«

»

sty 26

Przy okazji koni-cykorii ;) Taka przemiana robi wrażenie!

Jakiś czas temu w internecie piorunujące wrażenie zrobiły rozgrywane na żywo pokazy ze zjawiskową, obecnie 10-letnią, startującą już konkursy Grand Prix klaczą Tørveslettens Quattro (Quaterback – Carano). Czy wiecie, że jako młody koń była ona szalenie bojaźliwa? Przyglądała się szrankom, narożnikom i publiczności do tego stopnia, że jej wielkie oko nie pozwalało jej skoncentrować się na przejazdach czy odpowiadać w porę na pomoce jeźdźca. W dodatku ta siwa klacz ma naprawdę gorący temperament i ogromną wrażliwość. Wszystko to stawiało pod mocnym znakiem zapytania przyszłą karierę siwej klaczy w ujeżdżeniu. Jednak  jej właścicielka i amazonka Anna Blomgren wierzyła, że coś musi dać się z tym zrobić. No i rzeczywiście się udało 😀

Jak to w ogóle było możliwe? Anna nawiązała współpracę z Will’em Rogersem, australijskim trenerem koni, który słynie z nietypowych i skutecznych metod ich odczulania. Ta współpraca układała się zresztą wzorowo nie tylko w temacie końskim, bo po kilku latach Anna wyszła za Willa za mąż 😉

Warto zadać sobie trochę trudu i prześledzić internetowe zasoby, żeby dowiedzieć się, jakimi poradami i zaleceniami odnośnie pracy z końmi dzieli się ta para szkoleniowców. Tym bardziej, że Quattro nie jest wyjątkiem w ich stajni. Dysponują kilkunastoma końmi, które mogą brać udział w podobnych, zapierających dech w piersiach pokazach.

– Przede wszystkim trzeba zdać sobie sprawę, że konie ujeżdżeniowe (i wszystkie konie sportowe) potrzebują mocy. Takie są aktualne cele hodowlane – konie muszą być gorące, reaktywne i wrażliwe. Żadna z tych cech nie jest negatywna. Nasze pełne energii i niezwykle czułe rumaki trzeba przede wszystkim nauczyć, jak z tych mocy korzystać.
Nauka odbywa się poprzez zrozumienie się. Konie komunikują się mową ciała. Wiara konia w jeźdźca musi być tak silna, aby wspólnie mogli oni osiągać wszystko to, co najlepsze, niezależnie od otaczającego ich środowiska.

Początek układania konia w pracy z ziemi

Pierwszym etapem pracy Anny i Willego jest praca z koniem z ziemi. Jej celem nie jest bynajmniej to, żeby koń stał się „spokojny i bezpieczny”. Ma być chętny, ciekawski, zainteresowany człowiekiem, a przede wszystkim – inteligentny. Nie chodzi o to, żeby koń zobojętniał na otoczenie. On ma starać się to otoczenie zrozumieć.
Płochliwość i strach są nieodłączną składową zachowania konia, którego należy po prostu nauczyć, jak ma reagować w obliczu takich uczuć.
Podstawowym założeniem do wszystkich stawianych później zadań będzie: koń blisko mnie jest w bezpiecznym miejscu. Nauka komunikowania się, to początkowe stworzenie wspólnego języka jest najtrudniejsze. Dlatego należy chwalić i nagradzać początkowo bardzo nawet drobne pożądane i właściwe zachowania. Nagrodą jest zawsze odpuszczenie bodźca, zakończenie zadania. Spokój i relaks powinien być odnajdywany właśnie w „nic nie robieniu” w bezpośredniej bliskości człowieka. Kiedy tylko koń zaczyna odczytywać te podstawy komunikacji, bardzo zyskuje na pewności siebie.

siwa

Komunikacja na bazie mowy ciała

Poza tym, że w towarzystwie człowieka koń czuje się bezpiecznie, to musi on wiedzieć, które z nich podejmuje decyzje. Will Rogers wykorzystuje do tego mowę własnego ciała. Zawsze działa kilkustopniowo, zależnie od reakcji, jakie uzyskuje od konia:
– Mój pierwszy sygnał – „low” – jest mały, słaby. Po prostu patrzę na konia i wyciągam dłonie w jego kierunku.
Jeśli zaistnieje taka potrzeba, Will przełącza się na sygnał „medium”, średni. Wtedy dodatkowo porusza się w kierunku konia, aby uzyskać jego cofnięcie się – Takie działanie nie oznacza ataku czy zastosowania „high”, mocnych sygnałów ciała. To jest identyczne zachowanie, jak skuteczne działanie drugiego konia, który może przecież ugryźć lub wierzgnąć w kierunku innego zwierzęcia, aby przesunęło się ono, zwróciło na niego uwagę lub podporządkowało jego woli.
Kiedy koń zaczyna rozumieć takie gesty i wycofa się, Will od razu zaprasza go do ruchu naprzód.
– Aby koń mógł zrozumieć, co ma zrobić i jaka jest właściwa odpowiedź na nasze zachowanie, musimy sami zachowywać się jak koń. Jako nagrodę od razu należy zastosować rozluźnienie się, zrelaksowanie naszej sylwetki, czasem nawet drobny krok w tył. Kiedy koń to zauważy, instynktownie się odpręży, opuści głowę i zacznie przeżuwać lub oblizywać się, trzeba zaplanować chwilę na zatopienie się w takich uczuciach (it’s time to melt).
– Miękkie, delikatne i łagodne ciało daje zawsze miękki, delikatny i łagodny umysł.

Wyraźnie formowanie zadania

Trzeci krok w układaniu panującego nad swoimi reakcjami konia to włączenie jego grzbietu. Koń, który ma elastyczny i rozluźniony grzbiet nie może tak naprawdę uciekać. Ponosić i pędzić przed siebie jest w stanie tylko koń, który ma swoje plecy całkowicie napięte. Jeśli zatem siedząc na koniu czujemy, że jego plecy są sztywne, powinniśmy od razu wykonać króciutkie ustępowanie od łydki lub inny z chodów bocznych. Will prosi konia o ustępowanie, dopóki nie otrzyma kilku kroków całkowicie go satysfakcjonujących:
Oczekuję miękkich, rozluźnionych kroków tylnych nóg, które wyraźnie się krzyżują. To one będą tworzyć elastyczność i rozluźnienie.
Jeśli to się nie udaje, trzeba ponawiać ćwiczenie aż do uzyskania efektu.
– Musimy skupić się na tym, JAK koń używa swojego ciała. Sprawić, żeby popełnianie błędów było dla konia niewygodne, a z drugiej strony od razu nagrodzić każdą prawidłową odpowiedź i dać mu chwilę na „melting”, czyli pobycie w spokojnym i bezpiecznym własnym komforcie. W ten sposób rozwijamy samoświadomość oraz inteligencję danego konia, który zacznie z czasem sam dążyć do tego, żeby zrobić coś naprawdę dobrze.
– Musimy sami – podkreśla Will – nauczyć konia odczuwania różnicy pomiędzy robieniem czegoś źle i robieniem czegoś dobrze. Wtedy koń zaczyna korzystać z własnej inteligencji, żeby wybrać właściwe zachowanie.
– Największym wyzwaniem w przypadku płochliwego czy nerwowego konia jest utrzymanie jego skupienia na człowieku, a nie na otoczeniu. Ujeżdżenie poziomu Grand Prix to nie tylko wyzwanie i trudność natury fizycznej, ale również psychicznej.

Prezentację tych założeń w treningu 5-letniej klaczy można obejrzeć poniżej (niestety film z niemieckim narratorem):

Dzięki konsekwentnie prowadzonej pracy przedstawiona wyżej siwa Esmeralda już jako 4 (!) i 5-letni koń uczestniczyła w takich pokazach:

Bardzo ciekawie jest obserwować parę Blomgren-Rogers na szkoleniach również z zaawansowanymi końmi. Na jednej z klinik Anna i Will gościli u siebie amazonkę Emelie Eklund, która na swoim 12-to letnim wałachu o imieniu Detroit startuje w zawodach małej rundy. Koń ten miał ogromne tendencje do spinania się i usztywniania, a to powodowało, że wyniki startów tego konkretnego duetu wahały się losowo od naprawdę dobrych do całkowicie katastrofalnych.

– Po pierwsze musisz zrobić wszystko, żeby sama się w takich gorszych momentach nie usztywniać i żeby koń nie stawał się spięty przez ciebie. To tylko podwoi usztywnienie wywołane niepokojącym środowiskiem. Jeśli w takiej chwili ty sama staniesz się rozluźniona i pewna w swoich pomocach, stworzysz poczucie bezpieczeństwa, które będzie punktem zaczepienia dla stresującego się konia.
Kolejną trudnością związaną ze startami Detroita był problem braku odpowiedzi na pomoce, kiedy koń „odłącza głowę”, zajmując się otoczeniem o wiele bardziej niż swoim jeźdźcem i reagując na straszne narożniki, szranki, czy banery bardziej żywiołowo niż na łydki. – Musisz sprawdzić, czy twój software działa – żartobliwie podpowiadała prowadząca szkolenie Anna – a naszym pierwszym celem będzie skorygowanie efektu zadziałania na konia łydką. Jeśli przypilnujemy odpowiedzi na nią, koń będzie kojarzył użycie pomocy jeźdźca z czymś doskonale znanym, czytelnym i przez to bezpiecznym. Działanie łydki doda mu pewności siebie.
Anna na treningach zwraca uwagę, że musimy koniecznie dbać o to, aby jeżdżąc konno „być razem z koniem”, a nie tylko siedzieć na jego grzbiecie. Oznacza to prowadzenie konia na pomocach, w minimalnym zgięciu (tzw. ustawieniu) wokół wewnętrznej łydki. Nigdy nie siedzimy biernie na koniu prostym jak kareciany dyszel, który porusza się z zadartą głową.
– Koń, który jest całkowicie prosty w swoim ciele, ma możliwość o wiele łatwiej się usztywnić. Z wysoko uniesioną głową dostaje zastrzyk adrenaliny, który uświadamia go o wszelkich możliwych zagrożeniach (końskie oko jest tak skonstuowane, że koń, aby zobaczyć przedmioty, które są w dali przed nim, musi unieść głowę. To dlatego konie, o których jeźdźcy mówią, że „się gapią” zadzierają bardzo wysoko łeb. One w ten sposób ustawiają ostrość swojego wzroku nie na pierwszy plan bezpośrednio przed nimi, tylko na ten dalej w przodzie, aby dokładniej przyjrzeć się potencjalnym straszakom. Tak działa fizjologia końskiego oka – Quanta).
Zamiast podróżować na grzbiecie spiętego konia musimy poszukać takiej sylwetki, która jest zrelaksowana i w której głowa i szyja konia są ustawione nisko.
Kiedy tylko koń się rozciąga, znika napięcie jego grzbietu. Poziom adrenaliny opada, a całe ciało konia przekazuje do jego mózgu sygnał „teraz jest bezpiecznie”. Z rozluźnionym ciałem, zatopiony w swoich przyjemnych odczuciach (its time to melt) i odpowiadający na pomoce koń przestanie całkowicie reagować na bodźce z zewnętrznego otoczenia.

siwa2

Stopniuj pomoce, zaczynaj od małych sygnałów.

Obowiązkowa jest ta sama zasada, co przy szkoleniu konia z ziemi. Pierwszy sygnał pomocy musi być słaby („low”), musimy bardziej myśleć o pocieraniu/podrapaniu – posmyraniu? 😉 – konia łydką czy działaniem dłoni. Jeśli nie otrzymujemy odpowiedzi, natychmiast stopniujemy pomoce do poziomu „medium”, czyli silniejszych. Ostateczny poziom, jeśli nasze działanie w dalszym ciągu jest ignorowane, to poziom „high” – wysoki, i jest to wyraźna i skuteczna korekta.
– Jeśli pomoce, których używamy na koniu, są zawsze z poziomu „medium”, to koń stanie się na nie odporny i znieczulony. Jeśli stosujemy konsekwentnie rosnącą skalę naszych działań, to motywuje to konia do zwracania na nie uwagi i pomaga je zrozumieć. Uczymy konia, że bardzo ważnym jest to, aby odpowiedzieć na pomoc zanim przyjdzie ona w wersji „high”. Rozumienie pomocy i odpowiadanie na nie jest kluczowe dla wdrożenia jakiejkolwiek, bazowej nawet pracy behawioralnej.
Innymi słowy – nie możesz zmienić zachowań i charakteru konia, jeśli nie odpowiada on na pomoce lub ich nie rozumie. (To zdanie naprawdę warto sobie zapamiętać).

Kiedy koń staje się spięty i usztywniony na widok strasznego narożnika lub budki sędziowskiej, odruchowo i najprościej jest nam wzmocnić pomoce, zakleszczyć się i zacisnąć, jadąc konia silniej i potężniej, tak aby za wszelką cenę sprawić, że nadal będzie on poruszał się naprzód w kierunku przerażającego miejsca.
– Przez takie działanie koń uczy się, że to ty wpychasz go w niebezpieczeństwo i staje się jeszcze bardziej zaniepokojony czy podekscytowany. Zamiast tego zachowaj nieduży dystans od strasznego przedmiotu i skup się na następujących działaniach. Po pierwsze, wpłyń na konia ZANIM pojawi się niebezpieczeństwo. Sprawdź od razu, czy odpowiada na pomoce, tak abyś mógł go poprosić o rozluźnienie zaraz przed straszakiem, dzięki czemu będzie on mógł poczuć, że w tej paskudnej okolicy właściwie to „jest fajnie”. Jako długoterminowy skutek takiego działania koń zacznie chcieć być blisko tych wszystkich strasznych rzeczy, bo będzie czuł się przy nich dobrze, będzie zrelaksowany i ufnie otoczony opieką pomocy jeźdźca.
Niestety przeważnie robimy siedząc na koniu coś dokładnie odwrotnego. Sami usadzamy się przygotowani na coś strasznego (miejsce, w którym koń się płoszy, trudne dla nas zagalopowanie, ciąg itp.) i właśnie w ten sposób dobitnie obwieszczamy zwierzęciu, że dosłownie za chwilę „coś strasznego” będzie miało miejsce.

Rozluźnienie

Misją i obowiązkiem jeźdźca jest utrzymywanie konia rozluźnionego w całym jego ciele, nieważne, co dzieje się dookoła lub jakim chodem się poruszamy. W każdej chwili panują te same zasady: jeździec mówi „zostań ze mną”. Koń staje się coraz bardziej pewny siebie.
Jeśli tylko widzimy, że uszy konia kierują się do przodu, to koń już zamierza się pospinać. Nie wolno wtedy czekać na to, co będzie. Od razu należy wykonać rozluźniające konia ćwiczenie (zgięcie, ustępowanie). Kiedy tylko koń odpowie i stanie się chociaż odrobinę mniej usztywniony należy zakończyć zadanie i zrelaksować własne ciało jako nagrodę dla konia. Zawsze też musimy upewnić się, że koń jest rozluźniony zanim poprosimy go o znalezienie się w strasznym miejscu lub wykonanie trudnego dla niego zadania.
Żeby zademonstrować działanie tych zasad w praktyce Anna poprosiła publiczność o współpracę. – „Proszę, jedź w bardzo miły sposób, jakbyś myślała tylko i wyłącznie o tym, jak rozluźnić twojego konia” – zaleciła amazonce poruszanie się po dużych kołach w pobliżu strasznych budek sędziowskich. – „A teraz wszyscy głośno klaszczemy, stopniowo coraz ciszej, im bliżej budki będzie koń. Jeśli będzie naprawdę się do niej zbliżał, proszę wtedy o ciszę”. Po kilku powtórzeniach kasztanowaty wałach zaczął kojarzyć, że może „kontrolować” poziom hałasu poprzez znajdowanie się w bliskim sąsiedztwie tego, co początkowo uważał za straszne.
Po chwili podobną zasadę Anna pokazała na przykładzie ćwiczenia z flagami. Stojąc na środku placu łopotała nimi i powiewała, a zadaniem amazonki było jechać po linii środkowej w ich kierunku. Kiedy tylko udawało się to, Anna opuszczała flagi i odsuwała się nieco w bok.

Jak pokochać straszne narożniki?

Wszystkie cele w jeździectwie musimy wyznaczać sobie stopniowo. Początkowo koń musi nauczyć się jedynie rozluźniać w rozpraszającym go środowisku. Dopiero później może nauczyć się w takim otoczeniu pracować i jeszcze później – startować. Im więcej otrzymuje pozytywnych, rozluźnionych sygnałów od jeźdźca, tym większe zbuduje do niego zaufanie.
Anna podsumowuje założenia szkoleniowe w kilku prostych zdaniach:
– Trzeba upewnić się, że koń jest na pomocach, zanim zaczniemy trening środowiskowy. Straszne narożniki musimy naszemu wierzchowcowi przedstawić jako najlepsze narożniki do przebywania w nich na całym świecie. Jeśli ty sam, czyli jeździec, będziesz się rozluźniał w niebezpiecznych zdaniem konia sytuacjach, to koń szybko uwierzy, że one wcale nie mogą być takie niebezpieczne.

Tørveslettens Quattro pod koniec ubiegłego roku, jako 9-letni wówczas koń, zadebiutowała w 5* zawodach w Genewie w konkursach rangi Grand Prix. Już pierwszy start w GP Special przyniósł jej zwycięstwo z doskonałym wynikiem 72,137%. Poezja dla oczu i doskonały pasaż:

Zimą Anna oraz Will przenieśli się ze Szwecji do Niemiec, w okolice Warendorfu. Ogłaszają nabór do swojej stajni, oferując usługi przy zajeżdżaniu młodych koni lub korekcie koni trudnych czy popsutych. Może ktoś chciałby skorzystać? 😉

Zdjęcia w tekście pochodzą ze strony: http://www.annadressage.com/

14 comments

Skip to comment form

  1. tuch

    Ciekawi ludzie i dobrze że pojawiają się takie metody wśród klasyków. Może to niektórym otworzy oczy na sedno problemu i zamiast zakładać przerażonym lub znudzonym koniom worki foliowe na plecy zastanawia się choć chwile nad tym co planują osiągnąć. Choć easy ride to fajny suplement to zdecydowanie powinien służyć tylko jako wspomagacz w trudnych sytuacjach (zawody, transport). Absolutnie nic nie zastąpi prawdziwej rzetelnej pracy nad konska psychiką od podszewki, co widać wyraźnie na przykładzie tej klaczy. Tylko pogratulować! :)

    1. quanta

      Nie wiemy w zasadzie, jak poza treningiem są prowadzone te konie. Na pewno mają doskonale zaplanowaną fizjoterapię, regularne wizyty masażystów. Na pewno dietę i suplementacje również. Easy Ride nie zrobi konia do pokazów z latającym mu nad głową motocyklem 😉 Ale na pewno ułatwi pracę, tak samo jak ułatwia pracę posiadanie lonżownika do pracy z ziemi, albo uszycie indywidualnie dopasowanego siodła. Przynajmniej w przypadku suplementacji koszt jest naprawdę znikomy 😉

  2. Katarzyna

    Nie skłamię, łezka się zakręciła w oku przy filmiku z klaczą Esmeraldą. Wyniki na czworobokach albo parkurach to jedno, ale taki poziom zaufania ze strony swojego końskiego partnera to chyba najbardziej prestiżowa nagroda, na jaką koniarz może zapracować. Mam nadzieję, że z czasem wszystkie pary będą się prezentować podobnie, jak Anna i Quattro – zarówno doskonałym wyszkoleniem, jak i spokojem oraz komfortem konia.

    1. quanta

      A ja trochę wykręcę konia ogonem 😉 Dla mnie imponujące jest to, że przy priorytecie położonym na dobre samopoczucie i spokój konia jeźdźcy są dodatkowo w stanie sięgać po najwyższe laury i jeździć naprawdę doskonale. Nie jest trudno zaprzyjaźnić się z koniem i zbudować z nim więź. Wiele koni instynktownie szuka takiej relacji – tutaj na przykład młodziak, który przyszedł do nas do treningu 1,5 miesiąca wcześniej:

      Wiele osób takie zaufanie ma naprawdę dobrze rozpracowane. Tylko co z tego, bo nie potrafią go już dalej do niczego wykorzystać. Nie potrafią z siodła rozluźnić konia i namówić go do przepuszczalności, nie mówiąc o dalszych etapach szkolenia. Wiarę konia w to, że przy człowieku jest bezpiecznie nie wykorzystują na gimnastykę (która umożliwi koniowi stanie się zdrowszym i sprawniejszym), tylko zakładają mu na szyję hula-hop… Takie konie są mentalnie gotowe do każdego rodzaju treningu, ale fizycznie pozostają całe życie w stanie biedy i żałości (wiszące brzuchy, mało umięśnione szyje, słaby zad). Prawdziwie imponujący (przynajmniej dla mnie) trening to zmiany i w głowie, i w ciele. I psychicznie i fizycznie koń powinien stawać się piękny, to jest miarą naprawdę wartościowego treningu.

  3. rybka

    To co najważniejsze aby budować silnego konia, musimy poświęcić czas i atencję naszą dla niego. Wpadając do stajni na jazdę, szybki trening nie osiągniemy zaufania i pozwolimy zbudować zaufania. Dla mnie czas to podstawa! W tych zwariowanych czasach, chcemy szybko efektów, z małym nakładem czasu i szukając specyfików, pomocy etc. zaś czas to do doskonałe lekarstwo na wszystko na początek. Kolejny wyśmienity wpis! gratulacje i chcę więcej :)

    1. quanta

      Dokładnie, czas. Doskonale to teraz mogę obserwować po świeżo źrebakach – ich charakter kształtuje się niesamowicie łatwo, z odwiedzin na odwiedziny stają się coraz bardziej zorientowane na ludzi i właśnie wyczulone na mowę ciała i rozumiejące nią. Tylko to się samo nie dzieje – po ostatnich treningach w Bielinach dosuszałam i ogarniałam moje koniki, a Blondyn dzielnie siedział w boksie u Uszu, gadając z nim, pokazując mu obsługę zabawek, zawartość kieszeni i fajne miejsca do drapania 😉

      1. rybka

        Blondyn Przedszkolanek hihi 😉 Szacun!

        1. quanta

          On jest najlepszy, szczególnie do trudnych koni. To, że Zombie zrobił się normalny to jego dzieło. Wczoraj wabiliśmy puszczoną luzem Cebulę do siebie i oczywiście przylazła ochoczo do niego, nie do mnie 😈

          1. rybka

            Bo to Cebula – baba – przekora!

  4. Marta

    Q. uzależniłaś mnie od bloga! Uwielbiam czytać rano do kawy i móc rozmyślać w ciągu dnia o danym temacie :) Fantastyczneycznie móc oglądać zrelaksowane konie na czworoboku i oby więcej takich obrazków! A zaufanie zwierzęcia jest bezcenne.

    1. quanta

      Miło to czytać, od razu jest więcej motywacji, żeby często i gęsto pisać :)

  5. Vissenna

    Muszę przyznać, że miło się czyta o ludziach, którzy potrafią z jednej strony zorganizować takie „show” z iłami i motocyklem, a z drugiej przekuć ten cały „cyrk” na wyniki sportowe! Dla wielu ludzi celem i szczytem treningu jest właśnie takie show. A ja lubię jak to, czego uczymy konia jest PO COŚ.
    A sama kobyłka tym pięknym pasażem przypomina mi Blue Horse Matine. Prawdziwa tancerka! :)

  6. staramaleńka

    Baaardzo Ci dziękuję za ten wpis! Temat „ćwiczeń na uwagę” rozpracowany – teraz tylko jakieś milion godzin na zrozumienie i wdrożenie, korektę, zrozumienie i wdrożenie, korektę… ale ciekawie się zapowiada 😉

  7. staramaleńka

    WOW – dopiero teraz miałam czas obejrzeć drugi filmik… Nie wiem czy kiedykolwiek będę w stanie zaoferować swojemu koniemu taki poziom komfortu i zaufania czerpany z bycia z jeźdźcem – w końcu to poziom mistrzowski – ale jest do czego dążyć. Mózg mam przeorany całkowicie – czuje się jakbym do tej pory próbowała jeździć do góry nogami, a teraz ktoś mi pokazał, że łatwiej i przyjemniej jest jednak odwrotnie. W tym sensie, że cały czas skupiałam się na tym jak JA siedzę, co jest prosto/krzywo, za luźno/za twardo, za wysoko/za nisko… a chyba punktem wyjścia jest KOŃ – co u niego nie halo i dopiero potem analiza co do poprawki/zmiany u jeźdźca. Najlepsze jest to, że teoretycznie to wiedziałam, od trenera słyszałam setki razy: rozluźnij go, dla niego też ma być przyjemność z jazdy. Chyba jestem debilem jakimś jeździeckim ;(

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *