«

»

lip 27

Rozwijamy dialog

Od miesiąca jeżdżę głównie na własną rękę, bo trenerka w rozjazdach i sporo za granicą (chociaż wreszcie dziś umówiłyśmy się na trening, mam nadzieję, że będę z dumą pokazywać rezultaty pracy). Mimo regularnych wyjazdów w teren dbam o konkretny plan treningowy. Chociaż głównym tematem jest cały czas szlifowanie podstaw (prostowanie konia, przyspieszenie zadu), to udało mi się dodać kilka nowych, ciekawych elementów. Pierwsze trawersy, lotne zmiany… i podpiafowanie konia.
Alpi jak zwykle każdy trening zaczyna w stanie ekstremalnej czujności:
IMG_6854
W końcu nie można zapominać, że gdzieś tam za rogiem może czaić się otchłań 😉 Dotarłam teraz w pracy do tego etapu, że mogę koniowi celowo utrudnić trochę życie – czyli zmienić znane otoczenie w ten sposób, żeby stworzyć szczególnie przerażające środowisko, po czym pojeździć w nim chwilę konia i kiedy się rozluźni – pochwalić. To szczególnie przerażające środowisko to na przykład otwarcie drzwi za bandą na hali (co kończy się fuczącym Alpem bez sterów, który uznaje automatycznie połowę hali po stronie otwartych drzwi za skażoną…), albo poproszenie koleżanki ze stajni, żeby chodziła po okalającym plac ziemnym wale (ten sam efekt), lub najgorsze ze wszystkich wyzwanie: mój Blondyn stojący sobie za żywopłotem. Ten widok jest dla Alpa po prostu nie do zniesienia. PÓŁ CZŁOWIEKA to jakiś koszmar. Cały, ale taki, który znajduje się tam, gdzie nie powinien jest już mrożący krew w żyłach, ale POŁOWA? Cierpliwie proszę o łopatki i jeżdżę zygzakiem w chodzie przypominającym pasaż klepiąc i chwaląc Alpa jakby właśnie zjeżdżał z olimpijskiego czworoboku 😉
Kłus już teraz od początku mogę zaczynać prosząc o wyraźne zgięcia w kłodzie, to już koń zaakceptował bardziej elastyczne użycie swoich boczków. Już na etapie rozprężenia jeżdżę dużo po kołach i serpentynach, dbając o giętką szyję i aktywną wewnętrzną tylną nogę.
IMG_6689 IMG_6851
Przy takich ćwiczeniach rudy bardzo szybko się rozluźnia, rozmiękcza szyję, puszcza plecy i za chwilę jego kłus robi się gładki i dwa razy obszerniejszy. Nawet na lewą stronę wygląda bardzo dobrze:
IMG_6920 IMG_6921
Taka sama praca na drugą stronę i jak tylko koń puszcza napięcie i robi się elastyczny, mogę go pochwalić, poklepać i dać mu w nagrodę popracować luźną szyją w niższym ustawieniu:
IMG_6944 IMG_6948 IMG_7345Po takiej rozgrzewce galop jest naprawdę stuprocentową przyjemnością. Uczucie, że się jest razem ze swoim koniem w jednej drużynie – bezcenne. Niesamowita sprawa i za to kocham ten sport:
IMG_6991
IMG_6989
Po przegalopowaniu paru placów świetnym i mocnym, „dorosłym” galopem kończę rozgrzewkę kostką cukru do końskiej paszczy i chwilą stępa na długiej wodzy. Skoro mamy takie fajne galopady, to skupię się nad pracą właśnie w tym chodzie, tym bardziej, że mamy już spory repertuar do roboty. Ustępowania działają bardzo ładnie nawet w trudnej konfiguracji (czyli na przykład w prawo przy galopie z lewej nogi, w lewo przy galopie z prawej, lub niezbyt ostrych, ale wyraźnych zygzaków prawo-lewo, lewo-prawo), mamy łopatki i w zasadzie nie wiem skąd Alpi odkrył lotne zmiany nogi.
IMG_6927 IMG_6934
Chociaż właściwie to wiem skąd. Udało mi się bardzo wysubtelnić pomoce do zagalopowania (głównie sprowadzając je do przesadzenia miednicy w siodle) i przyspieszyć tylne nogi w samym zagalopowaniu. Niedawno pisałam o bardzo fajnym ćwiczeniu z zagalopowaniem na kilka kroków na drugim śladzie – po czym szybkim przejściu na parę kroków do kłusa i zagalopowaniu na kontrgalop, by po chwili powtórzyć całą sekwencję. Dzięki temu, że jedziemy na drugim śladzie, dbamy o to, żeby koń był na pomocach i wyprostowany między łydkami (jechany wzdłuż bandy koń przyklei się do niej i będzie spadał łopatką na ogrodzenie). To ćwiczenie robiłam wszędzie, w tym również na przekątnych, aż zamiast sygnału do przejścia w kłus poprosiłam Alpa o zagalopowanie na drugą nogę… i dostałam piękną lotną zmianę 😀 Oj, żeby to z Suchym działało w taki prosty sposób!
A z lotnymi u Alpinusa jest o tyle zabawnie, że jak każdy szczery koń jest zachwycony, że odkrył w sobie nowe supermoce i w pierwszych dniach każda wyraźniejsza lydka kończyła się czystą lotną zmianą. Prosiłam o więcej zgięcia na kole – hop, lotna na kontrgalop, którą od razu poprawiałam czytelnymi pomocami na galop i dostawałam kolejną piękną zmianę co tempo z powrotem na galopy 😉 To jeszcze nie czas na takie zadania, ale miło wiedzieć, że w Alpim drzemie taki potencjał i kiedyś mam nadzieję wspólnie do tego poziomu wyszkolenia dotrzemy.
Za to same galopy jeżdżę starając się myśleć o tym, żeby koń jak najdłużej zostawał w każdej fuli na swoich tylnych nogach:
IMG_6966
Poza tym ciągle coś – nie jeżdżę ani chwili dla nabijania kilometrów. Podnoszę szyję, opuszczam, sprawdzam samoniesienie, rozjeżdżam galop do przodu i dla przeciwwagi coraz wyraźniej na kilka kroków go skracam.
IMG_7017 IMG_6978 IMG_7011 IMG_7076

A tu mam bardzo fajną sekwencję – aż poklepałam konisko :) Wykorzystując aktywny po poszerzeniu zad robię kilka półparad i zostawiam konia między nimi zupełnie samego, sprawdzając, czy da radę skrócić galop, posadzić go na tylnych nogach i to wszystko utrzyma, czy się rozpadnie. Alpi nie zgubił równowagi i sam posadził się pięknie na swojej rudej pupie, za co nie omieszkał zostać od razu pochwalony:
IMG_7079 IMG_7080 IMG_7081

Swoją drogą rudy koń w słońcu to naprawdę piękny widok <3
IMG_7141

Z lewym galopem mam wciąż więcej pracy, ale z ziemi wygląda on nawet bardziej efektownie niż prawy galop, łatwiejszy dla konia. To ciekawe, ale często przytrafia mi się, że o ile słabsza strona nie wynika z jakichś problemów konia z usztywnieniami czy nieprawidłowo rozwiniętym umięśnieniem, tylko z brakiem równowagi i wcześniejszym jej nie używaniem przez konia, to z tej słabszej strony w trakcie treningu robimy dzięki pracy lepszą. Może dlatego, że jeśli koń do tej pory mało pracował połową swojego ciała, to jest ona trochę taką „tabula rasa” – nowo odrywana, świeżutka i stąd podatna na zmiany?
Lewy galop ma teraz znacznie więcej mocy w silniku:
IMG_7225 IMG_7284
I koniec roboty w tej sesji, tradycyjnie zjeżdżamy do żucia z ręki i daję się jeszcze rudzielcowi chwilę w takim ustawieniu pokręcić po ósemkach. Następnym razem napiszę coś o trawersach, bo ich wprowadzenie u Alpiego przebiegało dość żywiołowo… A czeka mnie jeszcze słówko o tajemniczej przygodzie padokowej, która na szczęście skończyła się dobrze i którą Alpi postanowił sprytnie przeprowadzić w dzień wolny od pracy.
Zdecydowanie z takim zwierzakiem nie można się nudzić nawet kiedy się na niego nie wsiada 😛
IMG_7350 IMG_7354_

2 comments

  1. tuch

    Bardzo fajnie odbiera się wpisy, z których aż bije zadowolenie z konia. Czasem długo się szuka konia dla siebie, odpowiedniego charakterem i nie można takiego znaleźć. Super że na siebie trafiliście, bo chyba bardzo Ci ten koń odpowiada? Jeszcze tylko trochę więcej dorosłości ze strony Alpa (i mniej histerii) i będzie REWELACJA 😀

    1. quanta

      To prawda, Alpinus bardzo mi leży jako wierzchowiec, chociaż to wcale nie jest najlepszy koń, na jakim siedziałam 😉 Co więcej, myślę, że wielu jeźdźców byłoby ciężko żyć z jego spięciami i trochę strasznie jeździć, z szybką reakcją i łatwością rozstania się z siodłem. Mnie ten koń ujmuje swoją szczerością, lekkością i tym, że nigdy nie odmawia, nawet przy trudnych zadaniach, kiedy sam traci kompletnie wiarę w możliwość ich wykonania – nie umie i nie próbuje powiedzieć nie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *