«

»

lis 20

Łyda, łyda! Co ta noga?

Temat używania łydki mam od dłuższego czasu rozpracowywany na bieżąco z jedną z moich podopiecznych. Nie jest to łatwy duet: młody, zupełnie zielony koń i jeździec, który umiejętności ma niezłe, ale straszliwie mało wierzy w siebie. Dużo, bardzo dużo czasu poświęcamy przerabianiu podstaw. Koń pod siodłem musi „myśleć naprzód”, a do tego zdecydowanie jest nam potrzebny działający pedał gazu, czyli zrozumienie działania łydki. Młodzik jest wrażliwy i trzeba do niego podejść z doskonałym wyczuciem. Za mało akcji jeźdźca nie wywołuje żadnej reakcji, za dużo – tylko irytację i rozdrażnienie konia. Musi być akurat w sam raz, aby uzyskać pożądaną odpowiedź i móc pochwalić konia, utrwalając jego zachowanie. Dlatego to takie trudne…

IMG_1367

Jeszcze kiedy jeździłam na Skwarku, jeden z moich ówczesnych szkoleniowców powiedział mi, że za mało jadę konia w łydkach. Poczułam się szczerze… rozczarowana. Jak to? Przecież ja już tyle robię tymi nogami! Ciągle robię się przed to poważnie zmęczona, a to ma być… za mało?! To ile trzeba jeszcze więcej, albo mocniej, żebym wreszcie mogła uznać, że używam łydek? To może ja w ogóle nie dam rady tak jeździć :( A poza tym, czy to naprawdę o to właśnie chodzi w tym całym ujeżdżeniu? Przecież wszyscy jeźdźcy wyglądają tak, jakby nic nie robili. Nie męczyli się. Jak to jest możliwe, skoro przecież przy tym robią jeszcze więcej nogą, niż ja robię? Czy wszyscy inni ludzie na świecie są po prostu tacy silni i wytrzymali, że mogą robić to więcej?

Na szczęście nie 😉 Łydki nie musi być ani więcej, ani silniej. Ma być tylko skuteczniej.
Proste, prawda? 😆

Zanim jednak zaczniemy się zastanawiać nad tym, JAK skutecznie działać nogą, musimy mieć dokładny plan na to, CO chcemy tą nogą zrobić. Bo zrobić i zakomunikować użyciem nogi możemy koniowi mnóstwo tematów i poprosić o wykonanie bardzo różnych zadań. Tyle tylko, że o ile nie mamy do dyspozycji świetnie wyszkolonego konia-profesora, to nasz wierzchowiec o tych zadaniach i różnym działaniu łydek nie ma zielonego pojęcia. To jeździec musi wiedzieć, co i jak chce zrobić, i różnicować „zachowanie” swojej nogi podczas jazdy. To jest pierwszy krok do tego, żeby nauczyć konia prawidłowo reagować na działanie łydki. Tylko wtedy, kiedy koń pozna działanie tej pomocy, zacznie odpowiadać, a my będziemy mogli jechać konia „w łydkach” równocześnie nie cisnąc, nie kopiąc, nie podtrzymując chodów wiecznym pchaniem konia nogami. Inaczej wpadamy w pułapkę tego, że robimy wszystko za konia (przy czym koń z siebie daje niewiele lub wręcz nic), nasza noga umiera z wysiłku, a trener narzeka, że nadal za mało łydek…

OK, za co odpowiada w takim razie jeźdźca noga?
1. Impuls

Energiczny ruch naprzód to baza, absolutna podstawa każdej dalszej pracy. Jeśli musimy konia co krok kopać, albo zaciskać noga, żeby utrzymywał on ruch w zadanym chodzie, to nie ma szans, żeby nasza łydka uzyskała cokolwiek więcej, niż taki efekt. Łydka aktywująca jest lekka, ale bardzo dynamiczna i niekiedy, zależnie od sytuacji, może następować kilka razy błyskawicznie po sobie. Jeśli koń nie odpowiada na taką łydkę, w żadnym wypadku nie możemy starać się go zaciskać nogami, żeby jednak ruszył. Kontynuujemy takie energiczne podstukiwanie, dopóki nie pojawi się pożądana reakcja. Kyra Kyrklund radzi, żeby myśleć o działaniu nogi identycznie jak o działaniu batem. Stukamy konia – tap! – a jeśli nie ma reakcji, powtarzamy kolejne pacnięcie. To oczywiste, że nikt nie usiłowałby wcisnąć bata w konia i go nim pchać, prawda? Absurdalny pomysł! A nie wiedzieć czemu łydek próbujemy bardzo często używać właśnie w ten sposób.
Żeby zaprogramować łydkę, która stworzy u konia impuls, trzeba po pierwsze przestać pchać, a po drugie uwrażliwić wierzchowca na działanie nogi. Lekkie pacnięcie dolnej części nogi powinno sprawić, że koń rusza naprzód. Noga muska, a koń zasuwa (wielu trenerów kwieciście obrazuje działanie takie łydki mówiąc, że jeździec ma mieć poczucie, że po zadziałaniu nogą koń „spieprza” naprzód mu spod tyłka) 😉
Taka łydka uruchamia i aktywizuje tylne nogi konia, to one tworzą napęd i energię. To sam początek procesu przenoszenia wagi na tylne kończyny wierzchowca.

2. Zgięcie

To użycie łydki ma komunikować koniowi, że ma się odsunąć od łydki / owinąć wokół niej. Prawdziwe zgięcie dotyczy zawsze kłody konia, a nigdy szyi. Zgięcie uzyskujemy przytuloną do konia, miękką długą nogą, bez wpychania jej w koński bok, czy wiercenia przy popręgu piętą (które dadzą nam efekt wyłącznie w postaci usztywnienia, a nie zgięcia i puszczenia boku) i oczywiście zawsze w połączeniu z odpowiednio ustawionym dosiadem (kości kulszowe jeźdźca przesunięte równolegle do końskich łopatek).

3. Kontrolowanie zadu

Nie wiem czy to będzie news miesiąca, ale większość koni wcale nie umie chodzić prosto. Najczęściej wpadają one zadem lekko do środka, równocześnie kompensując asymetrię nosem wyprowadzonym nieco na zewnątrz i lekkim skrzywieniem potylicy. Kto nie zna takiego uczucia „dziwnego” koślawego zakrętu? Łydka lekko cofnięta za popręg (lekko! Nigdy nie zarzucamy nóg na koniec czapraka), o subtelnym spychającym działaniu pozwoli przesunąć skrzywiony zad za konia i pomóc go wyprostować. Na dalszych etapach treningu taka sama łydka zbuduje nam trawersy i renwersy.

Wisi swobodnie oparta o strzemię, albo przesuwa zad. I tu i tu tylko przytulona do konia, bez dziubania ostrogą albo wkleszczania się w koński bok z całych sił:
IMG_0142 IMG_0208

4. Chody boczne

To kombinacja łydki (lub przeważnie dwóch łydek) odsuwającej konia w bok i dosiadu, który zmienia równowagę konia, sugerując mu przesunięcie się pod ciężar jeźdźca. Nie istnieje coś takiego, jak magiczna łydka, która sama sprawi, że koń będzie poruszał się łopatką lub trawersem. Dlatego od początku szkoląc konia uczymy go, aby słuchał całego ciała jeźdźca. Dosiadu, dłoni, ręki, wszystkich subtelnych zmian równowagi, tego, czy ciało jeźdźca podąża za ruchem, czy go wycisza lub eskaluje. Łydki do ciągu w kłusie są ustawione podobnie jak do zagalopowania – to, że koń jest w stanie odczytać te dwa różne polecenia, różnicuje odmiennie zachowujący się dosiad jeźdźca.

5. Podnoszenie grzbietu

Ten rodzaj działania łydek sprezentował mi Skwarek 😉 Jego plecy z wieczną tendencją zmieniania się z most zwodzony wymagały przypominania im, że mają mimo wszystko pracować. To łydka z długiej puszczonej nogi, z delikatnym działaniem samą stopą takim, jakbyśmy chcieli od dołu zagarnąć w górę koński grzbiet. Również w połączeniu z działaniem dosiadu i ręki (przygotowanie półparadami) sprawi, że koń uniesie plecy i zaokrągli swój ruch. Na Skwarku takie użycie nogi było po prostu bezcenne.

6. Kopu, kopu

Rytmiczne i stałe walenie nogami po końskich bokach, niezbędne w kłusie anglezowanym, kiedy jeździec opada w siodło. Stop! ❗ 😆 Sprawdzam tylko, czy dalej ze mną jesteście 😉 NIGDY nie okopujemy koniowi boków, i absolutnie NIGDY nie dajemy łydek mechanicznie. Łydka nie działa na tyle silnie, żeby powodować u jeźdźca fizyczne zmęczenie, a u konia ból. To ma być pac, pac – a nie JEB! DUP! Szybki, elektryczny sygnał tworzący energię, a nie siłowe wymuszanie ruchu. Kopanie nogami może u konia wywołać co najwyżej ból, irytację, protest, zakłócenie równowagi i niechęć konia, u wrażliwych zwierząt nierzadko prowadzącą do buntu i narowów. Biada temu, kto by spróbował okopać Suszka…

Stęp, kłus, czy galop – noga po prostu jest razem z koniem. Bez kopania!
IMG_0094

7. W rytmie, poza rytmem

Tutaj mam pytanie do każdego aspirującego ujeżdżeniowca. Kiedy dajesz łydkę? Czy potrafisz posłużyć się nią w dowolnym momencie? W anglezowanym kłusie zapewne zamykasz łydkę, kiedy siadasz w siodło. A czy potrafisz ją również zamknąć wstając z siodła? Lub uruchomić ją zupełnie poza rytmem? Jak jest w galopie? Dobry jeździec wykorzystuje w szkoleniu konia również w miarę potrzeby łydkę dawaną poza rytmem, aby uzyskać większe zaangażowanie zadnich nóg, zwrócić na siebie uwagę konia, poprawić dodania.

8. Cisza

Nie wiem, czy to nie najważniejszy rodzaj łydki. Taka, która nic nie robi, kiedy koń nie czuje na swoim boku gmerania nogą ani żadnego ucisku. Łydka, która jest po prostu ciepło, lekko i powietrzenie przyłożona do końskiego boku, zupełnie, jakby miała go w delikatny sposób otulić. I wyłącznie jest – nie działa. Milczy. Dla konia to sygnał, że nie ma nowych zadań, a sposób, w jaki się porusza jest dobry, zgodny z wolą jeźdźca i nie wymaga żadnej korekty.
Jeśli rozmawiamy ze sobą – my, ludzie – tworzymy oddzielne zdania. Robimy między nimi przerwy. Zadajemy pytanie i czekamy na odpowiedź. Zmieniamy barwę głosu, mówimy szybciej, wolniej, łagodniej, albo podnosimy ton, kiedy rozmówca się z nami nie zgadza lub nas po prostu nie słucha. Tak samo musi działać łydka, służąc barwnej i pojemnej komunikacji.
Noga jeźdźca, która nie umie zadziałać ciszą i czekaniem na odpowiedź konia, mówi w ten sposób:
jeślirozmawiamyzesobąmyludzietworzymyoddzielnezdaniarobimymiędzynimiprzerwyzadajemypytanieiczekamynaodpowiedźzmieniamybarwęgłosumówimyszybciejwolniejłagodniejalbopodnosimytonkiedyrozmówcasięznaminiezgadzalubnaspoprostuniesłuchataksamomusidziałaćłydkasłużącbarwnejipojemnejkomunikacji
Czy ktokolwiek z Was jest w stanie to przeczytać? I w dodatku jeszcze zrozumieć?
A jeśli te same zdania wykrzyczę, analogicznie do zwiększania siły kopiącej konia łydy?
JEŚLIROZMAWIAMYZESOBĄMYLUDZIETWORZYMYODDZIELNEZDANIAROBIMYMIĘDZYNIMIPRZERWYZADAJEMYPYTANIEICZEKAMYNAODPOWIEDŹZMIENIAMYBARWĘGŁOSUMÓWIMYSZYBCIEJWOLNIEJŁAGODNIEJALBOPODNOSIMYTONKIEDYROZMÓWCASIĘZNAMINIEZGADZALUBNASPOPROSTUNIESŁUCHATAKSAMOMUSIDZIAŁAĆŁYDKASŁUŻĄCBARWNEJIPOJEMNEJKOMUNIKACJI
No właśnie. Jeszce kilka linijek i za chwilę będziecie mieli mnie dość 😉
Koń również nie jest w stanie zrozumieć nić z chaotycznego, stałego działania łydką!

Tak czy inaczej: nie da się nauczyć prawidłowego działania nogi (i ręki, i dosiadu) tylko z internetu. Niestety literki nie są w stanie przekazać on-line praktyki. Mogą jednak przekazać pewną wiedzę, chęć do poszerzania horyzontów i obudzić potrzebę refleksji, samokontroli i świadomości w tym, co robimy na koniu (i co powinniśmy robić).
Czyli: Nie kop. Bądź czuły. Bądź szybki i konsekwentny. Bądź skuteczny.
Utrzymuj delikatną, stabilną nogę, która swobodnie spływa po końskim boku w dół, nie blokując się po drodze ani nie zaciskając od stawu biodrowego do skokowego (kostek).
Miej w głowie plan i działaj zawsze (łydką) zgodnie z planem.
Rozmawiaj pomocami z koniem i pilnuj, żeby Twoja mowa była retoryką, a nie bełkotem. W ten sposób sprawisz, że koń będzie chciał czysto i ufnie odpowiadać. Będzie mógł na Twojej nodze polegać jak na Zawiszy 😉

IMG_0121

46 comments

Skip to comment form

  1. Luna

    Wspaniały wpis, dziękuję Quanta! Naprawdę doceniam ile czasu poświęcasz na tworzenie tylu praktycznych artykułów. Taki wpis może dać wielu osobom więcej niż niejedna jazda z trenerem. Konie na pewno też są wdzięczne :)

    1. amnestria

      O rety, to w takim razie należałoby zmienić trenera O.o Ale nie zaprzeczam, że artykuł pomocny :)

      1. quanta

        Po co taka uszczypliwość, o ile mi wiadomo też jeździsz z trenerem i przecież zaglądasz na bloga 😉
        Czasem przeczytanie czegoś w internecie, albo nawet obejrzenie filmu na youtube (filmy z rozprężalni przed zawodami są genialne! albo z rund honorowych, gdzie widać jak jeździec koncentruje na sobie konia) daje więcej niż trening nawet z Trenerem-Wielkie-Nazwisko 😉

        Luna, dzięki, miło, że ktoś docenia moje zarywanie czasu (naprawdę do zarywam, żeby starać się tutaj coś regularnie publikować).

        1. Luna

          Amnestria, ja chciałam tylko zauważyć że rzeczywistość różni się trochę od idealnego obrazka :) To nie jest zarzut do nikogo, po prostu przez lata widziałam wiele trenerów, którzy nie są w stanie tego przekazać i uczniów, którzy kończą treningi sfrustrowani. I nie zawsze łatwo jest znaleźć kogoś, kto nam naprawdę pomoże. Dlatego wierzę że taka wiedza może bardzo pomóc, mimo że nie zastąpi pomocy z ziemi :)

          1. RatinaZ

            Luna to może inaczej…to taki wpis powinien uświadomić co poniektórym ,że powinni zmienić „trenera”…o ile ta armia różnego rodzaju instruktorów można w ogóle podciągnąć pod miano trenera. 😉 Quanta tu piszę mega fajne rzeczy…tylko co Ci po nich jak podejdzie do Ciebie osoba -„trener”i powie : „a po co?” po czym założy gumy i da bat w rękę.

  2. amnestria

    Swoją drogą nawiążę trochę do tej szybkiej łydki, gdzie kilka razy energicznie „podstukujemy” konia :) Moim najnowszym odkryciem jest to, że da się to zrobić w zasadzie tylko wtedy, gda luźna jest cała noga, już od miednicy. Może nie odkrywam Ameryki, ale dla mnie to jest nowość :) Próbowałam używać takiej szybkiej łydki (trochę jak właśnie takiego szybkiego bacika), ale ciało nie współpracowało. Dwa ruchy jeden po drugim to był mój max, a i nawet do tych dwóch miałam zastrzeżenia. Gdy jednak naprawdę puściłam nogę, bez ściemy, bez usztywnień, bez blokowania się to się okazało, że mogę używać łydki szybciej, efektywniej, błyskawicznie, sama się „majtała” :D. Żeby nie było, wyszło mi tak dopiero parę razy, ale nie od razu Rzym zbudowano :)

    1. quanta

      Dokładnie! Siedzimy w siodle „ciężkim tyłkiem”, równowagę czerpiąc z balansowania ciałem, a nie trzymania się nogami. Noga powinna być puszczona luźno, jeździec musi mieć poczucie, że mógłby bez problemu zrobić obydwiema nogami rowerek, a w każdym chodzie móc odsunąć dwa kolana na boki od siodła – i dalej jechać również swobodnie na koniu.
      Trzymana w pachwinie noga uniemożliwi precyzyjne dawanie każdej łydki, chociaż oczywiście najbardziej wpłynie na szybkość działania pomocami.

      1. FurryMouse

        Temat dla mnie – bo już nie ogarniam. Ja mam wrażenie że to są dwie kompletnie przeciwne szkoły i niestety wciąż nie potrafię z nich wyciągnąć „środka”. Quanta – możemy obserwować jak pracujesz z końmi, jak się pod Tobą zmieniają. Widać, że ta praca jest poprawna i skuteczna. Sama nieraz wspominałaś o RWYM, jeździłaś na kliniki i ogólnie rzecz biorąc popierałaś. To jak to co piszecie powyżej (o ciężkim siedzeniu, o nodze luźnej od samej miednicy) ma się do całej teorii dużego napięcia mięśniowego na koniu, do anglezowania tak żeby można było włożyć dłoń między strzemię a stopę (!), do tego, że dosiad ma być lekki (głównie na podstawie książki Świadoma jazda konna)… Ciągle mam wrażenie, że to całe jeździectwo jest gdzieś poza możliwościami zwykłego człowieka i im więcej wiem tym mniej potrafię…

        1. FurryMouse

          Jeszcze tylko dodam, że wg. RWYM równowaga bierze się właśnie z napięcia mięśniowego szczególnie tych mięśni przy kościach kulszowych. Ratunku!

          1. quanta

            Napięcie mięśniowe to nie jest beton mięśniowy. Nie obiecuję że dziś, ale w takim razie najbliższy wpis wrzucę o człowieku dżdżownicy i człowieku-betonie 😉 Ważny jest złoty środek, a on przecież zależy od tego, z jakiego poziomu każdy z nas startuje (człowiek-dżdżownica o niskim naturalnym napięciu mięśniowym, albo człowiek-beton o naturalnie napiętych mięśniach i przeważnie małej gibkości).

          2. FurryMouse

            Hm, no niby to wiem. I może w sumie to jest przyczyna tego czemu każdy mówi tak skrajnie – bo mówi ze swojego punktu widzenia. Złoty środek złotym środkiem ale tracę orientację kiedy widzę „Siedzimy w siodle „ciężkim tyłkiem”, równowagę czerpiąc z balansowania ciałem, a nie trzymania się nogami” mając w głowie teksty o tym, że najlepszym jeźdźcom nie wciśnie się ręki między udo a siodło i że mięśnie mają być ponapinane :)

          3. Miśka

            Ale czy to, że tym „dobrym” jeźdźcom ręki nie da się pod udo wcisnąć nie wynika z tego, że jeździec podąża i dopasowuje się non stop do ruchu konia? Ciężki tyłek to tyłek, a udo to już inna część ciała, podobnie jak stopa – można mieć ciężki tyłek, ale nie ściska się wtedy jednocześnie konia udami, kolanem, tym bardziej zapiera stopy w strzemionach… :)
            Właśnie sęk w tym, by wszystko było niezależne i w pełni kontrolowane przez człowieka. Równowaga, ale uzyskiwana w ruchu. Co jest diabelnie trudne, bo nad świadomością, kontrolą własnego ciała i jego poszczególnych elementów trzeba pracować także poza stajnią.

          4. FurryMouse

            Jasne. Z tym, że mnie uderzyło to, że powinno się wziąć odpowiedzialność za swój ciężar i nie siedzieć ciężko tylko „podnosić” tego konia ze sobą, w porównaniu do takich właśnie komentarzy, że siedzimy całym ciężarem ciała niejako „wpuszczeni” w siodło. I tutaj jakoś nie potrafię sobie tego złotego środka wynaleźć.

          5. Wer

            Tak dokładnie w tej książce pisze, że ciężar jeźdzca powinien być rozłożony na udach i „tylku”, mamy jakby zasysać plecy konia do góry, a często na treningu słyszymy, że trzeba konia bardziej „przysiaść”i tego do końca nie rozumiem. Tak samo czy w przejsciu mamy się rozluźniac czy przytrzymywać konia kolanami i przestać podążać za ruchem konia.

          6. Vissenna

            Jeśli kto nie widzi różnicy pomiędzy utrzymywaniem napięcia mięśniowego a niezależnym, lekkim dosiadem to powinien jednak od nowa zastanowić się nad swoim jeździectwem. Elaine wyraźnie mówi, że napięcie mięśniowe to „dźwiganie samego siebie” do poprawnej pozycji a nie zakleszczanie się w siodle. Najprościej to zobrazować na lalce barbie dosiadającej konia. Jest sztywna „w kształcie konia albo dosiadu” ale spaść może, bo się nie trzyma siłą. I tak samo u nas – napięcie mięśniowe służy do utrzymania siebie w osadzeniu, czyli w prawidłowej pozycji ciała, a równowaga i rozluźnienie odpowiednich partii mięśni pozwala nam balansować swoją równowagą w siodle.
            „Wer” – przysiąść konia oznacza po prostu stać się „cięższym” w siodle poprzez zwiększenie siły osadzenia. Nie oznacza to, że można „puścić wszystkie zwieracze” i zwalić się zwierzakowi na plecy. Chodzi o to, że przed przejściem w dół musisz wykonać półparadę, która jest wstępem do parady. Najprościej myśleć „zwolnij chowając tyłek pod siebie”, dzięki temu koń przodem „nie spada” przy przejściach. W tym przypadku „przysiąść” to po prostu wykonać paradę. A temat parady to już chyba Quanta musiałaby kolejny wpis popełnić :)

  3. Kinga

    Oczywiście super artykuł, takie podsumowanie całego tematu łydkowego.
    Jednak do poprawnego działania łydkami potrzebny jest stabilny i integralny dosiad. Większość jeźdźców szczególnie na początku nie może łydki poprawnie używać, bo po prostu nie ma odpowiedniej równowagi a co za tym idzie ręka też szwankuje. Jedno wynika z drugiego. Dobry dosiad, człowiek pracuje nad tym całe życie.

    1. quanta

      Tak, dlatego nie piszę powyżej, JAK dawać łydki. Już kiedyś wzmiankowałam, że kandydaci do Wiedeńskiej Wyższej Szkoły Jazdy, którzy są starannie selekcjonowani spośród już jeżdżących osób, swoje dwa pierwsze lata spędzają na doskonale wyszkolonym koniu-profesorze… Na lonży, bez wodzy w rękach. Przez ten czas robią sobie wyłącznie stabilny, niezależny dosiad, czyli swój warsztat jeździecki, którego będą używać pracując już później samodzielnie.

  4. gllosia

    Jak mam tylko jedno pytanie co do zakrętu, napisałaś: „kości kulszowe jeźdźca przesunięte równolegle do końskich łopatek”. Przecież w tedy łydka wewnętrzna cofnie się za popręg, a zewnętrzna w przód a mnie się zawsze wydawało, że zewnętrzna ma pilnować zadu, a wewnętrzna pilnować wygięcia leżąc przy popręgu? Więc czy nie powinny być ustawione równolegle do końskich bioder?

    1. emgie

      ja to pamiętam tak, że nasze ramiona powinny być równoległe do końskich łopatek a kości kulszowe do bioder

    2. Miśka

      Ruch kości kulszowych (dosiad) i łydki mają być niezależne, trzeba tylko zrobić użytek ze stawu biodrowego i kolanowego :)

      1. gllosia

        Quanta, wypowiesz się?

        1. quanta

          Tak, tylko najlepiej w osobnym wpisie, przecież to jest ogromny temat!

          Gllosia, jeśli zmiana ustawienia bioder / kości kulszowych pociaga u Ciebie przesunięcie nóg i łydek, to nie masz niezależnego dosiadu. Musisz móc „krążyć” i przesuwać biodra niezależnie od pozycji łydek. Są momenty, kiedy jeździec potrzebuje kość kulszową przesunąć naprzód, a łydkę mocno cofnąć. Co wtedy?

          Zgięcie w łopatce jest tym samym, co zgięcie konia na wolcie. Z tą różnicą, że nie wjeżdżamy zewnętrznymi pomocami w koło, tylko zostawiamy konia między wewnętrzną łydką, a zewnętrzną wodzą przed sobą. Jeździec siedzi do wewnątrz, ramionami i biodrami zgodnie ze zgięciem konia. Jeśli siądziesz równolegle do zadnich nóg (które w łopatce praktycznie idą prosto), to nie uda się uzyskać wygięcia w łopatce, a co najwyżej w szyi. Na szybko taki obrazek:

  5. Kasia

    Wpis jest świetny; wiele można z niego wyciągnąć!
    Dziękuję (myślę, że każdy dziękuję, ale będę wypowiadała się za mnie) za pisanie tak wspaniałych wpisów!
    Mam jednak prośbę, czy mogłabyś w jakimś poście napisać coś z wypadającymi łopatkami? >.<
    Borykamy się z tym problemem i próbujemy usunąć, ale idzie to dość topornie, więc ładnie proszę ^^

  6. Broszka

    A co jesli trener mowi mi, że mam zablokowaną miednice i moja równowaga jest kijowa… Fisjoterapeuta twierdzi ze mam problem z odcinkiem ledzwiowym kregoslupa :/ Muszę czasem łapać równowagę nogami…

    1. Miśka

      A ile ćwiczysz w domu i jakie dokładnie jest podłoże problemu? Co dokladnie jest zablokowane i dlaczego? Zmiany w obrębie kręgów, mięśni? Możesz normalnie chodzić po płaskim, po schodach, pływać?

      1. quanta

        Broszka, spróbuj w domu posiedzieć na piłce gimnastycznej. Przy komputerze na przykład, z duuuużym dystansem do siebie 😉

        Jest mnóstwo filmów o tym, jak poprawić własną równowagę i rozluźnienie bioder na piłce:
        https://www.google.pl/search?q=gymnastic+ball+for+riders&ie=utf-8&oe=utf-8&client=firefox-b-ab&gfe_rd=cr&dcr=0&ei=X3odWrioBIvEXovsmZgM

  7. Eliza

    Świetny wpis, ostatnio na treningu miałam nie mały problem aby zrozumieć to, że jednak łydka nie powinna sobie latać i niekontrolowanie dziabać konia, Dopiero po tym jak przesiadłam się z hucułka na delikatniejszego konia coś zaczęło świtać 😉 Świetny wpis pomógł mi się utwierdzić w przekonaniach! Dziękuję

  8. staramaleńka

    Siedzę i czytam z otwartą paszczą! Niby wszystko coś i gdzieś i jakby wiedziałam, ale w całość się to absolutnie nie posklejało. Najlepsze jest to, że mam naprawdę fajnego trenera, który „czyta” i konia i mnie na nim i mówił mi większość z powyższych wiele razy (no może nie większość – bo wytrwale tkwię na etapie: punkt 1 i 2), a ja ochoczo reagowałam na jego uwagi czymś w rodzaju mechanicznego imadła 😉 Teraz wiem wszystko… i na kolejnym treningu… zrobię te same błędy… ale może trochę inaczej i trochę mniej 😉 Trudno bardzo jest oduczyć ciało złych nawyków, niemniej jednak teraz (22:37) własny tyłek ucieka mi spode mnie do stajni żeby próbować, próbować, próbować.
    Dołączam się do prośby o wpadającej łopatce. U mnie dodatkowo pojawia się problem ignorowania łydki lub „pchania” się na nią. Dzieje się to w sytuacjach, kiedy gubię końską uwagę. Co prawda przesunęłam już mocno granicę kiedy mimo „czegoś tam dziwnego/strasznego” jesteśmy ze sobą, ale jak pojawi się większe COŚ kontakt jest zerwany, a przypomnienie o sobie bacikiem powoduje chwilę zwiększonej paniki: no bo skąd nagle taka kara boska absolutnie znienacka.
    No i przegapiłam większość ‚Szkiełka” – co się nie ma prawa zdarzyć!
    Quanta mam nadzieję, że zdajesz sobie sprawę, że Ty MUSISZ pisać! Masz niesamowity dar łączący słuchanie i koni i ludzi z mówieniem do koni i ludzi prostym obrazowym językiem.

    1. quanta

      Co do powtarzania błędów… Powinnaś zobaczyć moje pierwsze ciągi – albo lepiej nie!
      Raz po razie, raz po razie, ciągle i ciągle te same błędy. Jak automat – wjeżdżam w ciąg w lewo, lewa łapa do góry, ja spadam na prawo, zapadam się biodrem, tracę u konia zgięcie, więc cisnę zewnętrzną łydą podciąganą do góry, w efekcie nie mam jeszcze bardziej dosiadu, łydki, niczego… Katastrofa, jeszcze raz i tym razem inaczej. Aha! Guzik. To samo. To samo. To samo – zupełnie jakbym to nie ja siedziała na koniu…
      Próbowałam to wtedy przerobić z trenerem, który jest świetnym jeźdźcem, ale marnym szkoleniowcem. On się na mnie wydzierał (bez efektu), frustrował, ja się starałam na maksa (bez efektu), frustrowałam i tylko dzięki bogu Skwarek jakoś dzielnie znosił dwie wściekłe baby w swojej okolicy 😉
      Panaceum okazało się rozłożenie tematu na czynniki pierwsze, które musiałam zrobić w domu sama. Krzywię się, bo nie mam odpowiedzi na zginającą łydkę i w trawersie koń traci impuls. Próbuję ten impuls zrobić mocniej cisnąć nogą, a że jestem drobną i nie siną osobą praktycznie wtedy wstaję z siodła. Oczywiście ciśnięcie i wkleszcz w konia nie daje żadnego efektu, skoro nie rozumie on pomocy. Ja kompensując swoje poskręcanie dodatkowo podnoszę żyjącą własnym życiem lewą łapę i tyle z ciągu…

      Wróciłam do trawersów na ścianie, prosząc konia o odpowiedzi bez konieczności spychania z całej siły jego zadu łydką. Z szukaniem rozluźnienia, bo w rozluźnieniu koń zaczął iść naprzód i mogłam zacząć siedzieć, zamiast wyciskać ruch naprzód. Jeśli miałam od konia odpowiedzi, to mogłam skupić się na pilnowaniu równych dłoni 😉 Dzisiaj ciągi bardzo lubię :)

  9. Moon

    wpis ge-nia-lny!
    Wiem, monotematyczny komentarz, ale musiałam 😀

  10. Katarzyna

    Quanta, Ty powinnaś prowadzić kiedyś kliniki dla ujeżdżeniowych żółtodziobów (i nie tylko żółtodziobów)! Wiedza to jedno, ale umiejętność przekazywania jej jest bezcenna. Kiedy czytam Twoje wpisy, to od razu „widzę”, o co chodzi, a zaskakująco wielu trenerów i wcale dobrych jeźdźców ma problem z przekazywaniem wiedzy komuś mniej wtajemniczonemu tak, by była zrozumiała. A co do wpisu, to nie napiszę nic oryginalnego: jest świetny, jak z dobrej książki. Porównanie łydki do bata na pewno sobie zapamiętam, proste i jasne wytłumaczenie dla uczniów, dlaczego nie robimy z nogi imadła 😉

    1. quanta

      Prowadzę treningi 😉 Do mnie do stajni będzie na pewno możliwość przyjazdu z koniem.
      Ostatnio miałam bardzo wesołe Déjà vu podczas kliniki z serii RWYM, w której wzięła udział moja podopieczna. Szkolenie było prowadzone przez Denise O’Reilly. Trening był w poniedziałek i w zasadzie padały słowa praktycznie te same, co podczas jazdy ze mną w niedzielę – uczennica z niedowierzaniem kręciła głową. W pewnym momencie Denise, chcąc dobitnie wytłumaczyć jeźdźcowi problem z jego nieprawidłowo działającą łydką zaczęła ręką poklepywać udo jeźdźca (pokazując siłę i szybkość prawidłowo działającej ręki), po czym zwinęła dłoń w pięść i z całej siły plasnęła nią amazonkę w udo. Ja w śmiech, amazonka w śmiech: Noo nieeee, przecież wczoraj Quantajuż mnie pobiła! Dokładnie poprzedniego dnia, z jednej strony chcąc pokazać jeźdźcowi, co powinien poczuć, a z drugiej strony jak niezgrabnie się na koniu zachowuje w akcie desperacji zrobiłam dokładnie to samo 😆
      Chyba powinnam podnieść stawkę za treningi 😈

      1. Katarzyna

        Ja cały czas skrycie liczę, że uda mi się trafić szóstkę w totka, zanim ukończycie budowę i kupić jakiegoś fajnego ujeżdżeniowego profesorka 😉 Wtedy na treningi będę się dobijać drzwiami i oknami, choćbym miała zbierać na nich lanie!

  11. Justyna

    Kolejna wspaniała dawka wiedzy, po której na drugi dzień wsiadłam na konia.. i jakoś tak było inaczej… Poczułam to, poczułam konia, poczułam co chce robić i w jaki sposób. Genialnie tłumaczysz, ciężko znaleźć trenera który opisując działanie pozwoli to sobie wyobrazić i przenieść na czyny… Dziękuję Q… co do treningów, chętnie bym się do Ciebie wybrała ! Jak będziesz miała chwilę, wejdź na revoltę, napisałam w tej sprawie <3

  12. Rozalia

    Dziękuję, quanta, cudowne podsumowanie zarówno dla mnie jak i moich rekreanckich jeźdźców.

  13. Dominika

    Super post! Nienawidzę, gdy czasami odwiedzam jakieś pseudo-szkółki i słyszę „mocniej łydką kopnij!”, aż się we mnie wtedy zagotowuję, bo czego to uczy młodych adeptów jeździectwa? Że każdego konia trzeba kopać,żeby się nas słuchał… Aż szkoda gadać. Ale już wracając do tematu to super post, zaznacza te ważne informacje, o których niestety czasami zapominamy, pod wpływem np presji czy stresu, że jeżdżąc konno musimy pracować ze zwierzęciem, a nie zmuszać go na siłę do usłuchania :) Na koniec tylko chciałam zaprosić do siebie na bloga, dopiero zaczynam w sumie i miło by było gdyby ktoś go odwiedził :) nikita-equ.blogspot.co.uk

  14. Natalia

    Bardzo lubie Twojego bloga choc niestety bardzo rzadko mam czas zeby na niego wchodzic :( dzisiaj mi sie udalo, super wpis! :) ale mam male pytanie, napisalas przy lydce zginajacej „kości kulszowe jeźdźca przesunięte równolegle do końskich łopatek”, to tak mialo byc? nie ma tu jakiejs pomylki? Czy mi sie juz wszystko pomieszalo w glowie 😉
    W literaturze zazwyczaj z tego co pamietam jest jest napisane o ramionach w zakrecie rownolegle do lopatek a kosci kluszowe do miednicy konia? Kojarze ze szkolen z Eleine „wypad szermierczy” czyli wewnetrzna kosc kluszowa do przodu, to nadal bedzie rownolegle do lopatek konia? Czasami sie zastanawiam czy ja poprostu jestem taki tępak i mam jakis problem z ogarnieciem ulozenia ciala konia 😀
    Nie chcialam tym oczywiscie nic podwazac tylko mam jakis problem z ogarnieciem, ale moze jak bedziesz miala chwile to udaloby Ci sie rozwiac moje watpliwosci 😉
    pozdrawiam cieplo :)

  15. aga

    Quanta pokłony :) może napiszesz kiedyś o skupianiu uwagi, albo chociuaz podeślę linki do tych filmików. mega ważny i trudny temat, jak utrzymać skupienie konia w trudnych warunkach

  16. Jay

    Quanta jesteś moją mistrzynią. Mogłabyś dawać wykłady albo pisać książki. Tłumaczysz za pomocą fajnych i przejrzystych przykładów, że nawet ktoś kto nie ma do czynienia z końmi od razu rozumie o czym mowa. Nikt w mojej jeździeckiej przygodzie nigdy nie wytłumaczył mi działania łydek tak jak ty w tym tekście. Uważam, że każdy początkujący jeździec powinien obowiązkowo czytać ten tekst zanim wsiądzie na konia. I aż żałuje, że nie mam obecnie żadnej stajni pod ręką, żeby wypróbować te wszystkie rodzaje łydek. Bardzo cenny tekst. Dziękuję bardzo Quanta 😉

    1. quanta

      Dzięki, miło to przeczytać :)
      Staram się zawsze tłumaczyć tak, żebym ja mogła zrozumieć 😆 A je nie jestem żadnym naturalnym talentem, nie jestem z jeździeckiej rodziny i konsekwentnie jeździć zaczęłam w wieku archiwalnym. A mimo to coś tam mi niegłupio wychodzi, konie świetnie pracują, jak już startują, to robią bardzo dobre wyniki i każdy, kto na nie wsiądzie jest pod wrażeniem łatwości i komfortu jazdy. Stąd dobrze jeździć naprawdę może każdy, trzeba być tylko upierdliwym jak ja – i najlepiej do tego znaleźć dobrego nauczyciela.

  17. Natalia

    MEGA MEGA MEGA przydatny wpis!!! Dziękuję, rozjaśniłaś mi w głowie :)
    Czy mogłabyś stworzyć podobny wpis o stabilnej ręce jeźdźca?

    1. quanta

      Mam taki plan, trzy super proste i skuteczne metody na poprawienie ręki, nagrałam nawet filmy. Jak opatentuję 8-dniowy tydzień, to wpis będzie nawet niedługo 😉

      1. Natalia

        OMG nie mogę się doczekać, dzięki! :)

  18. staramaleńka

    Plan był taki, żeby teraz w odpowiedzi napisać, że odkrywam łydki własne na nowo i jest genialnie i dziękuję i w ogóle. To tyle w kwestii planu… ostatnia jazda była jedną z większych porażek ostatnio. Konio wymyślił, że hala oglądana z zewnątrz jest zagrożeniem życia. Marzenia o idealnej komunikacji w skupieniu, równowadze i lekkości kontaktu zamieniły się w walkę o pozostanie w siodle i automat: konio zwiewa od białego olbrzyma, który wypadł akurat w przejeździe po lewej a ja „lewa łapa do góry, spadam na lewo, zapadam się biodrem, tracę u konia zgięcie, więc cisnę wewnętrzną łydą podciąganą do góry, w efekcie nie mam jeszcze bardziej dosiadu, łydki, niczego…” Kurcze, aż mi się dziwnie zrobiło, że tak bardzo moje i osobiste problemy są jednak nie do końca tylko moje. Generalnie to jednak pocieszające – bo skoro inni znaleźli wyjście to przynajmniej oznacza, że ono w ogóle istnieje. Ale ponieważ dzisiaj piątunio to trzeba myśleć pozytywnie! Jazda była tragiczna, ale jednak coś zmieniłam, bo w akcie desperacji rozjechałam konia do przodu zamiast jak zwykle w panice ściągać wodze – i to duuużo dało. A dzisiaj znowu wsiadam i każde przejście w górę ma być szybkie i energiczne 😉 A propos przejścia w dół – tu będzie też łydka nr 1 czyli impuls? Pewnie głównie dosiad – ale łydka też? I to samo pytanie jeśli chodzi o zbieranie: „napychanie na wędzidło” to też łydka nr 1 czyli impuls? U mnie niestety piękno wewnętrzne nie chce wyleźć na zewnątrz, bo jak zobaczyłam nagranie z (w moim mniemaniu) swojej jazdy na całkiem fajnym kontakcie, to zobaczyłam podlotka radośnie podskakującego po łące z głową kiwającą się jak na haczyku korpusu. Konia pracującego zadem i plecami, opartego na wędzidle tam nie było ;(

  19. staramaleńka

    I jeszcze pytania „łydkowe”:
    – jak uczyć konia reakcji na łydkę przytuloną tzn że ma od niej odchodzić/owijać się

  20. Ola

    A propos nóg, bo w sumie to tego dotyczy: warto zaopatrzyć się w ujeżdżeniowe puśliska?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *