«

»

kwi 04

Nos do przodu – bo to najłatwiej zobaczyć…

Johann Riegler. Od 1969 roku beraiter w Hiszpańskiej Szkole Jazdy w Wiedniu. W 1981 roku ma już na koncie konie doprowadzone do poziomu Grand Prix, uzyskuje również pełne uprawnienia trenera ujeżdżeniowego. W 1991 obejmuje stanowisko Oberbereitra, funkcję, którą w Hiszpańskiej Szkole Jazdy mają zaszczyt piastować tylko nieliczni i tylko najlepsi. Od 2007 roku zastępca dyrektora wiedeńskiej szkoły.
Przypomnę, że Hiszpańska Dworska Szkoła Jazdy kultywuje absolutnie klasyczne, tradycyjne formy szkolenia koni i treningu ujeżdżeniowego.

Wyśmienity jeździec, który w szkoleniu innych przykłada kluczową wagę do wzorowego, elastycznego dosiadu (a pracuje z naprawdę utalentowanymi uczniami, jak na przykład Dorothee Schneider czy Hans Staub).
Człowiek będący chyba uosobieniem klasyki w jeździectwie.
I ten sam Johann Riegler ma odwagę powiedzieć publicznie coś takiego:
12804742_10208311298210521_1214954663364477559_n
„To co mnie denerwuje, to fakt, że zewsząd słyszy się „nos do przodu”! Tak naprawdę chodzi o długość szyi, to ona jest istotna. Szyja działa jak przeciwwaga i równoważy konia, a jej ustawienie musi pasować do sylwetki całego ciała. Kiedy szybko i nienaturalnie podniosę młodego konia tylko po to, aby sprostać żądaniu „nos do przodu”, nauczę go jedynie usztywniać i blokować plecy. W ten sposób konie uczą się iść tylko przez nogi. Trzeba wziąć pod uwagę, z czym wiąże się kombinacja „nosa do przodu” z potylicą ustawioną jako najwyższy punkt. Taka sylwetka idzie w parze jedynie z najwyższym zebraniem, kiedy zad jest odpowiednio obniżony i tylne nogi przejmują i utrzymują ciężar konia. Wtedy możemy oczekiwać nosa do przodu.
Na to wszystko potrzebny jest jednak czas i koń dopiero dojdzie z czasem w pracy do stawianych przed nim zadań.
Natomiast często jeździ się w regule „nos do przodu” tylko dlatego, że ludzie chcą takie ustawienie widzieć – i mogą je zobaczyć. Jest ot jednak żądanie wygórowane i nie dopasowane już do współczesnych koni. Niestety ludzie mają skłonności do przesady. Tego, czy plecy są przy tym sztywne – tego już nikt nie widzi i na to nie patrzy.

Wywiad z Reiterrevue International, 16 październik.

Suchar jako 4-latek, na drodze do własnej równowagi i siły. Pokazuję mu tylko zasadę, że jego szyja służy do szukania balansu pod jeźdźcem – że nie tylko może, ale wręcz powinien jej używać tak, jak stąpający po linie człowiek używałby tyczki:
IMG_0316 IMG_7741

Cóż dodać, cóż ująć. Dziesiątki razy pisałam na blogu, że w trakcie pracy z młodym koniem nie stawiam sobie za cel umiejscawiania gdziekolwiek jego nosa. Ale już na przykład swobodną pracę i balansowanie szyją – tak, rozluźnienie mięśni karku – również, przepuszczalność – oczywiście. Jeśli moim koniom łatwiej jest sprostać tym zadaniom z nosem za pionem i same taki kontakt i takie ustawienie proponują – proszę bardzo. W miarę fizycznego wzmacniania się ich organizmów szyje zaczynają się unosić i rozciągać poprzez wydajną pracę mięśni przy kłębie i koń zmienia swoją sylwetkę. Nakazanie od samego początku pracy z nosem przed pionem jest trudne – ja w czymś takim znajduję jedynie usztywnienie. Taka szyja u młodego konia szybko męczy mięśnie. Ile dalibyśmy radę utrzymać przed sobą wyciągnięte do przodu ramię? Całą jednostkę treningową? Założę się, że już po kilku minutach mięśnie będą spięte i obolałe, a my zaczniemy marzyć o tym, żeby tę rękę luźno zwiesić. Albo inaczej, chociaż nie przepadam za przekładaniem końskiej anatomii na ludzką. Drogi czytelniku, jeśli wygodnie sobie siedzisz, zwieś teraz luźno kark, żeby broda opadła w kierunku piersi. Pobujaj głową na boki, popatrz w kierunku lewego ramienia, potem prawego. Da się bez najmniejszego wysiłku, prawda? Tylko Twój nos jest teraz za pionem 😉 Sprawdźmy zatem drugą wersję. Znów zwieszamy luźno głowę, ale teraz brodę zamiast do piersi kierujemy mocno w przód. Śmiało, tak żeby nos był przed pionem! Założę się, że właśnie czujemy, jak mięśnie karku stały się naciągnięte i być może również napięte. I teraz, z tą brodą do przodu patrzymy w stronę lewego ramienia, przełączamy się na prawe… Czy równie wygodnie? A może nawet boli? A ten mięsień, który właśnie dogłębnie czujemy, to mięsień czworoboczny. Ten sam, który u konia zajmuje się również dźwiganiem jeźdźca!

Nie twierdzę i nigdy nie będę twierdzić, że wszystkie konie należy jeździć za pionem i jest to jedyny sposób na skuteczny trening. Proszę jednak, żeby koni słuchać. To one nam pokazują, jakie zadania są w stanie wykonać w rozluźnieniu i bez sztywności. Na pewne rzeczy trzeba w treningu poczekać i przychodzą one same, kiedy koń staje się gotowy.

Nie ma absolutnie żadnego problemu z tym, żeby nos wyszedł przed pion. Koń pozostaje przy tym leciuteńki na kontakcie, można swobodnie oddawać wodze sprawdzając, czy głowę i szyję niesie sam:
IMG_1046

Dobrym jeźdźcem stanie się tylko ten, który czuje i myśli. Nie ten, który przeczytał coś w książce, a nigdy nie poczuł i nigdy nie przemyślał.

10 comments

Skip to comment form

  1. mari

    nic dodać, nic ująć 😉

  2. kujka

    Ehh bo czuciem jest jak z dżemem truskawkowym z innego posta 😉
    Pamietam jak za mlodszych lat zaczytywalam sie w ksiazkach o jezdziectwie i bylam taka madra. I jak sie rozpisywalam w internecie! Dopiero dzis widze jak NIC kompletnie z tego nie rozumialam 😉 To trzeba wszystko poczuc wlasnym tylkiem, wlasna reka i noga…
    Dzieki za ten post, inshallah dzieki sile takiego klasycznego autorytetu cos dotrze moze w koncu do kogos.

    Oburzone qniareczki za:
    3
    2
    1….

    1. Ann

      Oj fakt, fakt. Zdecydowanie jak widzę kogoś rzucającego na prawo i lewo fachowymi terminami to wiem, że pewnie nie wie o czym mówi 😉 Bo sztuką jest to opisać tak, żeby każdy zrozumiał o co chodzi. Anegdotka z szyją z posta mniej więcej to robi.

    2. Patka hm

      Niestety jeżdżę przeważnie sama, a trening pod okiem trenera mam tylko raz na dwa tygodnie więc wiem jaka różnica kryje się za tekstem przeczytanym a zastosowanym w praktyce pod okiem trenera 😉

  3. Ann

    No po prostu nic dodać nic ująć. Ale niestety ci wszyscy „mądrzy” ludzie nie wiedzą o czym mówią. Dla nich zawsze nos za pionem = rollkur i okrucieństwo a nos przed pionem = zadowolony koń. Dla mnie jedyny koń który będzie niósł przed pionem to koń zebrany, idący w górę. W innym przypadku mamy wysoko uniesioną szyję, spięty, zapadnięty grzbiet i tył majtający się gdzieś. No i w dodatku sztywnego i wkurzonego konia, którego wszystko boli bo nie jest gotowy na takie ustawienie jakie każe mu się przyjąć.

  4. Patka hm

    Zgodzę się ze stwierdzeniem, że ten temat jest bardzo drażliwy, ale trzeba go podejmować :)
    Zgadzam się z tym co pani tu napisała i w sumie to na dzień dzisiejszy nic więcej nie jestem w stanie dodać, bo prawdziwą jazdą zajęłam się dopiero w grudniu 2013 więc właściwie niedawno…
    Coś czuję, że będę często wracać do tego posta :)

  5. Czo czo

    Genialnie wytłumaczone! Świetny, jak zwykle, artykuł. Cieszę się, że trafiłam na tego bloga

  6. Ol

    Nie wiem, czy to wbije kij w mrowisko, bo przecież z czym tu się kłócić :) Wszystko dobrze póki zachowane są wymienione warunki takie jak swobodna szyja, uniesiony kłąb i rozluźniony grzbiet.
    Niestety dla wielu amatorów te odczucia są zupełnie nieznane i to jest problem masowego braku wiedzy jeździeckiej. Bo tak jak można jeździć źle przed pionem, tak samo można robić krzywdę jeżdżąc za pionem. Zbyt silne działanie ręki również spowoduje usztywnienie i brak odbicia. Bo właśnie tak, jak kilka razy pisałaś, to nie o nos chodzi, a o rozluźnienie i przepływ energii z zadu. Zgadzam się, że nos najłatwiej zauważyć, a nie jest on sam w sobie wyznacznikiem czegokolwiek.
    Może post z kilkoma dobrymi i złymi praktykami byłby dobrym ćwiczeniem dla oczu czytelników? :)
    Pozdrawiam serdecznie i zawsze chętnie zaglądam

  7. bebe

    Temat ustawienia głowy konia jest mocno kontrowersyjny – jest i będzie i nic na to nie poradzimy. Jakiś czas temu na revolcie były wstawiane filmy młodziutkiego konia jeżdżonego w nikim ustawieniu na zawodach w Zbrosłąwicach – jeździec został oskarżony niemalże o znęcanie się nad tym koniem 😉 Aż dziwię się, że na blogu taka cisza – widocznie zwolennicy „nos do przodu” nie mają już sensownych argumentów przeciw. I bardzo to cieszy – bo trzeba sobie zdawać sprawę, że krzywdę można zrobić koniowi i jeżdżąc na luźnej wodzy. Każdy jeździec powinien wsiąść na konia o budowie, temperamencie Suchego i zobaczyć, że tego typu konie nie są siłą tak ustawiane od ręki jeźdźca – im jest po prostu tak wygodnie poruszać – znam konisko które na zwykłym kantarze na lonży – ulega „samo zrolowaniu” 😉

    A czy Sucharek od początku był bezproblemowy z akceptacją kontaktu ? Gorące, nerwowe konie niekiedy miewają z tym problem i często są popełniane błędy w początkowej fazie pracy … które długo ciągną się potem w pracy jak się nie zorientujemy, że coś się dzieje nie tak (łatwo popaść w euforię, że nasz koń super chodzi w niskim ustawieniu sam z siebie ;). Nie mówię tu o Sucharku (bo tu jest efekt super pracy – porównuję schemat budowy/zachowania/temperamentu podobnego konia z którym ja mam do czynienia) – ale tak zastanawiam się czy nie miałąś momentu w pracy z Suchym że ”źle rozegrałaś” początkowy etap, a potem trzeba było zmienić taktykę :) Takie konie są bardzo wrażliwe na bodźce – w tym na kiełzno i np na początku chętnie się rolują, leciutkie robią się na kontakcie a potem jest problem z akceptacją normalnego kontaktu – przejechania przez wędzidło, co jest jednak podstawą do dalszej pracy. Do tego dochodzi spora wybuchowość konia, co nie ułatwia sprawy.

  8. Justyna

    Ja mam z kolei pytanie odnośnie tego sprawdzania czy koń sam niesie szyję i głowę. U mojego wierzchowca (fryz) na którym jeżdżę 3 miesiące, kiedy próbuję oddać mu wodze łeb natychmiast wyciąga się w dół. Byłabym wdzięczna o jakiekolwiek podpowiedzi <3

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *