«

»

kwi 04

Poszukiwany/poszukiwana – źrebak do ujeżdżenia, część I

Było obiecane o kryteriach wybierania źrebięcia do ujeżdżenia, a obietnicom staje się zadość 😉
Przypomnę wcześniejszy, mam nadzieję ciekawy wpis o tym, co zmienia się u rosnącego źrebięcia, a co pozostanie stałe przez całego jego życie:
http://quantanamera.com/kon-jaki-jest-co-sie-zmieni-a-co-sie-nie-zmieni-u-zrebiecia/

Czy jednak warto kupować końskiego malucha? I co z niego wyrośnie?
co_wyrosnie

Zacznę od tego, że jakkolwiek plan zakupu źrebięcia brzmi uroczo, to tak naprawdę on ma tylko jedną (a i wcale nie na 100% pewną) zaletę, poza którą jest obarczony już wyłącznie szeregiem poważnych wad. W teorii cieszymy sobie spokojnie oko małym konikiem brykającym po trawie przy słonecznej pogodzie, aż któregoś pięknego dnia zdejmujemy z łąki zapierającego dech w piersiach czempiona, ale niestety cóż – proza życia tak nie wygląda. Trzy największe niedogodności to:

1. Czas. Po pierwsze, źrebak będzie rósł bardzo, bardzo długo. Miną trzy lata, zanim w ogóle będzie go można spróbować osiodłać. Kolejny rok, zanim można mówić o jakimkolwiek jeździectwie (trzylatek nie pracuje! Trzylatek się tylko bawi z człowiekiem). Dopiero 5-latek przyniesie nam pierwsze bardziej satysfakcjonujące doznania treningowe, ale jeśli mam być szczera, to sama konie sześcioletnie uważam za niedojrzałe młodziaki. One dopiero wtedy uczą się solidnej ujeżdżeniowej siły (zebrania), a i głowy mają jeszcze mocno zielone. Również dopiero 5-6-letni koń pokaże nam, do jakiej pracy się będzie nadawał (od strony fizycznej, ale i również psychicznej). Ze źrebięciem mamy aż 6 lat czekania do tego wczesnego etapu. To bardzo dużo. Gdybyśmy chociaż połowę tego czasu solidnie przejeździli z trenerem, to mamy szansę sami stać się z niedoświadczonego całkiem świadomym jeźdźcem. Jeśli jednak 6 lat przesiedzimy na kanapie czekając na źrebaka, to ten czas z punktu widzenia naszego jeździectwa będzie zupełnie jałowy / stracony. Zakup źrebaka polecam zatem wyłącznie osobom, które mają innego, dorosłego konia, na którym mogą w trakcie odchowu źrebięcia jeździć. Ewentualnie może być to jeszcze plan do realizacji dla tych, których koleje losu najbliższe 3-4 lata zwiążą z rodziną / pracą czy innymi priorytetami, co sprawi, że i tak jeździectwo trzeba odsunąć na dalszy plan.
Jeśli jednak masz czas tu i teraz – nawet nie myśl o źrebaku.

Pół roku – dwa lata – trzy lata. Gniady rośnie, ale nadal jest surowy. Swoją drogą akurat ten koń okazał się być niebywale trudny nie tylko do zajeżdżenia:
tuschinsky_1 tuschinsky_2 tuschinsky_3

2. Zakup kota w worku. Kiedy kupujemy źrebaka, to kupujemy tak naprawdę konia, którego zupełnie nie znamy. Jego charakter będzie się dopiero kształtował. Nie wiemy, jaki osadek będzie miał temperament jako dorosły zwierzak, a dobór jego cech charakteru dla naszych indywidualnych potrzeb i preferencji jest kluczowy dla możliwości stworzenia z koniem zgranej pary. Jakiś miesiąc temu oglądałam na hali u hodowcy trzy wypuszczone luzem dwulatki. Pierwszy z nich przespacerował się stępem, powąchał taczkę z kupami i żeby go namówić do zakłusowania, trzeba go było zdrowo obudzić batem, z którego zresztą niewiele sobie robił. Drugi wparował na hale w baranach i dopiero po solidnym wygalopowaniu się przeszedł do kłusa, cały czas powiewając ogonem i furcząc nosem. Trzeci pokazał „wielkie oko”, przeżywał przeszkody i kawaletki, omijając je wielkim łukiem i mimo że pozornie sprawiał wrażenie bardziej wyluzowanego niż numer dwa, to jednak u niego było widać duży problem z napięciem. Trzy konie, urodzone i wychowujące się w tym samym miejscu, w takich samych warunkach, a każdy już na wstępie jest tak bardzo inny. Nie wiemy, jak one będą zachowywały się później w pracy. Na razie jest to całkowita zagadka. Może i ten najbardziej leniwy zostanie rzetelnym wyrobnikiem, elektryk sfiksuje, a z kolei patrzący na wszystko spiętaszek wrzuci na luz. Tyle, że ten scenariusz może być kompletnie odmienny, praktycznie dowolny. Dzikie i szalone źrebię może stać się mądrym i łagodnym koniem, a delikatne i łagodne – szalonym i niezbyt bezpiecznym. Nasz przyszły, wymarzony czempion może okazać się być obibokiem, leserem, albo po prostu bardzo mało pojętnym uczniem…
Nie wspominając już o tym, że oczywiście kompletną niewiadomą jest końskie zdrowie. Możemy naszego malucha odchowywać w perfekcyjnych warunkach, a mimo to okaże się, że ma on w stawach czipy (na szczęście do wyjęcia), jest wnętrem (co tez można „naprawić”), ma kissing spines (nie do ruszenia), albo wadę serca…

3. Kasa, kasa, kasa (studnia bez dna). Trzy lata utrzymania młodego obiboka niosą ze sobą naprawdę spore wydatki, szczególnie jeśli nie dysponujemy własną stajnią. Naszego malucha będzie musiał regularnie odwiedzać kowal, niekiedy weterynarz (i będzie dobrze, jeśli celem wizyty okażą się wyłącznie szczepienia), dobrze byłoby również kupować pasze, a przynajmniej odpowiednio zbilansowane witaminy. Doliczmy w takim razie co najmniej kilkanaście tysięcy złotych do umieszczenia w skarbonce z naklejką „duży konik”. Czy to się robi opłacalne?

No to po co nam tyle zachodu? W końcu miał tu być jakiś plus? Gdzie ta obiecana wyżej zaleta zakupu końskiego niemowlaka?
Jeśli będziemy mieli szczęście, to nasz starannie wybrany źrebak wyrośnie na konia, na którego nie moglibyśmy sobie pozwolić w jego dorosłym wieku. Albo kosztowałby bardzo dużo pieniędzy, albo zwyczajnie nie byłby na sprzedaż 😉
Ale to naprawdę jest loteria!

Popatrzcie na tego brzdąca. Nie można powiedzieć, żeby zapierał dech w piersiach. Jest drobniutki i chociaż ma naturalnie szybki zad, to przednie nogi wydają się być zupełnie przeciętne, poprawne. Galop jest dość horyzontalny, a w kłusie przydało by się choć trochę  „wrodzonego” odbicia. Ot ładny, miły źrebaczek:

Ten sam maluch trzy lata później. Muszę przyznać, że szalenie mi się ten koń podoba. Chociaż nie wyrósł bardzo duży, jest niesamowicie proporcjonalny, z przepiękną szyją i głową. Fantastyczny zad, swobodna i otwarta łopatka, galop z wyraźnym uphillem,  łatwość odbicia i zawieszenia w kłusie, niezwykła elastyczność całego ciała plus niesamowita jezdność. Praca z tym koniem musi być naprawdę ogromną przyjemnością:

No dobrze, akceptujemy ryzyko. W takim razie wybieramy ujeżdżeniowego czempiona.
To oczywiście nigdy nie będzie proste 😉 Po pierwsze, musimy dobrze trafić w czas tego wybierania. Stare przysłowie mówi, że młodego konia można oceniać, kiedy ma on trzy dni, trzy miesiące lub trzy lata. Moja zaprzyjaźniona hodowczyni koni deklaruje, że po odsadzeniu nawet nie próbuje przechodzić koło padoków dla młodzików, żeby nie dostać ciężkiej depresji. Ma wrażenie, że oto rosną u niej same kuriozalne pokraki 😉  – które dopiero w trzecim roku życia, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, niepostrzeżenie zamieniają się w piękne konie.
Zresztą, żeby było ciekawiej, oto przykład z życia. Pierwsze zdjęcie po lewej, to młodziutki maluch po Fürst Romancier przy mamie. Całkiem eleganckie źrebiątko. Na drugim zdjęciu ten sam koń jako dwulatek. Hmm… No cóż, niezła z niego paskuda. Spory brzuch, prosta i raczej cienka szyja, niezbyt urodziwa głowa z małym okiem. Można by się założyć, że zapowiada się z tego konia konkretny brzydal. I kto by się założył, ten by sporo stracił 😉 Po prawej, ostatnie zdjęcie to ten sam koń jako 4-latek. Krótko mówiąc: WOW!
furst_romancier1 furst_romancier2yo furst_romancier4
Dobrze byłoby móc oglądać źrebię albo w okolicach jego 3-go miesiąca życia, albo najpóźniej między trzecim miesiącem, a odsadzeniem. Starsze będzie na tyle intensywnie zmieniało proporcje, że obiektywna ocena może nam się nie udać.

Najważniejsze cechy dla źrebięcia z prospektem na ujeżdżenie

Ale, ale! Konie dziwnym trafem nie chcą rodzić się wyłącznie idealne, jak na zamówienie. Wybitny koń to rzadkość i wyhodowanie egzemplarza „wszystkomającego” to nie lada sztuka. Wątpliwym jest, aby udało nam się wypatrzeć końskiego dzieciaka, który pod każdym względem jest najlepszy. O ile jednak czasem trzeba zadowolić się hasłem „poprawny”, zamiast „wybitny”, to sama patrząc na źrebięta do ujeżdżenia kieruję się kryteriami, jak poniżej:

– uphill w budowie. I tu na dzień dobry mamy pierwszą zagwozdkę: przecież nasz oceniany maluch nie bardzo ma zaznaczony kłąb, za to może być wyraźnie przebudowany – przy takiej budowie o jakim w ogóle uphillu można zatem mówić?… Szukajmy więc tego „pod górkę” bardziej w całokształcie ruchu, niż póki co w proporcjach zad/kłąb. Jeśli źrebię rusza i ma od razu na starcie otwartą, luźną i swobodną łopatkę, tylne nogi pcha pod siebie, nie na boki, a w ruchu nawet mimo przebudowania wygląda na wyższe kłębem – to za taki obrazek stawiamy zwierzakowi plusa. Jeśli zadnie nogi stawiane są blisko siebie, a nie wiosłują na boki – kolejny plus. Jeśli potrafi nosić szyję wysoko, a nie wyłącznie horyzontalnie, zachowując przy tym swobodę – to też jest plusik. Jeśli szyja malucha wyrasta ładnym łukiem z kłębu, bez tzw. wcięcia siekiery – kolejny plusik. Jeśli górna linia (szyja i grzbiet) jest ładnie ukształtowana i długa, a dolna linia (spód szyi, kontur brzucha) – krótsza, to i tu plus. Im więcej plusów, tym lepsza nasza ocena.

– dobre łączenie głowy z szyją. Wyraźnie zaznaczona potylica, wąskie podgardle, zapas miejsca przy dole zażuchwowym (pomiędzy ganaszem, a zlokalizowanymi blisko twardymi krawędziami kostnymi) –  to wszystko da nam konia przepuszczalnego na kontakcie, który będzie miał łatwość rozluźnienia szyi, a dzięki temu również boków i grzbietu. Nasz przyszły ujeżdżeniowy talent musi się dobrze i swobodnie czuć na kontakcie, aby chciał i umiał pracować bez spięcia i usztywnienia. Wystarczy spojrzeć na jednego z topowych reproduktorów (ogier Fürstenball, Fürst Heinrich – Donnerhall), aby wiedzieć, jaka idealna budowa jest nam potrzebna:
dolz
– dobrze skątowany zad, w tym przede wszystkim ukośnie układająca się do przodu kość udowa (to ta kość, która łączy kolano ze stawem biodrowym i miednicą). Zad to silnik u konia – w nim kryje się napęd i moc do pracy. Kość udowa, która nie jest wyraźnie skierowana do przodu, tylko sobie lekko zwisa w dół (i zamiast ukośnej wydaje się być pionowa), najczęściej wiąże się z małym zadem i prostymi tylnymi kończynami. Taki zad będzie za słaby, aby udźwignąć w przyszłości niosącego się na nim konia, a także będzie miał mocno ograniczony ruch kończyny tylnej pod kłodę. Przepięknie kątowany zad do podziwiania – poniżej:
femur
– rozwiniętą muskulaturę. Wbrew pozorom warto na to również patrzeć u źrebięcia, bo będzie to dla nas w przyszłości znacznym ułatwieniem. Źrebię nie może mieć „pustego” pozbawionego mięśni grzbietu, części lędźwiowej oraz zadu. Na zadzie patrzymy na mięśnie tworzące „portki” – góra zadu jest z reguły u sysaków przyzwoicie nabudowana. Dobrze wykształcona muskulatura oznacza łatwość jej budowania, mięśnie są silne i wydajne. Dodatkowo, źrebię które ma mięśnie musi ich używać, co oznacza, że chętnie biega i bawi się, jest zwierzęciem powietrza i ruchu, a nie spędza swój czas głównie na staniu lub spaniu. W tej kwestii będzie jednak trzeba być umiejętnym obserwatorem – rzadko które źrebię wygląda jak atleta w treningu, a mocne mięśnie mogą rozwinąć się dopiero w póxniejszym etapie u niejednego sucharka 😉

– długie nogi. Źrebaki od razu kojarzą nam się z patykowatymi, długachnymi odnóżami. Jak to już to zostało wzmiankowane w poprzednim wpisie o budowie źrebiąt, końskie maluchy rosną znacznie więcej wzdłuż, niż wzwyż. Ich kończyny wydłużą się w niewielkim tylko stopniu. Nasza przyszła top-maszyna powinna mieć odnóża do samego nieba 😉 Biada, jeśli źrebię sprawia wrażenie krótkonożnego, bo to rokuje w przyszłości na wierzchowca o proporcjach jamnika. Zobaczcie, jak bardzo – mimo ogromnej różnicy wysokości w kłębie – źrebię ma zbliżoną długość nóg do dorosłego konia (na fotce mały Doki ze swoją mamą) – zielone strzałki są tej samej długości!
noga2
– trzy poprawne chody. Rytmiczny i czterotaktowy stęp, sprężysty kłus z wyraźnym odbiciem (nie zawiesisty! Taki kłus będzie powolny, „pasażowaty” i bardzo problematyczny w pracy) oraz trzytaktowy galop z wyraźną fazą lotu (niestety galop jest o tyle trudno ocenić, że prawie wszystkie źrebięta i młode konie nie galopują, tylko skaczą ze spiętym grzbietem na prostych kończynach). Optymalnym byłoby, aby źrebię równie chętnie poruszało się we wszystkich trzech chodach, ale niestety wiele młodzików wybiera galop, zamiast bardziej wymagającego kłusa. Umiejętność trzymania kłusa bez podgalopowywania to olbrzymi plus, jednak miałabym się bardzo na baczności z wyborem źrebięcia, które nie chce zagalopować czy galopować. Może być to oznaką poważnych problemów w przyszłości z tym chodem. Kłus zawsze da się zrobić.

– oblicze z wyrazem – chociaż głowa źrebięcia zmieni się całkowicie i mocno nieprzewidywalnie do czasów jego dorosłości (zgrabne główki potrafią wyrosnąć w niezłe saganki, pofałdowany profil może się wyprostować, wypukłe czoło – spłaszczyć, zgrabny pyszczek przerosnąć w grube i mięsiste wargi, a toporny łeb ukształtować się w przepiękne końskie oblicze) to jednak bardzo lubię, kiedy koń od początku ma „to coś” w swojej twarzy. Wypisany charakter, bystre i sympatyczne spojrzenie. Oko jest ważne. Koń powinien przez nie… umieć patrzyć. Jest mnóstwo koni, które rzucają spojrzeniem jak kameleon, co kilka sekund przerzucając wzrok w inne miejsce przestrzeni i nie zaszczycając jej żadną swoją myślą. Są takie, które mają maślany, cielęcy wzrok i sprawiają wrażenie, jakby nie widziały już nic dalej niż 15 cm przed swoim pyskiem. Lubię, kiedy koń potrafi obserwować otoczenie. Nie – gapić się z wytrzeszczoną gałką wypadającą prawie z orbity ze strachu – ale przyglądać się z zainteresowaniem i sympatią temu, co się wokół dzieje. Takie konie skupiają wzrok na ludziach i przedmiotach na dłużej. Takie spojrzenie powinno nam znamionować umiejętność skupienia oraz inteligencję, dwie bezcenne cechy potrzebne na przyszłość do pracy.

Cóż, jako roczniak Hendriks nie grzeszył szczególną urodą lica 😉 Czy ja coś pisałam, że lubię konie z wyrazistym wrokiem? 😆
brzydal1brzydal2
– dobra historia rodzinna. Czy nasz upatrzony maluch ma jakieś rodzeństwo? Jak ono wygląda, jak pracuje, czy wykazuje się dobrym charakterem? Czy startuje (jeśli tak, z jakimi wynikami?) czy przeciwnie, słuch o koniach z tej samej matki zaginął? Warto poświęcić trochę czasu, przekopując się przez internetowe bazy danych. W przypadku niemieckich koni ogrom informacji znajdziemy na www.rimondo.com (niestety ta baza jest płatna, ale dostarcza nie tylko zdjęć, lecz również aktualizowanych na bieżąco wyników z zawodów, filmów z przejazdów czy przeglądów hodowlanych – prawdziwa kopalnia wiedzy!). Polskie konie możemy postalkować 😉 na www.bazakoni.pl oraz www.pbwj.pl.
Na przykład starszy półbrat Uszego dopiero co zgarnął w Stanach nagrodę dla najbardziej utytułowanego westfalskiego konia:
duzy_uszy

Ale choć byśmy nie wiem jak doskonale szukali, mieli ogromny zasób wiedzy i tak zwane oko do koni, w tym wszystkim potrzebny nam jeszcze łut szczęścia. Kto wie, może właśnie szczęście to jest wszystko, na czym można się opierać?

Następnym razem o tym, jakie cechy dyskwalifikują źrebaka do ujeżdżenia, a jakie są totalną ruletką, ale jeszcze mamy szansę się z nich wykaraskać, jeśli nasz źrebak zdecyduje się poprawnie wyrosnąć 😉

11 comments

Skip to comment form

  1. Rozalia

    Bardzo mnie ciekawi jak oceniasz konie, które zakupiłaś już za źrebaka? Czy możesz powiedzieć, że zdecydowana większość to był strzał w dziesiątkę? Bo skoro wciąż kupujesz – to uważasz, że warto jak rozumiem :)

    1. quanta

      Źrebakiem kupowałam do tej pory tylko Hendriksa. I Uszy, ale czy to będzie dobry zakup, to przekonam się dopiero za 5-6 lat 😉 Parę maluchów miałam okazję wybierać z moimi znajomymi. Teraz te konie to 5-6-7-latki, a miałam możliwość śledzić ich kariery i ocenić, jak się rozwinęły.
      Hendriks jest moim najlepszym koniem, wliczając wszystkie, które do tej pory posiadałam, albo jeździłam. Udał się nie najgorzej :)
      A cała reszta zwierzaków kupiona 2-3-latkami, więc nie do końca to były źrebaki. Było trochę łatwiej 😉

  2. Vissenna

    Ja jeszcze dodałabym od siebie swobodę otwierania łopatek, zwłaszcza w stępie. I jakość pracy grzbietu w stępie. To też może dużo pomóc w ocenie jakości ruchu w przyszłości :)

  3. gllosia

    E tam, jakie 3 lata do pierwszego siodłania. W Belgii, Holandii dla 3 latków są już zawody ujeżdżeniowe 😉 I w dodatku sędziowie potrafią uznać, że dany koń jest za mało ZEBRANY! W stajni stoję z hodowcami ujeżdżeniowych koni, właśnie oczekują pierwszego żrebięcia tego roku. Źrebak się jeszcze nie narodził, a chętnych jest już nie mało! Będą mjusieli chyba zorganizować aukcję :kto da więcej, kto da więcęj!”, by wyłonić kupca 😉 Ale co w tym dziwnego, skoro są tacy co kilkadziesiąt tys. euro potrafią przeznaczyć na embrion, z którego w ogóle nie wiadomo czy cokolwiek będzie..

  4. Koparka

    Oprócz tego, że oczywiście chylę czoła przed taką wiedzą (nie tylko w tym poście, oczywiście!) to ubóstwiam podejście do młodych koni – wszyscy powinni tak myśleć, ale niestety, nawet ostatnio miałam okazję trafić do stajni, w której jeździ jeden z dość znanych w Polsce zawodników w skokach: totalna porażka. Konie nawet nie w pełni czteroletnie chodzą pod siodłem albo super często, albo od święta i w obu tych przypadkach wymaga się od nich ustawienia, najczęściej wymuszanego przesadnie czarną wodzą. Jakby tego było mało, konie te oczywiście od razu muszą skakać parkury na treningach… Dlaczego, pytam się, dlaczego ludzie są w ogóle zdolni do takiego męczenia zwierząt? Ok, pytanie retoryczne, w każdym razie dziękuję, Quanta, że dajesz taki dobry przykład – choć mówisz, że nie jesteś top ujeżdżeniowcem, dla mnie jesteś wielką idolką a ten blog to najlepsza rzecz w internecie! Pozdrawiam

    1. gllosia

      Jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze.. Szybko zrobiony koń, szybsza szansa na pokazanie go i na sprzedaż.. Jeśli w temacie skoków jesteśmy, jeśli ktoś ma aspiracje na mistrzostwa świata młodych koni w Lanaken (a to zawsze idealne miejsce na pokazanie i sprzedanie młodego konia za spore pieniądze) to 5 latek musi już skakać 130cm na międzynarodowej arenie przez 3 dni. Myślę, że wiadomo co to oznacza dla młodego konia i jaką pracę musi wykonać taki koń jako 3 i 4latek..

    2. quanta

      Koparka, myślę, że zawodnicy nie mają ochoty męczyć koni i gdyby zależał od nich wybór, to brali by do realnej pracy 5, 6-latki. Konie przychodzą od hodowców, klientów i przeważnie mają się sprzedać. Jeśli policzymy utrzymanie konia w treningu sportowym na koszt 2000 zł miesięcznie, to różnica ceny między 3-latkiem, a 6-latkiem robi ponad 70 tysięcy złotych. Plus koszt wychowania konia, plus zarobek dla hodowcy… Stąd pośpiech. Kupujący przeważnie chcą konia dobrego, zdrowego i do tego taniego (o tym właśnie wrzuciłam wpis). Znam miejsca, gdzie konie dostają dużo czasu i są szkolone bardzo dobrze – ale to się mocno odbija na cenę.
      Natomiast jeśli się robi konia dla siebie, to wiadomo, jest to i tak skarbonka bez dna – wtedy się można nie spieszyć 😉

  5. draska

    Pytanie odnośnie żywienia źrebaczków od 1 miesiąca życia po 3 latka: jakieś dobre sprawdzone pasze, które polecasz?

    1. quanta

      Uszy i Doki jedzą siano, owies, granulat Hilighta i szczyptę Eggersmanna Horse Vital:
      https://animalia.pl/hilight-stud-cubes-20kg/szczegoly/38937/
      https://animalia.pl/sklep/?q=horse+vital

      Swoją drogą ten Horse Vital jest super wydajny, wiaderko 4kg wystarczy dla jednego źrebaka na 5 miesięcy podawania (koszt 68 zł), a worek 10kg to zapas na rok, wychodzi 14 zł miesięcznie na uzupełnienie diety w witaminy i składniki mineralne.

  6. Sylwia

    Moje bobo ma już miesiąc. Nie mogę się doczekać kolejnej wizyty u mojego bobo <3

  7. Kinga

    Wszystko się tak fajnie czyta lecz aby zastosować w praktyce trzeba mieć wprawne oko i setki już obejrzanych wierzchowców 😀 Wpis oczywiście mega z mojej ulubionej serii 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *