«

»

kwi 28

Mrożący krew w żyłach wpis numer jeden – czyli pijawki!

Co wspólnego maja pijawki z końmi?
Uprzedzam, że będzie krwiście, więc wrażliwym nie polecam ani czytać, ani tym bardziej oglądać fotek.

IMG_5307

W styczniu Opfok walnął się na padoku w nogę (zapewne znów próbował sforsować ogrodzenie). Na szczęście nie zrobił sobie nic poważnego, ale obrzęk urażonego miejsca był naprawdę wielki. Kolega wyglądał, jakby sprawił sobie zapasowy staw skokowy, zlokalizowany nieco niżej, niż ten właściwy :roll: Po potwierdzeniu przy pomocy usg, że cały problem dotyczy jedynie tkanki podskórnej, zastosowaliśmy tradycyjną terapię fizjologiczną (chłodzenie przez pierwsze dni, rozgrzewanie przez kolejne – glinki na noc, w dzień żele z heparyną). Krwiak zaczął się zmniejszać, ale nadal był mocno widoczny i bardzo twardy – w dotyku tkanka przypominała praktycznie kość. Po miesiącu uzyskaliśmy stan, w którym obrzęk skurczył się do rozmiarów połowy śliwki, czyli nadal niezadowalający jako defekt urody konia (bo od samego początku Opfok nie raczył się w ogóle przejmować swoim odnóżem i nawet mu do głowy nie przyszło, że coś by go miało boleć i mógłby przy tym zakuleć… czołg jeden!). Wiadomo, że z tego typu obrzękami wiąże się pewne ryzyko, to znaczy im dłużej się utrzymują, tym większe szanse, że się nie wchłoną całkowicie. Trzeba było zatem kudłaczowi przyjść z pomocą dodatkowymi metodami. Ponieważ miałam dobre doświadczenia z obitą onegdaj nogą Zombiszcza, którą potraktowaliśmy ultradźwiękami, to padło na użycie Therapeutic Ultrasound u Hendriksa. 10 serii co drugi dzień.
Śliwka spłaszczyła się, ale nadal pozostała śliwką :( A kolejny już prawie miesiąc – w plecy… Lekarze pocieszają, że nie ma się czym przejmować, bo zgrubienie w niczym koniowi nie przeszkadza. Łatwo powiedzieć, kiedy tu stawką jest nieskazitelna uroda końskiej wersji Antonio Bandersa 😎

Pozostaje nam pogodzić się z upiększoną kończyną albo chwytając się brzytwy uderzyć z grubej rury. I tak pojawia się jeszcze pomysł o terapii… pijawkami lekarskimi.
Opinie o zastosowaniu tych milusińskich przy krwiakach podskórnych, zapaleniach tkanki podskórnej i tym podobnych przypadkach są bardzo dobre. Pijawki wydzielają hirudynę, substancje hamujące procesy zapalne, rozszerzające naczynia krwionośne, a ryzyko ich zastosowania jest żadne. Cóż szkodzi spróbować?

IMG_4456IMG_4456_

Już po pierwszym przystawieniu nasza „kościana śliwka” zmniejsza się o połowę i staje się… miękka. W dotyku jak skóra, można ją ścisnąć i odkształcić, a nie tylko z głuchym odgłosem zapukać 😉
Po całym okresie terapii (w sumie 8 tygodni, pijawki przystawiane co 5-7 dni) obrzęk wchłania się całkowicie. Śladu brak!

IMG_4462Pijawkom należą się gratulacje, a ja w podziękowaniu dla tych zwierzaczków przygotuję krótką metryczkę, która czytelnikom przybliży te sympatyczne (naprawdę!) zwierzątka.

O pijawkach faktów kilka (na wesoło)

– każdy, kto ma w głowie wizerunek czarnych, wijących się węży, niech go wyrzuci z pamięci 😉 Pijawki lekarskie są zielone, z wzorkiem w delikatny rzucik czasami z pomarańczową nutą, a brzuszki mają jasne, prawie białe. Wcale się nie wiją! Na lądzie pełzają dziarsko jak gąsienica. W wodze rozwijają za to prawdziwy kunszt pływacki – tylko podziwiać!

pijawk

– każda pijawka ma dwie przyssawki. Byłam przekonana, że tylko jedną! Przyssawka pierwsza spełnia funkcję paszczową i czepną, ułatwiając przemieszczanie się. Przyssawka druga to przyssawka tylko podróżnicza 😉 Jeść się nią nie da, ale można spacerować albo zawisać.

– wizję krwiożerczych demonów też można włożyć między bajki. Przeważnie trzeba się sporo napocić, żeby pijawki raczyły skubnąć pacjenta. Nie chcę gryźć, kiedy jest im za zimno. Nie chcą gryźć, kiedy na skórze są włosy (bleeee!). Nie chcą, kiedy pacjent za mocno pachnie – na przykład dezodorantem. Nie chca, kiedy jest niewłaściwa faza księżyca. Nie chcą, kiedy pacjent się zdenerwuje, nie chcą przystawiający nie obchodzi się z nimi zbyt czule…

– nawet kiedy już skubną, nadal nie są w stanie poradzić sobie na własną rękę (albo przyssawkę). kiedy zaczynają pić, szybko robią się im za ciężkie brzuszki i biedactwa nie są w stanie się utrzymać i odpadają. Trzeba je więc asekurować za pupę 😉

– pijawka, która się najadła, trawi. Zajmuje jej to co najmniej pół roku! W tym czasie raczej nie będzie zainteresowana gryzieniem.

pijawki zamawiamy w laboratorium i otrzymujemy w zgrabnej paczuszce. Ja swoje zamówiłam do firmy, do biura – zgadnijcie, jaki miny miała ekipa z pracy, kiedy otworzyła paczkę zawierającą dwudziestkę zielonych pełzaków 😉

pudlo– pijawki przychodzą do nas z kompletną wyprawką: wodą w granulacie (fajna zabawka), instrukcją obsługi, certyfikatami i rodowodem… No, może to ostatnie to niekoniecznie, ale autentycznie zdarzają się przypadki szmuglowania pijawek nieznanego pochodzenia przez granicę. Takie pijawki mogą być nosicielami najróżniejszych bakterii, a dodatkowo nie mamy wcale gwarancji, że będą głodne, nieużywane i pełni swoich leczniczych zdolności.

– jeśli przechowujemy pijawki w domu, trzeba zatroszczyć się o bardzo uważne zamykanie ich pojemnika. Zwierzątka wybierają się na wycieczki – czytaj wieją na potęgę – a potem nie wiedzą, którędy się wraca 😉

Nie brzmi to wszystko jakoś szczególnie przerażająco, prawda? 😉

Cena certyfikowanej pijawki z laboratorium to 15 złotych.

Jeśli tylko będę miała do czynienia z trudno gojącym się krwiakiem czy obrzękiem u konia (oby nie!) na pewno skorzystam jeszcze z pomocy tych małych stworzonek.

Kompot „po akcji bojowej”: Rh Opfoka i trzy najedzone ogórki konserwowe.
IMG_4465

12 comments

Skip to comment form

  1. Tazol

    Cudne zwierzątka 😉 zabrakło mi jednej informacji więc dopytam A co z pasibrzuszkami dalej… wolność i do stawu, do laboratorium czy zyskuje się nowego słoikowego pupila domowego..????

    1. quanta

      Teoretycznie do stawu zużytej pijawki wypuszczać nie wolno, chociaż do prywatnego oczka wodnego w ogródku bym nie miała wyrzutów sumienia 😉 Więc albo zyskujemy taką nietypową złotą rybkę w słoiku, albo biedaki trzeba… uśpić.

  2. vesper

    No właśnie, co z nimi teraz? 😀 I dzięki za wpis, naprawdę udało Ci się ocieplić wizerunek pijawek 😀

    1. quanta

      Moje dostały emeryturę, to znaczy mieszkają w słoiczkach :) Roboty z nimi nie ma zbyt wiele, wodę zmienia się raz na 2-3 tygodnie, a w litrowym pojemniku można przechowywać spokojnie 15-20 sztuk pijawek. Teoretycznie nie wolno ich wypuszczać na wolność, a instrukcja zaleca uśpienie biedaków po zabiegu, jeśli nie będą powtórnie wykorzystywane :(

      1. Moona

        Czemu nie można ich wypuszczać na wolność? Jak się usypia… pijawkę?
        Jak Opfok znosił pijawki na nodze? To jest nieprzyjemne?

        1. quanta

          Zużyta pijawka jest traktowana jako odpad medyczny – zużytych igieł, strzykawek itd. też przecież nie można wyrzucać do dowolnego śmietnika. Możesz mieć różnych pacjentów i o ile Opfok po pierwsze jest koniem, a po drugie jest zdrowy, to z ludźmi bywa już czasem różnie.
          Pijawki zaczynają swoją pracę od wpuszczenia związków znieczulających, tak więc samo gryzienie i pobieranie krwi w ogóle nie boli. Czasem konia trochę irytowały ściekające krople krwi – chciałby je wytrzeć lub sprawdzić, co tam mu się dzieje z nogą. Podobno dobę po zabiegu ranki mogą swędzieć, ale u nas zawsze na następny dzień od krwiopijstwa Opfok miał już ładnie przyschnięte strupki i nigdy się nimi nie interesował.

          A usypia się dolewając do wody alkoholu…

  3. sumire

    Odnośnie tego, że najedzone nie chcą się przyprzyssać przez najbliższe pół roku – cóż, biorąc pod uwagę, że je się po zastosowaniu powinno zutylizowaćzutylizować, to raczej nie będą miały już okazji. 😉

  4. sumire

    Przyssać miało być, mój telefon się trochę jąka 😉

  5. Olga

    Zaciekawiłaś mnie tym tematem :). A ile czasu taka pijawka ssie (ile Twoje ssały)? Jak się je odrywa – na siłę czy same odpadają – nawet jeśli są podtrzymywane? 😀

    1. quanta

      Ssą różnie, zależnie od żarłoczności danego osobnika i również tego, czy złapały takie lepsze, czy gorsze miejsce. Egzemplarze typu wścieklizna potrafiły się napełnić w 15 minut, te bardziej nieśmiałe – nawet do godziny. Po tym czasie puszczają same (i jeśli ich nie asekurujemy, to spadają jak ulęgałki na ziemię, na szczęście nic im się od tego nie dzieje).

  6. moon

    Quanta dobry z Ciebie ludź, że za taką pracę (:P) zafundowałaś im emeryturę… Ja chyba nie umiałabym nawet takich „potworków” po prostu zutylizować O.o

  7. Justyna

    Szacun! Przeczytałam o stworzeniach, które w dzieciństwie przyprawiały mnie o panikę, paraliż, wytrzeszcz oczu i włos stojący dęba… z SYMPATIĄ! Jestem pod OGROMNYM wrażeniem talentu literackiego (podszytego, jak znam życie, potężną wrażliwością na świat zewnętrzny i emocjami buchającymi każdą możliwą drogą ujścia).

    Lubię Twojego bloga i zaglądam na niego regularnie wielbiąc Twoje sierście i zazdroszcząc wielce 😉

    Pozdrawiam
    Justyna Walerzak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *