«

»

mar 20

Jak wygodnie zakładać ogłowie

Niedawno w komentarzach pojawiło się ciekawe zapytanie o to, jak sobie radzić z niesfornym koniem przy zakładaniu ogłowia. Temat jest mi bliski, bo jestem małą osobą, nie mam szans na sięganie wysoko w górę rękami i szczerze mówiąc niewiele zyskuję nawet kiedy spróbowałabym stanąć na palcach 😉 Poza tym, co najważniejsze, obsługa konia (jak i jazda konna!) ma być przyjemnością, a wszystko, co robimy wspólnie z koniem powinno być łatwe i stanowić miły sposób spędzania czasu zarówno dla człowieka, jak i dla konia. Szarpanie się ze zwierzakiem i walka o zarzucenie mu na łeb konstrukcji z pasków do żadnych przyjemności nie należy :(

O wiele dla wszystkich wygodniej jest w ten sposób – kiedy koń sam opuszcza głowę i grzecznie poddaje się kiełznaniu:
gil5

Na szczęście każdy może zdziałać sporo dobrego. Potrzebne są tylko chęci… i czas. Nauka potrwa, może zająć kilka miesięcy – albo nawet lat. Niekiedy nie uda się już całkowicie odzyskać zaufania konia, tak jak miało to miejsce w przypadku znanego mi wałacha, któremu onegdaj założono na ucho… dutkę. Tak brutalne potraktowanie wrażliwego zwierzaka sprawiło, że nawet po latach koń nie akceptował dotykania uszu, a ogłowie można było zakładać wyłącznie przez delikatne nakładanie oddzielnych pasków, montowanych na klamerki już na końskiej głowie. Na szczęście w przypadku bardziej zwyczajnych problemów udaje się stosunkowo łatwo spowodować, że konie same ubierają się w tranzelki. Suchy na widok ogłowia mówi: „Aaaaam!” i czasem aż trudno zdążyć z błyskawicznym rozłożeniem przed nim wszystkich pasków i spowodować, żeby chapnął samo wędzidło, bez nachrapnika i może jeszcze naczółka 😉 Podobnie entuzjastycznie w tranzelkę nurkuje Hendriks, a on długo obawiał się o swoje delikatne ząbki i z zetknięciu z wędzidłem aż nimi szczękał z wrażenia. Teraz celuje sam w nisko zawieszone przed nim ogłowie jednym pewnym ruchem i bez obaw się rozdziawia. Cebula… hmm 😉 Jej problemem są uszy – ma je dość duże i zbudowane z naprawdę grubej i sztywnej chrząstki. Przesuwanie po nich części potylicznej i zginanie słuchowych radarów nigdy nie będzie dla Cebulki przyjemne, ale Fugu i tak stara się współpracować, czekając dzielnie, aż jej dokładnie przełożę spod nagłówka dymkę, to znaczy przednią grzywkę 😉

gil3

Bardzo często trudności z zakładaniem ogłowia biorą się jednak nie z dawnych urazów, tylko po prostu ze zwyczajnej gry w kotka i myszkę. Koń nas sprawdza i wygrywa, nie musi się podporządkować. Ocenia nasz wpływ jako nieistotny, upewniając się przy tym, że jesteśmy gdzieś tam nisko na samym dole w stadnej hierarchii.

Od czego zacząć, aby żyło się lepiej? Po pierwsze zatem:

Sprawdzamy sprzęt

Jakieś 1,5 roku temu trafiła do mnie klacz, która „nie lubiła” zakładania ogłowia. Dotykanie uszu było na cenzurowanym. Generalnie sprawiała wrażenie konia ufającego ludziom i w sumie zadowolonego z życia. Ta niechęć do ogłowia trochę nie pasowała do całości. Podobno kiedyś koń jeszcze wyraźniej okazywał niezadowolenie, ale też był za młodszych lat mniej ułożony i nienauczony dobrych manier. Co ciekawe moskitiera padokowa nie sprawiała żadnych problemów przy zakładaniu jej na siwą głowę, a i kantar nie bardzo zmieniał konia w lamę. Przyjrzałam się w takim razie ogłowiu. Pasek potyliczny był zupełnie prosty, i przede wszystkim cienki, płaski bez podszycia, o dość twardych krawędziach. Kobyłka czuła się z nim – naciskającym na podstawę ucha – jak prezenterka wiadomości w ciut za małych, sznurkowych stringach, które właśnie zsunęły jej się między pośladki 😉 Samopoczucie zdecydowanie niekomfortowe 😆 Siwej klaczy wystarczyło dobrać lepiej wyprofilowany nagłówek (z miękką podkładką, odsunięty od uszu), żeby do tematu kiełznania jej zaczęła podchodzić całkiem entuzjastycznie 😉
Bardzo ciekawie zaprojektowana potylica ogłowia Stübben Freedom:
sf1 sf2

Poza potylicą warto przyjrzeć się naczółkowi. Wielu producentów do rozmiarówki naczółków podchodzi naprawdę oszczędnie (a może to wiele koni ma po prostu szerokie czoła?) i naczółki są za krótkie. Naczółek nie może w żaden sposób ściągać paska potylicznego do przodu, na końskie uszy. Ogłowie z naczółkiem musi leżeć identycznie, jakby leżało bez naczółka.
Inne punkty zapalne do sprawdzenia to podszycie pasków w okolicy klamerek. Szczególnie rurkowe ogłowia potrafią mieć tam zgrubienia o ostrych i twardych krawędziach (okrągły pasek musi rozpłaszczyć się, żeby móc na nim zapiąć klamerkę). Takie punkty ucisku potrafią powodować nawet utratę włosów lub uszkodzenia skóry pod ogłowiem. Nikt przy zdrowych zmysłach dobrowolnie nie chciałby godzić się na takie „wrażenia” na swojej twarzy…
Anatomiczny pasek potyliczny niewątpliwie spełniałby swoje zadanie, gdyby zbyt krótki naczółek nie wciągał go na końskie uszy:
naglówek
Podobnie paski policzkowe nachrapnika – muszą zachować odstęp od wyrostka kości jarzmowej. Samej zdarzało mi się wiele razy oddawać nachrapnik do rymarza, żeby paski boczne rozsunął o dwa, trzy centymetry. Z punktu widzenia komfortu konia ta odległość jest ogromna!
Z pewnością ładne głowie, ale paski nachrapnika tak bardzo zahaczają o grzebień twarzowy, że aż zaczesują włos nad swoją powierzchnię. Gniademu zdecydowane należałoby się inaczej dopasowana tranzelka:
jarzm

A może „jest na rzeczy” wędzidło? Może ma zły rozmiar (za duże/za małe), może jest za cienkie, lub za grube? Niektóre złote, słodkie wędzidła zawierają w składzie nikiel, który uczula część koni. Może zamiast metalu warto sprawdzić tworzywo? Jest cieplejsze, niekiedy o słodkawym posmaku. Apeluję tylko przy tym o trzymanie się z daleka od wędzideł gumowych. Raz, że są one standardowo dość grube, a dwa – że guma jest antypoślizgowa, ona nawet dobrze naśliniona nie będzie gładko przesuwać się i pracować na końskim języku, a zamiast tego spowoduje duże tarcie na wrażliwe wnętrze końskiego pyska. To, że konie lubią gumowe wędzidła, to mit!

Jeśli mamy pewność, że ogłowie jest naprawdę dobrze dopasowane, to możemy zacząć dalszą naukę.

Łapiemy końską głowę

Łatwo powiedzieć! Co zrobić, kiedy tylko próbujemy dotknąć końskiego łba, a właściciel tego łba nagle staje się żyrafą? :7 Bywa, że koń zadziera głowę tak, że jego nos jest wyżej, niż uszy, po czym z tych podniebnych wysokości bezczelnie na nas zerka – i co mi zrobić mikrusie? Skwaruś elegancko pakował swoją twarz w narożnik boksu i wykręcał się na mnie zadem. Szczęście, że nigdy nie próbował kopnąć 😉
Po pierwsze potrzebny jest nam cukier, albo inny smakołyk lubiany przez konkretnego osobnika. Po drugie, jest nam potrzebny sposób. Kiedy próbujemy dotknąć końskiej głowy, czy wręcz ją przytrzymać, to zróbmy to delikatnie zginając szyję konia w bok, w łuk. O tak:

Przy takim ustawieniu koniowi jest o wiele trudniej silnie wyrwać głowę. A my możemy zacząć oswajać konia z dotykiem i uczyć go cierpliwego czekania z głową w zasięgu naszych rąk (a nie pod sufitem). Obejmujemy rękami koński łeb – ale nie trzymamy z całej siły, nie ciągniemy w żadną stronę, nie gnieciemy. Ja myślę o tym, że moje ręce tworzą koszyk – coś jak duży kosz na brudną bieliznę 😉 Rękami zabezpieczajmy tylko przed wyrywaniem się, ale jeśli koń utrzymuje głowę „w koszyku”, to niech nasz dotyk będzie super delikatny i bardzo, bardzo miły i miękki. Niech przypomina głaskanie. Prawa ręka obejmuje łepetynę rumaka (pod ganaszem, z dłonią położoną płasko na nos), a lewa może podawać jakieś przysmaki. Oczywiście mówimy przy tym dużo do konia i chwalimy go jedną, znaną mu komendą (kiedyś już pisałam, żeby wybrać swój ulubiony wyraz. Czy to będzie: Taaak, czy Brawo! albo Suuuper! – wszystko jedno, liczy się ton i to, żeby wyraz za każdym razem był ten sam, wymawiany ze stałą i niezmienną tonacją). Na tym etapie ćwiczenia zostajemy tak długo, aż koń będzie bez problemu tolerował objęcie głowy i zginanie mu szyi w bok. Wtedy przeważnie już bez kłopotów uda nam się zakładać kantar czy ogłowie. Jeśli jednak jesteśmy ambitni i nie lubimy ubierać konia stojąc na paluszkach, to ćwiczymy dalej.

Opuszczamy końską głowę.

Zaczynamy od sprawdzenia, co koń nam powie na dotkniecie uszu. Reagują rumaki w najróżniejszy sposób. Niektóre nie dadzą się nawet blisko podejść, a im wyżej podnosimy dłoń, tym wyżej one zadzierają głowę – inne same pchają uszy pod paznokcie, byle tylko solidnie je podrapać i pomiętosić. Podobnie jak w wyżej opisanym zadaniu ze zginaniem, teraz zaczynamy ręką dotykać uszu oraz  kłaść dłoń na potylicy. Drugą ręką podajemy cukierki, zawsze na niskim poziomie (jak ja to robię – widać na kolejnym filmie). Chwalimy! Kiedy koń nie ma nic przeciwko trzymaniu dłoni na grzywie tuż przy uszach, cukierki zaczynamy podawać niżej, tak aby koń musiał po nie sięgnąć obniżając głowę. Ręka zostaje na potylicy, miękko i bez żadnego nacisku. Naprawdę mało koni nie skusiłoby się na chapnięcie kostki cukru czy marchewki w ten sposób. Doprowadzamy do tego, że położenie ręki na potylicy nie powoduje zadarcia łba. Ten etap u każdego konia może trwać bardzo różnie. Alpi z jego przerażeniem otchłanią akceptował rękę na głowie przez kilka miesięcy. Zawsze jak tylko spokojnym ruchem podnosiłam dłoń, to Atari zachowywał się, jakbym właśnie zamierzała go spoliczkować. Nieeee! Cierpliwość i spokój to jedyna metoda. w końcu nawet i taki spiętaszek przestał się bać 😉

Ten ciemnogniady przystojniak kiedyś – dosłownie – nie opuszczał głowy:

Mamy dłoń na potylicy i koń jest wyluzowany, przeżuwa, ma rozluźnioną szyję? To ciągniemy podawany przysmak 5 cm w dół równocześnie stosując bardzo lekki, impulsowy (nie ciągły!) nacisk na mięśnie. Ułóżmy ręką tak, żeby wyczuwać poduszeczki mięśni na końskiej potylicy, rozluźnijmy palce i włóżmy w ruch nie więcej wysiłku, niż gdybyśmy chcieli odbić ślad własnej dłoni, pomalowanej farbą plakatówką, na kartce. Koń już to doskonale czuje, a sygnał „w dół” musi być przez niego odbierany jako przyjemny. Jeśli zaczniemy siłować się, próbować wisieć na końskiej szyi, osiągniemy odwrotny efekt. Kiedy koń spina szyję w momencie przyłożenia ręki, nie działajmy dłonią mocniej w dół, tylko starajmy się raczej delikatnie rozbujać końską szyję. Jeśli koń pójdzie z głową choćby centymetr niżej – NATYCHMIAST! zerujemy nacisk, chwalimy konisko solennie i nagradzamy cukrem. Warto na taki trening poświęcić dużo czasu – przed jazdą, a u pospinanych, nerwowych czy trudniejszych koni po jeździe, kiedy będą one bardziej zrelaksowane. Z czasem końska głowa zaczyna się chętnie i gładko obniżać, a my możemy powoli limitować wzmocnienie cukierkiem. Niektóre konie w efekcie takiego rozluźnienia zaczynają ziewać 😉

Uczymy „zjadania” wędzidła

W tej kwestii nie robię naprawdę niczego specjalnego poza tym, że każdemu koniowi, z jakim pracuję, przez pierwsze tygodnie/miesiące/rok (niepotrzebne skreślić, zależy od danego osobnika) podaję wędzidło zawsze na otwartej dłoni z kostką cukru. Ogłowie trzymam przed końskim nosem w prawej ręce, na płasko rozłożonej lewej podając wędzidło i cukier. Kiedy koń otwiera zęby, żeby wciągnąć cukierek – spokojnym, ale pewnym ruchem unoszę wędzidło do jego pyska, a z reguły po przełożeniu go przez zęby koń „wciągnie” już dalej metal czy plastik sam.

cukier

14 comments

Skip to comment form

  1. Marta

    Od dawna nurtuje mnie pytanie ile Quanta masz wzrostu i jak to wpływa na jazdę konną na twoim poziomie, biorąc pod uwagę, że czołowi ujeżdżeniowcy do niskich nie należą – choć może to kwestia narodowa?

    1. quanta

      Ja mam 165 cm, ale do czołowych ujeżdżeniowców mi daleko 😉 Wiadomo, świetnie by było mieć proporcje Gala, ale na szczęście w ujeżdżeniu to nie parametry fizyczne decydują o sukcesie. Dla drobnych albo przeciwnie bardzo rosłych jeźdźców trzeba tylko dobrać odpowiedniego konia.

  2. Marta

    Świetne! Będę próbować chodź akurat wzrostu mi matka natura nie poskąpiła 😉

  3. staramaleńka

    A ja mam pytanie techniczne. Nie miałam specjalnych problemów z zakładaniem wędzidła, ale stwierdziłam, że zawsze może być lepiej. Zaczęłam podawać smaczek „przez wędzidło” przy zakładaniu i… No właśnie konio zaczął reagować podnieceniem i najchętniej szukaniem nagrody przy zakładaniu. Lepsze jest wrogiem dobrego… A tak na poważnie to gdzie jest mój błąd? Moje zwierze NIGDY nie dostaje smakołyków z ręki za nic, tylko w czasie jazdy doryjowo, lub po jeździe i pielęgnacji dożłobowo lub w czasie stretchingu jak sięgnie. Uwielbia dostawać smakołyki i na nie czeka – od razu sprawdza delikatnie i wącha – no właśnie – w ryło dostał za sznupanie, więc nie tyrpie tylko wącha i oczy robi, ale boję się, że nauczę złych nawyków i zarobią moje dzieci ugryzienie. Jak to zrobić prawidłowo – na filmie konio spokojnie bierze w paszczę i jest nagroda. U mnie będzie już wielkie oko i lekkie podniecenie.

    1. gllosia

      Jeden z moich koni nauczył się brać wędzidło i teraz jak chcę założyc ogłowie to on sie tak rwie jak głupi, żeby już wędzidło złapac, że musze uważać, by przypadkiem nie złapał nachrapnika xD Czyli dokladnie jak twoj Suchy haha xD W sumie w kantar też tak ochoczo się pakuje 😀
      Pamiętam jak kiedyś pisałaś, że uczysz wkładać głowę w kantar i ogłowie za pomocą cukru, ale ciężko było mi to sobie wyobrazić, szczególnie że trzeba użyć dwóch rąk do przytrzymania pasków. No i z oglowiem jeszcze jest latwiej, bo cukier mozna miec w rece z wedzidlem tak jak na twoim filmiku. Ale jak zrobic z kantarem? No nie znam osoby zdolnej zalozyc kantar jedna reka 😀 Bo zdjac to jeszcze 😛 I jeszcze tu mam pytanie, co w sytuacji kiedy kon schyla glowe, okej, dajemy wedzidlo z cukrem, okej i w momencie kiedy chwytamy obiema rekoma oglowie i probujemy je dalej wsunac kon unosi glowe? Zatrzymac sie i poprosic o ponowne obnizenie glowy probujac utrzymac wedzidlo w pysku? No i tez kwestia, ktora poruszyla staramalenka- sa konie, ktore sie nadto ekscytuja smakolykiem. Mam takiego. Dalam mu cukier z reki przy ubieraniu oglowia raz. To byl pierwszy i ostatni. Musialam potem przez nastepne 2 tygodnie albo i wiecej ukladac go ponownie do przyjmowania oglowia bez ekstazy i bez cukru.. Tak samo z siodla. Dalam podczas jednej jazdy i efekt tego byl tragiczny kon juz do konca myslal tylko o cukrze. Dostaje smakolyk po jezdzie i zawsze mucze czekac wiecznosc, az przestanie wychodzic z siebie na mysl o cukierku :/ Z niekotrymi konmi chyba po prostu trzeba bardzo uwzac, probujac je do czegos przekonac cukierkami.

      1. staramaleńka

        Moje doświadczenie z końmi jest nieporównywalne do Quantowego, więc zakładam, że raczej gdzieś popełniam błąd – może niewielki – ale wiadomo: diabeł tkwi w szczegółach. Mam konia w typie wrażliwym, ale absolutnie nie jest to żadne ekstremum, więc raczej nie to jest przyczyną wywoływania podniecenia zamiast schematu: bodziec, reakcja, nagroda. Koń jest wychowany, nie sprawia problemów przy obsłudze, chodzi prawidłowo na uwiązie i ogólnie jest chętny do współpracy. Chociaż z drugiej strony zaliczyłam ugryzienie w palec przy podawaniu z siodła, bo konio zamiast ładnie się zgiąć, łapnął razem z ręką. Może kwestia, że podaję kawałeczki jabłka, a nie cukier? Pokrojone jabłko ma intensywny zapach i zanim cokolwiek zacznę robić koń skupia się wyłącznie na informacji: zaraz będzie smaczek?

  4. Wera

    Długo się zastanawiałam, czy można Panią poprosić o rozwinięcie tematu rozciągania konia tzn. jakie jest Pani stanowisko wobec stretchingu, kiedy powinniśmy go wykonywać i jak żeby nie zaszkodzić i jeszcze drugie pytanie, kiedy pozwolić koniowi rozciągnąć grzbiet pod siodłem? Czy można już na rozgrzewce, czy dopiero po niej?

    1. quanta

      O kurczę, „stanowisko wobec stretchingu” to brzmi poważnie 😉 Cała rozgrzewka pod siodłem to powinien być właśnie elastyczny stretching. Kiedy pozwolić koniowi rozciągnąć grzbiet pod siodłem? Zawsze. Jeśli jeździec ma pozwalać, to znaczy, że koń sam proponuje rozluźnienie – a to bardzo dobrze. Nawet trudne i wymagające elementy są wykonywane na luźnych, elastycznie pracujących końskich plecach.
      Ważne jest w tym wszystkim jedno. Rozciągniecie to ma być elastyczna gimnastyka, stretching właśnie. Koń jest cały czas miękki, giętki i przepuszczalny. Nie można tego pomylić z „rozciągnięciem”, które tak naprawdę jest rozwleczeniem – koń wychodzi z pomocy, nie pracuje grzbietem, wymaga na jeźdźcu długaśne wodze, na których podróżuje z prostą i sztywną szyją. Jeździec ma uczucie, jakby siedział na drewnianym dyszlu. To nie jest żaden stretching ani żadne prawdziwe rozciąganie.

  5. Karola

    A co tam właśnie u Suchara?

  6. Julia

    A co z koniem, który uporczywie tupta przy czyszczeniu? Próby przestawiania w to samo miejsce przynoszą mizerny efekt, gdyż ze strony konia są to takie ruchy na pół kroku. Usiłuję zachować opanowanie, ale powoli tuptanie przyprawia mnie o białą gorączkę, nie wiem czy to kwestia znudzenia konia czynnościami pielęgnacyjnymi czy nadmiar energii, dodam że po treningu koń stoi raczej bez problemu.

    1. Amelia

      Spróbuj postawić jakąś lizawkę przed koniem, żeby się zajął 😉 najprawdopodobniej mu się nudzi, ale może to być też oznaka zwykłych gilgotek :)

  7. WW

    U mnie problem jest odwrotny, młody po założeniu tranzelki nurkuje sobie nosem 5 cm od ziemi, a ja paski zapinam …na kucka 😀 Drugi natomiast wędzidło również bierze bez problemu, ale przy zapinaniu nachrapnika podrzuca łeb i jest strasznie niecierpliwy, zakładać mu ogłowie to dla mnie męczarnia :/

  8. Marta

    My mamy problem z jednym uchem , mój koń zawsze miał wrażliwe uszy , wydaje mi się , że jest to spowodowane białymi plamami , które w nich mieszkają , ponoć nie da się tego wyleczyć . Wędzidło sam bierze , ogólnie nie miałam
    Problemu z zakładaniem ogłowia bo wkładałam najpierw jedno ucho potem drugie , wystarczyło , ze koleżanka , która o tym nie wiedziała raz przejechała mu po uszach , w sensie chciała włożyć oba na raz kładąc je . I kaplica , wędzidło nadal bierze , lewe ucho wkładam , przy prawym żyrafa Eh….. strasznie to upierdliwe i chciałbym temu zaradzić . Zastanawiam się nad tym
    Stubbenem ale drogi masakrycznie !

  9. Marzena

    Ja nauczyłam mojego Siwego obniżać głowę, co zaprocentowało przy kiełznaniu, jak miał 2 lata. Kumpel wygryzł mu w zabawie połowę grzywy, więc jedyne co mi zostało to obciac na irokeza. Fryzura tak mi się spodobała wizualnie i praktycznie (zabawy w targanie grzywy to codzienność), że tak zostało. Młody był już wysoki, poza tym nożyczkami pracuję długo, więc dretwieją ręce. Byłam sama w stajni, nikt mi konia nie trzymał. Znalazłam inspirujący artykuł o niewysokim wecie, co sam zęby koniom robił. Najpierw nauczyłam akceptacji dotyku uszu i potylicy, potem obniżania głowy na nacisk ręki na potylicy, a ostatecznie płynne pociągnięcie uwiązu w dół, aż do napięcia i nacisku nagłówka kantara było sygnałem do obniżenia głowy. Strzygłam go opierając rękę z nożyczkami łokciem o szyję i mi nie drętwieje tak szybko :) Z kolei wędzidło wkładam do pyska przy normalnym ustawieniu głowy a jak ogłowie idzie w górę to Siwy łeb opuszcza sam, aż muszę się schylać żeby zapiąć 😀

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *