«

»

sie 06

Henk Van Bergen: Transitions: The Secret to Balanced Riding, część II

Serwis Dressage Today odświeżył ostatnio artykuł „Transitions: The Secret to Balanced Riding” autorstwa holenderskiego trenera Henka van Bergena (szkoleniowca m.in. kadr olimpijskich w Danii, Wielkiej Brytanii oraz Japonii). Ponieważ jest to jeden z lepiej omawiających kwestię równowagi konia pod siodłem tekstów, spróbuję go trochę przybliżyć.
Artykuł jest długi, zatem aby się go lepiej czytało, pozwolę sobie podzielić go na trzy logiczne części. W pierwszej dowiemy się, po co w ogóle jeździć przejścia i jak one wpływają na równowagę, w drugiej – poznamy jedna z najlepszych definicji półparady, jaką do tej pory przelano na papier, a także poczytamy o tym, co półparady powinny „robić” w przejściach. Trzecia część to przede wszystkim podręcznik gotowych rozwiązań na dziewięć najczęściej pojawiających się problemów związanych z przejściami.

Zapraszam do czytania, bo dawka dostępnej wiedzy jest ogromna i nie kosztuje nic, poza koniecznością znalezienia wolnej chwili na przeczytanie i zastanowienie się nad treścią.

Za: https://dressagetoday.com/learn-by-levels/transitions_balanced_riding.

O tym, jak przejścia rozwijają równowagę, siłę i rozumienie pomocy
u ujeżdżeniowych koni

Przejścia na bazie wyczucia

Przejścia wymagają czucia od jeźdźca. Jak przedstawia to w artykule sam trener: „Zawsze celowo dość nieprecyzyjnie opowiadam o półparadach, ponieważ one są wykonywane właśnie na podstawie uczuć. Półparada poprawia równowagę konia w ten sam sposób, jak linoskoczek wykorzystuje swoje ramiona, aby utrzymać swój balans podczas chodzenia po linie: nie planuje on z góry ruchów rąk, nie decyduje, którą ręką powinien unieść, oddalić od ciała lub przysunąć do tułowia. Zamiast tego stara się intuicyjnie wykonywać mikro-ruchy w lewą i prawą stronę, starając się pozostawać cały czas dokładnie pośrodku liny. Na tej samej zasadzie niewielkie napięcie wodzy przenosi wagę konia w większym stopniu na tylne nogi, a lekkie działanie działanie nogi wysyła konia naprzód w kierunku wędzidła. Tak, jak doświadczony i wprawny linoskoczek wykonuje bardzo delikatne i nieznaczne ruchy, by utrzymać się na linie, tak doświadczony i wprawny jeździec stosuje bardzo subtelne, delikatne i nieznaczne półparady, aby poskładać konia w całość. Początkujący gimnastyk, uczący się dopiero stawania kroków na linie będzie wykonywał bardzo duże, nerwowe i niepotrzebne gwałtowne ruchy, które w efekcie doprowadzą do utraty równowagi.”skoczek
Nic mi do powyższego akapitu nie pozostaje dodać, nic ująć – jest to jeden z prostszych, czytelniejszych i najbardziej prawdziwych opisów półparady, jakie do tej pory udało mi się wyczytać w jeździeckiej literaturze.
Odnośnie równowagi i wyczucia, to nasuwa mi się jeszcze jedna obserwacja. Mój Blondyn ma rowery we krwi i swego czasu śmigał na nich prawie zawodowo. Czasami zabieram się z nim na weekendowe przejażdżki, na których ja staram się nie wyzionąć ducha pokonując z trudem kolejną górkę, a Blondyn – nie wynudzić na amen trzymając dla mnie żółwie tempo amatora. On przez sporą część swojej jazdy nie dotyka nawet kierownicy, niosąc ręce skrzyżowane, puszczone luźno wzdłuż boków ciała, albo podczas rozmowy nimi swobodnie gestykulując. O ile trafię na równe, asfaltowe podłoże, to staram się identycznie poprowadzić jednoślad bez trzymanki 😉 Niestety mojej równowagi na rowerze wystarcza tylko na kilka metrów, potem próbując utrzymać statykę robię kilka mocniejszych ruchów i skręcam przednie koło, a cały rower „gdzieś” mi ucieka. To nie jest kwestia moich starań i chęci w danej chwili, to jest kwestia praktyki. Jeszcze wiele razy rower pojedzie mi nie tam, gdzie planowałam, skręci, a ja gubiąc równowagę będę musiała chwytać za kierownicę. Długo nie uda mi się osiągnąć takiego efektu, jaki bym chciała. Do czego zmierzam tym wstydliwym opisem mojego braku umiejętności? 😉 Z półparadą jest dokładnie to samo. Jeździec musi sam pozostawać w doskonałej równowadze, aby móc zmieniać równowagę konia. Nie wystarczy chcieć i starać się, choćby najmocniej na świecie. Rozumienie teorii musi poprzeć praktyka. Dobra półparada będzie działać dopiero wtedy, kiedy jeździec zyska biegłość, zręczność i wyczucie – Q.

IMG_7609

Kolejna bezcenna refleksja, jaką dzieli się z nami na temat półparady Henk van Bergen dotyczy tego, że o ile możemy dokładnie określić jakie są działania (pomoce) dla wykonania półparady, to zawsze pojawia się kwestia związku użycia ręki z użyciem nogi jeźdźca. To, jak ta relacja użycia tych dwóch pomocy jest ukształtowana, to sekret każdego dobrego jeźdźca. Trener w tym momencie wyjaśnia, że ten sekret powinniśmy wypełnić swoimi własnymi uczuciami, które znajdujemy siedząc na koniu. Dla przykładu, jeśli Ty, drogi czytelniku, wykonasz pięć przejść z kłusa do stępa, to użycie pomocy w każdym z nich będzie prawdopodobnie troszkę inne za każdym razem. Będzie zależało od stopnia wyszkolenia konia, jego temperamentu, budowy, ale również okoliczności i samego momentu wykonania przejścia. Koń jest żywą istotą, a nie mechanicznym urządzeniem, nie ma zatem możliwości, żeby kiedykolwiek w jeździe konnej mieć niezmiennie i identycznie działające „przyciski” do powodowania zwierzęciem. Głównym punktem odniesienia muszą być odczucia i uczucia jeźdźca, a nie jest możliwe w żaden sposób, aby wytłumaczyć uczucia lub pokazać je na fotografii.

Kiedy tylko ze swoim koniem zaczynasz „czuć” przejścia, powinieneś zacząć wykonywać je w konkretnych literach na czworoboku, dokładnie tak, jak chciałby je widzieć sędzia podczas zawodów. Tutaj warto wspomnieć, że metoda, którą przedstawia nam Henk van Bergen jest metodą opracowaną i praktykowaną przez jeźdźca i trenera. Gdyby niniejszy artykuł napisał sędzia ujeżdżeniowy, prezentował by on całkowicie inny punkt widzenia, ponieważ sędzia będzie miał zawsze przed oczami docelowy obraz pracy z koniem. Jeśli zgodnie z programem mamy wykonać na środku krótkiej ściany przejście z kłusa do stępa, sędzia ujeżdżeniowy nie będzie zadowolony, jeśli przed wykonaniem przejścia zwolnisz kłus. Sędzia chciałby zobaczyć prawidłowy, aktywny kłus i wyraźne, konkretne, czyste przejście do stępa dokładnie w literze, bez żadnych zebranych kroczków pomiędzy kłusem a stępem. Takie jednak pożądane przez sędziego przejście koń może wykonać dopiero kiedy jest dobrze wyszkolony i idzie „przez grzbiet” prowadzony na pomocach. To jest już ostatnie studium pracy nad przejściami. Oczywiście, poprawa jakości i dokładności jest jednym z naszych celów w ujeżdżeniu, ale zawodnik, dla którego priorytetem jest wyłącznie jakość szybko straci dobre uczucia.

IMG_7960_Rozwijanie równowagi, zebrania i jakości: cyrkulacja energii

Kiedy doczekasz tego etapu gimnastycznego szkolenia konia, że jego plecy są idealnie przepuszczalne, a szyja rozluźniona, tak że energia z zadnich nóg może bez przeszkód płynąć przez koński grzbiet i szyję, by tworzyć szczery kontakt z dłonią jeźdźca poprzez wodze – to wtedy zastosowanie półparady umożliwi prawidłową odpowiedź na działanie ręki i zwrócenie tej energii ponownie w kierunku tylnych nóg. Sztywna szyja u konia taką cyrkulację energii zatrzyma i zaburzy. Przejścia są wartościowym elementem treningu wówczas, jeśli możliwy jest prawidłowy i efektywny recykling energii powstającej w zadnich nogach konia i powracających przez całe ciało do jego tylnych nóg. Bez takiego krążenia i odzyskiwania energii wykonywanie przejść nie jest niczym więcej, niż używaniem dłoni jako hamulca ręcznego i nogi jako pedału gazu, dokładnie tak, jakby koń był tylko pojazdem. Możesz robić nieprawidłowe przejścia setki, czy nawet tysiące razy, ale nadal będziesz jeździć takiego samego konia. Możliwe, że będzie posłuszny, ale bez prawidłowej gimnastyki nie będzie się zmieniał i rozwijał.

Z drugiej strony, kiedy takie opisane powyższej kumulowanie i odzyskiwanie energii stanie się wyrafinowanym i zgrabnie wykonywanym ćwiczeniem gimnastycznym, kiedy jeździec będzie pewien, że w każdej chwili będzie mógł rozjechać konia naprzód lub wstrzymać go (go forward & come back), to pojawi się automatyczne nowe odczucie: sprężysty, lekki i taneczny, elastyczny i sprawny grzbiet. Większa aktywność zacznie dotyczyć nie tylko tylnych nóg, ale i całego zadu. Energia, która do tej pory służyła do napędzania ruchu naprzód zacznie kumulować się, unosząc konia w wyniosłym ruchu i będąc początkiem najwyższego stopnia zebrania, które prowadzi to piafu, pasażu oraz piruetów.

IMG_8131Piaf i pasaż

Jeździec, który pracuje nad przejściami w sposób przedstawiony powyżej, tworzy przy okazji podwaliny pod piaf i pasaż. Tych ruchów nie wprowadza się do treningu w ten sposób, że oto któregoś ranka budzimy się z pomysłem: O, dziś będę robił piaf i pasaż! Doświadczony jeździec potrafi rozpoznać drobne oznaki i sygnały tego, że piaf i pasaż pojawią się samoczynnie. Henk van Bergen nazywa taki powietrzny, sprężysty i zawiesisty chód „drugim kłusem”. Ów drugi kłus jest bezpośrednim efektem gimnastyki rozwijanej przejściami i jest podstawową oznaką tego, że można zacząć pracować nad podejściami do piafu czy półkrokami. Kiedy doświadczony jeździec poczuje „drugi kłus” to wie, że jest to czytelny komunikat od konia, że jest on gotowy do mocniejszego niesienia się na zadzie.
Zazwyczaj koń uczy się kolejno wykonywania małych kroczków, później wykonywania ich w ruchu naprzód, dalej już właściwego, solidnego piafu, który wystarczy wyjechać naprzód, aby uzyskać pasaż. Niekiedy jednak taka kolejność może być zbyt trudna dla konia, który jest nerwowy i w takim wypadku można zacząć od nauki pasażu, później skracania go do drugiego kłusa i dalej w kierunku krótkich kroczków piafu.

To prawda, że taki „drugi kłus” koń oferuje jeźdźcowi w pewnym momencie sam. Zawsze, kiedy jeżdżę młode konie i patrzę z podziwem na te starsze i wyszkolone, które z taką łatwością bawią się ruchem, to myślę, że nigdy nie dojadę w takie samo miejsce 😉 Cierpliwie jednak, dzień po dniu odrabiam domowe zadania i koń zmienia się, staje silniejszy, zaczyna się odbijać i w końcu niepostrzeżenie przychodzi taki moment, kiedy koń sam z łatwością bawi się swoim nowym, swingującym kłusem – Q.

Całość artykułu w każdej chwili do przeczytania na: https://dressagetoday.com/learn-by-levels/transitions_balanced_riding.

Nauka half steps – wprowadzanie piafu – pod okiem Henka van Bergena (wszystko oczywiście na bazie bardzo szybkich przejść kłus-stęp):

9 comments

Skip to comment form

  1. Staramaleńka

    Wow!!! Im więcej czytam (z jakim takim zrozumieniem) tym bardziej się cofam… i to jest dobre Jakiś czas temu próbowałam wdrożyć łopatki, jako „aspirynę” na moją zesztywniałą rękę. Wychodziło mocno tak sobie, więc zapytałam trenera, co jest nie tak? – Po co chcesz robić łopatki, jak przejść nie potrafisz. Przemyślałam, pocztałam, popróbowałam i faktycznie wreszcie zaczęło się coś dziać w dobrą stronę. Lata świetlne pracy przede mną, ale na prawie każdym treningu mam po centymetrze do przodu. Co więcej, ogólnie we wszystkich elementach jest lepiej, w tym w skokach. Dla większości osób tutaj (o Quancie, już nawet nie wspominając) to pewnie oczywiste, ale dla mnie to odkrycie tego roku
    Słowa o wyczuciu „bezcenne”, bo jak pewnie większość początkujących oczekiwałam gotowych recept, które trzeba wyćwiczyć i w tym zafiksowaniu tylko sztywniałam.

    1. quanta

      Fajnie piszesz, widać, że zastanawiasz się mądrze nad tym całym jeździectwem :)

      Żeby zacząć robić łopatki, warto mieć naprawdę dobrze przygotowane reakcje na łydki i na półparady. Młode konie, z którymi zaczynałam łopatki, poza tym, że chodziły tropem dzikiego węża, przeważnie albo pędziły i uciekały od zgięcia, albo kompletnie traciły impuls i gasły na trzech śladach. Te uciekające trzeba zwolnić (przesadzić na zad) półparadami, a te opieszałe obudzić i wyjechać łydką. Jeśli zatem te bazowe pomoce nie działają (koń nie bardzo je rozumie, albo jeździec musi pomoce bardzo „głośno” używać, żeby dostać jakąkolwiek reakcję, to nie uda się nauczyć konia dobrych łopatek.

      Ja nie jestem żadnym magikiem, przeciwnie – jestem najzwyklejszym w świecie amatorem, popełniającym sporo błędów i muszącym się jeszcze cholernie dużo nauczyć. Odkrycia roku mam czasem z treningu na trening 😉

      A wyczucie jest rzeczywiście ogromnie ważne, ja zawsze swoim podopiecznym powtarzam, żeby ufali swoim uczuciom, bo na ich bazie będą mogli zbudować konsekwentny system pracy. Tak jak napisałaś – nie ma gotowych recept, jeśli ktoś chciałby siedzieć na koniu i włączać guziki / przerzucać biegi bez czucia – nigdy nie stanie się dobrym jeźdźcem.

      1. Staramaleńka

        Jeździectwo to podobno sport dla inteligentnych Ty każdym postem dajesz do myślenia i wielka Ci chwała za to! Niby to oczywiste,że koń na przycisk nie zadziała, ale jak ma działać na wyczucie, jak wyczucia ten na grzbiecie nie ma???? A jak się uczyć wyczucia bez popełniania błędów na żywym końskim organźmie?? Normalnie sesje treningu osobowości zaliczam w siodle O tym, że świat nie jest idealny, że ja nie jestem idealna, że błędy są dobre, bo rozwijają – byle szczerze słuchać konia i siebie. Dzięki za pokazanie tej krętej i arcyciekawej ścieżki.

  2. Moon

    Boskość! <3 Pochłonęłam obie części i zła byłam że to już koniec 😛 Mimo, że pobieżnie przeczytałam wersję angielską, czekaqm na III część z Twoimi dopiskami! 😀

  3. Dominika

    Bardzo wartościowy tekst. Jak zwykle w punkt z tymi uczuciami-odczuciami:)
    Mówiłaś Quanta, że zabierasz Fugu na jakieś szkolenie do stajni Golden Dream , jeśli dobrze pamietam.
    Zdradzisz moze czy to jest jakiś prywatny trening czy „szkolenie otwarte” w którym można wziąć udział rownież jako słuchacz?

    1. quanta

      Konsultacje w Golden Dream są zamknięte, ale w najbliższym czasie jest sporo bardzo fajnych eventów do wybrania się. Wstęp dla słuchaczy jest odpłatny, ale nie są to żadne duże pieniądze (no niestety – wiedza kosztuje), a można poglądać w pracy świetne konie i posłuchać, jak trenerzy rozwiązują ich problemy – bo na szkolenie się nie jedzie ładnie wyglądać, tylko zrobić to, co w domu nie działa 😉

      I tak już za chwilę są konsultacje z dr. Ulfem Möllerem, jednym z najlepszych na świecie specjalistów w dziedzinie treningu młodych koni – 19-20 sierpnia w Radzionkowie. Lista uczestników jest imponująca, będzie na czym oko zawiesić :) Wstęp dla widzów 100 zł za dzień.
      https://www.facebook.com/events/1343220825774798/

      A na samym początku września (01-03.09) w Bajardo koło Warszawy odbywa się Metoda Valency po raz drugi! – czyli spotkanie absolutnie klasycznymi szkoleniowcami z Portugalii. Będzie dużo ciekawych ujeżdżeniowych par (w tym moja Cebula). Wejściówka na 3-godzinny pokaz metody, plus wszystkie treningi indywidualne przez 3 dni kosztuje 200 zł. Też polecam :)
      https://www.facebook.com/events/1383292441778342/

  4. Kinga

    Znowu szalenie ciekawy tekst :) Zastanawiam się jedynie nad tym iż z twojego opisu wynika, że ręką powinna być ruchoma, bawić się z pyskiem konia. Niektórzy jednak mówią iż powinna być ona stabilna. Piszesz też o czuciu przy paradzie myślę, że przeciętnemu jeźdźcowi ciężko określić co powinen odczuć, a jak już to poczuje to co musi w tym momencie zrobić. Czytając ten tekst mam ogromną ochotę na treningu wykonywać dużo przejść, jednak czytając go dalej boję się, że będę wykonywać je źle i coś złego tym narobie. Jeździectwo to jednak ciężka sztuka 😉

    1. quanta

      Przecież ruchoma ręka nie oznacza ręki niestabilnej 😉 Koń w każdym z chodów porusza głową i szyją, nie ma jej odlanej z betonu lub wyrzeźbionej z drewna, żeby ręka oparła się o wędzidło niczym o poręcz. Primo, podążasz ręką za naturalnym ruchem końskiej głowy (o tym, jak jest duży, łatwo się przekonać jadąc na kontakcie bez ustawienia potylicy. W galopie dłoń jeźdźca niemalże kreśli kółka).
      Z czuciem rzeczywiście jest trudno – tutaj bezcenny jest dobrze wyszkolony koń (o czym w ostatniej części artykułu).

      Rzeczywiście nie jest łatwo nauczyć się jeździć dobrze – gdyby tak było, mielibyśmy samych mistrzów w siodle 😉 Na pewno jednak jest to przy bardziej wytężonej pracy osiągalne dla każdego.

  5. ST

    Pamiętam, że kiedyś w internetach widziałam filmik o półparadzie i już nigdy później nie mogłam go znaleźć (więc może to była wizja zesłana przez bogów dresażu, a nie jakieś angielskie youtuby 😉 ). W każdym razie – był to jedyny materiał tego typu, jaki wtedy znalazłam, który mówił, że półparada to tak naprawdę KAŻDE działanie jeźdźca poprawiające równowagę konia. Olśnienie. 😉 Żeby jednak nauczyć się skutecznie tę równowagę poprawiać, a nie tylko przeszkadzać koniowi… Oj, długa droga. 😛
    Super artykuł, czekam na trzeci!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *