«

»

cze 19

Jak się robi skręty? I dlaczego koń to nie rower?

Nie jest łatwo robić skręty ;))
zgiecie2Zakręcanie, koła, kółka, wolty, ósemki – te wszystkie figury mogą naprawdę spędzać wielu jeźdźcom sen z powiek.
To więcej niż pewne, że na etapie nauki (jeźdźca lub konia, a w jeszcze gorszym przypadku obydwojga) wychodzą nam bokiem – dosłownie 😉 Koła są krzywe lub w ogóle dość losowe. I jeszcze to słynne „wyjeżdżajmy narożniki!” Hasło brzmi nie tylko nie tylko słusznie, ale też… łatwo, jakby to była bułka z masłem. Ot, wystarczy powziąć zamiar i wyjeżdżać. Świetny pomysł, zacznę jutro 😉 Bo stan treningu na dziś przypomina raczej szanse trafienia w Lotto, że w ogóle z koniem znajdę się w narożniku, a nie go radośnie zetnę :roll:
Naprawdę rzadko które konie mają naturalną zdolność do pozostawania w równowadze na niedużych kołach, więc początkowo zakręty są wyzwaniem. To uczucie, kiedy po placu pływamy niczym łódką bez wioseł, gorączkowo starając się utrzymać obraną wcześniej trajektorię… Albo inne, ale równie częste, gdy pokonując zakręt podejrzewamy, że oto za chwilę może nastąpić malownicza wywrotka (Czy ktoś ma kamerę? Uwaga, skręcam w leeewo!). Asymetryczne konie wpadną w zakręt tak, jakby zamierzały sprawdzić, czy jest technicznie wykonalny stan, gdy tylne nogi wyprzedzą przednie, mijając je bokiem.
Koń bez równowagi potrzebuje znacznej pomocy jeźdźca. Czasem dla dobrego zakrętu trzeba zwolnić, innym razem zwiększyć impuls, czasem przesunąć zad na zewnątrz, dopilnować łopatki, czasem rozluźnić i zaokrąglić szyję. Zanim jednak jeździec zabierze się za poprawianie konia musi sam być pewien, jak prawidłowo się zakręca. Musi to nie tylko wiedzieć, ale i umieć.

A żeby to jeszcze było takie proste i oczywiste….
Niżej podrzucam takie kamienie milowe poprawnego zakręcania, chociaż oczywiście jest ich o wiele, wiele więcej. Bez tych wytycznych nie ma jednak co liczyć na robienie dobrych skrętów 😉 A bez dobrych skrętów nie będzie dobrej, hmmmm, jazdy… 😆
Dajcie spokój, coś mi ten wpis zmierza w niekontrolowanym kierunku i chyba przyjdzie go okleić znaczkiem powyżej 18 lat. 😳

Niezbędnik poprawnego zakręcenia konia

1. Suwak do grzywy

Jeździec zawsze siedzi pośrodku konia, nawet w bardzo ciasnych zakrętach. Ciężar ciała musi być rozłożony równo na lewe i prawe strzemię. Im lepsza równowaga jeźdźca, tym lepsza równowaga konia. Nie ma możliwości, żeby koń pracował w rozluźnieniu i równowadze, jeśli w rozluźnieniu i równowadze nie pozostaje jego jeździec. Jeśli zakręt sadza nas krzywo, czyli biodra jeźdźca spadają na zewnątrz lub wewnątrz, to po stronie przeciwnej tracimy oparcie w strzemieniu. Koń będzie musiał nas na zakręcie dźwigać połową swojego ciała, a to utrudni mu lub uniemożliwi odnalezienie równowagi. Zaawansowani jeźdźcy potrafią robić cuda wyłącznie swoją równowagą na koniu, na przykład wyjeżdżając koła świadomie odciążają wewnętrzną łopatkę wierzchowca, aby mogła ona „sięgać” przed siebie robiąc swobodne, otwarte kroki. Modyfikując swoją równowagę potrafią odpowiednio wyrównać dwie połówki konia. Wynika to jednak z doskonałej świadomości swojego ciała i nie ma nic wspólnego z krzywym dosiadem. Na drodze do takiego zbalansowania musimy nie tylko mieć za sobą etap, kiedy nie tylko sami, w sposób niekontrolowany nie spadamy na żadną stronę konia w zakrętach, ale również umiemy sprawnie nie dać się krzywo usadzić w momencie, kiedy to koń popełni błąd, straci równowagę, wypadnie łopatką, wpadnie zadem.
Bywa jednak, że nie jest nam łatwo szybko ocenić podczas wyjeżdżania koła czy wolty, czy w danej chwili siedzimy pośrodku, czy już wylądowaliśmy z boku siodła. Nasza świadomość potrafi w tej kwestii bezczelnie oszukiwać. Na szczęście kontrola i korekta wyśrodkowania na koniu są proste i natychmiastowe, jeśli posłużymy się pewnym prostym sposobem. Suwak do grzywy 😉 Warto zaopatrzyć się w jeździecką bluzę lub kamizelkę z jasnym, kontrastowym suwakiem. Ta prosta linia zamka musi znajdować się w jednej linii z grzebieniem grzywy. Ani po prawej stronie, ani po lewej – dokładnie pośrodku za nią. Wystarczy jeden szybki rzut oka, żeby znaleźć właściwy punkt odniesienia choćbyśmy wili naprawdę skomplikowany rysunek, ósemki, ciasne wolty, zmianę kierunku z półwolty w półwoltę. Suwak do grzywy – i od razu wiadomo, czy nasz korpus trzyma się nadal pośrodku konia.

MJR_4054MJR_3906

Swoją drogą, istnieje nawet producent odzieży jeździeckiej, która jest właśnie obszywana kontrastowymi markerami, wyraźnie wyznaczającymi linie, jakie powinny podczas jazdy zachowywać pion / poziom / symetryczny układ. Ciekawe produkty oraz filmy instruktażowe możemy obejrzeć tutaj: http://www.visualisecanada.ca/ Ceny kurtek Visualise są dość wysokie, na szczęście bez problemu można znaleźć zwykłą bluzę, kamizelkę lub kurtkę jeździecką z kontrastowego koloru suwakiem czy mankietami. Ja mam softshellową kamizelkę, którą wypatrzyłam na Allegro i która onegdaj była reklamowym ciuchem BMW 😉

IMG_6014

2. Jedna noga do tyłu, miednica jak biodra konia, ramię do przodu, ratunku, co zrobić z ciałem?

W 2011 roku w podwarszawskim Aromerze odbywała się jedna z pierwszych profesjonalnie zorganizowanych klinik szkoleniowych, na którą zaproszono wówczas Anky van Grunsven. Na koniec zaplanowano panel dyskusyjny, ale onieśmielona publiczność nie garnęła się do zadawania pytań. Ktoś jednak nawiązując do ostatniego z treningów (gdzie pojawił się problem z brakiem kontroli nad zewnętrzną łydką) zapytał Anky o to, jak ona jeździ wolty i czy cofa na nich zewnętrzną łydkę. Anky odparła, że to bardzo trudne pytanie 😉 Ponieważ ona nie robi w woltach nic szczególnie specjalnego – po prostu je jeździ.

Ja sama hołduję prostocie, zatem staram się nie komplikować takiej elementarnej czynności jak wyjeżdżaniu kółek. Naprawdę polecam, aby nie myśleć o pokonywaniu zakrętu w sposób, w którym mamy coś w swoim ciele przesuwać, cofać, wypychać i obciążać. wewnętrzna łydka w pozycji „0”, na popręgu, a zewnętrzna lekko cofnięta – to się tak naprawdę zrobi samo, jeśli tylko pozwolimy sobie usiąść intuicyjnie, anatomicznie.

skrety
Zacznijmy na sucho, bez konia i potruchtajmy chwilę przed siebie. Jogging to zdrowie 😉 Zatem zróbmy sobie kłusikiem na własnych odnóżach kółeczko w lewo. Wychodzi intuicyjnie – ciało układa nam się samo na łuku, a lewa i prawa stopa równo odbijają nas od podłoża. A teraz spróbujmy przed kółeczkiem skręcić tułów, nadepnąć mocniej na wewnętrzną nogę, myśleć o tym, że zewnętrzną odwodzimy mocniej do tyłu, a potem robimy nią większy wykrok (przecież przy biegu po kole wewnętrzna noga automatycznie robi nam mniejsze kroczki, więc „zróbmy je”)… Dziwnie, sztywno, nienaturalnie. Trudno tak zakręcać, kiedy staramy się zrobić nasze ciało zakręcającym.
Podobnie jeźdźcy na etapie nauki i odnajdywania równowagi wyczyniają w siodle najdziwniejsze rzeczy. Poproszeni o cofnięcie zewnętrznej łydki przeważnie odwodzą kończynę rotując miednicę, tak, że zaczyna ona „patrzeć” na zewnątrz koła. Żeby to skompensować tułów skręca się i usztywnia, co skutkuje jeszcze często podniesieniem wewnętrznego ramienia. Taki jeździec siedzi najczęściej na jednej, wewnętrznej kości kulszowej, ale zdarza się również, że siła odśrodkowa zrzuca go na zewnętrzną połowę siodła.
To prawidłowe cofnięcie zewnętrznej nogi jeźdźca wynika tak naprawdę z tego, że zewnętrzna strona konia w zakręcie czy na kole się rozciąga. Wewnętrzna – kurczy. Rozciągnięcie zewnętrznej strony samo zabierze nam łydkę trochę za popręg. Nie trzeba jej przesuwać, ani tym bardziej cofać całej nogi (to może się skończyć kolanem gdzieś na środku tybinki, a przecież kolano i uda musi zostać z nami, żeby w razie czego pilnować wypadającej zewnętrznej łopatki, jeśli jest taka potrzeba to łydkę również trzeba mieć w pogotowiu dla większej takiej korekty). Wielu jeźdźców cofając łydkę operuje nią gdzieś na końcu czapraka. Jeśli tak jeździmy zakręty, to gdzie trzeba byłoby zarzucić zewnętrzną nogę, gdyby przyszła nam ochota wykonywać trawersy na kołach?

Do dziś pamiętam, co działo się, kiedy przyszło mi jeździć mojego pierwszego trzylatka. Zakręty na lewo były naprawdę wyzwaniem. Pomna dobrych rad starałam się obciążać wewnętrzną kość kulszową, co sprawiało, że koń jeszcze bardziej zapadał się lewą stroną pod siebie i do dołu. Mój prawy dosiad nie istniał, co wręcz zapraszało szukającego równowagi młodzika do „wyciekania” całą zewnętrzną stroną. Było dziwno, było sztywno i było bardzo, bardzo niewygodnie nam obojgu. Wszystko poprawiło się, kiedy przestałam kombinować nad wymyślnym usadzaniem się, a skupiłam się na tym, żeby bardziej zaufać własnym uczuciom i więcej korzystać w lewych zakrętach z mocniejszej, prawej strony konia. Czyli – usiąść pośrodku (suwak do grzywy) i jechać jak brama. Taka brama z solidnej, ceglanej kamienicy:
brama

– założona na konia. Siedzieć sobie właśnie tak, jakby układała się brama na kłusującym czy galopującym po kole koniu. Bez skręcania się, przechylania na jedną stronę, przestawienia czegokolwiek na siłę. Pozwoliłam się koniowi posadzić się pośrodku, a zakręty zaczęły od razu lepiej funkcjonować, chociaż była mi potrzebna jeszcze jedna niezbędna rzecz – prawidłowo działająca zewnętrzna wodza.

3. Kolejna plaga egipska, czyli wodze. Wewnętrzna nie zakręca!

Przez tę kwestię przechodzą wszyscy. Nie ma ani jednego jeźdźca, który nigdy nie spróbowałby zakręcać koniem tak jak na rowerze – przeciągając do tyłu wewnętrzną rączkę steru. Tyle, że rower ma kółko w kierownicy – to jej skręt zmienia ustawienie kółka i określa trajektorię jazdy. Koń ma kółko bynajmniej nie w pysku, tylko w łopatkach. Jeśli na rowerze skręcimy kierownicę w lewą stronę – zawiniemy ciasne kółeczko. Złapanie i ciągnięcie lewej wodzy może powiedzieć koniowi wiele, na przykład:
– nie idź w tę stronę!
– sprawdź, czy jesteś silniejszy?
– odsuń łopatki w prawo,
– spróbuj przekrzywić potylicę,
– każdy krok w tym kierunku będzie nieprzyjemny lub bolesny,
ale na pewno nie powie mu: skręć ciasno w lewo.
Koń to nie rower!
IMG_4513
Dla znalezienia bardziej prawidłowego działania wodzami zmieńmy sobie zatem jednoślad z roweru na taki, który ma kółko nie w kierownicy (nieco bardziej podobnie do konia) 😉 Takie urządzenie znajdziemy w każdej stajni i polecam sobie nim dla nabrania wprawy pokierować. To taczka 😆 Po pierwsze, taczkę przed sobą pchamy, a nie pociągamy do tyłu. Nagłe złapanie jej lewej rączki i pociągnięcie jej do tyłu lub do środka najpewniej spowoduje efektowną kraksę zawartości na drodze. Jeśli chcemy zakręcić taczką, to większą uwagę poświęcimy zewnętrznej rączce pchanej przed sobą (tak, tak, świadomie zmierzam do zewnętrznej wodzy). Ruch, jaki nadamy zewnętrznej rączce jest działaniem do przodu i lekko w lewo, ale jest do bardziej zagarnianie, obejmowanie w lewo niż wykręcanie czegokolwiek. Ba, czasem, żeby wykonać ostrzejszy skręt w lewo pchniemy zewnętrzną rączkę taczki w prawo, ustawiając kółko pod innym kątem. Czy możemy zakręcić taczką prowadząc ją tylko zewnętrzną rączką? Tak, bez większego problemu. Czy można zakręcić przy pomocy wewnętrznej rączki? Pewnie w akcie desperacji również, ale będzie to wymagało jakiejś ostrej walki z materią 😉 Żeby nie było – sprawdziłam 😆
Obydwie ręce prowadzą bolid przede mną i zakręt w lewo jest wykonalny. Na drugim zdjęciu to samo zadanie przy próbie pociągania lewej ręki do tyłu, co nie tylko powiodło pojazd prosto w krzaki, ale też elegancko przestawiło mnie ze środka pomiędzy rączkami na lewą stronę. A gdzie mój suwak do grzywy? 😡
IMG_4596lIMG_4592l
Zakręcając konia musimy zakręcić jego łopatki / kłąb – to tam jest „kółko” naszego pojazdu, a nie w końskich ustach. Każdy chyba jeździec na pytanie, czy koń może galopować czy kłusować z głową w bok (na przykład przyglądając się czemuś) – odpowie twierdząco bez najmniejszych wątpliwości. Dlaczego w takim razie tak wiele osób siedząc już na koniu ciągnie za wewnętrzną wodzę, oczekując, że w którą stronę ustawi się koński nos, tam nagle płynnie uda się cała reszta końskiego ciała?
Tu stado koni biegnie naprzód – drugi i czwarty nie skręcą przecież w prawo, szósty nie śmignie w lewo – nie można zatem oczekiwać, że kiedy nadamy wodzami azymut końskiej głowie, to wierzchowiec natychmiast uda się przed siebie po linii wzroku:

Camargue Horse (Equus caballus) group running in water, Camargue, southern France

Gdyby koń musiał poruszać się w kierunku odpowiadającym położeniu końskiej głowy, to ten padokowy wesołek najpewniej zaraz po zwolnieniu migawki aparatu zmierzyłby się z poważnym problemem logistycznym 😆
silly-horse-watching

Nigdy zatem nie realizujmy zakrętów przez skręcanie koniowi głowy wodzami. Wewnętrzną wodzę używamy tylko wtedy, kiedy jej faktycznie potrzebujemy. Można nią konia zaokrąglić, rozluźnić, zgiąć, otworzyć, rozciągnąć, obniżyć, podnieść – prawie wszystko poza zakręcaniem. Do tego służy wodza zewnętrzna.

4. Magiczna zewnętrzna wodza – oczywiście wiemy, że to ona zakręca. Tylko JAK??!

Kontakt na zewnętrznej wodzy – to jest temat-rzeka. Prowadź konia na zewnętrznej wodzy! Miej go cały czas opartego na zewnętrznej ręce! Jedź wewnętrzną łydką na zewnętrzną wodzę! Zewnętrzna wodza ogranicza łopatkę! Kto żyw to słyszał od trenera, a jeśli jeździ zupełnie sam, to przynajmniej czytał w każdej książce o jeździectwie.
Kiedy zaczynałam jeździć konno, to bardzo długo te zalecenia były trochę jak magiczne zaklęcie. Co to znaczy jechać na zewnętrznej wodzy? Co to znaczy cały czas na niej prowadzić? Próbowałam to jakoś wcielić w życie metodą prób i błędów, na przykład łapiąc z całej siły zewnętrzny kontakt i blokując betonową łapę w mocarnym uścisku. Na przecież „_prowadzę!_” To nic, że skręcam wewnętrzną – ale zewnętrzna ma wciąż mocarne napięcie, no to – voila! – oto „_zakręcam_” zewnętrzną. Niestety mój koń na kole miał wtedy pysk zablokowany od zewnątrz, a od wewnątrz ściągany w tył. Biedne to były zakręty…

Po pierwsze trzeba uświadomić sobie, że na zakręcie zewnętrzna połowa konia wydłuża się, a wewnętrzna – skraca. Koła, wolty, narożniki – w tych elementach obydwie połówki konia nie są równe, nie tworzą dwóch identycznych połówek jabłka.
Skoro zewnętrzna połowa konia się rozciąga, to szyja – również. Aby mogła się prawidłowo ułożyć, musimy dać jej miejsce. Zatem dłoń trzymająca zewnętrzną rękę nie może zostać sztywno zafiksowana w jednym miejscu (ani w żadnym wypadku ciągnąć konia do tyłu). Oczywiście, nie oznacza to, że mamy wydłużyć wodzę czy ją puścić luźno, ale bądźmy gotowi, aby udostępnić koniowi niezbędne miejsce, aby mógł on wybrać tyle szyi, ile potrzebuje. Ręka prowadzić konia, nie blokuje. To ważna pierwsza rzecz.

Po drugie, skoro już uznaliśmy wyżej, że mamy zakręcić łopatki, a nie pysk, nie traktujmy prowadzenia na wodzy jak trzymanie sznurka zakończonego kawałkiem metalu – nie oddziałujmy wodzą tak, jakbyśmy chcieli zakręcić wędzidło. Zamiast tego spróbujmy wykonać działanie wodzą na mięśnie szyi konia, na obszar przed siodłem i nad łopatką. Spróbujmy wodzą otulić konia, opleść go i delikatnie przysuwając wodzę do szyi postarać się znaleźć i wyczuć ten moment, w którym wodza ma działanie spychające.
Doskonale widać tą otulającą szyję wodzę na tym zdjęciu:
How-to-Ride-From-Your-Inside-Leg-to-Your-Outside-Rein-How-To-Dressage-660x400

Wiecie, jak na na początku wizualizowałam sobie to prowadzenie i spychanie łopatek konia? Starałam się sobie wyobrazić, że ktoś właśnie zabrał mi wodze, na na zewnętrzną dłoń założył mi… płetwę do nurkowania. Tak, klasyczny ekwipunek nurka:
pletwy

Czyli nie mam już w ręku sznurka, a dzierżę takiego właśnie płetwala. Chcę skręcić, więc muszę jakoś ratować sytuację. To taką płetwą staram się przytulić i lekko skierować do wewnątrz zewnętrzną łopatkę oraz mięśnie szyi konia (rysunek poniżej, niebieskie strzałki, użycie prawej zewnętrznej wodzy jeźdźca). Z taką wodzo-płetwą w głowie od razu przestawałam trzymać i ciągnąć za sznurki/wędzidło, a prowadzenie konia nabierało nowej treści i dawało znacznie ciekawsze uczucia.
Uwaga! Ogromnie ważnym jest, aby nie przekładać ręki przez szyję konia. Jeśli już coś takiego zrobiliśmy – game over. Na wędzidło i konia działają zupełnie inne siły, które nie będą dla zwierzęcia czytelne. Nie mamy już szansy, aby w sposób wartościowy, prawidłowy i efektywny zadziałać zewnętrzną wodzą. W takim wypadku trzeba jak najszybciej powrócić do prawidłowego trzymania wodzy. Każda nasza dłoń po osobnej stronie końskiej szyi, a grzebień grzywy to następne miejsce, które zmieniamy sobie w wyobraźni w mur nie do przebycia, linię kosmicznych laserów, drut kolczasty, płonący proch strzelniczy – coś, czego w ogóle nie spróbujemy łapkami przekroczyć czy sforsować.

skrety_wodza

Prawidłowo wyszkolony koń na pewno od razu czytelnie odpowie na prawidłowe użycie zewnętrznej wodzy. A co z tymi, których edukacja pozostawia więcej do życzenia? Lub z takimi, które musimy wyszkolić samodzielnie – nie każdy ma przecież możliwość posadzić się na konia profesora? Niestety takim wierzchowcom trzeba dopiero pokazać i wytłumaczyć, czego oczekujemy działając zewnętrzną wodzą. I chociaż teoretycznie dało by się rozpisać taką naukę na części pierwsze, to nic nie zastąpi sesji na żywo z trenerem. Niezbędnych chociażby po to, żeby zweryfikować, czy jeździec posiada umiejętności takie, jak opisane powyżej – czyli niezbędne do samego wykonania poprawnego zakrętu na koniu wyszkolonym – a co dopiero do nauki surowego konia wykonywania skrętów i kół w równowadze.

Ufff…. Wpis długi i mam nadzieję układający pewne rzeczy w głowie. I chociaż na pierwszy rzut oka pogodzenie intuicyjnej równowagi jeźdźca z nieintuicyjnie działającą kierownicą może wydawać się trudne czy dziwaczne, to w zasięgu każdego przeciętnie utalentowanego jeźdźca jest możliwe odnalezienie w tym biegłości. Nauka prowadzenia samochodu też może na początku wydawać się bardzo trudna: silnik gaśnie, nie wskakują biegi, a człowiek z przerażeniem poszukuje migaczy 😉 Mimo to jednak z czasem udaje się osiągnąć wprawę i odsługiwać pojazd bardzo sprawnie. Na bazie badań szwedzkiego psychologa K. Andersa Ericssona powstała nawet teoria, że przy odpowiedniej ilości ćwiczeń i powtórzeń jesteśmy w stanie osiągnąć mistrzostwo w dowolnej dziedzinie, czy to będzie gra na skrzypcach, malarstwo, aktorstwo, biznes, każda dyscyplina sportowa czy mówienie w jakimkolwiek wybranym obcym języku.  Wystarczy tylko na ćwiczenia poświęcić około 10 000 godzin. Perspektywa 27 lat spędzonych dzień dzień w siodle może trochę przerażać 😆 Ten czas można jednak skrócić nie tylko jeżdżąc, ale analizując własne treningi, oglądając wszelkie możliwe filmy  (jak dużo można podejrzeć oglądając na przykład rundy honorowe na czempionatach młodych koni!), biorąc udział w klinikach szkoleniowych oraz ćwicząc pewne rzeczy na sucho – bez konia. Jeśli mamy do pomocy dobrego nauczyciela (trenera) i dołożymy do tego dużo własnych starań, to do całkiem satysfakcjonującego poziomu jeździectwa można spokojnie dotrzeć w dwa lata.

Sztuka prowadzenia konia – dobrego, sprawnego i łatwego – naprawdę jest w zasięgu ręki każdego jeźdźca.

36 comments

1 ping

Skip to comment form

  1. Marta

    Bardzo fajny wpis. Mam nad czym się zastanawiać do następnego 😉 I jak zawsze trafione porównanie z płetwą otworzyło mi kolejną zapadkę w mózgu.

  2. Amelia

    Super wpis! Również na treningach posługuję się przykładem taczki. Jeżeli chodzi natomiast o wewnętrzną wodzę, którą uczeń lubi zaciągać do tyłu – każę wystawić wskazujący palec i pokazywać na wewnętrzne kółko wędzidłowe, lub na drogę przed koniem – „o tu, tu idziemy!”. Nie zgodzę się jednak z wykluczeniem idei roweru :) skręt wykonany poprzez ciągnięcie kierownicy w tył również najpewniej skończy się kraksą i dużo sprawniejsze jest użycie zewnętrznej ręki. Zależy co do kogo bardziej trafia 😉 taczka jest niewątpliwie lepszym przykładem, bo poza skręcaniem trzeba ją również pchać do przodu.

    1. quanta

      Jak ma się dobrą rowerową równowagę, to na rowerze spokojnie udaje się skręcić 😉 A koń problem równowagi (czyli brak niespodziewanych wywrotek bocznych) jednak bierze na siebie i rozwiązuje za nas. A naprawdę nie widuję rowerzystów, którzy prowadzą jednoślad odpychając kierownicę od siebie / otwierając rękę. Srkęt to jednak zawsze przyciąganie wewnętrznej wodzy 😉 w tym wypadku.

  3. Mgd

    Wszystko pięknie i wytłumaczone super, ale co ze zmiennym obciążaniem kości kulszowych? Siadamy przecież zawsze „bardziej” w kierunku ruchu?

    1. quanta

      Pokaż mi jeźdźca, który rzeczywiście czuje, co to znaczy siadamy – jak to ujęłaś – „bardziej”. Pokaz mi jeźdźca, który umie to poprawnie zrobić, bez załamania biodra i wbijania wewnętrznej kości kulszowej w dół i skręconej na zewnątrz. Dalej – wiele, jak nie większość – koni jest asymetrycznych. Słabszą stronę składają, chowają i podwijają pod siebie. Ta słabsza strona raz jest od wewnątrz, raz od zewnątrz na zakrętach. Faktycznie siadałabyś „bardziej” na słabszej stronie konia będącej na wewnętrznej części zakrętu? A która strona u konia jest bardziej obciążona na zakręcie bez jeźdźca, na przykład na lonży – wewnętrzna czy zewnętrzna? Czy dołożenie jeszcze siadania „bardziej” na słabszej stronie, poruszającej się po bardziej obciążonej wewnętrznej połówce konia na łuku (ff, co za zdanie) to naprawdę dobry pomysł? Jakie on przyniesie efekty treningowo?

      1. Mgd

        Masz racje, pomysł marny, w niczym to koniowi nie pomaga, ale jednak tak jest. Wyobraźmy sobie wolte w galopie w lewo.. chcąc nie chcąc, koń ma swoją lewa cześć ciała niżej, jak zreszta wspomniałaś. Oczywiście super wyszkolony koń pójdzie w miarę prosto (mam tu na myśli jednakowy poziom jego kości biodrowych) i będąc dobrze umięśnionym, nie obniży wewnętrznej części znacząco. Ale przeciętny rumak raczej „położy się” w zakręt, niczym motocykl. A wtedy jeździec, także chcąc nie chcąc, ma wewnętrzne biodro niżej, obciążając w ten sposób wewnętrzna kość kulszowa. Aby zrównoważyć wychylenie wierzchowca i tym samym odciążyć jego bardziej obciazona stronę musielibyśmy siadać „bardziej” na zewnętrznej kości kulszowej, co w ogóle powodowało by dekonstrukcje postawy..

        1. Mgd

          No i nie doczekałam się odpowiedzi.. przykre to, naprawdę.

          1. quanta

            A jakie było pytanie? Nie widzę ani jednego znaku „?” w Twojej wypowiedzi powyżej. Akurat siadanie na zewnętrznej stronie (właściwie nie stronie! wyłącznie kości kulszowej – zasada „bycia bramą” jest cały czas zachowania) celem wyrównania / wyprostowania konia to jedna z podstawowych rzeczy, które należy zrobić.

          2. Mgd

            To jak obciążyć zewnętrzna kość kulszowa, jeśli położenie naszego środka ciężkości powoduje docisk wewnętrznej kości kulszowej i w dodatku zrobić to bez skrętu bioder? Mission impossible

  4. Karolina

    Fajny wpis jak zawsze :) Ostatnio właśnie trenerka złapała mnie na tym, że idę na łatwiznę i skręcam nie do końca na zewnętrznej wodzy co skutkowało tym, że łopatki i ustępowania również nie robiłam na zewnętrznej i wszystko wyglądało nie tak jak trzeba. Mi pomogło z kolei to jak trenerka porównała każdy skręt do tego jakbym miała robić półpiruet. Najlepiej sobie zobrazować to w stępie – przestawiamy przód konia zewnętrzną wodzą bez wyginania szyi i pomogło – wszystko działa :)

  5. moon

    Będą wstydliwe wyznania… – przeabsolutnie kocham Cię za ten wpis!!!!!!! <3 :D:D:D

    1. quanta

      Dziękuje :*
      Zakręty / wolty to jedna z bardziej niezrozumiałych i źle wykonywanych elementów w jeździectwie, a naprawdę ogrom jeźdźców jest zupełnie nieświadomych, ile błędów popełnia jadąc zwyczajne kółko. Bez poprawnych zakrętów nie będzie nic więcej, prawidłowej łopatki, właściwej równowagi, elastyczności konia. Właściwie w ogromnym uproszczeniu można przyjąć, że ujeżdżenie konia do poziomu Grand Prix to jazda po mniejszym i większym kole i robienie w tym czasie półparad 😉

      1. moon

        Dokładnie!
        Ale porównanie z taczką wygrało wszystko – ja często taką z solidną kupą… kupy jeżdżę, więc wprawę mam, hahaha 😀

  6. Gośka

    Kolejny wpis otwierający głowę, wspaniały!

  7. Ada

    Czytam Twojego bloga już kolejny rok, w końcu muszę coś napisać .Wiele wpisów otworzyło mi już głowę, ale ten jest wyjątkowy! Za każdym razem czytając wpis z kategorii ‚jeździmy’ jestem pod ogromnym wrażeniem Twjego talentu do przekazywania wiedzy tak trudnej w przekazaniu. Proszę nie przestawaj pisać dalej.
    Ostatni akapit cudowny, dajacy nadzieję, wzruszający wręcz.
    Jesteś prawdziwym promykiem nadziei na lepsze jutro polskiego jeździectwa!

  8. ST

    Szkoda, że nie przeczytałam tego postu choćby rok temu (o ile koniom byłoby lżej, gdyby nie moje cudowanie na zakrętach… znowu się sprawdza, że less is more 😉 ), ale na pewno niektóre zdania stąd będę sobie powtarzać, jak mantrę, gdy mi się wrócić w siodło. 😉
    Quanta, dziękuję za ten wpis! :)

  9. Anna

    uwielbiam twoje wpisy, otwierają oczy i czyta się myć galeria przyjemnie. Więcej takich i częściej :)

  10. Miśka

    Świetny i mega treściwy wpis, choć bardziej świadomi rowerzyści (i motocykliści) mogą podważyć teorię skręcania (zwłaszcza ciasno) ciągnięciem za wewnętrzną manetkę. Przeciwskręt, te sprawy… Blondyn nie kwestionował tej części wpisu? :)

    1. quanta

      Oczywiście, że nie, bo zdaje sobie sprawę, że chodzi wyłącznie o przykład, zobrazowanie pewnych rzeczy, a nie akademicką dyskusję na temat jazdy rowerem. Owszem, można dopisać do artykułu cały akapit na trzy ekrany tekstu o tym, jak się jeździ rowerem i ile tak naprawdę można skręcić kierownicę, żeby nadal ujechać. Drugi akapit można napisać o różnicy między pchaniem taczki, a pchaniem wodzy, bo przecież jedno jest z metalu i ma swoją sztywność, a wodza jest z taśmy lub skórzanego paska i tej sztywności nie ma. Jeszcze dużo by się znalazło takich dopisków, ale w niczym by one nie dotknęły sedna, a tylko uczyniły by całość nudną jak flaki z olejem. Zakładam, że mam czytelników inteligentnych, którzy potrafią wyciągnąć sens z całości, a nie kwestionować dwa zestawione słówka 😉

  11. Kostek

    Gdyby koń musiał poruszać się w kierunku odpowiadającym położeniu końskiej głowy, to ten padokowy wesołek najpewniej zaraz po zwolnieniu migawki aparatu zmierzyłby się z poważnym problemem logistycznym – TO JEST MISTRZOSTWO – uwielbiam Twoje wstawki 😉

    1. quanta

      Hahah, ja się lubię śmiać i ogólnie jestem wesoła 😉 A paradoksalnie takie dopiski pozwalają najlepiej chyba zapamiętywać treści. Przynajmniej ja się tak w szkole uczyłam, miałam dość osobliwy styl robienia notatek 😉

  12. Dominika

    Dawno nie czytałam tak jasnego w przekazie, a jednocześnie bardzo wnikliwego wpisu na żadnym blogu lub stronie. To jest mój pierwszy raz na twojej stronie i już wiem, że zostanę tu na dłużej 😀

  13. Nelcia

    A tak niedawno za podobny mój wpis w wątku żółtodziobowym na re-volcie zostałam prawie zjedzona… A tu proszę nie tylko ja tak to pojmuję dziękuję Quanta za ten wpis

  14. jus

    Dzięki temu wpisowi wczoraj miałam prawdopodobnie najlepszą jazdę w życiu. Odczucia były niesamowite! Zewnętrzna wodza wreszcie stała się stabilna, a wewnętrzna przestała pociągać i próbować „rozluźniać na siłę” (to chyba oksymoron). Wyjątkowo przemawiające do wyobraźni stało się „otulanie” zewnętrzną wodzą. W efekcie poczułam lekkiego konia na kontakcie, co automatycznie rzutowało na jakość przejść, a dalej jakość chodów, jezdność. Miałam wrażenie, że wreszcie ręce już są tylko czubkiem góry, a dosiadem, nogami mogę poprosić konia dosłownie o wszystko.
    Wow! Dziękuję.

    1. quanta

      Bardzo się cieszę! :)
      Czasem podróżuję po różnych stajniach i widzę konie i jeźdźców, którzy mogliby się naprawdę świetnie porozumieć, tylko zwyczajnie nie wiedzą, jak się za to zabrać. Czasem parę drobnych podpowiedzi może zdziałać cuda.

  15. Wigor

    Mnie uczono, że ramiona jeźdźca mają być równoległe do łopatek konia, czy ta teoria jest aktualna?

    1. quanta

      Przyjrzyj się obrazkom. Dosiad i ramiona podążają za łopatkami. Żeby zakręcić łopatki musisz prowadzić je przed sobą.

  16. Kasia

    Jak zwykle wspaniały, pokrzepiający wpis. Niewiele stron (a nawet podręczników) oferuje tak bogatą i tak ogromnie przystępną wiedzę możliwą do wykorzystania na każdym poziomie. Mam nadzieję, że choćby i w dalekiej przyszłości uda mi się udać do Pani nowego ośrodka na trening i czerpać wiedzę prosto u źródła :)

    1. quanta

      Zapraszam – na żywo można zrobić 10000% więcej niż choćby najdłuższą pisaniną. Ja mam dość nietypowy styl prowadzenia treningów – dotykam jeźdźca, dużo pokazuję palpacyjnie 😆 prowadzę na wodzy, wkładam dłonie pod łydkę, pokazuję, jak ruszyć nogą ruszając czyjąś nogą. To wszystko pozwala o wiele szybciej znaleźć te właściwe użycie pomocy i prawdziwe odczucia.

      1. Sara

        Najlepiej! Zawsze będę pamiętać z jednej strony moją frustrację, z drugiej niewyobrażalną radość, kiedy po kilku latach tłumaczenia mi, jak mam usiąść w siodle, trenerka w końcu podeszła i mnie podotykała tam, gdzie było trzeba. Kłus ćwiczebny po tym „nowym usadzeniu” nie był co prawda idealny, ale zupełnie inny i sto razy lepszy w odczuciu, przede wszystkim mojego własnego rozluźnienia, które przyszło samo. I wtedy przyszła ta myśl – moja najukochańsza trenerko, nie można było tak rok wcześniej? XD Teraz zawsze, jak nie mogę czegoś ogarnąć głową, proszę o pokazanie tego na mnie i od razu lepiej si to przyswaja!

        Niemniej jednak Twoja „pisanina” jak zwykle bezbłędna i przemawiająca do człowieka, wielkie dzięki!

  17. Jay

    Przetestowałam Quanta Twoją teorię na sucho. Najpierw na rowerze i rzeczywiscie rączkę trzeba przyciągnąć do siebie zeby skrecic. A wczoraj bylam w supermarkecie i tak szlam z tym koszykiem i przypomnialam sobie o twoim wpisie. No i przetestowalam zarówno ciągnięcie jak i pchanie i phsnie zdecydowanie wygrywa. Więc zamiast taczki można użyć koszyka na zakupy. Teraz tylko musze przetestować na koniu dla pełnego obrazu sutuacji :) Wpis świetny Quanta. Masz ogromne doświadczenie i dzięki, że się nim dzielisz.

    1. Dorota

      Chyba że wylosujesz wózek-cyrkiel, który potrafi tylko skręcać i to tylko w jedną stronę. Mam do takich słabość… 😉

    2. quanta

      Brawo, i to by było właśnie takie wykorzystywanie międzyczasów, żeby nie siedząc na koniu potrenować trochę jazdę konną 😉 Wbrew pozorom można przećwiczyć dużo poprawek nawet właśnie w sklepie, na spacerze, przy myciu zębów (poważnie, ja się uczyłam anglezować), a nawet przy symetrycznym układaniu się do spania 😉

  18. Monika

    Quanta uratowałaś mi życie! Przez kilka miesięcy borykam się z wypadaniem konia do zewnątrz, przez to, że używam tylko wewnętrznych pomocy. Koń przez to „ucieka” z wolty czy koła. Dziękuję, bardzo mi pomoglaś!

  19. Alicja

    Czyli do skretu nie daje w ogole pulsacyjnych znakow wewnetrzna wodza??

    1. Kujka

      Nie

  1. Bez przesady, wystarczy nie dać się przesadzić ;) » Quantanamera Blog

    […] i wbijania koniowi zewnętrznej połowy miednicy w grzbiet. Dalej obowiązuje równy dosiad („jak brama”), absolutnie bez żadnych pomysłów na skręty bioder! W tym cała trudność, że nie możemy […]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *