«

»

sty 16

Klinika z Peterem Hollerem + Hendriks

Peter Holler – sędzia FEI, trener oraz autor wielu cennych publikacji o sportowym ujeżdżeniu. Szkoleniowiec o ogromnym doświadczeniu, skupiający się na prawidłowej pracy z młodymi końmi, treningu zgodnie z klasycznymi wytycznymi i prawidłową skalą ujeżdżenia na wszystkich poziomach włącznie z GP, a także na przygotowaniu się do startów i uzyskiwaniu możliwie najlepszych wyników na czworobokach.

Czemu nie? Tym bardziej, że do przejechania mieliśmy raptem 30 kilometrów. Zaprosiłam więc Fugu na tylne siedzenie, a Harolda do badażnika, no i pojechaliśmy 😆

IMG_1409

Mam sporo do opowiadania, więc dziś wrzucam tu tylko konika numer jeden, czyli kudłatego Holendra. Żeby mieć dobry kontekst tego, co robiliśmy na klinice, najpierw parę słów o pacjencie:

Henderson na koniec kwietnia będzie pełnoprawnym sześciolatkiem. Jest zdolny, bardzo pojętny i wszystko przychodzi mu z łatwością. No właśnie – tutaj jest pierwsza czerwona lampka. Ta łatwość sprawia, że chłopak się na treningach niezbyt wysila. Żeby stać się top wysportowanym, sprawnym atletą trzeba czasem trochę potu i fatygi. Henrykowi jest w życiu dobrze, on w każdej sytuacji potrafi się dobrze odnaleźć i przez to łatwo robi jeźdźca w konia. Owszem, pracuje na piątkę, ale przy tym ta jego dyscyplina to raczej callanetics (tzw. fitness bez zadyszki) niż kalistenika 😉 W związku z tym tak naprawdę wciąż straszny z niego słabiak. Owszem, nadrabia posturą, ale brakuje mu takiej prawdziwej dorosłej siły, mocy, krzepy, jaką ma chociażby Fugu – u niego to wszystko dopiero trzeba zrobić.
Druga czerwona lampka to kontakt. Od samego początku Hendriks był ekstremalnie wrażliwy, jeśli chodzi o swoje pyszczydło. Biorąc wędzidło szczękał zębami, jakby właśnie przechodził atak febry i aż do niedawna miał takiego nerwowego stracha w głowie. Długa i piękna szyja pozwala mu eskalować sobie bycie za kontaktem, a nie na kontakcie. Po zajeżdżeniu Kudłacz przez rok wolał chodzić praktycznie na pusto – ale tak kompletnie i totalnie na pusto, nie dając w ogóle żadnej obecności na wędzidle. Równie dobrze można by było przeciąć nożyczkami wodze i tak sobie radośnie podróżować. Taki typ koni jest o wiele trudniejszy do poprawienia, niż konie zbyt ciężko opierające się na wędzidle.
Trzecia czerwona lampka to niewyobrażalna elastyczność. Ten koń w ogóle nie jest sztywny, niestety. Niestety, bo jednak musi mieć jakąś wewnętrzną spoistość, żeby był w stanie w wyprostowaniu pokonywać koła, zakręty, poszerzać i skracać chody. Napięcie mięśniowe Hendriksa w stopniu ekstremalnym osiąga poziom w porywach rozgotowanego makaronu. Wszystko to może i fajne, ale powoduje, że koleżka wije się między pomocami jak wąż po kilku głębszych. Dodajcie sobie do tego absencję na kontakcie i już możecie sobie wyobrazić, jakie to daje uczucie z jeździectwa 😉 Lewitujący w powietrzu kajak bez wioseł to mogło by być coś nawet podobnego.
Czwarta czerwona lampka to najsłabszy punkt Henryka, czyli mało jeszcze silny grzbiet. Zad jest kapitalny, ale Henry jest elektryczny i lubi biegać, więc za szybko ucieka z tylnych nóg, za krótko na nich zostaje i niewystarczająco się przy tym nimi dźwiga. Nogi go popychają i wyrzucają naprzód, a powinny go unosić, podtrzymywać i umieć nie tylko go rozpędzić, ale i wyhamować. Przy świetnych i błyskawicznych przejściach w górę przejścia w dół są niczym Yeti. Podobno gdzieś są, ale nikt ich jeszcze nie widział 😆

Ale żeby nie było, że tylko narzekam – to są po prostu najpilniejsze tematy do zrobienia, bo sam koń jest genialny <3

Pracę zaczęliśmy od rozgrzewki i po chwili luźniejszego kłusa (podczas którego nie mamy zapominać również o swoim rozluźnieniu, niesieniu ręki, czy jeździe prostym koniem – rozgrzewka rozgrzewką, ale nie oznacza to niechlujności w jeździe przez ten czas) trener poprosił o rozgalopowanie konia. I tu od pierwszego foule pilnowalismy jakości galopu. Trener zwracał uwagę, żeby siedzieć w ten sposób, żeby koń galopował z przodu, ze stałą tendencją do uphillu – mamy wyraźnie galopować pod górę. Na wszystkich treningach Peter podkreślał również minimalizowanie użycia ręki, a jak największe wykorzystanie dosiadu i głębokie, osadzone siedzenie „z tyłu konia”.
IMG_1973 IMG_1969 IMG_1971

Pierwszym zadaniem jeszcze w ramach stosunkowo luźnej pracy było wykonanie kilku przejść kłus-galop na kole, na obydwie strony. I znów, jak najwięcej użycia własnego ciężaru, działania zamykających konia nóg jeźdźca – jak najmniej ręki, a półparady mają być wykonywane nieznaczne, delikatne, przed sobą na niesionej prawidłowo ręce. Tutaj wszystko nam wyszło bez pudła, a trener chwalił Hendersona za błyskawiczne reakcje. Szybkie i aktywne przejścia pozwoliły nam nie najgorzej oprzeć Kudłacza na kontakcie, więc zaczęliśmy pracę w galopie. Po pierwsze objeżdżanie całej dużej hali z rozliczaniem sobie foule na poszerzenia i skrócenia. Raz, dwa, trzy, cztery, pięć – galop rośnie i wyciąga się, po czym kolejne: raz, dwa, trzy, cztery, pięć – skracamy i sadzamy wyraźnie konia na zadzie, uzyskując jak najbardziej zebrany galop. Przez chwilę tak pojeździliśmy, a częste zmiany tempa skupiły konia wyraźnie na tym, czego w danej chwili chciałby jeździec. Zaproszono nas na koło, gdzie trudność pracy wzrosła i nie tylko utrzymywaliśmy względnie zebrany galop, ale też na zmianę wykonywaliśmy poszerzenia koła od wewnętrznej łydki, by po chwili je zawężać zewnętrzną wodzą i zewnętrzną łydką. Na koniec tego ćwiczenia trener poprosił o wykonanie ekstremalnie ciasnego kółka dosłownie wokół niego, prowadząc konia otwartym przodem i zewnętrzną wodzą tak, jakbym chciała wgalopować na jego buty. Niesamowita rzecz – Hendriks się fantastycznie podniósł i zaczął wykonywać pojedyncze foule w fantastycznym zebraniu, przesuwając przód jak w piruecie 0_o Nigdy jeszcze takich podejść z nim nie próbowałam, więc koń naprawdę mnie zaskoczył. Zawsze też początki piruetów wprowadzam raczej z trawersu, więc to było ciekawe i zupełnie nowe podejście.
Wymagająca praca zmienia rozgotowany makaron Henryka w turbokulę energii:
IMG_1631
Chwila stępa w nagrodę i ruszyliśmy z pracą w kłusie. Na pierwszy ogień poszły bardzo długie łopatki, ale te Kudłaty miał niezłe chyba od narodzin 😉 Wskazówka od Petera: jeśli pewnie czujemy się w danych ruchu, należy go jechać tak, aby pozostawiać koniowi jak najwięcej swobody. Literalnie: siedzieć i nic nie robić. Kiedy coś jest łatwe, to warto to zademonstrować, przekonując sędziów na czworoboku, że warto nam postawić notę o oczko wyższą 😉
Po łopatkach przyszedł czas na ustępowania. Długie, wyraźnie w bok, z otwartym przodem (łopatką wyraźnie sięgającą w boks, a nie tylko przestawiającą nogę) i krzyżowaniem kończyn. Hendriks w kłusie pomyka w bok równie łatwo jak do przodu, więc trener zaproponował przestawianie / zmianę zgięcia szyi w ustępowaniach. To jedno z moich ulubionych ćwiczeń i często je robię, bo daje bezcenne efekty. „Odczepia” ono szyję konia od jego kłody, poprawia jego rozluźnienie, wygimnastykowanie i elastyczność na tyle, że możemy w efekcie dowolnie wybierać stopień i stronę zgięcia niezależnie od tego, w którym kierunku się z koniem poruszamy. Także to nas nie zaskoczyło i okazaliśmy się całkiem nieźle przygotowani 😉
A tutaj koleżka wziął sobie na serio hasło uphillu i galopu pod górkę:
IMG_1612
Dalej ustaliliśmy sobie odpowiedni rytm i jakość czworobokowego kłusa. Henry jakieś 2 tygodnie temu znalazł pierwsze kroczki pasażu. Spodobało mu się to ogromnie i nawet w roboczym kłusie pojawił się sprężysty swing. Niestety w wyższym ustawieniu Kudłaty próbuje przemycić jakieś pasażowate wymachy nogami zawsze kiedy tylko nie pozwolę mu spieszyć, a on utraci równowagę. Na taką dziecięcą chybotliwość (bo to po prostu brak wystarczającej siły) trener zalecił przede wszystkim od razu podjeżdżać zad, prosząc o wyraźne zebranie, a dodatkowo „jechać jak na kucyku”, myśląc o „przednich nogach konia na ziemi”. Specyficzneto  zalecenia dla kłusa ujeżdżeniowca 😆 Ale akurat na Hendriksa zadziałało doskonale i udało mu się znaleźć złoty środek pomiędzy kłusem Totilasa, pasażem, tymi dwoma na raz, a totalnym pogubieniem się 😉
Peter podkreślał, że młode konie, które mają łatwość pasażu bardzo chętnie same go proponują. Jeździec może się z tego cieszyć, ale nie powinien podchwycać takiej propozycji i godzić się na niezamierzoną pasażowatość. Kłus to kłus. W każdym razie jadąc jak na kucyku udało nam się zrobić bardzo ładne dodania 😆

O taki galop ćwiczylim 😉
IMG_2031

Na sam koniec trener poprosił jeszcze o pokazanie lotnej zmiany. Hm, miałam trochę wątpliwości 😆 Zmiany odrobinę przetestowałam po wakacjach, ale Hendriks niemożliwie w nich brykał. Naprawdę, czegoś takiego jeszcze nie widziałam. Ok, koń nie do końca wyprostowany i niewystarczająco silny do zmian wyrzuca często jedną tylną nogę w bok ulatwiając sobie zamianę kończyn w foule, ale Henry strzelał swoimi odnóżami w bok i do góry znacznie powyższej mojej głowy 😯 Udało mi się tymi wybrykami trafić w dwa lustra (ślad uderzenia na 1,8 m i prawie na 2 m!) i jedną latarnię koło placu, po czym miarka się przebrała i zapowiedziałam konisku: basta! Wrócimy do tematu, jak poprawisz galop i będziesz bardziej gotowy. Od tego czasu zrobiłam może ze cztery lotne z wolty (i te były ok). Na wszelki wypadek zatem zaplanowałam teraz lotne z daleka od luster i band, czyli na środku hali 😉 Przełożyłam pomoce i czekałam na warianty możliwości: A. nic się nie stanie (koń nie pamięta i nie zareaguje), B. odpali wrotki i ucieknie (Hendriks jest elektryczny i reaktywnie reaguje na rzucanie się po nim w siodle), C. bryknie tak siermiężnie i diabolicznie, że otworzy portal do innego wymiaru, D. zrobi lotną zmianę. Zgadnijcie, który wariant wybrał? 😉 No oczywiście zmienił nogę 😀
Kluczowe dla zmiany było jednak przypilnowanie jakości galopu. Niewystarczająco oparty na zadzie skutkował jego minimalnym spóźnieniem. Zebrany, z półdupkiem konia lekko dotkniętym bacikiem zmieniał prawidłowym ruchem. Następnego dnia ułatwiliśmy Hendersonowi odnalezienie kolejności zadu wykonując zmiany z trawersów. Rzeczywiście wszystkie były ładne, duże, okrągłe i czyste. Nie jestem jednak jeszcze do końca pewna, czy w taki sposób będę je wprowadzać na co dzień. Hendriks szybko kojarzy fakty i jeśli trawers na długiej ścianie dwa razy skończy się lotną, to trzecie i czwarte powtórzenie ruchu również da nieproszoną lotną zmianę. W sumie to chciałabym mieć jednak u niego i zwykłe trawersy 😉

Tu jeszcze z pierwszego treningu, trochę niedoczekana i przeze mnie i przez konia, a co za tym idzie z zostawionym lekko zadem:
IMG_1664

Na koniec treningu zrobiliśmy sobie trochę piafowania, ale to dla Kudłatego jest jak deser. Kilka krótkich zadreptań piafu robię w domu bardzo często – Henderson to lubi, zupełnie się przy tym nie denerwuje i powoli, powoli rozwija siłę tylnych nóg.

Henryk się chyba spodobał, a Peter ocenił, że wystarczy doszlifować trochę zmiany i jesteśmy gotowi na C-tkowe czworoboki. Trener pytał też o dokładnie pochodzenie Kudłaczka (Johnson/Roh Magic – De Niro), po czym stwierdził, że widać w nim mocno te niemieckie linie, bo o ile sam Johnson jest naprawdę ogromnym koniem, to Hendrix takim w sam raz 😉 On na szczęście po swoim ojcu odziedziczył tylko wspaniałą jezdność, a nie wzrost. Żeby tak moja Cebula przy całej swojej inteligencji raczyła być chociaż w 1/10 tak układna!

IMG_1936

Ale żeby nie było, nie ma koni idealnych i jedna kwestia u Henryka szwankuje. Wchodzenie do przyczepy 😆 On owszem idzie wszędzie dzielnie, tylko na razie nie widzi żadnej różnicy między wchodzeniem do środka przegrody, a na przykład przewędrowaniem bokiem przez trap. No przecież chodzi! Wracając ze szkolenia musiałam trochę wymarznąć na parkingu tłumacząc koleżce, że tylko jeden kierunek jego wędrówki mnie satyfsakcjonuje. W tym tygodniu zatem będę odrabiać lekcje nie tylko pod siodłem, ale i w bukmance. Oj, ciężkie bywa to życie konia… Na osłodę w domu czekał ciepły mesz i aromatyczne świerkowe gałęzie 😉 Chociaż pewnie Hendriks i tak by wolał psią miskę z zawartością 😆

23 comments

Skip to comment form

  1. Moon

    Oj tak, młody, dłuuuugi koń, lubiący być pustym – nie lubam tego zdecydowanie! Akurat jeżdżony przeze mnie kiedyś delikwent w dodatku uwielbiał tak na pusto drobić kroczkami jak maszyna do szycia (będąc przy tym pokaźnej budowy ogierem) – ma-sa-kra w odczuciach! 😛

    Super Henryczek się zaprezentował, chętnie bym obejrzała więcej filmików no i czekam na relację z treningu Cebulki 😉

  2. Jay

    Ależ się Henryk pięknie prezentuje. Na niektórych zdjęciach nadal przypomina andaluza :)
    Mam nadzieje, że dalej będzie tak świetnie pracował i za kilka lat podbije czworoboki. Stale jest moim ulubieńcem.

    1. quanta

      Oj nie, wyrósł już z andaluza 😉 Teraz jest z niego ładny chłopiec :)

      1. Jay

        Chłopiec z niego przepiękny. Ale na jednym zdjęciu przypomina mi trochę andaluza z głowy i szyi.

  3. Patrycja

    Q, mam pytanie odnośnie kliniki. Wiem, że uczestniczyłaś już w kilku z zagranicznymi trenerami, jakbyś mogła porównać różnice między trenowaniem z zawodnikami, a z sędzią 5*? A może żadnych różnic nie zauważyłaś? To ćwiczenie z podejściem do piruetu jechanego z koła jest świetne, sama uczę tak swoich podopiecznych, ważne żeby nie dać zanurkować na małym kole nosem w dół tylko utrzymać nadal konia przed sobą. Często też dodaje do pomniejszania koła ciąg, a później odjeżdżanie ustępowaniem do ściany zarówno w kłusie i galopie, polecam bardzo :) A co do zmian z trawersów też tak jednego delikwenta korygowałam, kiedy przestał spóźniać powoli prostowałam. Teraz już bez pomocy trawersów zmiany są czyste w obie strony. Może warto spróbować pojechać po przekątnej trawersem, a następnie utrzymać konia w kontrgalopie żeby nie uczył się, że każdy trawers na przekątnej kończy się zmianą.

    1. quanta

      Sędzia patrzy na trening jednak z perspektywy obserwowania konkursu. Dostajesz dużo uwag odnośnie drobnych zmian, które możesz zrobić, żeby dostawać jak najlepsze noty bazując na tym, co masz. Dajmy na to, że masz konia nie do końca akceptującego kontaktu, mało plastycznego, z tendencją spiętego kłusa, to trener zaleci na przykład jazdę na przemian w łopatkach / ustępowaniach wzdłuż ściany, żeby poprawić przepuszczalność konia i jego akceptację wszystkich pomocy, nawet jeśli to spowoduje, że koń będzie się złościł, chował, irytował – bo docelowo uda się poprawić problem. Sędzia powie, żeby zwolnić kłus, bo wtedy koń staje się luźniejszy i lepiej wygląda, a do tego pozwoli znaleźć najlepszą długość i wysokość szyi – taką, którą zaakceptuje koń i która będzie zgodna z przepisami. Szkolenie z trenerem można wykorzystać do tego, żeby wnieść poprawki – nie zmieniające zasadniczo swojego etapu pracy z koniem – które pozwolą szybko uzyskać lepsze oceny na czworobokach.

  4. Karolina

    Czy to jest Anky wood brokat?

    1. quanta

      Tak, to jest wood – plus ochraniacze ANKY Climatrole copper, oddychające i z ceramicznymi wstawkami chłodzącymi nogę. I przy okazji bardzo ładne 😉

  5. Ola

    A co tam u Sucharka? Dobrze mi mignęło, że jest na sprzedaż? :)

    1. quanta

      Suchy zasuwa dzielnie i ma się wyśmienicie. Jeśli znajdę dla niego odpowiednie ręce, to zmieni właściciela, ale to nie jest żaden szczególny priorytet, żeby się z nim rozstawać, za bardzo gościa lubię :)

      1. Daria

        Mi sie Suchy podoba najbardziej z Twoich koni, straszne to by było jakbyś go sprzedała ;( cudownie jest Was obserwowac.

  6. Marta

    Hendriks zdecydowanie wyrósł z fazy „Jestę Andaluzem” i zmienił się w bardzo ładnego młodego konia. Miło na nim zawiesić oko, a nie ukrywam, że ciemna maść jeszcze dodaje mu uroku. Ile ma wzrostu? I czekam na wpis z Cebulką :)

    1. quanta

      Patrzę na Hendryka i mi również zaczynają się podobać ciemne konie, rzeczywiście świetnie wyglądają na czworoboku :)
      Nie mierzyłam delikwenta, ale na oko ma coś koło 166-168 cm. W sam raz :)

  7. ST

    Fiu, fiu, ale się chłopak rozwija. Hendrix odkrył już hamulce? 😉
    Btw, Quanta, mam do Ciebie pewną sprawę na priv, mogłabym prosić o maila? :)

    1. quanta

      W kłusie odkrył, razem z pasażem 😆

  8. Daria

    Moglabys opisac dokladniej (nie dla Pingwina haha) na czym polegają zmiany z trawersu?

    1. quanta

      Jedziesz sobie trawersem po ścianie. Front konia przed Tobą, zad wewnątrz, wyraźne zgięcie konia w kłodzie od zewnętrznej łydki (która jest z tyłu, tak jak w galopie) na łydkę wewnętrzną. Koń w trawersie mocno angażuje zad, zostaje dłużej na tylnych nogach, zaczyna na nich nosić swój ciężar. W momencie przełożenia pomocy (jak do zagalopowania na zewnętrzną nogę, szczególnie bioder) mamy ogromną szansę wykorzystać ten podstawiony zad i aktywność tyłów i otrzymać czystą zmianę zaczętą od tylnej nogi konia.

  9. Kinga

    Piękny obrazek tworzycie razem :) Bardzo ładnie i elegancko to wygląda, że kolorystycznie ubierasz się pod konia.
    Tak myślałam, że to niemożliwe z tego co pisałaś iż Hendrix jest takim mega spokojnym koniem. Te brykania przy lotnych upewniły mnie w tym że to jednak młodziak z fantazją 😉

    1. quanta

      Hm, Hendriks jest elektryczny i kocha brykanie i barany, w stajni wręcz z tego słynie i nie ma osoby, której by nie zadziwiał swoim zachowaniem:
      http://quantanamera.com/co-w-duszy-gra-hendersonowi-%e2%99%ab/
      Nigdy jednak nie wykorzystuje bryków dla niesubordynacji pod siodłem. Sam lubi pobiegać i to nie jest koń dla statycznego jeźdźca melancholika. Jego świetna głowa oznacza jego rozsądek, opanowanie, umiejętność nauki, pewność siebie, absolutny brak histerii.
      A brykanie zadem przy nauce lotnych zmian to zupełnie normalna rzecz, która pewnie dotyczy z połowy koni 😉 Wyrzut nogi pozwala dodać sobie siły na dłuższy lot, niekiedy koń nie wie, jak się zabrać za zmianę i od której nogi zacząć (a bryknięcie nadaje dobry początek nowego galopu), czasem może być spowodowany krzywizną konia, czasem nadmierną emocją, a czasem po prostu radością :)

  10. Lucja

    Czy możesz coś jeszcze Quanta powiedzieć o tym chodzeniu na pusto? Znam to uczucie i wiem co to oznacza ale do kiedy takie chodzenie jest ok? Czy nie frustrowalo Cię to i nie niepokoiło, że ok roku nie miałaś u Hendrixa kontaktu? U zajeżdżanego konia może to tyle trwać? Ja od pół roku jeżdżę na 10 letniej Kobyłce i wiem,że dużo problemów z kontaktem jest przezemnie i się frustruje strasznie,że ciągle pomimo treningów nasze kroczki w stronę stabilnego kontaktu są malusieńkie… Czy to ma prawo tyle trwać ? Byłam przekonana,że wprawny jeździec łapie jako taki kontakt raz dwa a potem tylko ulepsza ulepsza i ulepsza… Jak to jest? Z góry dziękuję za odpowiedź :)

    1. quanta

      Lucja, Hendriks jest u mnie dopiero od końca sierpnia. Nie mija nawet pół roku, jak sobie na nim jeżdżę 😉 I od pierwszej chwili robię wszystko, żeby mnie chłopak ciągnął za wędzidło.
      Co do kontaktu, to robisz mylne założenie, że sprowadza się on do chwycenia w dłonie dwóch sznurków. Kontakt jest odbiciem całego etapu szkolenia konia. Młode konie nie mają wystarczającej siły i wystarczającej równowagi, żeby unosić plecy. Dostając wędzidło do pyska najczęściej robią dwie rzeczy. Albo chowają się za pionem, nie dotykając wędzidła, albo wychodzą przez pion, silnie napierając na kiełzno i urywając jeźdźcowi ręce. Obydwie te rzeczy dzieją się dlatego, że młodziaki nie potrafią we właściwy sposób używać swoich pleców. Czasami nie mogą, bo ich plecy są niewystarczająco silne. Potrzebują czasu, żeby wypracować odpowiednie mięśnie – i to nie tylko te, które mają na górze grzbietu, ale przede wszystkim mocny „sześciopak” na swoim brzuchu. Rozsądny jeździec na ten proces da koniowi tyle czasu, ile on będzie potrzebował, odpowiednimi ćwiczeniami rozwijając go w dobrym kierunku. Nikt przy zdrowych zmysłach nie założy „chcę mieć kontakt do przyszłego wtorku”.
      To dokładnie tak samo, jak żaden, nawet najbardziej wprawny trener nie posadzi początkującego jeźdźca w świadomej równowadze i nie da mu swobody niezależnie działających pomocy ot tak, w chwilę. To trwa.

      A kontakt u 10-letniego konia to może być wcale nie takie łatwe zagadnienie. Czy wiemy, jak ten koń był jeżdżony przez całe swoje życie? Czy go nauczono poprawnego kontaktu, ergo, czy on rozumie „rozmowę” z ręką jeźdźca? Jak chodzi pod trenerem?

      1. Lucja

        Tak masz rację…zakładałam, że dobry jezdziec ma kontakt i już, a tylko ja taka lelum polemu w kwesti kontaktu, że poprostu nie potrafie tak się ogarnąć żeby połeczenie mojej reki z pyskiem konia bylo przyjemne stabilne i tak trwało najlepiej cały trening 😛 Zawsze mam wszystkie wersje – pusto , lama lub 100kg a tylko czasem TO :) cale szczescie sporadycznie jezdzilam kiedys na takich „fajnych” koniach, które daly mi poczuc co to znaczy kontakt i zapamietac to uczucie ale na wiekszosci koni mialam i mam z tym problem, w przekonaniu, ze to poprostu moja nieudolnosc.

        Kobyłka fryzka…jezdzona przez jedna kumpele i jej trener od zakupu (3 latka i przez nie zajezdzana) hmm akurat jak zaczelam z nimi jezdzic kolezanka zmienila trenera, w sumie to jestesmy obie zagubione w kwesti juz co jest poprawne co nie i co z czego wynika : P ani obecnej (niestety przez pogode chwilowo nie dojezdza do nas) ani poprzedniej Pani trener na kobyłce nie widziałam :)

        Dzieki za odpowiedź…spróbuje zacząć myśleć o tym inaczej… tylko skad wiedziec , ze wszystko idzie ok i za jakis czas z 80% lamy na treningu będzie np. 40%… a kiedy poprostu nic się nie dzieje i nie zadzieje bo to nie tędy droga? eh…

  11. gllosia

    To są jakieś jaja, że ona juz ma 6 lat!!!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *