«

»

sie 18

Henk Van Bergen: Transitions: The Secret to Balanced Riding, część III

Serwis Dressage Today odświeżył ostatnio artykuł „Transitions: The Secret to Balanced Riding” autorstwa holenderskiego trenera Henka van Bergena (szkoleniowca m.in. kadr olimpijskich w Danii, Wielkiej Brytanii oraz Japonii). Ponieważ jest to jeden z lepiej omawiających kwestię równowagi konia pod siodłem tekstów, spróbuję go trochę przybliżyć.
Artykuł jest długi, zatem aby się go lepiej czytało, pozwolę sobie podzielić go na trzy logiczne części. W pierwszej dowiemy się, po co w ogóle jeździć przejścia i jak one wpływają na równowagę, w drugiej – poznamy jedna z najlepszych definicji półparady, jaką do tej pory przelano na papier, a także poczytamy o tym, co półparady powinny „robić” w przejściach. Trzecia część to przede wszystkim podręcznik gotowych rozwiązań na dziesięć najczęściej pojawiających się problemów związanych z przejściami.

Zapraszam do lektury, bo dawka dostępnej wiedzy jest ogromna i nie kosztuje nic, poza koniecznością znalezienia wolnej chwili na przeczytanie i zastanowienie się nad treścią.

Za: https://dressagetoday.com/learn-by-levels/transitions_balanced_riding.

Ostrzeżenia i środki ostrożności, czyli najczęstsze problemy z przejściami

Kolejne złote myśli, które otrzymujemy w artykule trenera Van Bergena, to wskazówki, jak postępować, kiedy coś idzie „nie tak”, czyli niezgodnie z naszym planem. Trener podkreśla, że pracując z koniem możemy otrzymywać jego bardzo różne reakcje (wcale nie tylko prawidłowe) i powinniśmy umieć na nie właściwie odpowiedzieć.

1. Metoda na odgiętego konia – przejścia na kole
Jeśli koń ma tendencję do odginania grzbietu w trakcie przejść (usztywniania go, zapadania się nim, unoszenia głowy) dobrze jest ćwiczyć przejścia na kołach. Kiedy koń jest odgięty, jego jeździec kompletnie traci możliwość wpływania na jego tylne nogi. Jazda po 10 lub 20 metrowym kole oferują jeźdźcowi lepszą kontrolę i poprawne odpowiedzi konia na pomoce jeździeckie.
Rzeczywiście praca na kole wymaga zaangażowania zadu oraz uczciwego zgięcia. Sama przejścia galop-stęp / stęp-galop zaczynam zawsze na kole – koniom zdecydowanie łatwiej jest odnaleźć potrzebną równowagę.

2. Łatwiejsze przejścia z galopu do kłusa
Konie, których nauczono wykonywać przejścia z galopu do stępa niekiedy próbują unikać przejść galop-kłus. Również i w tym przypadku należy jeździć przejścia galop-kłus-galop na kole, ponieważ na kole łatwiej jest kontrolować zebranie, niż na prostej.
Młodym koniom, szczególnie tym z dużym galopem lub pozbawionym równowagi w tym chodzie czasami ciężko jest się zatrzymać 😉 Przejście z galopu do kłusa stosunkowo łatwo jednak wykonać myśląc o zgubieniu rytmu foule dosiadem, na co najpewniej koń odpowie bez pudła, a w ten sposób unikniemy nadmiernego działania ręką.
Jeśli koń się przytyka w przejściu z galopu i próbuje zgasnąć i wpadać do stępa, można sprawdzić, czy łatwiejsze nie będzie wykonanie przejścia na środku przekątnej. Otwarty plac i brak bandy, do której się można „przykleić” powinien nam pomóc odblokować wierzchowca.

3. Zawsze pilnuj stępa!
Jeśli jeździec bardzo koncentruje się na utrzymaniu aktywności w kłusie, istnieje ryzyko, że koń po przejściu do stępa będzie kumulował w sobie napięcie, które może prowadzić do zaburzenia rytmu lub jakości tego chodu. Jeździec musi pozostać skupionym po przejściu do stępa i dać sobie wystarczająco dużo czasu, by uzyskać rozluźniony, czysty stęp z odpowiednią swobodą szyi – zanim zdecyduje się wykonać przejście do wyższego chodu.
Niestety, potwierdzę z autopsji, że łatwo jest popsuć stęp. Suchy wymaga skupienia nad każdym jego krokiem, kiedy jednak wsiadamy na konia dobrze stępującego, często tylko na nim podróżujemy w tym chodzie. To pozornie dobry moment na pogaduszki z trenerem… Niestety, nawet jeśli stęp został koniowi zaproponowany w nagrodę, a Ty chcesz się podzielić swoimi nowo odkrytymi dobrymi uczuciami – to i tak część uwagi powinna zostać skupiona na koniu. Stęp musi dawać takie poczucie, że koń idzie dokądś – ja zawsze opowiadam, że to powinno być uczucie, jakbyś miał dojść na przystanek autobusowy, z którego o konkretnej godzinie odjedzie Twój kurs. Masz jeszcze odpowiedni zapas czasu i nie wpadasz w panikę, nie biegniesz, ale bez ociągania się maszerujesz do celu. Jeśli w stępie zamiast tego masz wrażenie, że Twój koń przechadza się po angielskim ogrodzie z porcelanową filiżanką herbatki w jednej łapce i serwetką w drugiej – to zamiast aktywnie stępować, najpewniej zasnął i ledwo-ledwo przestawia odnóża.

4. Rozluźniaj mięśnie konia możliwie często.
IMG_1153

Jeśli jeździec powtarza dobrze wykonane przejścia, to wymaga od konia użycia pewnej ilości siły fizycznej. W takim wypadku trzeba często rozluźniać mięśnie konia, lub zadawać różne ćwiczenia, aby zmęczone mięśnie mogły odpocząć. Być może koń jest w stanie wykonać jedynie pięć lub dziesięć przejść, a potem zareagować oporem.
Nie oznacza to, że trzeba w takim wypadku przerwać pracę nad przejściami na dzień lub dwa, ale wystarczy wprowadzić od razu chwilę odpoczynku i po niej powrócić do wykonywanego zadania. Nie można unikać wysiłku – jeśli koń nigdy się nie zmęczy, nigdy nie stanie się silniejszy. Kluczowe jest rozpoznanie cienkiej granicy pomiędzy zbyt intensywnym treningiem, a zbyt niskimi wymogami w pracy.
Moja wskazówka: rozpoznaj dobrego trenera po tym, czy wprowadza przerwy podczas treningu. Jazda w dole na długiej wodzy, chwila swobodnego stępa. Jeśli bite trzy kwadranse tylko jeździcie, bez regularnego interwału na wytchnienie – warto zastanowić się, czy jest to dobry trening.

5. Kontroluj elastyczność konia.
Prawidłowe przejścia rozwijają szczególną elastyczność konia, która jednak może zostać wykorzystana wbrew jeźdźcowi i ułatwiać koniowi unikanie prawidłowych odpowiedzi na pomoce. Niestety nie jest tak, że koń używa wszystkich swoich umiejętności tylko i wyłącznie, aby zadowolić swojego jeźdźca. Właściwie przez większość czasu koń wolałby wykorzystać swoje wygimnastykowane i sprawne ciało do tego, aby uczynić swoje życie łatwiejszym – czyli na przykład uniknąć dyscypliny narzuconej mu przez jeźdźca (no cóż, nie tylko ludzie wolą się „nie narobić”). Kiedy jeździec kontroluje rytm i sylwetkę konia, kontroluje całą jego równowagę i to powinno być priorytetem nad kontrolowaniem ustawienia pozycji głowy i szyi.
Kontrola i posłuszeństwo muszą zawsze grać pierwsze skrzypce w treningu. Nie jednak jako wymuszanie ich, ale jako naturalny wynik ustalonej z człowiekiem relacji, w której koń czuje się bezpiecznie w swoim miejscu w końsko-ludzkim stadzie i jest pewny, że wykonywanie stawianych przed nim zadań jest nie tylko osiągalne, ale w dodatku się opłaca. Trening to nie tylko jazda konna, ale cała obsługa zwierzęcia z ziemi: czyszczenie, siodłanie, prowadzenie w ręku. Jeśli już na tym etapie koń rządzi jeźdźcem, to utrzyma swoją postawę pod siodłem. Nawet jeśli nie myślimy o wynikach sportowych, to i tak warto poświęcić pracę na ułożenie zwierzaka – koniem wychowanym i posłusznym o wiele przyjemniej się zajmować (i ileż od razu okazji do chwalenia koniska!) 😉

6. Wymagaj natychmiastowych przejść.
Koń zawsze musi błyskawicznie reagować na działanie nogi jeźdźca. Autor ironizuje, że najciężej pracujący jeźdźcy mają najbardziej leniwe konie. Sami sprawiają, że konie stają się leniwe, ponieważ stale pracują próbować zamiast konia. Sprawiają, że koń przyzwyczaja się do nieustannie działającej łydki tak samo, jak przyzwyczaja się do dotyku popręgu. Konie w większości są bardzo wrażliwe. Jeśli jeździec przekazuje wiadomość za pomocą działania łydki, ta wiadomość będzie zrozumiana przez konia tylko wtedy, jeśli jeździec nie przekazujący komunikatu będzie miał spokojną, stabilną, „cichą” nogę.
To jest stała pułapka i dotyczy większości z nas. Jeśli coś nie działa, z uporem robimy wciąż to samo, tylko mocniej, silniej, ostrzej. Jeśli koń nie odpowiada na łydkę, to zaczynamy nią cisnąć, pchać i kopać w każdym kroku, aż bez takiego wsparcia nie jesteśmy w stanie pojechać przed siebie kawałka kłusa. Zawsze trzeba krytycznie i świadomie oceniać, co w danej chwili wyczyniamy na koniu, zadając sobie pytanie: „Czy tak właśnie chcę jeździć?”. Niech to będzie nawyk, robiony w kilku naszych prywatnych checkpointach na czworoboku. Wjeżdżam na długą ścianę, i szybko analizuję to, jak siedzę, jak działam pomocami i to, jak koń na nie reaguje. A ma reagować błyskawicznie, lekko, bez ociągania się czy w żadnym wypadku nie może ignorować działania jeźdźca. Tutaj nieśmiertelną i bezcenną podstawą do przerobienia z każdym koniem (niezależnie od jego stopnia zaawansowania w treningu oraz dyscypliny, jaką uprawiamy) jest baza w postaci natychmiastowej odpowiedzi na działania wysyłające naprzód i wstrzymujące. Jak szybkich odpowiedzi powinniśmy wymagać, można podejrzeć na poniższym filmiku:

7. Zamykaj przód.
Aktywność, którą wzbudzasz w tylnych nogach konia musi być zawsze kontrolowana z przodu. Niektórzy jeźdźcy używają za dużo pomocy aktywizujących i sprawiają, że ich konie zanadto spieszą naprzód. Koń zaczyna uciekać, a to zawsze skutkuje pojawianiem się usztywnienia w jego górnej linii, a to z kolei uniemożliwia osadzenie konia w równowadze na tylnych nogach. Im bardziej jeździec pcha, tym bardziej zad konia pracuje w niewłaściwy sposób: odpychają się, zamiast nieść ciężar. Wtedy jeździec stara się ciągnąć wodze i trzymać konia za pysk. Koń robi się dodatkowo spięty, czy nawet przestraszony faktem, że znajduje się w niewykonalnej sytuacji: tył jest jechany naprzód, przód jest zatrzymywany. Zawsze musi być rozluźnienie (odpuszczenie, zdjęcie presji) pomiędzy każdym zadaniem, o jakie prosi jeździec przy użyciu swoich nóg (obojętnie, czy to stworzenie energii, zebranie, dodanie). Wszystkie stawiane koniowi zadania muszą zmieścić się w tej przestrzeni, kiedy nadal jesteśmy w stanie kontrolować front konia. Współdziałanie pomocy popędzających i wstrzymujących musi być zawsze obecne.
To znalezienie odpowiedniej równowagi (i znów równowaga!) między energią, którą wzbudzamy i wysyłamy naprzód, a wstrzymujemy, nie jest oczywiste i wymaga sporo czasu, by zacząć intuicyjnie je uzyskiwać. Dla przykładu, kiedy sama uczyłam się pierwszych kłusów wyciągniętych i bardzo często, kiedy wprowadzam ten ruch u moich podopiecznych obserwuję ten sam schemat: ogromne skupienie nad pchnięciem tylnych nóg konia (akurat słuszne) – ale zero kontroli nad tym, co dzieje się z przodu. A tam przeważnie w magiczny sposób wydłużają się nam wodze, szyja konia rozciąga się prosta, pikuje w dół, usztywnia, koń przestaje być oparty na wędzidle i ucieka przed siebie niekiedy z głową w chmurach. Kontrola przodu – z wyczuciem – jest bardzo ważna i to ona odpowiada za to, czy wykonamy na koniu kłus wyciągnięty, czy… kłus rozciągnięty.

8. Unikaj nadmiernego zebrania.
Tak, zebranie w zbyt dużym stopniu jest możliwe (Suchy, cho no tu i czytaj!). Niektóre konie przenoszą zbyt dużo wagi na swoje tylne nogi i nie mogą prawidłowo oprzeć się na kontakcie uzyskując połączenie z ręką jeźdźca. Takie konie konie pozostają za łydką: koń robi się coraz bardziej gorący, rozgrzany i szalony, aż w końcu wybucha jak bomba. Takie konie wspinają się lub rzucają na boki, bo czują nieodparty przymus, żeby „gdzieś” iść, biec.
Tak szczerze mówiąc, to mam wrażenie, że ten akapit trener napisał dokładnie o Suchym. W zasadzie są tu po prostu wypunktowane wszystkie jego bolączki: ucieczka w zbyt duże zebranie z równoczesnym chowaniem się poza kontaktem, kumulacja energii i napięcia w sobie przy braku akceptacji na łydkę – rusz choćby palcem w bucie, a będzie eksplozja – i gigantyczny problem pozamykaniem konia na pomocach, bo wtedy włączamy errory i faktycznie Susz eksploduje, szczerze to wszystko przeżywając. Ciekawy jest fakt, że najwyraźniej koni w tym typie charakteru i reakcji jest najwyraźniej więcej i dobrzy trenerzy mają na nie rozpracowane dobre sposoby szkolenia.
To nie jest piruet: Suchy galopuje po ścianie i spodziewa się, że za chwilę nastąpi wolta…
IMG_0016

9. Wspieraj zmianę równowagi
Niektóre konie unikają zadań, które wymagają od nich niesienia się na zadzie, nurkując wtedy na rękę jeźdźca i stając się ciężkimi na kontakcie. Przeważnie dzieje się tak dlatego, kiedy koń jest poza równowagą, biegnie/ucieka zamiast się nieść, ma spiętą lub sztywną górną linię i jest niezdolny do zaangażowania zadu. Jeździec czuje się w takich momentach zmuszony do tego, aby ciągnąć za wodze, czy wręcz na nich wisieć. Jeśli jednak jeździec zrobi coś takiego, blokuje grzbiet i tylne nogi konia, a tym samym uniemożliwiając poprawną odpowiedź na zadane pomoce, nawet jeśli koń zna taką poprawną odpowiedź i chciałby właściwie zareagować. W takim przypadku jeździec zamiast dźwigać czy ciągnąć ciężkiego konia może zaokrąglić lekko jego szyję, co często rozluźnia górną linię konia i ułatwia spowodowanie, że półparady będą przechodziły przez całe jego ciało.
Rosnący ciężar kontaktu może być również spowodowany przez brak wsparcia od jeźdźca w momentach, kiedy koń tego wsparcia potrzebuje, aby odnaleźć się w swoim nowym rytmie. Jeździec nie może ćwiczyć przejść w ten sposób, jakby opuścił swojego konia. Zamiast ciągnąć za wodze, a potem puszczać wodze luźno i gubić kontakt, jeździec powinien zasugerować przejście w dół za pomocą kilku szybkich półparad, wspieranych przez lekkie zamknięcie łydek i elastyczny dosiad. Jeśli koń nie odpowie na takie półparady, należy od razy wykonać pełną paradę (zatrzymać konia), rozluźnić go i za chwilę ponownie spróbować wykonać przejście.
Czasami słyszę od zdesperowanych jeźdźców: „Ale tak właśnie robię i to kompletnie nie działa!” Jeśli siedzisz na koniu-profesorze, to półparada zadziała z łatwością. Jeśli na koniu, który został profesjonalnie zajeżdżony i co najmniej przez pierwszy rok pracował pod doświadczonym szkoleniowcem – to również masz szansę uzyskać dobre reakcje. W każdym innym przypadku naszykuj się, że czeka Cię wiele miesięcy (a czasem nawet lat), zanim koń, który nigdy w życiu nie miał do czynienia z półparadami, zrewiduje swój pogląd na życie i zacznie na nie odpowiadać. Nie próbuj przyspieszyć tego procesu wisząc ciężko ręką na pysku – to ślepy zaułek, a wiele koni jest zbyt silnych, by jeździec był w stanie je utrzymać. Rób półparady – a jeśli nie działają, pełne parady – co chwila – przed zakrętem, zaczynając woltę, wyjeżdżając z wolty, przed każdą zmianą chodu czy tempa. Chwal nawet najmniejszą dobrą odpowiedź ze strony konia. Jeśli koń nie respektuje półparad, to pierwszym sukcesem do osiągnięcia jest w ogóle uzyskanie odpowiedzi, a dopiero, kiedy ona się pojawi i ugruntuje będzie można tę odpowiedź przyspieszać. Nie ma innej drogi do tego, żeby półparady „zaczęły działać” niż po prostu zacząć je robić.
Tymczasem wielu jeźdźców, którzy nie znajdują odpowiedzi na półparady, przestaje je w ogóle wykonywać. Bo nie działają…

10. Myśl naprzód.
Inny niż opisany powyżej „ciągnący” typ konia odmówi prawidłowego respektowania półparad chowając się za wędzidłem lub rolując szyję. W takiej sytuacji jeździec powinien błyskawicznie skontrować działanie konia wyjeżdżając go zdecydowanie naprzód, tak aby aktywny ruch do przodu był zawsze priorytetem.
Ruch naprzód powinien być pierwszym z jeździeckich przykazań. Przypomnijmy sobie poprzednią część artykułu Henka Van Bergena – za osiągnięcie zebrania i wyższego poziomu wyszkolenia (i zrównoważenia) konia odpowiada utrwalona cyrkulacja energii. Bierze ona swój początek w wyraźnie pchających się tylnych nogach konia. Jeśli w nich zabraknie energii, koń nie ma szans być przepuszczalnym i lekkim przodem.
Uczucie pustej wodzy może zmylić początkującego jeźdźca (jak przyjemnie, nic nie mam na ręce), ale tylko jazda do kontaktu rozwinie z czasem konia w sprawnego, zdrowego i szczęśliwego atletę. Uczucie, którego na ręce szukamy, to nie nicość, ale wrażenie, że ktoś nam podał rękę, chcąc nas uścisnąć na powitanie lub prowadzić w tańcu – to również niezwykle przyjemne uczucie, ale jest w nim miękki i elastyczny dotyk, kontakt.

Ten opisany system może być stosowany w pracy z każdym koniem. Jeśli jednak zainwestujemy taką pracę w konia dobrej jakości, to stanie się on super-koniem. Jeśli zaczniemy pracować o przeciętnych predyspozycjach, to otrzymamy satysfakcjonujący rezultat, ale nawet przy bardzo dużych postępach przeciętny koń nie stanie się tak dobry jak ten utalentowany z natury. Ten fakt może być rozczarowujący dla jeźdźców, którzy pragną startować w zawodach, ale nie można winić sędziów, trenerów czy wreszcie samego siebie, bo każda z tych osób najpewniej stara się jak tylko może, by wykonać jak najlepszą pracę. Przede wszystkim nie można winić samego konia, ponieważ on dysponuje tylko tym, czym obdarzyła do matka natura. Niezależnie jednak od stopnia uzdolnienia i naturalnych predyspozycji konia, każdy sędzia z łatwością rozpozna oznaki prawidłowego (lub nieprawidłowego) treningu. Jeśli właściwie sumiennie pracujesz z koniem, to zmienisz przeciętnego ujeżdżeniowca w dobrego ujeżdżeniowca, dobrego ujeżdżeniowca w jeszcze lepszego ujeżdżeniowca, a bardzo dobrego ujeżdżeniowca w super konia.
Opisana powyżej kwestia dla mnie nie jest mankamentem, jest za to jedną z  największych zalet ujeżdżenia. Konie są różne, ale systematyczną i prawidłową pracą możemy sprawić, że każdy stanie się piękniejszy, sprawniejszy, lepiej ruszający się i bardziej rozumiejący człowieka.
Zmiana wyglądu i sposobu pracy konia może przynieść więcej satysfakcji, niż cała gablota pucharów i medali:
szyjki

Zrównoważony jeździec

Ostatni ważny temat, który porusza autor artykułu, to potrzeba znalezienia odpowiedniego partnera do nauki. Jazda na koniu dobrze wyszkolonym i zrównoważonym jest o wiele łatwiejsza, niż jazda na koniu młodym, niewytrenowanym, czy pozbawionym równowagi. Idealnym zatem wsparciem dla początkującego jeźdźca byłby koń-profesor, który umożliwi naukę niezależnego i swobodnego dosiadu. Dobrze wyszkolony koń będzie od samego początku oferował jeźdźcowi dobre uczucia. Jeździec będzie miał szanse poznać te odczucia i znaleźć je u innego konia, na którego wsiądzie.
Osoby, który zaczynają swoją przygodę z jeździectwem od nauki od doskonale ujeżdżonego konia-profesora, z reguły zostają bardzo dobrymi jeźdźcami.

Oto koń… Jak to „się je”? Od czego zacząć?
IMG_3487

Trener Henk van Bergen zdecydowanie polemizuje z opinią, że aby zostać dobrym jeźdźcem, trzeba jeździć trudne lub problemowe konie. Jest to absolutnie najgorsza możliwa porada. Jej jedyną dobrą stroną może być to, wspiera jeźdźców, którzy mają złe uczucia na koniach, aby starali się oni nie poddawać. Dodaje otuchy jeźdźcom, którzy muszą zmagać się z końmi surowymi, które potrafią brykać, usztywniać się, blokować grzbiet, być zbyt silnymi lub mieć poważne problemy z kontaktem. Jeśli takie złe uczucia są to jedyne uczucia, jakie otrzymuje jeździec, to będzie niezwykle trudno wytłumaczyć, w jakie dobre uczucia należy je przekształcić. Jeśli główna informacja od konia dla jeźdźca to dyskomfort, to jest prawie niemożliwe, aby nie będąc mistrzem danej dziedziny dyskomfort zamienić w harmonię. Podobnie jak osoba o słabym słuchu nie będzie w stanie wychwycić dźwięku nienastrojonego fortepianu.

Jeśli jeździec zacznie od złej informacji, może na jej bazie zacząć budować złe bazy szkolenia konia. Aby jednak zmienić złe nawyki, potrzebne są lata zmian i korekty. Jeździec ze złymi uczuciami będzie wiedział, że ich nie lubi, nie jest zadowolony i że „coś nie gra”, ale nie będzie wiedział, czego szuka: jakie są dobre uczucia, ani co zrobić, żeby był zadowolony ze współpracy z koniem.

Jeśli jeździec od początku otrzymuje dobre uczucia i prawidłowe odpowiedzi konia, może na ich bazie zbudować własny system pracy. Kiedy nauczy się sam utrzymywać równowagę, w czym pomoże mu doświadczony koń, będzie mógł ją utrzymać, kiedy młody koń straci swój balans w jakiejś trudniejszej sytuacji. Jeździec będzie tak pewien swoich dobrych uczuć, że będzie mógł wspierać swojego konia i pomóc mu odzyskać równowagę.

Swoją opinię o nauce jeździectwa na surowym koniu przelałam na elektroniczny papier już jakiś czas temu:
http://quantanamera.com/nie-dla-mlodych-koni-i-niedoswiadczonych-jezdzcow/

Ze zgrozą natrafiam w sieci na poradniki dotyczące zakupu konia, w których autorzy niefrasobliwie doradzają ambitnym jeźdźcom… zakup źrebaka. Jeśli marzymy o jeździe, nauce, szkoleniu się – to zyskamy wyłącznie w sytuacji, kiedy wybierzemy konia dorosłego, o możliwie wysokim poziomie wyszkolenia. Nawet dla doświadczonego i bardzo sprawnego szkoleniowca przygotowanie i ujeżdżenie młodego konia to lata pracy, a jeśli w tej pracy popełni się jakieś błędy, to jej skutek będzie zdecydowanie daleki od marzeń. A z koni chcemy przecież czerpać radość, a nie zmartwienia :)

7 comments

Skip to comment form

  1. Mustangowa

    Dziękuję za kolejny cudowny artykuł, mega rozjaśniło mi niektóre rzeczy w głowie i przysporzyło kolejnych tematów do rozkmin. Dziękuję ^_^

  2. CzarownicaSa

    Przeczytalam z zapartym tchem! Super artykul! Kolejna porcja wiedzy do przyswojenia :)

  3. vissenna

    Bardzo mądre przesłanie dotyczące konia profesora.
    Wiele lat jeździłam różne konie czytając w mądrych książkach o tym, do jakiego uczucia w siodle dążyć. I nigdy mi się nie udawało.
    Dopiero gdy wsiadłam na własnie takiego dobrze zrównoważonego konia – nagle wszystko zaczęło do siebie pasować. Jak by w tych jeździeckich puzzlach brakowało mi kluczowych elementów. „Aaaaa, to ma tak wyglądać”. Chwila jeździeckiego oświecenia kosztowała mnie wiele lat szukania kogoś, kto da mi szansę na pracę właśnie z takim koniem. I to jest smutne, że w PL edukuje się ludzi w większości w „pociągach” na koniach zombie znających tylko poruszanie się za tyłkiem kolegi.

  4. Aliss

    Witaj, bardzo miły i konstruktywny wpis! (Jak zawsze w punkt). Mam do Pani zapytanie o książki o tematyce lonżowania. Ma Pani jakieś sensowne i obszerniejsze niż zasady jazdy konnej cz. 3 lonżowanie, książki godne polecenia? Jeśli pisała już Pani o tym to prosiłabym o link, może coś przeoczyłam, albo nie zauważyłam.. Pozdrawiam cieplutko i czekam z niecierpliwością na następne wpisy :)

    1. quanta

      Jedna z ciekawszych, jakie czytałam: „Doppellonge, eine klassiche Ausbildungsmethode”. Mnóstwo wiedzy do wykorzystania nie tylko do pracy na dwóch lonżach i w sumie nie tylko do lonżowania, ale również ciekawej pracy z ziemi. Niestety po niemiecku. Po polsku na temat lonżowania mamy chyba tylko „Zasady jazdy konnej, część 3”
      https://animalia.pl/akademia-jezdziecka-zasady-jazdy-konnej-czesc-3/szczegoly/26808/#opis
      Nie jest to zła lektura, ale to jest podręcznik-kalka tego, co dobre 20 lat temu opublikował niemiecki związek jeździecki jako część bazowej serii książeczek dla uczących się koni adeptów. Sporo tez zawartych w tej lekturze jest dość konserwatywnych, chociaż są faktycznie zgodne z przyjętymi przez DRFV czy PZJ totalnie klasycznymi kanonami. Za 25 zł warto przeczytać.

  5. staramaleńka

    Dziękuję za kolejną dawkę wiedzy na wagę złota lub wagę konia mego – co na jedno wychodzi 😉 Przeczytałam 3 x i pewnie jeszcze 33 przede mną. W zasadzie w każdej sekundzie treningu coś z tekstu się przydaje – I to jest super! A co do konia profesora – to święta prawda, ale niestety Visenna ma rację – szukanie konia profesora i dobrego trenera w jednym miejscu przypomina jeszcze u nas pogoń za różowym jednorożcem. No ale z drugiej strony dla mnie rok temu jazda na kontakcie była pojęciem z chińskiego słownika wyrazów obcych, a teraz na niektórych treningach mam parę sekund tego czegoś 😉 A swoją drogą mam pytanie czy też tak ktoś miał: jeździłam/woziłam się na koniu doświadczonym, na którym 90% rzeczy mi wychodziło tak jak chciałam (o błoga nieświadomości!). A jak przesiadłam się na konia młodego to w jednej sekundzie całe samozadowolenie z siebie zostało zastąpione totalnym zdziwieniem, że jednak nic nie umiem. W tym tekście też odkryłam coś na ten temat 😉 Zamiast się załamywać tym, że nie wychodzi – trzeba szukać tego wrażenia, że to przecież działo się samo…

  6. Eliza

    Niedawno dopiero zlapalam o co chodzi z tą właściwą polparada i to jest wręcz flustrujace że kon zacznie napierac a ty nie możesz pociaganac, przecież pół roku temu to działało! Świetny artykuł, przeczytanie tego pomogło mi sobie wszystko poukładać w glowie. Bardzo dobry wpis, oby takich więcej!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *