«

»

lip 13

Jalapeño zasysa wiedzę

Kolejny trening pod okiem Oli Szulc :) Tym razem skupiłyśmy się na dobrym galopie – bo to, że koń ma duże chody wcale automatycznie nie oznacza, że umie się nimi posługiwać. Alpi początkowo galopował, jakby miał siedem nóg, w dodatku pięć po jednej, a tylko dwie po drugiej stronie :roll: Z czasem te proporcje nieco się poprawiły i po jednej stronie znalazły się cztery nogi, po drugiej trzy. Znowu z czasem z siedmiu nóg zrobiło się już tylko pięć 😉 I tak powoli dążymy do czterech kończyn, rozlokowanych symetrycznie po dwie na każdej stronie. To długi proces, ale jesteśmy już coraz bliżej mety.

IMG_5916Problem z ilością nóg 😉 ma swoje źródło w naturalnym skrzywieniu każdego konia i tym, że ma on swoją słabszą i mocniejszą stronę. Rolą jeźdźca jest tez strony wyrównać, co sprowadza się do wzmocnienia słabej strony (a nie walczenia ze stroną silną!). Koń, aby stać się prostym, musi równomiernie używać obydwu swoich tylnych nóg, łopatek i szyi. Warto siedząc na koniu poświęcić chwilę na szukanie „uczucia jabłka”. Jeśli wyobrazimy sobie, że nasz wierzchowiec to soczyste jabłuszko i przedzielimy je na pół – to obydwie połówki jabłka powinny być identyczne. Równe, okrągłe, żadna nie powinna być mniejsza, czy dziwnie rozrośnięta. Koń powinien dawać uczucie, że jest jabłkiem, a nie na przykład mocno skrzywionym w jedną stronę bananem.
konjablko

Paradoksalnie, droga do wyprostowania i wyrównania siły (wagi, rozmiaru?) obydwu połówek jabłka prowadzi u konia przez zgięcia, czyli równomierną gimnastykę obydwu stron. Tylko w ten sposób słabsza zadnia noga może się wzmocnić, sztywniejszy bok – puścić i stać elastycznym, obciążona łopatka wyrównać z drugą przednią kończyną. Jest mnóstwo fantastycznych ćwiczeń, które pozwalają wyrównać i ujednolicić połówki jabłka, jak chociażby genialna i bezcenna sekwencja trawers – wyprostowanie – renwers – wyprostowanie – jeżdżone na zmianę na kole. Większość z nas nie dysponuje jednak tak wyszkolonym koniem, żeby był w stanie wykonać takie zadanie i musimy zadowolić się prostszymi elementami. Podstawą będzie zatem jazda wewnętrzną łydką do zewnętrznej wodzy, jazda po drugim śladzie, łopatki (jeżdżone również na kole), spychanie zadu na zewnątrz podczas jazdy na kole. Taka praca powinna być jak najbardziej częścią rozgrzewki w kłusie.
IMG_6079 IMG_6132 IMG_6087 IMG_6214 IMG_6267
Oczywiście cały czas w trakcie pracy i każdorazowo po dobrze zrobionym ćwiczeniu warto pozwolić sobie na kawałek stępa na długiej wodzy:
IMG_6351IMG_6583

Za tak rozmiękczonym koniem możemy się zabrać za pracę w galopie. Tym razem skupiamy się wokół „come and go” – przychodzenia i odchodzenia, wyjeżdżenia naprzód na pomoce jeźdźca i wycofywanie się na tylne nogi przy jednoczesnym zwalnianiu tempa, ale utrzymaniu chodu. Tutaj najważniejszą kwestią nie jest idealne wykonanie ćwiczenia (bo z galopu wyciągniętego do zebranego prawidłowo przejdzie tylko zaawansowany w treningu koń, nas z bardziej początkującymi wierzchowcami powinien cieszyć etap, że uda się widocznie poszerzyć i nieco skrócić), co dbanie o to, żeby jeździec uzyskiwał prawidłowe reakcje i nie próbował za wszelką cenę ich markować. Czyli – jeśli koń nie poszerzył galopu na łydkę, to skupiamy się na tym, żeby uzyskać odpowiedź na lekkie i szybkie działanie nogi (korzystając w razie potrzeby z pomocy ostrogi lub bacika), a nie ciśniemy ile wlezie zakleszczając się w łydkach i tym samym uzyskując pozornie wykonane dodanie. Podobnie w drugą stronę – wykonujemy półparadę, po czym oddajemy rękę i sprawdzamy, na ile koń jest w stanie nieść się sam w skróconym chodzie, pozostając czujnym i natychmiast wyjeżdżając do przodu, jeśli tylko czujemy, że koń za chwilę się rozpadnie i zgubi skrócony galop przechodząc do kłusa. Jeśli łapiemy za wodze i ciągniemy, równocześnie pchając łydką, bo silnik gaśnie, to nawet jeśli w efekcie otrzymamy coś, co przypomina „całe pół koła” zebrania, to jest nic więcej niż oszustwo, które nie prowadzi do niczego dobrego na dłuższą metę. Nawet jeśli koń potrzebuje dużo czasu, żeby opanować nowe umiejętności naprawdę warto czekać na niego w lekkich i delikatnych pomocach. Szczególnie ambitni jeźdźcy muszą pamiętać, żeby niczego nie starać się markować, nie protezować – umiejętności konia muszą być prawdziwe.
IMG_6278 IMG_6282 IMG_6283
Zadowolona mina pozwala wnioskować, że zaczynamy się dogadywać:
IMG_6306 IMG_6307
Finalnie udaje się nawet lewy galop zrównoważyć tak, że koń sam utrzymywał aktywny, roboczy chód, niosąc się na zadzie:
IMG_6463
Po galopie konie przeważnie bardzo dobrze kłusują (nawet i same częste przejścia galop-kłus-galop potrafią zdziałać cuda dla kłusa). Jeśli koń nie jest zmęczony, to samą końcówkę treningu wykorzystuję jeszcze na kawałek otwartego, podniesionego kłusa. Pełna skupienia praca dla jeźdźca, żeby mieć konia „przed sobą”, ale uzyskać to nie działaniem ręki, tylko zaktywizowaniem zadu.
IMG_6433 IMG_6204 IMG_6431 IMG_6487IMG_6432

Świetna praca zasługuje na kolejną nagrodę – chwila luźnego galopu w dole i kończymy.
IMG_6519
Nie wiem jak Alpi, ale ja bym od razu z chęcią mogła jechać kolejny trening 😉 Nie wiem, jak on to robi, ale zawsze zsiada się z rudzielca w doskonałym humorze.
IMG_6593

8 comments

2 pings

Skip to comment form

  1. Riada

    Jak wykonuje się trawers i renwers? :)

  2. tuch

    Fajny fragment o tym aby niczego nie markować, nie protezować, nie udawać.
    Często sama u siebie (niestety) i u wielu znanych mi jeźdźców łapię momenty, że wymaga się i „ciśnie” więcej niż oferuje koń. W efekcie czego dostajemy „COŚ” co przypomina efekt wyciśniętej cytryny. Niby się udało, niby efekt jest, sok jest, ale nie ma już potencjału na więcej soku bo został „wyciśnięty do ostatniej kropli”. Koń zamiast zapamiętać ćwiczenie, powielać je oraz ulepszać, uważa je za ciężkie i przy samym podejściu do niego zaczyna się usztywniać i „uwalać” na pomoce. Niby koń wykonuje ćwiczenie (jak się go przyciśnie) ale jest to dalekie od stwierdzenia, że on to umie. Podoba mi się szkoła Oli Szulc :)

    1. quanta

      Hmmm, to nie jest „szkoła Oli” – myślę, że raczej żaden trener nie ma patentu na prawdę 😉
      A piszę wyłącznie pod wpływem własnych doświadczeń i przemyśleń. Skwarek był bardzo długo mistrzem ściemy – a ja razem z nim. Początki nauki piruetów w galopie, kiedy koń nie miał roboczego galopu i nie niósł się w nim, a jazda na nim wyglądała w ten sposób, ze trzeba go było cały czas jechać na hamulcu, żeby nie przyspieszał… Ale nogi zmieniał 😉 Ciągi też robił, wyciśnięte. Przy moim doświadczeniu z tamtych czasów sądziłam, że tak to właśnie działa (czy też może nie działa…).
      Problem pojawił się, jak zaczęłam jeździć więcej koni i zastanawiać nad tym, jak inni jeźdźcy to robią, bo ja nie daję za bardzo rady kondycyjnie, przecież każdy trening to olbrzymi wysiłek! Jeśli pojeżdżę dwa, trzy konie, to nie będę miała siły się podnieść z ziemi… Wtedy do mnie dotarło, że muszę zmienić mój sposób i system jazdy, i zwyczajnie przestać tolerować ściemę.
      Dziś mam konkretną obsesję na punkcie prawdy w jeździectwie i nie uznaję półśrodków. Często słyszę na treningach, że coś bardzo dobrze wygląda, ale narzekam wtedy, że jeszcze za mało w tym prawdy. W końcu to ja na koniu siedzę i czuję, na ile mu pomagam, a jeśli mojego supportu zabraknie, to czy koń postara się z siebie dać coś zupełnie samemu, czy odpuści temat. A robienia pracy za konia unikam jak ognia, to naprawdę nie prowadzi do niczego dobrego w dłuższej perspektywie czasu. Nie ma większej frajdy, jak koń wykonujący trudne zadania z łatwością, bez pomocy ze strony jeźdźca, tylko z jego „obecnością” na grzbiecie i współpracą :)

  3. Zuza

    Zgadzam się z Tuch, to o czym piszesz jest niezwykle ważne. Myślę że nawet najlepsi jeźdźcy czasami się na tym przyłapują, szczególnie gdy koń jest z tych wolniej uczących się i wymaga więcej czasu.
    Ja swoją drogą mam pytanie na nieco inny temat. Z racji tego że lonżować bardzo lubię i staram się wykonywać na lonży poważną pracę, postanowiłam zamówić sobie długi, składany bat z Waldhausena o którym kiedyś pisałaś. Właśnie do mnie przyszedł i jestem zachwycona, ale martwi mnie odrobinę jego „delikatność”. Od wpisu na jego temat minęło już trochę czasu, czy mogłabym prosić o kilka słów jak się sprawuje? Jak z podatnością na uszkodzenia?

    1. quanta

      Mój bat nadal w jednym kawałku, ale ja naprawdę troskliwie traktuję sprzęt, poza dniami lonżowymi bat złożony w pokrowcu ma swoje bezpieczne miejsce w siodlarni.

  4. Czo czo

    Quanto, mam żółtodziobowe pytanie Może głupie ale byłabym wdzięczna za odpowiedź. Jestem zwykłą rekreantką i narazie nie mam się kogo poradzić, a w internetach szczególnych informacji nie znalazłam. Chodzi o paradę. Do tej pory uważałam, że powinno się przygotować konia wcześniej kilkoma półparadami. Kiedy ostatecznie chce się zatrzymać konia trzeba napiąć krzyż, docisnąć łydki i dojechać go na zamknięte wodze. Jednak wątpliwości pojawiły się u mnie po przeczytaniu artykułu w pewnej gazecie, gdzie napisano że chcąc zatrzymać konia nie wolno dawać łydki. Wytłumaczono to tym, że nie można dawać koniowi sprzecznych i niejasnych sygnałów- równocześnie do przyspieszenia jak i zwolnienia. To w końcu dać łydkę przy paradzie, czy nie? I jeszcze jedno Czy pulsować wodzami tak jak przy półparadzie i dopiero po tym zamknąć rękę, czy od razu ją zamknąć?
    Pozdrawiam ciebie i Alpinosa i życzę powodzenia w dalszych treningach

    1. quanta

      To prawda, nigdy nie można mieszać pomocy. Łydka ma znaczyć naprzód – równoczesne dawania łydki, czyli mówienie koniowi „idź” i zamykanie ręki – czyli „stój” zrobi niezły mętlik w końskiej głowie.
      Ale – po pierwsze mamy mnóstwo różnych łydek. Ja nigdy nie używam ich w sposób, który określiłabym jako „docisnąć” łydkę. Wyjścia do przodu, czyli tego sławetnego „go” uczę koni na lekki ruch łydką, gest taki, jakbym chciała z buta spędzić muchę, czy nawet szybkie i bardzo delikatne odstawienie nogi, niezauważalne dla obserwatora z ziemi. To jest łydka naprzód.
      Ale mam też łydkę „podstaw zad, tylne nogi pod kłodę” i taką łydkę zamykającą zastosowałabym w zatrzymaniu. To nie jest łydka dociskająca, wkleszczająca się w końskie boki. Taką łydką komunikuję, że chciałabym mieć konia „w kwadracie”, z tylnymi kończynami postawionymi równo pod kłodę. Taką łydką kończyłabym zatrzymanie i identyczną zaczynałabym piaf. Jeśli siedzimy na krześle w tej chwili, to proponuję złączyć równo nogi i położyć płasko dłonie na udach, siadając jak wzorowy uczeń na apelu 😉 To uczucie, które mamy na płasko położonej dłoni, to jest łydka zamykająca. Kontakt, delikatne przyłożenie – nie zaciśnięcie, dociśnięcie, wbicie czegokolwiek. Takie miłe, miękkie i ciepłe uczucie.

      A pełnej parady nigdy nie robimy znienacka. Z takim zaskoczeniem może poradziłby sobie już bardzo zaawansowany, świetnie zrównoważony koń. Nawet przy zwykłych zmianach nogi, kiedy robimy przejście o dwa chody w dół, zawsze trzeba sobie takie przejście przygotować. Ja dzielę je sobie na przykład na trzy półparady – pierwsza, zobacz koniu, zaraz coś będzie się działo i poproszę o zmianę chodu, druga – podstaw maksymalnie galop na zadzie i zwolnij, trzecia – przejdź gładko i płynnie do stępa, bez wpadania w ten chód.

  5. Gosia

    Wytłumaczenie uczucia jakie powinno towarzyszyć łydce zamykającej – genialne :-) Czy mogłabyś rozwinąć temat „mamy mnóstwo różnych łydek”?Niestety jeszcze nie spotkałam się z takim stwierdzeniem.Na jazdach zwykle słyszy się ” dołóż/ przyłóż łydkę”. Jak to zrobić tego nie mówi nikt (opcjonalnie,że należy wcisnąć). Tak więc nasuwa się mnóstwo pytań z tej głębokiej ciemności jeździeckiej.Jak nogi mają się zachowywać podczas ruchu konia naprzód (np.w stępie/kłusie/galopie mają być odstawiane i dostawiane, a może spokojnie leżeć na końskich bokach?) A jak w zakrętach w każdym z trzech chodów? Kiedy chcemy przyspieszyć należy zwiększyć częstotliwość ? Jakie te nogi powinny dawać odczucia? Będę bardzo wdzięczna za odpowiedź :-)

  1. Ustępowania od łydki bez ustępstw ;) » Quantanamera Blog

    […] zadu, łopatek, czy więcej szyi. Warto poświęcić chwilę, żeby zastanowić się, czy mamy dwie równe połówki jabłka jadąc ustępowania. O ile spadanie na którąś stronę nie jest wywołane brakiem równowagi […]

  2. Fugu Rewolucje » Quantanamera Blog

    […] wchodził w każdy lewy zakręt znacznie bardziej wyprostowany. Ważnym jest jednak, żeby cały czas siedzieć dokładnie pośrodku konia, nie przekrzywiając się, ani nie spadając na żadną stronę. To obciążanie zewnętrznego […]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *