«

»

maj 29

Jak PRZEŻYĆ zaplatanie grzywy, czyli te CHOLERNE koreczki! 0_o

Zegarek cyka.

Za dwie godziny mam równo stawać w X i kłaniać się sędziom. Na rozprężenie konia potrzebuję maksymalnie 50 minut, więc mam jeszcze mnóstwo czasu na dopięcie wszystkiego na ostatni guzik. Pozornie spokojnie czyszczę sobie konia, ale w głębi duszy łapię trochę stresa. Wiem już, co mnie zaraz czeka, już o tym myślę…

KORECZKI! :(
IMG_0428

Tym razem przed startem jestem sama, więc nikt nie pomoże mi chociażby trzymając rumaka na uwiązie (– Cudownie! – mruczę pod nosem). Nie mam też żadnego stołka, więc sięgać do końskiej grzywy będę balansując na odwróconym do góry nogami żłobie (– Jak wspaniale…). Dwa boksy obok właśnie postawiono ogiera, który rży jak szalony i kopie w ścianę, siejąc testosteronem niczym zarazkiem grypy w powietrzu. Przez to moja kobyła zaczyna właśnie giąć szyję w łuk, chrumkać nosem i tańcować po boksie jak jakiś etatowy stadnionowy reproduktor. (– Ah, jak uroczo… Już widzę jej cierpliwe, spokojne stanie…).
No nic, majstruję pośpiesznie stanowisko fryzjerskie, jedną kieszeń kamizelki nabijam amunicją trawokulek, drugą grzebieniem, gumkami i plastikowym klipsem do łapania nadmiaru włosów, które spróbują spętać mi palce. Konia odławiam na kantar i montuję go do uwiązem do kratki boksu (– Foch! Bo ja nie chcę stać akurat tu właśnie!) i zaczynam dzielić warkoczyki. Raz, dwa, trzy – podobno duża ilość drobniejszych warkoczyków wysmukla szyję, a mniejsza liczba sztuk grubych koreczkowych różyczek dodaje jej masy i wagi – cztery, pięć – i tak nie będę kombinować z ilością, bo nie chcę się splątać z czasem – sześć, siedem – byle tylko wypadła mi nieparzysta ilość, bo parzyste koreczki dzielą przecież optycznie szyję na pół – no i osiem! W dodatku ten ósmy to jakiś koreczkowy bękart, ma grubość dżdżownicy, w dodatku poważnie chorej na anemię. Aaaaaa! Wiedziałam, że tak będzie 👿 Oczywiście grzebień grzywy jest podzielony na piękne równe odcinki, więc albo akceptuję dżdżownicę, albo przeplatam całość, na co naprawdę nie mam już czasu. Trudno, postaram się jakoś na przejeździe opędzić o maniakalnych myśli o rosówkach, pierścienicach, skąposzczetach i lekcjach biologii w podstawówce :/

A zegarek cyka.

Teraz szybka strategiczna decyzja. Szyć – czy gumkować? Cebula ma prawie każdy kawałek grzywy innej grubości. Na początku, przy uszach pudziany takie, że ledwo udaje mi się je zgiąć w pół oburącz, i to tylko dlatego, że wzywam przy tym na głos wszystkie możliwe piekielne siły, (finalnie zresztą obiecuję podpisanie cyrografu na własną duszę w zamian za złożenie pierwszego korasa, co wydaje mi się w sumie robić całkiem dobry deal). Kolejny warkoczyk wydaje się być optymalny na grubość, ale licho jedno wie, jak to się stało, że tuż po zapleceniu zrobił ze trzy razy dłuższy niż pozostałe. Słowo daję, przed zaplataniem ta grzywa była równa! :roll: to ci dopiero anomalia 😕 Potem warkoczyk typu sprężynka (zagnij go w dowolną stronę, on i tak odstaje), dalej typ antygrawitacyjny (o tak, od tego Pippi Langstrumpf mogła by się wiele nauczyć…), kolejno dwie wiszące wiotkie kluchy, dalej warkoczyk-zombie (mam wrażenie, że jak tylko go dotknę, natychmiast odpadnie od ciała konia i zostanie mi w rękach) – i na końcu ta rachityczna dżdżownica. Pojęcia nie mam, jak to opanować gumkami w  ten sposób, żeby wyglądało jak z jednego kompletu 😯
IMG_1183_

Zagarek cyka. Pocą mi się ręce.

Więc szyję! Mam zestaw profi, gruba bezpieczna igła i woskowana nitka. Nawlekam. Składam koreczka, manipuluję igiełką, odcinam sznureczek i wiążę go w schludne supełki. Jest! Idealny, wspaniały, szykowny… :mrgreen: Dumna i blada aż przytupuję na swoim podeście z wiaderka w zachwycie nad moim fryzjerskim skillem, gdy nagle resztka mojego przytomnego rozsądku skręca mi oko w kierunku zegarka. No niech to dunder świśnie! 😮 Wpadłam chyba w jakąś pętlę czasową, bo to niemożliwe, żeby szycie jednego koreczka zajęło mi tyle czasu 😮 😯 😮 Mnożę ilość minut przez liczbę pozostałych mi jeszcze koreczków i dociera do mnie okrutna prawda, że skończę akurat na swój konkurs. Tylko jutro 😆 A dziś sędziemu będę mogła pokazać co najwyżej igłę z makiem, a nie konia 0_o

Uczucie gorąca na plecach, lekki atak paniki i łapię za gumki, które szczęśliwie mam w szczotkach przy boksie. Teraz idzie już szybciej i nawet pomyślnie, bo przy koreczkowaniu tylko 643 gumki pękają, a to całkiem dobry wynik. Już nawet zupełnie nie wzrusza mnie fakt, że przy tłustym koreczku w moich palcach ląduje – wybrana losowo – twarda i sztywna gumka, której nie idzie rozciągnąć – a przy koreczku małym równie losowo wyciągam z kupki identycznych przecież gumek takiego rozciągliwego flaka, że mogłabym sobie razem z koniem pograć na nim w gumę. Stosuję technikę medytacji przywołując przed oczy obraz szczęśliwego dzieciństwa. Się chodziło kiedyś do pasmanterii kupować czterometrowy odcinek gumy do gatek, oj chodziło…
guma
Te wspomnienia przelatują mi jednak przez głowę już kiedy jedną ręką zakładam plastron, drugą – zapinam frak, trzecią prowadzę konia, a czwartą… Stop. Jeszcze nie wsiadłam, a już warkoczyk-sprężyna i jego kumpel antygrawitacyjny wybiły na wolność i ani myślą udawać koreczki. W krwiożerczym amoku poprawiam, pacyfikując niesforne koreczki wciśnięciem na nie prawie całej paczki gumek. Jedyna rzecz, którą obiekty mojej fryzjerskiej twórczości przypominają w tej chwili, to szyja kobiety z plemienia Padaung 😐
padau

Jest mi już zresztą wszystko jedno, niech tylko to diabelstwo przetrwa najbliższe trzy kwadranse, a potem już mogę umierać. Przytomnie kilka gumek zakładam sobie na palec pod rękawiczkę. Już za chwilę, objeżdżając czworobok kłusem zdejmuję rękawiczkę zębami i tym razem w biegu próbuję spętać dżdżownicę. Co udaje mi się zresztą średnio i finalnie w szranki wjeżdżamy we trójkę: Cebula, ja oraz Earthworm Jim 😆
jim

Czy tylko ja tak mam? 😆 😆 😆

Na szczęście świat się uśmiechnął dla takich ofiar losu jak ja i w końcu znalazłam produkt ratujący mi życie. Ten dar od bogów nazywa się QuickKnot i jest tak prosty w obsłudze, że aż dziwne, że nie wymyślono go wieki wcześniej. Prometeusz powinien z Olimpu wykraść nie tylko ogień 😆 Tam musieli sobie przecież jakoś radzić z grzywami, w końcu Helios w rydwanie miał konie 😆

Na szczęście efektem kilku tysięcy lat rozwoju ludzkiej cywilizacji i światłej myśli technologicznej zostało połączenie wsuwki i spinki. Wygląda toto niepozornie, ale dzięki temu w obsłudze jest proste jak drut:
quickknot
Robimy warkoczyk, zwijamy koreczka – i wystarczy spiąć go za pomocą Quick Knota. Wsuwamy spinkę w środek złożonego warkoczyka i zaginamy jej końcówkę. Cała ta katastrofalna walka opisana powyżej – z QuickKnotami zajmuje mi może minutę lub dwie. Nie tylko wreszcie koreczkowanie nie doprowadza mnie do szewskiej pasji, ale jest w sumie sympatyczną czynnością. Koreczki wychodzą. Ładne. Trzymają się. Więcej już od życia nie chcę nic 😆 Resztki mojego zdrowia psychicznego zostały ocalone 😉
Moje pierwsze użycie Quick Knot na zawodach wypadło tak:
IMG_7275_

Quick Knoty można dobrać sobie do konia kolorem oraz rozmiarem (jest specjalna wersja na konie o grubej grzywie). Spinki wypadają koło złotówki za sztukę, ale są w większości wielorazowego użytku, chyba że w ferworze twórczej walki pozaginamy je w chińskie S. Koreczkowym desperatom, takim jak ja, ten miły patent naprawdę ratuje cztery litery 😆

A pamiętam, kiedy jeszcze mój Zombie stał w Niemczech. Tam za koreczki (a te robiło się często, z racji systematycznych pokazów obecnych w stajni kryjących ogierów) odpowiadała specjalna osoba. Praktycznie na każde moje odwiedziny Wątrobiany był elegancko zapleciony. A trzeba przyznać, że takie koreczki to już naprawdę sztuka!

IMG_3839

I podsumowując, przydatne sprzęty przy zaplataniu grzywy:
– niepękające gumki silikonowe w wygodnym pudełku (wygodniej je wybierać niż z torebki) – York, 7 zł za sporą paczkę,
– igła do szycia koreczków, duża, gruba, z dużym oczkiem i bezpieczną, tępą końcówką – BR, 6,95 zł za sztukę,
– nić woskowana, gruba, dość sztywna i dzięki temu nie plącząca się oraz łatwa do rozcięcia przy rozplataniu – BR, 25 zł za sporą szpulę,
– spinka do włosów typu klamra/żabka/klips – nazwa profesjonalna to łapacz francuski 😀 – do przytrzymania nadmiaru grzywy przy robieniu warkoczyków – dowolny sklep z akcesoriami do włosów, koszt rzędu 2,5-6 zł,
– grzebyk do grzywy, używam takiego z drewnianą rączką, a część metalową wykorzystuję jako „miarkę” do wyznaczania równych odcinków grzywy na warkoczyk – York, 5 zł za sztukę,
– dla totalnych frustratów i niewspółpracujących grzyw: mus do zaplatania grzywy, który w przyjazny sposób „skleja” ze sobą pasma włosów, dzięki czemu nie rozpadają się, nie odstają i nie wyłażą, przyznam się bez bicia, że aż tak dalece się nie posunęłam, żeby go zastosować, ale na przykład Zombiszcze powyżej było zaplatane na tego typu kosmetykach – Shapleys, cena koło stówki za puszkę preparatu,
– i wreszcie Quick Knot, którego do doraźnego używania wystarczy nam 15-20 sztuk (chyba, że planujemy jakieś ultra małe koreczki). Ponieważ dostępne paczki spinek mają co najmniej 100 sztuk, polecam zrzutkę kilku osób w stajni i podzielenie sobie paczki. Ceny – 119 zł za wersję o standardowym rozmiarze, 129 zł za XLki.

Oby po koreczkach zostawały nam już tylko pozytywne wspomnienia i zdjęcia z afro „tuż po” 😆
IMG_4363_

17 comments

Skip to comment form

  1. kujka

    testowałam, ratują życie <3 nienawidzę robić koreczków, wychodziły mi zawsze jak jakieś pomioty szatana i rozwalały się przed konkursem i na rozprężalni… QuickKnoty zmieniły moje życie (i życie mojego konia) na lepsze i prostsze 😀
    dla totalnych antytalentów mam radę, żeby wbić dwa druciki w jednego korka, wtedy już nie rozpadną się nawet jak je laik zaplatał 😀

    1. rybka

      Treść jak z reklamy lat 90:-D Cudne!!!!

      Oczywiście wierzę i to naprawdę wydaje się idealne rozwiązanie.

      1. quanta

        Po prostu wypróbuj, szczególnie jak masz presję czasu przed przejazdem, to jest to naprawdę duża ulga :)

      2. kujka

        Rybka, bo ja naprawdę nienawidzę pleść, nie umiem szyć. Nie umiem układać własnych włosów, a co dopiero grzywy mojego konia.
        A QuickKnoty są idiotoodporne 😛 idealne dla kogoś takiego jak ja!

        1. rybka

          Po takich rekomendacjach -Wypróbuje! Nie znoszę robić koreczki….

  2. UK

    mozna uzyc zwyklego zelu do wlosow, nie musi to byc mus za stowe 😉
    zaplatanie to super sprawa, bardzo lubie – pewnie dlatego moj kon jest lysy i nie mam co zaplatac 😉

  3. Marta

    Nie zrobiłabym około 33 koreczków (zdjęcie Zombiego) bo odpadły by mi paluszki 😛 Ale patent z drucikiem rewelacyjny! Prosto i przyjemnie :) Wizualnie bardzo mi się podobają :)
    Za to Quanta rewelacyjnie opisana przygoda z koreczkami :) uśmiałam się!

  4. Emi

    Testowałam Quick knot i nie jest to jakiś wyśmienity wynalazek. Ja wciąż szyje i kocham szyte.
    P.S. Czy to tylko w Polsce startuje się na zawodach bez zaplecionej grzywki? Jak dla mnie obciach i brak przywiązania uwagi do detali.

    1. quanta

      Różnica w czasie między szyciem, a zapinaniem Quick Knotów jest olbrzymia. Zrobię pół grzywy, zanim tam nawlekę nitkę.
      A co do obciachu – bardziej mnie razi niedopasowany sprzęt lub zła kondycja konia, niż fakt zaplecenia mu – lub nie – grzywki. Na poważnych zawodach wszyscy już raczej zaplatają, a poza tym teraz chyba najbardziej „w modzie” są nauszniki 😉

      1. Emi

        Ja bym powiedziała, że Quick Knot są wyśmienite dla osob bez zdolności manualnych a jest ich trochę wśród koniarzy, np mój mąż 😀 no i zgadzam się, zdecydowanie skracają czas robienia koreczkow.
        Co do zaplatania grzywki to byłam ostatnio na mistrzostwach Anglii i nie było tam konia bez zaplecionej grzywki, ba nawet ostatni tydzień zawody regionalne a potem patrze na zdjęcia z Cavaliady i uwierzyć nie mogę.
        Co do kondycji konia i dopasowania sprzętu to chyba mamy jeszcze trochę do nadrobienia w Polsce bo jesteśmy kilka lat do tylu. :)

  5. moon

    Twoje zaplatanie na gumki – jezu, jakbym siebie widziała! :D:D:D
    Właśnie oglądałam opis petentu, jesteśmy skoczkami, ale normalnie z ciekawości chyba spróbuję 😉

  6. Amelia

    Uwielbiam koreczki, ale zaplatanie czterech koni dwukrotnie na zawodach wkkw doprowadza mnie do szewskiej pasji, a moje palce do ruiny. Zresztą u mnie nie jest problemem samo zwijanie korka, za to kręcenie tych diabelskich warkoczyków uważam za okropnie nużące. Czekam na jakiś patent automatyczne kręcenie warkoczy 😉

  7. Eliza

    Raz z koleżaką wyszło nam 31 koreczkow na -grubej huculskiej grzywie ktora postanowila jeszcze rosnac z drugiej strony co prawda zajęło to troche czasu ale efekt byl- kolezanka swojemu huculkowi postanowila zrobic irokeza i ma swiety spokoj

  8. lucja

    Opis jak z koszmaru sennego! Spieszysz sie gdzies a tu tylko coraz gorzej i gorzej i gorzej… Hehe cudowny wpis!

  9. Cedra

    Jak się można z Tobą skontaktować (nie przez fb)? Pozdrawiam

    1. quanta

      Puściłam maila, tylko teraz do soboty jestem w rozjazdach 😉

  10. Magda

    Musu nigdy nie stosowałam, za to zawsze zwilżam grzywę do zaplatania, choćby gąbką, wtedy też włosy tak nie wyłażą.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *