«

»

mar 12

Jak już przy lizaniu jesteśmy – Paddock Lick Plus

Jak już jesteśmy na językach 😉 to mam krótkie info o jednej z lizawek, którą obecnie wsuwają moje wyścigówki. Kupiłam ten produkt w założeniu dla źrebaków, ale one póki co nie bardzo się zainteresowały (widać mają lepsze w życiu zajęcia niż mlaskanie ozorem) takim suplementem, zatem w spadku po przedszkolakach lizawkę przejęły nieco starsze paszcze. I te już nie omieszkały tej potrawy docenić 😉

Baileys Paddock Lick Plus

To lizawka w założeniu padokowa. Z racji jednak niepomyślnej aury (błoto, mróz i duża wilgoć) u mnie została lizawka boksową. Jest dość duża, ale umieszczona w rogu boksu nie przeszkadza koniowi w korzystaniu z własnej kawalerki. U Cebuli kładłam ją dokładnie pod żłobem. Ruda nadymka ma w nim niedużą, spustową dziurkę, przez którą potrafi czasem wyrzucić dodawane do paszy proszkowane suplementy. Spadały one bezpośrednio na lizawkę, a kiedy tylko Fugu kończyła jeść treściwy posiłek, od razu zabierała się za dokładne wylizywanie resztek z powierzchni Paddock Licka. Dwa profity w jednym 😉

Na zdjęciu dwie lizawki – po lewej otwarta niedawno, po prawej więcej używana (od grudnia).
Mistrzyni drugiego planu w tle, czyli Kotek Fenek we własnej kotsobie
😉
IMG_6455

Paddock Lick Plus to nie tylko smak i zajmująca konia czynność, ale trochę przydatnych witamin, składników mineralnych i aminokwasów. Mamy tu w pakiecie organiczną miedź, cynk oraz selen, a jest to zestaw odpowiadający nie tylko za zdrowe funkcjonowanie kości i ścięgien, ale także ich prawidłowy rozwój. To, co dla nas istotne to również dodatek lizyny, która jest aminokwasem egzogennym – takim, który musi być dostarczany z pożywieniem, ponieważ organizm nie syntetyzuje jej samodzielnie. Jest ona niezbędna przy budowie białek mięśni i kości (ponownie duży plus dla rosnących koni) oraz procesach przyswajania wapnia (konie żywione owsem muszą być szczególnie  dopilnowane w kwestii dostarczania im z paszą odpowiedniej ilości tego pierwiastka).
Lick Plus ma również w składzie algi oraz tran rybny, dostarczający nienasyconych kwasów tłuszczowych.
Wszystko to ładne i zdrowe, ale w życiu konie nie miały by ochoty dobrowolnie pobierać lizawki o smaku pierwiastków śladowych, z dodatkiem jakichś glonów i tłuszczu z ryby 😉 Ta całość została zatem doprawiona melasą. I tutaj zalecam w związku z tym ostrożność, czyli kontrolowanie ilości lizawki, jaką dziennie przyjmuje koń (bo melasa sama w sobie nie jest zła! Unikać jej powinny konie skłonne do ochwatu, cierpiące na  syndrom metaboliczny (EMS),  czy zespół Cushinga (ECS). Zdrowy koń zyska z melasy nie tylko dawkę energii, ale i… większy apetyt.). Jeśli jednak mamy koński egzemplarz przysysający się do smakołyków bez opamiętania, to warto takiemu żarłokowi Paddock Licka dawkować. Fugu polizywała sobie przysmaka po trochu, kiedy jej się raczyło przypomnieć. Hendriksowi wrzucam go do boksu, kiedy go sobie czyszczę lub zawijam – on ma zajęcie i robi się mniej mobilny, co ułatwia wszelkie czynności pielęgnacyjne 😉 Chociaż nawet żarty, ustny Hendriks po kilkunastu minutach smakowania Licka robi sobie przerwę i powraca do tematu dopiero następnego dnia.

IMG_6457

Przysmak ma lekki zapach melasy, jej wyraźny kolor i gęstą, a pod wpływem wilgoci dość kleistą konsystencję. Nie jestem zatem przekonana, że jest to taka pancerna wersja na padok, chociaż podobno właśnie ma być odporna na niesprzyjające warunki atmosferyczne. Sądzę jednak raczej, że na deszczu lizawka rozmoczyłaby się istotnie, rozkleiła i bardzo szybko wypłukała z wiaderka.
No właśnie, plus za opakowanie – jest bardzo pancerne i nawet pakowanie do niego podkutej nogi (i przez Fugu, i przez Henryka, który próbował rozbić lizawkę na części) na razie nie dało mu rady.

Trzeba przyznać, że niektórym ogonom Paddock Lick Plus naprawdę bardzo smakuje:

W tym tygodniu zrobię jeszcze podejście numer dwa do poczęstowania Paddock Lickiem roczniaków. Teraz maluchy są już mocno rozżarte i bardzo odważnie próbują nowych potraw. Kto wie, może się skuszą?

Ogólnie mam trochę mieszane wrażenia odnośnie tego produktu (i w ogóle podobnych lizawek padokowych, praktycznie identyczną, tylko jeszcze z dodatkiem czosnku oraz drożdży do swojej oferty niedawno wprowadził choćby Likit). Byłyby one atrakcyjną odmianą, o ile można by je pozostawiać na padoku. Pod zadaszoną wiatą, albo przy suchszej porze roku – czemu nie? Natomiast na błoto, deszcze, śnieg i ogólną wilgoć zupełnie tego nie widzę. Melasowy lick jest na to zbyt delikatny, zachlapany wodą rozmiękcza się i rozpuszcza. Trochę szkoda jego strat, no chyba, że kompletnie machniemy ręką na to, że połowę lizawki zje koń, a drugą połowę kałuża 😆

IMG_6458

Mimo swojej miękkości i łatwej zmywalności lizawka jest bardzo wydajna. Jak deklaruje producent, podawana na padok wystarcza dla grupy 4 koni żywionych wyłącznie sianem/trawą na około 20-tu dni. Moim zwierzakom wystarczy chyba na rok 😆

Jest to atrakcyjne urozmaicenie diety, „zajmowacz czasu” szczególnie w czasie jesienno-zimowym, kiedy na padokach nie ma zbyt wielu zajęć. Z kolei w sezonie pastwiskowym może być cennym suplementem dla rosnącej młodzieży (o ile tylko ta młodzież raczy wcinać Licka). Dla wszystkich pozostałych grup koni to jednak raczej tylko gadżet, ciekawostka i smaczny cukierek 😉 Stąd też, mimo wszystko, po wyjedzeniu zapasów w obydwu wiaderkach nie zamierzam raczej ponawiać zakupu (Henryk będzie niepocieszony…). Zobaczymy ewentualnie, w jakiej cenie będzie dostępna w polskich sklepach lizawka Likita – wygląda na to, że może być sporo tańsza niż Baileysa (koszt tej ostatniej to ok. 130 zł). Z tej przyczyny ode mnie tylko 5/10 gwiazdek.

5-10

 

3 comments

  1. gllosia

    Mnie właśnie zawsze nurtowało jak takie lizawki padokowe funkcjonują na padoku.. Postawione samo sobie pudełko na padoku to raczej kiepski pomysł, szczególnie w przypadku bardziej ruchliych koni. Do tego właśnie zmieniające się warunki atmosferyczne.. W lecie przy suchej aurze ta lizawka to by chyba zniknęła pod warstwą kurzu xD Do tej pory jeszcze żadnej nie zakupiłam i chyba tak też zostanie 😉

  2. Kinga

    Też nie wydaje mi się aby ta lizawka przetrwała deszcz. Znowu fajna sprawa na którą pewnie moje ogony by się wypięły. Pozostają wersje klasyczne 😉

  3. Moon

    Lizawki na padok to chyba nie na nasz boski klimat 😉 Jakieś idealne tropikalne warunki, pod wiatą to może i by dały radę… Chociaż, właśnie, obawiałabym się, że konie stracą nią zainteresowanie (w stylu, że pociamkają na początku jako pierwszy „szał” a potem, co wybredniejsze po prostu oleją) dlatego, jeśli już, to wg takiego schematu jak Quanta, podajesz – na chwilę do boksu. Wtedy faktycznie, myślę, że te dobre składniki mają szansę się „wciągnąć” w sposób kontrolowany i racjonalny 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *