«

»

lut 24

Suchy, koń ze słońcem w grzywie

Suszarka wrzuca na luz! Przynajmniej czasami. Na przykład po trzech kwadransach intensywnego treningu (stępa nie licząc). Pokłady energii, jakie ten koń ma w sobie są absolutnie niespożyte. Ostatnio kilka jazd poświęciliśmy wyłącznie nad pracę nad galopem – czyli prawie całą jednostkę treningową Susz przegalopował, naturalnie z przerwami na stęp czy nagrodę, ale jednak. I co? W ogóle go to nie rusza. Trening kończy równie świeży, jak zaczął, za to wreszcie zadowolony i wyluzowany.
Suchy nie ma do końca normalnej głowy i mam pewne podejrzenie, że jego zwoje kory mózgowej odpowiedzialne za zmęczenie fizyczne u tego osobnika wykształciły się kompletnie rozprostowane i rozwinięte 😆

IMG_5210

Za to inne są zdecydowanie nadmiernie powikłane. Na przykład te od myślenia. Albo inne od wrażliwości. Tak ogromny, silny koń z masą mocy, a poczuje, zwróci uwagę i totalnie żywiołowo zareaguje na ruszenie palcem w bucie. Ten to dopiero uczy pokornego stosowania delikatnych i subtelnych pomocy! 😆 Poruszaj stopą w bucie – odpowie. Przyłóż łydkę, to wywołasz piski i najlepiej kilka baranów. Kopnij ostrogą – zginiesz. Spróbuj kopnąć dwiema – zginiesz nie tylko ty, ale i wymrze całe życie w promieniu 5 kilometrów, a fala uderzeniowa atomowego wybuchu pozostawi tylko szare, dymiące zgliszcza po horyzont.
Nie wiem jak mi się udaje coraz bardziej luzować takiego gagatka, ale… udaje się :)

Nie tylko pod siodłem, ale we wszystkich dziedzinach jego życia. Suchy od jakiegoś czasu pozwala sobie na przykład sypiać w boksie. Ale nie tak, że po prostu położy się w pozie wielkanocnego baranka i chwilę odpocznie. Śpi na całego, na płasko, z wyciągniętymi łapami i przy tym… chrapie, albo gwiżdże przez sen 😆

Może kiedyś uda się go znormalizować, bo naprawdę jest o co walczyć. Kiedy Suchy pozwala sobie wreszcie na beztroskę, to nie liczy się już nic więcej na świecie, jest tylko jeździec i on – wsłuchany, chętny, z całą swoją wrażliwością i energią oddaną w ludzkie ręce. Dający takie uczucie, które zwyczajnie uzależnia i w którym nie sposób się prawdziwie nie zakochać:

11 comments

Skip to comment form

  1. Ewa**

    No co Tu dużo pisać, galopy jak marzenie cudownie się to ogląda

  2. Natalia

    Quanta a na jakim wędzidle jeździsz jak nie na munsztuku? :)

    1. quanta

      Suchemu muszę bardzo często zmieniać ogłowie zwykłe z wędzidłowym, bo on nie tylko przeżywa wszystkie zmiany za bardzo, ale i blyskawicznie zauważa różne reguły (munsztuk = praca ujeżdżeniowa, wędzidło = będą stały kawaletki i jeśli rzeczywistość nie pasuje do tego, co on sobie przewidział i zaplanował, to wtedy zżerają go nerwy).
      W zwykłym ogłowiu dla niego mam wędzidło Waldhausen Cyprium Silver. Jest naprawdę godne polecenia – bardzo fajnie profilowane, nie za grube (18 mm i tak szerokość na Suchego paszczę jest ok, dla drobniejszego końskiego dzioba wybrałabym cieńsze) i przede wszystkim zrobione ze stopu, który ma aż 90% miedzi i jest bardzo słodki.

      Podobne (ale sporo tańsze, chociaż nie wiem, czy tak samo fajnie wygięte) ma Horka. Wcześniej dla Suchego miałam podwójnie łamane BR Cuprion, ale on w porównaniu do Waldhausena ma kształt prostej sztangi, a nie łagodnego łuku, pod którym się może dobrze zmieścić język.

      1. Natalia

        Bardzo dziękuję :)

  3. Riada

    Quanta, a napiszesz kiedyś coś o początkach swojej przygody z jazdą konną? W jakim wieku zaczęłaś jezdzić w rekreacji? Jak zaczynałaś, jakie konie wspominasz miło, a które mniej? Czy miałaś przerwy i zdarzały ci się kryzysy?
    Tak wspaniałą bazę w postaci chodów Suchy był w stanie osiągnąć w dużej mierze dzięki zacnym umiejętnościom jezdzca i dlatego mnie ciekawi co się działo przez te kilka lat, że potrafisz jezdzić konie trudne z różnymi problemami napotkanymi po drodze.
    Od pewnego czasu mam jezdziecki kryzys i odechciewa mi się jakiejkolwiek jazdy do tego stopnia, że głupich sztybletów nie chcę mi się wyczyścić. Po prostu przykro mi trochę z powodu właściwie zerowych możliwości jezdzieckiego rozwoju. Niby są książki, internet, publikacje wszelakie, ale tam zapisane jest trochę takie ,,robisz to, to i pyk”. Brakuje mi kogoś kto wytłumaczyłby mi działanie, schemat, zależność koń-jezdziec.
    I tak mnie to zastanawia jak wyglądała twoja droga do genialnej pracy z końmi, bo z tego co wiem, czy to z forum czy to z bloga, to miałaś trochę wzlotów i upadków.

    1. Amelia

      Ja też większość życia niestety jeździłam sama :( muszę przyznać, że niesamowicie pomogło mi luzakowanie i przyglądanie się z bliska dobrym jeźdźcom podczas codziennej pracy. Myślę, że dobrze zaplanować wakacyjny czas właśnie na luzakowanie. Dużo, dużo wiedzy do zdobycia, przyjemna praca i na koniec jeszcze mile wynagrodzenie :) ale w Polsce raczej ciężko o taką pracę, dlatego znajomość języka jest raczej koniecznością.

    2. Ania

      Quanta tak samo jak każdy zaczynała kiedyś od zera. Nawet obserwując posty i zdjęcia na blogu sprzed kilku lat można zauważyć jak bardzo się poprawiła i rozwinęła. Ale cóż włożyła w to kupę swojej ciężkiej pracy, czasu, pieniędzy (chociaż pieniądze nie są najważniejsze). Nie da się poprawić swoich umiejętności siedząc na kanapie. A doświadczenie zdobywa się też nie inaczej jak jeżdżąc. Zobacz ile koni Quanta „przerobiła” przez te kilka lat, każdy był inny. Więc to co mogę Ci poradzić, jeśli nie masz kasy na trenera to weź ze sobą koleżankę, poproś ją, żeby poprawiała Twoje błędy. Czasem powrót do podstaw i poprawa najprostszych błędów typu proste plecy i równe barki mogą spowodować objawienie :) mówię to z własnego doświadczenia :) Więc nie marudź i wsiadaj jak masz możliwość, a na poprawę motywacji włącz sobie filmik z paraolimpiady, tam ludzie nie mają rąk lub nóg i jeżdżą bo to jest ich pasja :) powodzenia

    3. quanta

      Możliwe, że napiszę, chociaż zdecydowanie bardziej wolę pisać o koniach, niż o sobie.
      Jestem z zupełnie „niekońskiej rodziny” i moje wspomnienie z końmi to wypatrzony na skrzyżowaniu, zaprzęgnięty do woza i czekający na możliwość skrętu siwy wiejski ziemniaczek, który zachwycił 6-letnią Quantę na tyle, że nie dała się zabrać babci na plac zabaw, tylko cały spacer odbyła za wozem, wpatrując się w konia maślanymi oczami i szepcząc w ekstazie „ten koń jest różowy!” I ten koński fiks miałam od zawsze, nie bawiłam się nigdy lalkami, tylko kucykami, potem zaczęłam rzeźbić koniki z gipsu, a jak wyprodukowałam ich całe stado, to zrobiłam dla nich realistycznie opracowaną stajnię (gdzie były otwierane boksy, zawieszane wiaderka, miniaturowego woreczki ze szczotkami na tych boksach, siodlarnia z ogłowiami i siodłami, prawdziwie siano, słoma i nawet profi posadzka z buchniętych z balkonu płytek gresowych, które cichaczem i w tajemnicy przycinałam wykradzioną z ojcowskiej szuflady szlifierką… No i rysowałam konie, pasjami, co przez całą moją edukację niemiłosiernie wkurzało nauczycieli (do dziś nie rozumiem, jak można uważać, że jak ktoś rysuje, to nie może równocześnie naprawdę pilnie słuchać równocześnie wykładów).

      Nie jeździłam w rekreacji, bo nie było mnie na to nigdy stać. Trochę pomagałam w stajni i mogłam za to stępować prywatnego konia. Uczyłam się przy okazji i jeździłam naprawdę bardzo źle (no cóż,. nie jestem niestety żadnym naturalnym talentem). Krzywa, zaciśnięta, wycofana i bez czucia. I na tym etapie zakończyłam przygodę z końmi na długich 9 lat w bardzo smutnych okolicznościach – wykupiłam z transportu klacz, która miała paskudną i przewlekłą chorobę jelit i nie udało jej się z nią wygrać :( Wróciłam do „niekońskiego” życia, skończyłam nieźle szkołę, równolegle zaczęłam pracować i zbierać sobie solidne portfolio i w zasadzie przez te 9 lat nie wychodziłam z pracy. Konie jednak ciągle siedziały mi w głowie ;_) Z czasem wszystko poukładało się na tyle, że można było pomyśleć o zakupie własnego ogona, co jako niedoświadczony żółtodziób rozwiązałam w najgorszy możliwy sposób, kupując surowego 3,5-latka 😆

      Cała droga z końmi była potem bardzo kręta, pełna rozmaitych nauczek, wzlotów i upadków, ale od momentu, kiedy zaczęłam sama jeździć, wiedziałam jedno – że chcę to robić naprawdę dobrze i w porozumieniu z koniem. Tak, żeby wszystkie moje zwierzaki naprawdę lubiły, kiedy na nich siedzę 😉

  4. Justyna

    Quanta co to za muzyczka? Też chcę w słuchawki ! <3
    Suchy… nie mam słów… jestem kompletnie zaczarowana waszymi treningami…. *.*

    1. quanta

      To jest 5 Cents Back, fajny kawałek na licencji cretive commons, do znalezienia tutaj: http://audionautix.com/ – jest tam mnóstwo muzyki, przy której się świetnie jeździ :)

      1. Justyna

        Bardzo, bardzo dziękuję skarbnico wiedzy <3 :*

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *