«

»

cze 20

Nie chcę, ale muszę… A Alpi nuci Bohemian Rhapsody.

Moja pomoc trenerska nakazała mi jeździć na zawody.
Ehh…
Ciężki to ze mną temat, bo startowanie kompletnie mnie nie nęci (jestem dziki człowiek i naprawdę wolę zabrać w jedną rękę konia, a w drugą książkę i spędzić godzinę przy pięknej pogodzie na trawie, niż sączyć piwo z kufla po zawodach na bankiecie), ale muszę się zgodzić z faktem, że mam w tej chwili bardzo specyficznego konia, dla którego wszelkie wyjazdy i zmiany bezpiecznej codziennej rutyny byłyby po prostu bezcenne. Jeśli Alpi ma się kiedyś przestać bać świata, to musi ten świat poznawać, nowe miejsca, tłok na rozprężalni, biegające pieski, dzieci, baloniki, trzeszczący głośnik… Dla niego nawet zmiana ułożenia przeszkód w schowku za bandą to ogromne przeżycie (ostatnio wiałam galopem, bo obok przeszkód dołożono obok przeszkód w składziku stosik drewna na opał. Szczerze mówiąc, gdyby mi Alpi nie powiedział dobitnie, że tam się coś zmieniło, to w życiu bym sama nie zauważyła. Ależ ten koń ma pamięć!). Nie ma innej metody, żeby konia obyć z dużą ilością bodźców, niż zacząć go po trochu na te bodźce wystawiać.

Na wyjeździe Alpi był ekstremalnie czujny. Uszy nie rozkładały się na boki, oczy czujnie wypatrywały nadchodzącego końca. Byle przeżyć!
Is this the real life? Is this just fantasy?

IMG_3974 IMG_4365
Wybrałam sobie zatem kapitalne czworoboki z organizowanych co roku Kampinoskich Spotkań Jeździeckich. Są to super przyjazne zawody towarzyskie, odbywające się w naprawdę przyjemnej i przyjacielskiej atmosferze (czekoladki dla uczestników, marchewki dla koni, pamiątkowe flotki dla każdego startującego, pozytywnie nastawieni sędziowie, możliwość objechania czworoboku wewnątrz, jeśli się ma szczególnie płochliwego konia itd.). W tym roku do listy organizatorów dołączyła stajnia Bobrowy Staw, które warunki do startów oferuje naprawdę na międzynarodowym poziomie: doskonałe podłoża, przyjazny czworobok (na dużym placu, czyli dość odseparowany od strasznych obiektów w otoczeniu), komfortowe i duże boksy – a w dodatku rzut beretem od stajni, w której z końmi stacjonuję. Grzechem by było nie pojechać!

Muszę przyznać, że Alpi prezentował się fantastycznie i momentami naprawdę jak dorosły koń:
IMG_4648 IMG_4649 IMG_4651IMG_4686IMG_4689IMG_4691IMG_4692

No więc się wybraliśmy – Alpen wlazł do przyczepki jak po sznurku. Hmm, to jest na pewno ten sam koń, który jeszcze niedawno przy pierwszej próbie załadunku podarł dwie pary ochraniaczy i poobijał własną głowę? 😎

Przyjechaliśmy ze sporym wyprzedzeniem, żeby Atari mógł ochłonąć w boksie, skonsumować obiad i sporą porcję siana. W końcu nic specjalnego się nie dzieje, jest prawie jak w domu, chociaż trochę inaczej. Wyszykowałam go pięknie – w koreczkach, białym czapraku i połyskujących ochraniaczach wyglądał naprawdę zjawiskowo – i poszliśmy na halę rozprężać się. W ręku. Alpi najchętniej by tę całą drogę pokonał pełzając i szorując brzuchem o podłoże. Ze strachu. Oczy mu prawie wypadały z głowy, nos fuczał, a cały koń kulił się w sobie. Było cichutko i spokojnie, świeciło słoneczko i leniwie dmuchał zefirek. Zdaniem Alpiego to jednak tylko przykrywka i gdzieś tam pod miłymi okolicznościami przyrody może czaić się otchłań. Przeżyją tylko czujni i przygotowani!

IMG_4185
Cóż począć, nie jestem w stanie mu wyjąć w głowy takich czarnych myśli. Sam musi powolutku nauczyć się ich pozbywać. Wsiadłam na takiego struchlałego wypłocha i zaczęłam stępować na długiej wodzy, kompletnie nie zwracając uwagi na próby odskakiwania czy ofuczenia jakichś straszliwych demonów. A tych demonów było mnóstwo. Krzesło. Pan z aparatem. Inne konie. Szyba. Odbicie w szybie. Odbicie w szybie, które się rusza!
20 minut krążenia w tym strasznym środowisko uspokoiło na tyle łomot Alpikowego serduszka, że mogliśmy ruszać w kłus i galop. Zaczął bardzo ostrożnie, ale stopniowo był coraz bardziej mój i coraz bardziej mięciutki. Dokładałam mu dużo stępa, mało trudnych zadań, koncentrując się na rozciągnięciu czujnej szyi. W końcu był naprawdę 100% mój, robiąc fajne żucie w galopie, kłusie i stępie. Sprawdziłam tylko reakcje na pomoce i faktyczne skupienie na jeźdźcu (jest do tego kapitalne ćwiczenie: jedziesz metr od ściany, sprawdzając na ile koń jest prosty i na pomocach i robisz szybkie przejścia galop-klus-kontrgalop, dbając o to, żeby koń cały czas szedł naprzód, nie krzywił się, nie wypadał, a reagował na zmianę biegu w górę czy w dół na nanosekundy). Wszystko działało świetnie, więc byliśmy gotowi do przejścia na czworobok.

IMG_4360 IMG_4363
Alpi tak zestresował się zmianą miejsca, że na szybko przypomniał sobie tekst Bohemian Rhapsody i zaczął go nucić pod nosem. Konkretnie ten kawałek:
Too late, my time has come
Sends shivers down my spine
Body’s aching all the time.
Good bye, everybody, I’ve got to go
Gotta leave you all behind and face the truth.

No cóż, nadając mu prorocze imię liczyłam na to, że będzie tańczyć, a nie śpiewać! 😆

Niestety po konkursowym placu nie można już się dłuższą ilość czasu pokręcić na spokojnie oswajając straszaki. Został nam tylko malutki placyk na czas poprzedniego przejazdu, gdzie zresztą udało mi się rewelacyjnie wyjechać rudzielca na dwie wodze i kłus, jaki się wtedy poruszał był po prostu znakomity. W ogóle podczas całych zawodów podeszło do mnie kilka znanych i nieznanych osób pytając, co to za koń i gratulując, że doskonale się prezentuje. Brawo Alpi! :)

f1 f13f6f4 f5f10 f3
A sam czworobok… 😎 Już samo zbliżenie się do pierwszej budki sędziowskiej było niezłym wyczynem 😆 Alpi dalej miał w głowie tylko utwór Queen i nucił go sobie pod nosem:
No, no, no, no, no, no, no (Oh mamma mia, mamma mia)
Mamma mia, let me go.
Krzywe zatrzymanie, bo baaardzo chciał się odsunąć od budki sędziowskiej. Skok i galop na przekątnej z poszerzonym kłusem, bo na trasie leżała… kupa. Kolejny wyskok i zgubienie galopu, bo w mijanej właśnie budce sędziowskiej ktoś zaczął zakładać sweter, wymachując rękami nad głową niczym rasowa czirliderka.
Belzebub has a devil put aside for me, for me, for me.
No coś w tym było. Zobaczcie sami 😉
IMG_4407Mama, ooh (anyway the winds blow), I don’t wanna die
I sometimes wish I’d never been born at all.

I see a little silhouette of a man,
Scaramouche, scaramouche, will you do the Fandango.
Thunderbolt and Lightning, very very fright’ning me.

I’m just a poor boy and nobody loves me.
He’s just a poor boy from a poor family,
Spare him his life from this monstrosity.

Dużo dużo błędów jak powyżej, dużo spięcia ze strony konia, ale mimo improwizowanych przez Alpiego atrakcji muzycznych cały przejazd pojechaliśmy bez pomyłek i względnie pod kontrolą. Końcowy wynik 62,2% jest naprawdę niezły szczególnie jak na debiut i to w klasie P i to takiego cykora!

Ale przejazd to nie koniec atrakcji i straszenia. Dalej odwiedziliśmy zewnętrzną myjkę i wróciliśmy do boksu na jakąś godzinkę. Potem ponowne ubieranie zwierzaka i wyjazd na obowiązującą wszystkich dekorację. Kolejne przeżycia, dużo koni, trzeszczące nagłośnienie, od którego może trzeba uciekać, sędziowie z tymi strasznymi wstążeczkami… Jak się w tym odnaleźć? Finalnie pamiątkowa flotka nie mogła zostać zawieszona na ogłowiu i musiała zwieńczyć cholewkę mojego buta 😆
IMG_4591 IMG_4597
Za to momentami Alpiemu zdarzało się już w tym galimatiasie odpuścić swoją bezgraniczną afektację i wtedy dawał fantastyczne, dorosłe uczucia. Był naprawdę ze mną :) Czyli jest nadzieja, że może z czasem dorośnie w głowie, oswoi się ze strasznym światem i zaczniemy jeździć tak:
Nothing really matters, anyone can see,
Nothing really matters,
Nothing really matters to me.

To był długi i wyczerpujący dzień, pierwszy prawdziwy wyjazd, który zaliczyliśmy wprawdzie bez ciśnienia, ale też bez taryfy ulgowej.
Bardzo jestem dumna z kasztanka :)
IMG_4412

23 comments

Skip to comment form

  1. Riada

    Nie wierzę! Quanta, zapewniam cię, że wszyscy czytelnicy czekali na twój wyjazd na zawody. I co? Nie taki diabeł straszny? No, Alpi nie jest chyba jeszcze do końca przekonany… 😀

    1. quanta

      Ja się zawodów nie boję. Zajeżdżam w domu młode surowe konie, nie mam lonżownika, a do dyspozycji tylko gigantyczną halę i jeszcze większy plac. Zawody przy tym to bułka z masłem.
      Tylko powiedz mi po co je jeździć? Jest z tym kupa zachodu, konie, które zostawiam w domu zaliczają bezrobocie, a jeśli mam konia normalnego w głowie i pewnego siebie, na którym obce miejsce nie robi wrażenia, to tych korzyści nie zgarniam aż tak dużo. A ani sławy ani kasy w Polsce na ujeżdżeniu nie ma 😉

      1. Ann

        Oj Quanta chyba nie masz duszy sportowca 😉 Ja sama skaczę i wywalam na to kupę kasy bez właściwie racjonalnej przyczyny. Ani sławy ani kasy nie ma 😉 Ale jest ogromna satysfakcja i przyjemność.

        1. quanta

          A co to znaczy dusza sportowca? Wytrwałość, sumienność pracy, dążenie do rozwoju – to nie jest sportowe nastawienie? 😉 A kasę zdecydowanie wolę wywalać na utrzymanie większej ilości koni niż wojaże przyczepką po sąsiednich stajniach :)

          1. Ann

            Nie tu chodzi po prostu o to „coś” które każe ci startować, rywalizować i dążyć do perfekcji aby mierzyć się z najlepszymi 😉

          2. quanta

            A bez startowania nie mogę dążyć do perfekcji? Nie mogę mieć celu, żeby mierzyć się z najlepszymi? Choćby takiego, że jakbym jeździła sobie na czworoboku obok Charlotte, to ona podjechałaby do mnie i powiedziała „super jazda”? To wszystko odbywa się tylko na zawodach? 😉
            A rywalizacji mam mnóstwo między moimi końmi z tego samego rocznika. Miesiąc w miesiąc któryś rozwinie się bardziej, więcej nauczy, szybciej progresuje, szybciej przełamuje swoje słabości.

            Znam osobę, która nie startuje, a walczy o swojego konia jak wojownik ze Sparty. Zmienia go, rozwija, ćwiczy, poprawia i ciało, i głowę, chociaż ma na co dzień naprawdę niełatwe zadanie. To jest dla mnie dusza sportowca, ona się mieści w podejściu, zamiarze i wykonaniu. A cel może być różny – dla kogoś puchar, dla kogoś innego przełamanie swoich albo konia ograniczeń.
            Znam też regularnie startujących (duże zawody) skoczków, którzy na co dzień nie jeżdżą (na konia wsiada trener, tudzież lonżuje luzak), a jeśli już to robią, to zapakują się na grzbiet koński na 20 minut wsiadając na gumie. Konie mają niezłe, więc na zawodach nie ma poruty. Dusza sportowca? Ja bym jej nie oceniała przez zawody 😉

            Niektóre dziewczyny marzą całe życie o białej sukience i wystawnym ślubie, w którym grają główną rolę. Inne nie. Daleka bym była od wyciągania wniosków, że te drugie są mało wrażliwe albo nie romantyczne. Co kto lubi :)

          3. Ann

            Q ja nie powiedziałam, ze bez startowania nie można. Tutaj chodzi o motywację i chęć rywalizacji i potrzebę startowania. To jest ciężka rzecz do wytłumaczenia tak samo jak truskawkowy dżem :) Ja nie uważam, że bez zawodów to nie jeździectwo. Jeździectwo to jeżdżenie aby zapewnić koniowi komfort pracy i zachęcić go do zabawy swoim ciałem ale jest nim też startowanie w zawodach czy jeżdżenie rekreacyjnie do lasu.

          4. Ann

            A co do wsiadania na konie – nie wyobrażam sobie jakiejkolwiek pracy z koniem bez wytworzenia tej specyficznej więzi i zaufania, choć fakt, w skokach zdarza się często, że ktoś ma po 12-14 koni. Ale raczej porównywanie skoków i ujeżdżenia to chyba niezbyt trafione. Skoki to generalnie emocje i ryzyko a w ujeżdżeniu liczy się perfekcja i czysta sztuka 😉 Tak więc można rzec że jestem skoczkiem z duszą pingwina 😉 I nikogo absolutnie nie oceniam, ale ktoś kto uwielbia startować nigdy chyba nie poda sensownego argumentu czemu to robi. To tak samo z pytaniem czemu jeździmy. Jest miliard odpowiedzi a żadna dobrze trafiona 😉

  2. Agata

    Jestem pewna, że Alpi niczym nie rzucał, tylko robił żucie 😀

  3. horseart

    Gratuluję dobrego (mimo małych przygód) przejazdu :)
    Fajnie, że w końcu się zdecydowałaś – dobre zawody są dobrą inspiracją na dalsze treningi. Przyznam, że ja też nie jestem fanką startów, wole jeździć młode (choć w poprzednim temacie słusznie odradzane) i przygotowywać do zawodów, a na starty oddać zawodnikowi – sama się spalam :( Ale jak mnie wypchną to nigdy nie żałuje :)
    Mam nadzieje, że Cię trochę wciągnie i zaczniesz jeździć choćby po to by pokazywać juniorom jak powinno się „działać” z końmi. Powodzenia !

    1. quanta

      Dobre treningi są inspiracją na dalsze treningi. Gdybym miała pracować z koniem dla samych zawodów, to nie sądzę, żeby mnie to w ogóle wkręcało. Tymczasem inspiracją jest to, że progresujemy i mam co tydzień w zasadzie nowego konia, który pięknieje w oczach, a rzeczy trudne czy początkowo niewykonalne robią się po kolei banalnie proste, takie do zabawy. To jest inspiracja :)
      Może zawody bardziej nęcą, jeśli koń się nie zmienia w takim szalonym tempie – jako odskocznia, czy coś nowego od codziennej rutyny? Bo ja na przykład dopiero co robiłam lewy galop, żeby koń poruszał się możliwie prosty i sam trzymał chód w niezbyt kosmicznym tempie, a teraz już proszę o kroczek lub dwa zebrania w obydwie strony 😉

  4. bio

    A ja niezmiennie ze zniecierpliwieniem czekam na jakieś filmy!

  5. moon

    Brawo wy!
    Po co jeździć na zawody? Chociażby po to, żeby ładnie powyglądać! 😛 (no dobra, Wy wyglądacie ładnie nawet na codzień :P)

    1. quanta

      Ten argument odpada, bo na koniu trzeba wyglądać elegancko nawet w poniedziałek rano 😉

      1. Moon

        Po napisaniu doszłam do takiego samego wniosku
        pozdrawiam, anty-zawodowa panikara 😛

  6. ST

    Kurcze, jak czytam tekst, który tu umieściłaś, too…no, nie czytam, tylko nucę w głowie. 😀 O mamma mia, mamma mia…
    A Ty z Alpem – klasa, nawet przy takich szaleństwach, gratuluję!

  7. kokos

    A Suchy czemu się nie zabrał w pakiecie?? :) Alpi był na tyle zajmujący że nie starczyłoby czasu na jeszcze jednego rudzielca??
    A po za tym to cudnie się chłopak rozwija :)

    1. quanta

      Za dużo dla mnie na raz, poza tym nie wiedziałam ile czasu trzeba będzie tak naprawdę poświęcić Alpiemu – może i dwie godziny spaceru w ręku po terenie ośrodka, żeby trochę ochłonął i oswoił się z rzeczywistością? Poza tym jazda na dwóch koniach w tym samym konkursie to już naprawdę spore logistyczne zadanie, ja za cienka jestem 😉

  8. Moona

    Brawo, super daliście radę! :)

  9. Mari

    Czemu nie uprzedziłaś? Popełniłam największy życiowy błąd. Po przejechaniu L2 (nie chwaląc się) mogłam zostać na dekoracji, a w międzyczasie poobserwować P- nie zostałam :/

  10. rybka

    Gratulacje dla Ciebie i dla tych oczu na szypułkach :) Normalnie wygląda jak peryskop, który sprawdza co ta na zewnątrz :)

    1. quanta

      100% Alpiego w Alpim 😉 On po prostu jest czujny ponad normę i dzięki temu dotąd nie dopadła go otchłań 😉

  11. Magdalena

    Gratulacje :)
    Bardzo dobry wynik z przejazdu.
    Ale,powiem szczerze ze juz na pierwszych zdjeciach oczy Alpiego ” mówią” no no no no i pewnie z checia znalazłby się w domu 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *