«

»

kwi 17

Osteopatia, czyli co w koniu strzyka

Ostatni tydzień był jedną wielką szaloną karuzelą. Konie (fantastyczne treningi, plus jeszcze w weekend byłam jako widz oglądać klinikę z Beatą Stremler), budowa (gdzie wymurowaliśmy już łącznik socjalny stajni z halą, mamy podbudowę pod plac przygotowaną do rozłożenia fizeliny, stawiana jest konstrukcja hali, w najbliższych dniach powinny być już położone dachy), praca, znalezienie firmy, która uporządkuje nam las, próby znalezienia traktora z broną, żeby lepiej przygotować padoki pod konie i dobrze obsiać je trawę, podejście do nagrania kura dla Hendersona, a na domiar wszystkiego w piątek Uszy zafundował nam akcję „oczko bardziej”, która wprawdzie skończyła się dobrze, ale wniosła trochę nerwów i sporo zamieszania (łącznie z tym, że jeździłam gagatka wypuszczać przez dwa dni na padok w nocy). Chyba na następny tydzień mam ochotę po prostu pójść spać 😆

Untitled-4

Po intensywnym weekendzie musiałam jednak szybko otrzeźwić się z letargu, bo już poniedziałek mieliśmy bardzo ciekawe doświadczenie. Odwiedziła moje koniki niemiecka fizjoterapeutka, osteopatka i chiropraktyczka Christiane Bude, polecona mi przez p. Annę Bienias. Znam swoje konie doskonale pod kątem ich zachowania w stajni i w pracy, mocnych i słabych stron pod siodłem czy niedostatków eksterieru, ale zawsze spojrzenie doświadczonej osoby z zewnątrz to prawdziwa kopalnia nowej wiedzy i niesamowicie interesujące know-how. A Christiane patrzy na konie naprawdę absolutnie holistycznie. Zaczynając od włosów (przebarwień sierści, siwych plam, układania się grzywy), po kolei przez wszystko, czego koń potrzebuje dla zdrowia. Kopyta, stawy, ścięgna, zakres ruchu każdej z kończyn, łopatki, kręgosłup, mięśnie i powięzi, aż po obejrzenie twarzy (masę informacji o stanie zdrowia konia można uzyskać nawet analizując… doły nadoczodołowe!), aż po same zęby. Częścią kontroli jest również dopasowanie siodła. Przegląd dwóch tylko koni zajął nam całe bite cztery godziny, był zatem naprawdę kompleksowy.

IMG_3648IMG_3653
Na pierwszy ogień poszedł Henryk Ustny, który sobie tylko znanym sposobem sprawił, że kolejny homo sapiens zadurzył się w nim po uszy 😆 Henderson tak przypadł Christiane do gustu, że na pożegnanie zabrała ze sobą jego dwa zdjęcia i oświadczyła mi, że mogłaby bo kupić 😀 Chwaliła jego niebywałą chęć i zdolność do współpracy – Hendriks pokazywał wyraźnie, gdzie i w którym dokładnie miejscu należy mu się (nieznaczna na szczęście) pomoc. Christine przyznała z pewnym zdziwieniem, że Hendriks ma jedne z najlepszych – jak nie najlepsze – końskie plecy, na jakich do tej pory miała okazję pracować. Naszym najgorszym punktem są kopyta (Henderson od dziecka miał typowe dla miękkich, holenderskich łąk rozłożyste, aczkolwiek nieco plaskate talerze). Dostaliśmy oprócz tego zalecenie korekty lewych przedtrzonowców i zapewnienie, że siodło leży idealnie :)
Po kilku dniach odpoczynku po nastawianiu ruszyłam do pracy i mam wrażenie, że Hendriks jest jakby trochę mniej makaronem rozgotowanym, a bardziej al dente 😉 Chyba też łatwiej jest mi go zachowywać prostym na prostych. U niego spektakularnych zmian tak czy inaczej nie można się spodziewać, bo koleżka pracuje po prostu bajecznie:
IMG_9551_

Bardziej enigmatyczna okazała się Cebula, ale u niej faktycznie wiele dziwnych rzeczy pozostaje trochę tajemnicę. „Od zawsze” ma mizerne kopyta, co początkowo mogłam jeszcze tłumaczyć jej długimi przestojami (związanymi z przeczekiwaniem nakostniaka za czasów 3 i 4-latka), ale teraz dobre półtora roku koń regularnie pracuje, jest sensownie żywiony (nie wsuwała nigdy więcej niż 4kg paszy treściwej – co w tej chwili udało się nawet zredukować do 2kg –  stały dostęp do siana) i ma dużo swobodnego ruchu na padoku. Każdy z koni u mnie (a trafiały mi się naprawdę kopytowe wynalazki…) szybko odbija i wyraźnie poprawia się kopytowo, a Cebula jakoś nie bardzo :( Dwa lata temu robiłam jej nawet badania w kierunku Cushinga, ale nic nie wykazały. Morfologię sprawdzam regularnie co 6-12 miesięcy i tu również wszystko wypada bez zarzutu. Fugu na pierwszy rzut oka wygląda bajecznie, ale ciągle mi jednak coś z nią nie daje spokoju. Poza kopytami przez czas, który jest u mnie, bardzo przerzedził się jej ogon. Miała gigantyczny, unikalny wachlarz pukli włosów, a teraz ma „tylko” ładny i gęsty koński ogon, nic ekstremalnego. Dziwi mnie jej długo „broniona” postawa nadymki (odpukać w niemalowane, ale to już chyba udało mi się pod siodłem rozwiązać), ale też jej trzymanie łopatek w dodanych kłusach. Jakiś czas temu vetcheck Cebuli robiła ekipa z niemieckiej kliniki Wolfesing, wizytująca od czasu do czasu Polskę – ale i tutaj nie udało się lekarzom wynaleźć nic konkretnego…
IMG_3655
Christiane oglądając konia w pierwszej kolejności postawiła na kierunek metaboliczny i zaleciła skontrolować nerki i wątrobę konia. Cztery wielkie fiolki pobranej krwi Nadymki pojechały już do labu – na obecną chwilę mam wyniki rozszerzonej morfologii i tu tradycyjnie nie ma nic niewłaściwego. W sumie może to zabrzmi dziwnie, ale poniekąd chciałabym usłyszeć, że mamy coś konkretnego u tego konia do leczenia. Zdaniem Christiane oczywiście mizerne kopyta są dużym problemem, ale nie w nogach upatrywałaby głównych problemów Cebuli. Mi samej udało się już wiele takich zagadkowych kwestii rozwiązać lub złagodzić treningiem, ale gdyby tak poznać ich przyczynę! Bo na przykład wolty z dobrym zgięciem, które przecież tyle czasu stanowiły wielkie wyzwanie, teraz jeździmy sobie naprawdę na lajciku:
IMG_8658
Nawet i dodania elegancko poszły do przodu (swoją drogą przez pewien czas sprawdzałam, czy nadymka nie leży w hipersensytywnej reakcji na ostrogę (Christiane sama określiła Fugu jako bardzo, bardzo delikatną i wrażliwą babkę), ale nie, nadymka może pufnąć nawet na mięciutkie sunięcie gładką łydką po boku…
IMG_8694
Pokazywałam ponadto Christiane wszystkie siodła, jakie mam do dyspozycji i jako akceptowalne wybrała Hulsebosa, zalecając też najlepszą dla Fugu podkładkę (nie sprężynującą i nie gnącą się pod siodłem). Pochwaliła moje rozwiązanie przypadłości zsuwania się siodła do przodu (podniesienie samego frontu siodła za pomocą Wintec Half Pad), natomiast najciekawsze było sprawdzenie siodła, które pozornie leżałoby na klaczy idealnie (i ufff, całe szczęście, że w tym siodle nie jeżdżę). Poduszki siodła świetnie przylegały do grzbietu, całość mieściła się w równowadze, a nad kłębem widoczny był odpowiedni zapas miejsca. Tyle tylko, że jakieś 10-15 cm od kłębu w głąb siodła, górna część jego kanału praktycznie leżała już na kręgosłupie. Kompletnie niedopasowany sprzęt dla tego konkretnego konia – mało tego, jeżdżąc w takim siodle można by zwierzakowi zrobić ogromną krzywdę.

Podsumowując: jeśli mamy pełną świnkę-skarbonkę, to zdecydowanie warto ją rozbić nie celem zakupu kilku ładnych czapraków Eskadrona, tylko dla wykorzystania okazji poznania swojego konia bliżej. Pierwsza wizyta Christine jest bardzo długa, ponieważ dokładnie egzaminuje ona konia i robi notatki we własnych, specjalnie przygotowanych arkuszach. Kolejne trwają już nieco krócej, bo pacjent został poznany i teraz sprawdza się jego określone problemy. Koszt pierwszej wizyty to 850 zł. Następne przeglądy czy zabiegi – 600 zł.
Christiane bywała do tej pory w Polsce dwa razy do roku, ale ponieważ grono zainteresowanych jej wizytą rośnie, najbliższy wstępny przyjazd został wstępnie zaplanowany na lipiec. Warto rozważyć przedstawienie jej szczególnie ciekawych przypadków, tajemniczych kulawizn, koni z nawracającymi kolkami itp. Wielu lekarzy leczy u koni objawy chorobowe – osteopata może pomóc znaleźć ich przyczynę.

12 comments

Skip to comment form

  1. Ola

    Zdradzisz jakie masz aktualnie siodła?:)

    1. quanta

      Holenderski Hulsebos i włoski Equipe.

  2. moon

    Quanta, sen jest przereklamowany! 😛
    Nieustannie czekam na fotki z budowy, oraz na nazwę i logo! 😀 (zboczenie zawodowe :P)

    Dobrze, że z Uszatym oczkiem ok, ja mam już totalnego schiza i paranoję na sam dźwięk „jedno oczko bardziej” X.x

    Wychodzi na to, że Henryczko jest koniem prawie, prawie idealnym! A podobno ideałów nie ma 😉
    Cebulkowego ogona nie zauważyłam w sumie, tak przeglądając foty z Twoich wpisów, dopiero jak napisałaś to porównałam i faktycznie… Ciekawe to, cóż za „asa” w rękawie (koronce?) chowa tam ruda panna… 😉

    1. Karolina

      Wybaczcie, ale zaintrygowałyście mnie z Quantą… Co to jest to enigmatyczne „jedno oczko bardziej”? Nie spotkałam się z takim powiedzeniem 😉

      1. moon

        taki skrót myślowy 😛 ja miałam na myśli półprzymknięte, opuchnięte, zaropiałe i ewidentnie bolące oko. U nas było jasne, że to kolejny rzut ślepoty miesięcznej, pojawiający się dosłownie znikąd >:/
        Na szczęście, już od prawie 1,5 roku, koń jest po ablacji więc jest na to jedno oko ślepy i rzuty nie nawracają, koń jest normalnie użytkowany, jako skoczek. Ale do tej pory jak tylko czytam o problemach z oczami u koni, to mam gęsią skórkę i zdecydowanie nie zazdroszczę :(

      2. quanta

        Księciunio Uszka nie kładzie się na ziemi, tylko centralnie na poduszeczce z siana. Ostatnio po skończonym treningu odprowadzałam Hendriksa do boksu i zobaczyłam, że Uszy śpi (po uszy) w sianie, przerywając sobie drzemkę miłym tarzankiem w sianie. Zajrzałam do niego na padok z marchewką, przyszedł do mnie, spojrzał – a ja od razu złapałam za telefon do weta. Powieki spuchnięte, oko zmrużone, spojówki czerwone i widać, że coś jest nie halo i wyraźnie boli… Na szczęście udało się akurat ściągnąć super wetkę w całe 10 minut. Obejrzeliśmy dokładnie oko i przepłukaliśmy je, no i co się okazało? Dziad borowy wsadził sobie pod trzecią powiekę taką mikro-mikro plewkę, 4 mm trawkę z siana. W życiu by tego sam nie wyjął, a na pewno bardzo bolało. Oko by zamknął i zapewne tarł by nim o wszystko zawzięcie, dopiero dorabiając się jakiejś amby :( Przy wszelkiehc ocznych historiach kluczowy jest czas reakcji. Tutaj na szczęście od razu po usunięciu plewki kolor spojówek zrobił się prawidłowy i oko przestało płakać. Trzy dni podawałam jednak kropelki. I tutaj swoją drogą Uszy mnie strasznie pozytywnie zaskoczył, okazał się być koniem totalnie współpracującym. Pozwalał się zakraplać wedle życzenia, na kantarze, w stajni czy na padoku. Fajny ma charakter :)

        1. Flondra

          Ja myślałam, że przy małych dzieciach można dostać zawału jak np. zobaczysz dwulatka z wyciągniętymi rączkami, zbliżającego się dziarskim krokiem w stronę czteropalnikowej kuchenki z buzującą zupą, garnkiem z makaronem i innymi potrawami, a on przy okazji krzyczy „Ja chce siam!…” Ale konie też dają nieźle popalić 😉 i w przypadku co niektórych egzemplarzy niezależnie od wieku… 😉

        2. Karolina

          Dzięki dziewczyny za wytłumaczenie 😉 Myślałam, że to jakaś metafora i zaczęłam się zastanawiać, czy któryś z wetów kiedyś użył takich słów 😀 Najważniejsze, że wszystko się dla Was dobrze skończyło :)

  3. Kama

    Christiane jest zdecydowanie niesamowita, potrafi zwrócić uwagę na rzeczy, na które do tej pory żaden wet uwagi nie zwrócił. Plus też widziałam kilka dość spektakularnych zmian w koniach „beznadziejnych” po jej zabiegach, jednego konia doświadczyłam – była to już pełnoletnia kobyłka a i tak efekt był fantastyczny. Ciekawe, czy u Cebuli faktycznie wyjdzie jakiś problem z nerkami czy wątrobą.

  4. Ciasteczkowa

    Osteopatia to wspaniała i niesamowita „dziedzina” fizjoterapi ,sama na swoim przykładzie doświadczyłam praktycznie niemożliwego , mianowicie dzieki zabiegom osteopati moj koń „wyszedł” z head shaking-u i baaaardzo sie ciesze ze ten niesamowity sposób pomocy naszym dzieciakom wchodzi i zaczyna istnieć na naszym polskim rynku!Podzieiam cie za to ze w tak holistyczny sposób opiekujesz sie swoimi maluchami.

  5. gllosia

    Liczę na to, że i ja kiedyś znajdę takiego świetnego fizjoteraupeutę tutaj, w Belgii 😉 Niestety do tej pory nie byłam zadowolona z nikogo, ostatnia osteopatka na jaka trafiłam była najlepsza, jednak nie potrafiła mi powiedzieć nic więcej nad to co ja sama wiem.. Również nie rozwiązała problemu konia, z którym nadal się borykam. Przydałaby mi sie taka Chrisitne z przeglądem od uszu po kopyta ahh

  6. Marta

    „zalecając też najlepszą dla Fugu podkładkę (nie sprężynującą i nie gnącą się pod siodłem)”
    Jaka to konkretnie podkładka? Szukam czegoś takiego przez co moja kolekcja podkładek nieustannie rośnie…
    Akton? Mattes?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *