«

»

gru 27

Suchar się zdezaktualizował ;_)

Coraz bardziej czas przemyśleć temat zmiany stajennej ksywki. Bo w sumie aż nie wypada wołać na takiego konia Suchar 😉 Powinien być raczej Biszkopt, Muffin, albo co tam owijać w bawełnę – po prostu Ciacho 😀

IMG_9630Jazda na takim smoku jest genialna i żaden koń nie daje poczucia takiej kontrolowanej ogromnej mocy, jak Suchy – no, pod warunkiem, że ta moc jest kontrolowana 😉 Chociaż nie będę tutaj narzekać – czasem z nadmiaru emocji włączy się jakiś error, ale już coraz rzadziej, z coraz mniejszą eksplozją i coraz skromniejsze te Suszkowe emocje. Pamiętacie moje limo z początków lotnych zmian? Nie można było w marcu nawet tknąć tematu, żeby nie kończyło się ponoszącym, przeżywającym i zgadującym na maksa Suszem, który absolutnie nie dawał się wyluzować, bo przecież lotna, bo będzie, bo ona zaraz, a może już teraz, nie wytrzymam, aaaaa lećmy galopem, tak za wolno, szybszy galop…! Teraz pojedyncze lotne robi się już normalnie w pierwszym rozprężeniowym galopie, a serpentynę można pojechać tak, jak się chce (jak ma być kontrgalop, to jest kontrgalop, jak lotne, to lotne, a nie pozbawione panowania nad wszystkim fristajlo). W pracy są lotne między ciągami, albo w prostych seriach :) To daje nadzieję, że Suchy będzie w stanie swoją granicę dzikich namiętności mocno z czasem przesuwać.
IMG_9679IMG_9656IMG_9639IMG_9646IMG_9969Moją wielką radością jest to, że Suchy daje się zwolnić i nie traktuje już tego jako straszną karę. Co więcej, zaczyna w tym zwolnieniu odkrywać rozluźnienie i fakt, że wolno, lekko, tak trochę „od niechcenia” to są całkiem przyjemne uczucia. Wcale nie trzeba być 24 godziny na dobę odrzutowcem, czasem miło jest pobyć sobie piórkiem 😉 Strasznie bym chciała, żeby Suchy w to z całych sił uwierzył.
A korzystając z fotografa na hali udało mi się wreszcie udokumentować jakąś lotną – to w sumie moje pierwsze zdjęcie lotnej na Suszu 😉 Teraz jeszcze tylko zadanie dla mnie, to móc kiedyś te wielkie, powietrzne zmiany wysiedzieć 😆
IMG_9615A i kolejną satysfakcję daje fakt, że dodania – we wszystkich chodach – są zacniejsze. W galopie Suchy nareszcie się otwiera – a dotąd dochodził do jakiejś swojej granicy i przeskakiwał błyskawicznie na łatwiejszą nogę. Nie ma prostego zdania, bo jego roboczy galop jest już olbrzymi – taki galop powiększyć jeszcze do wyciągnięcia to jest dopiero zadanie! Coraz bardziej udaje się Susza jechać wokół wewnętrznej łydki, a chociaż jej dotyk nie czyni go szczęśliwym (no mogłabym zabrać w końcu tę nogę, przecież on jest bardzo wrażliwy i wszystko czuje, skoro idzie prosto, to mogłabym sobie darować) – to nie ma lekko, bo to najwyższy czas, żeby uczciwie iść od wewnętrznej łydki na zewnętrzną wodzę i w tych prostych, i w tych trudniejszych ćwiczeniach.

IMG_9437Wreszcie się do konia nie skradam. Dobrze znam miejsca, gdzie u Suchego zapali się czerwona lampka i niestety długo jeździłam tak, żeby „nie budzić lwa”. Teraz można tę lampkę już po trochu specjalnie zapalać, dojeżdżając Susza gdzieś tam do jego granicy – a potem nadal być w stanie czerwoną lampkę zgasić. Szybkie i częste zmiany – chodów, zgięcia, tempa – przejścia, zadawanie różnych tematów, których Suchy się nie spodziewa i w głowie nie jest na nie gotowy, wszystko to, co podnosi nerwa i wywołuje gorączkę – ale chyba już nie do końca ze strony konia na serio, bo nawet tuż po największych spięciach mam taki sobie zupełnie wyluzowany i spokojny stęp:
IMG_9367Jestem też naprawdę zadowolona z kłusa. Hasło „uszy w górę” zaczyna nam się coraz lepiej wcielać w życie i Susz unosi i otwiera swoją długachną szyję sam i zaczyna ją coraz dłużej już nosić bez prób opadania . Oczywiście im bardziej u niego rozwinięta szyja, tym lepiej i obszerniej pracują łopatki, a Suchy zaczyna wyprowadzać przednią kończynę z ramienia. Do tej pory z treningu na trening był coraz lepszy kłus, a teraz mamy kłus nie tylko lepszy, ale w dodatku inny! A przy Suszkowym odbiciu od ziemi jest na czym oko zawiesić:
IMG_9946Miliony zrobionych przejść również dają rezultaty. I chociaż korci to strasznie, żeby jeździć takim super efektownym kłusem po ścianach i cieszyć się efektem, to nie na tym polega ujeżdżenie i cały czas „psuję” zabawę przejściami do stępa albo zatrzymaniami, z których aktywnie wyjeżdżam kłusem. Suchy uczy się wtedy czekać, a im więcej w nim cierpliwości, tym mniej próbuje przejmować kontrolę. Przejścia z kłusa do stój i ruszenia z zatrzymania do kłusa to jedno z bardziej wartościowych ćwiczeń dla koni na każdym poziomie pracy. Uczą właśnie czekania i szybkich reakcji na pomoce, niesamowicie poprawiają równowagę, rozwijają zad, jego muskulaturę i uczą konia przesuwać i utrzymywać swój ciężar na tylnych, a nie przednich nogach. Niby takie nic specjalnego – ale naprawdę działa pierwszorzędnie!
IMG_9538 IMG_9810IMG_9637 IMG_9356IMG_9560Poza tym muszę potwierdzić słuszność życiowej prawdy, że „pańskie oko konia tuczy”. Niby nic specjalnego nie robię, ale dbam, doglądam, dobrze karmię i zapewniam konkretny, codzienny ruch – i Suszi nigdy jeszcze w swoim życiu tak dobrze nie wyglądał. Nie tylko przestał być chudzielcem, ale wręcz cały lśni. A on w tym roku nie był przecież golony! Aż trudno w to uwierzyć, ale faktycznie – nie dziwię się.
IMG_9713

Z takiej fury po prostu trzeba być dumnym :) A kiedys to był taki niepozorny konik, jakich wiele:
IMG_9701

Żeby jednak za bardzo nie odfrunąć nad Suszem w niebiosa, to mnie rudzielec sprowadził na ziemię i w święta wziął i się rozkuł na padokowym błocku. Podkowa – jakby się w ziemię zapadła, przeczesaliśmy z Blondynem nie tylko sam wybieg, ale i całą trasę na padok, a dla pewności i karuzelę, i nici. Kowal już zamówiony i w drodze, ale obecnie łazimy z Suszem w ręku albo robimy podstawową stępową gimnastykę i potwornie się obydwoje nudzimy. Może jutro już wsiądę i coś czuję, że będę miała wesoło 😆
Uff, mam jakiś ciekawy portret Suszarki na koniec i obiecuję na trochę przestać przynudzać na blogu o moich koniach. Mam pod ręką kilka bardzo ciekawych produktów do opisania. Będzie też o tym, dlaczego pyszny mesz jest robi się zdaniem rumaka niejadalny, i o tym, jak producent tego meszu nie pozwolił francuskiemu pieskowi grymasić i specjalnie dla wybrednego rudzielca przygotował autorską wersję tegoż meszu… z kokosowymi wiórkami :mrgreen:

IMG_0147

23 comments

Skip to comment form

  1. Jay

    Suchy wyglada bosko. Strasznie sie zmienił.
    I Quanta myślę że każdy z odwiedzających bloga z przyjemjością czyta o twoich kopytnych, więc nie musisz się martwić że nas zanudzasz 😉
    Trzymam kciukinza Suszka i życzę Ci żeby za rok był już w pełni opanowanym koniem.

    1. quanta

      Mam nadzieję, że się uda. No cóż, bliscy krewni Sandro Hita słyną z gorącej i dość trudnej głowy, więc zobaczymy 😉

  2. Moona

    No nie da się ukryć, że zmężniał :)

    Zdziwiłaś mnie natomiast tym fragmentem: „obecnie łazimy z Suszem w ręku albo robimy podstawową stępową gimnastykę i potwornie się obydwoje nudzimy.”
    Jak ja stępuję z koniem w ręku, to nie biorę go na plac, bo to faktycznie jest nudne, tylko na spacer np. do lasu. Tam zawsze jest na czym oko zawiesić, koń też się rozgląda, coś zobaczy, więc nie bardzo da się z nim iść bezmyślnie, trzeba się skupić na tym, w jaki sposób się go prowadzi.
    A w ramach urozmaicenia w terenie tak samo można wykonywać gimnastykę przecież.

    1. quanta

      Pewnie i można, o ile nie masz jeszcze pięciu innych koni do obrobienia, zawodowej pracy niekońskiej, a zachód słońca następuje o 15:30 😉 Za dnia Suchy wychodzi na karuzelę i padok – rozkuliśmy drugą nogę w oczekiwaniu na podkuwacza i łazi sobie boso – ale taka dawka ruchu to i tak dla niego za mało. Na pewno jednak nie ryzykowałabym absolutnie spaceru w teren z koniem, który normalnie chodzi podkuty i tylko czasowo jest boso – przecież wystarczy jeden korzeń albo kamień, żeby 2-3 dni wolnego zamieniły się w dwa tygodnie leczenia podbicia.

      1. Moona

        Spacer nie musi zajmować więcej czasu niż pojeżdżenie konia :) Choć oczywiście krótki dzień może tu być sporą przeszkodą. I tak jak piszesz, dużo zależy od podłoża, jakie ma się do dyspozycji – czy trzeba przejść po jakichś kamieniach czy od razu jest naturalny piasek.

      2. Marti

        Quanta, jak w takim razie udaje Ci się te wszystkie obowiązki łączyć? Jakiś magiczny sposób na przedłużenie doby? :))

        1. quanta

          Ratuje mi cztery litery tylko to, że mieszkam w stajni, a pracuję zdalnie, zza komputera – mogę zsiąść konia i iść na godzinę do roboty, jedząc śniadanie 😉 A odpadają mi czasy na dojazdy. Inaczej nie byłoby szans tego wszystkiego się podjąć :(

  3. Kujka

    zdjęcia fajne, ale… zupełnie nie oddają tego, co widać na żywo! Mogę godzinami patrzeć na Suszka pod siodłem, na trawersy w galopie i w ogóle na cała jego prace, nawet jak czasem zadymi mu czacha. Stał się dorosłym Panem Koniem i samo oglądanie jego przemiany na żywo przez te pare lat to niesamowita przygoda :)

    1. quanta

      To prawda, ja też nie mogę od niego oderwać oka, Suchy ma w sobie zdecydowanie to coś, co sprawia, że chce się na niego patrzeć. A teraz dopiero wchodzi w czas, kiedy zaczyna być ujeżdżeniowym koniem i pokazywać włożoną w niego prace, to zdecydowanie będzie na co popatrzeć :)

  4. tuch

    W czasach gdy rzeczywiście Suszek był chucherkiem widziałam go na żywo. I gdybym teraz nie wiedziała, że to ten sam koń bardzo trudno by mi go było rozpoznać…no chyba że po oczach <3 bo na pewno nie po sylwetce.
    Zmienił się nie do poznania, zupełnie inny koń. Z poczwarki w motyla :)

  5. sumire

    Odnośnie szukania podkowy – poszukałabym nie tylko na trasach przemierzanych przez konia, ale i w większym oddaleniu od nich… albo na padoku sąsiada. 😉 Jakiś czas temu koń znajomej wrócił z padoku bez podkowy. Znalazła się… na środku trawnika przed domem sąsiada, wbita w ziemię. Pomiędzy ogrodzeniem padoku a działką sąsiada jest jeszcze szeroka na jakieś 3 m dróżka, potem jest siatka i rząd choinek… Nie mamy pojęcia, jak ta podkowa się tam znalazła, bo koń jak biega, to wzdłuż tej ściany, więc musiał nieźle wywijać odnóżami… Notabene druga, którą zgubił, też znalazła się przypadkiem i w sporej odległości od padoku. Więc te drogi na karuzelę itd. to wcale nie jest jedyne możliwe rozwiązanie. 😛

    1. quanta

      Ufff, na szczęście już mamy na suszkowych odnóżach nowy komplet :) I tak mu na przyszły tydzień wypadał termin, to zaliczył całe przekuwanie.

  6. Natalia

    Suchy zdecydowanie już nie jest suchy, wygląda FENOMENALNIE! I niesamowicie mi się podoba w tym żółtym komplecie 😀

    1. quanta

      Bardzo mi miło czytać takie pozytywne słowa :) A z żółtym Suchym zrobiło się jakoś tak wiosennie 😉

  7. Ewa

    Wspaniale się prezentuje☺ gratuluję owocnej pracy.

  8. rybka

    filmik, filmik, filmik!!! jakieś fragmenty z Suszkiem, tak aby za pół roku znów można było porównać progres. No i jak już tak sobie marudzę co chcę, to może napiszesz o różnych metodach uczenia koni lotnych, oraz o swoich odczuciach podczas uczenia ich, lub może która metoda Tobie najlepiej się sprawdza. Takie spostrzeżenia zazwyczaj są inspirujące podczas własnej pracy i dają często inspiracje do przepracowania trudnego momentu. Tłuste Shusi jest super :)

  9. ST

    Od początku Sucharek (no dobra, teraz to jest chyba krzywdząca ksywka, ale brzmi przesłodko) był moim faworytem, a teraz to po prostu nie mogę oczu nacieszyć zdjęciami. Quanta, daj znać, kiedy będziecie na jakiś zawodach, bo marzę, żeby zobaczyć Was na żywo! :)
    No i pamiętam, jak pisałaś o początkach lotnych – że Susziemu czacha dymi i nie umiecie ugryźć tematu, bo każde ćwiczenie prędzej czy później rozgryza i wprowadza swój szalony freestyle. W takim razie pomogło „tylko” konsekwentne robienie wszystkiego tak samo i czekanie, aż koń w końcu się ogarnie, odpuszczenie tematu na jakiś czas, przerobienie innych rzeczy i później powrót do lotnych czy jakieś inne magiczne sztuczki? 😉

    1. quanta

      Tak, metodą na Suchego jest 100% konsekwencji i kompletne nie zauważanie jego afektacji. Jeśli nie wytrzymywał emocjonalnie serpentyny z kontrgalopem (jak tylko galop zmieniałam na kontrgalop i dotykałam nim długiej ściany, Suchy był już tak nakręcony, że autentycznie ponosił) – tu trudno, najwyżej zamknę bandę na hali, ponoszeniu mówię nie, ale jak tylko wróci kontakt ze sprzętem – trudno, jadę _od razu_ kolejną serpentynę. Bez czekania, bez skradania się. Tak samo z niekontrolowanymi lotnymi – od razu trzeba wrócić na galop i jechać dalej to samo ćwiczenie, siedząc na koniu totalnie bez emocji, jak mistrz zen. Nie jest to łatwe, bo Suchy fizycznie jest zdolny do wszystkiego i czasami bywało dość strasznie… Trudno to podzielić, bo koń aż dymi, potrafi mieć z nerwa, przeżywania i zgadywania na raz pianę pomiędzy oczami, a na nim trzeba siedzieć wtedy jak szczęśliwy idiota, super łagodnie, pewnie i z poczuciem bezpieczeństwa, które się udziela koniowi. Nie chcę wywoływać wilka z lasu, ale ostatnie bardzo krzywe numery były na zawodach – w domu już dawno nic hardkorowego Suszi nie robił 😉

      1. Moona

        Ten komentarz mnie mega zmotywował do dalszej pracy, dzięki za niego!

  10. Aga

    No niestety praca z potomstwem SandroHita jest trudna. W stajni w ktorej pracowalam nazywalismy je SandroShitami ;).
    Praktycznie wszystkie pod jakims wzgledem byly „specjalne”, zywiolowo reagowaly na kazda podniete… kwiczac… Poniewaz specjalizowalam sie w ausbildungu wlasnie trudnych przypadkow mialam wiekszosc pod swoja opieka. To sa cudne konie o wielkich sercach ale otwieraja sie tylko w przypadku regularnego kontaktu z jedna osoba do ktorej sie przywiazuja i ufaja. Potrafia dac wiele satysfakcji w pracy.

    1. quanta

      Suchy zamiast kwiczeć piszczy, a poza tym to jakbyś go znała z codziennych treningów 😉 Cały czas jednak idzie ku lepszemu, jest mniej emocji, mniej napięcia, a coraz więcej zaufania. No i jak już się „ma” Suchego, to on daje z siebie wszystko, daje całą swoją duszę, jak żaden inny koń.

  11. E

    Ten cotton to mango prawda?

    1. quanta

      Mango zaiście :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *