«

»

sty 01

Precel na Nowy Rok

Na nowy rok przedstawiam najnowszego konia z ferajny, czyli badeńsko-wirtemberskiego Precla 😉

IMG_0526

Kolejny bezimienny młodzik. Właściwie na początku pobytu u mnie otrzymał robocze imię nie Precel, ale… Serdel. To od jego reakcji na wędzidło – ślinił się na metal w paszczy jak rasowy buldog na widok serdelków. No i przyczepił nam się do niego ten Serdel – ale to chyba niezbyt ładne imię dla konia. Poza tym bywa, że poprzedni właściciele koni dalej śledzą ich losy online, a chyba nie byłoby szczególnie przyjemnie dowiedzieć się, że „Twój Serdel robi postępy”. Już miałam za swoje, kiedy hodowca Grzybowego nie mógł zachować powagi dopytując się, dlaczego u licha jego konia nazywamy „mushroom” 😆
Serdel został zatem przemianowany na Precla, bo jest nieprzeciętnie giętki i gdyby tylko miał wenę, to mógłby dowolną część swego ciała posplatać na precel.

Taki o to śledzik do mnie przyjechał – fotki następnego dnia po wypakowaniu chłopaka z przyczepy:
IMG_9083 IMG_9089

Jakoś tak pod koniec września dostałam cynk, że jest ciekawy koń do obejrzenia. Zupełnie surowy, ale miał już na grzbiecie kilka razy jeźdźca, jest zatem możliwość sprawdzenia po siodłem, jakie koń daje uczucia. Kasztanek na filmach wyglądał ciekawie, a że kilometrowo wypadał w zasięgu jednodniowej wycieczki, postanowiłam, że się do niego wybiorę. Skontaktowałam się zatem z hodowczynią (paskudna ta żeńska forma rzeczownika) konia i oznajmiłam jej, że może to wyda się dziwne, ale przyjadę od razu z przyczepą, bo jeśli oględziny i badania konia wypadną pozytywnie, to oszczędzę sobie dodatkowej kilkusetkilometrowej trasy i od razu chłopaka zabiorę. Nicole roześmiała się wesoło i odparła: „To absolutnie nie jest dla mnie dziwne. Wiele lat temu dokładnie tak samo kupowałam matkę kasztanka. Pojechałam 700 kilometrów w ciemno z przyczepą oglądać klacz, a wróciłam już razem z koniem”. Widać to dla klanu Preclów rodzinne 😉

Od pierwszych dosiadów Prec był bardzo łatwy i przyjemny do jazdy – tylko życzyć sobie takiego konia :)
IMG_9497 IMG_9498 IMG_9376 IMG_9377

Podczas jazdy testowej Prec oczywiście pływał między pomocami i miał spore problemy z zagalopowaniem na dobrą nogę – nie poddałam się jednak, zostałam z pomocami na lewo tuż przed zakrętem, dałam kolejny sygnał do zagalopowania… i koń z kontrgalopu zmienił lotnie nogę, wywołując spore zaskoczenie mniej samej i widzów 😉 Poza zupełnym brakiem wykształcenia Precel fajnie szedł do przodu, był czuły na pomoce i – na co zawsze bardzo zwracam uwagę – chętnie udostępniał plecy, aby zabrać nimi ciężar jeźdźca. Chwila rozmowy z Blondynem, szybki rzut oka na nagrane filmy – i decyzja – zabieramy kasztana ze sobą.
Paszport Precelka wręcz ocieka Donnerhallem i sam koń jest iście książkowym przedstawicielem tej linii: z wszelkimi jej plusami i minusami. Ma trzy bardzo dobre chody: obszerny i zawsze rytmiczny stęp, bardzo dobry kłus z naturalną wyraźną fazą zawieszenia oraz ogromny galop z rewelacyjną pracą zadu. Ma nie tylko talent do zebrania, chociaż skrócone chody będą wymagały pracy nad równowagą, a także naturalne piękne poszerzenia chodów. Ale jak to Donnerhalle – łatwo go uczynić silnym, więc trzeba jeździć lekko, dynamicznie, na delikatnej ręce i pracować nad szybkością reakcji. Ma też nieco „ogierzych” zachowań – potrafią go rozkojarzyć inne konie i wtedy tęsknie je nawołuje. Poza tym puchnie w oczach, już zapuścił sobie potężne szyjsko i będzie z niego raczej konkretny męski i mięsny typ, a ja jakoś bardziej lubię te eteryczne, subtelne koniki 😉
Poza tym Precel jest – jak rzadko się trafia – koniem bezproblemowym. Od początku symetryczny (czego nie mogę powiedzieć chyba o żadnym z młodzików, które dotąd zajeżdżałam), od początku rytmiczny (co za ułatwienie, kiedy nie trzeba koniowi tłumaczyć żmudnie złej jego koncepcji spieszenia albo opieszałości), od początku z łatwością rozluźnienia, czy chęcią do żucia z ręki.

IMG_9416IMG_9546 IMG_9449 IMG_9515 IMG_9533

Jedna tylko rzecz Precla przerosła zupełnie. Myjka! Dziwaczne miejsce, które dałoby się jeszcze przeżyć, gdyby nie znajdująca się na myjce woda. Woda, która za wszelką cenę próbuje dotknąć końskiej nogi! Armagedon, zagłada i zgroza! Apage woda! Precel wił się jak wąż, żeby tylko uniknąć strumienia i chyba podejrzewał, że zamierzamy go polać co najmniej wrzątkiem, kwasem solnym albo wodą święconą, kiedy on dawno już nie był u spowiedzi :roll:
Gdy choćby kropla wody dotknęła tylnej Preclowej nogi, rudzielec przysiadał na pupie, robił się ultra króciutki, a wszystkimi odnóżami zaczynał pilnie kłusować w miejscu. To ci dopiero metoda na naukę piafu! :hihi: Żałuję, że nie udało mi się nagrać filmu – niestety myjka za ciemna i mój telefonik nie dawał rady.
Po jakichś dwóch tygodniach osiągnęliśmy stan taki, że koń na myjce przysypia, a polewać go można w dowolnych konfiguracjach nawet dwoma wężami na raz. Niestety na piafowanie będę musiała wymyślić teraz jakiś inny sposób! 😉

IMG_9113

11 comments

Skip to comment form

  1. bio

    Echhh… 😛

  2. Werka

    Quanta duża pracowałaś z nim na lonży?

    1. quanta

      Akurat z tym panem mniej niż z innymi, ma bardzo dobrą naturalną równowagę i wyjątkowo równo pod sufitem. Z reguły z świeżakami długo pracuję z ziemi, zanim na nie wsiadam, dzięki temu unikam jeżdżenia dzikich węży na koniu, który kompletnie nic nie rozumie z tego, o co prosi go jeździec. Teraz lonżujemy się raz w tygodniu i nie dawno zaczęłam dokładać do pracy na lonży kawaletki.

      1. Werka

        A na czym go ten raz lonzujesz? I na czym z reguły lonżujesz również inne młodziaki, na które dopiero będziesz wsiadać, aby tak jak pisałaś zapobiec jeżdzenia dzikich węży?

  3. Jet

    Jak przyzwyczaiłaś go do wody ?
    Jeżdżę na koniu który tak samo reaguje i na kałużę reaguje co najmniej jakby był to krater z lawą :/

    1. quanta

      Wchodziłam na myjkę z pomocnikiem, koń stał na luźnym uwiązie, włączałam wodę na chwilę, jak tylko Precel się nadmiernie rozentuzjazmował – wyłączałam. 10 sekund na ochłonięcie i powtórka. Koń najpierw musiał się przyzwyczaić do dźwięku lejącej pod ciśnieniem wody, potem do jej widoku koło siebie, a potem do dotyku zimnej wody na skórze. Poza tym mimo piafowania i najrozmaitszych innych cudów nie robiłam taryfy ulgowej i jak woda była włączona, albo lała się po nodze, to się lała, aż do zaplanowanej przerwy. Precedens szybko złapał, że straszny bodziec owszem mu się nie podoba, ale szybko znika, więc nie trzeba się nim aż tak afektować. Jak stał spokojnie – zawsze był pochwalony, poklepany, poczęstowany trawokulką. Czas, kiedy stał spokojnie zaczął się wydłużać, aż w końcu zwierz się przełamał i wrzucił wodę w kategorię zjawisk, które należy ignorować.
      Wszystko da się zrobić, tylko przyzwyczajanie do nietolerowanego bodźca najlepiej powtarzać codziennie i z pomocnikiem, bo czasem bardzo przydają się w tej branży cztery ręce 😉

      1. Jet

        Dziękuje bardzo, będziemy próbować

  4. Ann

    Pan wygląda świetnie <3 Mnie ciekawi kwestia.. kantarkowa. Czy twoje konie mają osobne kantary na padok i do stajni? I czy te na padok są wykonane porządniej czy wręcz przeciwnie? I jak często pierzesz?

    1. quanta

      Wszystkie mają po dwa kantary wiszące na boksie, jeden do szmacenia i jeden wyjściowy 😉 Te padokowe kantarki są brudzone, zjadane, i czasem giną śmiercią naturalną. Jakości najróżniejszej, mam i zamszowe Euro-Stary i najprostszy żółty kantarek ze zdjęcia (w nim akurat przyjechała do mnie z Niemiec Fugu). Na wiosnę chcę zresztą przetestować na padok tanie kantarki bez klamerek. Piorę w miarę potrzeby, padoki mamy zdrenowane (rozpusta), więc bardzo się nie brudzą.

  5. ZmiennA

    Sliczny Precelek

  6. karolina

    Quanta a tak z ciekawości to Twój Blondyn siada czasem na konie, czy raczej z ziemi pomaga i obserwuje?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *