«

»

sty 20

Klinika z Peterem Hollerem + Fugu

Oczywiście na szkoleniu nie mogłoby zabraknąć mojej jedynej w swoim rodzaju Cebulli 😉

Cóż, żeby nie wdawać się w zbyt długie opowieści, zaczęłam trening od przedstawienia konia: „This is Fugu and she is a mare. She is a real, real mare – like nightmare” – co bardzo rozbawiło Petera 😉
Królewna Fugu już podczas rozprężenia dała mi odczuć, że jest na mnie obrażona. Próbowałam na osłodę jej ciężkiego życia pozostawiać jej dużą swobodę na kontakcie, ale nie bardzo przynosiło to zamierzony skutek. Pierwsze zagalopowanie i Fugu opuściła szyję, potrząsając uszami z niezadowolenia, że ja się gdzieś tam na jej szczycie śmiem ruszać. Powrót do kłusa, przygotowanie, zagalopowanie – to samo. Trzecie podejście – powtórka z rozrywki. Fugu, babo, daj mi szansę i zróbmy to gładko, miło i bez kolców 😉 Peter obserwując wyskoki klaczy zaczął się śmiać komentując, że kasztanka jest zdecydowanie „overreactive” i tak wyrazista w swojej mimice, że prawie słychać jej odzywki pod nosem.

IMG_2252
Trener polecił więc koleżankę-nadymkę aktywnie wyjechać do przodu w galopie i pozostawić w mocnym, ale wesołym roboczym chodzie, tak żeby nie mogła się ona zajmować swoimi humorami. – Jeśli ona czegoś nie lubi, to nie może być tak, że to ty zaczynasz tego unikać. Pewne rzeczy muszą obowiązywać od pierwszego kroku pod jeźdźcem. Reakcja na łydkę musi być błyskawiczna niezależnie od tego, czy klacz ma na to ochotę, czy nie. To jedyna droga, żeby jej się udało z tym w końcu w pełni pogodzić. Szczególnie klacze uwielbiają dyskutować nad tym, co ich zdaniem powinno dziać się w danej chwili treningu.
Żeby Fugu trochę spuściła z tronu i z nadęcia, w galopie zaczęliśmy od razu robić na przemian come&go, czyli poszerzać galop do pośredniego chodu, skracając go szybko do zebranego. To samo, co na Hendersonie i coś, co robię na każdym treningu. Szczególnie dodania są mile widziane przez Wątrobianą Pannę 😉 Kiedy tylko uzyskaliśmy niezły galop i już jako-tako pogodzonego z pomocami konia (co za los…), zaczęło się pilnowanie wyprostowania. Fugu ma w sobie sporo asymetrii, a jej niefartowna historia z przeciągającym się L4 za najmłodszych lat tylko te asymetrie utrwaliła. Jeździliśmy więc cały czas trzy metry od ściany, bardzo uważnie dojeżdżając zad pakujący się wiecznie w lewą stronę na zewnętrzną wodzę. Żeby odpowiednio zrównoważyć pomoce (nie użyć ich za dużo, bo Cebula się obrazi i nafuga na mnie, ale też nie użyć ich za mało, bo to nie przyniesie pożądanego efektu) wymagana jest koncentracja i skupienie co najmniej tego poziomu:
skupienie
😆

W kłusie zaczynamy do znalezienia dobrego tempa. Nafukana na mnie Cebula śpieszy i próbuje spode mnie uciekać. Nie bardzo mam wtedy dobry kontakt, ponieważ panna zwija się, przepada i szyją pikuje w dół, a podniesiona wyraża dezaprobatę i na mnie fuka (fuga) 😉 Po ustabilizowaniu bardzo spokojnego kłusa udało się ją „odobrazić” na tyle, żeby sama znalazła aceptowalne dla wszystkich ustawienie. W związku tym mogliśmy jej wymyślić kolejny powód do obrażania się, czyli gimnastyczne ustępowania. Tutaj mniej myślimy o jeździe „od – do”, a bardziej o działaniu stosownym do chwili. Czyli można poprosić o odejscie bardziej w boks, jeśli koń niewiele się angażuje w krzyżowanie kończyn, zwolnić – jeśli pędzi, przyspieszyć – jeśli traci impuls. Czasem takich korekt potrzeba kilku różnych w jednym ustępowaniu. Taka jazda kapitalnie „sadza” konia pod dosiadem jeźdźca, z czasem wystarczy tylko drobna zmiana własnej równowagi, aby koń pod nią błyskawicznie podchodził. Ideałem takiej lekkiej i super-responsywnej pracy pod dosiadem są konie doma vaquera, często prowadzone w ogóle bez wodzy, samym tylko ciężarem i równowagą jeźdźca.

Po ustępowaniach robimy bardzo dużo pracy na kole z ustawieniem łopatkowym, poszerzaniem i zwężaniem koła, jak najbardziej płynnymi zmianami tempa. Jest takie powiedzenie, że trenerzy ujeżdżenia dzielą się na dwie grupy: na tych, który kochają trawersy i na tych, którzy kochają łopatki 😉 Peter Holler jest z drużyny łopatek 😉 Fugu teraz już całkiem dobrze akceptuje w nich zgięcie. Skądinąd bardzo pomogło mi w zrobieniu u niej tego elementu pilnowanie, aby łydka zginająca była zawsze przyłożona blisko popręgu, nigdy cofnięta. Cofnięta i wciśnięta w boks noga jeźdźca przeważnie konie bardzo irytuje (nie tylko takie, które mają problemy ze zginaniem się kłodą).
Fugu pokazała jeszcze kilka poszerzeń w kłusie. O ile Henderson jest koniem kłusa i dla niego wiosłowanie wyciągniętym to bułka z masłem, to Cebularz jest koniem galopu i jej kłusa trzeba pilnować. Po pierwsze: „Uszy w górę!”. Fugu dodając musi „urosnąć” przodem (pomaga, jeśli jeździec próbuje wtedy szukać uczucia, jakby  wjeżdżał właśnie na dość stromą górę). Niedopilnowanie tego skutkuje tym, że kasztanka opada nosem w dół. Opadnięty nos blokuje jej przednie nogi (koń musi mieć miejsce przed sobą, żeby zdecydował się otwierać łopatki i sięgać w swój maksymalny wykrok), które zaczynają bieg pod konia i zabierają miejsce aktywnie pchającym się tyłom. Fugu, żeby rozwiązać to zadanie wypina wtedy zad do góry, a tylne nogi zaczyna stawiać tak szeroko, że z tyłu przypominają poruszające się wiosła kajaka. Jeden ruch, a tyle samonapędzających się zależności! Dosłownie efekt motyla.

IMG_2279 IMG_2288

Trener szybko zauważył, jak dużą frajdę sprawia Cebuli praca w galopie. Dlatego postanowił zakończyć lekcję ciekawym zadaniem, czyli piruetem. Wyjechanym tak, jak w konkursie Św. Jerzego – z zakrętu po krótkiej ścianie, blisko litery X. My jednak, traktując zdanie treningowo, zaczynaliśmy wyjeżdżać najpierw małą woltę, którą od połowy zamieniałam na foule piruetu do momentu powrotu na ślad. To zadanie podobało się Fugu na tyle, że nie złościła się nawet na mnie za lotną zmianę nogi w C 😆

Dużo mam pracy z tą panienką, a ona dzięki swojej inteligencji bywa trochę lisicą szachrajką i próbuje odwracać role, czyli trenować mnie 😉
Co mnie najbardziej cieszy z tego szkolenia? Sporo uwag do pracy w kłusie, trochę w galopie (przede wszystkim więcej wymagać), ale brak uwag do stępa. A przecież na czempionatach to była jedna wielka apokalipsa – właściwie marzyłam tylko, żeby jakoś na trąbiącej na mnie ze złości i nadmuchanej jak balon nadymce dopłynąć do kolejnej literki na czworoboku. Alleluja!

IMG_2296

Mimo mroźnej aury trener znajdywał dla każdej pary na koniec treningu chwilę, żeby zamienić kilka słów ekstra, parę dodatkowych uwag. I poklepać konia, dziękując mu za pracę. Bardzo to było miłe. Peter powiedział, że taki typ konia jak Fugu na szczęście daje się poprawić i wszystkie jej słabości są do przepracowania. Tego się zatem trzeba trzymać i dalej robić swoje 😉

IMG_2300

16 comments

Skip to comment form

  1. Marta

    Nigdy nie rozumiałam tych opowieści o humorzastych klaczach, zawsze miałam same wałachy jednak po Twoim wpisie widzę, że klacze to ciężki kawałek chleba! Prawdziwa humorzasta kobieta! :) Nie dziwię się, że masz tyle radochy jak coś zacznie działać, jest o wiele bardziej satysfakcjonująco? :) Jakie plany dla Fugu na najbliższy rok?

    1. quanta

      Czy jest bardziej satysfakcjonująca taka praca, to szczerze mówiąc nie wiem. Trenera zachowanie Cebuli rozbawiało, czasem kręcił głową z niedowierzaniem. Wyobraź sobie, że masz dwójkę dzieci, które grają na pianinie. Obydwa są piekielnie zdolne. Jedno z nich uwielbia grać, komponować wspólnie z Tobą nowe melodie, grać na cztery ręce i przy tym się śmieje, dokazuje, czasem psoci, ale zawsze macie wspólnie kapitalną zabawę i jako rezultat grubą księgę napisanych razem zupełnie nowych utworów. Drugi dzieciak jest równie utalentowany, ale kapryśny. Ok, chętnie by coś zagrał, ale nie teraz. Wcześniej, albo później. Najpierw zagra etiudę, a potem zacznie walić w klawiaturę ze złości, bo krzesło jest za twarde, a na korytarzu słuchać cykający ścienny zegar i to je rozprasza. A w ogóle przez najbliższy miesiąc zamierza grać tylko marsze pogrzebowe i msze żałobne, a że w planach występy na zaręczynach ciotki, to ma akurat w nosie… Nie wiem, czy praca z takim okazem jest bardziej satysfakcjonująca 😉
      Jeśli się uda, to chciałabym pojeździć dobre C-tkowe czworoboki, ale takie naprawdę fajne, na zadowolonym koniu i bez niepotrzebnych nadętych skuch. Czas pokaże, byle pannicy zdrowie dopisywało, to wszystko da się zrobić.

      1. Marta

        Quanta, masz rewelacyjne porównania! :) i otwierasz moje oczy, że praca z turbo utalentowanym i inteligentnym koniem wcale nie oznacza pracy mniej skomplikowanej :) Nightmare idealnie tutaj wszystko opisuje! :)
        W takim razie gorąco Ci życzę aby zdrowie dopisało Tobie i końskiej ekipie a co się będzie działo mam nadzieję czytać na blogu i kibicować.

  2. Vissenna

    Tez jestem z oddzialu „lopatkowcow”. Duzo bym dala by obejrzec sobie takie szkolenie z Fugu. Moze masz jakies filmy? :)

    1. quanta

      No widzisz, a na przykład duńska szkoła jazdy bazuje na ustępowaniach / trawersach i to takie ćwiczenia wykorzystuje do oparcia konia na zewnętrznej wodzy. I tu i tu można znaleźć dla siebie i konia najlepsze wskazówki.
      Filmy mam, tylko weź teraz nad tym usiądź i wrzucaj na neta, na emeryturze mi się uda 😆

  3. Windziakowa

    Twoja Fugu musiała przeprowadzić tajemne konsultacje z moją Celą – ostatnio była wypisz wymaluj identyczna. Dotknięcie łydką -źle, nadymka i do przodu, bo jakim prawem mogę dotknąć bok Wielkiej Pani. Dawałam luz na kontakcie – źle, dawałam lekki kontakt – źle, dawałam mocny kontakt i mocne podjechanie łydką – alarm, mordują, proszę przyjechać do stajni i zakuć właścicielkę w dyby 😀 To chyba taki urok kobył, że każda jazda to kinder niespodzianka, bo człowiek nie ma pojęcia, czego się spodziewać – spokojnego osiołka czy nafukanego kibica przed ustawką 😀 Bardzo zazdroszczę takich konsultacji :) Masz może plany startowe jeżeli chodzi o Twoją aktualną stawkę koni? I będą jeszcze próby zrobienia z Wątrobianej mamusi? Bo z tego co kojarzę to ostatnie chyba nie wyszły :(

    1. quanta

      Windziakowa, to one chyba są jakimiś bliźniaczkami rozdzielonymi przez pechowy traf przy urodzeniu. Ruszysz, to jest zła, nie chce iść naprzód i kłusować. Zatrzymasz, to jest nafugana, bo nie chce stać i wolałaby jednak iść naprzód. Zagalopujesz, bo lubi galopować, ale przejście jej znowu mąci humor. Ufff…. Na szczęście trochę pogłowiłyśmy się z p. Anną Bienias nad tym przypadkiem i od niedawna robimy rozdymce rewolucję. Wygląda na to, że działa, ale jak to się mówi nie chwal dnia przez zachodem słońca 😆

  4. Moon

    Cała baba 😛
    Dlatego nienawidzę kobył – no hejt i już 😛 Mówię sobie, że nigdy-prze-prze-przenigdy nie kupię kobyły, choćby i mi dopłacili miliony ojro, ale ekhm… Ty też tak mówiłaś/pisałaś 😛 Więc może się po prostu zamknę, haha 😀

    Moja trener też z obozu łopatkowych, osobiście swojego czasu wolałam trawersy, obecnie chyba jednak czuję, że to łopatka mi lepiej Kula prostuje… 😉

    A co na budowie? :>

    1. quanta

      Na budowie w zeszły poniedziałek mieliśmy dokładnie 41% zaawansowania prac! :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:

      1. Moon

        Łoooo, no to szybko idzie, mimo pogody, oby tak dalej! 😀

  5. Dorota

    „Żeby Fugu trochę spuściła z tronu…”
    Nie wiem czy to zamierzone, ale mojej kobyle też by się czasem przydało spuścić z TRONU, korona by jej z głowy nie spadła 😀

    1. quanta

      Doroto, ujęłaś to tak idealnie, że lepiej się nie da. Genialnie i właśnie o to chodzi :)

  6. Kasia

    Ja mam pytanie odbiegające od wpisu – w jakim kasku jeździsz? 😀

    1. quanta

      Casco Spirit / Champ – ładne, lekkie, zgrabne i jeden już raz uratował mi życie:

  7. Helix

    Kolejne wspaniałe relacje z klinik, bezcenne żródło wiedzy i dresażowego „feelingu” :) . Szalenie podoba mi się Twoja płaszczyzna porozumienia z trenerami – wręcz bez słów, bezbłędne rozpoznawanie przez jedną czy drugą stronę tych wszystkich ulotnych „odczuć”, o których piszesz; wydaje się to trochę nierealne do momentu gdy spotykają się dwie obce osoby, które przewidują i reagują na zachowanie konia w sekundzie i doskonale wiedzą czego oczekują – żarówka świeci i jest na to wzór!

    Kadra czeka, Fugu & Hendrix za sześć lat w Paryżu w będą naginać przestrzeń :))

    1. quanta

      Kobyłkę na razie żmudnie składam do kupy 😉 Ale przed Hendriksem nie ma rzeczy niemożliwych.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *