«

»

maj 09

Lotne zmiany, cz. II

Niektórym koniom nauka zmian zajmuje dwa tygodnie. Innym – dwa lata. Dla pewnej grupy koni może to być jeden z najtrudniejszych elementów, jakie przyjdzie im opanować. Sporym wyzwaniem dla jeźdźców są konie fryzyjskie, o dziwo – dość często – konie ras hiszpańskich, czy folbluty, a także te o gorącym, wybuchowym temperamencie i skłonnościach do przewidywania działań jeźdźca.
Utalentowany koń to rzadkość, więc prawie na pewno spotkamy się z masą problemów, którym przyjdzie stawić czoła. Warto jednak wykazać się cierpliwością, bo lotne zmiany są naprawdę sympatycznym elementem, który wniesie do naszych treningów ekspresję i świeżość. I nawet koń, który w zamyśle hodowcy miał być zoptymalizowany do zaprzęgów, może mieć frajdę z lotnych zmian w seriach:

Zanim jednak będzie łatwo, miło i gładko koń nam może zafundować cały podręcznik problemów. Te najczęściej spotykane i które u mnie dotyczyły bardzo dużej ilości rumaków, to przede wszystkim dwa spore kłopoty.

Szaleństwo lotnych

Lotny amok, czyli niezmierne podniecenie podczas nauki zmian. Zależnie od temperamentu konie mogą mieć bogaty repertuar od spinania się, usztywniania i robienia niezbyt przyjemnym na kontakcie, aż po ponoszenie bez kontroli, brykanie, sadzenie baranków czy niemożność jazdy normalnym galopem, bo koń już przewiduje wykonanie ekscytującej lotnej dopiero ruszając tym chodem na rozgrzewce.

IMG_9749
Niestety dla wielu koni jest to po prostu pewien etap nauki. Z mojej stawki Skwarek czy Suchy przechodziły go wyjątkowo burzliwie, właściwie Hendrix też, jeśli uwzględnimy potłuczone lustra 😆 Jeśli objawy szaleństwa powodują u nas absolutną utratę kontroli nad koniem (stan, który na Suchym nazywaliśmy errorem, albo resetem mózgu), należy natychmiast cofnąć się z treningiem do etapu zwykłych zmian i odzyskania możliwości powodowania koniem w galopie. Jeśli nie, to mam złe wieści: jedyną metodą na zlikwidowanie ekscytacji jest rutyna. Lotne zmiany powinny stać się częścią każdego treningu. Warto jednak przemycać je ukradkiem, a zamiast opierać na nich całe godzinne szkolenie. Mamy dobry kontrgalop? Spróbujmy zmienić nogę. Udało się? Chwalimy konia i jedziemy zupełnie inne elementy, łopatki, trawersy, pracę na kole, gimnastykę – tak, aby to one zajęły końską głowę, a nie lotne skoki. Dwie, cztery, sześć zmian – nie potrzeba więcej, za to muszą być obecne codziennie, a przy tym nie przejmujemy się, jeśli dają one póki co niedobre uczucia, czyli właśnie afekt i napięcie. To minie. Cały jednak czas jeździec musi zachowywać spokój i nie dać się porywać rozgorączkowaniu konia. Absolutnie nie można karać konia za błędy. Zmiany, choćby nieudane, nie mogą być czymś strasznym. Na etapie szaleństwa lotnych musimy być bardzo wyrozumiali i wykonywać zmiany tak, jakby ich nie było. Najgorszym z możliwych rozwiązań jest pojeżdżenie treningu jak na co dzień, miło, a potem dobranie bata, założenie czarnej i przełączenie się w tryb „hajda, lotne!”, bo to może tylko upewnić konia, że lotne zmiany to coś przerażającego. W ten sposób zamiast uczyć się zmian, koń nauczy się bać zmian. Jeśli zatem sami mamy obawy, albo zdarza nam się w siodle wpadać w panikę i zdradzamy to swoim ciałem i zachowaniem na koniu – o naukę lotnych poprośmy trenera czy doświadczonego zawodnika, który sam będzie jeździł takie lekcje, dopóki koń nie zrozumie i tego elementu i zaakceptuje go, uleczając się tym samym z lotnego szaleństwa.

Same zmiany na etapie nauki są mocno żywiołowe – koń pomaga sobie ekspresyjnymi wyskokami i trzeba się z nimi zabierać nie łapiąc go przy tym za twarz, co bywa hmmm, niełatwe 😳
IMG_7604

Jak sobie pomóc w szaleństwie lotnych?
– wróć do zwykłych zmian. Możesz nimi śmiało znudzić konia, tak, aby przestał on przewidywać lotne zmiany i nakręcać się nimi. Jeśli na przekątnej koń koń panikuje, proponuje lotną i niezależnie od jej powodzenia odpala wrotki – wróć na przekątna i wykonuj na niej zwykłe zmiany lub częste przejścia do kłusa, aż podniecenie wierzchowca minie. Czasem może zająć to cały trening, jeden, drugi, kolejne w tygodniu. Trudno – ten etap trzeba spokojnie przetrwać. Szaleństwo lotnych zwykle słabnie po miesiącu, u gorących osobników – po dwóch czy trzech (ale taki Skwarek skwierczał na lotne prawie przez rok!) Cierpliwość – takie hasło chyba dobrze by było sobie naszyć na czapraku. Wielkimi literami 😉
– pomóż sobie wykonując lotne z ustępowań, co znacznie zmniejsza szanse na ponoszenie. Początkiem do tego ćwiczenia jest jazda na kole i pomniejszanie go/powiększanie odpowiednio od zewnętrznej i wewnętrznej łydki. Jeśli koń akceptuje te pomoce i możemy swobodnie zmieniać średnicę koła w rozluźnieniu, nie czując żadnej zmiany humoru i nastroju konia, wówczas możemy go w galopie przesunąć do wewnątrz (czy to na bardzo dużym kole, czy jadąc po ścianie ujeżdżalni) i płynnie przełożyć pomoce do galopu na nową nogę. Bardziej zaangażowany zad ułatwi wykonanie lotnej zmiany.
– ograniczamy konia sposobem. Przed ponoszeniem czy nadmiernym brykaniem może nas uchronić pomysł Edwarda Gala na gorące konie – w Holandii takich na pęczki 😉 Metoda ta wygląda w ten sposób:
czworobok_blog3

W wybranym miejscu najlepiej na krytej ujeżdżalni – ale nie za daleko od krótkiej ściany – wykonujemy woltę. Nie musi to być jedna wolta, jedziemy kółeczko dopóki mamy taką potrzebę – aż uda nam się wyraźnie posadzić konia na zadzie, rozluźnić mu szyję, uzyskać dobre uczucie na każdej wodzy, aż koń przestanie pędzić, słowem dojechać i spokojnie doczekać do momentu, kiedy koń troszkę wpadnie w rutynę i zajmie się jednostajnością ruchu (kółko, kółko, trochę nuda, kółko, nic strasznego, kółko). Wtedy nie psując tego uczucia wyjeżdżamy sobie na linię środkową. Gdzieś tam przed końską głową mamy granicę placu i ścianę – a konie naprawdę rzadko kiedy są tak szalone, żeby nas ponosić prosto na znajdujący się przed nimi mur z cegieł. Możemy więc spokojnie „zaryzykować lotną”, od razu sugerując zamiar skręcenia przy tym w drugą stronę. Kiedy miałam duży problem z lotnymi Suchego (który piszczał z emocji i robił się już totalnie niedotykalski, puknięcie go czubkiem palca wywoływało wyskok chyba na 10 metrów w górę) to udało mi się zrobić na treningu kilka dobrych zmian na „galowym” rysunku. Byłam zachwycona 😆 Następnego dnia powtórzyłam ćwiczenie i cieszyłam się, że oto mam wreszcie sposób na Suszka, który pozwoli nam obojgu nie zginąć w trakcie 😉 Juhuu, wreszcie będę miała u rudzielca lotne zmiany! Niestety trzeciego dnia Suchy już tak zapamiętał całą sekwencję ruchów, że właściwie nie mogłam pojechać samej wolty – gotował się, przeżywał, skakał, bawił się negocjowaniem o zewnętrzną wodzę… Bywa i tak – na dłuższy czas trzeba było wrócić do bardziej podstawowych ćwiczeń.

Spóźniony zad

Nie spotkałam jeszcze konia, któremu na etapie nauki choćby raz nie wymsknęła się spóźniona zmiana 😉
Ten problem może mieć wiele przyczyn, zaczynając od budowy, przez wolny zad, ale najczęściej jego sedno to problematyczny galop: o małej fazie lotu, zbyt spieszący (czyli koń mało zostaje na tylnych nogach), bez równowagi, z tendencją do czterotaktu.
Oglądałam kiedyś klinikę, w której brał udział zupełnie nieposkładany, radośnie bezwładnie i trochę nieskoordynowanie galopujący koń. Padł wtedy komentarz trenera, który rozbawia mnie do dziś: Wiesz co, ten twój koń porusza się tak,  jak dwóch dorosłych facetów przebranych w kostium konia 😆 Coś w tym jest – mogę to sobie naprawdę dobrze wyobrazić! 😆

FILM Z KONIEM

Jak sobie pomóc ze śpiącym zadem?
Chociaż taka usterka wydaje się być bardzo duża, można jednak stosunkowo prosto ją zlikwidować. Wystarczy powrócić do tematu jakości galopu i problem spóźniania najczęściej rozwiąże się sam. Chyba, że jeździec przed dłuższy czas nie był go zupełnie świadomy (nie czuł z siodła spóźnionych zmian lub po prostu nie wiedział, jak maja one prawidłowo wyglądać) i koń zdążył utrwalić sobie spóźnioną zmianę. Wówczas korekta takiego nawyku zajmie dużo czasu i nie będzie łatwa :(
W większości spóźniających się przypadków zmiany zaczęte były zbyt wcześnie w stosunku do przygotowania do nich konia i sedno problemu leżało w niewystarczająco przygotowanym galopie.

IMG_9644

Sama szybko uczę swoje konie pracy z ziemi z batem, zatem kojarzą one delikatne dotknięcie – tap, tap – jako komunikat do większego postawienia. Jeśli czuję, że już w dojeżdżaniu do punktu, w którym zamierzam zrobić lotną gdzieś tam „odpada” u konia zad – dotykam do bacikiem przez dwie, trzy foule. Tyle tylko, żeby koniowi przypomnieć, gdzie jest jego tylny koniec 😉 To z reguły wystarcza, żeby zmiana była czysta – rozpoczęta od zadu.

Niekiedy spóźniony zad bywa ewidentną winą jeźdźca. Trzeba pamiętać, że w trakcie zmiany musimy zmiękczyć i otworzyć nową wewnętrzną wodzę, tak, aby koń czuł miejsce na swobodne przerzucenie zadniej, a potem przedniej nogi. Jeśli ta wodza jest cały czas trzymana (nie daj boże ciągnięta) przez jeźdźca, koń próbując jakoś rozwiązać stawiane przed nim zadanie przerzuci przód, albo zostawiając zad i krzyżując, albo poprawiając go dopiero po kilku foulach.

Cuda wianki

Tu akurat niezłe lotne, ale Suchy był dla mnie największym do tej pory wyzwaniem, jeśli chodzi o zmiany…
IMG_7019 IMG_6997

Niestety praktyka rzadko kiedy chce wyglądać książkowo, gdzie przygotowujemy galop, mamy zwykłe zmiany i pewnego pięknego dnia od razu mamy czyste, wyraziste lotne zmiany. Może to w pewnym stopniu kwestia innych niż „książkowe” koni, bo rzadko kto ma do dyspozycji wierzchowca o doskonałym ujeżdżeniowym pochodzeniu, z rewelacyjną budową i wrodzonym talentem, pozbawionego wad – takiego ideału bez skazy i zmazy. Ja z pewnością takich koni nie mam (i nawet Henryk ma u siebie sporo do poprawki), stąd też przy okazji szkolenia lotnych zmian widywałam już najróżniejsze końskie pomysły. Zmiany spóźnione przodem 😆 Albo zmiany robione inochodem, kiedy dwie lewe lub prawe nogi przeskakują do przodu równocześnie, jak powiązane niewidzialnymi sznurkami. Widziałam żabie skoki, gdy zad kica równocześnie, a koń w tym samym momencie zabiera i stawia obydwa tylne kopyta. Widziałam wielki galop z mikro-malutkimi zmianami, które w kontekście jakości chodu wydawały się być wręcz rozczarowaniem 😉 Lub zmiany krzywym koniem, gdzie zad przerzucony na bok zaczynał niemal wyprzedzać lewą lub prawą stroną siedzącego w siodle jeźdźca 😆

IMG_3253

Przy prawidłowym treningu wszystkie te atrakcje można z czasem zlikwidować. Dopóki jeździec nie koncentruje się na nich samych i nie myśli wyłącznie o tym, że „jest źle, jest źle” – to jest nadzieja na poprawę mankamentów. Konie nie są nieomylne, a co więcej mają święte prawo popełniać błędy. Nie starajmy się ich za wszelką cenę kontrolować i ustrzec przed pomyłką. Tylko na błędach mogą się przecież nauczyć. W treningu trzeba dążyć do tego, żeby koń zrozumiał o co chodzi, i mając pozostawione duże pole swobody umiał wybrać odpowiednią dla danych bodźców odpowiedź. Tutaj naprawdę nie ma być naszym działaniem ograniczenie wierzchowca z każdej strony, aby pozostawić mu tylko jedną jedyną, właściwą odpowiedź. Tym się właśnie różni ujeżdżenie od kontroli / tresury, a współpraca od ograniczenia. Jeździec ma być przewodnikiem, a nie ciemiężcą, wówczas posłuszeństwo konia bierze się z  chęci, a nie z wymuszenia. Zadowolone i rozluźnione konie o wiele szybciej się uczą (ba, spięte, wściekłe i nieszczęśliwe konie nie uczą się w ogóle), a wtedy możemy wkrótce po lotnych zmianach zająć się szkoleniem innych, trudniejszych jeszcze elementów.

7 comments

Skip to comment form

  1. Dominika

    Twoje wpisy sa niesamowite. Nie dość, że są pełne merytorycznych wiadomości, to czyta się je lekko i przyjemnie niejednokrotnie uśmiechając się pod nosem 😉
    Ja z moim czterokopytnym właśnie uczymy się zmian. Początkowo mieliśmy etap ponoszenia, potem lotne były baaardzo lotne z efektami dźwiękowymi… mam nadzieję, że za jakiś czas będą działać.
    Na bloga zaglądam codziennie i mam nadzieję, że mimo przeprowadzki i mnóstwa zajęć będziesz miala czas i chęci żeby go prowadzić nadal.
    Pozdrawiam :)

  2. moon

    Ostatni akapit <3
    (tzn cała notka <3 ale ostatni akapit <3 do kwadratu! 😉 )

    1. quanta

      Dzięki, bez takiej wytycznej w głowie nie ma co się zabierać do jeździectwa 😉

  3. Zuzanna

    Oba części postu są na pewno bardzo przydatne, przekazują wiele informacji i wskazówek. Bardzo żałuję że w najbliższym czasie nie będę mogła ich wykorzystać, bo niestety w okolicach mojego miasta nie ma żadnej stajni w której mogłabym jeździć ujeżdżeniowo (w żadnej też raczej nie uczą ani ustępowań, lotnych itp.).
    Zapamiętam sobie jedak wszystkie Twoje rady na przyszłość- kto wie może się za parę lat przydadzą.

  4. staramaleńka

    Dzięki za kolejny mega wpis! Nie wiem jak Ty to robisz, ale jak zwykle trafiłaś w moje mikrozałamanie nerwowe;) Lotnych się co prawda nie uczymy – bo po pierwsze robimy małe skoki, a po drugie, ani ja ani koń nie jesteśmy jeszcze gotowi na taki element. Ale nie zmienia to faktu, że ostatnio na dwóch treningach nie poszło, było słabo, cofka, koń mnie olewał, ja spięta itd itp. I już się szykowałam na następny trening, że wóz, albo przewóz, że tak dłużej być nie może… i całe szczęście przeczytałam Twój wpis. Ostatni akapit chyba sobie wydrukuję – bo przecież niby to wiem, a jednak daję się sama ponosić emocjom. dziękuję

    1. quanta

      Ja kiedyś na koniu potrafiłam się entuzjazmować bardzo, a i bez ściemy przyznam, że szczególnie na młodych świeżo zajeżdżanych niejeden raz miękły mi portki. Z czasem w treningu przychodzi jednak nie tylko panowanie nad własnym ciałem, ale nad głową – własnymi emocjami. Szczególnie ważne jest nie uleganie tym złym emocjom: frustracji (bo nie umiem), złości (bo nie wychodzi), panice (stanie się coś strasznego). Konie przecież robią to samo! Złoszczą się, kiedy nie potrafią się z nami porozumieć, panikują, kiedy coś je wystraszy. Mi było najłatwiej zmienić swoje nastawienie, kiedy zdałam sobie sprawę, że przecież ktoś z tego duetu musi przełamać zamknięte koło i zacząć wytwarzać i rozpowszechniać te dobre emocje: zadowolenie, rozluźnienie, poczucie bezpieczeństwa. Z pary jeździec i koń raczej koń tego nie zrobi 😆
      Tak więc nie można dzielić treningów na dobre i złe, tylko na te, na których się czegoś nauczyliśmy, albo które roztrwoniliśmy 😉

      1. staramaleńka

        Bardzo dziękuję Ci za te słowa!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *