«

»

wrz 06

Jak się uczy koń? Rozprawka pierwsza, czyli czerwone i zielone światło

Jak się uczy koń, czyli kilka refleksji na temat słynnego kija i marchewki, które ja wolę nazywać czerwonym i zielonym światłem.

Mechanizm nauki konia jest naprawdę prosty. Każde zachowanie konia przynosi jakiś skutek. Jeśli zachowanie zostanie nagrodzone (pozytywne wzmocnienie) jest szansa, że koń będzie chciał je powtórzyć. Jeśli zostanie ukarane – zwiększamy prawdopodobieństwo, że nie będzie chciał go powtarzać.

Taki galop robi się chwaląc:
IMG_4945

Na początek mała opowiastka. Wyobraźmy sobie dzikiego człowieka z buszu, który całe życie spędził w małym, biegającym nago po dżungli plemieniu. Oto nasz bohater dziwną siłą zostaje teleportowany na nowojorski Times Square w godzinach szczytu. Kompletnie nie wie, co się dzieje. Próbuje przejść przez ulicę, kompletnie nie zdając sobie sprawy, że właśnie zapaliło się czerwone światło. Wpada pod samochód, jest poturbowany i przerażony. Co zrobi za chwilę? Przejdzie jeszcze raz. Tym razem będzie dodatkowo przerażony, i może spróbuje przez ulicę przebiec, żeby uciec przed pędzącymi nią potworami. Na pewno nie spróbuje szukać skojarzenia, że czerwone światło oznacza stop i brak możliwości przejścia w danej chwili. Załóżmy jednak, że uczynny przechodzień pokazuje czerwoną lampkę i łapie naszego buszmena asekuracyjnie za rękę. Nawet jeśli w głowie naszego buszmena zakiełkuje myśl, że czerwone światło wiąże się z jakimś zakazem, to nigdy w życiu nie wymyśli sam, że za chwilę pojawi się zielone światło, które gwarantuje mu bezpieczeństwo i wolną drogę. Nie tylko nie będzie wiedział, co robi zielone światło, ale – że takie zielone światło w ogóle jest!

Zielone światło w praktyce:
IMG_4930
I w tym miejscu przesiądźmy się na konie. Czerwone i zielone światło, to nie jest coś, co nasze rumaki mają wdrukowane. Rozumienia tego „tak” i „nie” trzeba ich dopiero nauczyć. Po pierwsze, trzeba koniowi pokazać, co jest nagrodą (bo klepanie jest owszem miłe, ale żeby zamienić je w zielone światło trzeba nad tym trochę popracować), a co karą (nic innego jak dyskomfort).  I tutaj musimy zawsze mieć świadomość, że powiedzenie „nie” to tylko i wyłącznie powstrzymanie wędrującego buszmena przed kraksą na ulicy 😉 Kara koniowi powie tylko i wyłącznie: zaprzestań aktualnego zachowania. Nie rób tego, co robisz. Nie wyjaśni mu, co powinien robić w zamian. To jest naprawdę ważne, a my mając w głowie tysiące myśli i pełen obrazek tego, co chcemy w pracy z koniem osiągnąć możemy o tym zapomnieć. Taki prosty przykład. Para ma problem z kontaktem. Koń jest ciężki na ręku i „ciągnie”, nie chce odpuścić potylicy. Jeździec chciałby ten problem rozwikłać i mocno trzyma wodze, zaczyna nosić ręką koński łeb, zgrzytając zębami i myśląc: no odpuść wreszcie, przecież włączam to czerwone światło. Nic nie rozumiesz, więc złapię wodze jeszcze mocniej, z jeszcze większą siłą, skoro trzymam już 200 kilo na każdym pasku, to w końcu musisz koniu odpuścić!. Cóż, koń nie widzi w ten sposób czerwonego światła – a na czerwonym świetle nie da się jechać, musi po nim nastąpić zielone, inaczej jedyne, co nam się uda uzyskać, to gigantyczny korek na pół miasta 😉 Dla konia trzymanie go za paszczę to nie jest czerwone światło. Koń z tego zrozumie, że tak po prostu wygląda i działa świat. Nie jest do końca przyjemny (ale konie to naprawdę silne zwierzęta i radzą sobie z rękami jeźdźca z łatwością). Dla konia to jest sytuacja buszmena, który rusza przed siebie i zostaje potrącony przez samochód. Nie wiadomo dlaczego, ale tak to wygląda. Ruszasz i jeździec ciągnie ci głowę. Tak jak buszmen nie wywnioskuje z tego zdarzenia abstrakcyjnego wniosku, że powinien stać i czekać, bo za chwilę na zielonym świetle pokona drogę bezpiecznie, tak samo koń od ciągnięcia go za paszczę nie wymyśli, że ma ustąpić potylicą i się rozluźnić!

Suszi to koń o ponadprzeciętnej motywacji, samym klepaniem można z nim osiągnąć wszystko:
IMG_4677

Żeby koń mógł prawidłowo komunikować się z jeźdźcem – a buszmen bezpiecznie poruszać po Nowym Jorku – obydwoje muszą rozumieć zielone i czerwone światło.
Bez tego nie da się szkolić konia, uczyć go nowych rzeczy i zachowań.

Co może być zielonym światłem?

Nagroda, czyli pozytywne wzmocnienie – to komfort dla konia. Komfort tworzymy zaspokajając jego potrzeby. Koń, który czuje się komfortowo, to koń najedzony, bezpieczny, wypoczęty. Czyli już mamy trzy pomysły na tworzenie komfortu: przysmaki, rozluźnienie, odpoczynek. Na ich bazie możemy stworzyć sobie jeszcze dwa początkowo mało czytelne, ale z czasem również zrozumiałe przez konia zielone światła: klepanie oraz głos. To fakt, konie lubią, kiedy im się niskim głosem grucha koło ucha, tak samo lubią dotyk ręki na szyi, ale to nie równa się komfortowi powstałemu podczas wcinania cukru lub chwili stępa na długiej wodzy. Ucząc konia, że to również jest zielone światło, warto wykorzystywać dodatkowe pozytywne wzmocnienia. A więc chwalimy komendą (taaaak, braaaaawo, dobry koń), ale równocześnie dajemy jakiś przysmak. Klepiemy kończąc jazdę i zsiadamy z konia. Klepiemy i poluzowujemy popręg. Klepiemy i dajemy smakołyk. Dopiero po dłuższym stosowaniu takich bodźców równocześnie, klepanie będzie mieć wartość motywacyjną, czyli stanie się prawdziwym zielonym światłem.
Suchy uwielbia klepanie, doskonale je rozumie i wręcz łaknie drapania po szyi. Można go nauczyć wszystkiego tylko poklepując. Kiedy w jednym narożniku na półparadę i wyjeżdżającą go do przodu łydkę wykonał krok nie tylko naprzód, ale i odbił się do góry – poklepałam go. W kolejnym narożniku zachowanie zostało powtórzone. W trzecim narożniku pojechałam pasażem… Swoją drogą akurat na treningu, na którym chwilę wcześniej paskudnie z niego spadłam 😉
cukier

Nagrody trzeba w trakcie stosować. Jak często w trakcie jazdy chwalisz swojego konia? Zdarza Ci się go poklepać za coś dobrego? Czy tylko przymykasz oko i przestajesz się złościć, że wreszcie zniknęło niepożądane zachowanie (przestał pędzić, walczyć z wędzidłem, przeszedł narożnik wreszcie nie gapiąc się na niego)? A jeśli koń naprawdę się postarał, to czy dasz mu chwilę stępa na długiej wodzy, czy jedziesz dalej korzystając z bonusu, że oto dzieje się coś dobrego?
Naprawdę niesamowite jest, jak konie szybko się uczą, jeśli nagradzamy ich pożądane zachowania. Kiedyś jako nagrody używałam głównie głosu i klepania. W momencie, kiedy zaczęłam dokładać odrobinę stępa, kiedy tylko koń naprawdę się postara – zapamiętywanie nowych rzeczy przychodzi błyskawicznie.

Co może być czerwonym światłem?

Kara, czyli przeciwieństwo pozytywnego wzmocnienia, to zabranie komfortu i stworzenie dyskomfortu. Biada temu, kto ten dyskomfort utożsamia z fizyczną walką z koniem albo sprawianiem mu bólu. Walka z 600-700 kilowym zwierzęciem z góry jest skazana na przegraną (swoją drogą, wolałbyś walczyć z kaczką wielkości konia czy setką koni wielkości kaczek?) ;). Na szczęście mamy mózgi i umiejętnie rozegranym dyskomfortem może być na przykład… powtórzenie ćwiczenia. Źle pojechałeś woltę – robimy zaraz kolejną. Nie reagujesz na półparadę – robimy serię przejść raz po raz. Jeśli koń nie odpowiada na delikatną łydkę lub odpowiada opieszale – następna łydka jest wyraźniejsza i dokładamy do niej pacnięcie po zadzie batem. Jeśli koń szarpie wodze – nie szarpmy się z nim, tylko zatrzymajmy rękę i niech sam się ukarze, naprężając wodze i nadziewając się na wędzidło.

Są trzy zasady stosowania kary.
– po pierwsze, koń musi mieć możliwość uniknięcia kary. Nigdy nie stosujemy jej z wyprzedzeniem. Koń ma prawo do pomyłek. Choćby 30 razy nie odpowiedział na łydkę, to zawsze pierwsza pomoc musi być delikatna i subtelna. Nie dajemy się wciągać w końskie gierki, odkładamy na bok emocje i zajmujemy się planowym szkoleniem. Praca nad reakcją na łydkę nie może iść w kierunku tego, że jeździec – nie mając odpowiedzi – coraz więcej kopie i ciśnie, i kopie, i ciśnie… Coraz bardziej karząc, a nie uzyskując od konia żadnej reakcji. Dla konia wniosek z tego taki, że tak jest świat skonstruowany – mocna łydka przestaje być karą, kopanie staje się rzeczywistością. Nie ma czego unikać.

– po drugie, kara trwa tylko sekundę. Jeśli bacik – to jest to tylko pacnięcie po zadzie, nie mocniejsze i nie dłuższe niż wypowiedzenie słówka „tap”. Jeśli kopnięcie łydką, to tylko w sposób i na zasadach, jakie pokazuje Kyra Kyrklund na filmie:

Wyobraźmy sobie, że koń właśnie chapnął swoim pyskiem super gorące, właśnie upieczone jabłko. Natychmiast je wypuści: „Nie, parzy, źle, tak nie robić!” Wycofuje się i dyskomfort znika, a koń ma w głowie myśl „lepiej nie ruszać”. A jeśli wyobrazimy sobie sytuację, kiedy to parzące jabłko zostaje koniowi przywiązane do pyska, urażając boleśnie wargi i dziąsła. Koń najpewniej dostanie ataku paniki, i zacznie „walczyć z jabłkiem” próbując uwolnić się od ostrego bodźca. Na pewno będzie daleki od analizowania sytuacji i wyciągania wniosków „lepiej nie ruszać”. Końską głowę zajmie ogrom negatywnych uczuć i tylko jedna myśl przewodnia „Niech to przestanie się dziać!!!!!„.
Dlatego nigdy nie jeździmy na czerwonym świetle – nie ciągniemy konia całą jazdę z twarz, nie kopiemy, nie łoimy baciskiem.

po trzecie, tak prowadzimy trening, żeby karę obracać w nagrodę. Jeśli jedziemy po kole i prosimy konia o ustąpienie zadem na zewnątrz od łydki, a koń ignuruje pomoce lub nie stara się wykonać trudniejszego dla niego zadania – wzmacniamy działanie łydki stuknięciem bacika za łydką. Jeśli tylko koń choćby minimalnie przesunie zad – natychmiast go chwalimy. Nie można mieć w głowie założenia, że oto ćwiczenie idzie gorzej, niż było zakładane (w końcu koń nie odpowiada na działanie łydki i reaguje dopiero na bat), zatem pochwalimy i nagrodzimy dopiero wtedy, kiedy uzyskamy zakładaną odpowiedź od samego działania nóg. Nie – nagradzamy nawet najmniejsze zachowanie, które idzie w kierunku tego docelowo od nas oczekiwanego. Trzeba być dla konia niezwykle konsekwentnym, ale wyrozumiałym nauczycielem.

Jak już udało nam się stworzyć u konia zielone i czerwone światło, to pozostaje druga kwestia kluczowa – czyli to, KIEDY je stosować. Ale o tym następnym razem.

25 comments

Skip to comment form

  1. Nayantara

    Masz więcej takich materiałów, gdzie Kyra pokazuje i wyjaśnia? Film jest naprawdę fenomenalny i tego typu lektura powinna obowiązkowa dla wszystkich, którzy myślą, że siłą swoich rąk i długością ostróg coś ujadą…

    1. quanta

      Postaram się podlinkować – lub wrzucić w osobny wpis – jeszcze jedną klinikę z Kyrą.

  2. Magda

    Bardzo dobry wpis.

    1. quanta

      Dzięki :)

  3. Julia

    Przypomniała mi się sytuacja z jazdy w pewnej szkółce. Dostałam znieczulonego, upartego hucuła, na którym cudem było zagalopowanie, ale udało się! Czytałam dużo o nagradzaniu i po kilku foule chciałam nagrodzić stępem. A co na to instruktorka? Oczywiście chciała wykorzystać „bonus”. Kazała mi popędzać go i dosłownie bić batem by galopował kilka okrążeń placu, ale oczywiście hucułek nie wytrzymał i sam się zatrzymał. Żałuję, że nie mogłam nic zrobić. I później się dziwiła że na innych jazdach zaczął się buntować…

    1. quanta

      Ułożenie konia to proces, który nie zaczyna się w momencie usadzenia jeźdźca w siodle i nie kończy z momentem zejścia z wierzchowca godzinę później. To dotyczy wszystkich aspektów kontaktu konia z człowiekiem – prowadzenia, czyszczenia, wszystkiego, co tworzy i buduje wieź i dwustronną relację. Konie szkółkowe, rekreacyjne takiej zaawansowanej relacji nie budują. One nie znają prawdziwego zielonego i czerwonego światła, nagroda takiego konia nie zmotywuje, chociażby przez brak systematyczności jej pojawiania (jeden jeździec pochwali, drugi nie). A kara? No cóż, to też trzeba umieć, mieć wyczucie i wiedzę (ukarasz, jeśli koń zignorował zdanie i nie odpowiedział, ale jeśli odpowiedział bardzo słabo, bo więcej nie jest w stanie?). Zatrzymujący się hucułek zaprezentuje ten repertuar, którego się nauczył – nie można się złościć na takie zachowanie, ale jeśli chcielibyśmy je zmienić, to trzeba w to włożyć bardzo dużo świadomej i konsekwentnej pracy – w szkółce jest to mało możliwe.

  4. staramaleńka

    Quanta, nawet nie wiesz jak bardzo potrzebny był mi ten wpis! Zaliczyłam wczoraj jazdę-porażkę, taką której mogłoby nie być! Zawsze staram się cieszyć z najmniejszych choćby rzeczy typu: kilka kroków dobrego stępa/kłusa/galopu, jedno dobre przejście. Wczoraj nie było nic tylko: opór konia, moja reakcja spięcie i walka, większy opór i napięcie kopytnego, więcej siły z mojej strony… katastrofa. Cóż, nie ma wyjścia wracam do punktu „0”. Swoją drogą niby tyle wiem, a tak łatwo zapominam o podstawach na treningu. W 100% zgadzam się, że zwierzęta (ludzie zresztą też) dużo szybciej uczą się na nagrody np. psa na „kliker” można w ciągu kilkunastu minut nauczyć podstawowych komend. U koni trudniej z natychmiastową nagrodą – ale bardzo cenne słowa jak to wypracowywać. Nagród zawsze powinno być dużo więcej niż kar… tymczasem kiedy naprawdę uczciwie postawię kreskę przy KAŻDEJ karze i KAŻDEJ nagrodzie, to bilans na ostatniej jeździe jest tragiczny – więc jaka mogła być cała jazda ;(
    Pytania:
    1. Czytałam, że dajesz cukier w czasie jazdy dopaszczowo: jak to zrobić, żeby uniknąć konia, który zatrzymuje się sam do stój po odbiór kostki?
    2. Pierwsza zasada „do przodu” – jak uczyć konia pilnowania tępa w stępie, bez „chodzenia za niego. Mam teraz sytuację: czasem kilka, czasem dwa kroki w tempie i potem zwalnia, daję łydkę, działa na krok/dwa i zwalnia, a ja wpadam w schemat opukiwania mu boków.
    3. Ćwiczenia na skupienie uwagi na jeźdźcu – w zasadzie chyba od tego powinnam zacząć.
    jeszcze raz dzięki za wpis i bloga

    1. quanta

      Nikt nie jest doskonały i każdy popełnia błędy. Jak ja sama wrócę wspomnieniami do niektórych etapów mojej pracy ze Swarkiem, to ciarki po plecach przechodzą i to niestety z mojej strony: za dużo emocji, za dużo skupiania się na tym, że coś nie działa już i teraz tak dobrze, jakbym chciała. Teraz mam znacznie więcej doświadczenia (i parę lat na karku in plus), a co za tym idzie też większy dystans i bardziej obiektywne spojrzenie, na to co robię. Pomyłki, błędy, niedoskonałość, trudności – to jest normalny element procesu uczenia się. Jeśli coś nie działa, to muszę skupić się, żeby lepiej przygotować konia do stawianych mu zadań i je czytelniej przedstawić. Czyli nie: koń w lewej łopatce mnie nie zabiera i traci impuls, czyli jeżdżę te łopatki do upadłego frustrując przy tym i siebie, i konia, tylko wzmocnię słabszą tylną lewą nogę (chociażby ustępowaniem i wyrzucaniem zadu na zewnątrz na kole) i skupię się na nawrotach krótkich wejść w łopatkę i wyjść z ćwiczenia, po to, żeby gimnastykować konia i poprawiać reakcję na pomoce. W takiej robocie zabieranie jeźdźca do przodu w łopatce zrobi się samo 😉
      Ludzie mają ogólnie upodobanie w karaniu – nie tylko koni, ale również siebie. Po skończonym treningu rozpamiętujemy najbardziej to, co się nie udało i nie wyszło, choćby to było 5 minut całej jazdy. Nie skupimy się nad tym, co nieoczekiwanie nawet było lekkie, fajne i przyjemne, tylko nad tym, gdzie pojawił się zgrzyt i na czym daliśmy ciała. A przecież te 5 minut to plus/minut 8% całego treningu, który mógł być naprawdę dobry!

      1. Jeśli koń szanuje człowieka, to zna swoje miejsce w hierarchii i kwestii żądania nagrody nie ma. Koń się nie nagradza sam. Jeśli tylko zaproponuje zatrzymanie to od razu reagujemy na to, co się dzieje na bieżąco – nie ma nagrody, kontynuujemy jazdę. Problem z żądaniem nagród występuje tylko u koni, które nie mają wdrukowanego zielonego światła i nagroda dla nich nie następuje po ich staraniach, tylko które są nagradzane za nic – za piękne oczy, za miłość pańci itd.
      2. W takiej sytuacji zadziałaj raz mocniej – wykop konia naprzód, nawet niech ruszy z miejsca galopem – i zostaw. Jeśli za chwilę sytuacja się powtórzy – pozwól zareagować wyjściem naprzód w stępie na lekką łydkę, ale jeśli nie ma reakcji powtórz wyfrunięcie naprzód. Egzekwuj respektowanie (szanowanie) pomocy i reakcje na nie. Jeśli musisz co krok pukać konia nogami, żeby utrzymać stęp – to niestety koń Cię wciągnął w swoje gierki i to on Cię ujeździł. Co się stanie ,jak odpuścisz pomoce, koń się zatrzyma? To wykop go tak, żeby zagalopował / zakłusował i zostaw znów samego. Jeśli się jest konsekwentnym, to nawet niezłego leniwca można uczynić samobieżnym.
      3. Najlepiej na jeźdźcu skupia uwagę robota 😉 Przejścia – nawet w obrębie danych chodów, masa zadań, szybko po sobie następujących i trwających krótko. Nie ma szans, żeby mieć konia czujnego i myślącego „a co ten mój rajter za chwilę będzie chciał, żeby zrobić?”, jeśli odpalamy kłus i podróżujemy nim po śladzie 10 minut nic nie zmieniając i robiąc tylko za pasażera.

      I uszy do góry, to co napisałaś o uczciwym podsumowaniu jazdy po jeździe w proporcji kar i nagród jest super – to pierwszy krok, żeby na koniu myśleć i pracować, a nie tylko przesiadywać :) Dla wielu osób jest to już bariera nie do przekroczenia.

      1. staramaleńka

        dzięki za odpowiedź 😉
        1. Kiedy i czy w ogóle w czasie jazdy podajesz cukier dopaszczowo? Jest to wzmocnienie extra pozytywne – ale trudne, jak się siedzi na koniu. Siłą rzeczy trzeba się zatrzymać (jeździec decyduje, nie koń – thx), więc kiedy takie nagradzanie jest sensowne?
        Jeszcze a propos nagradzania: jak robisz stretching marchewkowy – koń sięga po marchewkę, czy sięga np. do boku, sięgnął: pochwała słowna + marchew (wszystko szybko w tempie)? Mój w momencie załapał, że jak dotykam boku to ma tam sięgnąć pyskiem, więc zastanawiam się czy nie odpiąć marchewki, bo wtedy mam dodatkowo pracę nad skojarzeniem: pochwała słowna = marchewka, za parę dni będzie wypracowane: pochwała słowna jest super 😉

        2. Trzymanie tempa – robię wykop – zaczyna kłusować/galopować – zostawiam i co dalej? Opcja a. galopuje bo lubi… kiedy zmieniać bieg na niższy? Opcja b. sam zmienia bieg na niższy – czy tu interweniować czy po prostu zostawiać?

        „Czyli nie: koń w lewej łopatce mnie nie zabiera i traci impuls, czyli jeżdżę te łopatki do upadłego frustrując przy tym i siebie, i konia, tylko wzmocnię słabszą tylną lewą nogę (chociażby ustępowaniem i wyrzucaniem zadu na zewnątrz na kole) i skupię się na nawrotach krótkich wejść w łopatkę i wyjść z ćwiczenia, po to, żeby gimnastykować konia i poprawiać reakcję na pomoce. W takiej robocie zabieranie jeźdźca do przodu w łopatce zrobi się samo” – święte słowa! Proszę o podpowiedź do zagalopowania:
        Jak mam konia miękkiego i ustawionego to jest super, ale duży problem pojawia się w kiedy tak nie jest. Zaczynam kłus – jest twardo, próbuję zmiękczyć, ale niestety jednocześnie zwalniam i albo koń traci kompletnie parę i wyjdzie lepsze przejście do stępa niż do galopu, albo nie traci pary, ale jest spięty, ja nie siedzę tylko się obijam jesteśmy oboje rozpadnięci; efekt: brak odpowiedzi na zagalopowanie lub beznadziejne zagalopowanie (on spięty i nieskupiony, moje łydki delikatnie mówiąc nieprecyzyjne). Na czym innym powinnam się skupić/ćwiczyć, żeby w kółko nie powtarzać złego.

        No i łydka… a właściwie jej brak. Mam do przejścia pewnie kilka kilometrów nauki, posuwam się po centymetrze (dobre i to). Coś zaczyna się dziać, ale nadal proporcja ręki do łydki kompletnie niewłaściwa. Jakie ćwiczenia polecasz?

        Przepraszam, że zasypuję pytaniami, wiem, że przez internet niekoniecznie można uczyć się jeździć konno, ale mnie osobiście bardzo, bardzo ten blog pomaga.

        1. sumire

          Jeśli chodzi o stretching marchewkowy – cały pic polega na tym, że żeby ćwiczenie było efektywne, koń nie tylko powinien w dane miejsce sięgnąć, ale też w tym miejscu chwilę wytrzymać (optymalnie by było 30 sekund…), i to jeszcze we właściwej pozycji (bez oszustw w rodzaju przekręcenia głowy, bo mięśnie nie pozwalają sięgnąć tak daleko bez pomagania sobie innym ustawieniem ciała niż to pożądane). Wobec powyższego z mojej perspektywy stretching aktywny ma sens jedynie z udziałem smakołyku – obawiam się, że to jedyna motywacja dla konia, żeby wytrzymać dłużej w danej pozycji niż tylko „dosięgnąć i zostać pochwalonym”. Do tego powinien to być smakołyk o podłużnym kształcie, żeby móc konia „pociągnąć” za nos i nie stracić przy tym palców – czyli marchewka lub długi cukierek (niektóre cukierki mają taki długi i wąski kształt, ale nadal wg mnie marchewka wygrywa, chyba mocniej pachnie, bo nawet jeśli trudniej złapać, konie najczęściej później odpuszczają/przerywają ćwiczenie, gdy nie mogą dosięgnąć).

          1. staramaleńka

            dzięki, wytrzymania w pozycji niestety nie brałam pod uwagę ;( bezpieczeństwa własnych palców też nie bardzo – dawałam marchewy pocięte/pogryzione na „smaczki”, co by na więcej powtórzeń starczyło. Dzisiaj zaliczyłam zęby na nadgarstku – tytanem inteligencji nie jestem…

  5. Olga

    Kurczę, Quanta, muszę przyznać, że zazdraszczam ułożenia ciała na koniu, szczególnie górnej części. Naprawdę chciałabym kiedyś choć trochę się tak „osadzić” z neutralnym kręgosłupem, a nie telepać jak worek ziemniaków 😉

    1. quanta

      Zdecydowanie nie ma czego zazdrościć, owszem, coraz więcej pracy, ale też naprawdę mam/miałam niemało problemów z górą ciała: wyżej noszone lewe ramię (nawet jak stoję na ziemi), długi korpus, w którym muszę mieć naprawdę mocne mięśnie brzucha, żeby nie powiewać jak chorągiewka, szyję, którą najwygodniej nosić mi poziomo (urocza cecha rodzinna). Zdecydowanie nie mam z górki, jeśli chodzi o jazdę konną. Cóż zrobić.

      1. sumire

        A nie myślałaś o wizycie u osteopaty? Na pewno to wyżej noszone lewe ramię nie wynika z jakiejś asymetrii w ułożeniu kości? Np. miednicy? W tym rejonie też najczęściej się gromadzą napięcia (stres…), podciągając łopatkę i cały staw wyżej. Też niestety miałam ten problem, wynikający właśnie z ustawienia miednicy – nawet stojąc czułam, że jedno ramię mam wyżej (do tego stopnia, że np. po dłuższym prowadzeniu samochodu potrafiłam mieć stany zapalne przyczepu mięśnia nie dające mi spać…). Osteopata pomógł, wprowadzenie poprawek do miednicy 😉 wyrównało poziom ramion, wyrównało mi też długość nóg na koniu (z lewą zawsze miałam problem, żeby przylegała, działała i miała takie samo oparcie jak prawa, generalnie przesadzałam się cały czas bardziej na prawą stronę). Nagle się okazało, że ustępowania w prawo wcale nie są takie trudne w porównaniu do tych w lewo. 😉 Teraz się niestety zepsułam z powrotem, dla odmiany mam prawą nogę krótszą… Do ramion kompensacje jeszcze nie dotarły (choć łopatka już mi się ostatnio zaczyna odzywać). Więc jutro mam kolejną wizytę i mam nadzieję, że w końcu uda mi się normalnie na tym koniu usiąść – bo na razie to czuję, kiedy siedzę krzywo („o nie, boli mnie kolano/kostka/ostatnio… mały palec u stopy”, bo na nim lądowało największe obciążenie), gorzej z przesadzeniem się tak, żeby siedzieć równo.

        1. quanta

          Akurat przypadek mojego ramienia jest w… głowie. Lewa ręka to moja ręka dominująca – ja nią sięgam, chwytam, gestykuluję, a że jestem osobą, która ustawicznie musi coś robić (podejrzewałabym nawet lekki przypadek nerwicy natręctw, hahah), to cała ręka tylko „czeka” na działanie i akcję. Wystarczy się w głowie wyłączyć, zatrzymać, zresetować – i wtedy mam dwie symetryczne połówki… Plus, bardzo długo doprawiałam sobie pamięć mięśniową spaniem wyłącznie na podciągniętym lewym ramieniu. Trzeba się było przyzwyczaić do leżakowania płaskaczem na plecach 😉

      2. Olga

        Na zdjęciach nie widać wszystkiego, staram się podpatrywać i myśleć: „Aha, w tej części o taki rezultat mi chodzi”. Tak mi się akurat rzuciło na oczy na tych zdjęciach bo sama walczę obecnie najbardziej o kręgosłup i kontrolę nad mięśniami brzucha po cesarce :/ Btw. oprócz samej jazdy jakieś specjalne ćwiczenia stosowałaś na brzuch? Osteopatę jednakowoż też polecam bardzo :)

        1. quanta

          Na zdjęciach mam nadzieję, że widać pracę nad sobą – bo to, że się ma jakieś wbudowane mankamenty, nie znaczy, że jesteśmy na nie skazani do końca życia (a już szczególnie podczas godziny spędzanej na końskim grzbiecie). Każdy jeździec ma jakieś niedociągnięcia – nawet ten jeżdżący zawodowo na top międzynarodowym poziomie – słabszą rękę, słabszą nogę, tendencję do podnoszenia / opadania / nieużywania etc. Pozostaje świadomie korygować. Tyle, że niektórym przychodzi łatwo i mają mało do roboty, innym ciężko i muszą się nad sobą natrudzić.

  6. Joanna

    Idea słuszna. Rozumienie pojęć błędne. Kara to pozytywne (czyli – jest akcja) wygaszanie – bo chodzi o zaprzestanie niepożądanych reakcji. Nagroda to pozytywne wzmocnienie. Komfort (nie ekstra – bazowy) to negatywne (czyli bierne) wzmocnienie. Dyskomfort to negatywne (czyli bierne) wygaszanie.

    1. quanta

      Kajam się niezmiernie za nieprawidłową semantykę. Trenerzy jednak, z którymi współpracuję zdecydowanie na dwóch stronach szali stawiają komfort – i dyskomfort. Możliwe, że w ujęciu behawiorystycznym będzie to inaczej klasyfikowane – kara prowadzi do tego, że jednostka zmienia swoje zachowanie ograniczając wykonywanie niepożądanych czynności. Stworzenie dyskomfortu skutkuje tym, że koń nie chce – nie opłaci mu się – wykonywać danego niepożądanego zachowania.

  7. Anka

    Taaa a co zrobić jak koń się nakręca … mam konia kłusaka który chodził wyścigi w sumie 32 starty … kobyłka fajna ale do ideału daleka droga problem mamy z myciem jak tylko prubuje wodą polać wali k9pytami na lewo i prawo koszmar a umyć się trzeba spłukiwanie gąbką durzego obszaru ciała to za duże wyzwanie , druga sprawa pod siodłem grzeczna ale na ujeżdżali zagalopować trudno albo scina ujeżdżalnie a galopy odbywają się na zakrętach bo prubując iść kłusem wyścigowym się nie mieści co notabene jest też niewygodne mega dla siedzącego na jej grzbiecie pasażera na ląży przednie nogi idą galopem a tylnimi kica jak zając tracąc przy tym równowagę no i jak jej sie uda zagalopować to tak sie nakręca że ciężko ją potem schamować do stępa , na prostej w terenie to nie galop tylko pół cwał coś pomiedzy zamist spokojny galopik to wyścig ..chętna do zadowolenia człowieka tylko nie umiem jej przekazać czego oczekuje chciałabym zrobić z niej konika rekreacyjnego ale nie wiem czy da radę i stare nawyki nie wezmą góry ….

  8. Anka

    Sorry za błędy ale późno pisze i do tego z telefonu mała klawiatura

  9. Julie

    Zacny wpis!
    Dodałabym tylko, że są konie i sytuacje wyjątkowe. Nie dla każdego konia i/lub nie zawsze stęp na długiej wodzy będzie nagrodą. Są konie dla których najlepszą nagrodą jest gdy nareszcie damy im pogalopować. Znałam kilka takich.
    Co o tym sądzisz?

    1. quanta

      Wystarczy czytać bloga, żeby wiedzieć, że chociażby dla Suchego czy Fugu parę minut dziarskiej galopady na otwartej wodzy to ulubiony moment treningu 😉 I to nie dlatego, że „nareszcie” im się pozwala (bo dużo galopowania i dodań robię już w rozgrzewce), tylko obydwa te rudzielce są stworzone do ruchu i naprawdę to kochają. Owszem, konie są różne, ale i tak staram się, żeby ceniły chwilę luzu i odsapki na równi z wyścigami 😉

  10. Małgośka

    Wpis otwierający oczy. Byłam na haju, bo wczoraj była dobra jazda, ale właśnie podsumowałam sobie, że to w ogóle nie miało odzwierciedlania w ilości nagród.

    1. quanta

      Hej, to bardzo dojrzały komentarz. Jestem pod wrażeniem. Najważniejszym krokiem do stania się dobrym jeźdźcem jest właśnie świadomie czuć, jeździć, planować trening i świadomie uczestniczyć w tym szkoleniu. Potem już wszystko jest łatwe 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *