«

»

lip 01

Otchłań!

W sobotę, jak co dwa tygodnie, sesja masażu.
Coś, co koniska wręcz uwielbiają i na samą wieść mruczą z rozkoszy jak kotki.
IMG_5586
Wystawiamy Alpa Pacino na korytarz, a Magda Saracyn przypina go na uwiąz głową w stronę wyjścia.
– Hmmm, nie wiem czy to najlepszy pomysł… – nabieram wątpliwości.
– Ale dlaczego?
– No bo wiesz, Alpi tam widzi otchłań.
– ????
– Widzi otchłań piekielną i będzie się co chwila spinał. Zaraz zobaczysz.
Alpi nie próżnuje, wpatruje się w przestrzeń, napina szyję, dmucha nosem, a oczy ma ogromne i błyszczące jak w gorączce.
– Tak jak mówiłam, otchłań – wzdycham z rezygnacją.
Masaż trwa, ale rezultaty ulotne. Co się uda konia rozmiękczyć i wyluzować, to trzy sekundy później mrożący krew w żyłach widok powoduje u niego uniesienie szyi, wytrzeszczanie oczu na niematerialne siły piekielne, przyspieszony oddech i bicie serca. Szyja spięta.
Więc terapeutka masuje, ugniata, rozmiękcza, robi się błogo, a koń koń staje się jedwabisty i aksamitny, ale nagle – otchłań! Wróciła! I znów szyja pospinana i z kamienia, zad gotowy do ucieczki, plecy zaciśnięte, serce wali, chrapa dmucha, oko wypada z czaszki!
Cóż, dalej agregata masujemy, ugniatamy, rozmiękczamy, aż ponownie przychodzi błogość i aksamit. Ale otchłań!!!
I ponownie koń w przedzawałowym stanie.
Jak tu pracować z końskim ciałem, jak sama głowa bawi się z nami w ciuciubabkę?
Otchłań!
– Odwracamy – grobowym głosem mówi Magda 😆
Zawracamy Alpa na korytarzu i ustawiamy go głową do głębi stajni, a nie otchłani. W tej pozycji go zawsze siodłam, a na korytarzu najwyraźniej ilość czyhającej na żywych ektoplazmy jest mniejsza, bo tutaj Alpi odzyskuje względny spokój. Można kontynuować i dokończyć masaż.

A teraz uwaga – tak wygląda otchłań…
otchlan1

Tak właśnie wygląda otchłań, kiedy my na nią patrzymy. Kiedy jednak na otchłań spojrzy Alpi, pojawia się zawsze coś takiego:
otchlan2

Szósty zmysł? 😆

17 comments

Skip to comment form

  1. Moona

    Podziwiam za cierpliwość i determinację, na pewno niełatwo pracuje się z takim koniem…

    1. quanta

      Niełatwo i czasem przykro, bo robisz rozgrzewkę, zaczynasz ćwiczenia i jest świetnie – miło i razem, po czym wszystko w sekundę odchodzi w niepamięć, a koń zmienia w kamień, bo koło placu usiadł stajenny piesek i po prostu sobie jest… Na szczęście Alpi szybko wraca do mnie po takich zawieszkach i ogólnie coraz lepiej radzi sobie w pełnym otchłani świecie. Im więcej umie, tym więcej można go zająć pracą i skupić na niej. Najbardziej jednak przykre, że on autentycznie wszystko strasznie przeżywa – a bardzo bym chciała, żeby potrafił wyluzować i czuł głównie relaks, a nie gotowość do kontry przed otchłanią. Z czasem powinno się udać.

      1. jadzz

        oo skąd ja to znam 😀
        U mnie np dołeczek w piasku na ujeżdżalni czasem staje się przepaścią 😛

  2. Lidka

    pozdrowienia dla Magdy Saracyn, od koleżanki z pokoju na kursie instruktorskim w KJ Lewada 2002, czyli ode mnie :)

    1. quanta

      Za tydzień przekażę :))

  3. Magdalena

    Super wpis :) uśmiałam się chodź wiem że nie powinnam – czego to konie nie wymysla :)

    1. quanta

      Alpi jest tak łagodny i dziecięco naiwny w tych swoich „I see dead people”, że nie sposób brać go serio i bez przymrużenia oka 😉

      1. ania

        Konie widzą, słyszą i czują więcej (a może inaczej), z pewnością niektóre są jeszcze bardziej wrażliwe na bodźce (coś w stylu końskiego autyzmu), niestety nigdy nie uda się nam w pełni pojąć końskiego odbierania świata (ale próbowanie i tak jest super). Mój na szczęście nie jest aż tak wrażliwy, ale zdecydowanie ma momenty… Zwłaszcza przy zmianie aury (gdy na przykład po lecie przychodzą pochmurne dni) zamienia się w nad-Alpa, wszędzie widzi zło i potrafi się w ułamku sekundy teleportować o kilka metrów w dowolnym kierunku po czym zastyga gotowy do kolejnego skoku (a może i odlotu)… Teraz już jestem przygotowana, ale i tak mi smutno gdy widzę właśnie tę końską mękę.

        1. Ann

          Nigdy nie uda nam się pojąć końskiego świata bo jest on po prostu inny. Konie nie myślą i nie czują tak jak ludzie, a na swój koński sposób 😉 „Gdyby lew umiał mówić, nie potrafilibyśmy go zrozumieć” Konie po prostu są końmi i ciężko wymagać, żeby były inne. Nigdy nie uda nam się zrozumieć jak odbierają świat. Dla nich pewnie jesteśmy dziwnymi istotami wydającymi dziwne dźwięki, których nie rozumieją i nie rozumieją też większości naszych zachowań. Niestety często konie boją się po prostu absurdalnych rzeczy ale co zrobić…

  4. rybka

    Mój koń ma dziś masaż wzbogacony na koniec akupunkturą, fantastycznie reaguje na igły :) Mam nadzieje, że Alpi też osiągnie swój czas na Zen :-)

  5. tuch

    Z ciekawości, skąd u niego taki „strach przed światem”?
    Czy to wynika ze sposobu wychowania? Czy tylko od charakteru?

    1. quanta

      Wiele u tego konia wskazuje na jakiś traumatyczny wypadek w dzieciństwie, coś go go trochę porysowało i mocno unieruchomiło na dłuższy czas. Jego pełen brat jest zupełnie normalny :)
      A wychowania chyba nie sposób winić – 5 pierwszych lat koń spędził na łące w towarzystwie innych koni.

  6. Ewa

    Cóż, są i takie konie, którym nigdy nie przechodzi 😉 Mój 15-sto latek do takich należy, pomimo tego, że wiele w swoim życiu widział (np. kilka sezonów regularnych startów). Na przykład wczoraj zobaczył pracujący kombajn na polu oddalonym o niecały kilometr od placu 😉 trzeba się nauczyć z tym żyć, ignorować strachy i robić swoje. Potwierdzam, że im więcej rozmaitych zadań stawianych przed koniem, tym łatwiej o koncentrację.

  7. Marta

    Ciekawe czy jakby postawić tam w tej otchłani wiadro ze smakołykami to otchłań zmieniła by się w najprzyjaźniejsze konikom miejsce :)

    1. quanta

      Smakołyki są wtedy po tej złej stronie – marchewek w przyczepie nie chciał jeść wcale. Dopiero jak ten kawałek otchłani się w miarę oswoił, wrócił u konia odruch przeżuwania 😉

  8. kasia

    A jak takiego wypłosza suplementować, żeby nie dostał za chwilę wrzodów? Mam podobny przypadek pod opieką i jestem ciekawa co jeszcze mogłabym zrobić. Pozdrawiam!:)

    1. quanta

      Ja nie robię nic specjalnego z żywieniem, Alp się bardzo spina i boi, ale na szczęście też szybko rozpina i potrafi totalnie wyluzować (dziś po południu zasypiał z głową na ramieniu podczas drapania pod ganaszach). Wszystko je, nie wybrzydza, wygląda świetnie, ma top lśniącą sierść – będę się martwić o wrzody jak zobaczę spadek kondycji, utratę apetytu albo powera pod siodłem.

Odpowiedz na „rybkaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *