«

»

mar 29

Piramida ujeżdżeniowa… treningu jeźdźca

Wykres z piramidą ujeżdżeniową szkolenia konia znają chyba wszyscy (chociaż tak po prawdzie mówiąc, akurat schemat piramidy w treningu konia to wyjątkowo nieszczęśliwa wizualizacja. Etapy i elementy treningu idealnie było by ukazywać jako… puzzle, a nie piramidę, gdzie kolejne kroki niejako wynikają tylko z jednego z poprzednich).

A gdyby tak pomyśleć o naryzowaniu piramidy (akurat w tym wypadku bez problemu się da) ujeżdżeniowego szkolenia jeźdźca?

piramida

Krok 1: Kiedy zaczynamy uczyć się jazdy konnej, podstawowym problemem jest jak się na takim zwierzaku utrzymać 😉 Kłus wybija, galop w ogóle przypomina jazdę na byku na rodeo, w sumie nawet i w stępie koń podejrzanie dużo się rusza 😉 Na tym etapie nie do przecenienia są dwie rzeczy. Jazdy na lonży oraz doświadczony, bezpieczny i pewny koń. Brak instruktora lub innego szkoleniowca tudzież koń, który nie jest wyszkolony i jeździec boi się mu zaufać, ten etap nauki bardzo znacznie przedłużą, a w najgorszym wypadku uniemożliwią nawet pójście dalej.

Krok 2: Z czasem, przy systematycznej pracy równowaga jeźdźca w trzech chodach przychodzi intuicyjnie. Uczy się on siedzieć na tyle pewnie, aby móc nie przeszkadzać koniowi. Jednak poza tym, że nasz adept jeździectwa nie spada, daleko mu jeszcze do uprawiania świadomej, dobrej jazdy konnej. Jeździec na tym poziomie pasażeruje, jest bierny, nie przeszkadza, ale i zupełnie nie pomaga koniowi, ma również bardzo mierny wpływ na jakość chodów (chociaż, jeśli uzględnimy zachęcenie konia do słabego czy niechlujnego ruchu, to w sumie taki jeździec ma wpływ całkiem znaczny) i nie umie egzekwować od konia żadnej konkretnej pracy.

Krok 3: W kolejnym etapie jeździec zaczyna myśleć o tym, co chciałby zrobić (i niestety przeważnie mniej o tym, jak naprawdę to zrobić). I to jest ten moment, kiedy zaczynają się prawdziwe schody i wiele, wiele osób rezygnuje z jeździectwa. Jak to: mam jechać więcej łydką? Przecież łydka cisnę już tak, że za chwilę wyzionę ducha. Półparady? No robię te całe półparady, a to nic nie daje, a koń się mnie w ogóle nie słucha. Poza tym ciągnie, albo ucieka, albo nie można go rozruszać… Jak to się dzieje, że ci wszyscy dobrzy jeźdźcy wyglądają na koniu tak, jakby nic nie musieli robić? Nigdy się tego nie nauczę…
I w tym momencie znów bezcenna jest pomoc szkoleniowca z ziemi. Osoby, która pokaże, jak robić mniej, ale za to skutecznie – a nie bardzo dużo i z zerowymi efektami. Jeśli mamy jakieś działanie – to musimy mieć i efekt, przy czym w tym momencie chodzi nam o samą reakcje u konia, a nie jakość tejże reakcji. Para musi się nauczyć współpracy i zrozumieć, na czym ona ma w ogóle polegać. To jest pierwszy kroczek w drodze do skutecznych pomocy.

Krok 4: Przychodzi taki moment, kiedy jeździec z zaskoczeniem odkrywa, że to co robi na koniu staje się skuteczne, a stawiane przez niego zadania koń po prostu wykonuje. Jak się okazuje, można wpływać swoim ciałem i równowagą nie tylko na rodzaj chodu, w jakim koń się porusza, ale jakość chodu, rytm, takt, tempo, kontrolować potrzebne zgięcie, impuls, ekspresję – słowem wszystko. Wykonywanie elementów staje się nie tylko celem samym w sobie, ale zaczyna przypominać grę na instrumencie, a praca z koniem – strojenie muzycznego sprzętu :) I to chyba równocześnie jest moment kolejnego ukłucia depresji jeździeckiej, kiedy równocześnie stajemy się świadomi, jak wiele jeszcze nie potrafimy i jak wiele się nam wymyka. Jest nieźle, ale przecież marzymy o tym, żeby było doskonale!

Krok 5: I wreszcie sam szczyt jeździeckiej piramidy: jeździec pracujący w pełnej harmonii z koniem. To właśnie ten mistrz jeździecki, który „nic nie robi”, ma niewidzialne pomoce, a z koniem zdaje się porozumiewać wręcz telepatycznie. Niektórzy lubią porównywać taką jeździecką doskonałość do centaura, ale mnie akurat taka analogia dosyć drażni: centaur ma jedną głowę, a koń i jeździec mają swoje dwie 😆 Nie chodzi przecież o to, żeby koń w pewnym momencie zniknął, poddał się bez woli, uczuć i życia, redukując się do roli automatu. Koń ma być partnerem, myślącym, czującym, chętnym, proponującym współpracę, nastawionym na tak – ale posiadającym prawo do własnych odczuć, pomysłów, różnego nastroju, lepszego czy gorszego dnia. Prawdziwy mistrze jeździecki w pełni akceptuje to, że jego koń czasem będzie ozdobiony skrzydłami pegaza, a czasem – rogami diabła 😉 Przecież raczej chodzi nam o zyskanie partnera do tańca, a nie bezgłowego korpusu, na którym moglibyśmy się przemieszczać…

Proces edukacji jeźdźca przez wszystkie stopnie piramidy zajmuje lata. Podobno, aby zostać ekspertem w jakiejś dziedzinie, należy jej poświęcić minimum 10 tysięcy godzin. Jeśli byśmy przełożyli to na jazdę konną godzinę dziennie, sześć dni w tygodniu, bez przerw, świąt, końskich kontuzji czy naszych wyjazdów na wakacje, to wychodzi… ponad 30 lat! 😈
To ja chyba mogę już nie zdążyć wdrapać się na sam szczyt 😉

A tak zupełnie poważnie – jedyne, czego potrzeba, do tego, żeby być dobrym jeźdźcem, to upór… i inteligencja. Szczególnie w przypadku ujeżdżenia – to nie jest sport dla mało rozgarniętych. Trzeba umieć myśleć, analizować, uczyć się, umieć szukać nowych dróg, jeśli te już obrane niespecjalnie działają. Ujeżdżenie to na szczęście sport, gdzie predyspozycje fizyczne jeźdźca – bycie wyższym, szybszym, silniejszym – automatycznie nie stawiają na z góry wygranej pozycji. Za to wyznaczenie sobie (realnego do osiągnięcia) celu i wiara w to, że jeśli nie dziś, to – jutro, pojutrze, za miesiąc czy za pół roku – się uda, potrafią zmienić nawet małego, szalonego konika i jeźdźca z wybitnym antytalentem z całkiem schludny obrazek 😉

Ten sam koń, ten same rajter i jakieś 3,5 roku różnicy:

IMG_3780 IMG_3941 IMG_3881IMG_3860

IMG_1624IMG_1693 IMG_1433 IMG_1176

9 comments

1 ping

Skip to comment form

  1. quanta

    Od razu napiszę, że jakiś miesiąc później po zrobieniu zdjęć widocznych na końcu wpisu dostałam mega depresji jeździeckiej, uznałam, że nic nie umiem, nic nie rozumiem, jeszcze mniej czuję, kompletnie nie ogarniam swojego ciała, a moje konie tylko się ze mną męczą, zamiast pracować pod kimś, pod którym by miały szansę na poprawny i rozwijający trening :roll: Depresja zaowocowała obejrzeniem kilku ładnych godzin ujeżdżeniowych filmów z moim TZ, zakupieniem kompletu krótkofalówek i rozpoczęciem żmudnego – przy wsparciu męża z ziemi – poprawiania mankamentów mojej jazdy, z którymi nie umiałam sobie poradzić sama. Minęło półtora roku i mogę tylko napisać, że guzik wiedziałam i umiałam w porównaniu do tego, co wiem i umiem teraz. I za kolejne półtora roku na pewno takie samo zdanie powtórzę 😆

    1. Katarzyna

      To tylko jak najlepiej swiadczy o Pani. W karate czarny pas…zmienia sie na powrot w bialy, co symbolizuje pewien cykl.
      Zmienia sie w bialy bo farbka z niego odpada :-) ale to tez taki symbol.

  2. Magda

    Quanta, pisałam to już milion razy- napiszę milion pierwszy: jesteś moim motywatorem. Patrząc na dobrych jeźdźców niby wiem, że upór, wytrwałość i bla bla bla. Ale jak obserwuje tak spektakularną przemianę na przestrzeni lat, jak widzę przez ile załamek taki rajter musi przejść, jak często nie ma gotowego rozwiązania tylko sam musi do niego dojść metodą prób i błędów, to uświadamiam sobie, że to, co teraz wydaje mi się nie do przeskoczenia po prostu wymaga stosownego przemyślenia i przepracowania. Wtedy traktuję to jako kolejny szczebel, który pomoże mi się wspiąć wyżej, a przestaje o tym myśleć jak o końcu drabiny ;).
    Długo zastanawiałam się, w którym punkcie tej piramidy umieściłabym siebie i waham się pomiędzy drugim, a trzecim (jednak ta druga opcja jest nader optymistyczna), ale co ciekawe perspektywa kolejnych stopni wcale mnie nie przytłacza. Jednak usystematyzowanie ogólnie znanej wiedzy, uporządkowanie jej, ułożenie w odpowiednich „szufladkach” dodaje niesamowitego powera! :)

  3. moon

    Potwierdzam – Pierwszy Jeździecki MOTYWATOR! :-)

  4. Dominika

    Z drugiej strony to jest właśnie piękne w jeździectwie. Nigdy nie możemy stwierdzić, że już wszystko umiemy :) Patrząc na Ciebie i Twoje konie jesteś jednym wielkim motywatorem. Jak się chce, to się da wszystko, tylko trzeba pracować. Zwłaszcza, że chyba przez dłuższy czas pracowałaś z końmi sama- nie miałaś profesjonalnej pomocy z dołu. Tym bardziej wielce Cię podziwiam i trzymam kciuki za dalszy rozwój i kolejne ciekawe wpisy 😉

  5. daria

    Ciekawa jestem w jaki sposób przedstawiłabyś piramidę ujeżdżeniową konia za pomocą puzzli, bardzo ciekawa sprawa.

    Gratuluję postępów, należą się ogromne brawa :)
    Kiedy przedstawisz nam młodego rudzielca? 😀

    1. quanta

      Pewnie całkiem niedługo, bo kolega dorósł, odpasł się, zaczął po malutku pracować, wygląda jak koń i zdezaktualizował swoją stajenną ksywkę 😉
      Puzzle też z pewnością narysuję, teraz zaczęłam pisać trochę o siodłach, kleszczu (zaliczyliśmy niemiłą przygodę), kwiatkach Skwarka, zjedzonych derkach i tylko czasu brak, żeby to wszystko przelać na cyfrowy papier i regularnie wrzucać. Ale w kwietniu planuję zamieszkać na trochę w stajni (zupełnie poważnie), więc może czas zaoszczędzony na dojazdach samochodem uda mi się poświęcić na bloga.

  6. Olga

    Znalazłam tą stronę przypadkowo, ale bardzo podobają mi się Twoje teksty i konie na zdjęciach :-). Może zajrzysz na mój blog? Jestem ciekawa Twojej opinii. Zapraszam.

  7. Malwina

    Wow! Zdjęcia mówią same za siebie: taka metamorfoza w 3,5 roku to prawdziwy wyczyn. Aż mi się wierzyć nie chce :). Trzymam kciuki za kolejne sukcesy (których napewno będzie aż w nadmiarze:))
    Pozdrawiam!

  1. Parę słów o siodłach ujeżdżeniowych » Quantanamera Blog

    […] i na siłę trzymających jeźdźca. Owszem, na pewnym etapie mogą być pomocne (np. patrz wpis o piramidzie ujeżdżeniowej dla jeźdźca), ale chcąc nauczyć się rzeczywiście dobrze jeździć trzeba całą pracę dosiadową zrobić […]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *