«

»

wrz 24

Nowy, lepszy Kiwi

Dziś mam dla Was Kiwacza :)
Kiwi będzie doskonałym przykładem na to, że pańskie oko konia tuczy. Albo też przykładem na to, jak bardzo zmieniają się młode konie w regularnej pracy i przy prawidłowo zaplanowanym żywieniu.

IMG_0884

Kiwi przyjechał do Garo na samym końcu czerwca. Ponieważ kompletnie nie panował nad swoją męskością, szybko wydał wyrok na własny nabiał: kastracja! Jako ogier spalał się niemiłosiernie, spędzał dnie rżąc do innych koni, fikając po boksie i nieustannie się wyprawiając na widok dowolnego innego przedstawiciela gatunku Equus caballus, choćby był to wałach mikrokucyk :roll: Wystarczyło kilka dni, żeby koń wyraźnie spadł z masy. Aby nie tracić czasu, zapakowaliśmy koleżkę do przyczepy i zawieźliśmy  do kliniki. Po odbyciu dobowej głodówki gniady trafił na stół, grzecznie rozstał się z jajkami (swoją drogą, jak tylko obudził się po narkozie, to… śmiertelnie się obraził. Nie chciał wstawać, a jak już się podniósł, to ustawił się łbem w narożniku boksu i utkwił w ten sposób na prawie całą dobę). W klinice był jeszcze tydzień (a więc znowu śladowe ilości sianka, żeby kanarki się w głowie nie lęgły przypadkiem). Z powrotem do stajni wrócił koń, który nie bardzo przypominał siebie sprzed dwóch tygodni. Tłuszczu brak, mięśni brak, żebra na wierzchu, licha szyjeczka i kanciasty zadek.

Stan na dzień 9 lipca był dokładnie taki:

IMG_9242 IMG_9247 IMG_9267 IMG_9271

Zatem projekt Kiwi został rozpoczęty 😉 Trzeba go było odżywić i odpracować, a dodatkowo uzbroić się w cierpliwość. Dokładnie 76 dni później, 23 września, koń Kiwi prezentuje się cokolwiek inaczej:

IMG_4240 IMG_4227 IMG_4228

Teraz koń, chociaż jeszcze czasem głośnym rżeniem obwieszcza, że oto „pan idzie!”, jest już wałachem, czyli pożytkuje energię w zdecydowanie bardziej zbożnych celach 😉 Początki żywienia bezrobotnego ex-ogiera nie były jednak szczególnie łatwe. Siano, wiadomo – dobrej jakości i od razu do oporu (daję tyle, ile koń jest w stanie zjeść, a żeby nie tratował i nie marnował siana, to pakuję je do siatek albo po plastrze regularnie dorzucam co 2-3 godziny, poza standardowym stajennym karmieniem). Odpadała opcja na znaczne zwiększenie pasz treściwych – koń był w lekkiej, początkowej pracy, przez dwa tygodnie tylko się lonżował w półgodzinnych sesjach. Do niedużej (ok. 1,8 kg dziennie) ilości owsa dodałam wysłodki, aby w bezpieczny sposób dostarczyć kalorii i energii. I tu niespodzianka – księciunio Kiwi nie chce jadać zwykłych, niemelasowanych wysłodków! Podana na wieczór porcja zostawała w żłobie do rana, a rano koń z pietyzmem wydłubywał z niej owies. Zamieniłam zatem wysłodki na Fibre-Beet (wysłodki dosmaczone, ale nie średnio zdrową, cukrową melasą, tylko lucerną) – i te już francuskiemu smakoszowi przypadły do gustu. Gniady codziennie z daleka śledził tęsknym okiem i pochrapującym nosem zbliżające się do boksu wiaderko 😉
Ilość wysłodków stopniowo zwiększałam, aż do maksymalnie podawanych 1,2-1,5 kg suchych wysłodków dziennie.

W miarę, jak koń zaczynał chodzić pod siodłem, najpierw rozruchowo, a później bardziej intensywnie, zamieniałam wysłodki na paszę treściwą – musli. Z paszami nie ma co cudować – wystarczy dobre musli kondycyjne dowolnego producenta. Gotowa, odpowiednio zbilansowana receptura sprawdzi się naprawdę lepiej przy odkarmianiu konia, niż kombinowanie na własną rękę z otrębami pszennymi, jęczmieniem, czy inną kukurydzą. Gotowe pasze dostarczają koniowi wszystkiego, czego potrzeba, aby szybko złapał formę: wartościowych i łatwo przyswajalnych aminokwasów, tłuszczy w optymalnych dla końskiego organizmu proporcjach i przeciwutleniaczy. O tym, na jakie parametry paszy dla utuczenia konia patrzeć, napiszę w najbliższych dniach, bo te kryteria są bardzo proste.
Musli daję zawsze z sieczką – i o tym, dlaczego właśnie tak i dlaczego warto, też będzie wpis :)
Kiwi startował na Baileys Top Line Conditioning Mix, a teraz, ponieważ wygląda już bardzo ładnie – przestawiam go na Hilight Improver. Zawsze to kilka złotych więcej w kieszeni, które mogę przeznaczyć chociażby na zakup marchewek 😉

Sieczka, jaką jedzą wszystkie moje konie, to Baileys Ultra Grass. Jest bardzo uniwersalna i świetnie się sprawdza u koni w treningu, ale też i mniej intensywnej pracy. Jest wysokoenergetyczna, dostarcza większej ilości kalorii niż większość dostępnych na rynku lucern, ale przy tym zawiera znacznie mniej białka niż lucerna (reagujący na białko Zombie po lucernie potrafi mieć nieco nabrane nogi). Jest całkowicie bezpyłowa (istotne dla wrażliwego Skwarka, który nawet moczone siano wypłukuje dodatkowo w poidle). Wreszcie jest niezwykle wydajna – miarka (taka typowa miarka „Pavo”, o pojemności 1,5 litra) to w porywach, w zależności od stopnia ubicia, do 100g sieczki. Dodając miarkę sieczki do każdego posiłku trzy razy dziennie, dla czterech koni zużywam w zależności od zapotrzebowania 1,5-2 worki sieczki.

Zestawienie Kiwika przed i po:

kiwek

Wracając do meritum, czyli schodząc z sieczek i wchodząc z powrotem na temat odżywiania Kiwacza 😉 Zmniejszając ilość wysłodków, a zwiększając udział musli doszliśmy do diety „docelowej” dla dużego (Kiwi ma ok. 175 cm w kłębie), regularnie pracującego (5 razy w tygodniu pod siodłem, raz lonża) 5-latka:
– siano według uznania konia,
– owies 3,6 kg dziennie, musli 2,4kg dziennie, sieczka 300g dziennie, podzielone na 3 posiłki (każdy identyczny: 2 miarki gniecionego owsa, miarka musli, miarka sieczki).

Na takiej diecie Kiwi będzie tył, a przy nieco jeszcze większym obłożeniu pracą – utrzyma się w bardzo dobrej kondycji.

Oczywiście, dorzucamy sobie do tego frykasy – marchewkę, jabłko, kawałek ususzonego chleba czy trawokulkę w nagrodę, ale to już są tylko przysmaki, których nie wliczam do bazowej diety.

Mam nadzieję, że za kolejne 2,5 miesiąca będę mogła pokazać na blogu następną, jeszcze lepszą odsłonę gniadego Kiwacza :)

13 comments

Skip to comment form

  1. Ania

    Fajne takie żywienie dało rezultaty, też czekam na Kiwaczka za jakiś czas – będzie prawdziwym ciachem. :)

    Mam pytanie „techniczne”, w sumie dość osobiste: ponoć w Garo po tym, jak pensjonariusze marnowali siano, nie można sobie go brać do woli jeśli się nie dopłaci. Z tego co piszesz, każdemu swojemu zwierzowi dajesz do oporu, czyli właśnie dopłacasz, czy jako stały, sprawdzony pensjonariusz (o którym wiadomo, że nie robi głupot) jesteś traktowana wyjątkowo? :)

    1. quanta

      Aniu, interesujące pytanie techniczne. Wszyscy dopłacamy za siano. Mam nadzieję, że zaspokoiłam Twoją ciekawość.

      1. Ania

        No fatalnie to zabrzmiało, ale pytanie naprawdę wyłącznie z ciekawości. :)

        1. quanta

          Fatalnie zabrzmiało, że marnują, bo jednak siano trafiające do końskiego brzucha zmarnowane nie jest :) A dopłacanie jest zupełnie uczciwą i sensowną opcją, w sumie z pensjonariuszami o rok walczyliśmy o ustalenie takiego cennika.

          1. Ania

            Z tym marnowaniem to nie chodziło mi o zjadanie, absolutnie, raczej o to, że np jakiś koń miał rzucone tyle, że więcej podeptał, niż faktycznie zjadł. Jak niezrozumiale napisałam, to przepraszam, szalony mam dziś dzień. 😉 W każdym razie ja nie z tych żałujących/dorabiających teorie o brzuchu od siana, mój koń je do oporu i tak jadł będzie. :)

  2. Sonia

    Czyli wyslodki podawalas tylko na mase przez trzy miesiace? Jak podzielilabys proporcje nie majac mozliwosci podawania supelmentow do kazdego posilku ale tylko do jednego lub w ogole osobno jako 4 posilek ? Bede wdzieczna za odpowiedz!

    1. quanta

      Dawałam je osobno, bo tak mi najwygodniej – na wieczór, jako czwarty posiłek. Kiwi dostawał wysłodki krócej, ok. 1,5 miesiąca. Na tych wysłodkach „dopasałam” też Suchego, jak do mnie przyjechał, i Skwara na wiosnę, jak tradycyjnie szykował się do nadmiernego odchudzenia. Kiwi jadł dużo wysłodków, bo naprawdę nie wyglądał ciekawie. U Skwara czy Suchego podawałam 750g wysłodków dziennie (też jako dodatkową, osobną porcję), widoczny efekt był po jednym worku, po drugim przestawałam podawać, bo już nie było potrzeby. Dwa worki przy takim dawkowaniu wystarczają na 53 dni, czyli ok. 1,5 miesiąca.

  3. Olala

    Właściciel chce zostawić Kiwiego w wersji ujeżdżeniowej czy po nabraniu podstawowych umiejętności ma spełniać swoje skokowe przeznaczenia ? 😉

    1. quanta

      Oj, coś mi się komentarz nie wysłał – na razie są plany na dresurę. Tak naprawdę zadecydujemy o przyszłości Kiwacza na wiosnę, do tego czasu będzie można ocenić, jak on pracuje i uczy się. Ja muszę mieć również gdzieś tam na uwadze dorastającego Opfoka, on w przyszłym roku będzie już do zajazdki – a wolnych boksów w stajni brak. No i kto wie, jaki skład końskiej ekipy będzie w przyszłym roku? Skwar na razie dostał odroczkę, ale poważni klienci na niego są i czekają…

  4. Milla

    Dodałabym jeszcze, że ważny jest też odpowiedni trening/ruch dla konia.
    Bo aby kopytne wyglądały jak twoje (czyli pączki w maśle 😉 ) nie wystarczy tylko je karmić.

    1. quanta

      Ba, jeśli koń nie pracuje pod siodłem, to ja bym mu się nie odważyła w ogóle podawać pasz treściwych w ilości większej, niż symboliczna.
      Swoje konie również do tego przyzwyczaiłam, tzn. jeśli mają dzień wolny, albo z jakichś innych przyczyn nie wyrobią swojej normy treningowej pod siodłem, to mocno obcinam musli / owies.

  5. Paulina

    Czy ustalając posiłki i nowe menu dla swoich koni posiłkujesz się wiedzą internetową/książkową/własną ? Gdzie najlepiej zaczerpnąć wiedzy w takim temacie i jak się zabrać za ustalanie jadłospisu? Skąd wiedzieć ile czego dawać i co bedzie najlepsze ?
    Pozdrawiam

    1. quanta

      Mam pod telefonem kilku zaprzyjaźnionych wetów, to po pierwsze i zawsze stosuję się do ich wskazówek.
      Cenne są też uwagi i spostrzeżenia zawodników i trenerów, z którymi współpracuję, oni bazują na swoim doświadczeniu. Koński jadłospis to nie jest na szczęście tak naprawdę wcale jakaś skomplikowana sprawa :)

Odpowiedz na „quantaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *