«

»

kwi 17

Suchar – trochę zdjęć z wyjazdu

Minął tydzień od naszego szkoleniowego wyjazdu, mam kilka fotek z podsumowaniem :)
Po pierwsze miłe zaskoczenie, bo na Suchym można bardzo fajnie pojeździć bez atrakcji typu podbite oko 😆 Rudzielec niczego się nie boi, zresztą sama cała akcja pakowania do przyczepy i występów w obcym miejscu niespecjalnie go wzruszyła. Bardzo fajne jest to, że mogę już zasugerować mu rozluźnienie i bardziej pracę przez nóżkę, do dołu, zamiast fruwania pod sufitem w tempie nadświetlnym. Czyżby zatem zaczął nie tyle, że jeźdźca słuchać, ale się w niego wsłuchiwać? Oby – najwyższa pora 😉
IMG_7339
Suchy dawał miłe uczucie kontroli, ale też w sumie dla niego nie za wiele się działo 😉 Trasę konkursu L idzie tak pewnie, że nawet nie wie, że to w ogóle jakaś trasa, a nie część rozprężenia. Koń po drodze na nic się nie patrzy, zmiana hali, placu, inne konie w okolicy – nic nie robi na nim wrażenia. Bardzo dobrze kłusował, świetnie stępował (a tego chodu ja muszę pilnować, bo jest ogromny i jeśli koń w nim spieszy, to potrafi skutkować utratą rytmu), no i o galopie nie muszę nawet pisać, bo jest zawsze na 10-tkę. Suszi ziemi nie tykał i nie było mu łatwo strzelić fotki, kiedy był solidnie oparty o podłoże 😉
IMG_7226IMG_7312 IMG_7526 IMG_7527 IMG_7544
To gdzie te domowe rogi? Może zapomniał założyć przed pakowaniem do przyczepy? 😆
Problemy Suchego wynikają po pierwsze z jego niepożytego poziomu energii, po drugie – z budowy, po trzecie – z głowy, która jest bardzo ambitna.

Energia staje nam na przekór wyciszeniu i rozluźnieniu. Jak tu śmigać sobie przez nóżkę, kiedy by się chciało gnać, skakać, ścigać się z wiatrem? „Luźno i powoli” to zdaniem Suchara jakieś hasła dla tetryków. On ma siłę, on ma moc, on się czuje jak młody bóg. Każdy kwadrans jazdy dla podziwiania widoków to taka nuda!
Budowa tego konia to w ogóle ciekawy temat. Suchy ma niesamowicie potężny zad, który jest o wiele silniejszy niż cała reszta jego ciała. W efekcie powstał twór, który przypomina dmuchany materac z doczepionym do niego silnikiem od motorówki. Spróbujcie takim zestawem dopłynąć na drugi brzeg! 😆 U normalnych koni moc zadu się stopniowo rozwija, proporcjonalnie i harmonijnie do reszty ciała. Czyli najpierw na dmuchanym materacu odpychamy się dłonią, potem pływamy nogami żabką, a na końcu w efekcie treningu dostajemy solidne wiosło. Wszystko przebiega stopniowo i z panowaniem nad sprzętem po drodze. Tutaj za to na wstępie mamy parę ładnych kilowatów, które napędzają nie solidny i zwarty kadłub z nowoczesnych niezniszczalnych laminatów, tylko właśnie gumowy materacyk, najlepiej jeszcze w wersji dziecięcej w żółte kaczuszki. Całość się gnie, chwieje, pływa, bezwładem wykręca na drugą stronę, sprawia wrażenie, jakby miała się rozerwać, a silnik nawet na najniższym biegu rozpędza do 50 kilometrów na godzinę.  Łatwo nie jest.
IMG_7381IMG_7551IMG_7516IMG_7295IMG_7372
Więcej, jeśli chodzi o budowę Suchara,  to on jest skonstruowany w ten sposób, jakby ktoś, kto go projektował, chciał mu celowo dać wszystko co najlepsze – i po prostu przy tym przesadził. Mocny i aktywny zad jest super dla ujeżdżeniowego konia? To dajmy mu taki, który przewyższy siłą całe jego ciało. Długie szyje są pożąadane? Ok, bierzemy szyję kilometrowej długości i jeszcze łabędzią, bo taka ładnie naturalnie wygięta (i która to teraz szyja diabelnie to znalezienie równowagi utrudnia). Podobno długie grzbiety są słabe – no to niech Suchy ma plecy króciutkie, którym przecież ciężej się giąć bocznie w elastycznym rozluźnieniu. Aha, i jeszcze koń ujeżdżeniowy powinien być zbudowany pod górę – no to niech różnica między kłębem a zadem u Suchego przekracza zdrowo 10 centymetrów. Wtedy koń na pewno nigdy nie będzie mógł spaść na przód! No tak, może i mógł nie będzie, ale to automatycznie nie oznacza prawidłowego balansu. A koń ucząc się równowagi i nie mogąc opaść na przód znajdzie inne wyjście, żeby sobie pomóc i po trochu się ratować, czyli będzie pędził i gnał…
U Suchego z wszystkim tak – on nawet oczu nie ma zwyczajnych, tylko największe i najczarniejsze jakie się tylko dało stworzyć 😉
IMG_7337 IMG_7338
A głowa? Suchar ma na wszystko gotową odpowiedź i swoje własne zdanie. Jeśli prosisz konia o jakąś nową dla niego – lub trudną – rzecz, to normalny koń z reguły odpowiada coś w stylu: no kurczę, nie wiem za bardzo, ja się za to zabrać, spróbuję może tak. A Suchy wie! 😆 On zawsze wie, i wszystko wie. W dodatku jego wersja jest jedyna i słuszna, przecież on po prostu nie może się mylić! W dodatku nie lubi zmian, więc jeśli już mamy na przykład świetny kłus albo galop, to zostańmy tak już do końca świata i radujmy, że jest tak zacnie. Jeśli w tym zacnie poprosimy jednak o zmianę ustawienia, dodatkowe zgięcie, czy przejścia, to wtedy „ten głupi człowiek wszystko zrujnował!” i Suchy robi się autentycznie urażony. Przecież on się starał i było dobrze!
IMG_7420 IMG_7333
Dla mnie w tym wszystkim najtrudniejszy jest fakt, że Suchar każdą próbę przekonania go, żeby zrobił coś inaczej traktuje początkowo jako osobisty afront. Staram się z końmi pracować tak, żeby były naprawdę z siebie zadowolone i czuły miętę do tego, że oto pojawiają się w pracy rozmaite zadania, a one potrafią sobie z nimi poradzić. Konie wtedy są nie tylko radosne, ale zyskują też na pewności siebie. Suchy tymczasem wiarę w siebie ma nie byle jaką i więcej jej nie potrzebuje (tylko patrzeć, aż założy końską partię polityczną albo związek zawodowy koni ujeżdżeniowych).
IMG_7384 IMG_7545IMG_7486IMG_7632
Dlatego wszędzie tam, gdzie to ja czegoś chcę, po mojemu, zaczynają się negocjacje, próby sił i testowanie. Kiedy tylko jednak Suchar uzna, że nie ma mocnych – natychmiast odpuszcza, wycofuje się i tak krok po kroku kolejne tematy, zadania i elementy trafiają na półkę opisaną drukowanymi literami „PODPORZĄDKOWANIE”. Wtedy Suchy robi dobrą minę do złej gry i twierdzi, że te wszystkie rzeczy przecież od samego początku tam już właśnie były 😉
Przynajmniej nieźle znam już wszystkie Suchara gierki i nie daję mu się podpuszczać, bo wcześniej tak wcale nie było. Znacie to powiedzenie o tym, że nie dyskutuje się z idiotą, bo ściągnie rozmówcę na własny poziom i tam go pokona? Suchy nie tylko zna tę zasadę, ale też uwielbia ją stosować 😉
IMG_7745
IMG_7583
Niesamowicie inspirująca jest praca z koniem o tak ciekawej osobowości – każdy trening to jakaś przygoda. Gdyby tylko Suszi był bardziej uległy, to by z niego był idealny koń na zawody. Mnóstwo zresztą razy słyszałam od najróżniejszych trenerów, że jest to koń z ogromnym potencjałem na konkursy Grand Prix, na którym to poziomie mógłby wreszcie rozwinąć skrzydła i wykorzystać wrodzony potencjał. Ba, tylko czy ja dam radę tam z nim dojechać? Na pewno będę próbowała 😎

12 comments

Skip to comment form

  1. eM

    dojedziecie, dojedziecie do GP i Wam kibicuję jak najmocniej!!!! :) :) :) :) :) A bardzo mi spodobało się Twoje zdanie na temat wypracowywania u koni pewności siebie. Bo taki koń doskonale rozumie i pamięta, kto mu w tym dopomógł i procentuje to obopólnym zaufaniem. Ale proszę, rozwiniesz troszkę ten temat? Czy jest to w Twoim przypadku odpowiednie dobieranie trudności zadania i nagradzanie w odpowiednim momencie?

    1. quanta

      Do Grand Prix jest długa droga i trzeba po drodze mieć na niej łut szczęścia 😉
      A co do pewności siebie to nie jest dla mnie proces tylko do przerabiania pod siodłem. Z moimi końmi spędzam codziennie bardzo dużo czasu, chodzę na trawę w ręku, bawię się w gimnastykę marchewkami, nadziewam piłki-snackaballe trawokulkami. U konia trzeba rozbudzić i pielęgnować ciekawość. Ciekawski koń chce wszystkiego na własną rekę (hahah) spróbować, a jeśli będzie pewien nagrody (pochwały, cukierka, świętego spokoju – zależy, co najlepiej działa) za swoje działania, to nie będzie bał się pomyłek albo tego, że coś po drodze będzie źle. Ja nawet kawaletki tak jeżdżę – stawiam zadanie, trochę tylko sugeruję i podpowiadam rozwiązanie, ale koń ma sobie z wszystkim sam poradzić 😉

  2. Agnieszka

    Tak mnie od dłuższego czasu zastanawia jedna kwestia
    Suchy ma ogromny galop z naturalnym uphillem. Jeżdżąc konie o podobnym ruchu, często czułam jak moje ciało podszeptuje mi odchylenie się do tyłu, choć wiem że w takim wypadku powinno się zwiększyć tonus mięśniowy i osadzenie. Powiedz mi, masz jakiś sposoby na wzmocnienie osadzenia i pozostanie z koniem a nie poza jego ruchem, tak by nie zamęczyć się na koniec treningu?
    Sporo wyczucia wymaga prowadzenie takiego konia tak, by pozostawał w równowadze i pod kontrolą jeźdźca. Podziwiam.

    1. quanta

      Nie jest łatwo poskładać taki wielki galop – Suchy potrzebował na to jakieś 1,5 roku szkolenia. Finalnie mamy jednak galop roboczy, w którym koń sam trzyma tempo (to było awykonalne bardzo długo), skrócenia do zebrania (łatwe i koń się tym bawi, ale też długo nie było widoków na taką pracę – rudy przy jakichkolwiek próbach _wolnego_ galopowania przy posadzeniu się na pupie momentalnie się rozpadał i przechodził do kłusa, w dodatku jeszcze złoszcząc, że mu się przeszkadza w galopowaniu), ekspresyjne dodania (no to miał od początku w pakiecie 😉 i przyzwoitą akceptację półparady, żeby móc te dodania zatrzymać wracając do roboczego chodu. Półtora roku pracy, i to w dodatku chyba najbardziej nad głową, bo Sucharowi ciałem przychodzi praktycznie wszystko bardzo łatwo.
      Co do tego jak siedzieć na takiej maszynie… Miękko. Luźno. Trzeba mieć ciało jak masło, ale mięśnie brzucha ze stali 😉 W taki galop nie można próbować na siłę głęboko wsiadać, raczej trzeba pozwolić mu się unieść i zabrać ze sobą. U Suchego na szczęście nigdy nie było efektu huśtawki (tylko wyścigi naprzód), ale Zombie w tej kwestii to było dopiero wyzwanie 0_o On w zasadzie w żadnym momencie nie sadzał jeźdźca pionowo nad środkiem ciężkości, tylko albo się spadało w przód, albo w tył – jak na huśtawce właśnie:

  3. Emi

    Super zdjęcia, koń rozwija się pięknie i naprawdę jest się nad czym zachwycać.
    Mam tylko jedno pytanko i nie chcę być hate’rem ale ciekawi mnie skąd w PL wzięła się moda/fascynacja ujeżdżeniowców na jazdę w crossowych ochraniaczach Premier Equine? :)

    1. FastTaker

      Do dresa mi daleko, ale „moda” na ochraniacze crossowe zapewne wzięła się z tego, że są lekkie, „oddychające”, trzymają się nogi i zapewniają kompleksową ochronę pęciny i nadpęcia. Tutaj spekuluję, że możliwe iż są skuteczniejsze niż ochraniacze ujeżdżeniowe a cenowo zbliżone- ale to już tylko moje domysły. :)

    2. quanta

      Nie wiem czy to „moda” – moje pierwsze Premiere Equine kupiłam cztery lata temu dla Zombiego 😉
      Są oddychające i noga się pod nimi nie grzeje i nie poci, a w wersji skórzanej białe zostają białe na długo, po treningu nawet jeśli zostały za przeproszeniem ciężko „okupione”, wystarczy je przetrzeć na mokro. Niesamowicie praktyczne, chociaż tak szczerze dla mnie te niebieskie wywietrzniki są przepaskudne.

  4. Emi

    Tak mnie ciekawość zżerała poprostu. Mieszkam w UK, jeżdżę regularnie na wiele zawodów ujezdzeniowych( klas niskich jak i tych zaawansowanych, regionalnych jak i krajowych) , staram się także jeździć na szkolenia i demonstracje i nie spotkałam się jeszcze z koniem w tych ochraniaczach. Za to od pewnego czasu jak zaglądam na polskie strony z wynikami i relacjami z zawodów „wszędzie” widzę te ochraniacze.
    Ja sama miłośniczką firmy Premier Equine jestem ogromną. Zachwalać ich produktów nie będę ale moja klacz jest szcześciarą posiadającą całą gamę derek od nich. Derek wyjściowych nie zamienię już na inne 😉

  5. tuch

    Kawał ogromnej roboty! Ciągle zachwycam się tym, jak szybko wypełniła mu się szyja za kłębem. Na zdjęciach z pracy w ręku miał szyję jak kartka papieru, opadającą w dół z potylicy, z bardzo widocznym wcięciem siekiery. A teraz? Proszę! Szyjsko, które jest w stanie już sam udźwignąć i wykorzystać do pracy, równoważąc tył. Jestem ogromnie ciekawa jak będzie się dalej rozwijał. Póki co, czapki z głów. Postępy w zatrważającym tempie!

  6. Marta

    Na pewno zajdziecie daleko! :)
    Zakochałam się w jego grzywce i ogonie, ale ta grzywka na zdjęciach portretowych wygląda fenomenalnie :)

    1. quanta

      Ja bardzo lubię długie grzywki, zdecydowanie dodają koniom uroku :) Ale tylko te na czole, bo długa grzywa na szyi wygląda, jakby właściciel nie miał czasu dla konia 😉

      1. FastTaker

        Też sama nigdy nie obcinam grzywki na Gracjana Roztockiego, choć widywałam konie, którym ładnie było w takiej fryzurze 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *