«

»

sie 27

Kawaletki

Mimo, że jestem kompletnym nielotem i skakać nie umiem zupełnie, to pracę na drążkach i kawaletkach uwielbiam, stąd staram się włączać ją w regularny plan treningowy. Przynosi profity nie tylko u skoczków, ale również u koni ujeżdżeniowych. Świetnie rozwija siłę zadu, rozbudowuje mięśnie pleców, ale też poprawia jakość kłusa i ułatwia otwarcie konia. W miarę postępów w treningu kawaletki podnoszone wyżej pozwolą nam również pokazać koniowi, że może sam bawić się fazą zawieszenia w kłusie… Sporo zalet!

IMG_3678

Niestety wady też są, bo do kawaletek musimy mieć w trakcie jazdy pomocnika z ziemi, który będzie mógł poprawić przesunięte drągi, podnieść je lub obniżyć czy dopasować do konkretnego konia – bo szeroko ustawione dla jednego mogą okazać się zbyt wąskie dla drugiego zwierzaka. Nie zawsze taka pomoc jest dostępna – i to zapewne powód, dlaczego w wielu stajniach, w tym stajniach treningowych, konie kawaletki widują od święta, albo wcale.

Jak tylko Alpi uzyskał przyzwoitą równowagę pod jeźdźcem w kłusie, pozwoliłam sobie zaproponować mu bieganie po rozkładanych drążkach. Poradził sobie z tym zadaniem tak:
IMG_3606IMG_3611IMG_3623IMG_3642IMG_3673IMG_3680

Dobrze pojeżdżone kawaletki skutkują od razu poprawą jakości kłusa, który staje się obszerny, sprężysty i o znacznie wyraźniejszym odbiciu. Nawet słabo kłusujący koń, który regularnie pracuje na dobrze postawionych dragach, zacznie się z czasem coraz bardziej bujać. Najważniejsze to nie zniechęcać siebie (i konia) po drodze. Młode konie z ujeżdżeniowych linii, z którymi miałam okazję pracować okazywały się niekiedy być całkowitymi antytalentami w tego typu pracy. Rekordzistą był chyba mój Karol 😆 – który zaczynał od pojedynczego drążka, bo pokonanie dwóch całkowicie przekraczało jego możliwości percepcyjne. Ba, nawet i ten jeden pokonywany kłusem potrafił nadepnąć co najmniej dwiema nogami 😡 W końcu jednak złapał ideę i zasuwał po drążkach nie tylko efektownie, ale i efektywnie. Cała zresztą kadencja Skwarkowego kłusa miała swoje początki na koziołkach :)

10 comments

Skip to comment form

  1. Julka

    Świetny post! Widać ze wrocilas quanta !
    Czekam na wpis o sieczkach :)

  2. m

    Ja czekam na niusy o Skwarku, Opfoku i Panience :)

    1. m

      O borze, jakim Skwarku, o Suchym 😆

  3. Ola

    A ja spytam się – jak tam Skwary i Zombie u nowej właścicielki w USA? :)

    1. quanta

      Obydwa mają się świetnie, całkiem niedawno Caroline do mnie napisała z zapytaniem, czy nie mam więcej takich Skwarków do sprzedania – niestety najwcześniej będę miała dopiero za kilka lat 😉
      Zombie zaliczył pierwsze zawody, w prostszej klasie, ale nawet za jeden przejazd zgarnął Blue Ribbon, to znaczy wygrał swoją kategorię. Ma bardzo dobrze prowadzone kopyta, co mnie ogromnie cieszy, bo włożyłam bardzo wiele trudu w to, żeby wyprowadzić je z bardzo złego stanu, w jakim się w pewnym momencie Zombiowego życia znalazły. No i Zombie zapuścił grzywkę 😉
      Jak Wam się podoba w takiej wersji?

      1. Ola

        super, wygląda przesłodko 😉 to miłe, że udało Ci się znaleźć dla nich fantastyczną właścicielkę!

  4. Pat.

    To ja poproszę więcej takich wpisów! :)

  5. sumire

    Ha, też dziś się bawiliśmy na kawaletkach – trenerka zostawiła rozłożone po treningu koleżanki, więc skorzystaliśmy z okazji. Leżały pojedyncze w różnych miejscach ujeżdżalni, więc można je było jeździć w dowolnej kombinacji i się nie znudzić. Fajnie mi się Młody rozbujał dzięki nim i zrobił się jakiś taki bardziej zaangażowany w robotę – zazwyczaj kawaletki jeździmy z trenerką, sama rozkładam czasami, bo najczęściej nie ma mi kto pomóc poprawiać/zmieniać ułożenie… Ale chyba muszę robić to częściej, bo dla konia to najwyraźniej miła odmiana, a możliwości ułożenia i wykorzystania w połączeniu z różnymi ćwiczeniami jest tyle, że pomysłów na pewno nie zabraknie. Zwłaszcza, że powoli się zaczynam mieścić w galopie, jak mi coś leży na ziemi/stoją stojaki, więc może nawet nie będę musiała zsiadać w międzyczasie, żeby pochować to, co stoi na drodze, jak już z tego skorzystam. 😉

    1. quanta

      Miła odmiana, a już szczególnie na zimę – dlatego warto teraz coś tam powoli zacząć śmigać, żeby na zimne miesiące mieć już swobodę podnoszenia drągów, ustawiania ciekawszych kombinacji, gimnastyki na galop :) Nawet jak zostanie tylko hala do śmigania – my się nie zamierzamy nudzić 😉

      1. sumire

        Niestety mamy malutką halę, więc za dużo się z tymi drągami nie da pokombinować (choć nie mówię, że wcale nie ma na nie miejsca). Jakkolwiek pomieścić się z galopem mogłoby być ciężko (koń sobie radzi, gorzej ze mną, póki co na dużym zewnętrznym placu dopiero się zbliżam do ogarniania siebie w galopie na tyle, by zacząć myśleć o drągach). Ale chyba będę musiała się sprężyć i pilnować siebie w tym galopie na tyle, żeby wprowadzenie drągów miało sens – bo są potrzebne, akurat galop to najsłabszy z chodów tego konia, ciągle jeszcze zbyt płaski (a bywał już lepszy). Póki co kłusowanie przez drążki podniesione na najwyższy koziołek spodobało się Młodemu na tyle, że wczoraj próbował mi pokazać, że chętnie by machnął krzyżaczka stojącego w pobliżu śladu. Trochę ma pecha, że trafił na mnie, bo nie latam. 😉 Ale najwyraźniej muszę kiedyś zacząć, chociaż takie gimnastyczne pierdółki, bo koń lubi… Z drugiej strony on chyba wszystko (i wszystkich) lubi. 😀 Po opisie Alpiego wnioskuję, że charaktery mają całkiem zbliżone. Przynajmniej względem niewypuszczania od siebie ludzi i memłania wszystkiego, bo na szczęście oprócz tego jest koniem odważnym i raczej otwarcie podchodzącym do nowości – no, zimą jego nie do końca spożytkowany (ze względu na podłoże na padokach) nadmiar energii dawał o sobie znać (trochę kombinatorstwem, a trochę robieniem się aż nadto elektrycznym na pomoce – ale to ostatnie po jakimś czasie udawało się całkiem dobrze wykorzystać i było całkiem pozytywne). Poza tym jest tak posłusznym, chętnym do pracy pięciolatkiem, z taką łatwością wykonującym nowe ćwiczenia („ok, pokazałaś, co mam zrobić – no to zrobię”), że nieodmiennie mnie zadziwia, że to ciągle dzieciak. W obejściu z ziemi widać, że to mentalne przedszkole (ale też już bez wchodzenia na głowę, po prostu czysty entuzjazm na wszystko i próba zabawy wszystkim), pod siodłem – prawie dorosły pan koń… Mam nadzieję, że powrót na halę nie ograniczy jego pozytywnego nastawienia do roboty.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *