeby w żuciu nie wypuszczać konia do dołu, tylko priorytetowo do przodu, nawet jeśli jego szyja nie będzie się w tym danym momencie obniżać. Suchy nie ma ze swoim kilometrowym szyjskiem lekko – obniżony, najwygodniej się czuje na szyi zrolowanej i faktycznie jej rozciągnięcie wymaga od niego sporego wysiłku (spróbujcie stanąć z dłonią zamkniętą w pięść i wyprostowaną przed sobą całą ręką… Już po chwili mięśnie zaczynają się męczyć, a po minucie możliwość „oklapnięcia” wyprostowanego ramienia będzie sporą ulgą. Podobnie szybko męczy się Suchy, jeśli chcemy, żeby miał rozciągniętą i obniżoną szyję. Łatwiej mu będzie uczciwie rozciągnąć kark, kiedy szyja będzie bardziej pozioma, a nie niska – czyli bliżej jej swobodnego, spoczynkowego ustawienia).
Po rozgrzewce jeździliśmy już sobie w ten sposób:
IMG_6461
IMG_6463
IMG_7830

W galopie z kolei rozjeżdżamy się w trakcie rozprężenia dziarsko naprzód – raz, że w końcu trzeba gdzieś wydatkować tą suszarkową energię, a dwa – Suchy potrafi się rozluźnić idealnie w galopie w zebraniu, za to w rączym roboczym czy lekko dodanym galopie nie jest mu już tak łatwo. Mimo to już podczas rozgrzewki szukamy dobrych momentów – a i potem cały trening przeplatamy dość często swobodnym dodanym galopem.
IMG_6582

Koń rozgrzany, łapie chwilę odpoczynku w stępie i zaczynamy pracę. Na pierwszy ogień idą łopatki, w których staramy się uzyskać większe oparcie na zewnętrznej wodzy. Kiedy koń idzie już łopatką do wewnątrz, nie zmieniając jego ustawienia kłody i łopatek Beata proponuje ustawienie szyi bardziej na zewnątrz, w kierunku bandy – i w paru podejściach daje to genialne uczucie i wreszcie wyraźnie opartego o wędzidło z dwóch stron konia:
IMG_6393

Dalej przerabiamy galop – sporo kontrgalopów, bo Suchy z czytelnie go prowadzącym jeźdźcem doskonale sobie daje radę, ale jeśli jeździec zostawi go zupełnie samego, to Suchy zamiast kontynuować zadanie potrafi sobie wrzucić lotną zmianę, które polubił i których robienie jest nader przyjemnym dla niego zajęciem 😉 Robimy trawersy – które w galopie działają bardzo dobrze – i pracujemy nad przyspieszeniem przejść między poszerzeniem a zebraniem. Do tej pory używałam półparady stosowanej w rytm foule, i przejście od mocnego galopu do bardzo wyraźnego skrócenia zajmowało mi trzy, cztery kroki galpu – to stanowczo za wolno. Beata proponuje serię lekkich i bardzo szybkich półparad – tak, jakby ręka jeźdźca zaczęła nagle cierpieć na Parkinsona 😉 Czas reakcji Susza skraca się… do jednej, góra dwóch fouli 0_o
Od rozjechania do skrócenia, od skrócenia do rozjechania:
IMG_6665 IMG_7886
IMG_6621IMG_6495

Robimy jeszcze trochę przejść stęp-galop, galop-stęp, gdzie przejścia w górę wychodzą naprawdę idealnie, a w przejściach w dół musimy pilnować „nosa w górze”, czyli tego, żeby koń nie pomagał sobie opadaniem szyją w trakcie zmiany chodu na wolniejszy, tylko właśnie użył więcej siły, żeby udźwignąć swój uniesiony żyrafodługi kark.
Prostowanie i trawers w galopie, szybkie przestawianie zadu ze zróżnicowanym zgięciem:
IMG_6531 IMG_6552

Ostatnim ćwiczeniem są trawersy w kłusie, w których również staramy się modyfikować zgięcie. Suszi w kłusie zamiast czasem płynnie zmieniać przejście z dwóch na trzy i cztery ślady, próbuje przyspieszać. Okazuje się, że to można w prosty sposób ograniczać czy zupełnie zredukować przez… zamknięcie nóg, czyli objęcie nimi konia. Jest to zdecydowanie lepszy sposób, niż próba zwalniania gorącego konia, który może stać się dobitnie niedotykalski – ręką. Beata wspominała, jak sama jeździła konia „nie do zatrzymania” i z czasem udało jej się go wyszkolić tak, że z wyciągniętego galopu można było go osadzić do stój samym właśnie zamknięciem nóg i kolan na siodle. Cóż, takie sztuczki jeszcze przed Suchym 😉

IMG_6733_

Drugiego dnia szlifowaliśmy to, co zademonstrowaliśmy pierwszego – z tym, że jechało mi się już o niebo lepiej, pewniej i znacznie śmielej, bo raz, że udało mi się znaleźć dużo dobrych nowych rzeczy i teraz tylko musiałam je ponownie przywołać (co jest zawsze prostszym zadaniem, niż znalezienie czegoś pierwszy raz), ale też Suszek już poczuł się jak u siebie w domu, zaakceptował widzów, nieznane konie, stukającą głośno klamkę w drzwiach hali i wszystkie te bodźce przestały go spinać. Był znacznie bardziej skupiony, szybko się rozluźniał, bardzo się starał wszystko dobrze zrobić i jechało się na nim naprawdę bajecznie :)
IMG_6522
IMG_7800

I w sumie tyle trakcie dwóch dni – gimnastyka, posłuszeństwo, proste ćwiczenia. Ani razu nie odpaliliśmy naszego „dorosłego” kłusa, i kto wie, czy postronnemu obserwatorowi takie treningi nie wydałyby się… proste? Nudne? Nieskomplikowane? Ujeżdżenie treningowo w domu to praktycznie nigdy nie jest „pokazówa” i szpan widowiskowym chodem. To jest taki koński aerobik, który ma na celu wzmocnienie najsłabszych punktów ciała wierzchowca. Co jest sztywne – rozluźniamy, co nieużywane – włączamy, co słabe – wzmacniamy. To ujeżdżeniowe show przychodzi samo. Jeździmy sobie w kółeczko kłusem, szlifujemy półparady, uczymy konia używać tylnego silnika i tak któregoś dnia, z takiego cyzelowania działania pomocy przy którejś półparadzie mamy pasaż. Wszystko w porę i z łatwością. Bynajmniej to nie jest tak, że codziennie ciśniemy ten pasaż, więcej i więcej, aż go wreszcie udaje się w pocie czoła wymaltretować 😉
Suchy nie miał okazji się popisywać, ale chyba nie poczuł się zawiedziony 😉
IMG_6331

Dla mnie najcenniejsze jest to, że o ile dostałam sporo ciekawych podpowiedzi, co i jak mogę rozwinąć, co powinnam i w jaki sposób dalej wprowadzać, to na dzień dzisiejszy nie mamy zaleconych żadnych zmian, ergo ta nasza domowa praca jest dobra 😀
Cieszę się razem z Suszem! A nasze miny na koniec pracy chyba mówią same za siebie:

IMG_6733

A na koniec mam piorunujący news. Niewykluczone, że wybierzemy się z dwoma wybranymi z moich rudzielców do Niemiec w trening pod fachowe oko naszej olimpijki :) To by było dopiero coś!

7 comments

Skip to comment form

  1. NataS

    Dzięki, za dzielenie sie wiedzą! Półparada Parkinsona – jak zawsze z humorem nazwane, a efekt jest i łatwo zapamiętać!
    W trakcie czytania pomyślałam sobie, ze powinnaś mieć dłuższy trening z Beata, wiec z całego serca życzę ich jak najwiecej, a nam, czytelnikom, więcej takich wpisów :)

  2. wer

    Świetny post, fajnie, że jest ktoś kto dzieli się wiedzą. Apropo stępa, macie jakiś sposób na caplującego konia. Moja klacz jest dosyć gorąca wystarczy, że zbiorę wodze, a ona zaczyna truchtać. Próbowałam różnych sposobów, nabieranie wodzy czekanie aż się uspokoi i wypuszczenie az do skutku niestety wystarczy potem zrobić jedno przejscie step-kłus i znowu zaczyna caplować. Próbowałam też za każdym razem jak zaczyna truchtać ją zatrzymywać Ale to jeszcze bardziej ją podkręca. Ostatnio też pukam ją łydkami jak truchta, a jak przestaje to jadę jak flak. Wszystkie metody są w miarę skuteczne do czasu wykonywania przejść stęp- kłus, po każdym przejściu musiałabym stępowac 30 minut zeby się uspokoiła. Macie jakieś swoje sposoby?

    1. Aga

      Skoro Twojego konıa jaraja te przejscıa, to robılabym ıch jak najwıecej, tak by kon przestal sıe nıemı podnıecac. Nıe zwracac uwagı na caplowanıe, tylko ‚jechac swoje’.
      Pomoc moga tez przejscıa step-galop tak aby konıa ‚zaskoczyc’ ı skupıc jego uwage na pracy zadu, bo moze jezdzıec bedzı chcıal jednak galop zmıast klusa…
      Inna metoda jest po przejscıu do stepa dokladne ‚wyjedzanıe’ kazdego kroku naprzemıennıe kazda koscıa bıodrowa (mozna nawet kolanem zasugerowac dluzszy ruch lopatkı).

      1. malem

        Aga a mogłabyś wyjaśnić jak zasugerować ten dłuższy wykrok kolanem?

    2. Ewa

      Mój też kiedyś tak robił, pomogła jazda w stepie, ale na luźnych wodzach. W sumie w stepie jedyne o co prosiłam konia, to o ruch na przód. Wodze nabieralam tylko bezpośrednio przy przejściu do klusa i tylko tyle ile kon mogl ztolerować. Z moich obserwacji wynika, ze capluja konie długie, ze słabo rozwinietymi miesniami grzbietu. Jeździec musi siedzieć prawidłowo, Tak by nie zaburzac naturalnej równowagi konia.

  3. tuch

    Świetny wpis :)
    Bardzo się cieszę, że jeszcze czasem, można gdzieś poczytać o jeździectwie, a nie w kółko o czaprakach. Szkoda, że wielu dobrych jeźdźców zalanych falą hejtów, zrezygnowało z pisania na forum czy na własnych blogach. Nawet na polskim youtubie trudno znaleźć jakiekolwiek wartościowe urywki z treningów czy szkoleń. W Niemczech bardzo popularne są kanały z filmikami instruktażowymi czy promującymi własną szkołę. Ciekawe kiedy u nas coś w tym temacie ruszy.

  4. Aśka

    Hej Quanta, jak oceniasz konie zaprezentowane w Neumünster?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *