«

»

kwi 24

„Koń mnie ciągnie za rękę!”

Problemy z kontaktem to niestety najbardziej zauważany przez jeźdźców niedostatek ich jazdy. Niestety, bo praktycznie nie zdarza się, żeby jeździec mniej lub średnio zaawansowany przychodził do trenera z problemem: koń jest za mało aktywny tylnymi nogami, koń ma całkowicie sztywne plecy, koń nie ma elastycznych boków. Gros jeźdźców fokusuje się na tym, że koń nie jest przyjemny na ręce. „Koń mnie ciągnie!” „Uwala się!”. „Jest za silny”. „Ale mi wisi na wędzidle!”. „On ma betonowy pysk!”. Niestety, problemy z kontaktem nie wywodzą się nigdy z chęci czy niechęci zwierzęcia. Brak przepuszczalności ma zawsze tylko dwie przyczyny. Po pierwsze, może wynikać z nieprawidłowej, trudnej budowy końskiej szyi (tu znowu by się przydał osobny wpis). Po drugie, z wyszkolenia konia, a raczej braku tego wyszkolenia. Czy zwierzęciu kiedykolwiek pokazano, jaki ma w ogóle wyglądać ten miękki, elastyczny kontakt z ustąpieniem i rozluźnieniem potylicy? Wytłumaczono mu, że oczekujemy żeby w dany sposób reagował na sygnał przekazany przez wędzidło, rozluźniał napięte mięśnie, ustępował przed naciskiem i w przepuszczalności i miękkości odnajdywał swoją strefę komfortu?

IMG_8493

No właśnie, z tym bywa na bakier. Zamiast tego koń zna doskonale tylko jeden stan: jeździec ciągnie wędzidło. Jeździec – nie koń. Na luźnych wodzach szyja konia układa się swobodnie, a jego pysk nie próbuje ciągnąć powietrza, prawda? Problem pojawia się wtedy, kiedy jeździec nabiera i łapie wodze, po czym zaczyna je trzymać z wielką siłą – ciągnąc i w ten sposób starając się opuścić w dół końską głowę. Konie na nacisk instynktownie reagują naciskiem – a są zawsze silniejsze od jeźdźca. Dopiero w miarę szkolenia rzeba wierzchowcowi dopiero pokazać, że ma reagować ustąpieniem, ale absolutnie nie na nacisk, tylko na konkretny sposób poruszenia wędzidła. Takie sygnały wyłącznie w połączeniu z aktywną jazdą dosiadem naprzód i prowadzeniem ciała konia w łydkach spowodują, że szyja konia będzie się zaokrąglać i rozluźniać, a głowa sama zacznie się opuszczać i wyciągać w dół.

Do tego jednak niezbędny jest pierwszy krok – jeździec musi puścić. MUSI przestać ciągnąć. Jeśli trzyma kurczowo wodze, ciągnie, wisi na nich, próbuje na wodzach asekurować swoją równowagę, wtedy nie jest możliwa ani prawidłowa praca nad kontaktem, ani działanie dosiadem i łydkami, ani osiągnięcie rozluźnienia konia. A dopóki koń się nie rozluźni i nie stanie przepuszczalny, jeździec będzie miał nieprzyjemne uczucia na ręce, będzie odnajdywał tam ciężar, siłę i sztywność końskiej szyi.

Stąd też, jeśli trafia do mnie jakaś para po jeździecką pomocą, siłą rzeczy muszę przeważnie trening zacząć od ręki. Jeździec musi nauczyć się nie trzymać. Musi nauczyć się puścić swoją rękę. Musi przestać ciągnąć.

Puszczenie ręki oczywiście nie spowoduje, że będziemy mieli natychmiast cudownie przepuszczalnego, miękkiego jak masło i idealnie ustawionego konia, ale jeśli kiedyś chcemy taki właśnie kontakt uzyskać, to jest to warunek absolutny. Dalej trzeba będzie jeszcze nauczyć się właściwie pracować ręką, nauczyć rozumieć i słuchać konia oraz odczytywać taką pracę, czyli stworzyć i utrwalić odpowiednie reakcje na odpowiednie bodźce -ale w pierwszej kolejności trzeba zrobić to (pani w niebieskim symuluje ciągnącego za rękę konia):

Jeśli koń napiera na wodze, trzeba mu szybko zabrać to oparcie. Koń ciężki na ręku nie będzie ciężki, jeśli nie będzie miał czego ciągnąc. Ręka jeźdźca może wykonywać tak naprawdę wiele ruchów: może zginać szyję, może przytrzymywać wodzę (co oznacza jej elastyczne zamknięcie w miejscu, a nie sztywne zablokowanie łapy w zwiększonym nacisku do tyłu!), może robić półparady, może otwierać się do przodu czy do góry, może robić wolne, mięsiste przebieranie palcami (co czasem ze śmiechem na treningach nazywam półparadą a la dojenie krowy), a może pulsować szybciutkimi i subtelnymi wibracyjnymi ruchami (półparada Parkinsona… hahah) – żaden jednak z tych ruchów nie ma w sobie nic z ciągnięcia w tył.

Jak nosić rękę przed sobą i jak uniknąć ciągnięcia wodzy do tyłu pokazuje również ten filmik:

To, co warto z niego zapamiętać, to fakt, że musimy włożyć pewną „odpowiedzialność” w niesienie ręki przed sobą. Na nasze dłonie działa grawitacja, zatem naturalnie będą one opadać w dół (im bardziej dłoń opada w dół, tym bardziej prostuje się łokieć i nasze ręce w efekcie stają się „krótsze”.. Za każdym razem, kiedy tak się dzieje – właśnie ciągniemy wodze do tyłu. Nie ciągnąc przecież konia celowo!)
Drugi powszechnie popełniany błąd to przyciąganie lub opuszczanie dłoni, kiedy poczujemy na wodzy ciężar czy też opór. W takim wypadku prawidłowym działaniem jest odepchnięcie dłoni naprzód. To, w jaki sposób mamy wówczas utrzymywać napięcie mięśniowe całej ręki bardzo dobrze obrazuje przedstawione na filmie „odpychanie ściany”. Stając naprzeciwko ściany w pozycji takiej, jakbyśmy siedzieli na koniu (ugięte kolana, prosty tułów) przykładamy zgięte w łokciach ręce do ściany i staramy się lekko pchać ją przed sobą, jakby przeciwko stojącej naprzeciw ścianie. To jest dokładnie to uczucie, które powinniśmy mieć niosąc rękę przed sobą na koniu – dopiero dotykając „ściany” przed sobą i lekko napierając na nią nie ciągniemy ręki w tył.

Oczywiście uwolniona od ciągnięcia ręka nie oznacza, że koń automatycznie stanie się lekki i przepuszczalny. Do tego potrzebna jest nam praca dosiadu, łydek i również ręki jeźdźca, umiejętność rozluźnienia konia i pokazania mu swoim ciałem strefy komfortu, w której może zaufać nam na tyle, żeby zacząc pracować swoim ciałem w określonej sylwetce i odnaleźć w tej sylwetce dobre uczucia i wygodę. Jednak dopiero jeźdźca, który przestał ciągnąć wodze można w ogóle zacząć uczyć używania pomocy, szukania i rozwijania czucia reakcji konia, wychwytywania prawidłowych odpowiedzi – wszystko to przy zablokowanej, sztywnej i ciągnącej ręce jeźdźca jest niemożliwie.

Za to wzorowe użycie pomocy – dla inspiracji – możemy obejrzeć poniżej. W kontekście powyższego wpisu o ręce – szczególnie polecę dodanie w kłusie (od 2:04) – perfekcyjnie niesione przed sobą, miękkie otwarte dłonie, zdające się wręcz rysować trasę przed koniem, a jednak pozostające cały czas w doskonałej synchronizacji z ufnym końskim pyskiem. Chapeau bas!

Warto oglądać jak najwięcej filmów w treningami lub przejazdami na zawodach najlepszych jeźdźców, aby mieć wyraźny wzór do naśladowania i utrwalać sobie obrazek, do którego chcemy dążyć. Ja ze swoimi niesfornymi łapami (a o ileż przecież lepszymi, niż kilka lat temu!) będę mieć do końca życia co poprawiać i do czego dążyć. Każdy jednak koń, na którego wsiadam, z pewnością te chęci doceni.

32 comments

Skip to comment form

  1. Mari

    Jak zwykle, arcy-ciekawy i arcy-pomocny wpis :).
    Będzie notka o zawodach? Autograf już wisi oprawiony na honorowym miejscu w pokoju ;).

    1. quanta

      Zawody treningowe, Suszek musi wyjeżdżać przeżyć czworobok (bo, jak się okazuje, rozprężalni już nie przeżywa, jest dokładnie taki sam jak w domu) – a przy okazji Cebulka też zaliczyła swój debiut :) Może uda się z rudzielcami więcej jeździć.

  2. Mustangowa

    Dziękuję, dziękuję, dziękuję! Kolejna klapka otwarta, kolejne rzeczy wskoczyły na miejsce – oby więcej takich materiałów <3

  3. gllosia

    Ty to zawsze masz wyczucie, właśnie dużo o tym ostatnio myślałam, bo sama się łapie na tym, że czasem mam ręce cofnięte lub zablokowane, na dzień dzisiejszy jeszcze jest to bez kontroli, ale na pewno po tym wpisie będę o tym częściej mysleć podczas jazd, zwłaszcza z tą ścianą jest pomocne, działa to na wyobraźnię! Ciężko jest się wyzwolić od ciągłęgo skupiania na końskiej głowie, od ustawienia, a to wszystko prowadzi (przynajmniej u mnie) to zbyt dużego kombinowania z łapami a przeciez nie o to chodzi :/

    1. Sara

      Zdecydowanie tak. Od kiedy przestałam myśleć o przodzie, a zaczęłam o tyle koń sam zaczął przychodzić i szukać miejsca, gdzie poczuje się komfortowo. Piękne uczucie po wielu latach jazdy i ustawiania ‚od ręki’.

  4. Moon

    O! „Rysowanie trasy przed koniem” – znowu super fraza, trafnie opisująca co ręka ma robić! (albo czego nie robić :P)

  5. Kinga

    Znowu super wpis i znowu mętlik w głowie. Rozumiem ręką powinna być ustawiona tak aby nie przeszkadzała koniowi, czyli jak…? Zastanawia mnie, że kiedy koń porusza się w danym chodzie to sam z siebie trochę tą głowę przesuwa. Ręka powinna być wtedy nieruchomo czy jednak trochę podążać za pyskiem… Jazda z dobrym trenerem, który rozumie i potrafi wytłumaczyć temat to super sprawa 😉

    1. quanta

      Ręka zawsze płynnie podąża zgodnie z ruchami końskiej głowy (a tych jest bardzo dużo w galopie, sporo w stępie i nieco mniej w kłusie). Zawsze trzeba mieć ruchomy i odblokowany łokieć. Żeby dobrze poczuć, jak dużo zakresu ruchu potrzebuje koński pysk, trzeba nabrać wodze na kontakt, ale bez ustawiania konia w potylicy – czyli dwie równe, lekko naprężone wodze, tylko tyle, jakbyśmy nimi chcieli dotknąć wędzidła. Koń ma nieść głowę zupełnie swobodnie. Wtedy można poczuć, jak bardzo końska głowa rusza się w trakcie poszczególnych chodów, jak pracuje szyja – rozciąga się i skraca (i wtedy wielu jeźdźców zaobserwuje, że strasznie trudno jest im utrzymać niezmienny – wodza nie ciągnie, ani nie luzuje się – miękki kontakt). Zupełnie nieruchomą dłoń można by było mieć, gdyby końska szyja była wykonana z jednego kawałka drewna i przyczepiona z przodu „ot tak, żeby być” jeźdźca. Tymczasem szyja działa zawsze jak przeciwwaga i tworzące ją elastyczne mięśnie muszą się poruszać, aby koń mógł utrzymywać równowagę w stępie, kłusie i galopie.

      1. Kinga

        Dziękuje za odpowiedź! 😀
        Czyli tak jak myślałam. Jednak kiedy próbowałam tak jeździć instruktorka za każdym razem mówiła mi ‚ręka nieruchomo’ :/

  6. Ania

    Bardzo ciekawy wpis! Próbowałam wielokrotnie na moim koniu-świrze opanować tę technikę, jednak już przy minimalnym odpuszczeniu wodzy mam albo natychmiastowe dodanie, albo zmianę chodu na wyższy… ;/ Jest jakiś patent na takie cudaki? Powinnam mu odpuścić i dać iść, bo mimo ‚wsiądnięcia’ w siodło i dołożenia łydek mogę zapomnieć o zwolnieniu chodu. Dodam, że koń raczej skacze, niż zwiedza czworoboki, może już taka natura skoczków – im więcej chaosu tym lepszy wynik ;p

    1. quanta

      Jest tylko jeden tego typu patent: milion przejść na każdej jeździe 😉 Gorący i niecierpliwy koń będzie potrzebował szczególnie dużo takiej pracy – cóż, nie bez przyczyny posłuszeństwo jest jednym z nieodzownych parametrów w arkuszach ocen na konkursowym czworoboku 😉

      1. Vissenna

        Ja bym jeszcze dodala by koniowi, ktory czujac luz „dodaje gazu” pilnowac tempa od dosiadu. To znaczy np ze jesli w klusie anglezowanym kon nam przyspiesza, to samo anglezowanie w narzuconym wczesniej rytmie nie „idzie za koniem” tylko nieublagalnie pozostaje w tempie jakie zyczy sobie jezdziec. Na YT Marry Wallance jest pokazane wlasnie jak dosiadem „przytrzymac” i zasugerowac tempo poszczegolnych chodow, tak by kon utrzymal dobra sylwetke nie opadajac mostkiem. Polecam ogolnie ten kanal.

    2. aleqs

      Na początku przygody z moim koniem też miałam trenera pod tytułem „przejedź go przez rękę” co skończyło się na betonowym koniu, z tonami wyciągającymi mnie z siodła, ponoszącym i stającym dęba, absolutnie bez równowagi. Całkowicie zmienił moje myślenie o jeździectwie i pomógł naprawić błędy innych szkoleniowców Jurek Krukowski. Niestety koń ze względu na swoją budowę ma naturalną tendencję do opadania na przód i niskiego ustawienia. Owy koń z braku ruchu i cierpliwości także jest przeze mnie klasyfikowany jako nie-ujeżdżeniowec, chociaż dzięki naszej wspólnej pracy niejednego „ujeżdżeniowca” zawstydzamy, a w stajni się pytają (mimo siodła skokowego i konia szurającego nogami aż się kurzy) kiedy następne zawody (UJ).

      Wracając do tego co zainspirowało mnie do odpowiedzi – gdy zaczęłam mojemu koniowi odpuszczać, przewalał się na przód i pędził, nie dlatego że ma temperament folbluta, ale dlatego, że TRACIŁ RÓWNOWAGĘ! Najbardziej prawidłowa kombinacja to odpuszczenie podparte łydką/dosiadem, co i tak nie gwarantuje braku torpedowania w kosmos – przejścia, przejścia, przejścia.

      Prawie każda moja jazda to przejścia tłuczone do bólu, właśnie ze względu na słabą równowagę konia i zapewne moją (w moim mniemaniu), chęć stabilnego osadzenia go na zadzie, bo na razie osadza się tylko na parę kroków a potem wszystkie chwyty dozwolone (chociaż w stajni słyszę na razie same komplementy, a spodziewałam się raczej innych komentarzy obserwując niektóre spojrzenia, których nie umiem zinterpretować), uwrażliwianie na pomoce (chcę dojść do bardzo subtelnego etapu, a o ile z pomocami do przodu już tak jest, ze reaguje na myśli, to z wstrzymującymi bywa różnie… z jednej strony przez moją sztywną rękę właśnie, ale z drugiej strony koń raczej z tych gorących, choć grzecznych).

      Wszystko odbyłoby się dużo szybciej jak bym miała na stałe trenera, ale po tym jak osoby, którym ufałam i szanowałam i miały niezłe osiągnięcia doprowadziły do skutków, które czuję po dziś dzień odpracowując je, bardzo trudno jest mi teraz komukolwiek zaufać. Więc oram na własnych błędach na bieżąco analizując sytuację i od czasu do czasu konsultując się dobrym trenerem w moich oczach. W sumie nawet samodzielne rozwiązywanie końskich problemów sprawia większą frajdę i powód do dumy. Oby tylko koń przez to nadmiernie nie cierpiał. Wcześniej miałam jeszcze możliwość bycia nakręcaną na video (choćby na telefonie) i to też bardzo dużo daje, szczególnie jak się jeździ samemu. Teraz nie mogę się doczekać „go pro” ze statywem, bo jeżdżę chwilowo trochę w ciemno.

  7. Bahati

    Arcy ciekawy i mądry wpis! Dziękuję :* Tylko mam pytanie… nie wiem czy dobrze zrozumiałam: jak koń wiesza się na wodzy, wyszarpuje, to należy mu wtedy tą wodzę oddać? nie nauczy go to czasem, że takie zachowanie uwalnia go od kontaktu? Wyprowadźcie mnie proszę z błędu :)

    1. gllosia

      ja się może nie powinnam wypowiadać, bo ja fachowiec nie jestem, ale ja to rozumiem tak, że wodzę oddajemy na moment, a wraca ona potem z powrotem miękko i delikatnie (bez ciągnięcia) na swoje miejsce. Tak jak zostało pokazane na pierwszym filmiku. Chodzi tylko o to, żeby koń szukał równowagi gdzie indziej niż nasza ręka i należy go szybo z tego pomysły wyprowadzić, takie wytrącenie z równowagi. To nie jest takie samo oddanie wodzy jak np. pod koniec jazdy lub po udanym ćwiczeniu. Jak źle napisałam, to niech Quanta lub ktoś inny mądrzejszy ode mnie poprawi 😉

    2. quanta

      Bahati – nie nauczy, bo przecież na takim wieszającym koniu po oddaniu ręki nie siedzisz biernie jak kłoda drewna – owszem, oddasz rękę, ale podjedziesz zad, poprosisz o zgięcie, zrobisz półparadę, rozjedziesz naprzód, zrobisz przejście, ustępowanie – słowem masz repertuar tysiąca rzeczy, które wytłumaczą koniowi, że nie o to chodzi, że ma się pokładać na wodzy. Przecież to nie tak działa, że za każdym razem jedynym działaniem na zwiększenie nacisku na wodzy jest zniknięcie kontaktu, bo zawsze działanie ręki jest skorelowane z działaniem łydek (a przy okazji swoją drogą – zaniechanie ciągnięcia nie równa się wydłużeniu wodzy czy pozwoleniu na wyciągnięcie ich przez konia).
      Jeśli jednak koń zwiększa nacisk na wędzidło, a jeździec kupując tę grę zaczyna mocniej trzymać, nosić końską głowę lub ciągnąć ją do tyłu wytłumaczą koniowi tylko tyle, że tak właśnie jest świat skonstruowany – jeździec wsiada i pojawia się nacisk i ciągnięcie. Koń jest w stanie zareagować jedynie na bieżące bodźce – nie myśli abstrakcyjnie, że coś go ciągnie i trzyma coraz bardziej, powodując stały dyskomfort, to on powinien wtedy na przekór rzeczywistości rozluźnić się.

      1. Aga

        Z niecierpliwością będę czekać na wpis o końskiej szyi i kontakcie. Mam konia jeleniowatego z nisko osadzoną szyją. Trener mówi, że jazda w ustawieniu dla tego konia jest i przez dłuższy czas nie będzie łatwa, ale dajemy rade. Walczymy o lekki przód. Bo do tego koń jest przebudowany zadkiem. Wpis jest genialny, wszystko się zgadza z radami trenera, tylko trzeba jeździć, jeździć i jeździć. Mój koń na razie w ustawieniu wytrzymuje niedługo. Potem wyraźnie widze, że odczuwa dyskomfort, wręcz ból w potylicy, dletego jeździmy w ustawieniu często ale bardzo krótkie jednostki czasu. 4-6 okrążeń, rozluźnienie, znowu powtórka. Bardzo pomogło.

  8. Marya

    A jak koń się chowa , też trzymać kontakt czy puścić ? A jak jest z patentami do lonżowania , czemu na nich konie sie wieszają ?

    1. Amelia

      Kiedy koń się chowa to należy się zastanowić dlaczego to robi. Pamiętajmy o tym, że 90% „końskich” problemów pochodzi od jeźdźca 😉 przede wszystkim trzeba zrozumieć mechanizm, że to łydka napycha konia na wędzidło. Samo działanie ręki bez aktywnej jazdy naprzód od łydek nigdy nie przyniesie rezultatu.

      1. Marya

        To oczywiste , zapewne dzieje się to od za mocnego i nie umiejętnego użycia ręki ale jak już tak się stało , to jak wrócić na dobry tor

        1. Amelia

          Aktywizować łydką, a ręką zapraszającą, sugerować poprawny kontakt. Wtedy zwłaszcza trzeba jeździć tak, jak to zostało opisane we wpisie, „ręką pchając ścianę” :)

  9. Kasia

    Bardzo fajny artykuł jednak ośmielę się coś podpowiedzieć niedoświadczonym jeźdźcom rozpoczynającym przygodę z jeździectwem. Na każdym poziomie zaawansowania ręka jest i działa na końcu. Tak powinno przebiegać Wasze szkolenie. Nie osiągniecie miękkiej, przepuszczalnej, stabilnej ręki jeżeli najpierw nie wypracujecie stabilnego niezależnego dosiadu. Jeżeli Wasz instruktor każe Wam wpływać ręką na konia w momencie kiedy jeszcze ” nie siedzicie” i nie radzicie sobie z koniem samym dosiadem( przejścia, zakręty) , sugeruję zastanowić się nad zmianą szkoleniowca. Tak mnie przynajmniej uczono. Temat otwarty do dyskusji:)

  10. Eliza

    Cieszę się, że mam wspaniałą trenerkę oraz, że co miesiąc odbywam konsultacje z p.Anią Piasecką. Aktualnie jeżdżę i startuję na hucule który ze względu na swoją rasę ma dosyć kiepską budowę a jednak dzięki dobremu treningu i jego wyszkoleniu jest mięciutki jak masełko! Aż się pochwalę, że w czerwcu jadę na tym „nie nadającym się” kucyku pierwszą moją i jego C klasę :)

  11. wer

    Super wpis ja jeszcze dodam, że jeżeli problem wyrywania wodzy, wpierania się na jedną ze stron, machania głową pojawia się nagle warto sprawdzić czy koń ma wszystko w porządku z zębami ( czy nie trzeba ich starnikować ) bo o tym w wielu stajniach rekreacyjnych się zapomina. Widziałam też jedno ciekawe ćwiczenie na prawidłowy kontakt: jeździec w pasie ma luźno przewiązaną elastyczną linę i trzymając wodze trzyma jednocześnie kciukami tą linę (lina jest na tyle długa żeby ręce jeźdźca znajdowały się w prawidłowej pozycji) w taki sposób żeby była cały czas napięta, wtedy jeździec musi podążać ręką cały czas do przodu.

    1. quanta

      Zęby, podobnie jak dopasowany sprzęt (siodło, ogłowie) to jest podstawa, o której wstyd przypominać. Jeśli właściciel konia nie zauważa takich rzeczy albo je świadomie pomija, próżno mu doradzać o tym, jak lepiej jeździć i jak lepiej dogadać się z koniem… Za to za dużo działania ręką do tyłu to błąd, który popełnia masa osób takich, które naprawdę się starają dobrze i subtelnie jeździć i którym naprawdę zależy na tym, żeby koń prawidłowo pracował pod siodłem, rozumiał jeźdźca i w tym wszystkim czuł się dobrze. Błąd popełniany mimowolnie, nie z ignorancji, tylko z braku dobrego zrozumienia tego, co i jak należy robić.

  12. Emilia

    Ja z mojego doswiadczenia dodałbym jeszcze jedno a dosyć częste zjawisko poza wyżej wymienionymi. Bardzo często jeżeli „koń ciągnie” i wykluczymy błędne zachowanie jeźdźca czy braki w treningu pojawia sie czynnik trzeci a mianowicie kulawizna. Bardzo często jeżeli koń opiera się mocniej na jednej wodzy to oznacza to, że kompensuje którąś z nóg. Ostatnimi czasy obserwuje sama masę takich przypadków.

  13. Ewa

    Ja tak trochę z innej beczki 😀 Jakiego używasz aparatu , body i obiektyw ? cudowna jakość

  14. Ann

    Ja ostatnio przeżyłam niezły jeździecki dołek. Sytuacja naprawdę dala mi do myślenia. Otóż miałam trochę problemy z tym, że koń trochę uciekał od ręki. Trener podszedł, delikatnie domknął rękę i obrócił i… Dosłownie inny koń. 2 cm zrobiły ogromną różnice i tez trochę uświadomiły mi, jak trudny to sport.

    1. quanta

      Ostatnie zdanie z komentarza powyżej wypadałoby wyróżnić tłustym drukiem. Jeździectwo to trudny sport – właśnie dlatego, że małe rzeczy robią ogromną różnicę.

  15. Marta

    Mój koń ciągnie za rękę! jak widzi dużo trawy i idzie na kantarku to czasem pociągnie 😀 albo przy odrobaczaniu 😀

  16. Gabajaga

    Quanta, a polecisz jakieś ćwiczenia na właśnie małą aktywność tyłów? Koń jest na etapie powolnego rozumienia co to jest kadencja i z czym to się je, ale właśnie brakuje mu aktywności w zadnich nogach. Próbuje go rozjeżdżać w przód i znów skracać, oraz dzielnie ćwiczymy łopatki, ale może masz coś jeszcze co byłoby w takim momencie dobrym ćwiczenie? :)

    1. Miśka

      ja na aktywizowanie tyłu mogę podpowiedzieć:
      – dużo przejść stój-kłus, kłus-stój,
      – drągi i kawaletki
      – zacieśnianie wolt w kłusie i galopie (to ostatnie szczególnie trudne dla konia)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *