«

»

kwi 02

Ściąganie z padoków – mission impossible

Jeden z ostatnich pięknych, ciepłych i słonecznych dni. Mimo, że końska kolacja już w żłobach, nie spieszę się ze ściąganiem chłopaków z padoków. Niech wietrzą ogony ile wlezie! Tym bardziej, że teraz trwa jeden z tych nielicznych okresów w roku, kiedy aura zachwyca, a brak wrednych, uciążliwych, krwiopijnych i nie dających żyć owadów.
Tak więc spaceruję sobie sielankowo na padoki, została mi do zgarnięcia już tylko ostatnia dwójka kasztanów – Zombie oraz Sucharek.
Jest naprawdę cicho, spokojnie, niemalże sennie, słońce przygrzewa… jak się okazuje przygrzewa nie tylko mi 😉

Docieram do padoku, otwieram bramkę, wyciągam rękę z uwiązem, żeby zaczepić sprzączkę o kantar Sucharka i nagle słyszę dziwaczny, narastający szybko, nadzwyczaj głośny stukot i szum. Co to może być, do czorta?
Naprzeciwko końskich padoków mamy wygrodzone kilka hektarów wybiegu dla danieli. I oto nadciąga stado… Dobre -dziesiąt sztuk (w sumie tych zwierzaków mamy trzydzieści z ogonkiem). No więc zasuwają, przedzierają się pomiędzy brzózkami, szeleszczą kopytkami po suchych, leżących na ziemi liściach, ale żeby one jeszcze biegły…!  Przemieszczają się nie galopem, nie kłusem, ale dokładnie i właśnie tak:

Widok może i zabawny, a napewno osobliwy, tylko cokolwiek mi nie po drodze, bo właśnie odławiam koniska… którym się naturalnie udzieliły wybryki. Rudzielce postawiły ogony na palmy, a furczą i skaczą nie gorzej niż daniele 😆
Suchy zniknął w mgnieniu oka, a ja stoję z uniesionym nad głową otwartym karabinczykiem uwiązu i wyglądam jak jakaś opuszczona, jeździecka wersja Statuły Wolności 😉

No nic, daniele przebiegły, moje ogony wyfurczały i wyskakały swoje, wołam je do bramki, Suchar w końcu wrócił, Zombie wrócił, znów wyciągam uwiąz… Teraz wróciły daniele! 😈
I znów skakają, i znów szeleszczą, i znów moje konie w kilku susach znalazły się na drugim końcu wybiegów, podniecone, z zadartymi ogonami i wypuszczające parę z chrap. Na odławianie czekaj tatka latka…
No nic… wołam, hocham (ho-hoooo!) uspokajająco, afektacja konisk w końcu topnieje, przestają brykać i pasażować, nieco tanecznym krokiem podchodzą do wyjścia, więc sięgam po uwiąz… No nieeee, daniele wróciły! Pędzą tu trzeci raz! 😆

Normalnie do domu nie wrócę! Ciekawe jeszcze, jak mam potem przejść dobre kilkaset metrów wzdłuż wybiegów z dwoma totalnie nafukanymi końmi, które będą usiłowały pokazać, że w kwestii kozłowania od danieli są z pewnością znacznie lepsze.
Basta! Robię zwrot, przeskakuję ogrodzenie, biegnę po kawałek po kostce równolegle ze stadem, wymachuję rękami i pokrzykuję:
– A sio mi stąd! Idźcie se kicać gdzie indziej! Skwara mam do ruszenia, a przez was tu zaraz będziemy wszyscy nocować!!!

Chyba podziałało 😆 Stado danieli zmieniło kierunek i poskakało w daleką część swojego wybiegu. Uff…
Odławiam konie spokojnie i maszerujemy do stajni już bez przygód 😎

IMG_5661_

A tak wygląda Sucharek, kiedy zdecyduje się nie znikać na padoku 😉

8 comments

Skip to comment form

  1. Natalia

    Hahaha uśmiałam się nieźle 😀

  2. Helena

    Filmik mnie rozłożył na łopatki, a twój opis jeszcze dobił 😛
    Gdzie można przeczytać coś więcej o Sucharku, bo na blogu go chyba jeszcze nie przedstawiałaś ? :)

  3. sumire

    „be be be, kopytka niosą mnie”… 😀

    1. quanta

      Oj klikam „lubię to!: 😆 😀

  4. jett

    Ja czekam na osobną notkę o przepięknym Sucharku! 😀

  5. ash

    Więcej Sucharka <3

  6. Michał

    doooobre !;DD miałem podobnie kiedyś aleeee historia różniła się o to ,żę daniele to było bydło mięsne aaa koniec historii taki ,że galopem lecąc za koniem uciekałem do stajni jak stado „bizonów” przerwało ogordzenie ;D

  7. daria

    Czy wypuszczając konie na padok zawsze zakładasz ochraniacze?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *