«

»

wrz 27

Suszek oddaje duszę

Ale nie, nie podpisał cyrografu 😉
Suszek się zmienił. Może dorósł? Może się ujeździł? Na pewno zaufał…

IMG_4945 IMG_4540

Przez pierwszą połowę roku to Alpi dzielnie edukował się i równiutko szedł naprzód z robotą. Suchecki jak to on, zajmował się zabawą, przekorą, błyskaniem szalonym (ale zawsze wesołym przy tym) okiem, albo ekspresyjnym wypuszczaniem z siebie emocji, najczęściej powstałych wobec zderzenia z okrutną i przygnębiającą rzeczywistością, w której oto koń musiał zamienić galop na przykład na… stęp. Frustrujące było to, że jak się zabrałam za konkretne jeżdżenie programów na rozstawianym specjalnie na tę okazję czworoboku, to mój trening w zasadzie kończył się w momencie, kiedy chciałam po ustępowaniu pojechać sobie na linii środkowej prosto (takie atrakcje, takie przeżycia! Su tracił panowanie nad sobą – chodzenie w bok jest tak przejmujące, że najlepiej już z niego nie wyjeżdżać nigdy, a jeśli już prosto – to dzidą, rurą, ogniem do przodu i „za Szkocję!”). Jeszcze gorsza, wręcz miażdżąca była serpentyna z kontrgalopem. I nie chodzi o problem z utrzymaniem kontrgalopu, rozpadaniem się czy trudnością wyjechania rysunku. Emocje! Para buch, koła w ruch i piana nawet na czole, histerie zakochanej nastolatki i humory księżniczki w jednym. Bo a nuż tam nie będzie kontrgalopu, tylko lotna? A może coś jeszcze? Po zjechaniu na dwie fule od ściany Suchy już zgadywał, próbował, złościł się, zabierał próbując galopować po ścianach nad bandami (to wszystko w dowolnych konfiguracjach) i totalnie traciło się nad nim kontrolę. A Suchy jest szybki, ekspresyjny, z olbrzymim galopem i spaść z niego można na mokrą plamę, tak, że identyfikacja zwłok będzie możliwa tylko po karcie dentystycznej 😈 Więc bywało.. gorąco…

IMG_4759 IMG_4760 IMG_4930 IMG_4859 IMG_4868

Alpi poprawiał wyprostowanie, Alpi poprawiał przejścia, Alpi poprawiał szybkość reakcji na pomoce, a Susz konsekwentnie nie pozwalał poprawić swojej głowy. Alpi zaczął lekkie piafowanie, a Suchy zaczął w tym samym czasie przyjmować do wiadomości, że na końcu przekątnej naprawdę można się zatrzymać. Alpi zaczął zmieniać nogi, a Suchy nie mógł się przekonać, że można zmieniać chody w dół i że to nie jest za karę. Z treningu na trening w zasadzie to samo…

I jakoś w tym bulgoczącym wrzątku namiętności Suchy w końcu znalazł swoją ścieżkę.

IMG_4677

Biszkoptowy zdecydował się zaufać. I jak wszystko, co ten koń robi i to musiało być najlepsze i największe, jakie koń jest w stanie dać jeźdźcowi. Suchy stał się koniem prowadzonym myślami. Stał się koniem, którego nie jeździ się na pomoce, tylko jeździ się na powinowactwo dusz.

To niesamowite, wręcz magiczne uczucie, kiedy myślisz o czymś i nawet nie spróbujesz jeszcze niczego fizycznie zrobić – napiąć, podnieść, przesunąć, zmienić równowagę – a ponad 600 kilo pracującej na najwyższych obrotach maszyny reaguje i odpowiada, robiąc dokładnie to, co masz w głowie i kończąc zadanie pytaniem: „co mogę jeszcze dla Ciebie zrobić?”. Żadnemu człowiekowi nie byłabym w stanie tyle przekazać mową ciała! Jest w tym jakaś niesamowita magia. Suchy nagle staje się łagodny. Ogon przestaje wymachiwać, oczy ma ciepłe, spokojne, życzliwe i mądre. Jakby myślał sobie: droczenie się jest super, zabawa jest fajna, ale to jest coś wspanialszego. Słucham Cię, a Ty mi pomagasz i pokazujesz, jak mogę stać się najlepszy. Rozumiem cię, a ty rozumiesz mnie i razem możemy zrobić coś wspólnego. Dajesz mi nowe umiejętności, dajesz mi takie wspaniałe super-moce, a ja uwielbiam umieć wszystko i uwielbiam móc wszystko. To jest niezwykłe, znakomite, wybitne i to właśnie chcę robić!
Każde zadanie, w którym docieramy do takiego nastawienia Suszarki wychodzi po prostu doskonale, z niebywałą miękkością, gracją i jakością.

IMG_4706 IMG_4897 IMG_4906 IMG_4908

Nie wiem, czy wiele koni może dać jeźdźcowi takie uczucia. Może kilka procent? Ja nigdy dotąd w mojej całej jeździeckiej karierze czegoś takiego nie doświadczyłam. Może takim koniem stanie się kiedyś moja kobyłką, chociaż jeszcze za wcześnie, żeby o tym rokować. Każdy z mojej stawki może być potencjalnie doskonale wyszkolonym i niezwykle jezdnym i współpracującym koniem, ale tę specjalną magię, to telepatyczne porozumienie ma w sobie teraz tylko Suchy.
Każdy, kto miał w życiu szczęście siedzieć na takim niezwykłym koniu, będzie mógł poczuć, czym jest prawdziwe ujeżdżenie.

IMG_5005 IMG_5117 IMG_5119 IMG_5126

To porozumienie i zaufanie jest niezwykle piękne – i niezwykle kruche. Wynika z tego, że obydwie strony doskonale się znają i każda zobowiązuje się grać swoją rolę. Trochę jak w małżeństwie – „świadomi praw i obowiązków” 😉 Żadne z tego duetu nie może zawieść i nie chce zawieść swojego partnera.

IMG_5155

O tym, jak delikatny jest taki układ przekonałam się prowadząc na Suchym ostatnio trzy treningi jeźdźcowi, który musiał od Suszka dostać kilka uczuć, jakich powinien szukać jeżdżąc na swoim koniu. Dwa treningi były tylko dla jeźdźca – od konia nie chcieliśmy nic poza wożeniem plecaka na grzbiecie. Na trzecim dodaliśmy kilka przejść, parę łopatek… Wystarczy tak niewiele, reakcja za wcześnie lub za późno, za mocne lub za słabe działanie jeźdźca, brak pomocy wtedy, kiedy powinna się wydarzyć, wyegzekwowanie 30% zgięcia na pomoce do 100% zgięcia – i koń już wie. Wie, że jego jeździec przestał być patronem, przestał być partnerem, a stał się tylko podwładnym. I mimo że koń pozornie nadal posłusznie pracuje, to już nie jest to samo. Czar już prysł, przepadła magia, zaufanie zszarzało i zgasło. A z „co ja mogę dla ciebie zrobić?” zostało: „co ja mogę zrobić? a co muszę? bo wiesz, mogę na przykład cię sprawdzić i przetestować…”. Oj, miałam potem za swoje i kilka jazd poświęconych tylko na to, żeby znów upewnić Suchara, że jeździec jest jednak godzien, by oddać mu duszę. Suchy sterowany myślami wrócił i już nie pozwolę mu się pogubić.

IMG_5200 IMG_5204sepia

No cóż, Suchy nie będzie najwidoczniej koniem szkoleniowym jeszcze długo, a może z resztą nigdy? U niego droga do zaufania będzie zawsze wiodła przez emocje, testowanie, droczenie się, przekorę i szczyptę szaleństwa. Za cel trzeba sobie jednak postawić to, żeby pielęgnować i rozwijać tę magię, którą Suchy w sobie znalazł. Wreszcie mam wrażenie, że on jest na bardzo dobrej drodze. Oczywiście, jeszcze na tej obranej będzie tysiąc wzlotów i tysiąc upadków (oby bez podbitych oczu!), ale prawdziwego Suchego już wreszcie mam na każdym treningu :) Mój ci on, mój!

IMG_5227

15 comments

Skip to comment form

  1. tuch

    PRZE=PIĘ-KNIE <3 się to czyta i wspaniale wygląda! :) Na "bratnią duszę" podobno trafia się tylko raz w życiu.

    1. quanta

      Dobrze, że chociaż raz! Trzy lata pracy i czekania na konia, bez żadnej gwarancji, jaki tak naprawdę będzie rezultat. Dobrze, że mam w tej chwili fantastyczne trenerskie oko do pomocy, bo ten koń jest naprawdę jedyny w swoim rodzaju i o ile mogę zaryzykować twierdzenie, że wiem, jak takie normalne zwierzaki działają – to tego się dopiero uczę. Z każdym dniem.

  2. Ewa

    O ja Cię matko człowiek patrząc na te zdjęcia, zwłaszcza z galopow ma wrażenie, ze już bardziej krótki być nie może… A tu zaraz sobie uświadamia, ze on dopiero wychodzi z przedszkola co to będzie dalej jak zacznie wykonywać dorosłą pracę?? Przepiękny jest ten Sucharek i może się powtórzę, ale idealnie pasuje do Ciebie ☺

    1. quanta

      Dzięki, tym bardziej, że początki naprawdę nie były ani spektakularne, ani w ogóle łatwe.

      Mały Suchy nie grzeszył urodą (chociaż ja już go widziałam wtedy takim koniem, jaki jest teraz), no i przy okazji naprawdę był malutki 😉

      Dwa miesiące po tym, jak go do siebie przywiozłam nadal nie mieliśmy totalnie ani panowania nad sprzętem, ani równowagi w galopie. Nie dało się zwolnić, nie dało się zatrzymać, to była jazda typu przeżegnać się przed, a potem jedyna rzecz, którą zdąży się zapamiętać, to wiatr we włosach… Teraz to w sumie zabawnie się to wszystko wspomina 😉

      Ależ z Suchego był wtedy dzieciuch…

      1. Kama

        Co więc robiłaś na koniu, który średnio miał hamulce a chciałaś go zatrzymać? Czekałaś na moment, w którym już dawał się zastopować?

        1. quanta

          Przede wszystkim z takim gorącym koniem (u Suchego to są po prostu niekończące się pokłady energii i moc, która go całkowicie przerastała) trzeba zachować 100% spokoju. Jeśli jeździec się boi (że nie może zatrzymać) , albo irytuje (że nie może zatrzymać) – nic z tego dobrego się nie osiągnie.
          Druga kwestia to bycie mega konsekwentnym, bo jednak trzeba postawić na swoim. Przeforsować swoją wolę, nie łamiąc konia przy tym. Bardzo dużo pracowałam przejściami już w stępie do pełnej parady (co Suchego wkurzało, nie powiem). W galopie, jeśli tylko czułam, że nie mam już żadnej kontroli – wyjeżdżałam od razu taką woltę, żeby koń zgubił na niej galop, czyli przestał się ścigać z samym sobą i przeszedł do kłusa, a ja nie musiałabym się z nim szarpać, tylko mogłam dokładać do tego normalne półparady, aż koń zrozumie. Z drugiej strony dbałam zawsze o bycie fair – wsiadałam, kiedy koń był po padoku, wybiegany, a jeśli to nie było możliwe, to w półsiadzie pozwalałam mu zdrowo pogalopować i spuścić parę – ale zawsze z poczuciem, że to ja na to zezwalam i wspólnie sobie biegamy, a nie decyzję podejmuje sam Suchy.

          Ale miałam też młodego konia, którego nie dało się zatrzymać, bo była tak silny i tak mało wrażliwy, że po prostu nie czuł w ogóle mojego działania ręki, a jeździec na jego grzbiecie nie istniał. Takiego zatrzymywałam po prostu bezczelnie w narożniku hali, inaczej się nie dało :(

          Uff, jak ja się cieszę, że wreszcie moje przedszkole zrobiło się dorosłe… Wcale mi się nie śpieszy więcej do takich dziarskich młodzików 😉

      2. Ewa

        Haha jaka zmiana. Wspaniale jest móc coś takiego oglądać ☺

  3. Amelia

    Takie uczucie niesamowitej więzi czułam przygotowując młodego hucula do szkółki(ze względu na mój wzrost małe były dla mnie). Nawiązanie prawdziwego, życzliwego dialogu z koniem i mimo, ze hucul taki możliwości jako takich nie ma, to mając stawkę koni do jazdy najprościej w świecie zawsze zaczynałam od niego. Gdyby tylko trafić na sportowca o takim serduchu, marzenie :)

  4. kokos

    Ciekawa jestem, czy w wyniku postępu hodowli te kilka procent koni potrafiących tak doskonale wsłuchać się w jeźdźca, zmieni się w kilkanaście?? Wiadomo że Suchy w tak rozkwitł dzięki Twojej i trenerów świadomej, przemyślnej pracy :) i każdy koń dojdzie do takiego etapu wyłącznie dzięki temu… tylko tak zastanawia się obserwując dynamicznie się rozwijającą hodowle koni sportowych przez powiedzmy ostatnie 10 lat, co nas czeka za kolejne 10 😉

    1. quanta

      Ja też jestem ciekawa, bo hodowla zmienia się niesamowicie, i konie również. Niestety charakter to coś najbardziej ulotnego – o ile 2,5-letniego ogiera na korungu możesz ocenić, czy ma poprawną budowę, elastyczność, dobre chody, to tak naprawdę to, jaki jest w pracy – wyjdzie w pracy. Dużo w hodowli robi moda – używane są bardzo młode reproduktory, a to, czy one przekażą potomstwu dobrą głowę, wrażliwość, wytrwałość w pracy – to wszystko loteria. Nie znam żadnej linii ujeżdżeniowej, gdzie konie byłyby gwiazdami od poczęcia i dalej na każdym etapie szkolenia top-furami z najwyższej półki. Niestety cały czas wygląda na to, że najlepsze stają się te konie, które za młodu wcale tak jasno nie błyszczą, a przecież klienci szukają właśnie gwiazd od poczęcia…. i koło się trochę zamyka.
      Niemniej hodowla robi niesamowity progres – takich koni jak Fugu-Cebulka kilka lat temu po prostu nie było. Też jestem ciekawa, co się pojawi w stajniach za te 5, 10 lat – ale sama nie planuję już żadnych zakupów, na młodzież mam szansę tylko wtedy, jeśli ją sobie sama wyhoduję 😉

      1. Kama

        A propos młodzieży… co myślisz o kupowaniu źrebaka jako swojego przyszłego konia? Oczywiście zakładając, że dany delikwent potrafi pracować z młodym koniem i układać go od małego :) Chodzi mi o sam fakt kupowania „kota w worku”, bo w końcu nawet mając na uwadze charaktery rodziców – może trafić się koń średnio przyjemny do jazdy. A może właśnie nawet konie, których głowa na początku nie jest największym atutem są w stanie z biegiem czasu i treningu zmienić się w fajne rumaki? Jakie są Twoje doświadczenia? Sucharek jest wyjątkiem w tym przypadku czy właśnie potwierdzeniem reguły?

        1. Ewa

          Quanta pisała o tym osobny temat całkiem niedawno☺ co prawda nie jestem autorką, ale coś w tym temacie mogę powiedzieć, bo sama tak zrobiłam. Napiszę krótko… 4 lata czekania, aż będzie gotowy do pracy, masa pieniędzy żeby prawidłowo się rozwijał i żeby niczego mu nie brakowało. Gdy nadszedł czas zajazdki ze zgrozą stwierdziłam, ze ja jeździć nie umiem i co gorsza ze na nim konkretnie źle mi się siedzi. Okazało się ze, nie dość ze wielki to jeszcze koszmarnie klniewygodny. Tak więc kupując zrebaka, kupisz kota w worku… bez gwarancji, ze końcowy efekt (w postaci dorosłego konia) Cię zadowoli.

          1. quanta

            Dokładnie tak – nie polecam źrebaka zupełnie. Nawet surowy koń pozwala ocenić swoją budowę pod kątem przydatności do danego jeźdźca, chociażby wzrost! Mój znajomy, jeżdżący wysokie konkursy zawodnik kupił dla siebie świeżo odsadzonego ogierka. Chłop jak dąb, postawny i bardzo wysoki. Czekał na źrebię 4 lata, tylko ogierek urósł raptem na konika 163-164 cm. Nie muszę chyba pisać, że jako para wyglądają cokolwiek osobliwie, chociaż koń jest naprawdę fajnym zwierzakiem.
            O źrebaku nie powiesz nic. Nie znasz charakteru, nie znasz jego chęci do pracy. Nie wiesz nawet jak on będzie nosił. Ja trafiałam na młode konie, z którymi nie podejmowałam się pracy.
            Zawodnicy nie kupują dla siebie źrebaczków.
            Nie wspominając już o tym, że odchowanie źrebięcia przez 3 lata jest drogie, chyba, że się dysponuje własną łąką i stadem rówieśników dla malucha.

  5. Uukee

    „To niesamowite, wręcz magiczne uczucie, kiedy myślisz o czymś i nawet nie spróbujesz jeszcze niczego fizycznie zrobić – napiąć, podnieść, przesunąć, zmienić równowagę – a ponad 600 kilo pracującej na najwyższych obrotach maszyny reaguje…”
    To znaczy, że nie zwariowałam(albo nie jestem jedyną szaloną osobą :p) mówiąc, że był koń z którym miałam „telepatyczne” połączenie.Uświadomiło mi to tak naprawdę jak czułe są konie na nasze emocje i pomoce, skoro zmiany w moim ciele były tak małe,że nawet jak ich nie poczułam,będąc bardzo świadomą swojego,ciała to jak on je poczuł? Zazdroszczę bardzo i życzę abyś cieszyła się tym uczuciem jak najdłużej!

  6. Liberowa

    Naprawdę jak czytam twojego bloga, twoje doświadczenia, oglądam zdjęcia, to pojawia się u mnie taka iskierka nadziei, że może i ja kiedyś dojdę do takiego poziomu :) Odwalacie kawał dobrej roboty! 😀

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *