«

»

sty 11

Metamorfoza konia: inspiracja dla każdego

Chcecie zobaczyć jak zmieniają się konie? Mam dziś do pokazania przykład niezwykły, jedną z największych metamorfoz, jakie miałam okazję do tej pory oglądać. O tyle również godną podziwu i szacunku, że wypracowaną nie przez profesjonalnego zawodnika czy trenera z rozwijającym się niezwykłym koniem ujeżdżeniowym, tylko przez amazonkę-amatorkę, której udało się zmienić swojego konia absolutnie nie do poznania. W tej przemianie „koń, jakich wiele” przeobraził się w urodziwego i wyjątkowo łapiącego za oko konia ujeżdżeniowego. Nie przesadzam! :)

IMG_9682

Sami zresztą zobaczcie. Bohater tego wpisu na dzień dzisiejszy prezentuje się tak:
IMG_9718

Aż trudno dać wiarę, ta sama przepięknie wyrzeźbiona, niemal ogierza szyja kiedyś wyglądała w ten sposób:szyjasKoń z wpisu – obecnie 11-letni trakeński wałach – nigdy nie był koniem zabiedzonym, źle traktowanym czy źle jeżdżonym. Jak każdy koń miał swoje mniejsze i większe problemy i jak każdy koń nie urodził się z gotową instrukcją obsługi, a treści trzech tomów „Akademii Jeździeckiej” nie wysysał z mlekiem matki. Potrzebne mu było stworzenie pewnego systemu pracy (zwanego czasem jeździecką szkołą), w której koń nauczyłby się współpracować z jeźdźcem, rozumieć stawiane przed nim wymagania i przede wszystkim nauczyłby się również samej pracy, rozumianej jako pewien wysiłek, którego poprzeczka byłaby stale podnoszona w ramach postępów w treningu. Doglądam i jeźdźca i konia od półtora roku i od samego początku moim planem było, aby amazonce dać wędkę, a nie rybę – czyli pokazać jej sposób, w jaki może sama swojego konia uczyć. Na ile się to udało, można oceniać oglądając poniższe zdjęcia.

IMG_9697 IMG_9699

Jak to wyglądało, kiedy zaczynaliśmy naszą współpracę – poniżej jeden z pierwszych wspólnych treningów. Muszę przyznać, że miałam nie lada zagwozdkę… Przede wszystkim jeździec nie dysponował warsztatem pozwalającym mu na pracę z koniem. Koń nie pracował prawidłowo, a więc uniemożliwiał naukę i zdobycie tego warsztatu, bez którego nie sposób przecież nauczyć konia prawidłowej pracy! Zaklęte, diabelskie koło. Właścicielce powiedziałam, że nie mogę jej kompletnie nic obiecać (ba, nie byłam sama do końca pewna, co w ogóle da się zrobić), ale jedno jest pewne – za trzy miesiące będzie lepiej, a kolejne pół roku – jeszcze lepiej, niż było po trzech miesiącach. Musi jednak sama bezwarunkowo robić dwie rzeczy: po pierwsze, próbować (bo tylko próbując można się czegoś nauczyć!), a po drugie – być systematyczną. Nie wiemy, jaka będzie meta, ale obranym przez nas kierunkiem jest jezdny, przyjemny we współpracy i prawidłowo pracujący koń. Etap wyjściowy był, hmm, naprawdę niezbyt obiecujący:

1gil1 1gil2
Konie są bardzo różne – są konie łatwe, są konie trudne. Ten delikwent do najłatwiejszych zdecydowanie nie należał, chociaż miał wiele zalet, dzięki którym udało się tak szybko zacząć go zmieniać. Niestety, był koniem bardzo silnym, o niezbyt dobrej własnej równowadze, raczej skłonnym do nieprzemęczania się, jeśli tylko mógł tego uniknąć. Nie akceptował kontaktu, co było dodatkowo wzmocnione powszechnie popełnianym błędem, czyli zapakowaniem do paszczy grubaśnego, nieczytelnie działającego podwójnie łamanego wędzidła. Nie używał zupełnie pleców, które – nie gimnastykowane – nie były zdolne do żadnego zupełnie zgięcia. W stępie gubił rytm, a że stęp ma ogromny, wykazywał też znaczną tendencję do inochodu. Kłus pędził totalnie na przodzie. Najgorszy był galop, sztywny, na prostych płaskich nóżkach, bez zadu, bez pleców, bez kłody… No jeździć się dało, ale co to za jazda?
Pamiętam jak dziś ten moment, kiedy amazonce udało się po raz pierwszy poskładać konia na pomocach i w efekcie „przejechać go przez szyję”. Tę ogromną radość, uśmiech na twarzy, ale też niedowierzanie i zaskoczenie: „A więc to o to chodziło! To tak ma wyglądać!”.
Pamiętam jak dziś, gdy będący na pomocach koń w jednej chwili z brzuchatego zwierzaka o dziwnej szyi dinozaura zrobił się piękny. Podciągnął plecy, dziura przy kłębie wypełniła się lekko poruszającymi mięśniami, szyja stała okrągła, zad zaczął wkraczać pod kłodę. Widać było, że koń jest równie zaskoczony osiągniętym efektem 😉

To nie jest tak, że 100% formy nadaje koniowi jeździec (nawet ci wybitni borykają się z końskimi mankamentami i nie zawsze potrafią je zniwelować i rozwiązać). Większość przyszłych problemów rysuje się już wyraźnie u młodego konia (a prawie wszystkie młode koni mają masę problemów! Ja nie spotkałam dotąd jeszcze ani jednego, który by działał od początku tak, jak to się ładnie opisuje w książkach). Takie problemy z każdym kolejnym miesiącem – dokładnie tak jak u mojego Zombiego – ugruntowują tylko nieprawidłowy pomysł danego konia na pracę:

0gil1 0gil2

Nie da się streścić w kilku zdaniach półtorarocznego treningu, ale zaczynaliśmy od samych podstaw. Koń musiał nauczyć się literek: a, b, c, które zawsze sprowadzają się do reakcji na łydkę i półparadę i dopiero z tych literek mógł składać proste wyrazy, a później zdania – czyli uzyskać dobre, czyste chody, przejścia, a dalej wykonywać trudniejsze elementy. Musiał rozgimnastykować szyję i kłodę oraz nauczyć sobie radzić bez pomocy w postaci ręki jeźdźca. Po drodze przechodziliśmy różne „dziwne” pomysły – na przykład pracę nad galopem… bez galopowania przez całe dwa miesiące (galop był wtedy najgorszym i najtrudniejszym chodem, w tej chwili jest najlepszym i można doskonale używać go, żeby konia rozluźnić i w trakcie jazdy prawidłowo ustawić na pomoce). Nigdy nie lekceważymy podstaw i zawsze słuchamy, czy koń nie powie nam, że trzeba do nich wrócić, jeśli w jakimś ćwiczeniu pojawi się problem. Nasz gniady kolega jest już podpiafowany i w trakcie pracy nad tym elementem pokazał, że jest niedostatecznie wyprostowany – zatem znów cofnęliśmy się do wyrównywania obydwu stron i poprawiania symetrii konia. Co ciekawe, po powrocie do normalnej pracy wszystkie elementy, nie tykane nawet palcem od dłuższego czasu znacznie się poprawiły! Podejścia do piruetów w galopie, kadencja w kłusie…
Magia ujeżdżenia 😉

IMG_9823 0gilop
Nasz bohater nigdy nie był zniechęcony i zrażony do ludzi, dzięki temu jest bardzo plastyczny i udaje się go kształtować i zmieniać. Nigdy nie mówi nie i chce pracować – a taki charakter konia jest zawsze bezcenny.

Masa jeszcze pracy przed tą parą, chociaż najtrudniejsze mają już za sobą. Jestem jakoś dziwnie spokojna, że i jeździec i koń tej pracy podołają. Przede wszystkim obydwoje się rozumieją, potrafią dogadać i zrealizować zadania, które mają wyznaczone w treningu. Na pewno nie wrócą do tego, co było kiedyś. Każdy trening – i ten lepszy, i ten gorszy – jest ciekawy, fajny i przyjemny. Dla mnie to jest najważniejszą i najpiękniejsza rzeczą w jeździectwie – aby para, jeździec i koń, mogli stworzyć wspólny team. Aby ich wspólna praca była frajdą i przygodą – czasem owszem niełatwą i wymagającą, ale przynoszącą satysfakcję. I aby koń piękniał z każdym kolejnym tygodniem :)

IMG_9747IMG_9798IMG_9884

101 comments

Skip to comment form

  1. Asia

    Od zera do bohatera…;)
    Napatrzeć się nie mogę! Gratulację dla konia i właścicielki oraz powodzenia w dalszej pracy. Trzymam kciuki!:)

  2. moon

    Czekałam na tę notkę i się doczekałam, dzięki! :D:D:D
    motywator poziom HARD! :)

  3. Marta

    Czyli jednak ujeżdżenie jest dla konia, nie koń do ujeżdżenia 😉

    1. quanta

      Nigdy inaczej :)

  4. Pati

    Okej, przemiana fajna. Ale czy oby na pewno wszystko w porządku? Na każdym zdjęciu koń przeganaszowany (spoko, spoko, czytałam Twój wpis o tej tematyce), najwyższy punkt tworzą okolice trzeciego kręgu, a nie potylica. W jeździe amazonki sporo ręki, na pierwszym zdjęciu na przykład.
    Przemiana fajna, koń się nabudował, ale czy jest aż tak super, super? nie sądzę 😉

    1. quanta

      No wiem Pati, jest do bani.
      Jakie to typowe, że nie zadajesz żadnych pytań odnośnie zdjęć, na których koń ma „nos do przodu” i potylicę w samej górze, a wygląda albo jak wieszak, albo kobyła tuż przed wyźrebieniem. Co o tym sądzisz? Mogę tylko dodać, że jazda wtedy na tym koniu była po prostu udręką.
      Już wielokrotnie powtarzałam, że pracuję w taki, a nie inny sposób i nigdy w treningu nie będę skupiała na tym, gdzie koń ma łeb. Interesują mnie jego plecy i zad, a nie głowa.
      Proponuję, że zrobię następny wpis o koniu, z którym Ty pracujesz od półtora roku, skupiając się na każdej jednostce treningowej na ułożeniu jego nosa. Co Ty na to?

      1. moon

        Dlaczego tu nie można lajkować komentarzy ja się pytam?! 😉
        LAJK!

    2. Miśka

      Czy Quanta napisała gdzieś, że jest „super” „super”? Dziewczyno, czytaj ze zrozumieniem – w tym poście chodzi o przemianę, wersję przed i po, która jest widoczna gołym okiem i niesamowitym dowodem na to, ile daje systematyczna praca. Za kolejne pół roku może będzie mógł się pochwalić dobrą potylicą, pasażem i piafem, bo jeszcze nie powiedział ostatniego słowa.
      Ale Ty pewnie i wtedy z dwudziestu zdjęć wybierzesz jedno z krzywym uchem i pokażesz palcem znawcy „to jest be”…

      1. quanta

        Cieszy mnie, że ktoś czyta ze zrozumieniem :)
        Dużo pracy przez parą to naprawdę nie oznacza, że jest idealnie i absolutny samozachwyt powinien na wszystkich spływać z każdej strony.
        Koń to nie Valegro, a jeździec również nie jest Galem, ale ich zmiany idą w dobrym kierunku. Lepsze czy gorsze zdjęcie można znaleźć u dowolnie wybranej pary. Koń Goldstern pod K. Balkenholem na praktycznie wszystkich zdjęciach wygląda bardzo źle, ma odgięty grzbiet, wysoki i sztywny zad, dziwną szyję. Może ktoś powinien jeźdźca uświadomić, jak fatalny obrazek stworzył? Ileż ciężaru jest w tym momencie na przedniej nodze (wystarczy popatrzyć na obciążenie pęciny), a ileż na tylnej? Plus, zgodnie z przepisami koń w dodaniu powinien mieć nos przed pionem… No i na pewno jeździec straszliwie jeździ na łapie, bo wodze są tak napięte, że aż czanka od munsztuka odchyliła się na 45 stopni…
        Ikona klasycznego dresażu nie umie jeździć? :(

        Ja na podstawie mojego skromnego doświadczenia wiem, że ideały są na obrazkach i schematach. Nieidealne konie (i jeźdźcy) nie wyglądają i nie pracują jak wzór. Ba, jest wiele rzeczy, których nigdy nie da się u nich poprawić w ten sposób, że będą idealne. Trzeba się umieć z tym pogodzić.

        A Balkenhol to jeździec wybitny!

  5. Pamela

    Myślę ,że również można pogratulować zaangażowania finansowego i faktu iż amazonka do takiego stanu musiała wiele sobie odmówić .BRAWO!

    1. quanta

      Może Cię zaskoczę, ale miesięczny trening tego konia, tak jak to było realizowane przez ponad rok, to koszt mniejszy niż zakup markowego czapraka. Pomyśleć tylko, ile koni mogło by świetnie chodzić, gdyby ich właścicielki inwestowały w bardziej trening, niż kolorowe szmatki 😉

  6. Marysia

    wszystko super, tylko dawaj może najpierw foto przed- będzie większa niespodzianka! 😀

    1. quanta

      A po co przed, skoro to było dawno i już nigdy nie wróci? Liczy się to, co mamy teraz – chwilo trwaj :)

  7. m

    A na jakim wędzidle i jak grubym teraz chodzi? Też się zastanawiam nad cieńszym, ale z kolei ponoć działa ostrzej, choć jak dla mnie jeśli ręka ostro nie zadziała, to i wędzidło szkód nie narobi. Mój ma teraz grubą oliwkę, ale coś mi się to nie widzi do końca.

    1. quanta

      Zwykłym, raz łamanym, nie za cienkim i nie za grubym, z kółkami w kształcie litery D.
      Na oliwkach się słabo pracuje, na grubych wędzidłach również. Nie chodzi o to, że mają być ostrzejsze, tylko, że mają być czytelne i precyzyjne. Czy gdybyś chciała nagrać piosenkę, to zrobiłabyś to śpiewając do mikrofonu w studio, czy w środku pola, podczas wiatru, mając naciągnięty kaptur na twarz?
      Uczony reakcji na działanie człowieka Zombie chodził na trawę na łańcuszku. Nie po to, żeby go szarpać i ciągnąć, tylko żeby przytrzymany wiedział, że oto pojawia się jakieś działanie halt i trzeba na nie odpowiedzieć. Jeśli zamiast łańcuszka weźmiemy mięciutki, rozciągliwy uwiąz, to koń, który na niego naprze nie poczuje absolutnie nic. Więc naprze za chwilę znowu, więcej, mocniej, a pewnie i pociągnie prowadzącą go osobę na ładniejszą trawę. Czemu nie, skoro może i nie czuje nic czytelnego?

      1. m

        Zawsze raczej widziałam demonizowanie cienkich wędzideł, pojedynczo łamane to już niemal jak dźwigniowe dla rekreanta, zgroza.
        I chyba się na cieńsze skuszę, bo jak dla mnie, to koń ma za mało miejsca w pysku przy 16. Dzięki za odpowiedź :)

        Zmiana konia oczywiście na plus, mimo tej biednej, rozwleczonej kłody i potylicy w złym miejscu 😉 Uff, jak dobrze, że taki Skwarek ma być sprzedany, nie będziesz go zamęczać „poczynaniami”, które dają rezultat konia wyszkolonego na poziomie GP.

      2. ona

        jest jakiś wpis o wędzidłach?

        1. quanta

          Był taki na przykład:
          http://quantanamera.com/mity-wedzidlowe/

          1. ona

            wiem o tym wpisie, a możesz dokładniej powiedzieć coś o oliwce? mówiesz, że ciezko się na nich pracuje, ja właśnie takie wędzidło mam, i czasami koń jest przyparty… szczególnie w galopie.
            lepsze w kształcie litery D?
            na jakich wędzidłach ty jeździsz swoje konie?

          2. quanta

            Te wędzidło się nie ślizga w kółkach, jest cały czas w stałej pozycji w pysku konia. Ułatwia zawieszanie się na nim i ciężki kontakt. Przy kontakcie na wodzy powstaje podpórka, którą wiele koni wykorzysta po to, żeby na ręce jeźdźca próbować zawisnąć. Oliwka ma sens tylko wtedy, jeśli koń ma naprawdę wrażliwe kąciki pyska – ale wtedy wybrałabym coś w rodzaju wędzidła Turnado ze Sprengera (ono jest przepustowe jak standardowe wędzidło).

          3. ona

            ok, rozumiem, a coś z tańszych wędzideł? jak nie to sprengera ? czym zastąpić oliwkę?

          4. ona

            ?

          5. MtC

            Najtańsza opcja – zwykłe wędzidło i gumowe „śliniaki” :)

  8. Paulina

    wyrazy szacunku, i duże gratulacje, naprawdę; jak na półtoraroczny trening 😉 wiem ile pracy włożyłyście, bo sama byłam w bardzo podobnej sytuacji…stabilny kontakt, obniżona rama, wydłużone i elastyczne mięśnie- super !

  9. Joanna

    Tak z ciekawości – ile razy w tygodniu koń pracował?
    Przeogromna zmiana! Szacun dla jeźdźca i trenera :-)

  10. Dresażystka

    Dziewczyny, gdzie Wy macie oczy? Co jest przemianą? Że koń stał się wielką kluchą? Że dostał mięśni, które można wyrobić w 2-3 miesiące w miarę poprawną jazdą?
    Ten koń nie pracuje zadem. W ogóle. Jest długi, rozwleczony, mało podstawiony i jeszcze mniej zebrany. Pracuje schowany – na każdym zdjęciu, z fałszywą potylicą, małą akcją nóg, małym uniesieniem przodu. Grzbiet „oszukuje” – nie zaokrągla się, a raczej zapada, przyjmuje wygodną pozycję dla konia leniwie szuflującego zadnimi nogami w udawanym zaangażowaniu. Szyja ma nieprawidłowy łuk z dziwnie uniesionym środkiem, zamiast z wysoką, ładną potylicą.
    W przeszłości – wyraźnie kroczył zadem i mimo złych nawyków, złej sylwetki – wyglądało to bardziej zachęcająco niż teraz. Przynajmniej na zdjęciach.
    Taki koń na czworoboku nie ma racji bytu – sędziom nie podoba się schowany, długi jamnik ze sfałszowaną potylicą.
    Ja sama jako sędzia nie oceniłabym tego konia korzystnie, patrząc na jego wiek, stopień zaawansowania.

    Co się tyczy jeźdźca… Jeździec nie siedział i nie siedzi dalej. Przykro mi.

    Przemyślcie jeszcze raz swoje zachwyty i zwróćcie się o pomoc do dobrego trenera, który na pewno wskaże Wam lepszą drogę niż dotychczasowe… poczynania.

    1. Dresażystka

      Z poważaniem – zawodniczka oraz trener, w trakcie robienia papierów sędziowskich.

      1. quanta

        Wpadniesz do nas na trening? :)

        1. Dresażystka

          Trochę za daleko – ale jeżeli zwrócicie koszty podróży, to czemu nie…

          1. ona

            ja proponuję abyś udostępnila swoje foto wybitnie zrobionych koni!

          2. Dresażystka

            Dawaj maila – ona. Już napisałam co myślę o publikacji danych osobowych.

          3. Dresażystka

            Ok, mając wieczorem komputer pod nosem – wyślę 😉

          4. luqu

            ja też poproszę o zdjęcia: luqu@op.pl

          5. eM

            i ja też. abbigail@autograf.pl

          6. deram

            Dresażyska, ja również podzielam Twoją opinie co do metamorfozy. Jeśli nie jest to problem, również proszę o zdjęcia na email – agnieszka594@op.pl

          7. Aga

            Ja również poproszę o zdjęcia na maila – aga.aga7979@wp.pl :)

      2. m

        Szkoda, że brakło odwagi na podpisanie się imieniem i nazwiskiem, coby można było sobie pooglądać te rewelacyjne, sędziowsko-trenerskie przejazdy, może by człowiek coś z nich wyniósł 😉

        1. Dresażystka

          Prywatny kontakt jak najbardziej możliwy, ale osobiście dla zainteresowanych – nie mam żadnej satysfakcji z podawania publicznie swoich danych i późniejszych rozmów na fejsbuczku z nawiedzonymi 13-latkami :)

          1. quanta

            Nie jesteśmy nawiedzonymi 13-latkami, szkoda, że nie chcesz nam pomóc :(

          2. Dań

            Droga Dresażystko!
            Żaden ze znanych mi, profesjonalnych i dojrzałych zawodników i trenerów nie wstydzi sie efektów własnej pracy i nie musi ich ukrywać za tajemniczą anonimowością.
            Także żaden z nich nie używa wyrazów „fejsbuczek” i „nawiedzone trzynastolatki”. Czy mogę Cię zapytać, ile masz lat?

          3. Dresażystka

            A ponoć kobiety o wiek się nie pyta :) Nigdzie nie powiedziałam, że zależy mi na sławie i byciu „znaną”. To co robię, robię dla siebie. Lat mam wystarczająco, by od wielu kręcić się w tym środowisku jako osoba dorosła i świadoma jego wad.

      3. Magda

        Ja również jestem zdania, że wypadałoby się podpisać imieniem i nazwiskiem. Po pierwsze wypowiadasz się jako ekspert, osoba zaznajomiona z tematem i oceniająca, a wręcz rzucająca oskarżenia względem osoby, która anonimowa nie jest. Nie występujesz tutaj stricte jako osoba prywatna, a posługujesz się swoim autorytetem i tym, że jestesteś zawodniczką, trenerem oraz, że odbywasz kursy sędziowskie.
        Jako sędzia też będziesz musiała poddać kogoś ocenie i wszyscy będą Cię znać z imienia i nazwiska. Wszystkie rozszalałe qniareczki. Myślałaś o tym? Może to jednak kiepski pomysł z tym kursem był? 😀
        A tak na serio, moim zdaniem to jest brak szacunku dla drugiej osoby i tworzenie wokół siebie aury nie wiadomo jakiego autorytetu i wiedzy. To jest Twój zawód, Twoja praca i albo jesteś w stanie się pod tym podpisać rękami i nogami, albo startuj z poziomu osoby prywatnej i nie zasypuj nas tytułami. Jak na razie wygląda to tak:
        „Jestem Quanta, efekt mojej i nie tylko mojej pracy wygląda TAK, TAK i TAK”
        „Jestem zawodniczką, trenerem i w przyszłości sędzią I WIEM LEPIEJ. A jak chcecie wiedzieć dlaczego, to podajcie mi swojego maila.”
        Serio?!

        1. Dresażystka

          Gdyby zainteresowana miała takie pytania – zapewne byłaby szersza polemika z podaniem imienia i nazwiska, przedstawieniem się i obszernymi wyjaśnieniami, ale osoby z komentarzy znacznie mniej mnie pod tym kątem interesują.

          1. quanta

            Dlaczego mniej Ciebie interesują? Skoro masz tak dużą wiedzę, to fajnie byłoby dzielić się nią nie tylko z wybranymi.
            W takim razie proszę Cię o szeroką polemikę z podaniem danych. Proszę, przygotuj swoją popartą własnymi przykładami wypowiedzieć, a ja ją opublikuję w kolejnym wpisie. OK?

    2. eM

      Słuchajcie, a mogłybyście powiedzieć coś więcej o tym jak rozpoznać że koń pracuje z fałszywą potylicą? I np kiedy tylko udaje, a tak naprawdę nie pracuje grzbietem? Jeśli jakieś filmy z dobrą i udawaną pracą byłyby ja youtubie, to chętnie będę porównywać, bo ten temat aktualnie bardzo mnie interesuje.

  11. Natasza

    Koń wygląda super! Gratulacje!! :))

  12. Dorota

    No, trzeba przyznać, że przez pół roku udało Wam się nieźle popsuć konia i wypracować nowe błędy u jeźdźca. Quanta, nie ma co ironizować, bo wypowiedź Dresażystki jest trafna i aż nazbyt łagodna. Dziewczyno, nie widzisz, jakie objawy co najmniej dyskomfortu, a najpewniej i bólu pokazuje ten koń, nie widzisz, jak nieprawidłowo biomechanicznie pracuje, nie widzisz, jak źle siedzi jeździec i jak ciągnie? Takim treningiem robisz krzywdę zarówno koniowi, którego zmuszasz do uczenia się nieprawidłowych wzorców ruchu, jak i jeźdźcowi, któremu nie dość, że robisz to samo, to jeszcze utwierdzasz go w przekonaniu, że robi jakieś postępy. Hej, przy tej dostępności wiedzy dziś – książki, internet, szkolenia z trenerami światowej klasy, taka IGNORANCJA???? Nie rozumiem, serio…

    1. anka

      Na wstępie zaznaczę, że ujeżdżeniem zainteresowałam się głębiej kilka miesięcy temu. Oglądając pierwszy raz te zdjęcia myślałam: nie no, fajnie, wszystko ładnie, super to wygląda. Jednak przyglądając się dokładniej miałam wrażenie że coś tu jednak nie gra. Przeczytałam komentarze i zgadzam się z tym co napisala Dresażystka. Dziewczyna nie siedzi, ciągnie, koń nie pracuje zadem, grzbiet zapadnięty… Spodziewałam się czrgoś więcej

      1. Dresażystka

        Dziękuję. Szkoda tylko, że sama zainteresowana tego nie widzi. Kiedyś będzie płacz, zgrzytanie zębów i nienawiść do aktualnych „autorytetów” 😉

  13. primavera

    Ja mam tylko jedno pytanie do wszystkich maniaków nosa do przodu, i potylicy ustawionej wysoko. U konia, który byl wczesniej lepiej-gorzej jezdzony przez jezdzca amatora lub rekreanta, i jego umiesnienie oraz równowaga sa raczej srednie, jakim cudem mamy od razu ustawiac go idealnie w pionie, z super podstawionym zadem i zaangazowanym grzbietem? Przeciez, (przynajmniej z tego co ja widze) w tym wpisie nie chodzi o to, ze w póltora roku ze sztywnego, rekreacyjnego konia zrobily dziewczyny konia gotowego na grand prix. Widac jednak ze kon, który widocznie wczesniej chodzil ze sztywna szyja, i spieta kloda jest teraz okragly, i wiele bardziej rozluzniony. I moim zdaniem to jest wlasnie to, co pozwoli go pózniej bez spiecia i usztywnien zachecic do wyzszego ustawienia i wiekszego zaangazowania ciala. Czy w piramidzie ujezdzeniowej nie jest rozlunienie przypadkiem wlasnie przed zebraniem?

    P.S. Chetnie bym zobaczyla jak Pani Dresazystka by trenowala konia spietego i nieprzepuszczalnego, bo jesli istenieje magiczny sposób, w którym kon od razu bedzie angazowal calego siebie, i nigdy nie opusci noska ponizej pionu, to az jestem ciekawa. :)

    1. Dresażystka

      Taki, jak piszesz, był kiedyś mój podstawowy koń. I jakoś udało się bez elementu schowanego ślimaka. 😉 A pół roku to dostatecznie dużo czasu na wyplenienie takich nawyków.

      1. Dresażystka

        A co do metody – bardzo prosta. Nauczyć konia rozluźnienia w niskim ustawieniu z nosem w pionie lub delikatnie przed, nie pozwalając mu na chowanie się i przybieranie pozycji pozornie prawidłowej i rozluźnionej. Nie ma tu wielkiej filozofii; przyjmowanie metody „mniejszego zła”, czyli pozwalanie na nos za pionem na korzyść rozluźnienia, jest pójściem na łatwiznę które szybko się zemści chowaniem się konia i uciekaniem z wędzidła przy próbach podniesienia go do normalnego ustawienia. Chyba warto poświęcić więcej czasu i wysiłku, by od razu pracować prawidłowo, zamiast pewne sprawy przemilczać i tłumaczyć się rozluźnieniem konia..?

    2. Dorota

      Primavera, chodzi o to, że nie jest po tym półrocznym treningu lepiej, tylko że jest GORZEJ niż było – i to znacząco gorzej w każdym elemencie.. A koń ani nie pracuje w zaokrągleniu, ani w rozluźnieniu – ma złamaną szyję, nos schowany za pionem, mega SPIĘTY grzbiet, spięty ogon, zad nie pracuje, no i oczywiście ucieka przed kontaktem, co nie jest dziwne, bo amazonka wisi na wodzach, a wisi na wodzach, bo nie siedzi w równowadze, lecz leci do tyłu – w takiej pozycji zawsze ciągnie, czy tego chce, czy nie. Nie chodzi o to, że trening miałby być szybciej przeprowadzony i nikt tu nie twierdził, że po 3 miesiącach koń byłby wyszkolony do poziomu Grand Prix, chodzi tylko o to, że trening jeźdźca i konia przez te pół roku powinien być poprawny, a nie był. I to widać na załączonych zdjęciach – i koń chodzi gorzej, i jeździec siedzi gorzej.
      Może warto się zastanowić (albo poczytać), jaka jest prawidłowa pozycja konia niezaawansowanego, dlaczego istotne jest, by nos był przed pionem, z czego to wynika i jak to osiągnąć oraz zadać sobie np. pytanie: dlaczego ten koń się chowa za wędzidło???

      1. quanta

        Naprawdę uważasz, że koń się chowa? Czyli jak rozumiem jest pusty na kontakcie? Na ostatnim zdjęciu we wpisie jest i pusty i schowany tak?
        Naprawdę uważasz, że było lepiej? Podobają Ci się zdjęcia na trawie?

        Ja nie komentuję, tylko pytam w pogoni za wiedzą :)

      2. Alex

        Mega spiety grzbiet ? To doprawdy ciekawe bo ja sędzią ujeżdżenia może nie jestem ale wydaje mi się że w konia z pospinanym grzbietem bardzo cieżko jest usiąść za to koń który wyraźnie podnosi plecy i nimi pracuje staje sie mięki a jeździec odczuwa przyjemność z jazdy a nie ból spowodowany siedzeniem np: w galopie. A ponoc amazonaka jest zadowolona z pracy konia i jazdy na nim. To naprawdę jest bardzo fascynujące że osoba prowadząca tego konia ( mając swojego własnego konia zrobionego do poziomu GP i w pracy z tym koniem opierała się wyczuciu i własnych obserwacjach) nie była by w stanie zauważyć że koń ma spiety grzbiet . Poza tym wątpię żeby ten koń podczas trenigów był obserwowany tylko prze jedną osobe . Ktoś chyba by zauważył że koń wygląda KATASTROFICZNIE źle ? Do sprawy konia chowajacego się nawet sie nie odniosę bo ja na razie żadnym ze zdjęć nie widzę konia poza kontaktem, lepiej na każdym ze zdjęć widać że koń stoi na elastycznym kontakcie, co z tego że ma nos kilka centymetrów za pionem czy położenie głowy naprawdę ma takie znaczenie . Nie powinien liczyć sie całokształt ? Koń nie pracuje zadem nie wkracza pod kłodę ? Ja widzę wyraźną prace zadu nie każdy koń założy sobie tylne nogi za uszy . Jest coś takiego jak predyspozycje ruchowe . I najważniejsze pytanie czy z koniem który jest według was pospinany, unikajacy kontaktu, nie angażujący zadu, bez równowagi dało by się zrobić cokolwiek poza NIEWYGODNYM wożeniem tyłka w trzech chodach bez możliwości zmiany tępa (bo koń sztywny grzbietem przy próbie skrócenia w galopie prędzej zmieni noge niż „usiądzie” na zadzie i bedzie galopować przez nóżkę . Jak dla mnie ogrom pracy i determinacji wsadzonej w tego konia i wyraźne efekty na plus 😉 oby więcej takich metamorfoz . Wielkie gratulacje Quanta może dzieki tobie kilka osób wyjdzie ze swojej nieświadomości i postąpi krok na przód w swojej pracy z końmi . A z takich komentarzy jak „Dresażystki” i Doroty możemy wyciagnąć jedynie tyle że człowiek nie powinien się rozwijać i wieżyć ślepo w stereotypy stwożone wiele lat i absolutnie nie próbować do każdego konia podchodzić i nastawieniem że problemy mogą być różne i czasami trzeba różnych sposobów aby je rozwiązać 😉

        P.S i jeżeli można ja też poproszę o zdjecia Dresażystke na maila alex886@op.pl . Chetnie wyjdę ze swojej swojej niewiedzy na temat tego że rozwój jest zgubny 😉

  14. Ania

    Tak, a koń rozwinął sporą muskulaturę w prawidłowych miejscach zupełnie z kosmosu, bo przecież to na pewno nie od dobrej pracy. Sterydami go ponapychały albo po prostu utuczyły (=uczyniły kluchą), tylko się cieszą, że to niby mięśnie.

    Również chciałabym zobaczyć, jak robota, którą Kala odwaliła z Gilkiem w półtora roku, zostaje skrócona do 2-3 miesięcy, o których pisze Dresażystka. W ogóle może policytujmy się, kto, w ile czasu i jakie postępy robi z koniem. W końcu każdy koń jest taki sam. A Zombie, który w wieku 7 lat dopiero uczył się galopować, to już chyba ultra źle był jeżdżony, bo to skandal.

    Oj ludzie, dziwne macie problemy.

    1. Dresażystka

      Ale to nie chodzi o czas, tylko prawidłowość treningu w odniesieniu do czasu, ogólnie rozumianego harmonijnego rozwoju konia oraz możliwości psychofizycznych tegoż konia. I tego tu brakuje.

  15. Dorota

    Primavera, Ania, chodzi o to, że nie jest po tym półrocznym treningu lepiej, tylko że jest GORZEJ niż było – i to znacząco gorzej w każdym elemencie.. A koń ani nie pracuje w zaokrągleniu, ani w rozluźnieniu – ma złamaną szyję, nos schowany za pionem, mega SPIĘTY grzbiet, spięty ogon, zad nie pracuje, no i oczywiście ucieka przed kontaktem, co nie jest dziwne, bo amazonka wisi na wodzach, a wisi na wodzach, bo nie siedzi w równowadze, lecz leci do tyłu – w takiej pozycji zawsze ciągnie, czy tego chce, czy nie. Nie chodzi o to, że trening miałby być szybciej przeprowadzony i nikt tu nie twierdził, że po 3 miesiącach koń byłby wyszkolony do poziomu Grand Prix, chodzi tylko o to, że trening jeźdźca i konia przez te pół roku powinien być poprawny, a nie był. I to widać na załączonych zdjęciach – i koń chodzi gorzej, i jeździec siedzi gorzej.
    Może warto się zastanowić (albo poczytać), jaka jest prawidłowa pozycja konia niezaawansowanego, dlaczego istotne jest, by nos był przed pionem, z czego to wynika i jak to osiągnąć oraz zadać sobie np. pytanie: dlaczego ten koń się chowa za wędzidło???

    1. Dresażystka

      Stawiam Ci piwo normalnie. Tak. Dokładnie o to chodzi. I jak już napisałam – szkoda że mało osób to zauważa.

  16. A.G.

    W przeszlosci wyglado to bardziej zachecajaco niz teraz? Powaznie? Na starych zdjeciach widze sztywnego jak kloda konia, ktory klusuje na prostych nogach z zadem wyzej niz klab. Skoro takie obrazki sa „zachecajace”, to 99% polskiej rekreacji moze smialo walic na Olimpiade!

    1. Dresażystka

      Przynajmniej kłusuje z zadem. I mimo sztywności, nie ma w tym patologii jak nieprawidłowo już na dobre wygięta szyja z niekoniecznie właściwym umięśnieniem.

      1. quanta

        Co dokładnie nieprawidłowego nastąpiło w nabudowaniu tejże szyi? Skoro obrazek po lewej jest lepszy, niż ten po prawej?

        Po mojemu koń nieprawidłowo pracujący nie nabywa muskulatury, ale ją traci. Tylko mięśnie pracujące prawidłowo i w rozluźnieniu będą zwiększać swoją objętość. Zaciśnięte i przemęczone nie będą.

        1. quanta

          Hop hop, chyba się nie doczekałam wyjaśnienia na temat, tego, co nam się źle nabudowało i co takiego było lepszego wcześniej…

  17. mostek

    Serio nie podoba Wam sie przemiana tej pary ?
    Potraficie po kilku zdjęciach ocenić prace przez tak długi czas ?
    Czy reka działa za mocno na obrazkach powyzej? Dlaczego tak uwazacie? Bo rece nie sa ustawione, tam jak opisują to w książkach? A moze kon wymaga takiego a nie innego działania ?

    Kon wreszcie pracuje zadem i grzbietem. Ladnie sie zaokraglil. Chcialabym kiedys dojść do takiego poziomu ze swoim koniem.

  18. Dorota

    A.G. – przypatrz się dobrze tym zdjęciom, które nazwane zostały „nie zachęcającymi”.
    Poza tym, że koń jest szczuplejszy, porusza się dużo lepiej, a i amazonka (choć popełnia błędy i tak naprawdę nie ma narzędzi, żeby poprawnie pracować z koniem – ale dodajmy, nie otrzymała ich również w tym półrocznym treningu), siedzi w lepszej równowadze, na pewno nie ciągnie cały czas. Widać, że koń pracuje zadem (spójrz, jak się rysują mięśnie jego zadu i tylnych kończyn pod skórą), prezentuje obszerny ruch tylnych kończyn, niemal dokracza. Na pierwszy zdjęciu uniósł głowę – i co z tego? To młody koń, który ma prawo to zrobić, uczy się. Również ma prawo więcej ciężaru nieść na przodzie – praca nad zaangażowaniem i zebraniem to proces (na zdjęciach „po przemianie” w ogóle nie pracuje zadem!) Dużo lepiej, swobodniej wyciąga szyję niż na zdjęciach po tym półrocznym treningu i NIE chowa się za wędzidło lub nie chowa się aż tak bardzo. Oczywiście, że do ideału jeszcze daleko, ale daj Boże, żeby wszyscy rekreanci mieli taki punkt wyjścia. Był naprawdę niezły, a teraz… jest dużo więcej do poprawy, i będzie dużo trudniej, bo koń boi się wyraźnie ręki i chodzi mega spięty. Uniesiony grzbiet a uniesiony nadmiernie grzbiet przy nosie poza pionem to 2 ZUPEŁNIE różne rzeczy.

    1. sumire

      …podobnie jak pojęcie „zaangażowanego/podstawionego zadu” a „wkraczanie kończyn pod kłodę”. Niekoniecznie koń dokraczający to koń z zaangażowanym zadem…

  19. Dorota

    Mostek, lepiej poszukaj prawidłowych wzorców! :)
    Piszesz: „Bo ręce nie są ustawione, tam jak opisują to w książkach? A może koń wymaga takiego a nie innego działania?”
    Napiszę krótko (choć to bardzo obszerny temat): żaden koń, żadna szkoła i żadne zachowanie konia nie wymaga działania polegającego na ciągnięciu konia za pysk! Ręka jest częścią ciała jeźdźca i nie da się jej od reszty od izolować. Odpowiadam na Twoje pytanie: to, że działa za mocno i że działa stale ciągle widać po ustawieniu tułowia jeźdźca, który jest poza równowagą – łydka znacznie z przodu, pupa spada na tylny łęk. Przy takiej pozycji ciągnie się stale, koń wyjeżdża spod ciebie, a Ty próbujesz odzyskać równowagę, trzymając się za wodze. Spróbuj na sucho. Ta Na innych zdjęciach ręce są albo nierówno, albo za wysoko, albo na udzie – w tym ostatnim przypadku robią dźwignię. W każdym razie jeździec cały czas jedzie na zaciągniętym hamulcu i ciągnie. Nie dlatego, że chce, lecz dlatego, że przy tej pozycji, nie może inaczej. k działa siła bezwładności.To, co jak ujęłaś, „tam jak opisują w książkach”, nie jest czystą teorią, nieprzydatną w praktyce, tylko istotnym elementem dobrego jeździectwa.
    PS. Słyszałaś o linii bark-biodro-pięta? To też nie jest tylko książkowa teoria. Amazonka była bliższa spełnienia tego wymogu przed półrocznym treningiem, teraz siedzi zupełnie poza równowagą i jest za ruchem konia… I m.in. z tego wynikają błędy ręki.

    1. Alex

      Ojeju czyli wszyscy terenerzy którzy pisza o tym żeby ręka była niezależna od tułowia mylą się ? Czyli jak robie półsiad to ciągne za wodze próbując odzyskać równowagę ? Czyli jak odchyle się do tył tułowiem albo pochyle się do przodu moja ręką nie może pracować tak samo albo pozostać w tym samym miejscu. Musze to przekazać swoim kończyną górnym ( myślicie że droga listowna będzie ok ? ;D ) bo widać wiodą życie zupełnie odemnie niezależne i oczywiście błędne .

    2. mostek

      Nie chodzi o ciągnące wodze a o to, ze jeździec czasem – ustawieniem swoich rąk moze pomoc koniowi zrozumieć o co nam chodzi 😉
      Zobaczcie skoczków. Oni to dopiero zle jeżdżą, dosiad fotelowy, i pewnie ciągną konia niemiłosiernie.
      Dla mnie zdjecia wyzej, to przyjemny obrazek.
      Ktokolwiek z Was jeździł na tym koniu wczesniej i teraz, ktokolwiek wie, jaki ten kon MOZE byl wczesniej ‚ ciężki’ na przodzie a jaki jest teraz ?

  20. quanta

    Doroto, życzę Ci w takim razie serdecznie, aby Twój koń (masz takiego?) zmieniał się w kierunku odwrotnym do tego, niż nasze konie. Abyś osiągała lepszy obrazek, taki jak nasz koń nie tknięty robotą :)
    Bo jak rozumiem też nam nie pokażesz ani swojej metody, ani rezultatów pracy?

    Wszyscy, którzy jeżdżą, a nie tylko czytają książki, wiedzą, jak trudne jest osiągnięcie idealnych rezultatów: idealnego dosiadu, idealnej pracy z koniem. Ja znam może kilku polskich jeźdźców (każdy z nich jest zawodowcem, zarabia na życie jazdą konną), którzy siedzą idealnie… na zawodach. W domu wcale niekoniecznie, wszystko zależy od tego, jaką pracę potrzebują wykonać.

    Jestem pod wrażeniem specjalistów, którzy mają pełną wiedzę w jednym paluszku, zawsze znają z miejsca rozwiązanie i potrafią odwoływać się do samych schematów i szablonów. Jak to jest, że trenerzy tacy jak Kyra Kyrklund, Hartwig Burfeind czy Anna Bienias nie wyśmiewają i nie krytykują, tylko potrafią powiedzieć, że czegoś nie wiedzą, że sami popełniają błędy, że z każdym kolejnym koniem i jeźdźcem się dopiero uczą? Że nie wszystko doskonale i za każdym razem im wychodzi? Bo są praktykami i normalnymi ludźmi o otwartych głowach.

    Natomiast niektórzy wiedzą już wszystko, nie muszą nikogo słuchać, bo w kilku zdjęciach mają przed oczami pełen film z całego treningu. Wiedzą, ile kto ma na ręce, jak danego dnia chodził koń, czy nie było kulawy, a może nawet oceniają, czy jeździec tego dnia z niego nie spadał. Potrafią każdego usadzić jak Edwarda Gala (oj, to chyba zły przykład, bo Eddie jeździ nie tylko za pionem, ale jeszcze w rollkurze), a wszystkie problemy konia naprawiają dwumiesięcznym treningiem (sic!). To bardzo przydatne umiejętności, myślę, że można dzięki nim zyskać międzynarodowy rozgłos i nawet zbić solidną fortunę. Cieszą tak utalentowane osoby w Polskim jeździectwie, może dzięki nim wreszcie wyjdziemy w tego smutnego ujeżdżeniowego dołka.

  21. A.G.

    Chyba patrzymy na rozne zdjecia, bo nie wierze, zeby ktos uwazal stare fotki za przyjemny obrazek. Kon sprzed przemiany jest krzywy, uwalony na przodzie i idzie na prostej nodze. Nie ma zadnych rozbudowanych treningiem miesni, moze poza jednym – oporu. Oj, cos mi sie wydaje, Quanta, za masz trola…

    1. quanta

      A.G. haters gonna hate. Nie zamierzam ujawniać, kto stoi za tymi wpisami, chyba, że autorki same zdecydują się ujawniać (ale się chyba wstydzą). Wiedzę mają absolutną – szkoda, że nie nie bardzo mają się jak pochwalić praktyką.

  22. Natalia

    Proponuje, co po niektorym masc na bol du.. Ekhm egzystencjonalny 😉

  23. eM

    Naprawdę podziwiam Was wszystkich za ogromną odwagę- tak daleko idącą ocenę jazdy dziewczyny po zaledwie kilku zdjęciach. Czy Wy nigdy nie robiliście zdjęć na treningach? Z 200, 300 wybiera się 2, 3 na których osiągnie się to nad czym aktualnie się ćwiczy. Reszta to zmierzanie do celu. Jazda i życie to ciągła nauka. Dresażystka i Dorota na pewno zsiadając z konia z dumą stwierdzacie: to był trening idealny, każdy od nas powinien się uczyć i ani razu nie zdarzyło mi się stracić równowagi, pociągnąć za wodze, poprawiać kontakt. Uważam, że my Polacy mamy jakiś ogromny problem ze sobą. Dlaczego na zagranicznych portalach istnieją takie strony jak chociażby horsehero, a u nas dopiero raczkuje? Bo zakompleksione jednostki chcą zagryźć bohatera filmu za jeden błąd. Dlaczego nie oglądacie zdjęć czy filmów z nastawieniem: słuchaj jest już super, ale IMO żeby było lepiej, proponuję następujący zestaw ćwiczeń, albo na trening do mnie. Albo: o, calkiem fajny film, co prawda jeździec gdzieś tam się pogubi, ale chce przekazać już zdobytą wiedzę, dla tych, którzy tego nie potrafią. Chwała mu za to! Mi się nie przyda ten film, ale innym napewno. Żey zakończyć tę dyskusję, poproszę o conajmniej 15 min film z treningu bohaterki wpisu, i Dresażystki lub Doroty. Która jeździ lepiej, nie obchodzi mnie to. Zobaczę z którego filmu JA się czegoś nauczę. Quanta, ja doceniam szczerze twoje wysiłki w pisaniu bloga i go uwielbiam. Mam nadzieję, że kiedyś będzie mnie na to stać i zdobędę się na odwagę, żeby poprosić Cię o trening. A póki co, jestem cichym fanem. 😉

    1. quanta

      eM, szkopuł w tym, że my nie wybieramy zdjęć, pokazujemy jak jest, nie twierdzimy, że mamy rację i licencję na nieomylność. Nikt z naszej ekipy nie jest Galem, a żadne oko z ziemi – Sjefem.
      Gdyby każdego konia dało się w dwa miesiące poprawić, w „pół roku wyplenić” wszelkie mankamenty, to każdy koń chodziłby Grand Prix. Tymczasem niektórzy potrafią w ramach treningu osiągnąć nauczenie konia leżenia i samemu kładzenie się na nim plackiem 😉 A za najlepsze dla konia siodło uważa bezterlicówkę.
      No i co kto lubi.

      1. eM

        Wiem, Quanta. Chodzi mi o to, że ludzie wymagają doskonałości. A przecież to jest proces treningowy, który trwa. Uważam, że przesłanie twojego bloga jest takie, że chcesz przekazać część wiedzy osobom, które do tego jeszcze nie doszły. Ci którzy są dalej i wiedzą więcej, niech się dzielą po przyjacielsku radami a nie chamską krytyką, albo robią swojego bloga. My zwykli rekreanci tylko będziemy się cieszyć, bo zewsząd szukamy inspiracji i rad i sami wybierzemy z których skorzystamy, a z których nie. Nie musze trąbić wszem i wobec, że jest źle. Lepiej udowodnić kulturalnie na przykładach swoje racje.
        A jak ktoś zrobi sobie 200 zdjęć na treningu i z każdego jest zadowolony, to coś jest nie tak z jego samooceną. Albo jest Galem ;D :) A jak chce wstawić swoje zdjęcie na fejsa z treningu, to z 200 zawsze wybiorę najlepsze i każdy tak zrobi 😉 hihi Ale czy sam Gal jest ze swoich dumny? 😛 Wątpię ;D

        1. quanta

          Miałam okazję przyglądać się pracy wielu zawodników w domu i sporo osób ciężko by było uwierzyć w to, że nie są tacy idealni i doskonali jak na zawodach. Pracując, szkoląc treningowo i rozwiązując problemy często „dużo robią” – ruszają rękami, odbijają się siedzeniem w kłusie, puszczają luźno „klapiące” nogi. Mimo to nadal jeżdżą poprawnie (w równowadze) i są skuteczni, chociaż nie wyglądają książkowo. Kładzenie nadrzędnego nacisku na to, żeby jeździec był jak z żurnala i szablonowej ilustracji w każdej chwili treningu naprawdę nie jest sensowne. Ja też przez to przechodziłam. Teraz nie skupiam się na tym, żeby być niezłomnie idealną – ale poprawną, a skupiam się przede wszystkim nad tym co czuję i co w związku z tym myślę.

          1. Paulina

            zgadzam się całkowicie- kładzenie nacisku na ksiązkową pozycję w siodle może prowadzić do usztywnień jeźdźca; w sytuacji gdy powinno się dążyć do jazdy w równowadze, podążać za ruchem konia, czuć go w każdym elemencie jazdy. Swoją drogą, ”podziwiam” osoby które bardzo autorytatywnie wypowiadają się na temat jeźdźca tylko na podstawie zdjęć, wręcz mało brakuje by podały ile kilogramów ma na rękach…no ale ja tam mały żuczek jestem 😉 i dziękuję że dzielisz się wiedzą ze wszystkimi 😉

  24. kittajka

    Dresażystka, Dorota, naprawdę podoba się wam koń na wcześniejszych zdjęciach? Ja widzę na nich konia który sobie po prostu tupta, z niepracującymi plecami, z ciężkim przodem. Co z tego że koń ma nos do przodu i stawia tylne nogi dalej, skoro nie pracuje całą resztą ciała? Moim zdaniem przemiana jest niesamowita. Koń uruchomił plecy, uniósł przód, zaczął pracować zadem. Widać konia rozluźnionego, skupionego i chętnego do pracy. I patrząc na zmianę jaka zaszła, sama chętnie umówiłabym się na psucie konia z Quantą.
    Aczkolwiek w ramach poszerzania wiedzy również poproszę o zdjęcia koni prawidłowo pracujących z nosem do przodu. Mój mail: m.kitta@wp.pl

  25. Dorota

    Rozumiem, że z braku argumentów merytorycznych wchodzimy na poziom dyskusji ad personam. Zatem życzę udanej zabawy w gronie ekspertów.

    1. Miśka

      Jak na razie to Tobie i Dresażystce zabrakło konkretów i argumentów na podstawowe pytanie quanty…

  26. koraliq

    Kolezanka wyslala mi link zebym przeczytala komentarze. Zaskoczylo mnie to co zobaczylam choc w sumie nie powinno. Sio z tego miejsca krzykaczki targowe. Znam osobiscie jezdzca I konia, I jak widze takie psucie radochy to zal mnie ogarnia ze nie ma wsrod jezdzcow normalnych relacji. Sedziow samozwanczych tutaj nie wolali. Rozejesc sie.

    1. tuch

      koraliq Patrząc na to z innej perspektywy, jako Polak aktualnie mieszkający na innym kontynencie dokładnie wiesz, że tu swój na swojego pluje. A jak zaczyna lepiej wychodzić, ponad przeciętność to znaczy, ze trzeba zniszczyć, podeptać i skopać „konkurencję”! Na prawdę mowę mi odjęło jak przebrnęłam przez te komentarze. Ile w tym zawiści i chorych ambicji. Szkoda, że większość potrafi skrytykować, a nie potrafi udzielić porad i podzielić się wiedzą. Co na celu ma takie działanie? Czy to na prawdę daje satysfakcję?
      Ogromne gratulacje dla całego TEAMU! Bardzo chętnie zobaczę Was na żywo (a być może będzie w tym roku taka okazja). Ode mnie, szczerze, wielki respekt bo wiem jak trudno zacząć „jeździć” a nie „siedzieć na koniu” i jak z bardzo przeciętnego konia wydobyć chętnie współpracującego i poprawnie ruszającego się konia. Jedyne słuszne działanie odnośnie krytyki to dalej robić swoje w dobrym kierunku i nie poddawać się. Powodzenia w dalszej pracy! :)

      1. eM

        no dokładnie o to mi chodziło… Czemu Polacy traktują się jak niezdrową konkurencję, a nie KOLEGÓW PO FACHU?????

  27. A.G.

    Blog robi sie coraz bardziej popularny, wiec to bylo do przewidzenia, ze predzej czy pozniej ktos tu wpadnie pozazdroscic i zrobic zamet.
    Od siebie dodadam, ze zmiana jest ogromna i bardzo na plus. Gratuluje i zycze dalszych sukcesow.

  28. gllosia

    Nie wierzę, po prostu nie wierzę.. Chyba trzeba mieć jakieś totalne urojenia albo nie mieć BLADEGO pojęcia o prawidłowej pracy konia, żeby uznać, że koń przed zmianą chodził lepiej.. Jeśli ktokolwiek na starych zdjęciach tego konia widzi pracujący zad to na bank ma problem ze wzrokiem, a przede wszystkim cierpi na brak podstawowej wiedzy o pracy końskiego zadu, a zwłaszcza prawidłowej. Jak ona wygląda? Koń wkracza nogą pod brzuch to już znaczy, że pracuje mocno zadem i pewnie jest zebrany, ach PODSTAWIONY. A że dupa jest w kosmosie, plecy wgięte i koń wygląd jakby się zaraz miał na pysk przewrócić, co tam..
    Miałam dobry humor, ale teraz mam jeszcze lepszy 😀

    Dresażystka – ja też poproszę o zdjęcia: gllosia@interia.eu – jestem otwarta na nową wiedzę, człowiek uczy się przecież całe życie, więc chętnie zobaczę jak naprawdę wygląda dobrze pracujący koń.

    1. quanta

      gllosia, ja mam jeszcze lepszy, bo przyjrzałam się dorobkowi tych wstydzących się przyznać, kim są, dyskutantek. Widocznie dorobku też się wstydzą…

      O pracującym zadzie (naprawdę takie rzeczy trzeba tłumaczyć? Przecież to są podstawy…) Aktywny zad to nie jest tylko taki, co to stawia wielkie kroki. Wystarczy, żeby koń zapierniczał do przodu, a będzie przekraczał ślad. Rozjechany do przodu Kiwacz w kłusie przekracza nawet o 4-5 śladów. Czy to znaczy, że w tym momencie już idealnie pracuje zadem? A może w ogóle jest już zebrany?
      Jeśli zapytamy jakiegokolwiek trenera ujeżdżenia o zebranie, to usłyszymy, że pracujący zad zawsze wiąże się ze zginającymi się, sprężynującymi stawami skokowymi konia. Mogą być konie pchające sobie szczudłowate tylne kończyny choćby i pod uszy, ale nie niosą się na nich, mają prosty, wypięty tyłek i nie pracują zadem, choćby nie wiem jakby chcieć się tego dopatrywać.
      Mogą być konie – albo chody, albo ćwiczenia – które nawet nie dokraczają, ale zginają nogi i się na nich niosą.

      Czy w piafie koń pracuje zadem, czy nie pracuje?
      Bo przecież robi mikro małe kroczki, a odległość między śladami kopyt jest ogromna…

      Czekam na krytykę ekspertek tego na przykład konia:


      No bo wyraźnie złamany w szyi, odgięty grzbietem i jeszcze pewnie wściekły (ma smutny ogon na zdjęciu).
      Jak już się dowiemy, jak bardzo ten pan go zrujnował, to powiem Wam co to za koń i co wspólnie osiągnęła para 😉

      1. sumire

        I jeszcze jeździec nie zachowuje linii ucho-biodro-pięta, siedzi z cofniętą łydką (z drugą pewnie też, nie? ;)), a fu! I pewnie ciągnie konia za pysk, bo wodze i przedramię też nie tworzą książkowej jednej linii (a jakby się uprzeć, to można by uznać, że siedzi nieco odchylony górą)… A koń – co za okropna klucha!!!

        1. gllosia

          Ja też jestem ciekawa, co mają do powiedzenia „dresażystki”, to pewnie jakieś nowe autorytety, na pewno większe od K. Balkenhola.. lol 😀

          Ten obrazek jest straszny.. :( Nie mogę patrzeć na tego spasionego konia, który ze wsciekłości aż toczy pianę z pyska!

          1. eM

            hihi ;D Tak gllosia ;D My napewno już niedługo będziemy przecież śmigać lepiej ;D Hihi.. do tego proponuje grupowe zapisanie się na kurs sędziowania ;D Quanta Quantaaa ;D Czekamy na kolejny wpis! i jak najwięcej metamorfoz 😉

      2. eliza

        Szanowna Pani Quanto, żeby stwierdzić, jakie błędy popełnia uczeń podstawowej szkoły muzycznej, nie trzeba być muzykiem światowej sławy. Nikt tez nie ma obowiązku podawać swoich danych osobowych, ponieważ Pani sama ich nie podaje, chyba ze Quantanamera jest to Pani imię i nazwisko. Umożliwiając komentowanie na blogu, musiała się Pani liczyć tez z wyrażaniem opinii krytycznych, chyba ze gdzieś jest zaznaczone, ze mogą być to tylko komentarze typu „och, Quanta! ach, Quanta!”. Nic dziwnego, ze osoby, które wyraziły swoje opinie krytyczne wycofały się z dyskusji, bo zeszła ona w drugiej części na poziom poniżej wszelkiej krytyki. Mogę tylko potwierdzić, ze poczynione krytyczne uwagi są bardzo słuszne, i warto wziąć ich pod uwagę, o ile jest Pani zdolna do spokojnego przyjmowania krytyki, a nie reagowania na nią z pozycji rozhisteryzowanej nastolatki. Pozdrawiam.

        1. quanta

          Absolutnie jestem i nie histeryzuję :)
          Zadałam rzeczowe pytanie odnośnie „nieprawidłowo nabudowanej szyi” i nie doczekałam się odpowiedzi.
          Trudno też brać na poważnie przechwałek osób, które nie mając się czym pochwalić, nie siedząc na koniu wydają kategoryczne opinie i nawet są w stanie ocenić czas, jaki jest potrzebny na korektę…
          Nie oczekuję samych pochwał i przyjmuję do wiadomości Twoją opinię, że nie podoba Ci się nasz sposób pracy. Chciałabym jednak, żeby dyskusja była oparta na czymś konkretnym, a nie na wiedzy wyczytanej w książce i obrazku ze starej ryciny.
          Nie tak dawno koń ta „straszna” para brała udział w konsultacjach z Elaine Butler. Elaine nie tylko nie załamała rąk nad przerażającym cierpieniem konia, ale też chwaliła tę dobrą pracę, a samego konia – za fajny zad :) Jak to wytłumaczyć? Ona też jest w błędzie? Bała się, że zrobi nam przykrość?

          Poza tym zapraszam:
          https://www.facebook.com/ewelina.kwietowicz

          A z kim mam przyjemność, droga Pani Elizo?

  29. Asia

    Quanta widać zdemaskowała trolątka i tak oto zniknęły. Dobrze, nie dokarmiajmy troli.
    Ja nie jestem specem, jestem amatorem na luzie wożącym się na końskim grzbiecie, ale chciałabym tej parze pogratulować zmiany, dla mnie jesteście przyjemnym dla oka obrazkiem i z wielką przyjemnością na Was patrzę. Życzę wielu, wielu sukcesów :)

  30. rybka

    Przeczytałam wpis quanty, przeczytałam soczyste wypowiedzi i przetarłam oczy ze zdziwienia!! Oczywiście zarówno jeździec jak i koń mają jeszcze wiele pracy przed sobą, nie są parą na poziomie GP, ale zmianę z głębokiej rekreacji (kujka – wybacz, za te słowa.. z całą sympatią dla Ciebie, ale tak wyglądają stare foty) na osobę z prospektem na dobrego jeźdźca widać i to bardzo wyraźnie. Koń również zmienił się mocno na plus, oczywiście nie macha nóżkami jak Valegro (porównanie nie przypadkowe 😉 ), ale zaczyna pracować w komforcie.. no chyba, że mięśnie i piana w pysku pojawiły się ze wściekłości 😉

  31. aleqsandra

    Kala, serdecznie gratuluję przemiany, choć nie sądziłam, że wcześniej było tak źle 😉 Bardziej w moich oczach jawiłaś się jako może krok mniej niż na obecnych fotkach :) Chyba Cię za bardzo lubię/szanuję 😉

    Niemniej widać ogrom pracy jaki włożyłaś, sama przez podobną transformację przechodzę, na szczęście w nieszczęściu moje konisko nie ma aż tak długiego grzbietu, a konie o długiej kłodzie trudniej zaangażować i realnie rozluźnić chyba?

  32. kujka

    Ponieważ z koniczkiem pobiliśmy chyba rekord w ilości komentarzy, musicie mi wybaczyć, że nie odpowiem na każdy z osobna. Postaram się w jednej wiadomości jakiś zbiorczy komentarz od siebie wystosować. Długo zastanawiałam się, czy komentować w ogóle, ale po tylu wspaniałych, ciepłych słowach i życzeniach uważam, że jak najbardziej powinnam coś napisać!

    Bardzo dziękuję wszystkim za uwagi te pozytywne i negatywne.
    Nie zamierzam się na nikogo obrażać 😉 Konstruktywną krytykę od osób mi znanych lub takich, co się nie wstydzą podpisać nazwiskiem pod własną opinią chętnie przyjmuję i biorę pod rozwagę. Wyrosłam z bycia miszczem całej wsi 😉
    Jak już zostało powiedziane: haters gonna hate, a karawana idzie dalej… Osobom, które żyją z jeździectwa i są autorytetami wielu jeźdźców podoba się przemiana i praca mojego konia, a anonimowym „zawodniczkom” nie i chyba jakoś będę musiała z tym żyć. Na pewno nie zamierzam udowadniać nikomu, że nie jestem wielbłądem.

    Długa droga jeszcze przed nami. Pewna mądra osoba mówi mi, że za kolejne półtora roku będę się wstydziła za swoje dzisiejsze zdjęcia tak, jak się aktualnie wstydzę za te starocie, które tu obejrzeliście. Mam nadzieję, że ma rację! 😀 (do tej pory ze wszystkim miała rację 😉 )

    Tymczasem jednak cieszę się, że Gilek już teraz jest w takiej formie i umie takie rzeczy, o których robieniu kiedyś nawet nie marzyłam. Że wspólna praca jest przyjemnością dla nas obojga. Że obcy ludzie widząc go pierwszy raz pytają co to za koń i skąd go przywieźliśmy [sic!]. Takiej satysfakcji na co dzień, takiego złotego konia i takiego cudownego teamu życzę Wam wszystkim.

    Quanta, kto jak kto ale ja chyba mogę sobie pozwolić na taki banał: CHAPEAU BAS! Dzięki za wszystko! Oby więcej takich ludzi w naszym jeździeckim światku!

    1. eM

      Ja gratuluje tego co udało się wypracować w tym czasie i czekam na relację za kolejne pół roku (nie każ nam tyle czekać) albo i jeszcze szybciej :) Dałaś nadzieję, motywację i powera do roboty 😉

  33. xyz

    Haha jakaż ciekawa dyskusja. Proponuje test na czworoboku, który obrazek zostanie wyżej oceniony.

    Uwaga spoiler!

    Wyżej będzie oceniony ten po półrocznej pracy.

    BTW wystarczy obejrzeć rozprężalnie dużych zawodów, poobserwować jak „sławy” przygotowują swoje konie do startów, to samo MŚMK, czy nawet filmy sprzedażowe młodziaków.
    Żeby koń „pchnął” nos do przodu, musi być naprawdę mocno zebrany. Tu pojawia się problem fizycznego przygotowania konia. Długiego konia dużo ciężej wyskładać do kupy niż krótkiego. Co więcej takim koniom często łatwiej jest pracować w lekkim przeganaszowaniu. Szyja na „jedynkę” to zawsze szyja sztywna, a ta sztywność przenosi się na całego konia i uniemożliwia prawidłową pracę. Chociaż jak widać w enigmatycznych wypowiedziach osób wyżej, jest to lepsze bo potylica jest w szczycie a nos przed pionem xd. Każdy kto poważnie zajmuje się ujeżdżeniem (mówię o lidze światowej, bo do polskiej można mieć wiele zastrzeżeń) jeździ konia do dołu. Owszem celem jest osiągnięcie nosa przed pionem, ale uwaga: KOŃ SAM TO ZAPROPONUJE JAK BĘDZIE NA TO GOTOWY, a będzie gotowy gdy poprzednie fazy treningu mu to umożliwią. Jeśli ktoś twierdzi że jest inaczej to chcę to zobaczyć: praca z koniem od 4 latka do konia co najmniej na poziomie Prix st. George.
    Nie wiem czy to jakaś grupa uderzeniowa Heuschmanna, ale jeśli tak to tym chętniej obejrzę taką pracę : d.

    Przemiana bardzo ładna, pracujcie tak dalej. Cieszy fakt że mimo krótkiego czasu Waszej współpracy pojawiają się już podejścia pod ciężkie elementy. Powodzenia!

  34. Moona

    To ja tylko sprostuję, bo wielu osobom to umknęło – koń jest w PÓŁTRORArocznym treningu, nie w PÓŁrocznym 😉

    Nie rozumiem jednej rzeczy – Dresażystka pisze, że Gil ma ZAPADNIĘTY grzbiet, natomiast Dorota pisze, że ten sam grzbiet jest NADMIERNIE UNIESIONY. Dziewczyny zdaje się, że przyjęły wspólny front, jednak te dwie pozycje grzbietu są od siebie skrajnie różne. To jak jest?

    Zmiana mi się podoba, jednak dziewczyny na pewno same widzą, że jest jeszcze sporo do poprawy – ja również uważam, że zdecydowanie brakuje pchającego się zadu, równowagi u kujki, że wciąż za dużo jest jazdy na ręce.
    Natomiast stanowczo nie zgodzę się z tym, że poprzednie obrazki były w jakiś sposób lepsze. Absolutną podstawą pracy z koniem jest to, żeby znalazł on pod jeźdźcem równowagę. Na zdjęciach „przed” nie miał jej za nic. Jak można mówić, że cokolwiek tam było poprawne, skoro nie zostało spełnione minimum? Jak można mówić, że ktoś dobrze śpiewa, jeśli nie nauczył się wyraźnie mówić?

    1. quanta

      Nie nadużywałabym słowa trening – koń jest w pracy od 1,5 roku, ale w treningu by był, gdyby jego właścicielka na początku wiedziała i umiała tyle, co wie, umie i czuje teraz. Na początku to było poszukiwanie we mgle 😉

  35. Liv

    Dla wszystkich niespokojnych o los głowy i szyi. Ale ten pan pewnie się nie zna…

    https://www.youtube.com/watch?v=xdya3mXZJOM
    https://www.youtube.com/watch?v=USoe8Px7Hwc

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *