«

»

lut 07

I znów wyjazd w męskim gronie (część I)

Nie bardzo wiem jakim cudem, ale upchnęłam w harmonogram w ostatni weekend kolejny wyjazd chłopaków. Duet męski powstał trochę na ostatnią chwilę, bo przygotowywałam sobie na wyjazd Cebulkę. Niestety, mimo że zgłosiłam ją do rejestru WZHK dokładnie piątego stycznia, to przez caluteńki miesiąc nikt nie raczył się do nas pofatygować. Od dwudziestego stycznia nękałam już instytucję moimi namolnymi telefonami – i słyszałam, że inspektor będzie „.za tydzień”. W końcu udało mi się zdobyć telefon bezpośrednio do samego inspektora i umówić się na wtorek przed zawodami. We wtorek nikt nie przyjechał… Znowu zatem telefony i finalnie dokonanie powtórnej identyfikacji Cebuli, która przecież ma już zrobioną identyfikację w międzynarodowym ważnym paszporcie (ehh) odbyło się w czwartek. Musiałabym jeszcze tego samego dnia zrobić rajd na dobre 80 km, żeby odwiedzić wszelkie niezbędne instytucje i po prostu spasowałam. Trudno, zdążymy następnym razem.
Swoją drogą, zachodni paszport trzeba teraz jeszcze dodatkowo przetłumaczyć u tłumacza przysięgłego… Name, sex, colour, date of birth – i to wszystko w paszporcie w trzech językach, ale i tak tłumacz musi przystawić pieczątkę. Kolejne 150 zł wrzucone do beczki bez dna pod tytułem „zachciało się mieć konie”. 😡

IMG_3127

Ale wracając do wyjazdu – dla każdego konia zostały wyznaczone cele do osiągnięcia: dla Suszka to przejście czworoboku na czterech nogach – czyli we względnym posłuszeństwie, z emocjami trzymanymi na wodzy, a dla Alpusa – zostawienie go w większej samodzielności, czyli ze stosunkowo małą pomocą (obroną przed otchłanią, spięciem i gorszą lewą stroną) ze strony jeźdźca.

Panowie zawitali do Aromeru w piątek i na pierwszy ogień poszedł Suszek.
O Matko Boska Przenajświętsza, co tu się wyrabiało!
:roll:
Suchy zobaczył szranki i nie, nie całe życie mu przeleciało przed oczami, ale na pewno przeleciały mu wrażenia z poprzedniego wyjazdu: jeżdżące choinki, podróżujące przyczepą literki, mnogość koni na rozprężalni, gadający megafon… To wystarczyło, żeby Susz założył rogi. W stępie jeszcze się powstrzymywał (bardzo dużo z nim zrobiłam kilometrów stępem w ręku, w najdziwniejszych okolicznościach, czasami całkiem po ciemku w nocy – mogę śmiało przyjąć, że w stępie Suchar jest podporządkowany przewodnikowi w każdych okolicznościach) – ale pierwszy kłus, prośba o łopatkę i się zaczęło: Suchy mentalnie cofnął się do zupełnie niesfornego czterolatka. Próby sprawdzania jeźdźca, ochota na galop, pasja, eksplozja i jedyny komunikat dla jeźdźca: tyyyy! tam na górze! masz sobie ze mną pograć, a nie mną powodować!
Suchy jest absolutnie genialny, kiedy pracuje, ale uległość i bycie biernym odtwórcą woli jeźdźca nie leżą w jego naturze.
On by wolał zaczepki, harce, wolałby piszczeć, biegać i brykać z jakimś kompanem, który robi to, co on. Kiedy jednak Suchy szczerze para się robotą, to jest naprawdę rewelacyjny:
sco1 sco2
Za to kiedy dokazuje, to też jest, hmm, rewelacyjny. Może powinien zmienić branżę na jakieś pokazy cyrkowe? :roll:
IMG_3228_IMG_3227_

Tak czy siak Suchego igraszki nie przyniosły żadnych rezultatów, jeździec nie zmienił zadania, nie dał się ani sprowokować, ani wciągnąć w gierki i jak zadał temat łopatki do wewnątrz, to przyszło ją w końcu zrobić. Zrządzeniem opatrzności trafił nam się na 40 minut całkowicie pusty czworobok – nie wyobrażam sobie możliwości przejechania i wystudzenia takiego startującego wahadłowca choćby z jednym innym koniem na placu. Pozostałoby wtedy zsiąść i dać koniowi poczucie, że osiągnął swój cel. Tymczasem Suchy w końcu wygasił ogień w głowie, ułożył się, podporządkował i pod jego długą grzywką zamiast atomowego grzyba pozostała tylko drużyna nieśmiało machających skrzydełkami małych aniołków. Łopatki zostały posłusznie wykonane. Chwila dla sprawdzenia, czy aniołki utrzymają też ciąg w kłusie, galop dookoła czworoboku z lotną zmianą – uff, utrzymały, zatem stęp i do boksu.
Suchy po tej strasznej dla niego lekcji pokory nie wyglądał na pokonanego czy uciemiężonego, ale jak się dalej okazało wyciągnął jednak bardzo dobre i konkretne wnioski:

IMG_3109_Po pierwsze zapamiętał, że taki wyjazd, mimo że jest ekscytujący, powinien być potraktowany jako coś, co się czasami zdarza i nie warto aż tak go brać do siebie. W związku z tym Suchy po raz pierwszy w obcym miejscu żarł. Żarł wszystko, co mu się pojawiło w zasięgu paszczydła – siano, owies, musli – chyba nawet lepiej niż w domu. W dodatku radził sobie nieźle, kiedy Alpi wychodził i Susz musiał zostać sam w swoim boksie, bez zaprzyjaźnionego konia  obok – dotąd w takiej sytuacji rżał tęsknie, piszczał z podniety, sadził baranki i zachowywał się gorzej niż złapany na lasso dziki mustang. Taka zmiana naprawdę cieszy :)

No i jednak dało radę przeżyć zgięcia i subordynować się w łopatkach, woltach i ciągach:
IMG_3089 IMG_3113IMG_3195IMG_3249IMG_3259
W sobotę staramy się utrzymać to pozytywne nastawienie konia i zostawić mu jak najwięcej luzu. Rano Suchy ma szczytne zadanie w postaci rozprężenia się na czworoboku w szrankach, czyli przejechania sobie wesoło i luźniutko L-ki. Co, jak się okazuje ma sympatyczny akcent w postaci 70% oceny za przejazd od jednej sędziny 😀 Brawo Suchy, oby to była Twoja pierwsza siedemdziesiątka w arkuszach :) I nawet 7 za stęp, co jest dużym powodem do radości.

Suchy jest grzeczny i jak na niego wyciszony, więc popołudniem śmiga sobie C. Z planem przejechania trasy spokojniutko, zachowawczo, przez nóżkę. Sam Suchy jest niezwykle skory do pokazówy, tylko ten tryb paradno-szpanerski nie bardzo jest jak u niego wyłączyć 😉 a to jakoś nie sprzyja wykonywaniu w kolejności elementów. Udaje się jednak i mimo mankamentów, związanych z pośpiesznym stępem i utratą rytmu w kłusie mamy ponad 60%, a niesubordynacji i errorów brak. W boksie pasza w dalszym ciągu znika :) Dla nas to naprawdę triumf.

IMG_3309

Niedziela jest znacznie trudniejsza, bo i program bardziej wymagający (C2), ale też ja mam dwa przejazdy na Alpusie i w związku z tym mogę mniej zająć się Suszem (w przerwach między konkursami spaceruję z Suszarką w ręku). Suchy idzie na czworobok. I niby to ujeżdżenie takie proste, a dla Suchara tyle w nim punktów zapalnych:
– nie spodziewał się ciągu z półwolty, a on lubi wszystko wiedzieć z góry, jeśli czegoś nie przewidzi i jeździec go zaskoczy, to mamy piskanie i error,
– dodania w galopie – skrócenia po nich są zdecydowanie za karę, jeśli Suchy nie odpowie na półparadę, to włącza mu się piskanie i error,
– lotne zmiany – jeśli nie robi ich w naprawdę totalnie wyluzowanego, tylko nieco podminowanego galopu, to mamy piskanie i error…
Tym razem, mimo że guzik od piszczenia był wciskany na czworoboku raz po raz i Suchy był blisko do przełączenia się w tryb rączy, to kontroli i współpracy nie zabrakło. Nadal przez nóżkę, nadal zachowawczo, ale 60,721% to już nie jest powód do wstydu :) Dziesięć procent więcej, niż poprzednim razem 😆

Na razie chyba na kolejne wyjazdy to jest właściwa strategia dla Susza – dać mu jak najlepsze uczucia związane z czworobokiem. Brak presji, możliwość popełniania pomyłek, tak, żeby uznał, że nic specjalnego to całe startowanie, a w sumie to nawet jest trochę nudne 😉 Jeśli to osiągniemy i Suchy będzie już pewnym partnerem dla jeźdźca na czworoboku – to wtedy będzie można zacząć jeździć już bardziej jak w domu:

60 comments

Skip to comment form

  1. Ewa

    Wielkie wow! Naprawdę po tym filmiku odejmuje mowę!

    1. quanta

      Tylko na filmie jest Suchy w domu, a na wyjazdach mamy Suchego, który psychicznie jest dwa lata młodszy 😉 Plus na filmie robi łatwe rzeczy: paradoksalnie wielki, obszerny i rozbujany ciąg przez całą halę jest dla tego konia jak kostka cukru (miły i można się wyluzować w trakcie), a króciutki ciąg z półwolty, w którym się wszystko szybciutko zmienia (a to emocje) i który trzeba błyskawicznie pomieścić (jak to zrobić w takich dużych krokach?) jest MEGA trudny dla tego konia.

  2. Lola

    Ależ on jest niesamowity! Spadłam z krzesła!

  3. Ewa

    Ja nadal jestem pod wrażeniem jego galopow są cudowne, A te jego skrócenia obejmują mowę

  4. Ewa**

    Odejmuja*

  5. Sara

    O matko jak on chowa pod siebie zad podczas skróceń w galopie!! Cudownie, chętniej zobaczyłabym więcej takich filmików :)

  6. Anna

    Dlaczego pakujesz w C klase konia mentalnie na to nie gotowego? Nie lepiej objeździć go w P, gdzie masz w porywach ustępowanie i pośrednie chody? A potem na spokojnie N.
    To taka Polska moda, że ujeżdżenie zaczyna sie od C. Na zachodzie objeżdża się konie od grupowych konkursów dla młodych koni i po kolei klas, a u nas 5 lat na hali, potem munsztuk i heja! Tylko nagle zonk bo koń świat zobaczył i nie dźwignął psychicznie 35 elementów przejazdu.

    1. quanta

      Dlatego, że Suchy potrzebuje rzucania go na głęboką wodę – taka jest sugestia mojego trenera. Mnie jako startowanie jako takie nie kręci w ogóle, wyjazdy uskuteczniam wyłącznie dla koni. Suchy ma super panowanie nad sobą, kiedy się nic nie dzieje, ale musi je zdobyć wtedy, kiedy emocje rosną i nie ma innej metody, jak na te emocje go wystawiać. Emocje są przy lotnych i przy cofaniu, a nie przy ustępowaniu i chodach pośrednich. Dla mnie klasa nie ma znaczenia – może następnym razem Susz pójdzie N, a może P, zważ, że teraz dla wyluzowania przeleciał sobie Lkę.
      BTW – polska moda, nie Polska moda, to przymiotnik i nie piszemy go wielką literą.

      1. Anna

        Super i w L wykręcił 70%, więc może metoda małych kroczków. Niech najpierw ogarnie emocje w niższych klasach i stopniowo zacznie się ogarniać i w C.
        Fakt jest duża litera, mój błąd, a raczej edycja w tablecie.

        Chyba o Suchym pisałaś, że od 3 lat jest w robocie, w tym rok na łąkach?

        1. quanta

          No i to są właśnie małe kroczki – nikt nie chce od Suchego ani wyników, ani jakości, tylko zrozumienia, że czworoboki się przytrafiają i lotną zmianę robi się w nich jak w domu. Wyjazdy i zawody rozpatruję tylko i wyłącznie TRENINGOWO. Jeśli tylko będę miała poczucie, że jakiekolwiek wymagania są dla Suchego za duże – odpuszczę. Naprawdę możesz mieć o to spokojną głowę :)
          Zeszłą wiosną uczyłam Alpusa wchodzić do przyczepy. Ten to dopiero był mentalnie niegotowy 😉 Na sam widok przyczepy wpadał w histerię, stojąc trzy metry od trapu potrafił tak się zapętlić o własne nogi, że porwał mi dwa komplety ochraniaczy, zanim w ogóle dotknął trapu. Nie zamierzałam się wycofać i pokazywać mu do dziś przyczepy przez okno w boksie – koń musiał się zmierzyć ze swoimi strachami, pokonać je i przekonać się, że nic strasznego mu się nie dzieje, warto zaufać człowiekowi, w efekcie zakodować, że nie warto na zapas generować sobie strachów.
          Ostatnio musiałam załadować Alpa w trakcie śnieżycy, prawie po ciemku, pośród poparkowanych dookoła przez nierozgarniętych kierowców samochodów – wlazł w kilka minut, bo mimo tego, że się bał, wiedział też, że żadna krzywda mu się nie stanie.

          A jeśli już jesteśmy przy polskich modach – uwielbiam to porównywanie, że u nas to dno i 100 metrów mułu, a na zachodzie to wspaniale, cudownie, miód, lukier i mleko. Miałam konia przez trzy lata w treningu w jednej z topowych stajni w Niemczech zajmującej się pracą z młodymi końmi ujeżdżeniowymi. Jeździłam tam regularnie, po drodze odwiedzając paru znajomych jeźdźców pracujących w różnych ośrodkach szkoleniowych. Wierz mi, tam też są problemy, tam również spotyka się nie „książkowe” konie, a bywa, że zajeżdżone jako 3,5 latki i teoretycznie planowo prowadzone (ba, startujące w tych wspomnianych grupowych konkursach dla młodych koni) trzeba na ich szósty rok życia od nowa zajeździć. Casus mojego Zombiego.

          1. Broszka

            Nie tyle co polska moda a brak ambicji u nie których osób, aby brać swoje młode konie na treningi czy zawody. Też wrzuciłam mojego młodego konia na głęboką wodę, pojechał pierwszy raz w życiu na trening do Pani Ani Piaseckiej na kilka dni w kompletnie inne miejsce bez swoich przyjaciół. Przeżyliśmy wszystkie emocje od przerażenia po dumnego i pewnego siebie konia na czworoboku. Borek ledwo pół roku pod siodłem chodził i robił to samo co Suchy, ale wrzucenie na głęboką wodę spowodowało, że chłopak się ogarnął.

          2. quanta

            Każdy doświadczony trener i zawodnik na hasło „Mój koń się boi na zawodach”, „Mojego konia zżerają emocje na czworoboku” odpowie: „Musisz jeszcze więcej wyjeżdża”, „Musisz jeszcze więcej startować”. Niestety to tak działa – jestem pierwsza w kolejce do tego, żeby leniwie siedzieć sobie w domu, ale zdecydowanie rozumiem zasadność działania i widzę już, jak bardzo w głowie zmieniły się wyjeżdżające raptem drugi raz na starty konie.

        2. Anna

          Nigdzie nie napisałam, że na Zachodzie to mlekiem i miodem a u nas średniowiecze. Nie urwałam się z choinki i wiem, że tam też jest ciemna strona mocy 😉
          Dziwię się tylko, że pchasz tak młodego konia w C klasę. To o nim pisałaś, że dwa lata jest w robocie? Bo tu mam zgrzyt, że ledwo co zaczął a juz C i munsztuk.
          Tak wiem, że munsztuk to nic złego i że wiek Suchego pozwala mu na starty C. Chodzi mi o psychiczną dojrzałość konia, o którym piszesz, że skwierczy i robi programy dowolone na 1 nodze.

          1. quanta

            Za duży nacisk kładziesz na klasę konkursu, za duży nacisk na munsztuk (a cóż to za różnica w stosunku do zwykłego wędzidła, poza precyzyjniejszą komunikacją?). Jakie to ma znaczenie? Wybór klasy C jest dyktowany wyłącznie tym, że tam się dzieje dużo elementów po sobie i to z tym Suchy ma problem. W prostych konkursach on nie dotrze do granicy swojej słabości, a żeby mógł ją pokonać, musi się z nią zmierzyć. Tym bardziej, że on potwornie przeżywa, kiedy mu się cokolwiek nie udaje i jest całą duszą szczęśliwy, kiedy coś przychodzi mu z łatwością – tylko wtedy naprawdę potrafi naprawdę wyluzować się i zrelaksować. Musi zatem zrozumieć, że nawet kiedy nie jest jego zdaniem idealnie, to i tak trzeba zaufać jeźdźcowi i zająć się bieżącą chwilą, a nie tym co może zaraz będzie.
            Suchy po każdym takim wyjeździe jest naprawdę innym koniem. Wczoraj śmigaliśmy sobie kawaletki i po raz pierwszy w jego życiu radził sobie bez najmniejszego stresu z krzyżakami w galopie. On zawsze je niemiłosiernie przeżywa, robi za dużo, stara się być idealny, generując przez to mnóstwo napięć. Ba, to jest tak wrażliwy koń, że dla niego robi różnicę, czy jedziesz krzyżaki w kierunku na środek hali (całkiem spoko), czy na ścianę – co u Suchego działa tak: zaraz zaraz, tam jest banda, a co jeśli stracę równowagę i będę musiał popędzić? A jeśli się nie zatrzymam? A w ogóle w którą stronę skręcam? O rety, te drążki to już? Kiedy ja jeszcze nic nie wiem, nie zdążyłem się przygotować – i już są emocje, i już są nerwy, i już jest skupienie na przewidywaniu, co też się jeszcze zdarzy i będzie za chwilę. Wczoraj po raz pierwszy miałam pod siodłem wyluzowanego konia, który zasuwał sobie galopem po kawaletkach w każdą stronę parskając, z wiszącym luźno ogonem, skupionego na tym, co właśnie się dzieje i zupełnie z dystansem mruczącego sobie pod nosem: „O, a ta odległość mi mniej pasowała… Nie szkodzi, już mamy kolejny drążek i teraz pójdę sobie lepiej.
            Co ja bym dała, żeby Alpi wyciągał chociaż połowę tych wniosków, które do domu przywozi ze sobą Suchy…!

          2. Moona

            quanta, opisane przez Ciebie zachowanie Suchego to wypisz wymaluj moje zachowanie na cokolwiek nowego 😛

    2. Miśka

      Oprócz tego co napisała Quanta (a co doskonale rozumiem, jeśli nie ma się zamiaru startować w 30 imprezach w sezonie, tylko skutecznie rozpracowywać konkretne bolączki i słabsze punkty swojego zwierza) dodam, że nagminne zgłaszania konia robiącego już prawie z marszu elementy klasy C/CC do klas najniższych jest trochę nie w porządku względem innych zawodników – i to już jest z kolei bardzo polskie podejście, nie tylko w tej dyscyplinie… :)

      1. quanta

        Absolutnie się z tym zgadzam. Suchy chodzi w domu już dużo elementów Małej Rundy, a startuje się zawsze niżej, niż poziom treningu. Przy czym faktycznie, kilku moim koleżankom, które dopiero zaczynają swoją przygodę z ujeżdżeniem i które z masą obaw, nerwów jadą pierwsze starty zrobiło się strasznie smutno, kiedy dowiedziały się, że Suchy jedzie L. Na szczęście udało się tak podzielić konkursy i dni, żeby nie kolidować rywalizacją, bo każdy zdecydowanie powinien mieć szansę sprawdzić się w swojej klasie i zająć miejsce na podiium.
        Prawdopodobnie na przyszłe zawody zabieram swoją podopieczną, która ma młodego konia i dopiero co ogarnęła jego pierwsze poskładanie i rozluźnienie w galopie. Pakowanie jej na konkurs z koniem, który już wie, co to zebranie i dla którego ustawienie na pomocach jest oczywiste, byłoby kompletnie nieuczciwe. Każdy musi zmierzyc się ze swoim poziomem trudności – dla podjezdka to będzie zagalopowanie w narożniku i koło w galopie, dla Suchego zapanowanie nad emocjami w elementach.

        1. sumire

          Trochę tego nie rozumiem – to startowanie Suchym w L w inny dzień niż konie koleżanek (na wcześniejszym etapie wyszkolenia) jest ok, bo koleżankom nie jest wtedy smutno. A inni zawodnicy startujący w tym samym konkursie, co Suchy, niech się czują jakkolwiek widząc, że ten sam koń jedzie potem C? Suchy startował w jednym konkursie L z 5-latkiem, który zapewne jest o wiele mniej zaawansowany w treningu – i to jest uczciwe? Przyznam, że mam mały zgrzyt względem tego, co piszesz. Wszystko by było ok, gdyby to był przejazd szkoleniowy, nie wliczany do ogólnej klasyfikacji… Dla mnie to jest podobnie fair, jak sytuacja, gdy dorosły, bardziej doświadczony zawodnik jedzie sobie skokowe L i przy losowaniu nagród do tego losowania przystępuje do spółki z dzieciakami, choćby przejazd był o kopystkę…
          Jak jeszcze jeździłam na zawody taneczne, to tam zasada była taka, że jak ktoś na danym poziomie zaawansowania wygrał lub zajął drugie miejsce (zależało od levelu), to awansował do wyższej kategorii. Przy awansie do najwyższej kategorii (open) i wygraniu w niej przynajmniej raz już nie można było więcej tańczyć w „niższych” konkurencjach. Bo różnica pomiędzy nimi jest jak przepaść. Na tej samej zasadzie jakie szanse w L ma młody koń wobec takiego, który w domu robi elementy MR? I który jednak jest w stanie pojechać to C powyżej 60%?

          1. Magda

            Sumire, rozumiem Twój zgrzyt. Z drugiej strony czy na tej zasadzie należy zrezygnować z przejechania L-ki, mimo że jest to rozwojowe dla konia?
            Szczerze mówiąc nie wiem jak to wygląda od strony technicznej, ale chyba rzeczywiście najbardziej optymalne w tej sytuacji byłoby uznanie takiego przejazdu za przejazd treningowy i wsio. 😉

          2. sumire

            Nie chodzi o rezygnację z przejechania L-ki. Ale istnieją czworoboki szkoleniowe, to raz – i to jak najbardziej jest miejsce do trzaskania L-ek szkoleniowo, bo nie ma rywalizacji (a cała oprawa taka, jak na zawodach). A dwa, to skoro na zawodach halowego WKKW w Aro można było pojechać poza klasyfikacją właśnie w celu nauczenia konia czegoś (był taki przypadek, że eliminacja na skokach, ale pozwolono parze przejechać cross dla samego przejechania), to przypuszczam, że tutaj też – w sumie co temu sędziemu za różnica, czy policzy przejazd do klasyfikacji, czy nie? Zwłaszcza, że (o ile przez rok nic się w tej kwestii nie zmieniło) można było pojechać jeden konkurs dwukrotnie na tym samym koniu (pierwszy przejazd klasyfikowany i drugi szkoleniowy), więc nie sądzę, żeby był problem ze zrezygnowania z bycia klasyfikowanym… Jedyny minus, to że nie można wtedy znaleźć wyników danego konia przy jego ewentualnej sprzedaży (tylko na co komu przy koniu chodzącym C jego wyniki z L?).

          3. quanta

            Sumire, wybacz, ale myślę, że trochę przereagowujesz. To były zawody regionalne/towarzyskie, o jakich klasyfikacjach i rankingach może być mowa przy zawodach, które się jedzie totalnie bez napinki i treningowo? Suchy poszedł w najmniej obsadzonym konkursie, w dniu, kiedy dostępna była również do przejechania druga Lka (w niedzielę taki konkurs był już tylko jeden i Suchego na niego nie zapisywałam). Dalej – Suchy nie jest :koniem chodzącym klasę C” – tylko młodym, trochę niesfornym i bardzo, bardzo niedoświadczonym koniem, który w grudniu po raz pierwszy w życiu biegał w prawdziwych szrankach. Nie traktuj go jak starego wygi, który na regionalną Lkę w środku zimy przybył prosto z czworoboku Aaachen po to, żeby nieuczciwie wszystkim popsuć zabawę. Mógł przecież jak na swoim poprzednim wyjeździe wykonać demoniczną linię środkową i zakończyć swój przejazd dzwonkiem. Wytuptał swój konkurs, wyluzował się, coś zrozumiał, coś zapamiętał – nie będzie już więcej biegał L-klasy. Zaręczam, że nikt nie czuł się pokrzywdzony :) Przecież nawet ten smutek koleżanek, który Cię chyba poruszył – to przecież nie były żadne prawdziwe łzy, tylko raczej westchnięcie – z przymrużonym okiem – no to jak ja wypadnę przy Suchym 😉

          4. sumire

            Domyślam się, jaka była reakcja koleżanek i że nie był nią autentyczny płacz. Jak również tego, że to nie są zawody liczące się do żadnego rankingu. Jedyny mój zgrzyt polega na tym, że mógł pójść tę L-kę z komunikatem „przejazd szkoleniowy” albo na otwartych czworobokach, bo oczywistym jest, że jego poziom wyszkolenia znacznie przekracza L. Po prostu na miejscu zawodników na koniach młodszych, będących krócej w treningu etc. pewnie w tej sytuacji zrobiłoby mi się smutno, właśnie na zasadzie westchnienia „gdzie mi z moim koniem do niego”. Choć cel treningowy jako taki (naprawdę!) rozumiem.

          5. quanta

            Sumire, mogę obiecać specjalnie dla Ciebie, że jak następnym razem zabiorę konie w mega mroźną zimę na wyjazd, gdzie najpierw będzie ciężki i wymagający trening Suchego zakończony pełnym sukcesem, potem jeszcze przejeżdżenie Alpa w nowym miejscu, co jest również diabelnie wymagającym psychicznie dla jeźdźca zadaniem, szczególnie, kiedy z mrozu opadają człowiekowi palce i ciekną łzy po policzkach, a po ogarnięciu i nakarmieniu koni zrobi się godzina prawie 21sza i jeśli w tej sytuacji kiedykolwiek pojawi się podsunięty wówczas przez trenera pomysł nagrodzenia współpracy konia łatwym i miłym czworobokiem, to wyskakując z samochodu, w którym w te pędy już siedzę cisnąć pedał gazu, żeby dojechać jeszcze do Cebuli i poświęcić jej trochę czasu (spacerowałam z nią na hali po 22giej tego dnia) i próbując znaleźć żywego ducha w biurze zawodów nie zapytam „Czy mogłybyśmy dopisać konia do mało obsadzonej Lki?” tylko „Czy mogłybyśmy dopisać konia do mało obsadzonej L-ki – tylko koniecznie poza rankingiem”. Może być? 😉

      2. Xrib

        Rozumiem, że trzeba jakoś konie objeżdżać, ale od tego są przejazdy treningowe czy poza konkursem, a nie C-klasowym koniem L-kę jechać. Nie fair i już.

        1. quanta

          A Alpim P-tkę było fair jechać czy nie było? :)

        2. Miśka

          Lka Suchego nikomu nie zabrała medali ani punktów, ba on nigdy nawet Lki nie wygrał, więc nie wiem samire czy Twoja złość i zarzuty są kierowana pod dobry adres :)

          Swoją drogą niesamowity jest oddźwięk negatywnych komentarzy w internetach – jedziesz ze swoim koniem na zawody, szczerze opisujesz od miesięcy swoje konie, treningi i życie stajenne, to w podzięce jedni napiszą, że na cholerę zgłaszać do C, drudzy że Lka nie fair, jeszcze inni po losowo wybranym zdjęciu z posta zarzucą przejazd klasy P w munsztuku… :)

          1. quanta

            I niestety dlatego od dłuższego czasu zastanawiam się szczerze, czy nie zakończyć obecnie działalności bloga.
            Jednak wolę poświęcać swój czas moim zwierzakom, treningom, paru podopiecznym i również przyszłej stajni, a nie internetom.

          2. Ewa**

            Quanta absolutnie, nawet tak nie mów… Twój blog to kopalnia wiedzy i bardzo fajnie się to czyta. Krzykacze zawsze będą. Skoro zdecydowaliscie Suchego pokazać w L, to znaczy ze były ku temu powody i kropka. Skoro przepisy nie zakazują, sędziowie Was nie zdyskwalifikowali, to znaczy że wszystko jest ok. Znaleźli się obrońcy ucisnionych sierotek, które nie wygrały kopystki…. zenada!!

          3. Miśka

            To ja dla przeciwwagi i zwrócenia głów na jasną stronę mocy :)

            Na zylion procent jest ogromna grupa ludzi (siedzą cichaczem, ale statystyki nie kłamią),
            która wiele wynosi z lektury tego bloga i Twoich doświadczeń. Jestem żywym przykładem
            – na wpis o tych zawodach czekam od momentu zobaczenia fotki Suchego na jednej nodze
            i sprawdzałam trzy razy dziennie czy już coś się pojawiło. Tak jak teraz na wpis o Alpim!

            Od wielu lat moja jazda konna to było klepanie kilometrów po lesie, a dzięki Tobie,
            Quanta, złapałam autentyczną zajawkę na ujeżdżenie i świadomą pracę z koniem.
            Mam pomysł na każdy trening, robię miliony przejść, różnych zadań, nie odpuszczam
            i nie zniechęcam się tak łatwo jak kiedyś, mniej też we mnie strachu. A koń dostał
            nowe życie, które chyba nawet mu się podoba, a na pewno dobrze wpływa na jego
            głowę i ciało :)

            Także baaaardzo proszę o wytrwałość i znalezienie chwili czasu i chęci na nowe posty!
            I jednocześnie jeszcze bardziej dziękuję, że znajdujesz siły na bloga w tak niesprzyjającym
            środowisku, bo ciągle zastanawiam się, jak to możliwe, że mając zaledwie dobę ogarniasz
            swoje niemałe stado, budowę wyczesanej w kosmos stajni, pracę, życie rodzinne.
            Mistrzostwo Świata po prostu. Także ten, tego – high five i wielkie dzięki! :)

          4. Ewa**

            Dokładnie Miska☺ ja tez bym nie chciała, żeby przez jakieś bezsensowne teksty Quanta się zniechęciła. Swoją drogą nie mogę się doczekać relacji z przejazdu na Alpim

          5. quanta

            Nie przez teksty, tylko przez czas… Do niezmiernego zainteresowania moimi końmi zdążyłam już dawno przywyknąć (generalnie już duet Skarek&Zombie był na zmianę albo beznadziejny (szkoda spodni), albo fantastyczny i tylko ja nie dawałam się chłopakom właściwie rozwinąć, albo też w ogóle nie pracujący pod siodłem z uwagi na rozliczną kolekcję schorzeń i chorób. Haters goona hate. Mam jednak teraz priorytet budowy stajni (która też na pewno będzie nie taka, źle zaplanowana, źle wybudowana, w złym miejscu, albo z kiepską nazwą czy co tam jeszcze ludzkie głowy wymyślą). Za chwilę ruszam pierwszego konia na dziś, a tu proszę, siedzę już pół godziny i odpisuję na komentarze 😆

          6. Mustangowa

            Podpisuję się rękoma i nogami! To Ty pokazujesz jak cudowne może być ujeżdżenie, dzięki Tobie zrozumiałam i pokochałam tę dziedzinę jeździectwa, a bloga odświeżam minimum 2 razy dziennie. Pisz dalej, proszę :).

          7. quanta

            Naprawdę może być diabelnie krucho z czasem, poza tym szykuje się mi trochę zmian i nie wszystkie dobrze znoszę (bo będą i przeprowadzki koni… i rozstania). Tym niemniej strasznie mnie cieszy, jeśli ktoś złapie bakcyla i poczuje pasję. Mam to teraz na co dzień z moimi podopiecznymi i dziewczynami, które zaczynają kierunkowo i systematycznie pracować ze swoimi końmi. Znajdują sposób na komunikację, porozumienie się, odkrywanie w tym wszystkim lekkości i poprawienie swoich relacji ze zwierzakiem – niezależnie od tego, czy jest on czempionem, czy zupełnie zwykłym koniem, czy wręcz koniem z masą problemów, któremu po prostu trzeba pomóc. To jest bezcenne :)

          8. sumire

            Miśka, to nie złość, raczej hm… zdziwienie? Akurat konkurs, o którym pisałam, Suchy wygrał, ale mniejsza o to. I mimo tego, co napisałam wcześniej, konie Quanty mi się podobają, podoba mi się, jak się rozwijają, i lubię tu zaglądać. Pod sporą częścią tekstów bym się podpisała rękami i nogami, część jest dla mnie w jakimś sposób inspirująca czy motywująca. Ale to nie jest równoznaczne z wyrażaniem zachwytu w każdej możliwej sytuacji. 😉
            Ewa**, nie czuję się krzykaczem ani tym bardziej niczyim obrońcą, wyraziłam tylko swoją opinię. To, że nie do końca coś rozumiem czy się z czymś zgadzam nie jest równoznaczne z krytyką („ja bym tak nie zrobiła „=/= „ty robisz źle i fuj”). Owszem, trochę mam dysonans między pierwszym akapitem komentarza Quanty a drugim. Ale nie było moim zamiarem na nią najeżdżać ani nic w ten deseń.

          9. Amelia

            Hm… Moim skromnym zdaniem to nic złego że dobrego konia zapisuje się na L klasę, niemniej jednak jest to nieprofesjonalne. Dlatego że na L klasę dla tego konia (a właściwie tych koni) był czas dużo wcześniej. I wtedy nikt nie miałby pretensji. Bo nikogo nie dziwi widok nieobjeżdżonego po zawodach, panikującego konia w Lce, ale w C już wygląda to trochę komicznie.

          10. quanta

            Amelio, pozwolę sobie nie zgodzić się z Tobą w dwóch miejscach.

            Nieprofesjonalnym by było śmigać cały sezon na Suchym Lki na wszystkich możliwych zawodach, najlepiej obnosząc się przy tym jak nam świetnie idzie.

            „Dlatego że na L klasę dla tego konia (a właściwie tych koni) był czas dużo wcześniej.”
            Takich rzeczy szczerze mówiąc naprawdę nie chciałabym czytać na swoim blogu. ZAWODY SĄ DLA KONI, A NIE KONIE DLA ZAWODÓW! Nie ma czasu na coś, to nie wyścig kto pierwszy i kto lepszy. W środowisku, w którym ja się obracam (a są to naprawdę topowi jeździ, startujący w czubie w Polsce i za granicą) nikt nie patrzy w pierwszej kolejności na wyniki, puchary i rankingi. Każdy traktuje starty jako rozwój, drogę do przejścia, której cel sam sobie wyznacza i przygodę z koniem.
            To, że czas minął, to że koń powinien coś robi – to naprawdę potwornie przedmiotowe podejście do zwierzęcia. Pamiętam, jak słyszałam o Skwarku słowa „on ma siedem lat, powinien się już kręcić!” – w kontekście tego, że biedaczek był zupełnie niegotowy na podejścia do piruetów w galopie. Cóż, mogę to skomentować tylko w ten sposób, że żaden z koni dziewczyn tak chętnie komentujących, co też koń powinien robić nie doszedł do poziomu Grand Prixi i nie startował w Mistrzostwach Polski.

            Koń panikujący – albo rozrabiający w klasie C – wygląda komicznie? Zacznij pracować z końmi, to szybko zmienisz zdanie. Wrażliwe i emocjonalne nie są robotami. Pooglądaj sobie przejazdy chociażby z Londynu z olimpiady – tam były konie, które przegrały z własną głową na czworoboku grand prix, bo spadł na nie deszcz, albo przerosły je emocje przed przejazdem. A przecież te konie wszystkie były dorosłe, dojrzałe, obstartowane, każdy z nich zakwalifikował się wcześniej na olimpiadę. To nie są roboty, mają prawo do swoich przeżyć.
            Może ten koń też wyglądał komicznie, albo był niegotowy do czworoboków? Bo robił to wielokrotnie podczas różnych wyjazdów – a finalnie nie dość, że nie przeszkodziło mu to wygrać dwóch olimpiad, mistrzostw Europy, to jeszcze zostać wzorem doskonale pracującego ujeżdżeniowego konia:

          11. Magda

            Amelia, tyle, że kiedy Suchy jako koń C-klasowy śmigając C klasę robi sobie przerwy na radosne podskoki na jednej nodze z bagażem w postaci jeźdźca przyczepionym do pleców.
            Ta „C klasa” to nie tylko mnogość elementów jakie koń potrafi wykonać w domu, ale też to, czy jego głowa poradzi sobie z nimi na wyjeździe. I może jego ciało jest gotowe na więcej i- chcąc nie chcąc- L klasowe elementy wykona zdecydowanie lepiej niż inne konie jadące ten konkurs, ale jego trudnością jest głowa, która nadal siedzi w klasie L. W moim odczuciu Suchy ma C klasowe ciało i elkową głowę i podczas tego wyjazdu i głowa i ciało dostały taką porcję wrażeń, na którą w danym momencie są gotowe.
            I pozwolę sobie na małą dywagację odnosząc się do Twojego komentarza: zastanówmy się na jakim etapie była głowa Suchego, kiedy jego ciało śmigało elementy klasy L i z jakiego powodu Quanta nie wsadziła go wtedy między szranki… 😉

            Swoją drogą pewnie gdyby zapytać wszystkich tutaj obecnych wprost czy trening wymaga doskonalenia tylko końskiego ciała, czy może również i głowy, to opinie byłyby zdecydowanie mniej zróżnicowane. . 😉

          12. quanta

            Tak się właśnie zastanawiałam, czy ktokolwiek w ferworze komentowania startów za wysoko, startów za nisko, czasu na starty, które są właściwe i odpowiednie dla konia pomyśli po prostu o samym koniu :)
            Czteroletni Suchar był przeżywającym wszystko rogatym i porywczym Sandro Hitem, który na wyjazdach z emocji, stresu i nadmiaru bodźców spłonąłby jak pochodnia. Za mało jeszcze rozumiał, za mało ufał, w chwilach napięcia mógłby co najwyżej jeźdźca zaczepiać i prowokować do walki o swoje warunki gry, a nie zaufać jeźdźcowi i się mu poddać. Fair wobec konia było dać mu czas i odpuścić starty – co z drugiej strony nie znaczy, że koń, który nie startuje ma chodzić po prostych w trzech chodach kompletnie nic po drodze nie robią. Ba, takiego inteligentnego konia, jak Suchy wręcz trzeba zarzucać zadaniami, żeby się na co dzień po siodłem nie nudził. A że przy okazji koń się od takich zadań i ćwiczeń ujeżdża – cóż zrobić, płakać nad tym chyba nie warto 😉

          13. MtC

            Często tu zaglądam, komentuję rzadko, ale jeśli mogę coś zasugerować – zablokuj komentowanie postów 😉 Skoro już męczą Cię hejterzy. Jest wiele osób, które czyta Twojego bloga i wiele na tym korzysta (i korzystają w efekcie jego konie), więc jeśli w ferworze walki z za krótką dobą znajdziesz czas to pisz proszę dalej 😉 Mądry wyciągnie z Twoich tekstów naukę dla siebie, najmądrzejszy skrytykuje i każdy będzie miał z tego korzyść 😛 Fakt – nieco irytujące są nadmiernie schlebiające komentarze, albo krytykujące, które nic nie wnoszą, więc ich po prostu nie czytam :) Jakoś szkoda mi fatygować klawiaturę, żeby hejtować 😛 Pozdrawiam i skoro już piszę to zapytam: co u mojego ulubieńca Zombiego??? :)

        3. Xrib

          Publikując w sieci trzeba liczyć się z komentarzami, nie tylko pianiem z zachwytu, ale także tymi mniej pozytywnymi. Z mojej strony nie ma żadnej zazdrości ani nie jestem obrońcą uciśnionych sierotek co nawet kopystki nie wygrały. Jeśli koń został zgłoszony do konkursu C to znaczy, że jest na C klasę gotowy. W takiej sytuacji jechanie konkursu 3 klasy niżej jest nie fair. I naprawdę nie ma tu żadnego znaczenia czy to były mistrzostwa intergalaktycznie czy konkurs o gacie sołtysa za stodołą ani czy był to konkurs mało oblegany czy nie. Przepisy a i owszem tego nie zabraniają, ale to w dalszym ciągu nie oznacza, że było to fair. W pełni rozumiem cel treningowy jechania L-ki, ale gdyby przejazd był zgłoszony jako treningowy ten cel również zostałby osiągnięty z takim samym skutkiem. O to chodzi mi i sumire.

          Zdarzało mi się startować w L-kach z zawodnikami jeżdżącymi GP objeżdżającymi młode lub problematyczne konie i wiecie co, jakoś oni nie uważali zgłoszenia przejazdu treningowego albo rezygnacji przed zakończeniem przejazdu za ujmę na honorze. Osiągali swój cel treningowy, a jednocześnie byli fair w stosunku do innych zawodników. Można?

          1. Ewa**

            Dobra dziewczyny nie będziemy się kłócić. Każdy ma prawo mieć własne zdanie. Blog jest za bardzo profesjonalny, zeby zasmiecac go slownymi przepychankami. Ja nie widzę problemu wspólnego Startu z lepszymi ode mnie (a byłam w takiej sytuacji nie raz), nawet działa to na mnie mobilizujaco. Nie wychodze też z założenia, że wszyscy startujący ze mną w dajmy P klasie, muszą reprezentować podobny poziom jak ja. Jedni będą lepsi, drudzy będą słabsi, jedni beda mieli konia klasy Suchego, inni zas konia hmmm troszke mniej predysponowanego i co? To znaczy, ze przed kazdym zapisem na zawody mam sprawdzac zgloszenia innych, zebym czasem nie trafila na kogos lepiej przygotowanego i w dodatku na lepszym koniu niz moj Blaksio?? Zawsze rywalizujacy ze sobą będą różnić się poziomem wyszkolenia i przede wszystkim doswiadczeniem, tak Jest i tak będzie, bo miedzy innymi na tym polega rywalizacja.
            Swoją drogą chciałbym kiedyś trafić na wspólną listę startową z Quanta

  7. Moona

    Prawdziwie gorący koń :)

    A jak poszło Alpiemu? Czy tego dowiemy się z następnego wpisu? 😉

  8. Moon

    Jezzzzzus jak on się zadem pcha w tym galopie! O.O

  9. rybka

    Nadal mam ciary jak widzę go stojącego na jednej nodze, brrrrr… Może lodem go okładaj przed wyjazdem na zawody, może to mu emocje ochłodzi 😉 Super wygląda na filmiku!

  10. bukiecina

    Mam wrazenie sztucznosci i napiecia na tym filmie. I za glebokie ustawienie paszczy jak dla mnie. Ale moze sie nie znam.

    1. Ewa**

      Ja tam nie widzę sztucznosci czy napięcia… za to widzę fajna kadencję w klusie (może czasem zdaza się lekka utrata równowagi, no ale Quanta nigdzie nie napisała, że Suchy to już mistrz świata i okolic…) i rewelacyjny galop, Z przeswietnie aktywnym, okrągłym zadem. Dla mnie to świetny obrazek młodego konia zaczynajacego dorosla prace i boję się myśleć co to będzie, jak się w tej dorosłej pracy otrzaska ☺

    2. Flondra

      Najczęściej widzimy konie na początku pracy (prawie suróweczki), a później wyszkolone do klasy GP lub niedaleko. Ten jest w połowie (bliżej, dalej?) drogi do etapu końcowego* szkolenia i do płynności ruchu, perfekcji wykonanych elementów jeszcze mu brakuje. Ale to się wypracuje 😉

      * o ile taki istnieje 😉

      Miłego Dnia!!! :)

    3. quanta

      Muszę przyznać, że „za głębokie ustawienie paszczy” rozbroiło mnie swoim profesjonalizmem :)
      Popatrz uważnie na filmik. Suchy spada, nie dźwiga szyi, jeździec wielokrotnie unosi dłoń do góry, sugerując koniowi otwarcie nosa. Kontakt jest w gramach (każdy, kto miał okazję mieć Suszarkę w ręce zakochuje się w uczuciu, jakie on daje jeźdźcowi), ale łabędzia szyja to zmora do pracy i bardzo dużo czasu trwa, zanim koń sam jest w stanie ją trzymać rozwiniętą. Wysiłek porównywalny, jakby stać przez 30 minut z uniesionym ramieniem – jednak wygodniej byłoby puścić rękę luźno do dołu, prawda? Otwarcie Suchemu frontu to jest jeden z głównych punktów w pracy, ale to zajmie jeszcze dużo czasu, to nie jest tylko kwestia przesunięcia gdzieś tam łba czy nosa – trzeba wzmocnić i nabudować mięśnie karku, łopatek – a to się robi w miesiące, a nie kilka jazd.
      Suchy jest daleki od wzorowego obrazka, wielokrotnie o nim przecież pisałam i będę pisać – to jest geniusz i idiota w jednym. Ma fantastyczny zad i ogromny talent do zebrania, ale z drugiej strony jest totalną nogą, jeśli chodzi o samodzielne trzymanie rytmu, w czym mu przeszkadza paradoksalnie trzymanie różnych napięć i nadmiernej bezwładności części ciała równocześnie (złapią plecy, wylata łopatka, napną się lędźwie, ale tylna noga ucieknie i weź to człowieku poskładaj do kupy). Szczerze i uczciwie – nie widzę w nim materiału na odnoszącego miażdżące sukcesy sportowca, ale jest fantastycznym koniem, który w pracy potrafi oddawać całe swoje serce i zwyczajnie chcę mu pomóc bardziej panować nad swoją głową i swoim ciałem – i stąd będzie kontynuował trening. Czas pokaże, z jakim rezultatem.

      Poza tym Suszarka jest przecież młodziutki, ma spokojnie za 2 lata, po których dopiero będzie można na niego patrzeć jak na ukształtowanego konia. Patrząc w perspektywie ostatniego przeprowadzonego roku, gdzie w styczniu nie miałam w ogóle jeszcze roboczego galopu, trawersów i prawdę mówiąc przejść – a teraz koń sam z łatwością bawi się zebraniem, szlifuje stęp pod kontrolą jeźdźca, robi piękne ciągi, robi lotne zmiany i pracuje nad ich jakością – to jeszcze mnóstwo przed rudzielcem perspektyw na ciekawy rozwój.

      Konie są przecież różne, praca z nimi to nie jest wyścig szczurów, żeby być najlepszym, przynajmniej nie dla mnie :) Dla jednego przepracowanie jego słabostek będzie się wieńczyło olimpiadą, a dla innego rytmicznym kłusem czy umiejętnością galopu na krzywą stronę :)

  11. Iza

    Quanta, mam ostatnio zagwostkę i jestem bardzo ciekawa co o tym sądzisz :) Od 2 lat trenuję z trenerką uczącą metody Mary Wenless. Przeczytałam ,,Świadoma jazda konna” i ,,Świadoma jazda konna w praktyce” i przyznam, że ta metoda trochę ,,wypacza”na temat innych książek, tzn. każda książka jaką teraz wezmę do ręki lub artykuł czy też wypowiedzi trenerów są dla mnie bardzo ogólne i bardzo nie wiele wnoszą. Ciągle zadaje pytania czytając ,,jak to zrobić? Dlaczego? Po co? Jakimi mięśniami? Co muszę czuć?” I rzadko autorzy wyczerpująco na te pytania odpowiadają. Czy to tylko moje odczucia czy inaczej powinnam do tego podejść? I druga rzecz w nawiązaniu do filmiku: Mary uczy, żeby w galopie ruch tułowia jeźdźca był: przód-pion, a wielu jeźdźców odchyla się do tyłu. Sama po koniu widzę ogromną różnicę w jakości galopu, kiedy udaje mi się to utrzymać, ale jednocześnie oglądam wiele filmów szkoleniowych, czy też zawodów gdzie bardzo dobrzy jeźdźcy się do tego nie stosują i na filmiku wyżej widać taki przykład- jeździec w galopie jest dość mocno odchylony. Moje pytanie brzmi czy to odchylenie czemuś konkretnemu służy i jeźdźcy stosują to celowo czy to błąd?

  12. Patka hm

    Boże jak ON pięknie chodzi! Kłus kojarzy mi się ze spokojnym pływaniem, a galop z bujanym konikiem z dzieciństwa. Po prostu cudownie! Gratuluję takich rezultatów w pracy z nim :)

    Z chęcią zobaczyłabym więcej filmików z Waszych jazd, ale wiem, że istnieje pewien rodzaj „publiki” który by tylko przesyłał negatywne emocje pod takimi filmikami :/ Ehhh szkoda, ale tego wyplenić się niestety nie da :(
    Pozdrawiam serdecznie!

  13. Riada

    Suchy głupim koniem nie jest, na pewno z czasem zrozumie, że zawody nie są koniecznie do wybuchania. :)
    I Boże Jedyny! Jak on wam tancuje! Podziwiam za odwagę. Ja pewnie próbowałabym z konia się wykatapultować.

  14. Pati

    Quanta nie porzucaj bloga, internetowy świat jeździecki zbyt wiele na tym straci. Chociaż Cię nie znam, to odbieram Cię jako mądrą, sympatyczną osobę z poczuciem humoru. Codziennie tu wchodzę z nadzieją na nową notkę, a stare „treningowe” notki czytałam kilka razy. Jesteś super.

  15. Klaudia

    Quanta zapewne jest masa osób które czytają twojego bloga ale nie piszą, zwykle jeśli ktoś nic do nas nie ma to siedzi cichutko i korzysta z cenych Informacji. A niestety zawsze znajdą się osoby które chyba się nudzą i szukają zaczepki, lubią komentować, a sama się przekonałam że toczac rozmowę w komentarzach nie widzimy drugiej osoby i nie możemy rozpoznać jej intencji i tego czy ktoś pisze to w dobrej wierze czy po złości że jemu nie wychodzi.. Jeśli chcesz zostawić bloga to w pełni to rozumiem (w końcu zmiany są w życiu potrzebne, bez nich byłybo nudno. ) i myślę że wierni czytelnicy również. Złe komentarze są i będą. Życzę powodzenia w pracy, i dalszego doskonalenia się. 😉 Jeśli będziesz dalej pisać to będę wdzięczna. :)

  16. horseart

    Sa ludzie i ludziska… Po blogu widac jak podchodzisz to jazdy i koni, wiec wiadomo ze jechanie L ma jakis cel. mialm konia ktorym pierwego dnia jechalam 130 na czysto a drugiego klase nizej a trzego jeszcze nizej, to dalo mu wiecej pewnosci i po jakim czasie dalo rade jechac 140 przez 3 dni. Takze jak ktos pracuje z konmi to wie o co chodzi. A bloga nie opuszczaj, bo naprawde jest inspirujacy ☺

    1. Ann

      Zgadzam się zupełnie! Są naprawdę różne konie. Miałam konia na którym przejechałam 120 na czysto chociaż nigdy nawet nie skakał parkuru takiej wysokości. Ale miałam tez konia, który w domu skakał 130 a na zawodach ledwo kończył takie mini LL dla kucyków 50 cm 😉 Stres go po prostu paraliżował i dla jego dobra szybko skończył karierę sportową.

  17. Lucja

    Nie ważne czy jechałas L czy C ważne, że pozostałaś elastyczna i pojechałaś te zawody z myślą o koniu. Pomimo skromnego czasu wolnego mam nadzieje, że uda Ci się od czasu do czasu coś na blogu skrobnąć ponieważ dla osób z otwartymi umysłami wnosi więcej niż nie jeden trening 😉 czytając Twoje wpisy uświadomiłam sobie, że nikt nie rodzi się gotowy do jazdy konnej ani koń ani jeździeć i przy odrobinie zaufania do swoich odczuć, intuicji, wyrozumiałości dla siebie i konia, czasu, czerpania wiedzy z różnych źródeł, a także niejednokrotnie zejścia na bok z utartych schematów, pojawia się właśnie to czego szukamy w ujeżdzeniu a oglądamy z boku i tylko zastanawiamy się jak to się robi 😉 ciesze się, że tu trafiłam, wszystkiego dobrego dla Ciebie i Twoich rumakow :) ta co czyta bloga cichaczem 😉

  18. Staramaleńka

    Pisz, pisz ku pokrzepieniu serc Ja raczej z tych „obserwujących” , ale kiedy trzeba dać głos to trzeba. Ten blog jest mega inspirujący, pomógł mi przetrwać jeździeckie załamanie (i mam nadzieję, że i w kolejnych pomoże). Dla mnie to miejsce to akurat przykład na to, że da się odeprzeć hejtową falę. Nawet przy bardziej emocjonalnych wymianach zdań, wszyscy starają się zachować w miarę kulturalny poziom. Gratulacje

  19. Azahar

    No muszę zapytać 😉 Czy na białym krzesełku na hali nie siedzi przypadkiem Ulla Salzgeber?

  20. Julia

    Hmm… zastanawiam się, czy na regionalkach w klasie L to naprawdę najważniejsze jest podium? Czy może to że koń fajnie przeszedł i został dobrze oceniony…że tak jak quanta mówi pokonał jakieś swoje strachy i obawy :)

    A bloga nie porzucaj! My będziemy tu ciągle zaglądać i czekać na nowe wpisy, nawet jeśli mają się pojawiać rzadziej :)

  21. Justyna

    Quanta,

    obeznana z papierologią przy zagranicznych koniach, na pewno będziesz potrafiła mi odpowiedzieć :)
    Mam dość dorosłego (21) konia, sprowadzonego z Niemiec. Koń został zgłoszony do PZHK, dostał paszport PZJ, ma też papiery FEI. Właścicielem konia stałam się w czasie, kiedy PZJ przestał się zajmowac paszportami. W międzyczasie mój paszportu PZJ stracił ważność, a PZHK przejęło cały biznes paszportowy.
    Czy faktycznie tak jest, że mam obowiązek wystąpić o paszport do PZHK? Po zmianie przepisów kazdy koniowaty musi być zarejestrowany w tym związku. Tyle, że nie widzę sensu w występowaniu o czwarty dokument powierdzający ‚tożsamość’ mojego konia. Mądrzy ludzie z PZHK straszą tym, że bez ich dokumentu nie mogę z koniem nic zrobić – przewozić, nic a nic. Trochę mi się w to wierzyć nie chce, bo to by znaczyło, że paszport hodowlany nagle magicznie stracił jakąkolwiek wartość.
    Proszę rozwiej moje wątpliwości :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *