«

»

lut 13

I znów wyjazd w męskim gronie (część II i zupełnie niespodziewane zakończenie)

Ciężka dola wyjeżdżającego Alpusa zaczyna się już w momencie zmaterializowania trujących wyziewów otchłani w postaci ochraniaczy transportowych pod boksem. Alpi wie, co się święci – nieufnie niucha powietrze i furczy. Zakładanie ochraniaczy nie jest zbyt przerażające (w naziemnej obsłudze można Alpiemu zrobić naprawdę wszystko), ale już krok do przodu to inna liga – sprawdzona tego konia tarcza ochronna na otchłań każde mu zamienić się w kamień i najchętniej już nigdy, przenigdy nie ruszyłby się z boksu. Na szczęście ja też mam swoje procedury, żeby odczarować słup soli z Alpusa i zamiast próbować wyciągać za uwiąz na korytarz, wiję w transporterach stępowe kółeczko. Odblokował się, żyje. Oddycha. Chodzi. Pierwszy krok zrobiony…

A w planach jeszcze załadunek, trasa, wyjście w nowym miejscu, jazda po czworoboku i przeżycie jakichś programów na zawodach?
Ciekawe, kogo to bardziej wykończy – mnie czy Alpiego 😉

16508439_925710634230581_994214646283876297_n
Z przyczepą wprawdzie w kilku wejściach i wyjściach po drodze, ale i tak szybko rudy decyduje się pogodzić. Postęp też przy rozładunku, kiedy pierwszy wychodzi Suchy, to Alpi grzecznie czeka na swoją kolejkę, bez prób samowolnego wyfrunięcia na zewnątrz dowolnym najbliżej dostępnym otworem.

Na poprzednim, grudniowym wyjeździe bardzo Alpenikowi pomagałam pod siodłem, „pilnując” chodów z mocno zamkniętą nogą i łydką. Teraz planuję sprawdzić, czy poradzi sobie bardziej sam albo w ogóle sam, bo ja spróbuję sobie głównie na nim siedzieć i tym razem produkować się w znacznie mniejszym stopniu. A to oznacza, że będzie ciężko :roll:

16387941_925710180897293_5372505471520673768_n
W piątek jeżdżę, ale z uwagą mocno zaprzątniętą bardzo niesubordynowanym wcześniej na treningu Suszem. Jak na Alpa jest nieźle – objeżdżam czworobok kłusem, bez stopy, uciekania i przewracania literek tyłkiem, jak poprzednim razem 😆 Działa mi wewnętrzna łydka – mogę nią konia przesunąć w kierunku straszaków. Kolejny mały i przyjemny sukces :)
Nawet i sobotnia rozprężalnia ma sporo plusów (chociaż są też bardzo poważne minusy). Cieszy mnie to, że się poruszam, ba nawet w trzech chodach, dowolnie jak sobie zażyczę – mimo mnogości innych koni, otwieranych drzwi, przerażających narożników. Żadnego zatrzymania i żadnej zawijki, powoli chyba etap niekontrolowanych ucieczek od otchłani mamy za sobą (biorąc pod uwagę fakt, że zaczynaliśmy od tego, że koń 10 minut odbijał się galopem od bandy, do bandy, bo… bandy właśnie – to jest naprawdę w przypadku Alpenika duży postęp). To właśnie za tę rozprężalnię przypinam Alpusowi flotkę do ogłowia. Za to, że dał radę, mimo że bardzo spięty plecami, zachowawczy i onieśmielony zupełnie odpuszcza samowolkę i wykonuje zadania, mimo, że do skupienia na nich brakuje mu wciąż bardzo, bardzo dużo.
Niestety to spięcie ma swoje złe strony i mocno brakuje mi swobodnego ruchu naprzód. W domu rozjeździłabym to bardzo wymagającym come&go, ale to nie miejsce i czas, żeby tak dynamicznie koncentrować konia na pomocach i przyspieszać jego odpowiedzi. Miałam zresztą sprawdzić, na ile mogę koniowi nie pomagać i co działa samo, a co nie działa, więc już wiem że będę musiała biednego Alpusa przez czworobok przenieść i impulsem zbytnio nie błyśniemy :(

16388064_925710197563958_2187508179679008841_n 16473505_925709857563992_6640517364928193260_n16426111_925709850897326_6456466212927931977_n
P2 i wiele się tutaj nie pomyliłam w przewidywaniach 😆 Przejazd bardzo równy (z galopową krzywizną i wpadaniem w czterotakt na lewo w rejonach litery E, ale to jest coś, co aktualnie być musi), bez spłoszeń. Bardzo żałuję jednak dodań, które Alpi robi naprawdę fajnie, ale które przez spięcie pokazaliśmy raczej symbolicznie. Ogólnie miałam niewiele robić, a dojechałam do końca trasy bardziej zmęczona w głowie, niż gdybym na zamkniętej nodze sama mocno dyktowała tempo przez cały program. Jednak jak to każdy koń zupełnie inaczej reaguje na stresy – Suchego czy Fugu trudno w takich sytuacjach utrzymać, a biedy Alpi najchętniej by zamarł i nawet lekki trucht to dla niego przejaw bardzo dużej odwagi. Im bardziej ze strachu spięty grzbiet, tym mniej ruchu naprzód. Ja się czułam tak, jakby każdy kolejny krok naprzód Alpusa miał być jego ostatnim 😆

16426264_925710107563967_7885863975818453804_n
W niedzielę zanosi się na podobną, czyli w miarę posłuszną, ale bardzo przytkaną jazdę. Rozprężam się i w pewnym momencie sprawdzam sobie w telefonie dokładną godzinę startu i kątem oka zahaczam o datę. 5 lutego. Wtedy mojej głowie pojawia się myśl, że w takim razie wszystko wskazuje na to, że dokładnie za 3 tygodnie rozstaję się z Alpusem :(

16406418_925710347563943_1460787215106957661_n

I niestety – nie umiem już za bardzo tego z głowy wyrzucić. Jest mi naprawdę straszliwie przykro, i smutno, i łapię niemiłosiernie głębokiego doła. Rozprężam jakoś mało planowo, wjeżdżam potem na czworobok mając w głowie pierwsze lonże, pierwsze wsiadania, pierwsze tereny na Alpusie, jego ucieczki od otchłani, pierwsze łopatki, pierwsze trawersy, pierwsze pojedyncze lotne, naszą kawaletkową frajdę w pracy i słowem cały solidną porcję pełnego treści i przygód wspólnie spędzonego życia. Ciężko sobie wyobrazić, że tego może zabraknąć… Oczywiście będąc zatopiona po uszy w takich rozmyślaniach kończę stęp i machinalnie zaczynam sekwencję galopu z poprzedniego programu – oczywiście pomyłka. To mnie trochę przywraca do rzeczywistości, ale i tak jest mi ciężko. Rozstania są przykre, ale czasem z taką decyzją trzeba się zmierzyć.

W każdym razie ten mój wyjazd z Alpenem był ostatni – ostatni w najlepszym razie na długo, a może ostatni po prostu?

Chciałabym wykrzesać więcej optymizmu z tego wpisu, ale niestety nie zawsze w życiu się wszystko układa tak jakby się marzyło.
I tak udało mi się naprawdę długo zawalczyć o utrzymanie całej ekipy w jednym pęczku. A znając koleje losu, życie spokojnie potoczy się dalej i wszystko wyjdzie z czasem na fajną prostą.

Wszystkie zdjęcia autorstwa fantastycznej Julii Świętochowskiej.

17 comments

Skip to comment form

  1. Moona

    Sprzedajesz Alpiego?

  2. Aga

    No tak, czyli jednak wychodzi tak jak myslalam i jak rozmawialysmy. Rozumiem smutek, ale kiedy los zamyka okno, gdzies tam otwieraja sie drzwi. No a doba nadal ma tylko 24 godziny :)

  3. wer

    Czekałam bardzo na ten wpis, a teraz jest mi smutno. Powodzenia dla Alpiego.

  4. Riada

    Trochę smutno słyszeć o Twoim rozstaniu z Alpim, ale cokolwiek z nim zamierzasz zrobić, na pewno będzie miał dobrze.

  5. Ewa**

    Oj bardzo szkoda… ale znając Ciebie, Alpi na pewno trafi we wspaniale ręce. Głowa do góry :)

  6. Marta

    Q wypuszczasz w świat kolejnego świetnego konia, który miał u Ciebie super start i to jest powód do dumy! :) Rozstania z fajnymi zwierzakami, którym poświęciło się mase czasu i kawał serducha na pewno nie są łatwe. Z pewnością idzie w dobre ręce. Niestety doba ma tylko 24h (chociaż moim zdaniem Twoja i tak jest w magiczny sposób rozciągnięta podziwiam organizację 😉 ). Coś się kończy ale zawsze za to coś się zaczyna! Powodzenia w planach i z resztą ferajny.

  7. Lola

    A co u Opfoka słychać?

    1. bio

      Hendrix już od jakiegoś czasu ma inną właścicielkę :)

      1. Aga

        Hendrix nadal jest własnością Quanty.

        1. bio

          Ooo, to mój błąd, byłam pewna, że sprzedany!

    2. Ann

      W takim razie co z Preclem? Również miał być sprzedawany.

      1. Wigor

        To on jest u Oli Szulc? :)

  8. rybka

    Kolejny konik, który bez wątpienia trafi w dobre ręce :-) Pomyśl ile radości on sprawi nowym właścicielom i to Ty dołożyłaś do tego swoją cegiełkę. Jesteś dla niego już na zawsze jak ta pani z przedszkola, która wspomina się z sentymentem, bo do konta stawiała, ale też nauczyła, że da się zawiązać sznurowadła i trzymała mocno kciuki kiedy pierwszy raz trzeba było powiedzieć wierszyk. Dla Alpiego zostaniesz taką nauczycielką jak i dla Karolka, Wątrobianego czy też Skwarka. Dużo uśmiechu, inni też chcą mieć miłe wspomnienia z panią z przedszkola i czekają abyś ich odnalazła i wybrała :)

  9. rybka

    *kąta oczywiście, tak chciałam Ci coś miłego napisać, że takiego babola wstawiłam hahaha

  10. Kasia

    Czyli dobrze się dołączyłam, ze w stajni zostały Ci juz tyłka 2 wspaniałe rudzielce? Cos czuje, ze z nowa stajnia poznamy nowe nabytki 😉

    1. quanta

      Do niedzieli mam cztery 😉

  11. Natalia

    Bardzo bardzo mi przykro że Alpiego zabraknie w ekipie :((( Ale podejrzewałam, że tak się kiedyś stanie…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *