«

»

lut 03

Klinika z Robertem Zandvoortem

W ostatni weekend mieliśmy okazję (razem z nieocenionym Skwarkiem) wziąć udział w kolejnej klinice ujeżdżeniowej z zaproszonym do Polski holenderskim trenerem Robem Zandvoortem.
Rob przyjeżdża do kraju regularnie od kilku lat, ma tutaj grupę swoich podopiecznych, a ponieważ udało się uzbierać ekipę chętnych również z mojej stajni (dzięki Paulina!), część treningów odbyła się tym razem w Garo.

Uczucia początkowo miałam trochę mieszane. Sceptycznie podchodzę do dwudniowych klinik, w końcu ile można zrobić przed 45 minut w ciągu dwóch dni? Szczególnie wtedy, kiedy trener zarowno konia, jak i jeźdźca widzi pierwszy raz? Moje obawy się jednak błyskawicznie rozwiały, okazało się juz od pierwszego przejścia, że możemy zrobić bardzo dużo nawet w trakcie „zapoznawania się” z daną parą.

1IMG_2766

I Skwary znowu zebrał sporo pochwał. Zaskoczył trenera bezproblemowymi zmianami co tempo (a tak swoją drogą, jeżdżąc dziś poprosiłam Skwarka o wykonanie zmian co tempo na kole… Śmignął je, jakby nigdy nic innego w życiu nie robił, na luzie, w rytmie, równe i eleganckie lotne. Cwiczenie nie okazało się wcale trudnym, a biorąc pod uwagę, że w weekendy, po całym tygodniu pracy, wsiadam mocno na luzaka, bez ostróg, to tym bardziej chęci i fajna praca Skwarka robią na mnie wrażenie). Pokazał niezły piaff, pasaż – mogliśmy się skupić na robieniu przejść pomiędzy nimi, albo ruszaniem z pasażu do kłusa dodanego. A dopiero co przecież mój mały, juniorski koniczek :) odkrywał swoje pierwsze, niezbyt pewne kroki w pasażu… No no!
Ale wracając do konsultacji – pojechaliśmy wszystkie elementy Św. Jerzego, z naciskiem na doszlifowanie ciągów, bo ja lubię w nich wyczyniać cuda i pracować za konia, przy czym Skwar wyjątkowo nie przepada za zbyt mocnym oblepianiem go łydkami i kwestię zgięcia trzeba przypilnować najpierw bardzo dobrym wjechaniem w ciąg, a potem jazdą dosiadem na równo obciążonych kościach kulszowych, bez utraty kontaktu z siodłem.

IMG_2747

Trzeba przyznać trenerowi, że jest fantastycznie zaangażowany podczas prowadzenia jazdy. Stoi na środku placu, wszystko pokazuje i tłumaczy (a głos ma donośny, niosący się po całej hali) i ani na chwilę nie pozwala sobie na taryfę ulgową. Zresztą co tu dużo opisywać – tak to wygląda dokładnie:

Bardzo pozytywny jest fakt, że Rob swoje treningi prowadzi z pasją nie tylko osobom, które jeżdżą „sportowo”, ale dokładnie tak samo również bardziej początkującym jeźdźcom i koniom. Wielu trenerów, szczególnie tych z większą wiedzą i doświadczeniem, naprawdę stara się coś z siebie dać dopiero przy bardzo zaawansowanych jeźdźcach, albo świetnych, tudzież już wyszkolonych wysoko koniach. Kto jest bardziej zielony, albo ma zwykłego, przeciętnego konika, a nie olśniewającą jakością ujeżdżeniową maszynę, ten jest mało zajmujący i na taki trening się patrzy „przez palce”… A przecież tak być nie powinno, bo podstawy są ogromnie ważne i każdy je kiedyś – nawet pan Gal czy pani Dujardin – musiał opanować. Jeśli trenerzy nie potrafią, lub nie chcą, przekazywać takich podstaw i szlifować, wiadomo, czasem z bólami – tych bazowych, łatwiejszych rzeczy, to skąd mają się brać potem zaawansowani, świadomi i bardziej doświadczeni jeźdźcy? Naprawdę przykro to stwierdzić, ale niestety powyższe zjawisko widuję bardzo często, ba, zachowują się tak również szkoleniowcy, których sama prywatnie ogromnie cenię.

Samego Roba Zandvoorta na koniu można obejrzeć np. tutaj:

Na dzisiaj tyle, za chwilę zbieram się, pakuję i lecę na targi SPOGA Horse. To międzynarodowe, największe targi jeździeckie, które co roku odbywają się w Kolonii. Ciekawe, czy na miejscu wypatrzę jakieś interesujące branżowe nowinki? :)

2 comments

  1. meithner

    dlaczego akurat Skwarek miał przyjemność uczestniczenia w obu klinikach ? był jakiś „wewnętrzny casting” ?;)

    1. quanta

      Skwarek najwięcej umie, jeśli zatem mam do dyspozycji doświadczonego trenera, to wolę wyciągać od niego wiedzę na temat tego, jak poprawić piaf, przejścia piaf-pasaż, jak jeździć ciągi czy cikcaki, a nie ładnie jeździć w kółko w trzech chodach, bo co więcej można zrobić z młodym koniem na klinice? Kolejne spotkanie trenerskie (z Galiną Zotovą) planujemy na początek marca i tym razem zabieram na nie i Skwara i Zombiszcze :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *