«

»

cze 27

Suszek, Jakubowice, day three and four

Trzeci dzień bez zdjęć, albowiem pluło żabami 😉 Pogoda miała taką zwieszkę, jaką trudno chyba napotkać w czerwcu: zimno (10 stopni), wicher dmie, deszcze się leją, przez plac konkursowy przeszła trąba powietrzna (to nie żart), a w pewnym momencie nawet na pół godziny przerwano zawody… Moja przygotowane na wyjazd softshellowe kurtki zostały w domu (brawo Quanta…), więc mogłam się tylko ubrać na cebulę w kilka bluzek i liczyć, że za szybko nie nasiąknę.
Na dodatek na kwaterze, gdzie nocowałam, padła ciepła woda i do mycia została mi tylko lodowata… Brrr :(

Twardym jednak trzeba być, a nie miękkim i tego paskudnego dnia Cebula startuje, a Suchar znowu zasuwa solidne treningi. Z Fugu o tyle mi się udało, że zmieściłam się idealnie w dziurę w chmurach – bez deszczu 😉 Poza tym niestety aura jest taka, że mam ochotę zaśpiewać jedyną szantę, jaką znam na pamięć („Pacyfik” – ręka do góry, kto umie, obiecuję śpiewać w duecie na następnych deszczowych zawodach) 😉

IMG_5297

Suchy dzielnie trzyma formę oazy spokoju. Jest nawet jeszcze bardziej skupiony na mnie, niż poprzedniego dnia, co wykorzystujemy do miliona szybkich przejść i pracy nad stępem (jakości dowolnej, byle to był stęp) i kłusem (jakości jak najlepszej, bo to już czas sobie na to pozwolić). Nie powiem, niezgorsze to uczucie, kiedy siedząc na koniu zaczynam z siodła przed sobą widzieć białe ochraniacze na przednich nogach 😉
Suchy coraz szybciej zauważa półparady i daje mi tym samym takie nieśmiałe przypuszczenie, że jednak zdołam go w końcu zatrzymać w jego niezmożonym pędzie. Poprzedniego dnia było więcej pracy w galopie, dziś skupiamy się na kłusie. Kręcimy ciasne kółeczka i ósemki, łopatki, wolniej i szybciej, a panowanie nad biszkoptowym odrzutowcem staram się utrzymać również w ciągach. Kapitalnie pomocnymi ćwiczeniami na to jest prostowanie konia w trakcie ciągu od wewnętrznej łydki (czyli ciąg – kilka kroków do przodu – dalej ciąg), zmiany tempa i rytmu w ciągu (czyli prawie wyciągnięty, płynny kraulowy kłus – prawie pasaż – znów prawie wyciągnięty), albo przejścia kłus-stęp również podczas wykonywania długiego ciągu. Sobotnich zdjęć niestety brak – i tak przy tej pogodzie wyszłyby pewnie rozmyte 😆

Za to w niedzielę wróciły wakacje 😉
IMG_6057
Plus, ponieważ był to dzień finałów, obsadzenie konkursów już nie takie liczne i jeden z czworoboków był zupełnie wolny, co wykorzystałam na ujarzmienie wybujałej fantazji Susza na skromnym poletku 20 x 60 metrów, ogrodzonym białymi płotkami.  Te płotki w wielkich oczach Suchara to nie umowne ogrodzenie, równie trudne do sforsowania jak kawaletki,  tylko to prawdziwe ŚCIANY aż do nieba. Pół biedy, kiedy poruszamy się wzdłuż szranek – to ma w sumie sens, ale kiedy tylko odczepię konia ze śladu i jadę prostopadle do szranki, to włącza się Suszarce ciężka KLAUSTROFOBIA. Suchy bardzo, ale to bardzo się denerwuje i nie może pozbyć się przeczucia, że oto każę mu za chwilę roztrzaskać się o ścianę. No bo co, jeśli ja jednak nie zechcę skręcić? Albo nie zdążę? A może po prostu nie zauważyłam, w jak wielkim jesteśmy niebezpieczeństwie, skoro domagam się czołowego zderzenia? A może – o zgrozo – ja po prostu NIE WIEM, dokąd chcę pojechać??? Tej myśli Suchy chyba by nie przeżył – on zawsze przecież planuje, przewiduje, musi z góry znać trasę, wiedzieć, co będzie za chwilę, a co jeszcze potem. Oczywiście w oczekiwaniu na przyszłość uwalnia emocje i potrafi się ponapinać, szczególnie jeśli przyszłość jest inna niż jasnowidz Suchy zatwierdził. Po narożniku przecież dobrze jest zrobić ciąg – o nieeeeee, dlaczego jedziesz prosto????
IMG_5628IMG_5625IMG_5696
To samo mam z Suszydłem na kawaletkach – już chyba zresztą o tym pisałam. Jeśli jeżdżę kawaletki w kierunku na środek hali / placu – spoko, no problem. Jeśli kończymy przejazd przed drągi w stronę bandy czy ściany, to Suchy od pierwszego kroku już przeżywa, czy on aby zdąży zakręcić, albo zwolnić (bo przecież impuls go gna naprzód), a w ogóle potem będzie w lewo czy będzie w prawo? Trudno mu to wszystko znieść i prawie piszczy z emocji.
Pracując z Suchym trzeba go przestawiać z przyszłości w teraźniejszość.
Na czworoboku wykorzystuję do tego serpentyny z niespodziankami 😉
IMG_6087

Serpentyna to ćwiczenie, które jest chlebem powszednim wszystkich znanych mi dobrych jeźdźców. Jeśli sami mało jeździmy po serpentynie w trakcie treningu (albo o zgrozo, nie jeździmy wcale) warto to jak najszybciej zmienić. Serpentyna nie tylko poprawia giętkość i równowagę konia, ale też pozwala sprawdzić, na ile jeździec prowadzi wierzchowca w pomocach. Czy taką serpentynę potrafimy pojechać precyzyjnie, dokładnie tam, gdzie sobie zaplanujemy, czy raczej bardziej przypomina tropienie dzikiego węża po czworoboku?
Moje z Suchym pierwsze serpentyny przypominały raczej coś takiego:
dzikieweze

Dokładność rysunku musi stać się naszym sprzymierzeńcem. Czy zakręty na jedną i drugą stronę są symetryczne? Czy koń z równą chęcią przyjmuje zarówno prawe, jak i lewe zgięcie?Jeśli na jedną stronę jedzie nam się łatwo i wygodnie, a na drugą koń zakręca „ledwie”, przy czym mamy wrażenie, że zostajemy usadzeni krzywo i niewygodnie po jednej lub drugiej stronie siodła, to ewidentnie świadczy to o słabszej i niewygimnastykowanej stronie wierzchowca. Wtedy czas na jedną z serpentynowych niespodzianek, czyli wolty.
Dodajemy je w miejscu, gdzie łuk serpentyny dotyka ściany. Wolty nie traktujemy jako „rysunku kółka do wytuptania” – to jest naprawdę genialnie miejsce i czas na korekty. Od wewnętrznej łydki warto poprawić zgięcie, czasem rozluźnić konia działaniem wewnętrznej wodzy, poprawić ustawienie i oparcie na zewnętrznej – każde kółeczko jest dla jeźdźca i konia na poprawki (sama w ogóle uczę konie że jeśli potrzebuję coś szybko poprawić lub zmienić, a nie dostaję zadowalającej mnie odpowiedzi, wjeżdżam na kółeczko). Jak mawia trener Bemelmans – „take your time”, czyli nie spiesz się, daj sobie tyle czasu, ile potrzebujesz, żeby koń przyjął i zrozumiał pomoce. Na gorszą stronę konia warto zamiast jednej wolty pojechać dwie w tym samym miejscu, bo układanie wierzchowca będącego poza równowagą zajmie zapewne nieco więcej czasu. Te korekcyjne wolty można zresztą dodać tylko po gorszej stronie konia – tu już wszystko zależy od wyczucia jeźdźca.
W zeszłym roku pojechanie serpentyny w kłusie przekraczało możliwości panowania nad sobą Susza 😆 O woltach nawet nie śmiałam pomyśleć – koń piszczał, skakał, przeładowywał emocjonalnie przy prośbie o zgięcie – na dziś to jest ćwiczenie, którym zaczynam rozgrzewkę i dużo w nim wymagam.

IMG_6099

Mam za to inną serpentynową niespodziankę, z którą Suchy póki co nadal trochę przegrywa. Przejścia. Z kłusa do stępa jeszcze bardzo często spieszy, z galopu do stępa ma trudność przy ponownym zagalopowaniu, próbując usztywnić się przy zmianie zgięcia i tracąc kompletnie panowanie nad odnóżami – licho wie, którą to się właściwie ma zaczynać ten nowy galop 😉 W lotnych dochodzi wzmiankowany wyżej efekt jazdy na czołówkę na ścianę – i error już blisko 😳 Z uporem maniaka robię takie elementy zatem możliwie często, aż Suchy uzna je za nudne jak flaki z olejem (chociaż sam Suchy powiedziałby raczej: nudne jak buraki z lucerną).
Przejścia na serpentynie można robić nie tylko pomiędzy chodami, ale i w ramach tego samego chodu. Zebrany kłus na wolcie – poszerzenie kroku na prostej – ponowne skrócenie na wolcie. W galopie – 15 metrowe koło z dziarskim, otwartym galopem i z niego wjeżdżając w serpentynę skracamy na prostej, skracamy – zależnie od wyszkolenia konia dodajemy przejście do zwykłej lub lotnej zmiany w galopie – i dalej z zebranego galopu na poszerzone koło na drugą nogę. Dzieje się dużo, dzieje się szybko – jeździec nie może być opieszały, a koń musi błyskawicznie odpowiadać na pomoce. Nawet bez errorów i programów dowolnych ze strony konia jest co robić. Niech mi ktoś teraz powie, że ujeżdżenie może być nudne 😉

Kilka przejazdów serpentyny w galopie pozwala mi mieć Suchego pod dosiadem i uzyskać całkiem niezłe zwykłe zmiany, więc kolejne nawroty jadę robiąc już lotne. Pierwsze wykonane – w stylu na delfinka (poniżej po lewej…), ale kolejne nawroty, kiedy tak bardzo przestała grozić imaginowana przez rudzielca ŚCIANA – standardowo z zadowalającym rezultatem.
IMG_5747IMG_5751

Takim super wygimnastykowanym i uelastycznionym Suszkiem mogę objechać jeszcze czworobok dobrym kłusem (no, no, Suchy sam pilnuje teraz „uszu w górę”):
IMG_5923IMG_6164
A skoro koń sam trzyma dobry kłus, to na koniec, w ramach testu rozluźnienia i odpowiedzi na pomoce proszę go jeszcze o dwa-trzy dodania. Podłoże Suszałce sprzyja, więc mamy taki rezultat:
IMG_5937IMG_6344 IMG_6356

Fajrant! Długa wodza i jadę na spacer w pobliski teren. Suchy odsapnie, wybierze się na myjkę, skoczy jeszcze z Cebulą na godzinkę na trawkę, potem zdążę obejrzeć kilka przejazdów konkursowych i będzie trzeba wracać. Szkoda, bo czas w doborowym towarzystwie i wśród tylu pięknych koni mijał szczególnie szybko. Prace domowe jednak wyznaczone, za chwilę przeprowadzka, a na początku lipca wybieram się do Hendriksa, więc zdecydowanie jest co robić :)

3 comments

  1. Natalia

    Suszek zjawiskowy, każde kolejne zdjęcia to potwierdzają! :)

    1. quanta

      Suchy jest specyficznym koniem. Wiele rzeczy ma wybitnych, ale w całej masie kwestii jest bardzo poniżej przeciętnej. Gdybym to mogła sama wybrać, to zdjęłabym troszkę z tego pułapu splendoru, a dodała mu normalności. No cóż, trzeba żyć z tym, co mamy 😉

  2. Kinga

    Super, gratulacje 😉 Mój koń chyba oszalałby gdyby został sam na placu gdy wkoło są inni towarzysze, szczególnie w obcym miejscu. Twoje wpisy uświadamiają mi, że warto podglądać innych jeźdźców na rozprężalni. Zawsze można zobaczyć jakieś ciekawe ćwiczenia i później wykorzystać je w domu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *