«

»

sty 05

Ręce do pudełka i ciekawy patent na rękę

Żeby zrozumieć prawidłowe działanie ręki jeźdźca trzeba przede wszystkim uświadomić sobie i wcielić w życie dwie rzeczy:
– po każdym działaniu ręki musi nastąpić odpuszczenie, nawet jeśli to działanie nie dało nam 100% zamierzonego rezultatu (i to odpuszczenie nie polega na rzuceniu wodzy, zgubieniu kontaktu czy pozwoleniu na wyciągnięcie wodzy przez konia, tak, że zamieniają się one w długachne lejce… Wszystko to powyżej to poważne błędy, które zawężają szanse na uzyskanie prawidłowego, elastycznego kontaktu praktycznie do zera).
– jeździec ma obowiązek (tak, powinność i zobowiązanie, to nie jest kwestia chcenia czy próbowania z naszej strony) nieść rękę przed sobą. W każdym momencie, niezależnie od chodu konia, lub tego, czy właśnie jedziemy sobie wesoło po prostej, czy wijemy zakręty. Ręce nie mogą krzywić się, wyginać w nadgarstkach, prostować w łokciach, trzymać się wodzy, czy służyć nam do poprawiania własnej równowagi.

Zupełnie tak, jakby jeździec miał nad końską szyją zamontowane nieduże, kartonowe pudełko, w którym miałby umieścić własne dłonie. Po każdej akcji, która wymagałaby wyjęcia dłoni z pudełka (bo ręką trzeba pracować, ona zawsze „rozmawia” z końskim pyskiem, rozluźnia, zgina, nigdy nie jedziemy tak, że fiksujemy ją bez czucia na sztywno) – wracamy ręką do pudełka.
Perfekcyjni jeźdźcy mają prawie zawsze ręce „w pudełku”:

1200px-WCLV07m_1200px-WCLV07m  3577-GalE_WEG10kh7017_3577-GalE_WEG10kh7017 Charlotte_Dujardin_Riding_Valegro_Olympia_web_large_????????????????????????????????????

I krótka galeryjka już bez rysunkowej podpowiedzi. Rzut oka na ręce w pudełku pozwala od razu ocenić, czy „kierowca” ma skuteczne pomoce. Profesjonalni jeźdźcy intuicyjnie niosą dłonie w pudełku, co bywa czasami zaskakujące również w takich chwilach, kiedy koń bryknie, poniesie, albo gdy „pudełkowy” kontakt byłby wcale nie taki do końca oczywisty (popatrzcie na Charlotte podczas ukłonu…):
acavallo-charlotte-dujardin-1170x409 Edward_Gal_podczas_olympia_horse_show Edward3Sized Edward-Gal-Glocks-Undercover Edward-Gal-Glocks-Zonik image-charlotte-dujardin
To nie jest wcale taka prosta, ani oczywista umiejętność. Bywa, że w trakcie jazdy muszę sama robić sobie korektę: „o, brak pudełka”, „pudełko umarło” albo „wcale tam nie sięgam” – szczególnie w trakcie bardziej wymagających elementów łatwo zapomnieć o szczodrze niesionej ręce. Jeździec z krótkimi rękami musi się trochę napracować, żeby je przed sobą trzymać. Chwila zamyślenia, rozkojarzenia i najwygodniej jest sobie zrobić o, taki uwiąd 😉
IMG_8378_pIMG_8378_p2
Wstyd! I już, raz-dwa, ręce do pudełka:
IMG_2431_IMG_2431

Na szczęście prosto i szybko możemy sobie wprowadzić autokorektę. Jeśli zerkniemy (samymi oczami, bez pochylania głowy) na swoje dłonie, to pokrywkę wyimaginowanego pudełka powinniśmy mieć tuż pod kciukami. Na niej, jak na wygodnym blacie, kładziemy sobie w wyobraźni pisany na papierze list (w ogóle całe uczucie ciężaru, napięcia mięśni do niesienia ręki przed sobą przypomina dokładnie takie uczucie i wymaga tylko tyle użycia mięśni, jakbyśmy trzymali w dłoniach list). Trzymamy i niesiemy kartkę papieru – można to poćwiczyć na sucho, w domu 😉 Łokcie same się zginają, nadgarstki układają w pionie, kciuki zamykają dłoń. Z rozprostowaną w łokciu ręką, pokrzywionymi nadgarstkami żadnego listu nie dałoby się przeczytać przy swobodnym trzymaniu głowy 😉
IMG_0877IMG_0876

Jest sporo patentów dla jeźdźców, które już na koniu, w ruchu pomagają im odnaleźć prawidłowe uczucie niesienia ręki. Kilku z nich sama używam (i kiedyś na pewno je pokażę, nakręciłam już nawet kilka filmów, ale czas mi wiecznie nie pozwala ich zedytować i umieścić online…), ale też od ich dobrego użycia przydałaby się z ziemi pomoc w postaci dobrego trenerskiego oka. Niektóre z tych rozwiązań, jak chociażby cordeo, potrafią nas z jednej strony trochę oszukiwać, a z drugiej strony ograniczają swobodę używania dłoni. Jest jednak taka pomoc, która działa bardzo dobrze i na tyle prosto w użytkowaniu, że może być stosowana na własną rękę nawet przez bardzo niedoświadczonych jeźdźców.

Waldhausen Secutrust

To „magiczne” rozwiązanie to napierśnik z doczepianym w razie potrzeby wytokiem, wyposażony w antypoślizgową tzw. wodzę bezpieczeństwa. Oto przed siodłem, dokładnie w miejscu wspomnianego wyżej pudełka dostajemy do ręki dodatkowy pasek, który chwytamy razem ze standardowymi wodzami. Przytrzymanie tego paska nie szarpie konia, a szczególnie mocne uchwycenie się go będzie odczuwalne przez wierzchowca jako nie wywołujący dyskomfortu nacisk na pierś, który zostanie odebrany jako działanie ograniczające ruch naprzód: sygnał do zatrzymania się czy zwolnienia chodu (co można bardzo dobrze wykorzystać dla nauczenia konia przyjmowania parady i półparady). Z dodatkową wodzą znacznie utrudnione staje się też anglezowanie razem z ręką, zamiast „do ręki”, krzywe trzymanie dłoni, unoszenie ich zbyt wysoko czy wciskanie ich przez jeźdźca we własny brzuch przy koszmarnie długiej wodzy (to bardzo, ale to bardzo powszechny błąd).
x
Przy pomocy Secutrust można szkolić początkujących jeźdźców na lonży, ucząc ich trzymania wodzy, a równocześnie przy tym oszczędzając koński pysk (zwykłe wodze mogą być w tym czasie całkowicie odpięte). Jeździec mając pewność, że w razie potrzeby będzie mógł się przytrzymać, czuje się znacznie bardziej swobodnie i bezpiecznie, a jego ręka zyskuje na stabilności, co ułatwia odnalezienie równowagi całego ciała. W późniejszym etapie można uczniowi dać do ręki wodze, trzymane razem z wodzą bezpieczeństwa, która ogranicza możliwość szarpania, ciągnięcia w tył, podrywania dłoni – a taki pasek bezpieczeństwa jest prawdziwą ulgą dla końskiego paszczydła.
W kolejnym etapie – Secutrust może być wykorzystywany przy nauce skoków.
Napierśnika można używać samodzielnie, lub w połączeniu z wytokiem. Ten z kolei jest dobrym wsparciem dla koni niestabilnych na kontakcie, zadzierających głowę lub niedoświadczonych, których dopiero trzeba nauczyć poprawnego kontaktu. Działa w przyjazny sposób, tylko wtedy, kiedy jest potrzebny.
665046650566506

Waldhausen Secutrust będzie zresztą przydatny nie tylko dla jeźdźca początkującego, ale i profesjonalisty. Jest ułatwiająca życie pomocą przy zajeżdżaniu młodych i żywiołowych koni, bądź takich, które z uwagi na brzydkie narowy (brykanie, ponoszenie) wymagają korekty. Czasami nawet najlepsza równowaga nie uchroni przed upadkiem – a wodza bezpieczeństwa może pozwolić uniknąć nieprzyjemnej kontuzji. Bywa, że nawet nasz najgrzeczniejszy na świecie koń musi być uruchomiony pod siodłem po dłuższym staniu (na przykład po kontuzji) i nagle do jego codziennego repertuaru dołączają baranki, spiny i rozmaite malownicze wyskoki. W takiej sytuacji użycie Secutrust może sprawić, że wdrażanie konia w trening z użyciem wodzy bezpieczeństwa pozwoli ocalić jeźdźca od L4.
Krótki filmik, jak wygląda zastosowanie napierśnika (tak nawiasem mówiąc, amazonka w galopie w okolicy 1:21 robi paskudne rzeczy ręką):

Cena napierśnika Secutrust absolutnie nie jest zaporowa – wynosi dokładnie 229 złotych.
Miałam okazję „pomacać” produkt i jest on wykonany z miękkiej skóry solidnej jakości – nie jest to żadna wersja premium deluxe, ale z tej samej serii używam trójkątnych wypinaczy Waldhausena, które już trzeci sezon spisują się bez zarzutu.
Secutrust warto mieć w swojej siodlarni, szczególnie jeśli uczymy się / uczymy innych / udostępniamy do jazdy konie szkółkowe / zdarza nam się wsiadać na młode lub niesubordynowane osobniki. Jazda z wodzą bezpieczeństwa ułatwia i przyspiesza prawidłową naukę odpowiedzialnego niesienia ręki i nabranie świadomego czucia własnych dłoni.

Bo jeśli skrycie marzy nam się, żeby kiedyś wyglądać na koniu jak Charlotte, to jednym z pierwszych milowych kroków do takiego obrazka będzie hasło: Ręce do pudełka!

36 comments

Skip to comment form

  1. Jay

    I znowu kolejny wspaniały wpis. Daje do myślenia i motywuje do pracy. Dziękuję Quanta 😉

    1. quanta

      Bardzo się cieszę, że taka-tam pisanina się przydaje :)

  2. Daria

    Ja w ramach korekty swojej ręki zakładam sobie drugą pare wodzy jak cordeo, efekt mniej wiecej taki sam tylko sprzętu nie trzeba :) jest jeszcze system bodajże freejump. Wszystkie patenty fajne i przede wszystkim przyjazne dla konia :)

    1. quanta

      Wodze to dużo lepszy pomysł, niż na przykład wymieniany tu również w komentarza uwiąz – są przyjemne dla ręki i cienkie, stąd łatwiejsze do złapania. Plusem napierśnika jest jednak również to, że możemy go sobie w dowolnej chwili z ręki wypuścić – i nie odpadnie 😉 Również do nauki półparady napierśnik będzie czytelniejszy – ma większą powierzchnię i leży stabilnie na mięśniach piersiowych, a cordeo czy wodza jednak podciąga się do góry i działa na mięśnie spodniej części szyi (mięsień mostkowo-żuchwowy). Sama przez pewien czas jeździłam na cordeo splecionym z miękkiego sznurka 😉
      http://quantanamera.com/jazda-na-cordeo/

  3. Kasia

    Zamówiłam: ) nie gdzie idziej a na animalia.pl :))).
    Przyda sie i mnie, bo mam bardzo delikatnego konia do jazdy i mojemu synowi do nauki.

  4. Asia

    Ciekawy patent. Must have każdej szkółki – ileż to późniejszych problemów z ułożeniem rąk można by uniknąć…

    1. quanta

      I dodatkowo bezpieczeństwo końskiego pyska, początkujący popełniają błędy, asekurują się ręką, to zupełnie normalne – nie da się tego uniknąć i nie da się uczyć bez zawisania na wodzach czy podszarpywaniu ich. Można jednak wszystkie te siły przerzucić na sznurki, a nie końskie dziąsła i język.

  5. Broszka

    Moja trenerka kazała mi jezdzic z dłońmi przy kłębie/łęku ponieważ rzucałam wodzami do przodu. Jakiś pomysł na takie błedy jezdzca i trzymac dlonie idealnie w „pudełku”?

    1. Magda

      Tak-jest jeden bardzo tani patent. Zawiązać sobie jkis uwiąz na szyi konia jak cordeo i złapać delikatnie z widzami tak jak ten patent powyżej 😉

  6. Joanna

    Przeczytałam wpis rano, popołudniu byłam w stajni więc mogłam wypróbować to, o czym pisałaś. Jestem na etapie wdrażania się do jazdy po 2letniej przerwie, więc czasem bywa ciężko i frustrująco, jak człowiek niby wie, ale ciało nie ogarnia. Bardzo dobrze do mojej wyobraźni przemówiła opcja z trzymaniem kartki. Różnych miałam instruktorów i różnie próbowali wytłumaczyć to, jak silny powinien być kontakt i jak mocno powinno się trzymać wodze, ale przyznam, że ciężko mi było sobie wyobrazić co znaczy trzymanie wodzy ‚w dwóch paluszkach’. Za to wiem, jak się trzyma kartkę i tak jeździłam dzisiaj całą jazdę. Efekt był naprawdę super, koń zadowolony, ja szczęśliwa. Czasem jedno odpowiednie zdanie wystarczy, żeby w głowie coś ‚pyknęło’. Dzięki!

    1. quanta

      Bardzo Ci dziękuję za ten komentarz. Tak właśnie staram się uczyć jeździć – i siebie, i swoich podopiecznych. Przekładać niewytłumaczalne uczucia na coś znanego i oczywistego (chociaż nie zawsze się tak da, dziś miałam jeden trening o tym, żeby zaprosić konia do zrobienia czegoś samemu nic nie robiąc…). Na żywo mam możliwość pokazać coś na wodzy, włożyć rękę pod łydkę jeźdźca, albo poruszyć jego nogą. Kiedy siedzę na koniu zachęcam sama, żeby robić to samo (przytrzymać moje wodzę, żeby poczuć półparadę, albo złapać mnie za kolano sprawdzając, czy jest wkleszczone i czy trzymam się na koniu nogami, czy nie). Kiedy zostaje do dyspozycji tylko słowo pisane jest trudniej, ale też można dużo dobrze wytłumaczyć. Ja również jeździłam z wieloma trenerami, którzy bardzo często nie umieli zupełnie przekazać tego, co intuicyjnie robią (od jednego z super znanych nazwisk na pytanie, jak pojechać piruet w stępie – usłyszałam, że przecież to jest proste, wystarczy przecież pojechać piruet w stępie…), albo czasem fiksowali się w jakichś górnolotnych hasłach („Jedź jak centaur” – jak jedzie centaur? 😉 „Koń nie idzie w swoim własnym rytmie” – to w czyim idzie? Właśnie idzie we własnym, zasuwa malusimi kroczkami w tempie błyskawicy, a ja bym chciała, żeby wolno stawiał duże kroki, bez pędzenia – tylko mało zrozumiałe i mało czytelne stwierdzenie trenera nijak nie mogło mi w tym zadaniu pomóc.
      Żeby dobrze uczyć (siebie, konia) trzeba starać się być zawsze prostym, zrozumiałym i czytelnym. :)

      1. Joanna

        W gruncie rzeczy nie zawsze trzeba brzmieć mądrze, żeby mówić mądre rzeczy. Czasem warto zamiast jeździeckiego żargonu rozejrzeć się za jakimś dobrym porównaniem odwołującym się do czynności codziennych i oczywistych dla każdego, niezależnie od stopnia wyszkolenia w jeździectwie. Takimi porównaniami naprawdę często można wyzwolić w uczniu poczucie ‚Eureka!’. Niektórzy używają sformułowań, które na podstawowym poziomie wyszkolenia nie mają szansy się sprawdzić, bo żeby je zrozumieć, trzeba mieć ten poziom za sobą. Przy centaurze szczerze się ubawiłam, choć do mnie też kiedyś próbowano przemówić mitologicznym językiem 😀 Dla osób, które jeżdżą dużo i na dobrym poziomie wiele rzeczy staje się tak oczywistych, że chyba ciężko im sobie wyobrazić, że ktoś mógłby ich nie zrozumieć. A niestety wiele z nich odwołuje się do wyczucia, intuicji, doświadczenia, które jeździec dopiero zbiera czy wypracowuje. Język powinno się przede wszystkim dostosować do poziomu jeźdźca – nauczyciel języka obcego też do kogoś na poziomie 0 będzie mówił początkowo kwadratowym językiem, który być może nie jest poprawny i nie brzmi profesjonalnie, ale na tym etapie jest jedyną zrozumiałą i docierającą do ucznia formą. Z czasem rozumie i wie się coraz więcej, to i sposób mówienia odpowiednio się zmienia.
        Z nauką jeździectwa jest jak z nauką jakiejkolwiek innej rzeczy. Nie wystarczy samemu wiedzieć, żeby innemu potrafić wytłumaczyć. To, że ktoś jest świetnym jeźdźcem niestety nie jest równoznaczne z tym, że będzie dobrym szkoleniowcem.
        I choć przez internet nie da się nauczyć jeździć konno to mimo wszystko dziękuję za to dzisiejsze porównanie i czekam na więcej!

      2. Justyna

        O Jezu, takich stwierdzeń jest masa :(
        „Spraw, aby uniósł przód” Unieś przód, ja ci mówię!
        „Spowolnij kroki stępa używając swojego mostka” Czyli co mam zrobić z tym mostkiem?
        „Zaproś do wydłużenia kroku, a niech przestanie pędzić” A-bra-kadabra zapraszam CIĘ i przestań pędzić
        „Przyśpiesz lewą tylną nogę”

        Kiedy jeździec i trener mają już pewien model działania, wszystko zostało objaśnione, to później w trakcie jazdy można posługiwać się takimi skrótami jako przypomnienie. Ale na etapie tłumaczenia i zmian to powoduje tylko frustrację.

        Też jestem wdzięczna za przykład pudełka. Kiedyś już pisałaś o tym, że ręce mają zawsze pchać ścianę przed sobą i rysować drogę przed koniem – zapamiętałam i czasem jak wszystko idzie źle uruchamia mi się pamięć, metafora ze ścianą i wiele problemów z kontaktem odchodzi w niepamięć.

  7. Emi

    Przykład Charlotte z trzymaniem rąk w pudełku nie do końca jest trafiony. Charlotte ma bardzo krótkie przedramię i jak to sama Charlotte i Carl wspominali trzymanie jej rąk w tej pozycji jest dla niej najbardziej naturalne. 😉

    1. Kujka

      Ale dlaczego nietrafiony? Na zdjęciach chyba specjalnie pokazany jest dlugonozny, dlugoreki Edward i drobna Charlotte z krótkimi rękami, żeby pokazać ze każdy jeździec bez względu na proporcje ciała może „trzymac ręce w pudełku” :)

      1. quanta

        Dokładnie tak. Charlotte nie reprezentuje typu budowy, który jest idealny dla bycia jeźdźcem (Edward Gal, Carl Hester – oni dla odmiany jak najbardziej). Charlotte ma krótkie kończyny (szczególnie nogi), stosunkowo długi tułów, wysoko osadzony środek ciężkości. Mimo to nic jej nie przeszkadza być perfekcyjną na koniu, siedzieć głęboko i super stabilnie, w pełnym osadzeniu na końskim grzbiecie, z niesionymi przed sobą dłońmi.

  8. Eliza

    Ładnie się mogę pochwalić ze raczki w pudelku leżą 😉 polecam tez ćwiczenie od Petera Holera z dwoma batami trzymanymi pionowo -na początku cały czas mi się krzyżowały ale w końcu nastal czas gdzie już baty mi do pomocy nie były potrzebne :)

  9. Windziakowa

    Quanta, to kolejny wpis, który pomaga mi przed treningiem. Jeżdżę z Trenerką, ale ciągle wspieram swój rozwój Twoimi wpisami i podczas jazd staram się do tego stosować. Bardzo przystępnie przekazujesz wiedzę, lepiej niż wielu szkoleniowców, z którymi miałam do czynienia (jeźdźcy z kadry, uczestnicy zawodów międzynarodowych). Im więcej czytam, tym bardziej chcę, staram się i mam motywację do dalszego działania. Kiedyś chętnie bym się podszkoliła pod Twoim okiem :)

    1. quanta

      Zapraszam, w tym roku będzie to już możliwe u mnie, całkiem prawdopodobne, że już od wakacji ;_)

      1. Windziakowa

        Hm, to od dzisiaj zbieram fundusze na taką wyprawę 😀

      2. FurryMouse

        Domyślam się, że własny koń jest wymogiem żeby do Ciebie przyjechać na trening, prawda? Czy planujesz mieć w stajni jakiegoś konia którego mogłabyś ewentualnie udostępnić (poza Twoją czołową stawką oczywiście, bo rozumie się samo przez się, że ta jest nie do ruszenia :) )

        1. quanta

          Mamy w tej chwili w drużynie jednego przemiłego profesora (zmiany co dwa tempa i rewelacyjny piaf), a dla osób już nieźle jeżdżących możliwe, że będę mogła użyczyć Suszka 😉

          1. FurryMouse

            Oj, Suszka nie śmiem tykać. Ale dobrze wiedzieć, że będzie opcja przyjechać bez konia.
            Myślę, że możesz jakieś zapisy zacząć robić (choćby z zaliczkami – żeby odsiać tych którzy „na pewno przyjadą”) :)

  10. Lucja

    Dzięki!! Jak w miarę zaczęłam juz czuć i kontrolować siebie na koniu od pasa w dół tak ręce ciągle żyją własnym życiem, więc ten wpis to kolejne światełko w tunelu dla nas ,:D dzięki Quanta 😀

  11. Michał

    Coś dla mnie!!!!! Dziękuję Quanta! ;)))

  12. Ktoś

    Ja ostatnio przekonałam się, jak ważne jest prawidłowe ustawienie ręki… Od jakiegoś czasu miałam spore problemy z kontaktem i nie za bardzo wiedziałam, jak temu zaradzić (jezdze sama, brak funduszy na trenera). Ściągnęłam znajomą, która caluteńką jazdę zwracała mi uwagę na dwa elementy – niezałamywanie nadgarstków i zginanie ręki w łokciu . Rezultat był oszałamiający! Koń od razu przyszedł mi do ręki, nawet na prawo (z czym mieliśmy ogromny problem) 😀 Od tamtego czasu nasza współpraca wyglada zupełnie inaczej, a do tego jestem przekonana, ze koń czuje sie znacznie lepiej :) Pare miesięcy bezcelowych jazd, a wystarczył jeden trening…

    1. quanta

      Ręka rozprostowana w łokciu to zawsze jest ręka sztywna – pozbawiona amortyzatora, nawet jeśli jesteśmy szczerze przekonani, że tak nie jest i za żadne skarby nie ciągniemy konia i jesteśmy dłońmi w super delikatni. Prosta ręka i połamany nadgarstek niweczy skutecznie szanse na przyjście konia do wędzidła. To po prostu tak właśnie działa: prawidłowy kontakt można uzyskać wyłącznie na odpowiednio ustawionej i niesionej ręce, w dodatku przy właściwej długości wodzy.
      To zupełnie tak samo, jakbyśmy mieli dwa klocki Lego. Uda się je banalnie łatwo ze sobą trwale sczepić, jeśli znajdziemy odpowiednie miejsce, trafimy wypustkami w dziurki drugiego klocka 😉 Inaczej – bokiem, skosem, pod kątem – nie wyjdzie nam zupełnie nic, to dalej będą dwa luźne względem siebie klocki, choćbyśmy nie wiem jak dużo włożyli siły w ich skleszczanie, albo nie wiem jak długo je łagodnie prosili o połączenie się ;))

  13. Kinga

    Trzymanie listu w dłoniach, mega fajne i czytelne, siedząc na krześle można już to sobie na sucho wypróbować i pomyśleć ‚genialne’ 😀

    1. quanta

      To jest dokładnie to uczucie. Wielu jeźdźców poproszonych o niesienie ręki odruchowo ekstremalnie napina mięśnie. Trzymają całe ręce sztywno, niekiedy zaczynając od podniesienia w górę i napięcia ramion. Ręce nie są niesione, są zafiksowane, są ustawione przesadnie i teatralnie. Śmieję się wtedy, że jeździec nie wygląda jak jeździec, tylko jak aktor japońskiego teatru kabuki – przerysowany, z przesadną ekspresją, przesadnie wystylizowany:

      Żeby być coraz lepszym jeźdźcem nie można starać się grać jeźdźca, demontrować „bycie jeźdźcem”. Trzeba szukać najbardziej naturalnych, komfortowych, o przyjemnym i niedużym napięciu mięśniowym. Trzymanie listu nas przecież w żaden sposób nie męczy, nie napina, nie usztywnia ramion ani łokci. Całe jeździectwo ma być właśnie takie :)

  14. Magda

    Quanta, dziękuję Ci za ten post. Wyobrażenia to fantastyczne narzędzie, a Ty naprawdę potrafisz wizualizować trudne tematy nawet przy pomocy notki na blogu. To super wartościowe kiedy ktoś taką wiedzą, różnymi doświadczeniami i- co równie ważne- umiejętnością dzielenia się tym z innymi, decyduje się poświęcić swój prywatny czas i to opisać.

    A czy możesz napisać co jest nie okej w tej 1:21 minucie?

    1. quanta

      W galopie u jeźdźca coś świta, tylko nie wie dokładnie co. Chciałby zapewne dojechać konia wewnętrzną łydką do zewnętrznej wodzy. W efekcie wbija lewą nogę w koński bok (totalnie zadarta pięta, podciągnięte kolano i utrata oparcia na strzemieniu) i gmera sobie ręką na pół luźnej wodzy w końskim pysku. To nie tak. Idea owszem świta, ale to nie ta technika. Różnica jak pomiędzy kromką suchego chleba a pyszną szarlotką podaną na ciepło z lodami 😉

  15. Marta

    Q. bardzo Ci dziękuję za to porównanie! W moim mózgu w końcu zapaliła się żarówka! Więcej poproszę! :) i o trening z Tobą poproszę Mikołaja 😉

    1. quanta

      Oj tam, to wcale nie jest finansowe samobójstwo 😉 Mnie samą bardzo przybija fakt, że jeździectwo jako sport jest bardzo drogie :(

  16. Cyra

    Mój instruktor opisał kontakt jako „dwie delikatne nitki” którymi musze sprawnie operować. Przyznał, że dopiero po tym faktycznie poczułam ten kontakt, super uczucie

    1. quanta

      Ogólnie tak, za wyjątkiem tego, że wodzą można popchnąć wędzidło do przodu. Wyobrażenie nitki nie da tego poczucia, że coś nią prowadzisz, otwierasz, przesuwasz przed sobą, właśnie popychasz.. Dla mnie czytelniejsze zamiast nitek jest wrażenie, że masz w rękach dwie cieniutkie, brzozowe witki, gałązki. Nie możesz ich ciągnąc, bo się złamią, ale pod odpowiednim kątem i z użyciem delikatnie wyczutej siły dasz radę popchnąć do przodu jakiś postawiony przed Tobą przedmiot. Działanie ręką w przód i otwieranie jej jest ekstremalnie ważne, żeby koń chciał kontaktu, żeby mu było wygodnie w ustawieniu, żeby czuł tam swoją strefę komfortu i w efekcie był bardzo lekki. Nitką fakt, mogę coś przyciągnąć, mogę coś zgiąć, ale nie będę mogła otworzyć.
      Oj, o kontakcie to by można książki całe pisać, dla każdego konia osobny gruby rozdział 😉

  17. Natalia

    Rewelacja, dziękuję za ten wpis!!!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *