«

»

maj 04

Natura nie zawsze jest idealna…

No i mam po trochu za swoje – Alpi podbił się w zeszły czwartek i majówkę spędzał w takich oto kapcioszkach:

IMG_0719 IMG_0720 IMG_0724

Cały zeszły tydzień siedział sobie na piaszczystym lub trawiastym padoczku i raptem trzy razy pracował na lonży (na początek stawiam na pracę z ziemi, bo mamy kilka zupełnie podstawowych kwestii do wypracowania i dzieciakowi będzie zdecydowanie łatwiej samemu się uczyć, niż z plecakiem na grzbiecie).
Koń prosto z hodowli, siedzący na dworze całe swoje życie. Nigdy dotąd nie kuty.
Kopyta powinien mieć jak dzwony, prawda? Sama natura!
Już w pierwszym wpisie o nim nadmieniałam, że życzyłabym sobie większych kopyt, ale zaryzykuję i zostawię go póki co boso, przynajmniej do czasu, kiedy nie będzie bardziej obciążony pracą. No cóż, nauczka na przyszłość, że lepsze jest wrogiem dobrego… Taka przygoda ominęła by go na pewno, gdyby został okuty.
I od razu wywołuję do tablicy Dosię, która buczała w komentarzach, że po co koniowi większe kopyta, że po co mu podkowy, że konie świetnie radzą sobie boso i tak dalej.
No cóż, najwyraźniej duże kopyta się przydają (właśnie po to, żeby się nie podbijać i czuć na nich komfortowo), podkowy również (żeby lepiej radzić sobie z twardymi podłożami i kamykami), a bycie boso nie w każdym przypadku gwarantuje optymalnie chodzącego zwierzaka.
Alpi jest koniem bardzo wrażliwym, czułym, wyjątkowo szlachetnym, ma super cienką i delikatną skórę, sierść i takież same czułe i wrażliwe, różowe kopytka. Podbity ledwo stawiał stopy, strasznie przykro było patrzeć, jak go to boli :( I to nie chodzi absolutnie o przerwę od pracy. Koń, którego boli podeszwa, odczuwa ogromny dyskomfort również stojąc w boksie. Człowiek z obtartą, zranioną albo stłuczoną stopą położy się lub usiądzie, a koniowi nie jest tak łatwo o chwilę wytchnienia. Alpi musiał dostać dożylnie lek przeciwzapalny, a buty przez dwa dni obficie podlewaliśmy Rivanolem. Na szczęście przyniosło to wszystko doraźną pomoc, bo kolejnego dnia rano koń z boksu wyszedł już tylko trochę sztywny i nieśmiało macający twarde podłoże (na miękkim chodził ok). Następnej doby doszedł do siebie i samodzielnie rozpakował się z obuwia, objawiając swoje intensywnie żółte stopy 😆
W poniedziałek pobrykiwał na padoku, a jutro już trafi na stępo-kłusową lonżę – ale areszt boksowy, ogromna bolesność, zastrzyki – nie wiem, czy było warto narażać chłopaka na to wszystko. Mam nadzieję, że w najbliższym czasie taka rozrywka się biedakowi powtórnie nie przytrafi.

IMG_7603A skoro już o bosych kopytach mowa, to pokażę jeszcze przykład, co też „nieomylna” natura potrafi robić z kopytami. Koń jest prowadzony boso (i strugany naprawdę z głową), ale stawia nogi i ściera róg dość specyficznie. Ponieważ jest dorosły, próby zmiany tego stanu rzeczy byłyby bardzo ryzykowne. Akceptacja obecnego stanu rzeczy pozostawia mniejsze szanse na kontuzję, niż prostowanie kopyt „na siłę”, czy to werkowaniem, czy podkowami. Oczywiście, korekta jest robiona w kierunku uniwersalnego wzorca końskiego kopyta, a nie wzorca, na jaki miałby ochotę osobnik ze wzorca, ale absolutnie bez założenia, że mamy wszystko na stałe zmieniać.

IMG_0679

Muszę kiedyś zebrać się do wpisu o kopytach Zombiego, bo to byłby bardzo ciekawy temat – i historia dwóch lat wyprowadzania kopyt w podkowach. No i tak po prawdzie, to opatrzona znaczkiem [+18]….

86 comments

Skip to comment form

  1. M

    Też mam konika z bardzo małymi kopytkami i wiem Quanta co czujesz. Do tego jeszcze słonika na piłce od chwili kupna, i z tym nie mogę sobie jak do tej pory poradzić. Więc nie dość, że malutkie, to jeszcze ściera tak, że momentalnie robią się sztorcowe :/ Nie miała baba kłopotu, kupiła sobie konia :/

  2. moon

    Taaa, ale rozkujmy wszystkie biedne podkute konisie – zero metalu w pyszczku to i zero na kopytkach! :-/

    1. Sivens

      Tak, ale kantar sznurkowy musi być :) Swoją drogą te sznurkowe kantarki przypominają mi te z targów końskich (Skaryszew itp.) o których jest tak głośno…

  3. Dosia

    A czy aby na pewno ten kowal który u Was struga, robi to tak jak powinien ;)?

    1. Dosia

      Ja nie mowilam tego, ze wszystkie kute konie są biedne 😉 tylko wkurza mnie mówienie, ze wszystkie konie tego potrzebują, ze sobie nie poradza. I tak, są konie które chodzą rajdy 160km na boso. Poczytajcie trochę i nie bądźcie tak zamknięte w swoich dacjach, które juz wcale takie oczywiste nie są. Czasy się zmieniają 😉

      1. Amelia

        Dosia, co z tego, że są konie chodzące 160km rajdy na boso? Są też konie skaczące treningowo 140cm, co wcale nie oznacza, że mój ma do tego predyspozycje, przygotowanie i że powinnam tak robić.

      2. primavera

        Dosia 😀 zabawna ta dyskusja. To tak w sumie, po co my chodzimy w butach? Przecierz my tez mamy te same kosci i miesnie, który mieli nasi przodkowie dawno temu, i radzili sobie boso, to czemu my nie biegamy po miescie bez butów? Czemu ludzie wyrabiaja sobie wkladki korekcyjne na plaskostopie , i rózne inne wady stóp? Odpowiedz sobie najpierw na te pytania, a potem przewróc sytuacje na konie. Ludzie nie sa doskolani, i siegaja po narzedzia korekcyjne aby bylo dla nich lepiej, tak samo z podklówaniem koni – moze i kazdy kon sobie poradzi bez podków, ale jesli mozna niektórym zwiekszyc poczucie komfortu i pomóc w prawidlowej pracy kuciem to czemu nie ? 😉 Pomysl troche i z tej strony.

      3. Iza

        Dosia, oczywiscie, ze sa konie chodzace 160km, ale w jakich tempach? na jakich miejscach plasuja sie w zawodach rangi Mistrzostw Swiata czy Europy?

    2. quanta

      No i właśnie – nie obraź się, ale masz niesamowicie zamkniętą głowę. Dlaczego tak trudno przyjąć do wiadomości ten prosty fakt, że nie zawsze i nie dla każdego konia chodzenie boso to najlepsza rzecz, jaką można dla niego zrobić?
      Naturalnie, wszystko winą fuszerki kowala! 😆 Kowala, który więcej wie o kopytach niż ja czy Ty kiedykolwiek będziemy wiedziały. Kowala, który spędził lata za granicą, który ma w portfolio setki case studies, koni w najróżniejszym typie użytkowania. Kowala, który prowadzi wiele koni boso i wcale nie uważa, że koniecznie musi im przybijać podkowy. Kowala, który współpracuje z weterynarzami,regularnie jeździ na szkolenia i sympozja (w tym zagraniczne), gdzie może oglądać w praktyce najróżniejsze nietypowe i trudne przypadki (na przykład prowadzenie konia użytkowanego w skokach, który kilka lat temu doznał złamania kości kopytowej).
      Ależ oczywiście, że wszystko wina jego braku umiejętności! 😆

      Poczytajcie trochę

      No i teraz już wiem, skąd wynika Twoja wiedza :) Z poczytania – trochę :)
      Ja swoją buduję na praktyce (podobnie zresztą, jak jeździectwo).

      Tak przy okazji – mój kowal decyzję o tym, jak strugać konia i czy kuć potrafi podjąć dopiero oglądając konia w ruchu, na prostych, kołach itd. Ty żadnego z moich koni nie widziałaś na żywo, ale już wiesz, że najlepiej by im było boso… Bo przecież jakieś tam rajdowe konie tak chodzą. Ręce opadają…

      1. Dosia

        Ja nigdzie nie napisalam, ze to na pewno wina kowala, to było pytanie 😉 nie znam go i skoro jest taki świetny jak o nim piszesz to gratuluje 😉

        To jest to samo, jak pisalas kilka postów niżej, ze sie dziwilas, ze jedna Twoja klacz szaleje na padoku :) nic dziwnego.

        Ja nie neguje kucia, ale to Ty pisałas, ze konie w robocie powinny być kute, bo sobie nie radza, więc powiedz mi, czemu za granica sobie radzą ;)?

        1. Paulina

          za którą granicą ? które konie ? jakieś konkretne nazwiska, przykłady ? może ktoś ze światowej czołówki dresażu ?
          z całym szacunkiem, ale ta dyskusja jakaś jałowa…zwłaszcza, że bez oceny i znajomości konia ”na żywo”

          1. Dosia

            Np Anglia, Stany. Tam jest to bardziej normalne niż u Nas 😉

          2. quanta

            Tak się składa, że mam dość bieżące wieści o koniach w Stanach – sprzedałam tam dwa moje. W stajni, w której stoją, wszystkie konie są kute. U trenerki, która szkoli dalej Zombiego – wszystkie konie są kute.
            Anglia? A gdzie? Które konkretnie stajnie? Nie liczący tych przydomowych?
            W Niemczech, w Holandii koń idzie do pracy – są przed nim stawiane konkretne wymagania – i jest kuty. Również trzylatek. To są konie w regularnym treningu w regularnym treningu, które zaczynają pracę, a nie kucyki w przydomowej stajni, które raz na tydzień służą do spacerów. Jakoś te wszystkie cenne konie od tego masowo nie umierają, nie okulawiają się, nie degenerują. Nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie robił niczego, co będzie krzywdą dla tych zwierząt.

        2. quanta

          Poważnie sądzisz, że swoje konie powierzam jakiemuś kowalowi spod ciemnej gwiazdy?

          A w którym miejscu się dziwiłam, że moja kobyła po padoku lata? Ma temperament, jest bardzo ognista, to bym się bardzo mocno dziwiła, gdyby stała jak cielę 0_o

        3. Jula

          Trochę mnie to dziwi, że nigdy konia na żywo nie widziałaś, nie widziałaś jak się rusza, nie widziałaś z bliska jego kopyt, a już oceniasz, że powinien/nie powinien być kuty. A Quanta z pewnością powierza konie zaufanemu kowalowi, który lepiej oceni stan końskich kopyt niż osoba z internetu patrząca na zdjęcia konia. Co do koni w Stanach czy Anglii, to niektóre faktycznie nie są podkuwane ( co zdarza się jednak bardzo rzadko ). Ale to są konie w Stanach/Anglii i to, że one podkuwane nie są, wcale nie znaczy, że dla wszystkich koni jest to dobre. Są konie pracujące na takim a nie innym podłożu i gdyby pracowała ,,boso” zwyczajnie nabawiłyby się różnych schorzeń kopyt. Reasumując konia nie widziałaś i nie powinnaś wydawać o nim opinii.

          1. Dosia

            Tak się składa, że wstawiając zdjęcia, posty do internetu trzeba liczyć się nie tylko z pochlebnymi komentarzami. Ja tylko wyraziłam swoje zdanie na temat tego, że wszystkie pracujące konie muszą być kute, Chociaż w sumie racja, przy trybie życia konia sportowego są konieczne, ograniczony czas padokowania, albo czasami i jego brak, żywienie które składa się głównie z cukru i skrobi, więc jak takie kopyto ma pracować prawidłowo? no trzeba okuć, więc macie racje 😀

          2. quanta

            Oczywiście – kujemy, zamykamy w boksach, karmimy samym czystym cukrem i mączką z ziemniaków (specjalne wysokoskrobiowe odmiany!), prześcigamy się w łamaniu szczęk kiełznami, nakrywamy derkami przy trzydziestu stopniach i w ogóle robimy wszystko, żeby koń był smutny, nieszczęśliwy i w depresji, chory, obolały i umierający. Właśnie z takim się najlepiej współpracuje i na takim najlepiej jeździ… (uprzedzę o ironii, gdyby jakaś koniarka nie złapała jej między wierszami).

            P. s. hucuła też bym nie kuła :)

          3. Dosia

            Nie lubisz jak ktoś ma inne podejście do koni, niż Ty ;)?
            Oprócz hucula mam również inne konie 😀 źle sprawdzilas 😉

          4. Lilly

            Powiem tak – w mojej stajni większość chodzi boso – bo skoro pracują 2 razy w tygodniu i chodzą po miękkim to po co im podkowy? Natomiast wszystkie konie intensywnie pracujące/ z wadami budowy chodzą podkute. Osobiście uważam, że nie należy kuć konia na siłę, jeśli nie ma potrzeby, ale tutaj wyraźnie taka potrzeba jest, przynajmniej z tego co czytam. Zbyt małe kopyta to poważny problem – naturalnie gorzej amortyzują wstrząsy, więc kucie zdecydowanie jest dobrym wyjściem. Współczuję problemów z kopytami, sama mam konia z problemami kopytowymi (poprzedni kowal spaprał robotę zupełnie). Ale nie rozumiem zarzutów co do żywienia – konie opychane cukrem i skrobią ( tak zawiasem skrobia to też cukier ekhm ekhm) nigdy nie sprostałyby wymaganiom konia sportowego. Ale co do ograniczonego padokowania – oj to duży problem, bardzo często się zdarza, że konie sportowe nie mają regularnego kontaktu z innymi końmi (bo się pokopią itp.) i prowadzi to do problemów psychicznych… Natomiast byłam w stajni sportowej, gdzie konie chodzą na małe padoki parami – najpierw oswaja się je prze płot, potem przez sam pastuch aż w końcu chodzą razem – minimalizuje to ryzyko ustalania hierarchii siłowo. Ale gdyby konie Quanty były tak traktowane – zapewniam cię – żaden człowiek by nie kupił takiego „zaszczutego” konia, bo na czworoboku to się nie sprawdzi.

  4. iza

    Prawda jest taka, że przesada w każdą stronę jest zła. A przy „naturaliźmie” wszelakim jakoś łatwo o skrajności.

    Nie powiem, żeby podkowy były największym dobrem na świecie. Zupełnie obiektywnie patrząc na budowę i działanie aparatu ruchu – podkowa nie jest takim ultra super wypasem. Ale też nie można dać się zwariować. Podkowy poprawiają ruch, poprawiają stabilność i u konia w pracy – są potrzebne. Natomiast jeśli miałabym kuć moje padokowce – byłabym nienormalna, bo nie ma potrzeby.

    z tego co pamiętam – przy koniach z takim problemem jak ten na ostatnim zdjęciu to powinno się działać „jak kopyto prowadzi” a nie pod linijkę i do wzorca, jeśli mamy do czynienia z koniem starszym, który ma określony „styl” poruszania.

    W każdym bądź razie – przesada w każdą stronę jest zła. Trzeba patrzeć na to rozsądnie i bardzo indywidualnie a nie podporządkowywać się modnym nurtom „bo tak” i zachowywać jakby człowiek wlazł do jakiejś sekty… Chłopak ewidentnie potrzebuje czegoś innego niż wieczne podbijanie się i nie ma co na siłę forsować „nagości”, skoro to najwyraźniej nie działa.

    Traktowanie podków jak największego zła na świecie nie jest ani dobre ani zdrowe.

    1. quanta

      Ja też jestem daleka od stwierdzenia, że każdego konia trzeba kuć. Przeciwnie, większość koni świetnie sobie radzi boso. Gdyby hodowca kuł Alpiego pląsającego po łące, to zdrowo stukałabym się w głowę. U mnie jednak konie pracują – chociaż w przypadku Alpiego na etapie wstępnej zajazdki spokojnie zwierzak mógłby chodzić boso – a dodatkowo zasuwają absolutnie wszędzie (nawet na padoki, karuzelę, halę) po granitowej kostce. Granit pod względem twardości to drugi kamień na świecie po diamencie 😉 Koń odporny, z mocnymi kopytami poradzi sobie nawet z takim wyzwaniem. Koń delikatny, o wrażliwych kopytach będzie miał z tym problem. A praca na zbyt twardym podłożu może nawet doprowadzić do ochwatu :(

    2. Dosia

      Ja nie jestem ani trochę naturalna, jeźdze klasycznie i nie mam nic wspólnego z naturalsem 😉

      Ale zamykanie koni w boksach, i nie pozwalanie im być końmi to przesada.

      Ps. Z ciekawości, po jakim podłożu chodzil, ze się podbił?

      1. Ania

        „Zamykanie koni w boksach”… eee, aleosohozi? To normalne, że w pewnych „awaryjnych” sytuacjach konie dostają areszt boksowy, tak żeby ruch był tylko kontrolowany, dopóki się nie wyleczą. Podbicie jest bolesne, ale niegroźne, więc tego aresztu akurat w tym przypadku nie ma za wiele… Uwzięłaś się?

        1. Dosia

          Nie chodzi mi o ten przypadek, z podbitym koniem 😉

          1. quanta

            No nie, wcale, tylko z tydzień temu już krytykowałaś: a po co mu większe kopyta, a po co mu podkowy, boso to najlepiej… I to wszystko z pewnością wyroczni, nie widząc nawet konia.

          2. Dosia

            Akurat kwestia zamykana konia w boksie nie toczyła się podbój tego konia, tylko tej klaczy, która musi wychodzić w ręku, bo na padok jej nie puscisz bo się boisz 😉 teraz jasne ;)?

          3. quanta

            Nie jasne, bo klacz właśnie na padok wypuszczałam :) Z ryzykiem konsekwencji, które teraz właśnie koń aktualnie ponosi.

          4. Lilly

            Jejku ja bym w życiu nie puściła „świeżego” i niewybieganego konia na padok! Zwłaszcza, że w pracy stopniowo ten nadmiar energii się zmniejszy. Kiedy wy wreszcie zrozumienie, że to nie są konie za kilka tysięcy tylko na kilkadziesiąt wręcz! Zresztą klacz nie będzie przecież wiecznie wychodzić w ręku, bo taki koń będzie nieszczęśliwy, a to widać na czworoboku. Ja rozumiem Quantę i jej strach o konia. Miałam przypadek podobny – kontrolowane hasanie pod jeźdźcem i ograniczenie paszy treściwej podziałało dopiero po czasie! To nie ma tak – dwa dni pochodzi to się wyciszy, To stopniowy proces.

      2. quanta

        No naturalnie puściłabym podbitego konia (który chodzi prawie jak ochwacony) z innymi na padok, żeby się radował, szczególnie, jeśli będzie przez te konie ganiany. Już pędzę wypuszczać teraz będącą na rekonwalescencji Fugu!
        Dosia, czytaj uważniej, bo pisałam dokładnie, jakie mamy podłoża w stajni i dlaczego swoje kuję. Na 99% załatwiła go granitowa, super twarda kostka, która u nas jest wszędzie. Nawet jeśli jedzie się na stępa na koniec pracy, to właśnie po takim podłożu (o ile nie masz ochoty kręcić się w kółko po placu czy hali). Młody koń czasem się czegoś spłoszy, odskoczy, zatupie – normalne. Kopyta uderzają o podłoże, z którym koń nie miał nigdy w życiu do czynienia. Są takie, które sobie poradzą, są takie, które sobie nie poradzą. Opfok po przywiezieniu go do mnie przebudowywał sobie kopyta, łapiąc krwiaki i łupiąc ściany przez kilka miesięcy – ale on akurat ma ogromne, okrągłe talerze na stopach, siłą rzeczy dobrze dystrybuujące obciążenia.

    3. quanta

      Izo, dzięki Ci za mądre słowa i zdrowy rozsądek :) Przybijam piątkę – oby takich koniarzy było jak najwięcej.

      Dla Alpinusa rozstrzygające będą najbliższe 2-3 tygodnie. Wcale nigdzie nie napisałam, że skreślam czas do wizyty kowala, a gorące żelazo już czeka 😉 Po prostu zobaczymy. Przy obecnym obciążeniu pracą – niewielkim – powinien sobie poradzić boso. Oczywiście mogę się mylić – tak jak już się to właśnie zdarzyło. Ograniczymy stępowanie po terenie (kostka), a że koń od przyjazdu jest mocno suplementowany biotyną, to mam nadzieję, że sobie sam poradzi. Jeśli nie, to trzeba mu będzie trochę pomóc.

  5. takatam

    nie ogarniasz tego że czasem koń MUSI być podkuty?

    1. Dosia

      Nie.

      1. Lilly

        Ehh szkoda słów. Miałam pod tyłkiem konia którego „nie bedo kuć bo to zuo jest!” i w ten sposób załatwili mu nogi… Miał poważną wadę kopyta i wymagał kucia na wszystkie cztery nogi. Stawy nie wytrzymały obciążenia związanego z nieprawidłową budową i z tego co wiem panna do dzisiaj nie pracuje i służy jako konik „do towarzystwa”.

        1. Dosia

          To była ironia 😉 oczywiście, ze rozumiem, ze niektóre konie muszą być kute 😉

  6. Odysowa

    Można wiedzieć jaki lek dostał koń dożylnie? Mój koń też był podbity, okłady z rivanolu dostawał na kopytko, ale nasz kowal-właściciel stajni twierdzi, że to natura ( hi hi) musi zadziałać i ropa ma wyjść sama. Niestety on innych kowali nie toleruje. Zamiast spuścić ropę od razu trzymał ją w kopycie. Koń cierpiał i był wykluczony z roboty na prawie miesiąc. Masakra. Ropa w końcu wyszła koronką, na szczęście kopyto w tym miejscu rośnie normalnie.

    1. quanta

      Standardowy lek przeciwzapalny (plus typowy koński przeciwzapalny w saszetkach).
      Współczuję ropy, to jest naprawdę koszmarnie bolesne dla konia :( Koń obciąża bardziej drugą kończynę, która też zaczyna boleć, a w dodatku przez ten cały czas nie może sobie ulżyć, odpocząć i uśmierzyć bólu. Alpi się podbił symetrycznie na dwa przody… Kowal specjalnie nie wybierał nadmiernie podeszwy, żeby kopyto miało szansę się samo uformować i wybudować, to kasztan zaliczył siniaki na linii białej, identycznie po dwóch zewnętrznych stronach, obłupując jeszcze po kawałku zewnętrznej ściany. W najgorszym momencie ledwo szedł stępem na myjkę, żeby kopyta schłodzić – bo oczywiście po stronie podbić powierzchnia kopyta ciepła, a tętnice palcowe buzujące od ciśnienia :( Dobrze, że skończyło się u nas na kilku dniach.
      I oczywiście, konie są ekstremalnie różne. Zombie potrafił się podbić również w podkowach, czasem tak, że kowal przy rozczyszczaniu odkrywał dziury i tunele po ropie – nigdy nie kulał. Za to przy bolącej strzałce nie był w stanie zrobić nawet kroku.

    2. sumire

      Dżizas @_@ Czym prędzej zmieniłabym stajnię, gdyby ktoś miał mi dyktować, pod czyją opieką kowalską ma być mój koń… A jeszcze po takiej akcji – tym bardziej. Przecież najlepiej czekać, aż ropa poczyni w kopycie spustoszenia. A jakby kopyto było mocne i twarde i ropa by nie wyszła? Tak też się zdarza. I może nieść za sobą poważne konsekwencje. A generalnie przy kulawiźnie to chyba ta najlepsza możliwa diagnoza, więc po co sobie fundować do tego dodatkowe atrakcje?

      Quanta, dobrze widzę, że lewe kopyto jest lekko sztorcowe?

      1. quanta

        Ja bym przez takie czekanie na ropę i długotrwałą bolesność piekielnie bała się ochwatu :(

        O kopytko pytasz kasztańca czy karego?

        1. sumire

          Albo tego, że ropa powędruje sobie w stronę kości kopytowej… Też miło.

          Pytam o kopyta z ostatniego zdjęcia. Fakt, jestem mało bystra, bo nawet nie zwróciłam uwagi, że to kopyta innego konia niż Alpi… A specjalnie wracałam do wcześniejszych zdjęć , czy czasem tam lepiej nie widać. Zupełnie mi nie dało do myślenia, że przy białych odmianach pod opatrunkiem nie mogą znajdować się ciemne kopyta. 😆

          Ja jeszcze jestem ciekawa, czy odnośnie tych ciemnych kopyt Dosia też jest zdania, że bezcelowa jest próba powiększenia ich? Przecież tu nawet nie ma do czego podków przybić… Jakkolwiek Dosia woli na boso 😉 Ale bosym kopytom taki mały rozmiar też dobrze nie wróży. Aktualnie po przejściach z poprzednim kowalem mamy w stajni kilka koni ze zbyt małymi kopytami. Wszystkie prowadzone w kierunku powiększenia kopyt – jakoś i kopyta lepiej wyglądają, i konie ruszają się lepiej, w większym rozluźnieniu.

          1. quanta

            Ostatnie zdjęcia to kopyta karuska, Alpi ma białe pończochy aż po stawy, to nie jego odnóża 😉
            Ale fakt, u niego obydwa przody rosną trochę inaczej – jeden bardziej w pazur, drugi w piętkę. Coś takiego zdarza się bardzo często, u sporej ilości koni.

      2. Odysowa

        sumire, wiem, też chciałam ją zmienić. Niestety ja jestem niepełnoletnia, to mój tata decyduje w takich sprawach. Stajnię mam dosłownie za płotem, stoi mój dom, droga, 2 pastwiska i stajnia.

        Przekonywałam, a raczej próbowałam przekonać „kowala” żeby spuścił ropę. Ale on jest taki, że machnie ręką, coś zażartuje i to by było na tyle. Jak zaraz po wstawieniu tam konie przyszłam z innym kowalem, p. Czakonem, to tak śmiertelnie się obraził i pokłócił z moim tatą, że szkoda gadać. Powiedział, że jak chcemy wprowadzać swoje NOWE ZASADY, to mamy się przenieść gdzie indziej. Jak go widzę to coś mnie bierze, uwierz mi. Koń na szczęście ochwatu nie dostał.

  7. Ola

    Quanta, bardzo dobry, a przede wszystkim odważny wpis 😉

    Osobiście mam dosyć wszystkich, którzy walczą o to by nie kuć koni! Dokładnie, walczą to dobre słowo. Odkąd podkułam mojego ujeżdżeniowca na 4 kopyta, koń chodzi dużo stabilniej, a przede wszystkim bardziej elastycznie. Oczywiście wszyscy „naturalni” werkowacze krzyczeli jaką to krzywdę mu zrobię, i po co kuć. A koń zaczął pracować już na wysokim poziomie i było mu to zdecydowanie potrzebne.
    W tym wszystkim zauważam jedną zasadę – że bardzo płytkie myślenie (i klapki na oczach) mają Ci właśnie naturalni, samozwańczy werkowacze, którzy często – w porównaniu do prawdziwych kowali/podkuwaczy – mają marne pojęcie o tym co robią, a byli na dwóch kursach i uważają, że w kwestii końskich kopyt zjedli wszystkie rozumy. Przykro patrzy się na te krzyczące dziewczęta na r-v, na tych, którzy kują swoje – zaznaczam, pracujące – konie.

    1. quanta

      Mi jest tylko smutno z powodu, że ja nie krytykuję ich bosych kopyt (jeśli mają własne konie w ogóle) i nie nalegam na kucie. A one – no cóż, pewnie nie spoczną, dopóki w internecie będą widziały chociaż jednego podkutego konia.

      1. Dosia

        Ja nie krytykuje kucia, tylko podejścia 😉
        Nie możesz się pogodzić z tym, ze da się startować na niepodkutym koniu ( nie mowie tu o zawodach szalonej klasy L 😉 )
        Ja świata zmieniać nie będę bo i nie mam po co. Wiadomo, kon od tego nie umrze. I powtorze jeszcze raz, bo nie wiem czy ktoś nie ma tu problemu z czytaniem ze zrozumieniem: nie krytykuje kucia, tylko podejścia właścicieli koni.

        1. kokos

          Nie krytykujesz kucia, tylko podejście właścicieli, czyli quanta ma złe podejście do swoich koni. O to chodzi?? To z jakim podejściem można okuć konia, by było według Cb okej?

          Btw. Jak ładnie już na tym na blogu pokazały się „Internety” ;p chodzi mi o taką mało refleksyjną dyskusje, a właściwie jej brak. I jeszcze te ataki z dwóch stron: „Hurr durr biedne konie stoją całe życie w boksach!!!” albo „Puszczasz konia na padok i widzisz jak bryka to dla mnie nic dziwnego że te WSZYSTKIE twoje konie są kulawe” Fajne merytoryczne komentarze także się pojawiają, ale jakoś wydają się blednąć, gdy przychodzą krzykacze ;p

          Mimo wszystko, mam nadzieje że nie zrazisz się do blogowania, bo zaglądam tu często i czekam na nowe posty, które są interesujące, inspirujące, czasem zabawne i zawsze przyjemne do poczytania :)

        2. quanta

          Dosiu, a co powiesz o podejściu właściciela, który kupuje konia z tak małą wiedzą, że nie jest w stanie rozpoznać konia po ochwacie? Co powiesz o podejściu właściciela, który ma tego konia 1,5 roku chronicznie kulawego i do tej pory go nie zdiagnozował?

          Kokos, no nie żartuj, robię się tylko coraz bardziej rozbawiona. Okazuje się, że moje konie stoją w boksach i to źle, ale kontuzjują się na padokach – no to chyba jednak je z tych boksów wypuszczam, ale to też źle.

          Spoko – już był kiedyś taki mega burzliwy wątek, w którym rozszalały się małolaty. Jedna ekspertka od szkolenia koni jak się okazało ma kucyka, którego się boi jeździć, a druga – „zawodniczka, sędzina i zaklinaczka w jednym” naobiecywała wszystkim dookoła pokazać swoje fotki z prawdziwej i jedynej słusznej pracy z końmi… po czym zamilkła na wieki.

          No cóż, najwięcej do powiedzenia mają ci, którzy mało wiedzą. Takie życie.

          1. Dosia

            To zależy, czy przez te 1,5r właściciel miał gdzieś kulawizne, czy jednak próbował cos z nią robić 😉

          2. Nina

            Z tego co wiem, komentarze są po to, aby wyrażać swoją opinię na dany temat. Musisz się niestety przyzwyczaić, że nie każdy się z Tobą zgadza, powinnaś się z tym liczyć zakładając bloga. Określanie osób, które mają inne zdanie małolatami świadczy niestety tylko o Tobie. To samo tyczy się tego, że jak ktoś napisze komentarz, który Ci się nie spodoba z marszu zakładasz, że ta osoba nie umie jeździć i konia widziała tylko „na obrazku”, za to te, które tylko przytakują napewno jeżdżą dobrze i znają się na koniach. Najwięcej mają do powiedzenia Ci, którzy mało wiedzą? Ty też masz całkiem sporo do powiedzenia, hmm… No tak, przecież to na 100% TY wiesz lepiej, niż osoba pisząca komentarz, no taaaak… Jeżeli nie umiesz przyjąć krytyki i jak tylko coś nie idzie po Twojej myśli zaczynasz obrażać swoich czytelników, to gratuluję i nie wróżę sukcesów 😉

          3. Jula

            A mogłabyś mi zdradzić pod którym konkretnie wpisem zaczęli wymądrzać się ci małoletni ”eksperci”? Chętnie bym poczytała. ; )

  8. Paulina

    Ja też do niedawna wszystko od razu kułam. Do czasu, gdy jeden z moich koni tydzień po kupnie zdjął sobie przednią podkowę i wbił w tylną nogę – operacja, potem ochwat, kilka miesięcy i kilka tysięcy do tyłu. Osobiście wolałabym, żeby się podbiła.. I mam konie kute na 4, ale z młodymi zaczęłam uważać, dopóki nie ogarną swoich nóg……

  9. Nina

    Szczerze mówiąc wydaje mi się to dziwne, że koń po kilku dniach/tygodniach u Ciebie nabawia się kontuzji. Jeśli mogę wiedzieć, co na to właściciel (chyba, że to Ty nim jesteś?)? Tak samo było z Fugu. Z Twoich wpisów wnioskuję, iż kilka razy widziałaś jak bryka, szaleje i mimo to bez cienia obaw dawałaś ją na padok? To trochę jakbyś powiedziała do dziecka „weź nóż i się nim pobaw, zobaczymy czy coś sobie zrobisz czy nie”. Wydawało mi się, że osoba z takim doświadczeniem jak Twoje powinna po prostu umieć PRZEWIDYWAĆ co się stanie.

    1. Nina

      Żebyśmy nie zrozumiały się źle – wiem, że nie wszystko można przewidzieć, ale młody koń + brykanie i szaleństwo + padok = najczęściej kontuzja

    2. kujka

      A ja jestem bardzo ciekawa jak bys zapobiegla podbiciu. Kon chodzi na padok plaski jak stol i ujezdzalnie z bdb podlozem, plus wspomniana juz (rownie plaska) kostka.
      Rozumiem, ze dajesz 100% gwarancji ze dzieki umiejetnosci przewidywania ow zwierzak nie podbilby sie?

    3. quanta

      Nina, słabo śledzisz moje wpisy. Poczytaj jeszcze raz.

    4. FastTaker

      Nina, twierdzę (odnosząc się do twojego pierwszego wpisu w tej dyskusji) mimo wszystko, że akurat quanta- może nie na 100% ale bez wątpienia na 98,9% jednak wie lepiej od dowolnej osoby udzielającej się w komentarzach. To po pierwsze. Po drugie- jeśli ktoś pisze wierutne bzdury, błyszcząc tym samym zerową wiedzą merytoryczną i gigantycznym ego- jest albo małolatą albo kretynem-ignorantem. To nie kwestia „nazywania kogoś jakoś” tylko fakt. Z tą różnicą, że małolata z tego wyrośnie, zmądrzeje i nie będzie już małolatą. Kretynem-ignorantem jest się zazwyczaj od zawsze na zawsze.

  10. Moona

    Jeśli już o czytaniu mowa, to ja BARDZO polecam ten artykuł: http://www.classicalway.com/#!jak-dziaaj-konie/c1x5v

    Naturalne systemy są w stanie prawidłowo działać, kiedy ich nie blokujemy. Trzymanie konia od chwili narodzin na miękkim podłożu zdecydowanie nie sprzyja wykształceniu prawidłowych, mocnych kopyt.
    Jeśli przez kilka pierwszych lat życia konia zaniedbuje się prawidłową stymulację końskich kopyt, to nie dziwota, że je potem trzeba wspierać. Uwaga: nie twierdzę, że nie ma przypadków, które mają naturalnie tak słabe kopyta, że bez dodatkowej pomocy nie sprostają stawianym im oczekiwaniom 😉

  11. takatam

    quanta-poprostu nie opisuj kontuzji bo zleci się stado idiotek i będzie krytykować…. :/ a szkoda bo to fajny blog i dane sytuacje są świetnym podkładem dla rzeczowej i budującej dyskusji. Szkoda nerwów, zaraz Cię zgłoszą do jakiejś pożal się Boziu organizacji proanimalsowej i będzie afera :/ Kretynki konia widziały chyba tylko na obrazku, ale mądrują się ze hoho!

    1. quanta

      A niech zgłaszają, zapraszam :) Może TOZ przyjedzie na sygnale do konia w podkowach? Albo do brykającego wypuszczonego na padok? Może jeszcze nie jest za późno, żeby jeszcze zdążyć je uratować? 😎

  12. Cichy Głosik

    Z końmi jest tak jak z dziećmi :P, nie ma jednej słusznej drogi utrzymania i prowadzenia ich, aby były w 100% zdrowe i szczęśliwe. Dzieje się tak z jednego, bardzo prostego powodu, każdy koń jest inny. Trzeba wziąć pod uwagę bardzo wiele czynników różnicujących poszczególne osobniki w obrębie tego gatunku. Np. cechy rasy (sama natura zróżnicowała konie pod względem środowiska w którym przebywały), kierunek hodowli, np. u ras przeznaczonych do wysokiego sportu selekcję do rozrodu prowadzi się pod kątem cech użytkowych, takich jak budowa, ruch, charakter i wiele innych. Ale rzadko bierze się pod uwagę jakość rogu kopytowego. Więc nie ma się co dziwić, że po latach pracy hodowlanej niektóre rasy mają kopytka słabsze, a niektóre (szczególnie te bardziej prymitywne) mają kopyta pancerne i pójdą po wszystkim. 😀 Po drugie – trzeba też przeanalizować obciążenia działające na kopyta danego konia spowodowane pracą. Obciążenia działające na kopyta konia przygotowywanego do sportu, a konia pracującego pod jeźdźcem 2-3 razy w tygodniu są zupełnie inne. Przenosząc sytuację na ludzi, jakoś nie widzę maratończyków biegających bez butów (niezależnie od podłoża), a spacerowiczów czasem tak (tak, tak, jest nawet taki jeden w centrum Warszawy – widziałam go kilkakrotnie :) ). Nawet jak trafi się taki co da radę biegać maratony bez butów i nic mu nie będzie, to jest to ułamek % wśród wszystkich biegaczy. Więc Dosiu, abyś nie była gołosłowna – podaj kilka przykładów koni chodzących maratony, skaczących czy biegających w wyścigach płaskich (o ujeżdżeniu nie wspomnę) w wysokich klasach. Nawet jak wymienisz ich 10, czy 15 – dalej to będzie ułamek % koni pracujących i startujących. Po trzecie – kopyta bose mogą radzić sobie świetnie w warunkach naturalnych (które, moim zdaniem, wykluczają prowadzenie treningów przygotowujących konia do konkretnego sportu – np. 6 razy w tygodniu po 1,5-2h pod siodłem + karuzela + masaże, solarium i wiele innych). Nawiązując do sytuacji Alpiego – kostka granitowa, super równe podłoże na hali i czworoboku i pewnie zadbane padoki nie są zbyt naturalnym podłożem dla końskich kopyt. Naturalne podłoże to najczęściej łąka z dołkami i kamyczkami, step, las z konarami itd… No, to się wypisałam 😉

  13. amnestria

    Dodam tylko, że ta zła Quanta „męczykoń” i „oprawca” w rozmowie ze mną nt. kopyt karuska (a to moje zwierzę) sama przyznała – „nie okułabym”. Koń ma krzywą nogę, więc prostowanie jej na siłę przyniosłoby więcej szkody niż pożytku (co wiem, bo jednym nieprzemyślanym okuciem załatwiłam sobie konia na kilka miesięcy). Noga w środku jest ładna, trzeszczki na I (TAK!), ale girka i kopyto jak były krzywe, tak są.

    Czy podejście Quanty w stosunku do mojego konia nie oznacza właśnie, że ma otwartą głowę?

    1. Dosia

      Ja nigdzie nie napisałam, ze ona jest meczykoniem i oprawca. Widzę jak jeździ i jaka ma wiedzę, wpisy tutaj są bardzo fajne i często wchodze cos przeczytać 😉

      Dobra quanta, tak z ciekawości, masz gdzieś zdjęcia kopyt swoich okutych koni, od spodu? Przyznam szczerze, ze wszystkie kute konie które widziałam miały kopyta w środku bardzo marne, min. Zanik strzałki, albo była ona bardzo wąska.

      1. Marzena

        Dosiu – kucie kopyt potrafi rozszerzyć kopyto. Tak, tak właśnie kucie. Moj mlody miał miękkie peciny jako źrebak. Przez to piętek nie miał a za to kopyto było wąskie i długie jak kaczy dziób. Mam go od odsadzenia i jak tylko oswoił się z nowym miejscem zaczęliśmy z kowalem intensywną pracę nad jego nogami. Był rozczyszczany przez kowala co 3-4tygodnie a ja raz w tygodniu delikatnie tarnikowałam zgodnie z jego zaleceniami. Kopyta powoli poprawialy się, pęciny miały dobrą postawę już jak go zabierałam, więc problem był tylko z kopytami. Młody rósł, kopyta samym rozczyszczaniem zostały znacznie poprawione, jedynie były zbyt wąskie. Niestety wraz ze wzrostem ciężaru konia było coraz trudniej (ostatecznie osiągnął gabaryty Zombie-jest jego siwą wersją) . Ciężar ciała wymagał wiekszych kopyt, rozszerzanie struganiem niestety powodowało pękanie ścian (młody nie oszczędzał się na padoku). Padła decyzja, w wieku ok 2,5roku żeby go okuć: pierwsze podkowy były pantoflowe, żeby się przyzwyczaił , kolejne miały być już dluższe, ew NBSy. Okazało się, że efekt był zaskakująco dobry: przy kolejnym przekuciu już rozmiar większe, pęknięcia schodziły, nie pogłębiały się. Został przy pantoflowych. Jest kuty cały czas – ma 6 lat. Kopyta ma duże, strzalki wielkie i suche: nie ma problemu z gniciem. Jest rozkuwany co jakiś czas -tylko wiosną lub jesienią jak jest miękko. Niestety przy rozkuciu kopyta nadal próbują stać się węższe: ( ale po podkuciu ponownym wracają do lepszego stanu. To nas utwierdza w przekonaniu, że jednak kucie jest konieczne i tylko kuciem kopyta mogliśmy mu rozszerzyć. To jest przykład konieczności kucia. Bronilam się przed tym, szukałam info o butach. Niestety buty są tylko dla koni z prawidłowym kopytami, zakładane do pracy. Z kolei koleżanka kuła klacz, gdyż miała duże płaskie kopyta i się podbijała. Niestety do tego scigała się, więc tylne kopyta niszczyła podkowami. Ratunkiem okazało się rozkucie i zakładanie butów na jazdę, nawet na ujeżdżalni. Kopyta odrosły, poprawiły się, a buty chroniły przed podbianiem. Jaka jest refleksja z tego przydługiego wpisu?:) Każdy przypadek jest inny i każda z Was po trochu ma rację. Otwarta głowa i chęć szukania informacji wszędzie to podstawa. Tylko z rozsądkiem: ynternety pełne są samozwańczych fachowców. Kilka razy obce osoby atakowały mnie po co kuję konia niesportowego! 😛 swoją drogą kaszlu swojego konia jakoś nie zauważyły…

    2. Cichy Głosik

      O i taki koń jest przypadkiem do którego trzeba właśnie indywidualnego podejścia :) A do tego właściciel, który uzasadnia swoje działanie -czyli w tym wypadku: nie kuję bo „Koń ma krzywą nogę, więc prostowanie jej na siłę przyniosłoby więcej szkody niż pożytku (co wiem, bo jednym nieprzemyślanym okuciem załatwiłam sobie konia na kilka miesięcy).” – jest właściwym podejściem.

      Gorzej gdy trafi się ktoś, kto chce kuć wszystko co wygląda jak koń i porusza się szybciej niż kłusem, albo w drugą stronę – rozkuć wszystko, niech się podbija, ściera kopyta do gołej kości – bo co go nie zabije to go wzmocni! Przesada w każdą stronę jest zła:)

      1. Cichy Głosik

        Dodam, że powyższy wpis oczywiście dotyczy amnestri i jej karuska :)

  14. Kasia

    Quanta, jak już jesteśmy w temacie kopyt, pisałaś że jeżeli któryś z Twoich koni ma marne kopyta serwujesz mu poza paszami biotynę. Mogę wiedzieć jakiej konkretnie biotyny używasz i po czym widzisz wymierne efekty?

  15. Ania

    Ach, to, że zleci się stado hejterów, było do przewidzenia. Blog zyskuje na popularności i coraz więcej ludzi na niego zagląda, to i takie kwiatki się rodzą. Dyskusja z takimi ludźmi niczego nie wnosi, dlatego najsensowniej machać na to ręką, robić swoje i cieszyć się potem efektem, czyli tymi biednymi końmi ze sfatygowanymi kopytami w okropnych podkowach i z okropną, nieprawidłową muskulaturą, które utraciły dobrą pracę zadu (vide poprzednia wojna na blogu ;)). Pozdrawiam i oby więcej takich okrutnych ludzi z zamkniętą głową jak Ty.

    Tak w temacie „strasznego” kucia – mój koń z powodu ostatnich przebojów ze zdrowiem miał robione rentgeny. Wet na fotkach zauważył, że w przedniej nodze, z którą były problemy, z powodu zbyt niskich piętek oś kości kopytowej jest zachwiana. Zalecił okuć na podkowy podnoszące piętkę, żeby to jakoś zbilansować i żeby kąt nachylenia do podłoża zbliżyć do normalności, aż kopyto nie zostanie wyprowadzone do takiego ustawienia, w jakim być powinno od początku. Przyjechał kowal, zrobił, oglądał w ruchu przed i po robocie, i o ile przed łapał się za głowę (bo koń miał ewidentny dyskomfort), tak po były krzyki „O kurde, jak to się rusza!”.

    Tak, wiem, zaraz się Dosia rzuci, że podkowa mojego konia znieczuliła i tak naprawdę mu nie pomogłam. 😉 I nawet nie zamierzam na taki ewentualny atak odpowiadać. Daje to jednak do myślenia, że jak najniższe piętki, tak wielki priorytet wszystkich naturalsów, niekoniecznie są najlepszym, co koniowi można z kopytem zrobić.

    1. Wiwiana

      Niskie piętki to nie znaczy jak najniższe (w sensie – urżnąć przy samych uszach, a potem jeszcze trochę, byle tylko nisko było).

  16. N.

    Każdemu według potrzeb, podkowy czasem są „złem” (choć jak koń prawidłowo okuty- to też bez przesady z tym złem) a czasem jedyną słuszną opcją… wszystko zależy od tego komu, po co i kiedy. A konie dość dawno rozminęły się ze swoją pierwotną formą… to trochę tak, jakby wymagać od buldoga francuskiego tego, co od wilka, bo przecież formalnie (idąc tokiem rozumowania z niektórych powyższych wpisów) to to samo.

  17. fourhorseshoe.blogspot.com

    Szkoda konia, ale tak to jest człowiek uczy się na błędach, a czasami przecież lepiej chuchać na zimne 😉

  18. Marta

    Wnioskując z dyskusji, która się toczy z jednej strony lepiej aby koń wychodził na padok robiąc sobie krzywdę niż miał zapewniony ruch z głową? Lepiej nie podkuwać, niech się podbija etc?
    Uważam, że przy koniach trzeba myśleć! Dostosowywać rozwiązania problemów, treningu do danego osobnika. Są konie, które świetnie będą chodziły boso i takie, które sobie nie poradzą bez podków aby bez uszczerbku na zdrowiu pracować pod siodłem, są konie szalejące po padoku i takie co będę się przemieszczać raz na godzinę wolnym stępem niezależnie kiedy, na ile i jak się je na ten padok wyprowadzi. Nie rozumiem też komentarza do Quanty odnośnie kontuzji. Fugu wychodząc na padok nabiła sobie nakostniaka źle, nie wychodzi na padok bo jest po zabiegu źle, Alpi się podbił bez podków źle, Alpi ma być okuty też źle i to wszystko bez zobaczenia koni na żywo? Bez znajomości charakterów, jakości rogu, cyklu treningowego etc? Miałam nadzieję na ciekawą dyskusję, chętnie czytam co kto ma do powiedzenia ale bez argumentów to tylko jałowe klepanie w klawiaturę.

    1. Dosia

      Jakie chcesz argumenty? Dobrze wiemy, ze konie sportowe są na wysokoenergetycznych paszach, a przynajmniej większość. Z wiadomych wzgledow. Jak ma się zachowywać kon który wychodzi na krótko na padok w dodatku bez towarzystwa innych koni? Tak, ja rozumiem, to są konie sportowe, drogie, rozumiem to wszystko i staram się zrozumieć ludzi którzy trenują, startują, wiem, ze nie mogą pozwolić sobie na jakiekoltwiek kontuzję.

      Ja akurat nigdzie nie pisałam, ze źle ze nie wychodzi na padok po zabiegu. To chyba oczywiste. Chodziło o sytuację która była wczesniej, ze kon szaleje to na padok nie będzie wychodził.
      To nie jest osobiście do quanty teraz, ale jak ma się zachowywać kon, który jest namalowany tak, ze trening mu nie wystarczy? Muł gdzieś spuścić ta energie.

      1. Dosia

        Nabuzowany*

      2. kujka

        A skad wiesz ile i jakiego zarcia dostaja te konie?
        „Wszyscy wiemy ze” i „z wiadomych wzgledow” to jakas demagogia a nie dyskusja na argumentach i faktach.

      3. sjonka

        Konie gorącokrwiste są bardzo często temperamentne. Ja mam klacz, która dostaje tylko 3,5 miarki owsa na dzień (miarka ok 800 gram), do tego magnez i niedużo siana (większą ilość tylko sobie rozściela). Broń boże jakiś energetyk. Pół dnia spędza na padoku z koleżanką i ma codziennie trening 1-2h. Wierz mi mogłaby chodzić i 4 godziny w siodle. Nie powiesz, że to niewystarczająco. A i tak dzień w dzień ma się wrażenie jakby stała tydzień. Są po prostu takie konie. Dodam, że jest podkuta na 4 nogi, bo startuję nią w WKKW.

  19. Dosia

    Wystarczy cofnąć się parę wpisów w tył to raz, a dwa napisałam chyba ogólnie, ze konie sportowe 😉

  20. Moona

    Quanta, ja chciałam spytać o te buciki – jak je skonstruowałaś?
    One miały na celu trochę odizolowanie konia od podłoża czy jedynie możliwość zapakowania gdzieś opatrunku?

    1. quanta

      Butki bardzo polecam, są uniwersalne i proste do wykonania. Przy problemach kopytowych typu podbicia czy bolesna strzałka dają ulgę nie tylko dzięki możliwości zapakowania do wewnątrz leku (maści, rivanolu na mokro), ale dzięki temu, że są miękkie – izolują od zbyt twardej nawierzchni. Alpi na piasku nawet sobie radził, ale na kostce było mu za ciężko. Takie buty – szczególnie w pierwszym okresie po jego przyjeździe z Niemiec – w czasie leczenia strzałek montowałam również Zombiemu. Składa się je tak:
      – po podeszwę cos izolującego, gruba warstwa ligniny / gazy,
      – ligniną okręcamy również całe kopyto, włącznie z koronką i kawałkiem pęciny – tak, żeby całość nabrała kształtu buta. Zamiast ligniny do okręcania można użyć czegoś, co nazywa się podkład pod gips (wata syntetyczna pod gips). W ogóle niesamowicie polecam ten materiał do wszelkich opatrunków w stajni. On oddycha, nie przykleja się do ran, jest sterylny, izoluje od otoczenia i pozwala np. śmiało zabandażować nogę konia bez ryzyka odparzenia. Niestety nie da się go kupić w aptece :( Koszt rolki na Allegro to 2-3 złote za sztukę.
      – całość buta mocujemy na kopycie bandażem samoprzylepnym. Znów polecam Allegro – 4-6 zł za rolkę, podczas gdy bandaż ze sklepu jeździeckiego (identyczny) kosztuje 12 zł.
      – od spodu podeszwę i dolną część kopyta wykańczamy srebrną taśmą samoprzylepną (tzw. taśma naprawcza, taśma zbrojona). Opatrunek nie przetrze się nawet jeśli będziemy konia sporo prowadzać w ręku.

      Taki but spokojnie wytrzymuje na nodze 2-3 dni (o ile nie mamy delikwenta, który sam się rozbierze z obuwia w boksie przy użyciu zębisk). Izoluje w 100% od brudu i wilgoci, stabilizuje nałożone leki i przedłuża ich działanie (np. pasta antybiotykowa nałożona na zgnitą strzałkę nie wytrze się w ściółkę lub piasek, tylko będzie działać dokładnie tam, gdzie ją zaaplikujemy).

      1. Moona

        Bardzo dziękuję :)

        1. Ada

          Dodam od siebie, że od mojej wet podłapałam sposób klejenia ostatniej warstwy z taśmy na jeansach, ja własnej nodze i dopiero jak utworzy się z tego kwadrat odpowiedniej odrywania i naklejania na opatrunek na kopycie – przy ruchliwych delikwentach lub takich, dla których dźwięk odrywanej/naklejanej taśmy jest bardzo, bardzo straszny jest to spore ułatwienie 😉 Łatwiej też zrobić to w ten sposób, gdy jest się samemu i brakuje rąk do ogarnięcia wszystkiego 😉

  21. Zuza

    Dosia, a czy Ty startujesz na niepodkutym koniu? Jeśli tak to w jakiej klasie jeśli można wiedzieć?

  22. Jadzz

    aach.. uwielbiam takie dyskusje.
    Skoro mowa o kopytach Quanta czekam na wpis 😀

    Co do kucia.
    Ja również nie jestem zwolenniczką kucia koni na siłe, jednak są wypadki, gdzie koń jest uzytkowany po twardych nawierzchiach, czy tez w sporcie, w ciaglym treningu wtedy to jest nasz obowiazek zapobiec pozniejszemu cierpieniu konia po podbiciu. Lepiej wydać pieniądze na podkówki niż zastrzyki :>

    Każdy z nas ma swoją szkołę, doświadczenie. Co stajnia to inaczej 😀

    Oby jak najlepiej dla koni. :)

    Ps. znam konia ktory przeszedł 80 km „na boso” i kopytka wzorowe.

    Pozdrawiam :)

  23. Biczowa

    Nadmienię jedynie że konie, które obecnie nam służą istnieją dzięki ludziom, natura akurat miała z tym tyle wspólnego co stworzenie przodków obecnego konia domowego, nic więc dziwnego że konie, ich nogi, kopyta nie są idealne i wymagają pewnej pomocy, selekcja koni nie szła w kierunku przetrwania najsilniejszych osobników a w kierunku uzyskania konkretnych cech u osobników najróżniejszych co w efekcie sprawia że jedne konie mają kopyta jak ta lala, inne wymagają ciągłego kuci a jeszcze inne maja każde kopyto z innej parafii. O ile koń tuptający rekreacyjnie z względnie zdrowymi kopytami nie wymaga kucia to już ten sam koń intensywnie pracujący najprawdopodobniej będzie musiał być okuty.

    1. FastTaker

      Amen! I powiedz, czy to nie jest pierwsza refleksja jaka się nasuwa tak „na zdrowy chłopski rozum”? Że dobre 5 tys. lat selekcji hodowlanej mogło sprawić, że koń z naszej stajni „troszkę” różni się od pierwotnego?

  24. melon

    Quanto, szanuję Twoją wiedzę, ale.
    Nie powiesz mi chyba, że sportowe konie hodowane w tym momencie mają coś wspólnego z NATURĄ 😉 Jest to sztuczna selekcja, w której prosto nie dopilnowano spraw kopyt. Z naturą natomiast dużo wspólnego mają hucuły i wszelkie inne rasy prymitywne. U nich kopyta jak z kauczuku. Także mit bez żadnej uszczypliwości obalam – natura, owszem, jest idealna :-) Pozdrawiam

    1. quanta

      Nie jest idealna 😉 Polecam wizytę w Popielnie i pooglądanie sobie, jak wyglądają zupełnie naturalne kopyta prymitywnych koników polskich. Zwierzaki radzą sobie świetnie bez ingerencji kowala i pomocy człowieka, ale ich kopyta to nie jest 100% wzoru, ideału i chodząca doskonałość. Wiele klaczy ma na rogu obrączki, trafiają się pęknięcia, obłamany róg czy za długi, poprzerastany pazur.
      Tutaj jeden z tabunowych koników w Popielnie, urodzony i żyjący na wolności:

      Jeśli tak ma wyglądać idealnie działająca natura, to ja jednak wolę pozostać przy mojej upośledzonej cywilizowanej wizji tego, jak chciałabym, żeby wyglądały i działały kopyta moich koni…

  25. Anka

    A co powiecie na preparat Keralit Huf-Festiger ktoś stosował ponoć świetnie utwardza kopyta.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *