«

»

sie 27

Praca z młodymi końmi

Mam dwa konie, które chociaż w różnym wieku (4 i 5 lat) zostały zajeżdżone na początku tego roku i obydwa aktualnie robią na treningach dokładnie te same rzeczy, właściwie z jedną tylko różnicą. Czterolatek chodzi pod siodłem cztery razy w tygodniu, a pięciolatek – pięć. Jeden dzień w tygodniu mają zupełnie wolny (co nie oznacza, że stoją wtedy w boksie – do dyspozycji mają zawsze padok i karuzelę). Pozostałe dni przeznaczam na lonżę (w obydwu przypadkach nie mogę pozwolić sobie na zbyt dużo bezrobocia, bo daje to efekt przeobrażenia zwierzaka w szalonego mustanga, który zamiast myśleć o pracy i skupiać się na jeźdźcu dostaje małpiego rozumu i fiksuje tylko na tym, żeby się wreszcie wybiegać lub wybrykać).

IMG_0309 IMG_0896

Co robimy na treningach? Wszystko to, co można znaleźć w ujeżdżeniowych programach klasy L (czyli poruszanie się w trzech chodach na rysunku, zmianę chodów  przejścia, wjazd na linię środkową, koła, żucie z ręki) i po trochu wprowadzamy elementy klasy P (ustępowania, łopatki, początki kontrgalopów na jakiejś łatwiej „trasie” – z czym nie spieszę się zbytnio, ponieważ obydwa konie mają bardzo duży galop i nie będzie im łatwo odnaleźć równowagi). Elementem z „wyższej” szkoły jazdy, który od czasu do czasu ćwiczę w ramach zabawy, jest lotna zmiana nogi. Robiona zupełnie bez ciśnienia, że musi być idealna – młody koń ma sporo czasu, żeby nauczyć się zmian, a pokazane jako ciekawostka przerzucanie galopu bardzo szybko pozwala uzyskać poprawne lotne wykonywane na pomocach.

Jakie są chłopaki w pracy?
Totalnie odmienne, chociaż mają też sporo cech wspólnych. Sucharski jest nadwrażliwy, niecierpliwy, łatwo ulegający emocjom i zawsze pełen chęci, co w sumie jest bardzo przyjemne (prowadzi się go niesamowicie subtelnymi pomocami), ale z drugiej strony wymaga sporego wyczucia, jak postawić na swoim, ale nie zaczynać z koniem wojny. Tutaj na przykład mogę przywołać sytuację, jak około dwa miesiące temu zaczęłam prosić o bardzo wolny, w narzuconym tylko przeze mnie tempie kłus, co sprawiło, że Suchy był na mnie autentycznie pieruńsko wściekły i przez kilka jazd pod rząd miałam wrażenie, że w naszym ducecie za momencik ktoś oszaleje – jeśli nie on, to na pewno ja 😉

IMG_0254
Kiwacz z kolei oducza się ogierzego stawiania na swoim i staje się coraz bardziej ekstrawertykiem. Początkowo był bardzo zamknięty w sobie, odizolowany od bodźców, bierny. Powoli zaczął się otwierać i pokazywać, że ruch, praca i bycie żywym 😉 jednak nie jest dla niego obojętne, tylko sprawia mu sporą frajdę. Koń, który wywoływał wrażenie, że jest raczej powściągliwy i zdystansowany teraz sam z siebie chce mocno iść do przodu, galopować, a na dużym placu ma ochotę się po prostu zdrowo i rzeźko zabrać 😆 Kiwi stał się znacznie szybszy w reakcjach i wyraźnie zaczął myśleć. W przeciwieństwie do Suchego jest bardzo cierpliwy i nigdy, absolutnie nigdy się nie złości i nie denerwuje, co jest fantastyczną cechą w pracy. U gniadego nie ma kompletnie agresji, nawet pierwsze podejścia do pracy z długim batem z ziemi nie wywołują w nim napięcia czy irytacji. Jak sądzę dlatego właśnie Kiwi bardzo szybko się uczy. Ustępowania „złapał” w 2-3 treningi, łopatki – od razu na pierwszej jeździe.
IMG_0702

O czym warto pamiętać, jeśli się pracuje z trzy, cztero- czy pięciolatkiem?

– układanie młodego konia nie kończy się wyłącznie na jeździe na jego grzbiecie – wychowujemy, szkolimy i uczymy szacunku do człowieka absolutnie w każdej minucie kontaktu z koniem. Oznacza to posłuszeństwo w trakcie prowadzenia (w tym wypuszczania na padoki, choćby z niecierpliwości już piszczał – młodziak nie ma prawa szarpać uwiązu i wyrywać się prowadzącemu), cierpliwość przy czyszczeniu (choćby komary gryzły, albo u sąsiada w boksie działo się coś niezmiernie ciekawego – koń ma stać, nie rozłazić się, nie grzebać nogami itd.), najrozmaitszych zabiegach pielęgnacyjnych czy chociażby siodłaniu (tu na przykład zawsze konie uczę, aby samodzielnie brały wędzidło – wieszam przed nimi w dłoniach ogłowie, a zadaniem delikwenta jest schwycenie wędzidła w paszczę i wsunięcie obniżonej głowy w nachrapnik, aby można było bez wysiłku założyć ogłowie. Z Kiwi na początku nie było łatwo, na widok ogłowia czy kantaru zadzierał głowę pod sam sufit i nie byłam w stanie zrobić kompletnie nic. Przez pierwszy tydzień ogłowie zakładałam po cztery razy dziennie, cierpliwością i uporem skłaniając do opuszczenia łba na cukier lub trawokulki. Wrodzone łakomstwo i szybkość wyciągania wniosków bardzo szybko umożliwiły mi bezproblemowe kiełznanie gniadego – chociaż w tej kwestii i tak nic nie przebije Suchara, który w ogłowie pakuje się naprawdę sam i gdyby tylko mógł, to by jeszcze dzielnie i ochoczo pozapinał na sobie wszystkie paseczki).
IMG_0255 IMG_0256 IMG_0748 IMG_0762

– nigdy nie uciekamy od problemów. Na pewno po drodze pojawią się jakieś problemy, to jest zupełnie normalna sprawa. Nie unikajmy ich, a wręcz przeciwnie i na pewno nie zrażajmy tym, że coś nie działa lub nie wychodzi tak, jak powinno. Pominięty element szkolenia zawsze wróci i odbije się czkawką, krzyżując nasze plany na bardziej zaawansowaną pracę z koniem albo wymuszając cofnięcie się o kilka kroków wstecz. Cierpliwość i konsekwencja są nie do przecenienia.

IMG_0263 IMG_0334 IMG_0709 IMG_0788
– jedną z najpiękniejszych cech młodego konia jest jego świeżość. W trakcie procesu szkolenia powinniśmy umieć tę świeżość zachować, tak, aby koń był zawsze chętny do współpracy, szczęśliwy w ruchu, bystry i zainteresowany nauką.  Dlatego też do pracy z młodym koniem nigdy nie powinna się wkraść rutyna. Dbajmy o to, żeby treningi były intensywne, ale krótkie i bardzo urozmaicone. Mimo, że każda jazda odbywa się według powtarzalnego schematu (rozprężenie, faza nauki i intensywnej pracy, faza wyciszenia), to w całym procesie szkolenia warto zadbać o różnorodność: nigdy nie koncentrować się na wykonywaniu tylko jednego elementu, po wymagającym treningu pozwolić sobie na jazdę na spacer w teren, pracę z siodła przeplatać pracą z ziemi (i to nie tylko lonżą!), jazdę po płaskim – ustawianiem kawaletek lub korytarza. Jeśli danego dnia nie wsiadasz, zabierz konia na spacer w ręku albo wprowadź go do przyczepy chwaląc i nagradzając. Pracując z koniem powinniśmy szkolić i rozwijać nie tylko jego ciało, ale również i głowę. Rezultaty takiego podejścia są naprawdę zaskakujące.

IMG_0294 IMG_0871

22 comments

Skip to comment form

  1. Kinga

    W jakich siodłach jeździsz na chłopakach ? I jak wybierasz siodła dla młodziaków, czy dobrym wyborem bedzie siodło które można „poprzestawiac” jeśli koń się rozbuduje np : Wintec ?

    1. quanta

      Mam bardzo uniwersalne siodło Devoucoux Mendia, które w razie potrzeby dopasowuję podkładkami (najlepiej mi się sprawdzają grube żele z korektą, ale futra z wkładkami też są ok). Siodło na wymiar robiłam tylko pod dorosłego i już rozwiniętego konia (Zombie), bo młode zmieniają się z miesiąca na miesiąc.
      Winteki to siodła ze średniej półki, mi w nich nie pasuje rozmiarówka (16” jest dla mnie dużo za duże!), ale sporo koni w nich chodzi bardzo ok, a możliwość wymiany łęków to świetna sprawa nie tylko przy młodym koniu. W tych siodłach wolę jednak wersję bez paneli powietrznych, ze standardowym wełnianym wypełnieniem poduszek.

  2. Milla

    Fajnie, że zwróciłaś na to uwagę. Bazą zawsze jest to, co mamy w programie L i P. Bo niektórzy (nawet na starszych koniach) myślą o elementach z wyższych programów, a takie np. podstawowe przejścia leżą i kwiczą.

    1. quanta

      Niestety ja sama złapałam się na przeskakiwaniu pewnych etapów u Skwarka, kiedyś z niewiedzy wydawało mi się, że on niektóre rzeczy „tak ma”, na przykład kompletnie nie reaguje na półparadę albo wręcz więcej wtedy pędzi do przodu, bo jest gorący i właśnie „tak ma”. Skoro trenerzy na to nie zwracali uwagi, to widocznie nie będzie inaczej. Cóż, potrzeba było znacznie więcej czasu, niż u normalnego 😉 konia, ale prawidłowe odpowiedzi udało się uzyskać nawet u takiego napalonego Skwierczyroga. Chociaż nie powiem, niektóre jazdy w trakcie wymuszonego cofnięcia się do podstaw (bo o brakach w kwestii gaz i hamulec uświadomiłam sobie boleśnie, kiedy Skwar był na poziomie małej rundy i wykonywał wszystkie elementy GP, a te elementy zaczęłam chcieć już poskładać w jeden ciągły program) musiały wyglądać dla widzów zabawnie: 5 kroków kłusa, przejście, stęp, zakłusowanie, 3 kroki kłusa, przejście, stęp, zakłusowanie, 5 kroków kłusa, zagalopowanie, 3 fule galopu, przejście do kłusa i tak do znudzenia cały trening. Paradoksalnie na Skwarku łatwiej było wykręcić piruet, niż np. z galopu zahamować do kłusa w wybranym przez jeźdźca miejscu i momencie. Wstyd…

      1. Milla

        W waszym wykonaniu to i piruety pewnie czadowo wyglądały 😀 Oprócz tego, co piszesz, to np w wykonaniu moim i Rudego często problemem była rutyna(?). Wystarczyło kilka(naście) jazd, by np zapamiętał sobie, że na początku daje mu się wygalopować i dopiero później pracowaliśmy. Mój błąd.

  3. Paulina

    bardzo fajnie podsumowałaś kwestię treningu (nie zapominać o głowie…) a jak starsze chłopaki, tzn czy udaje Ci się zachować tę świeżość i chęć zabawy młodego konia ? czy rutyniarza chodzącego na poziomie elementów wyższych klas łatwo zaciekawić pracą ?
    p.s. wydaje mi się, że jesteś niesamowicie cierpliwą , empatyczną osobą 😉 ja musiałam się tych cech nauczyć 😉

    1. quanta

      Skwarek ma świeżości za cały tabun koni, on mógłby ją sprzedawać na kilogramy 😉 Jest wiecznym dzieckiem, na padokach zaczepia tylko kucyki albo 3-4 latki, dorosłe konie są dla niego nudne i kompletnie go nie interesują…
      Zombie to już cięższa sprawa. Kiedy wrócił z Niemiec był tylko i wyłącznie autystyczny. Trudno w jego wypadku było mówić o świeżości, bo on się nie zachowywał za bardzo jak koń. Pobudliwy, wyłączający się, totalnie nie łapiący kontaktu z człowiekiem. Ludzi traktował jak wyposażenie stajni, a czy taki na przykład żłob czy drzwi są jakkolwiek zajmujące? Trzeba było dopiero nauczyć go interakcji z ludźmi, co wydawało się średnio wykonalne uwzględniając jego ogromną nadpobudliwość i jeszcze większą siłę. Teraz w stajni i obsłudze to jest koń, który najchętniej wlazłby człowiekowi do kieszeni i pojechał z nim wspólnie do domu. W pracy tak różowo nie jest, Zombie miał trudne dzieciństwo (wszyscy zakładali, że on jest taki, jak wygląda, czyli kawał potężnej maszyny, kiedy tak naprawdę Wątrobiany to wrażliwy i inteligentny koń). Gdzieś tam wisi w nim typowa dla Donnerhalli rezygnacja, kiedy wymagania rosną i robi się naprawdę ciężko. Zombie bardzo odżył po terenach – swoją drogą zaczął je chodzić dopiero jako 6-latek (!).
      Ciekawym bardzo przypadkiem był Kiwi, długo zostawiony ogierem, więc nie bardzo miał jak się zajmować końmi, a ponieważ został późno zajeżdżony, to i z ludźmi miał średnio do czynienia. Też był bardzo mało reagujący na świat zewnętrzny. A zabrany w ręku na trawę stał 10 minut i się na nią patrzył, a potem zaczynał denerwować, że nie wie, co ma robić i popas trzeba było kończyć wychowawczym spacerem.
      Każdy koń jest inny, szkopuł w tym, żeby rozwinąć jego pożądane i dobre cechy charakteru.

      A co do charakterów… Jestem strasznie neurotyczną osobowością, łatwo ulegam złym emocjom (tym dobrym jakoś mniej), jestem impulsywna i choleryczna. Przy koniach staram się więcej myśleć, liczyć do dziesięciu i nie denerwować, co wychodzi mi teraz nawet nieźle. Praca z końmi jest świetnym sposobem na pracę również nad samym sobą.

      1. sumire

        Oj, z tym ostatnim zdaniem to się zgodzę w całej rozciągłości! Ile konie uczą cierpliwości… Ja się do tego strasznie wkurzam, jak coś nie wychodzi (głównie na siebie – bo wszystko powinno być perfekcyjne, najlepiej od razu :/). Powoli uczę się, żeby to się nie odbijało na koniu. Bo do nauczenia się, żeby nie wkurzać się wcale, to jeszcze dłuuuga droga. 😉 Choć o wiele spokojniej wszystko przejeżdżam, jak nikt nie patrzy i nie ocenia. A jeszcze łatwiej, jak sobie włączę muzykę i pamiętam o chwaleniu konia. Przy trenerze to jeszcze jakoś się nie spinam, ale wystarczy ktoś dodatkowy i już się irytuję, jak coś się sypie… Niemniej jak nie zapomnę, że przecież nigdzie nam się nie spieszy, to i tak jest poprawa względem tego, co było kiedyś. 😉

      2. Paulina

        absolutnie się zgadzam 😉 jeździectwo to praca nad sobą, pokonywanie barier, co zresztą procentuje na innych płaszczyznach 😉 pozdrawiam i życzę nieskończonej inspiracji do pracy 😉

        P.S. tak mało jest merytorycznych i ciekawych blogów na tematy około-dresażowe, przyznaję Ci moją prywatną nagrodę Pulitzera za lekkie pióro oraz fantastyczne zdjęcia !

        1. quanta

          Dzięki za wyrazy uznania, to zaiste motywuje do tego, żeby tu systematycznie zaglądać i pisać :)

  4. Aleksandra

    Fajnie opisałaś pracę z 4 i 5 latkiem, a co takiego polecasz dla 3 latka?

    1. quanta

      Z trzylatkami dużo postaw, wychowawczej pracy z ziemi, wsiadanie trzy razy w tygodniu na 20-30 minutowe jazdy. Nie jestem za tym, żeby taki koń miał pełne bezrobocie, bo systematyczna praca bardzo rozwija i kształtuje młodziaka, dając mu potem lepsze podstawy dla późniejszego treningu (a trzylatek przecież intensywnie rośnie i przebudowuje się, warto to mądrze wykorzystać). Jeśli konia zajeżdżamy w wieku 3 lat, to przecież nie oznacza to automatycznie, że musimy zacząć go cisnąć, intensywnie eksploatować i przeciążać.

  5. gllosia

    A jak korygujesz złe zachowania koni kiedy np. właśnie grzebią nogą albo się wiercą, ciągną, szarpią, wyrywają itp.? Mam wrażenie, że konie pod tym względem są mega upierdliwe i mało karne i mimo konsekwencji w zwracaniu uwagi – robią swoje. Niby można podnieść głos, szarpnąć za uwiąz, gdzieś szturchnąć i to daje efekt, ale bardzo często chwilowy, a jak nauczyć konia dobrego wychowania na dłuższą metę? Może błędem gdy się wychowuje konia, a on nadal swoje, jest za dużo karania, a za mało albo nawet wcale nagrody? Czy może gdzieś indziej popełniam błąd? Też kompletnie nie wiem co zrobić w sytuacji gdy zawijam konia na noc w boksie i ten zaczyna łazić, a np. jestem w połowie owijania.. Łażę w tedy za koniem trzymając cały czas koniec owijki, nonsens. Na podniesienie głosu w takiej sytuacji nie reaguje żaden, a nic innego właściwie zrobić nie mogę, bo koń może zareagować chaotycznie i postawiałabym w niebezpiecznej sytuacji albo siebie albo konia :/

    1. quanta

      Tylko cierpliwość i konsekwencja, innej broni na niesforność koni nie mamy 😉 Młode konie są jak czysta karta, one zupełnie nie wiedzą, co należy, a co nie, można im szybko wdrukować pożądane zachowania. Dużo gorzej jest z końmi, które mają już utarte nawyki. Zombie jest bardzo niecierpliwy, a podczas swojego pobytu w Niemczech nauczył się grzebania nogą. W stajni luzacy przygotowywali konia, ubierali go w siodło i owijki, po czym zwierz czekał w stanowisku, aż zawodnik skończy aktualny trening i zgarnie go do roboty. Zombie się piekielnie nudził i dla zabicia czasu grzebał nogą. Grzebał to może mało powiedziane, bo wyrzucał swoją przednią mackę z furią poziomo do przodu, machał nią, uderzał z łoskotem w ziemię. Nikt mu nie zwracał uwagi, bo zawodnik siedział na koniu, a luzacy zajmowali się kolejnymi końmi. Kiedy 5,5-letniego Zombiego przywiozłam do Polski, osiodłanie go graniczyło z cudem, założenie owijek czy ochraniaczy było naprawdę średnio możliwe, za to można było oberwać naprawdę solidnego kopa przodem przy okazji wątrobianych wymachów :/ Konsekwentne „nie!”, szarpnięcie za uwiąz, pochwała, kiedy cztery nogi stoją na ziemi. Najgorzej było z zawijaniem i zakładaniem ochraniaczy: schylam się przy koniu, koń zaczyna grzebać, ostrzegam go głosem, nie mam reakcji, wstaję i wyciągam rękę do uwiązu – koń już przewiduje, z czym się to wiąże, więc odstawia nogę na ziemię. Klepię, chwalę, schylam się znowu. Koń grzebie. Powtarzam całą operację… Tak dwa, trzy, pięć, czasem dziesięć razy… I nikt mi nie powie, że praca z koniem to nie jest praca nad własnym charakterem i szlifowanie samokontroli na lśniący czystością diament 😉
      Bardzo się przydaje w takich sytuacjach pomocnik, bo liczy się zawsze szybkość reakcji i konsekwencja powtarzania. Nie może być tak, że za którymś razem to my odpuszczamy. Koń musi zrezygnować pierwszy.

  6. Klaudia

    Piękna notka. Przyjemnie czyta się takie wpisy a jeszcze przyjemniej ogląda rozwój Twoich koni :). Myślałaś kiedyś o napisaniu książki? :)
    Jeśli mogę dołączyć się do listy pytań odnoszących się do Twoich doświadczeń, chętnie dowiedziałabym się w jaki sposób wprowadzasz młodziakom lotne zmiany w galopie, żeby były dla nich lekkie i łatwe do wykonania. Nie pracuję z żadnym młodym koniem, ale pomyślałam, że takie bez presji ćwiczenie byłoby też fajne dla starszego konia, wracającego do pracy.

    1. quanta

      Jak już mam ogarnięty na pomocach galop, zaczynam jeździć krótkie przekątne i przed dojechaniem do ściany przestawiam pomoce (nos konia do wewnątrz, dosiad jeźdźca jak do zagalopowania na nową nogę) i czekam na odpowiedź konia. Jeśli jej nie ma, postukuję bacikiem, to z reguły wystarcza, żeby koń przerzucił nogi czy bryknął, czyli możemy uzyskać reakcję nadającą się do pochwalenia. Niektórym koniom łatwiej jest „przerzucić nogi” na ósemce, jeśli np. przekątna je nakręca i uzyskujemy turbodopalony galop. Takie zabawowe lotne robię sobie 4-8 razy na treningu, bez nastawiania się na szczególną pracę nad tym elementem, boże broń karania za spóźnienie zadu itd. Inteligentne łapią w tydzień, normalne 😉 do miesiąca, Zombie (liga specjalna) męczył się z policzeniem i przypilnowaniem własnych nóg znacznie dłużej, ale teraz robi już zmiany w seriach i potrafi nawet 2-3 razy zrobić zmiany co tempo.

      1. Klaudia

        Dziękuję za odpowiedź :). Rozumiem, że nagradzasz na początku również jak koń przerzuci tylko przód, czyli jakąkolwiek reakcję ze strony konia?

  7. Grzesiek

    Pięknie na Was patrzeć, widać że jesteście razem blisko i stanowicie jedność. Dodatkowo dosyć ciekawie opisujesz swoje przeżycia.

  8. Jadzia

    Od niedawna pracujęz młodziakiem trzyletni bobas w dużym ciele :-) i wszystko byłoby ok ale od pewnego czasu pojawił się problem ….koniś wyciąga w kłusie głowę do ziemii na szczęście jeszcze nie udało mu się mnie przeciągnąć do przodu przez łepek ale nie ukrywam sprawia to problemy podczas jazdy. Czy to normalne??? Jak go tego oduczyć gdzieś popełniłam błąd????

  9. Anka

    Hejka mam 13 letnią klacz konik do rany przyłóż charakter super zdrowotnych problemów odpukać narazie też nie ma koń bardzo do przodu biegała wyścigi 6 lat w sulkach problemem jest jej prędkość kobyłka nie umi galopować spokojnie na ujeżdżalni z kłusem spokojniejszym już troche lepiej ale jak się człowiek zapomni i da mocniejszą łydę to koniowi jakby petarde w tyłek wsadził od razu próbuje iść kłusem wyścigowym no i tu zaczyna sìę problem bo ujeżdżalnia robi się mała i koń nie mieści się w zakrętach czy kiedykolwiek uda mi się ją przestawić na tryb szkółkowy …rekreacyjny.

    1. quanta

      Hejka to raczej normalne że koń robi to co go nauczono cał życie i ni umi inaczej…

      Język polski wygląda znacznie lepiej, kiedy go używamy poprawnie i w mowie i w piśmie.

  10. Agata

    A masz moze pomysl ,na mlodego prawie 4 latka ktory w klusie zapomina o kulturze i zaczyna sie wojna. Kon walczy probuje swoich sil a ma tego sporo (konik 800 kg).Robimy duzo przejsc step ,klus ,zatrzymania itd zaczynamy od paru krokow bo tylko w na krotkich odcinkach mam szanse utrzymac go w ryzach .Z ziemi i w stepie jest ok choc jest to kon silny i dominujacy.Chodzi w siodle od ok 3 mc

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *