«

»

sie 21

Jak zmienia się dosiad wraz z rosnącym stażem jeździeckim

Jazda konna wymaga zdrowych pleców – nie tylko od koni, ale i od jeźdźców. Górna część ciała jeźdźca i jej prawidłowe użycie mają ogromny wpływ nie tylko na trening konia, ale na jego dobre samopoczucie i pozostawanie w optymalnej sprawności.

Francuscy naukowcy z Functional Reeducation Clinic (Beutin) przeprowadzili niedawno badania, które wykazały, że jeźdźcy będący na różnych poziomach zaawansowania (początkujący / średnio zaawansowani / profesjonaliści) w zupełnie odmienny sposób używają swoich kręgosłupów podczas jazdy konnej. Udało im się sprecyzować różnice, których świadomi powinni być nie tylko trenerzy, ale i lekarze weterynarii, ponieważ mogą one wpływać na możliwości pracy konia pod siodłem. Dodatkowo, zapoznanie się z istniejącymi wzorcami ruchowymi pozwala na bezpieczne dla zdrowia jeźdźca prowadzenie go przez poszczególne etapy perspektywicznego treningu – jak powiedział zajmujący się zagadnieniem Patrick Dubrulle, fizjoterapeuta sportu i chiropraktyk.

Znając zachowanie kręgosłupa swoich uczniów zgodne z ich poziomem umiejętności trenerzy mogą w taki sposób dostosować prowadzone lekcje, aby stały się one jak najbardziej odpowiednie i trafne. Będzie to poradziło do osiągania lepszych wyników zarówno jeźdźca, jak i konia. Usystematyzowana wiedza prowadzi do większego szacunku dla konia, bardziej harmonijnej jazdy i lepszego używania pomocy.

W badaniach zanalizowano ruchy kręgosłupa i skątowanie góry ciała 47 jeźdźców podczas jazdy na sztucznym koniu (dzięki użyciu symulatora, warunki jazdy były identyczne – amplituda ruchu konia, poczucie bezpieczeństwa czyli zaufanie do nowego rumaka). Każdy jeździec używał własnego siodła oraz preferowanej długości strzemion.

Wszystkich jeźdźców pogrupowano na trzy kategorie:
początkujący (małe doświadczenie jeździeckie lub jego brak)
średnio zaawansowani (lekcje dwa razy w tygodniu na przestrzeni kilku lat)
profesjonaliści / eksperci (starty na poziomie krajowym, treningi kilka razy dziennie).

Badacze umieścili czujniki w czterech miejscach na kręgosłupie każdego z jeźdźców: na wysokości szyi (kręg C4), klatki piersiowej (T1), lędźwi (T12) oraz tuż poniżej krzywizny lędźwiowej, a nad krzyżem (kręg L5).
kregoslupJak okazało się te partie ciała, które miały u poszczególnych jeźdźców mały zakres ruchu, bardzo różniły się w poszczególnych grupach. Im bardziej doświadczeni jeźdźcy, tym bardziej ich ciała pracowały w ten sam sposób. Różni jeźdźcy, w zależności od swojego szkoleniowego stażu, wykazywali wspólnie bardzo podobne zachowania:

– jeźdźcy początkujący, obawiając się upadku chwytali się konia nogami i blokowali rejon miednicy. Poruszali swoim kręgosłupem podczas jazdy w przód i w tył z odchyleniem aż do 33°, przy czym pochylali się do przodu nawet o 16° przed pion.
Ha! Ile mnie trudu kosztowało puszczenie swobodne nogi (szczególnie w galopie), to tylko ja chyba jedna wiem. Wieczne gubienie strzemion, wieczna niemożność użycia łydki (przy równoczesnym poczuciu, że przecież bardzo dużo nią właśnie robię, skoro prawie cały czas ją zaciskam). Ile mnie kosztowały nie popodciągane pięty (stopa, która nie wiedzieć w czemu w siodle dążyła do pozycji stojącej na paluszkach baletnicy)… Ba, kiedy podciągałam piętę, bywało, że lekko spadały mi buty, co nawet początkowo mnie cieszyło – but, który zjechał z pięty maskował przecież nawet nieźle moje stanie na paluchach 😡 A od poduszek kolanowych potrafiłam sobie ponabijać siniaki.
Nawet jeśli coś pozornie wydawało się przyzwoite, to ja doskonale pamiętam, ile wysiłku (i skupienia!) musiałam wkładać w utrzymywanie nogi bez podciągania kolan do góry:
IMG_4665
Jedyna skuteczna rada to wyjeżdżanie kolejnych treningów. Im więcej swobody, takiego zadomowienia się na końskim grzbiecie, tym bardziej nasza równowaga zacznie polegać na osadzeniu się na koniu, a nie trzymaniu go kurczowo odnóżami. To naprawdę daje się zrobić (też po drodze miałam wątpliwości, czy się da…), przy czym jest to długi i naprawdę niełatwy proces.

– jeźdźcy średnio zaawansowani utrzymywali stosunkowo stabilnie osadzoną miednicę, równocześnie rozwijając nowy punkt rotacji swojego ciała w przód i w tył, osadzony pomiędzy łopatkami. U tej grupy widoczny był wyraźnie zogniskowany ruch w łuku lędźwiowym (określany często jako „pompowanie” krzyżem czy plecami), który wyraźnie podnosi ryzyko bólu pleców. Kiwanie się pleców w przód i w tył zostało już jednak wyraźnie ograniczone w porównaniu do poprzedniej grupy (maksymalny zakres tego ruchu wynosił 20° – przy maksymalnym wychyleniu ciała przed pion tylko 6°.
Faktycznie, kiedy tylko z grubsza zaczęłam panować nad tym, co robią na koniu moje nogi, błyskawicznie pojawiły się bóle pleców. Mój kręgosłup wyraźnie mówił mi, że coś jest nie tak – i to w czasach, kiedy jeździłam jednego, góra dwa konie dziennie (teraz ruszam ich dowolną potrzebną ilość i nie mam z tego tytułu żadnych fizycznych dolegliwości). Przeprosty pleców, falujący brzuszek (klamra paska od bryczesów przemieszczająca się w każdym kroku konia lekko rotującym ruchem góra-dół, wraz z tym, jak jeździec wypina brzuszek, albo go wciąga), brak ustabilizowanego „pudełka”, w którym zamkniemy swój tułów (ja mam specyficzną budowę z długim korpusem, co jest dodatkowym utrudnieniem w nadaniu tej konstrukcji stabilności) kończy się się zawsze przeciążeniem kręgosłupa oraz wspierających go mięśni.

– jeźdźcy eksperci są w stanie „zablokować / zastopować” – utrzymać swoje plecy pomiędzy swoimi łopatkami. Profesjonaliści zachowują zupełnie luźny i swobodny cały rejon miednicy, a to, co wykonuje istotną pracę, to ich biodra. Łuk lędźwiowy również jest stabilny i nie gnie się jak gąsienica – obserwując takiego jeźdźca, mamy wrażenie prostych (nie sztywnych!) pleców, właśnie jakby zamkniętych w kartonowym pudełku czy utrzymywanych przez niewidzialny gorset z warstwy bandaża. To dzięki pracy bioder jeździec na tym etapie podąża za ruchem konia. Rotacja ciała przód i w tył zostaje ograniczona do zaledwie 5°, a przechylanie się przed pion prawie przestaje istnieć (zaledwie 1.3°, to kąt niemalże niezauważalny). Dzieje się tak dlatego, że jeździec ma doskonałe oparcie w strzemionach i nie musi nadrabiać równowagi wychylaniem tułowia.
Kiedy naprawdę dużo jeździmy, przychodzi taki moment, gdy jazda w dowolnym chodzie staje się zupełnie intuicyjna, staje się rzeczywiście łatwa. Niezależnie od tego, czy to wyciągnięty kłus, czy galop (który jest najtrudniejszym do prawidłowego osadzenia się chodem dla bardzo wielu osób). Każdy zna to hasło, że „na koniu się przecież tylko siedzi”. Przy osiągniętej wysokiej biegłości w tym sporcie – tak to właśnie jest. Właściwie „nic nie robimy” w siodle, a praca z koniem koncentruje się wokół precyzyjnego i finezyjnego używania własnej równowagi. Bywa przecież, że na konie wsiadają sędziwi trenerzy, a jeźdźcy z siedemdziesiątką na karku startują jeszcze w konkursach olimpijskich. Ten sport nie wymaga siły, nadludzkiej wytrzymałości czy innych parametrów utożsamianych z wysiłkiem fizycznym. Wymaga za to kunsztu, staranności i precyzji, świadomości własnego ciała oraz kontroli nad nim, a nade wszystko wr7ażliwości oraz wyczucia.

Z czasem nawet takie wyciągnięte kłusy na kawaletkach naprawdę nie są trudne :)
IMG_3347

Jakie były konkluzje z przeprowadzonych obserwacji?
Na każdym z etapów szkolenia należy koncentrować się na innych celach, możliwych do osiągnięcia. dla jeźdźca na danym poziomie zaawansowania:
– u początkujących jeźdźców należy skupić się na zwiększeniu mobilności miednicy,
– jeźdźcy średniozaawansowani muszą nauczyć się „uwalniać nogi”, umieć je puścić luźno i osiągnąć działanie łydek niezależne od działania ręki,
– jeźdźcy profesjonalni powinny położyć nacisk na rozluźnienie ramion, łopatek i góry swojego ciała, aby nadać jak najwięcej finezji i delikatności ruchom dłoni, które oddziałują na koński pysk.

Na co wskazując takie badania? Przede wszystkim na to, że staż jeździecki istotnie zmienia całą „filozofię” pracy ciała jeźdźca. Pewne korekty będą możliwe dopiero na poszczególnych etapach szkolenia – nie da się osiągnąć prawidłowo osadzonego dosiadu oraz pracujących bioder jeźdźca bez puszczonych swobodnie, nie trzymających się siodła nóg. Szkoleniowcy powinni być świadomi całego procesu uczenia się jeźdźca i nie skupiać się na książkowych hasłach („pięta w dół”, „palce do konia”) tylko dywersyfikować cele i zadania treningowe dopasowując się do uwarunkowań i ograniczeń natury medycznej oraz pedagogicznej. Tylko wtedy możliwy jest rozwój w treningu sportowym przy równoczesnym zachowaniu nie tylko chęci i optymizmu jeźdźców, ale zarazem dobrostanu koni.
I wbrew pozorom to nie silne nogi będą grały pierwsze skrzypce u dobrego jeźdźca. Najważniejsza jest równowaga, bazująca na osi sprawnego i elastycznego kręgosłupa. Musimy uczyć się odnajdywać elastyczną miednicę i współpracujące z ruchem konia biodra zamiast rozwijać siłę trzymających się siodła kolan. Musimy nauczyć się zatrzymywać ramiona w każdym z chodów konia, a nie kiwać się w siodle w przód i tył, przejaskrawiając przeprost kręgosłupa. Musimy wreszcie nauczyć się na koniu być… jak perkusista 😉 Potrafi on każdą kończyną wybijać czy dyktować rytm niezależnie od pozostałych. Ujeżdżeniowa jazda konna ma w sobie bardzo wiele wspólnego z tworzeniem muzyki. Rytm, takt – to pojęcia, które opiszą zarówno utwór muzyczny, jak i nasz występ na czworoboku. W obydwu dziedzinach obowiązuje harmonia – rozumiana jako współbrzmienie, czyli w w muzyce odpowiednio dopasowane skale i gamy, a w jeździe konnej odpowiednie dopasowanie i zgranie ze sobą jeźdźca i konia. Brak fałszu to przykazanie wręcz święte w obydwu tych dyscyplinach.

muzyczny_kon

Nie pozostaje zatem nic innego, niż – chcąc dobrze jeździć i prawidłowo usiąść – pokornie i cierpliwie wyrabiać kolejne, jak to się kolokwialnie, stajniowo mówi – dupogodziny. Najlepiej jeszcze z dobrym trenerem z dołu :)

15 comments

Skip to comment form

  1. Marta

    Ten wpis powinien przeczytać każdy szkoleniowiec, Brakuje przycisku Lubię to :)

  2. Ania

    Quanta, przynajmniej u mnie trafłaś na moment, kiedy zastanwaiam się, czy się da zsubordynować ręce i nogi żyjące własnym życiem… Serdeczne dzięki za pokazanie drogi :)

  3. ania

    Quanto! Pisz dalej! 😀 uwielbiam Twoje wpisy!!!

  4. Roksana

    Hahaha, dzięki Quanta, teraz już wiem, do której grupy się kwalifikuję ze swoimi bólami w odcinku piersiowym…
    Jestem znowu w fazie przebudowy dosiadu, bo odkąd odbyłam wizytę u fizjo, który mnie najpierw opierniczył z góry na dół, a potem ponastawiał kręgosłup, nie mogę się odnaleźć w swoim ciele.
    Najgorsze (i zarazem najlepsze) jest to, że wypracowane przez lata schematy tuszowania swoich ułomności przestały teraz działać.
    To niesamowite, ile braków jeździec potrafi skompensować hiperaktywnością gdzie indziej. A potem się dziwi, że czerwony jak burak i tchu nie może złapać przez godzinę po jeździe…

    1. staramaleńka

      Roksana, „na pocieszenie” Ci powiem, że mnie fizjo wyprostował miednicę kilka miesięcy temu. Do tej pory szukam się w mojej nowej dziwnej prostej konstrukcji. Zaczęłam w ogóle używać lewej strony ciała, co aktualnie skutkuje brakiem wytartej skóry pod kolanem. Z bólu nie mogę spać, więc czytam ulubionego bloga 😉 Dla kogoś patrzącego z boku – zaliczam cofkę jeździecką, ale jestem w 100% pewna, że droga jest właściwa – zaliczam sekundy czegoś totalnie nowego i genialnego na koniu.

      1. Roksana

        Właśnie, ta cofka…
        Też mam „niedowład” lewej połowy ciała, ale dopiero teraz zaczęłam go czuć. Włącznie z tymi wygibasami, które robi prawa strona, by tą ułomność zatuszować.
        W ogóle każdy znany mi jeździec wraca od fizjoterapeuty odmieniony i dochodzi do przełomowych odkryć w swojej jeździe.
        Polecam serdecznie każdemu!

  5. ST

    (KrĘg, a nie krĄg! Krąg to może być…Krąg Modlitwy o Dobry Dosiad. 😉 )
    Ale – WOW! Świetny post, uwielbiam takie badania. Dokładnie pamiętam opisane tu odczucia z jazdy na etapie początkującym i średniozaawansowanym. Kto by pomyślał, że chociaż każdy jest inny, to gdzieś tam jednak wszyscy mamy takie same problemy i taki sam kręgosłup. 😉 Kurcze, tu jest zawarta naprawdę ważna wiedza i dla jeźdźców, i dla trenerów. Dzięki za ten artykuł. :)

  6. Gośka

    Świetny wpis – motywujący, w mojej nieustającej walce o rozluźnienie

  7. Rudi

    Super wpis. Po raz kolejny otwierasz mi oczy 😀

  8. Aleksandra

    Będzie artykuł dotyczący jeźdźców z krzywiznami kręgosłupa? .. niestety powszechni lekarze ortopedzi nie mają pojęcia na czym polega jazda konna i z czym ona się wiąże, powtarzają tylko że od X stopnia krzywizny nie powinno się jeździć konno….Odbyłam serię treningów u profesjonalnego trenera, i jak w tym artykule wyszło kilka nieprawidłowości, miałam kilka koni i chyba tylko 1 mi przypasował a ja jemu, na x krocze mi się obcierało do śladów krwi, na Y kręgosłup mi tak się ściskał że z trudem łapałam dech(kucyk sztywniak). Jedynie Z mimo wielkiego mojego wysiłku fizycznego był ok, pięknie pracował pod moim dosiadem (jam się tego dowiedziała od ludków ze stajni- trener nie powiedział a człowiek od obcych się dowiedział)- wysiłek bo trener poustawiał mnie np ramię lekko do tyłu, otworzył mi klatkę, mój półsiad wołał o pomstę do nieba(w sumie to nigdy nikt go minie nie uczył) no i tempo tempo,-prawdziwy trening. Okazało się że nie czuje lewej nogi-do galopu na lewo a jak obracam się w prawo(żeby spojrzeć co się dzieję z tyłu ) to widzę nie mal podwójnie. Wiem że nie każdy koń jest dla mnie i ja dla niego, a uczymy się jazdy całe życie . Byłam w tej grupie 2, ale na nie których koniach zdarzało mi się być jak w w gr 3 Obecnie nie jeżdżę, ale mam zamiar niebawem wrócić. Trzymajcie kciuki, bo to będzie rewolucja w świecie polskiego jeździectwa i świata końskiego.

  9. staramaleńka

    A czy ktoś mógłby mi pomóc w znalezieniu na blogu filmiku w którym na koni jest rozrysowany jego układ kostny, a jeździec ma na sobie obcisłą piżamę z szkieletem własnym? Kojarzę, że to chyba był Edward Gal – ale mi nie wyszukało. Bardzo bym chciała obejrzeć teraz po przeczytaniu powyższego – bo dopiero teraz zdaję sobie sprawę, na które szczegóły zwracać uwagę. z góry wielkie dzięki

    1. quanta

      Stawiam, że chodzi o filmik z Mattem Frostem :)

      1. staramaleńka

        dzięki – przepraszam, że dopiero teraz, ale byłam odcięta 😉 tak to o ten filmik mi chodziło

  10. Em

    Wpis jak zawsze w punkt :) właśnie znalazłam sie na etapie drugim i zastanawiałam się skąd wziął się ten ból kręgosłupa i czy to już koniec mojej przygody z końmi. Pocieszające jest to, źe Ty rownież byłaś na tym etapie przeciazenia kręgosłupa i że to nie koniec, a trzeba jedynie jak zawsze bardziej popracować nad własnym ciałem i wszystko sie ułoży :) dzięki!!!!!! Dałaś mi racjonalne uzasadnię (a to lubię;) i nadzieję :)

  11. Paulina

    Świetny post! Przy okazji poruszenia tematu mam pytanie. Zauważyłam u siebie duży problem z odstawianiem palców od konia. Stopy podczas jazdy mam zazwyczaj niemal równolegle do boku konia, przy czym nie mam (a przynajmniej tak mi się wydaję) problemu z zakleszczaniem się czy generalnie prawidłowym użyciu łydki. Nie umiem tego u siebie poprawić. Po przeczytaniu tego posta pomyślałam, że może problem tkwi gdzieś głębiej. Masz może pomysł co może być nie tak? Z góry dzięki 😀

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *