«

»

wrz 14

Piaf i pasaż / klinika w stajni Centurion

Piaf i pasaż to tak ogromny temat, że tylko tym dwóm elementom można by poświecić niejedną książkę. Tak jak piruety są momentem kulminacyjnym, jeśli chodzi o zebranie w galopie, tak piaf i pasaż są ekstremalnie wymagającymi pod kątem zebrania, podstawienia, siły i nośności na zadzie elementami wykonywanymi w kłusie. Pojawiają się dopiero w programach Grand Prix, ale ich naukę – szczególnie piafu – warto rozpocząć dużo wcześniej.

Jeżdżę w tej chwili jednego wyśmienicie już piafującego 13-latka, trochę piafuję z Suchym, a dopiero co uczestniczyłam w szkoleniu dotyczącym nauki piafowania, zatem spróbuję pokrótce parę słów opowiedzieć o tym zagadnieniu.

IMG_0994

Piaf jest kumulacją energii. Jego wykonywanie pod siodłem, w trakcie programu przypomina w pełni kontrolowany wybuch tej energii. Piaf to szczytowe zebranie, równowaga, uniesienie i lekkość przodu. Wymaga szczególnie przepuszczalnych i elastycznych pleców, a dodatkowo także odpowiedniego temperamentu konia – dla piafu absolutnie musi być prąd! – dlatego jego zrobienie pod siodłem wraz z przejściami jest znacznie trudniejsze, niż wykonywanie pasażu. Kiedy patrzymy na wyszkolonego, piafującego konia, powinniśmy mieć w głowie hasła: wolność (w sensie swoboda), lekkość i ruch, bo mimo tego, że koń piafuje w miejscu, to jego dynamika i energetyczność jest olbrzymia.
Nauczyć konia piafiować z ziemi można z pewnością każdego. Pod siodłem, z pomocą trenera z ziemi – zapewne również. Piaf w programie, z dobrymi przejściami – to już jest jednak ogromna sztuka i jeśli koń jest zbyt wolny, czy brakuje mu wewnętrznego ognia, to może być to sztuka poza zasięgiem możliwości takiego konia. Kiedy się jednak trafi na wybitnie utalentowanego wierzchowca, można dojść to takiego poziomu (masterpiece!):

Czasem, łatwość i talent do piafu można odkryć w koniu, który zupełnie się z tym wcześniej nie zdradzał :)
gilpiaf

Pasaż jest o tyle łatwiejszy, że nie wymaga aż tak wielkiego żaru tlącego się w końskiej głowie. Wiele koni dysponuje naturalnym wrodzonym ruchem, w którym łatwo uzyskać wyraźną fazę zawieszenia – przy zastrzeżeniu, że nie można jednak właściwego pasażu mylić z pasażowatym kłusem, który wynika z „nafukania” konia: spięcia, usztywnienia, podniecenia czy irytacji (hmm, witamy w klubie Fugu). Stopień zebrania w pasażu nie jest aż tak wysoki, jak w piafie, a część energii jest wydatkowana na łatwiejszy dla konia ruch naprzód. Trzeba swoje oko wyczulić na udawany pasaż – niekiedy konie wyłącznie zawieszają się lub kołyszą w kłusie, pozornie pasażując – często dzieje się tak w odpowiedzi na mocniejsze działanie pomocy jeźdźca (hmm, witamy w kubie Fugu). W takim pasażu nie ma zebrania, nie ma zaangażowania zadu – co skutkuje najczęściej w dalszym etapie brakiem piafu. Nawet w konkursach najwyższej rangi takich koni, które wykonują doskonałe przejścia i piaf, jest jak na lekarstwo. Teraz jednak warto to podkreślić: nie wystarczy ot tak sobie założyć, że się doskonale i klasycznie wyszkoli konia i wszystko będzie świetnie działać. Pasaż i piaf wraz z płynnymi, lekkimi przejściami, prezentowane w ten sposób, jakby były zupełnie wrodzoną i bezwysiłkową dla konia rzeczą – tak mistrzowskie wykonanie jest piekielnie trudne. Konie to nie komputery ani automaty, mają rozmaite trudności fizyczne oraz psychiczne – daleko im do cyfrowej doskonałości. To nie zawsze jest kwestia „poprawienia treningu” – gdyby tak było, można by było przecież wyciągnąć taką Quantę sprzed komputera albo ze stajni, postawić ją na bieżnię i za pomocą „poprawionego treningu” sprawić, żeby prześcignęła Usaina Bolta 😉 To tak nie działa.
Dlatego doradzam odrobinę dystansu, kiedy obejrzymy poniższy filmik, na którym wybrano kilka niezbyt doskonałych przejść pasaż-piaf z olimpijskich przejazdów w Londynie 2012. Wybrano oczywiście po to, żeby narzekać i piętnować, złorzecząc „współczesnemu ujeżdżeniu” – a przecież żaden z olimpijskich jeźdźców nie jechał źle specjalnie i na pewno zrobiłby wszystko, żeby udało się wystąpić idealnie. Ja zatem umieszczam film po to, żeby podkreślić, jak trudne są to elementy:

Jest wiele szkół, od czego należy zacząć naukę – czy od pasażu, czy od piafu. Oczywiście wszystko zależy od konia, jego predyspozycji, budowy, charakteru, chociaż generalnie przyjmuje się, że jako pierwsze należy rozpocząć szkolenie piafu. Konie o wolnym zadzie, które wiszą lub chyboczą się w pasażu i które nauczą się go w ten sposób wykonywać, jest piekielnie trudno wyszkolić później w prawidłowym piafowaniu, tak, aby były zdolne do wykonywania małych, szybkich kroczków. Takie konie zamiast piafu robią pasaż w miejscu.
Piaf na zasadzie zabawy można wprowadzić nawet u stosunkowo młodego konia. W wielu znanych mi topowych stajniach szkoleniowych podejścia do piafu w ręku wykonują już trzy- i czterolatki.
Drugim najczęściej zadawanym pytaniem, zaraz po: „kiedy uczyć piafu?” jest: „JAK uczyć?” Istnieje mnóstwo dobrych metod na naukę piafu (wykorzystujących przejścia z kłusa, cofanie, podpiafowanie ze stępa, czy nawet piruety w stępie), ale najlepiej zacząć jego naukę z ziemi z koniem w ręku (lub, o ile temperament konia pozwala, z jeźdźcem w siodle). Taka praca umożliwia również sprawdzenie predyspozycji konia: na ile ma on szybki zad, czy wykazuje zdolność do zebrania oraz jak radzi sobie jego głowa z nowym i trudnym zadaniem. Pomoc z ziemi umożliwia natychmiastowe nagradzanie konia.

W podwarszawskiej Stajni Centurion odbywają się regularnie kliniki piaf/pasaż prowadzone przez niemieckiego Mistrza Hilmara Schidtke.
Bez dwóch zdań Mistrza – oglądanie tego szkoleniowca przy pracy jest wręcz niesamowite. Hilmar ma olbrzymie doświadczenie, nauczył piafu setki koni i jest doskonały w swoich pomocach: wyrozumiały i delikatny, ale stanowczy, błyskawiczny w reakcjach (właściwie, kiedy tylko w mojej głowie pojawiała się myśl: a teraz powinnam zrobić to – Hilmar w momencie „a teraz” już miał wykonane odpowiednie działanie) i tak niesamowicie czytelny, że konie od pierwszych chwil rozumiały, czego się od nich oczekuje – chociaż sam trener śmiał się, że nie umie rozmawiać z końmi, a gdyby umiał do nich po prostu mówić, to zapewne podwoiłby cenę swoich treningów 😉 Wszystkie konie w jego rękach przez dwa dni pracy zmieniały się nie do poznania. Nawet ekstremalnie ciężkie przypadki na drugiej w swoim życiu klinice robiły olbrzymie postępy, również jeśli chodzi o posłuszeństwo i podporządkowanie.

Sama klinika ma nader interesującą formułę – szkolenie jest dwudniowe, a na każdy dzień przypadają dwie 20 minutowe sesje. Rozstępowane konie na ogłowiu i pasie z wypinaczami są dostarczane do ręki Trenera, a tuż obok ma być obecny szybki i czujny pomocnik z nielimitowanym zapasem cukru.
Koń nosi odpowiedni kawecan (tzw. seretę, kapitalna rzecz do pracy z ziemi, właśnie szykuję się do zamówienia sobie takiej), a początkowe próby komunikacji w kierunku piafu odbywają się na koniu niewypiętym i dotyczą zadania podstawienia obydwu tylnych nóg głęboko pod kłodę oraz przeniesienia na nie swojego ciężaru. Oczywiście koń jest najszczodrzej chwalony za każde działanie w dobrym kierunku. Kiedy to pierwsze ćwiczenie zostanie wykonane, przychodzi wypięcie (początkowo dłuższe wypinacze, potem dobrane pod kątem indywidualnych potrzeb dla każdego konia) i pierwsze kroczki piafu.

Jeśli ktoś miałby wątpliwości, czy dwa dni wystarczą na zrobienie czegokolwiek dobrego, to odpowiedzią niech będzie ten filmik:

Henderson jest super zdolnym koniem – jest szybki, leciutki, odpowiednio gorący, a przy tym kompletnie niczym się nie stresuje i podoba mu się absolutnie wszystko, co się z nim dzieje. Nie gotuje się, nawet ani razu nie świśnie ogonem. Trener chwalił konia, że ten jest niezwykle bystry i ekspresowo się uczy – to prawda, Hendrix nigdy nie traci czasu na problemy i jest zawsze gotowy i otwarty na łapanie nowej wiedzy.
Czerwona wstążka w ogon, na kantar i po jednej na każdy z ochraniaczy 😉

Jestem bardzo ciekawa takiej pracy z Fugu – od października się za nią zabieram. Coś czuję, że tutaj tak łatwo nie będzie 😆

18 comments

Skip to comment form

  1. Kokos

    Wow ale ten Pan ma wyczucie… ech no nic trzeba trenować może kiedyś się chociaż człowiek zbliży to takiego poziomu.
    Mam dwa pytania pierwsze, czy na te klinki w Centurionie to trzeba bezpośrednio do nich pisać? Jestem bardzo ciekawa ceny tych konsultacji i czy w ogóle mają jeszcze na nie miejsca, bo z tego co czytałam na fejsie to sporo było tam koni :) A drugie to o ten kawecan (seretę??) chętnie zobaczyłabym jak to wygląda z bliska… masz może jakieś zdjęcie? Bo to co widzę w sklepach końskich nie zbyt mnie przekonuje.

    No i oczywiście Hendrix zachwyca 😀 fajny sportowy typ, dobrze że wyrósł z etapu andaluza 😀

    1. quanta

      W sprawie klinik najlepiej pewnie dzwonić, ale ich obłożenie jest bardzo duże, raczej słabo z miejscami, chociaż zdecydowanie warto pytać.

      Sereta to rodzaj portugalskiego kawecanu o usztywnionej części nosowej. Sereta jest bardzo stabilna (w odróżnieniu od większości, jak nie wszystkich, standardowych kawecanów, które przesuwają się, przekrzywiają, a ich paski wiecznie zsuwają się na końskie oczy). Jej działanie jest czytelne dla konia (zresztą nie tylko do pracy z ziemi, przy lonżowaniu na serecie łatwiej wyprostować krzywego konia, bo unikamy fałszywego zgięcia, kiedy koń krzywi tylko potylicę, a nie zgina w bok nos). Dzięki serecie nie musimy też używać wędzidła, kiedy konia trzeba np. szybko osadzić lub zatrzymać, a to dodatkowo oszczędza koński pysk.

      Niestety raczej próżno szukać dobrej serety w standardowej ofercie sklepów jeździeckich. Sereta musi być dobrze skonstruowana i wytrzymała, a tanie podróbki gubią ringi i rozginają się. Najlepsze są te portugalskie, chociaż tutaj trzeba być też uważnym, bo hiszpanie i portugalczycy potrafią średnio ekologiczny i produkują serety wyłożone od wewnątrz… kolcami.

      1. Kottex

        Bardzo podobny kawecan do tego ze zdjęcia można kupić tu: https://www.barock-flair.com/zaeume/kappzaeume/2/kappzaum-ecuyer?number=Ecuyer_bl&c=5 . W portugalskich które macałam część nosowa była z płaskiego metalu, a w tym jest metalowy łańcuch pokryty miękką skórką. Dzięki temu bardzo dobrze i równomiernie układa się na pysku i jeden rozmiar pasuje praktycznie na każdą głowę. I tak jak quanta napisała, nic nie wchodzi do oczu… Z przesyłką do PL też nie ma problemu, mój przyszedł w tym samym tygodniu w którym zamówiłam :)

      2. Kokos

        No czegoś takiego to nie widziałam 😛 te w sklepach wyglądają jak ogłowia zaprzęgowe i właśnie nie budziły moje zaufania, a to wygląda jak na bardzo precyzyjne narzędzie i w sumie (wydaje się) dość proste w swojej budowie… szkoda że producenci nie widzą zapotrzebowania na taki produkt :(

        No nic… może kiedyś w Animalii się pojawi, to sobie sprawie 😉

  2. gllosia

    Ten siwy z filmiku jest niesamowity!!
    Quanta, ja mam do ciebie pytanie, miałaś kiedyś do czynienia z wyjątkowo krzywym koniem? Wiem, że każdy jest krzywy z natury, ale przypadek który mi się trafil do juz jest przegiecie (moze nawet i doslownie xD). Jesli chodzi o przod to widac ta roznice masakrycznie na wodzach (az sprawdzalam parokrotnie po jeździe czy one sa aby na pewno rowne :O!), jesli trzymam wodze rowno na tej samej dlugosci, kon idzie niemalze bokiem, przy czym probuje lewa wodze wyciągać. Oprocz tego szereg innych porblemow przy prawie kazdym ciwczeniu, ale nie bede opisywac, bo wyszedlby esej. Jesli chodzi o zad, to bardzo wyraznie czuc krzywizne podczas ruchu. Jest juz troche lepiej, ale zastanawiam sie jak dalej podejsc do tematu. Generalnie widze, ze kiedy trzymam wodze rowno (i bardzo musze pilnowac tej lewej zeby mi jej nie wyciagnal) to dla konia jest to bardzo nie komfortowe, buntuje sie i spina i zastanawiam sie czy nie za mocno zmuszam go tym do zmiany sylwetki, jednoczesnie jezdzenie na nie rownych wodzach moze chyba tylko utrwalac dalej ta krzywizne. Choc myslalam, ze moze wybrac cos pomiedzy i te wodz wyronywac stopniowo, na tyle na ile kon bedzie gotowy. Staram sie robic duzo przejsc, duzo zgiec bocznych, i cwiczenia na kolach, ale kon wciaz ma duze problemy nawet z poprawnym wykonaniem wolty.. Jakies wskazowki? ;>

    1. Kasia

      Ja bym sie poważnie zastanowiła czy jest sens jeździć na takim koniu

      1. quanta

        Aha, to co z takim koniem zrobić? Zjeść?

        Jeśli jeździec ma zapał i chęci, a przy akceptuje ograniczenia konia, to można pracować z każdym, nawet najdziwniejszym egzemplarzem. Nie tylko z koniem krzywym, ale i umiarkowanie niezbornym, problemowym neurologicznie (od headshakingu po koguci chód), czy o wadliwej budowie. Można zrobić pracą bardzo dużo i bardzo dużo poprawić, przy czym niestety prawie zawsze nie uda się dorównać koniowi, który takich problemów nie ma.

        Gllosia, pierwszy krok to sprawdzenie, gdzie ten koń jest faktycznie krzywy. Często nierówne wodze biorą początek w tym, że krzywy jest zad (krzywa miednica, słabsza jedna noga), ale jak to z końmi bywa to nie jest reguła. Krzywizna może się brać z jakichś słabości fizycznych „wbudowanych” w konia, ale może też być rezultatem nieprawidłowego treningu (pospinany czy krzywy jeździec może pogiąć konia w chińskie S i nauczyć go w ten sposób chodzić). Krzywego konia zawsze staram się mieć naprawdę dobrze przebadanego i obejrzanego przez osteopatę. Dalej warto wywiedzieć się jak najwięcej o jego historii jeździeckiej (jak był użytkowany, kto go jeździł, czy koń przechodził jakieś kontuzje). Dobrze jest jak najwięcej poobserowować konia z ziemi, na kole, luzem i w wypięciu. Niekiedy krzywizny wiążą się wyłącznie z brakiem równowagi i po jej odnalezieniu magicznie znikają.
        Krzywe, ale elastyczne konie da się stosunkowo łatwo i znacznie wyprostować, gorzej z tymi, które są krzywe i sztywne.

        Jeszcze co do hasła „czy warto pracować” – jeździłam kiedyś klaczy, którą po moim pierwszym zagalopowaniu wyprzedził z boku zad 😆 Siedzę na grzbiecie, jadę przed siebie, aż nagle z boku, od wewnętrznej strony pojawia się się apetyczna końska pupa 😆 Konia udało się w kilka miesięcy wyprostować na tyle, że nie miał problemu z lotnymi zmianami, ciągami czy początkami piruetów.

        1. gllosia

          Z moich obserwacji wynika, że: kon jest bananem na prawo, zanim zaczelam na nim jezdzic, to mial z lewej strony wybrzuszony miesien szyi, a zad znacznie wpadal do srodka, lup wypadal na zewnatrz przy jezdzie w lewo. Wszelkie cwiczenia na prawo sa dla konia trudniejsze jak rowniesz odczuwam blokade energii, za rowno galop jak i klus jest po prostu na ta strone gorszy i ciezko o impuls/energie. W stepie kon nie potrafi isc prosto, zawsze idzie wezem. Kiedy probuje wygiac konia w prawo czy to podczas wolty, czy proba lopatki do wewnatrz to widze, ze kon kombinuje, zeby tylko nie wygiac sie prawidlowo w zebrach, zawsze kiedy przytrzymuje zewnetrzna wodze i go blokuje to on sie kloci. Jak zrobi choc jeden krok prawidlowo i odpusci na moment w potylicy to chwale i daje spokoj. Fizjoterapeutka jak go masowala to powiedziala, ze w potylicy ma spory problem by sie rozluznic. Do tego kon ogolnie sztywny jak kloda, wet zalecil luzna lonze przed jazda lub po prostu swobodna jazde na luznej wodzy na poczatek. Niestety pierwsze minuty jazdy nie naleza do najprzyjemniejszych, na szczescie juz wiem jakie cwiczenia pomagaja mu puscic miesnie. Kontuzje mial dwie w lewej przedniej nodze, ale niedawno zostalo odkryte dlaczego. Ta noga jest krzywa. Jest to korygowane prze kowala, ale nigdy idealnie nie bedzie. Jednak czy ta krzywizna moze byc odpowiedzialna za cala reszte nie wiem.. Podejrzewam, ze w miednicy lub kregoslupie jest krzywizna, bo czasem widze, ze ogon trzyma krzywo kiedy stoi i odstaje on na lewo. Osobiscie dla mnie tych spostrzezen jest za duzo, ze nie potrafie tego ulozyc w calosc i powiedziec o tu jest problem.. A propos Quanta, bo wspomnialas o osteopacie. Myslalam, zeby kogos poszukac, tylko nie wie czy fizjo czy usteopate czy chiropraktyka.. I czy to może pomoc..
          Moglabys tylko Quanta napisac jakie cwiczenia wykonywalas z ta klacza? Ja szlam w stone lopatek, ustepowan, zwroty na zadzie/przodzie. Poprawa jest o tyle, że miesnie na szyi sie wyrownaly, lotne na prawo przestaly byc problemem i ruch ogolnie na prawo jest troche lepszy. Jednak szukam dodatkowych pomyslow. Staram sie tez pracowac nad rownowaga robiac jak najwiecej przejsc. Niestety kon rownowagi dobrej nie ma, czesto probuje sie podpierac szyja, glowa. Jest jeszcze jedna rzecz, ktora mnie martwi, kon sie potyka na kazdej jezdzie, nawet na spacerze. Na prostej drodze, rownej. Na piasku, na asfalcie. I nie wiem czy to wynika z braku rownowagi, z krzywizny czy jeszcze cos innego.
          I co sądzisz o tych wodzach, czy trzymanie ich na sile rowno i troche „walczac” z koniem o ta lewa zeby nie wyrywal moze miec jakis sens? Nie chce jezdzic na sile ani wymuszac ustawienia, a z drugiej nie chce akceptowac tego co niepoprawne..
          Musze przyznac, ze jazda na tym koniu nie jest najprzyjemniejsza, ale uwazam, ze systematyczna praca mozna duzo zdzialac, wierze ze duzo mozna zmienic i do tego daze :)

          1. kujka

            Gllosia – ekstremalnie krzywy, wiekszosc zycia zle jezdzony, do tego nie najmlodszy kon zostal umieszczony w tym wpisie. Jako przyklad konia z talentem do piaffu!
            A on byl naprawde bardzo krzywy. I oczywiscie nadal jest, ale dobry trening bardzo mu pomogl. Wiele problemow opisanych przez Ciebie wystepowalo u niego, jako nie jedyne z reszta 😉
            Bardzo wazna jest opieka osoby, ktora zadba, skontroluje i pomoze ewentualnie wspomoc w rehabilitacji ukladu ruchu. Czasem nie wystarczy masaz, moze przydac sie akumpunktura, czy tejpy (kon latami chodzacy krzywo ma czasem tak pospinane miesnie ze nawet prawidlowym treningiem ciezko pozbyc sie wszystkich napiec). Pan z postu korzysta od dluzszego czasu z usług Magdy Saracyn. http://www.rehabilitacjazwierzat24.pl/
            Taka osoba poznaje tez po ciele konia zmiany, jakie zachodza w treningu i moze podpowiedziec po czym zwierzak czuje sie najlepiej 😉 Kon o ktorym pisze najlepiej czuje sie jak jest zuzlowany na ostro, naprawde zadne pitu pitu. Tyle, ze z glowa.
            Kto by pomyslal, taki dziadek krzywy? 😉

            Osobiscie bardziej bym martwila sie krzywa noga, ktora pewnie zawsze bedzie slabsza i bardziej podatna na urazy. Plus bedzie wplywala na „krzywosc” reszty konia. Niestety kon gdy sie prostuje, zaczyna coraz bardziej rownomiernie obciazac wszystkie 4 konczyny i powstaje pytanie, czy krzywa, slabsza noga bedzie w stanie wytrzymac obciazenia w coraz bardziej zaawansowanym treningu? To sprawa, ktorej na pewno warto poswiecic troche uwagi i skonsultowac z kims madrzejszym.

            Co do cwiczen na konie krzywuski 😉 To oprocz tych, ktore juz sama wymienilas, polece KONTRGALOPY, a takze trawersy i renwersy.

            Ogolnie rzecz biorac, to jesli tylko kon jest wdzieczny w pracy, szczery i zdrowie mu pozwala, to powiem – warto. Warto pracowac, warto sie starac. One potrafia naprawde niezle zaskoczyc. Tylko trzeba sie pogodzic z tym, ze jedna strona zawsze bedzie „troszke bardziej”. Ze pewne rzeczy beda wymagaly wiecej pracy i czasu.
            Fajnie, jak mozesz jezdzic tez na innych koniach, bo konie bardzo krzywe „pomagaja” krzywic dosiad. A duet podwójnie krzywy na ta sama strone to najgorsze, co sie moze wam wydarzyc!

          2. gllosia

            Kujka, dzięki, teź myślałam, że przydałaby mu się dodatkowa pomoc,ale ja nie w polszy więc musiałabym znaleźć kogoś na miejscu tylko nie bardzo wiem w co uderzać czy fizjo czy osteopata..
            Co do krzywej nogi to problem został rozwiązany, wet był jakieś 2 tygodnie temu i powiedział, że wszystko jest ok, noga została skorygowana przez kowala (kowala mam złotego) możemy z powrotem trenować, w listopadzie skoki i nie ma żadnych przeciwskazań itp. Noga wcześniej doznawała kontuzji właśnie z powodu tej krzywizny, ale już nie powinna. Oczywiście ryzyko jest zawsze, ale generalnie na ten moment raczej nie musimy się martwić.
            Trawersy i renwersy są poza naszym zasięgiem 😛 Koń generalnie nie zna NIC, i o ile lopatek czy ustępowań jeszcze mogłam go nauczyć, tak trawersów i renwersów sama nie umiem 😛 Natomiast kontrgalopów możemy spróbować, to przynajmniej koń zna, więc się może nie pozabijamy, a było by to coś nowego w naszych jazdach, bo nie powiem.. Przez moje ograniczone umiejtenosci i mozliwosci, troche wieje u nas nuda, dlatego szukam dodatkowcyh pomyslow 😉

  3. Moon

    O.O Tak wyglądam…
    Wielki szacun dla trenera, że nawet jak Młody podskoczył w górę przodem, to ze spokojem go po prostu poklepał i przerwał, a nie haltował i sprowadzwał do pionu – jakby to pewnie wielu uczyniło…

    Mega, mega, mega! A Gillu piaffujący – przemega! <3

    😉

    1. quanta

      Gila muszę koniecznie nagrać, bo on naprawdę rewelacyjnie piafuje – jest szybki, rytmiczny, mocno siadający na zadzie, Niestety wypadają mi jego treningi wieczorem, a wtedy już słabe światło na filmiki :(

  4. Katarzyna

    Wspaniały wpis, nie miałam pojęcia, że w dwa dni można stworzyć z ziemi tak dobre podstawy do piaffu; Hendrix wydaje się naprawdę łapać, o co w tym chodzi i nieźle się bawić swoimi kroczkami 😉 A podejście szkoleniowca – wzór do naśladowania, jak dla mnie, cierpliwość, dużo wskazówek dla konia i zalewanie pochwałami za każdy mały sukces… Aż miło patrzeć.

    Quanta, naprawdę uwielbiam czytać Twojego bloga, daje mi mnóstwo inspiracji. Choć z różnych powodów musiałam sprzedać konia i rozstać się z jeździectwem, to cieszę się, że mogę podglądać Cię tu jako swoisty „role-model” :) Ostatnio miałam okazję na urlopie wsiąść sobie na godzinę – w zwykłej agroturystycznej szkółce na zwykłego szkółkowego konika – po ponad roku od ostatniego kontaktu z końmi… no i przepadłam, zapomniałam, jaka to jest czysta frajda. Po udanym zagalopowaniu na lewą stronę oraz ze stępa, czego ten koń ponoć nie umiał i nie robił, poczułam ogromną satysfakcję i radość przy oklepywaniu go po szyjsku za dobrą robotę. Twoje wpisy mnie inspirują i mam wielką nadzieję, że pomimo napiętej sytuacji finansowej, uda mi się wkrótce małymi kroczkami wrócić do mojej „zapomnianej” pasji (choć na razie trudno mi namierzyć w Warszawie stajnię, w której nie zbankrutuję ani też nie będę mieć wyrzutów sumienia o warunki dla koni, a jeszcze da się tam dojechać). Proszę, pisz dalej i trzymam kciuki za budowę pięknej stajni ujeżdżeniowej, mam nadzieję ją kiedyś odwiedzić!

    1. quanta

      Bardzo mi miło czytać takie słowa :)

      Jazda konna jest w ogóle super pozytywną sprawą, ale jazda na dobrze wyszkolonym, ujeżdżeniowym koniu o wypracowanej równowadze, gdzie wszystko przychodzi intuicyjnie i lekko, z mocą i potęgą, ale przy tym subtelnością i gracją, na takim koniu, na którym się tylko siedzi 😉 to jest chyba jedna z lepszych rzeczy na świecie :)

  5. Marta

    Quanta jak jest w końcu z tą triangulacją w piaffie? Bo słyszałam różne opinie, dołóż swoją. 😉

    1. Vissenna

      Może Quantą to nie jestem, ale generalnie to, o czym piszesz ma związek z niewystarczająco aktywnym zadem i w konsekwencji z mało aktywnym tylnymi nogami, które nie wchodzą głęboko pod kłodę. Taki koń piaffując będzie utrzymywał więcej ciężaru swojego ciała na przednich nogach.Taki obraz najczęściej prezentują konie hiszpańskie od trenera „zza szopy”. Przykład: http://www.dingosbreakfastclub.net/DingosBreakfastClub/BioMech/BiomechProblems/BaseNarrowpPiaffe.jpg

      1. Marta

        Dzięki za odpowiedź. Wiem jak wygląda triangulacja, chodziło mi jednak o dwie opinie, z którymi się spotkałam na jej temat. Jedna ją słusznie negowała a druga twierdziła, że powinno się do niej dążyć. Natomiast co do twojej opinii o źle wykonywanym piaffie to przede wszystkim ten problem mają współczesne rasy koni – na czworobokach często widać, że albo zad źle pracuje albo znowusz przodami koń mocno wkracza pod kłodę, co też jest niepożądane (albo jedno i drugie) o ilości kroków nie wspomnę. Niemniej dzięki za odpowiedź, ostatecznie rozwiałaś moje wątpliwości. Pozdrawiam! 😉

  6. staramaleńka

    WOW! Jestem pod ogromnym wrażeniem treningu. Błyskawiczna reakcja, nagroda, zero stresu i już z NICZEGO jest COŚ. Takie tam mądre tatusiowanie koniemu – łatwe, jakby każdy się z tym rodził… A ja kiedy nagradzam swojego koniego? Pewnie 1000 x rzadziej (i to nie jest przesada), bo albo skupiam się na poprawieniu czegoś u siebie, albo czuję krzywo u niego, albo poklepię 20 sekund po pożądanym ruchu… Czy kiedykolwiek się do tego poziomu zbliżę – nie wiem – ale chylę czoła przed ludźmi, którzy widzą i chwalą oczekiwany ruch zanim on jeszcze nabierze jakiegokolwiek kształtu – to jest MISTRZOSTWO.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *