«

»

lut 28

Hendersonik mniejsze rewolucje, ale też ;)

Henryk Ustny pracuje prima! I robi się go naprawdę dużo – aż przyjemnie patrzeć, jak on zmienia się z tygodnia na tydzień. Ten pan ma zadatki na naprawdę niezły kawał konia :) A co ciekawe – urósł w tym roku jeszcze  trochę w kłębie i zrobił się wyższy ode mnie. W końcu nabiera takich ostatecznych proporcji – ile to się jeszcze zmienia od trzylatka!
IMG_2960 IMG_2961

Treningowo wręcz nie można się go nachwalić (tfu, tfu, tfu). Jeździmy sobie w kółeczko i robimy pożyteczną siłę – to jedyne, czego bym u niego chciała więcej. Pożyteczna siłę stwarza jednak nie nabijanie kilometrów, tylko gimnastyka, więc ćwiczymy, prostujemy, kręcimy, znowu prostujemy, zginamy i pracujemy nad dłuższym zostawaniem na tylnych nogach. Od czasu rubinowych fotek sporo się zmieniło – udało mi się na tyle obudzić leniwą nogę Hendriksa, że na co dzień mogę odłożyć bat – w końcu nie trzeba przypominać chłopakowi o tym, że ma gdzieś tam z tyłu zad, którym zamiast szpanować ma ciężko tyrać 😉

IMG_3024 IMG_3023 IMG_3027

I chociaż na rozprężeniu trochę jeszcze Kudłacz chowa się przed ręką, to w trakcie treningu już coraz bardziej przychodzi do wędzidła i zaczyna ciągnąć. Nawet i rozwija się teraz koleżka całkiem satysfakcjonująco do żucia. Tydzień temu w ramach eksperymentu zapakowałam Kudłaczowi do paszczy plastikowe wędzidło Nathe. I chociaż jestem i będę zwolenniczką najprostszych rozwiązań zamiast nadmiernego kombinowania, to w przypadku delikatnych ustek Henryka i jego wrażliwych ząbków okazało się być to strzałem w dziesiątkę. Hendriksa olśniło, że na wędzidle można być i nie niesie to żadnych konsekwencji ani efektów ubocznych (Henryk chyba sądził, że wędzidło może mu popsować jego hollywoodzki uśmiech i wówczas nie będą za nim panny sznurem, czy coś). Za to ja mam wizualny efekt uboczny. To Nathe jest zrobione z białego tworzywa, jest dość grube i kończy się tępym ścięciem. Na ciemnym Henryku rzuca się bardzo w oczy i w jego paszczy wygląda jak… knebel 😆 Kolejne zatem zdjęcia z treningów będę chyba musiała opatrzyć tagiem: dozwolone od lat 18! 😆

IMG_3041 IMG_3046 IMG_3058 IMG_3061 IMG_3094

Nasz chleb powszedni to kontrgalopy, które kapitalnie poprawiają równowagę konia. Jeszcze na początku roku miałam spory problem, żeby przekontrgalopować krótką, 18-metrową ścianę. Hendriks od razu się rozpadał, albo wydawał z siebie trzy parsknięcia, po czym zmieniał nogę. Przed taką zmianą on zawsze musiał sobie poparskać i zawsze właśnie trzy razy. Śmieję się, że on w ten sposób robi dla jeźdźca półparadę, żeby plecak na grzbiecie mógł się lepiej przygotować na to, co się zaraz wydarzy 😉
W kontrgalopie na takim młodszym i bardziej początkującym koniu łatwiej znaleźć to właściwe uczucie, kiedy mamy wrażenie, że „siedzimy na zadzie”, a koń dłużej zostaje na tylnych nogach. Foule staje się nieco wolniejsze, nie tracąc przy tym na obszerności. Przeciwnie – kontrgalop z głową konia ustawioną przed nim, bez pikowania w dół, fantastycznie otwiera łopatki i poprawia również akcję przednich nóg, tzw. akcentowanie foule. Kiedy tylko złapiemy dobry rytm i koń go utrzymuje można spróbować wrócić na galop i warto zrobić to „niepostrzeżenie”, tak, żeby uczucie było cały czas równie wartościowe, jak w kontrgalopie. Kiedy koń zacznie gubić otwartość przodu, niesienie się w foule – z powrotem wracamy na kontrgalop, co automatycznie przyniesie powrót do lepszej jakości chodu.

Bo kłus na tym koniu to już wyłącznie czysta frajda i poezja:
IMG_3099 IMG_3102

Zatem nie jeździmy na treningach takim kłusem 😉 Jazda jest po to, żeby wykorzystać jej czas na poprawianie własnych (jeźdźca, konia, pary) słabości. Na Hendriksie robię w dobrym kłusie przejścia na zmianę na galop i na kontrgalop, pilnując w nich nie tylko wyprostowania, ale i szybkości bez jej nadwyżek – Henryk to elektryk i pod łydki ma podpięte 220 volt, a potrzebuję to napięcie zmniejszyć co najmniej o połowę 😉 Trudne jest też, żeby w takim zagalopowaniu wyraźnie ruszać wyprostowanymi łopatkami do góry i naprzód, a nie gdzieś tam lekko pod siebie. Dobre, a nędzne przejście czyni KOLOSALNĄ różnicę – chociaż i tu i tu efektem będzie jakiś galop. Tylko albo dobry, albo właśnie nędzny. Wybór należy do jeźdźca.
IMG_3114 IMG_3120 IMG_3136 IMG_3137

Ustępowanie, łopatka, a ostatnio również trawers – każde z nich to mogło by być aktualne Hendriksa drugie imię. Robimy takich elementów naprawdę mnóstwo, w zasadzie jazda prosto jest tylko na rozgrzewkę. I chociaż czasem jeszcze w trawersie Hendriks złapie nieco spiny na prawą stronę, to wszystkie te ćwiczenia robi w fantastycznym rozluźnieniu. On się właśnie po to urodził :)

IMG_3262IMG_3171
IMG_3173

Jeszcze tylko na koniec jazdy chwila na omówienie wrażeń, odczuć, pomysłów, spostrzeżeń i co najważniejsze pracy domowej na kolejny tydzień. Systematyczność i planowe działanie są najważniejsze. Ale jak ruda i gniada wyścigówka tak zasuwają, to pozytywnej motywacji wystarcza nawet na pokonanie mrożących (dosłownie) krew w żyłach wskazań słupka rtęci na termometrze.

IMG_3196

23 comments

Skip to comment form

  1. Vissenna

    Jestem pewna, że Hendrix musi popalać jakieś zielsko w boksie 😉
    Takie luźne i grzeczne młodziaki się prawie nie zdarzają.
    A Nathe ma na prawdę fajne wędzidła właśnie dla koni nieśmiałych w pysku. Dużo młodzików je uwielbia właśnie za tą elastyczność.

  2. Kama

    Henrykowski jest absolutnie obłędny… A w tym rubinie… *,*
    Zahaczając o temat wędzideł – w jednej z notek (lub w którymś z komentarzy – być może dlatego nie mogę znaleźć) opisałaś, jakich po kolei próbujesz wędzideł dla młodego konia.. niestety nie potrafię się do tego dokopać :( Mogłabyś jeszcze raz to opisać? Byłabym bardzo wdzięczna :)

    1. quanta

      To mógł być ten wpis:
      http://quantanamera.com/mity-wedzidlowe/

      1. Kama

        Wszystko co wypluła przeglądarka już oczywiście przewertowałam:) No nic, może kiedyś na to trafię.

  3. Zuzanna

    Mogłabyś szerzej opisać używanie bata ? Czy oprócz ,,popędzania” konia ma jakieś inne zastosowania?

    1. quanta

      Właściwie jedyne zastosowanie bata, którego nie używam, to właśnie popędzanie… Za sygnał „naprzód” powinna zawsze służyć łydka. Samym batem działa się impulsowo, nim się nie uderza – nim się podstukuje albo po prostu dotyka, żeby koń poczuł dotyk w danej partii ciała i jego szare komórki na chwilę skupiły się na tym właśnie rejonie. Bat może jednorazowo poprawić impuls, albo wysłać konia naprzód – ale to w sytuacji, kiedy odpowiedź uzyskana od konia jest zbyt mała, a nie, kiedy jej w ogóle brakuje i musimy mieć bat, albo nim co gorsza machać, żeby koń w ogóle raczył się przemieszczać naprzód.
      A samym batem można zrobić wszystko, on jest jak magiczna różdżka 😉 Można nauczyć konia podstawienia, zoptymalizować (np. przyspieszyć) reakcje na łydkę, można nauczyć konia w kłusie odbijać się do półkroków pasażu, z ziemi – zapiafować, a z siodła chociażby poprawić sobie zgięcie konia w ciągach wokół wewnętrznej łydki – tylko dotykając konia przy tej łydce końcówką bata.
      Inna sprawa, żeby bat spełniał swoją rolę, to musimy mieć w ręku bat dobry: odpowiednio elastyczny, wyważony, taki, który nie spóźnia i błyskawicznie i precyzyjnie odpowiada na delikatny ruch nadgarstka. Bat typu „sztywny drąg” będzie działał jak bardzo niewprawny jeździec. Ale więcej w tym temacie to chyba osobny wpis 😉 Tak na szybko, to tutaj było kilka słów o pracy batem na lonży:
      http://quantanamera.com/kilka-przydatnych-uwag-o-pracy-batem-do-lonzowania/

  4. Marta

    Henryk to jest piękny koń. Dalej nie wierzę, że z takiego kudłatego źrebaczka wyrósł taki wierzchowiec! Kolor padu również jak dla niego robiony :) Pięknych maści masz te konie! Chociaż na tak wypieszczonych koniach to chyba każdy kolor włosa by robił wrażenie.

    A tak odbijając od końskich tematów Quanta jaką Ty masz gładką buzię! :)

    1. quanta

      Hahah, bo widzisz, wychodzi na to, że świeże wiejsko-stajenne powietrze i endorfiny z inspirujących ujeżdżeniowych treningów działają lepiej niż botoks 😆 Bo ja to już jestem całkiem stary (ale jary) piernik 😆

  5. A.

    I to jest ten moment, gdy zastawiam się czy nie trzeba było wziąć ruby zamiast azurytka na moje skare. Baaardzo Henrykowi dobrze w tym kolorze!
    Co ciekawego zaplanowałaś na ten rok dla Henrego?

    Tam jest lampa „od solarium” nad „ławeczką trenerską”? 😀

    1. quanta

      W tym sezonie ANKY wypuściło bardzo elegancką rodzynkę, która jest podobna do ruby – nieco ciemniejsza i bardziej stonowana, ale to również szalenie eleganckie bordo.

      Jeździeckich planów staram się nie robić, potem i tak (niekiedy boleśnie) je weryfikuje życie. Będziemy trenować i zobaczymy, co wyjdzie z tego przy okazji. Plany teraz robię na… malowanie trawy na zielono w wakacje 😉 I pokazywanie Cebuli, który raczy sobie wybrać boks 😉

      A tak, nad ławeczką trenerską jest lampa grzewcza, skuteczne, przyjemne i bezpieczne rozwiązanie (o wiele bardziej mi się podoba, niż stawiane czasem w halach butle na gaz).

  6. gllosia

    Ja wciaz nie moge uwierzyc, ze to ten sam maly Kudlacz z laki xD I kiedy te lata zlecialy, nie ogarniam zupelnie :O
    A mi takie pytanie przyszło do głowy – co byś zrobiła z koniem, który na kazde ćwiczenie, kazda prosbe reaguje buntem? Pólparada – nie, zatrzymanie – nie, zgiecie – nie, lopatka – nie, ustepowanie – nie, skrocenie – nie, dodanie – nie, przejscia – nie, lydka – nie, kontakt – nie no i tak dalej.Akceptowalne jest tylko nic nie robienie – czyli brak kontaktu i nie proszenie o nic lydka. Czy upierdliwie robilabys swoje i wymagala wykonania cwiczen do skutku czy moze wrocilabys do przerobienia pewnych kwestii z ziemii? Mam na mysli konia zdrowego (wiec nie bunt ze gdzies boli), a jedynie mocno dominujacego. Znam takiego co go wielu profesjonalistow z doswiaczeniem probowalo przerobic i kazdy sie po czasie poddawal (choc tu nie mam na mysli tego konia, pytam zupelnie teoretycznie).
    Tak mi to przyszlo do glowy kiedy tak czytam o super jezdnym Hendrixie. Wiadomo, ze ma z jakimis kwestiami problemy, ale ogolnie rzecz biorac jest przesympatyczny do jazdy (przynajmniej tak wynika z opisow) 😀 Wychodzi na to, ze z nim krok po kroku na prawde mozesz zrobic wszystko!

    1. quanta

      Uhh, mnie też ciągle się wydaje, że Henry jest na etapie włochatego stworzonka wielkości kucyka. A lada chwila będzie obchodził szóste urodziny! Przecież naprawdę niedawno po niego pojechałam, pamiętam jak dziś robione zdjęcia i to, że w listopadzie przepiękne barokowe ogrody Het Loo w Apeldoorn są już dawno zamknięte. Pamiętam, jak udało się mi (fartem!) przekonać do siebie hodowcę Hendersona, no i pamiętam pożegnalną pizzę z ekipą w przydrożnej (ale świetnej!) knajpie 😉

      A co do koni – niestety każdy ma inny charakter. Są takie, które są układne i posłuszne z natury. Hendriks na przykład sam ma się za top czołowego ogiera, ale to zupełnie jakoś nie koliduje mu z kwestią chętnego wykonywania wszystkich zadań, o które go prosi człowiek. Mam wrażenie, że to dlatego, że on sam w swoich oczach jest tak zajebisty, że nie ma potrzeby tego komukolwiek udowadniać ;). Niestety są i takie konie, które się buntują. Oczywiście, jeśli wykluczy się przyczyny zdrowotne albo te natury treningowej (kiedy koń nie rozumie stawianych przed nim zadań) to bunt może wynikać albo ze zwykłego lenistwa, albo właśnie z potrzeby dominacji. Czasem konie bronią swojego „ostatniego słowa” za wszelką cenę i niestety może to doprowadzić do wielu niebezpiecznych sytuacji. Czasem problemem jest brak zaufania (koń, który był źle zajeżdżony i całe życie aż do dorosłości chodził sztywny i nieprzepuszczalny, mając średnie wspomnienia z noszenia człowieka na grzbiecie może buntować się przy próbach zmieniania jego utrwalonych nawyków. Po prostu nie uwierzy, że gdzieś tam może się kryć coś miłego dla niego). Nie ma innej metody, niż konsekwencja, upór i nie wycofywanie się ustalonych zasad. Tyle tylko, że przepracowanie trudnego (bądź znarowionego) konia to zabawa wyłącznie dla profesjonalnego szkoleniowca, i nadal nie każdy koń dla każdego. To może zresztą zająć masę czasu – znam konia, który konsekwentny opór przed prawidłowym przejściem przez kontakt i próby sprawdzenia, czy jeździec jednak nie odpuści ze strachu i się nie wycofa, stosował przez trzy lata ❗ Sama jeździłam egzemplarza, który na łydkę zbierającą (wysiłek) lub wysyłającą go naprzód (znowu wysiłek, a on by wolał poleniuchować) robił absolutnie wszystko: cofał się, kręcił bączki, straszył wspinaniem… I tak długimi miesiącami, podczas których naprawdę nie można się było wycofać. Strasznie to było frustrujące :( Pytanie, czy warto pakować się w pracę z takim bardzo niechętnym koniem… 😐

      1. gllosia

        Szczerze mówiąc jak w którymś z poprzednich postów o Henrym napisałaś, że to już prawie 6cio latek, myślałam że robisz sobie jaja xD
        Oj to na pewno, dla takiego konia tylko profesjonalny i pewny swoich racji jeździec. Z czasem sie zgadzam, nie każdy jest gotów poświęcić swój czas dla takiego konia, niektórzy uważają też, że nie warto.. Po co się szarpać i męczyć, kiedy można wziąć innego, bardziej normalnego i ugodowego konia. Wow, no to musiało być frustrujące.. Osobiście nie miałabym tyle cierpliwości, przecież na takim koniu nic nie można zrobić! Też znam konia, ogiera który potrafił być całkiem kochany ( ja np. go bardzo lubiłam), ale pod siodłem to był istny szatan. Był mały, zwrotny i zrobiony z gumy! Nie było jeźdzca, który by przez niego nie wylądował na ziemi xD A koń generalnie no był leniuszkiem i po prostu nie chciał słuchać, bo nie. Potrafił stanąć na głowie (dosłownie!) by tylko pozbyć się jeźdzca z grzbietu.. Był w tym nader wytrwały.. Oczywiscie jeźdzcy wymyslali na niego różne rzeczy.. Lanie batem by przestał się kłaść pod jeźdzcem było na porządku dziennym.. Kiedyś mu załorzyli obrożę elektryczną na szyję o.O Nic z tych rzeczy nigdy nie poskutkowało. W dodatku był nader cwany. Czasem osobie z boku wydawało by się, że odpuścił – szedł ładnie pod jeźdzcem do przodu, równo, w rytmie, wszystko pieknie, ładnie i nagle bach – cyrk na środku placu, zupełnie bez powodu xD
        Sama się zatanawiam czy warto.. Jeśli koń ewidentnie nie chce czegoś robić i miesiącami nie wiele się zmienia może lepiej odpuścić.. W efekcie ani jeździec ani koń nie mają przyjemności z takiej pracy.

    2. Moon

      gillosia, dzierżawiłam niestety takiego konia. Jego jedyną zaletą było, że… był po prostu ładny. Ramowy gniady bez odmian, kształtna głowa. Idealny do zdjęć, bo także – umiał nieźle pozować. Niestety, podejrzewam, że jakieś błędy przy zajeżdżaniu, spowodowały że koń pod siodłem był absolutnie cały na NIE. Dodatkowo, w obsłudze naziemnej też lubił dominować, co nie raz powodowało niefajne sytuacje. Nie ruszał się jakoś szałowo, nie skakał. No totalnie wszystko na nie – najlepiej człowieku zejdź z oczu i tylko do żłoba syp ziarno. Jeździł go trochę doświadczony zawodnik, potem osoba z ogromną wiedzą i doświadczeniem (bo ja w pewnym momencie się go po prostu bałam a doskonale wiedziałam, że on to będzie wykorzystywać) i obie zgodnie stwierdziły, że no niestety, szkoda męczyć siebie, frustrować konia, przy okazji wydawać pieniądze na jego jakikolwiek trening, bo wszelkie próby dotarcia do tego konia poszły się kopać. Suma summarum, koń sprzedał się… do powożena. Nie znam jego dalszych losów, ale prawdopodobnie dość szybko dostał nowe, jasne reguły „nowego życia”, zapewne 100% konsekwencji i zero pobłażania i tak oto (nomen-omen) Henryk, bo też miał taką ksywę jak Hendrix Quanty (mimo że wspólnego mają absolutnie nic! :P) stał się bardzo dobrze prosperującym koniem powożeniowym. Dostałam fotkę… Nawet nie miał skulonych uszu i wyrazu pyska „o-żesz-ja-cię-pitolę-wwwwwrrrrrrr” 😉
      Tak więc, naprawdę, nie każdy koń musi chodzić pod siodłem 😉

      1. gllosia

        Może bryczka to było powołanie tego konia xD Skoro nawet nie miał skulonych uszu 😉
        Na to wygląda.. Widac istnieją konie, które nigdy w pełni nie zaakceptują jeźdzca na grzbiecie i będę się bez końca temu buntować..

        1. Moon

          Do tamtej pory twierdziłam, że nie ma konia, którego nie dałoby się „poprostować”, taką klasyczną szkołą, czy nawet kurdę – naturalem 😛 Ale jak widać życie weryfikuje poglądy, człowiek uczy się całe życie.
          Od tamtej pory omijam szerokim łukiem konie po ojcu tegoż delikwenta 😛

          1. gllosia

            Znam osoby, które nadal tak twierdzą i gdzieś tam czasem myślę, że może do każdego konia jest droga.. Ale nie każdemu jest dane ją odkryć. Podziwiam te osoby za cierpliwość i opór (mówię o osobach, które próbują do konia dotrzeć, a nie siłą złamać). Choć to są naprawdę wyjątki, w innych przypadkach chyba naprawdę nie ma sensu na siłę konia do czegoś przekonywać.
            Czasem sobie myślę, że gdybym to ja była koniem, z moim charakterem za Chiny ludowe nie dałabym się dosiąść xD Gryzłabym i kopała każdego kto by chciał mnie dotknąć haha. Ale z drugiej strony zawsze istniała by szansa, że znalazł by się ktoś kto skradłby moje serce i w tedy dałabym się jako tako oswoić xD

  7. Moon

    oj, naprawdę urósł – nogi mu się wydłużyły! O.O Bo miał okres, że wyglądał trochę śmiesznie – górna linia = top champion, a dolna = króciutkie nóżki 😉

    a propos długich nóg 😉 – Co tam u Alpika? 😀

    I potwierdzam, wędzidła Nathe są super – to obecnie nasze bazowe, udało mi się na nim oprzeć stabilnie Kula na dwóch wodzach, który to na metalowym uwielbiał się rolować jak nomen-omen – baleronik 😉 Jako skoczek, mogę sobie pozwolić na „zatuszowanie” białego plastik śliniankami na szczęście, więc wygląda jakby koń miał w buzi… smoczek 😛

  8. staramaleńka

    Dzięki za kolejny motywujący wpis 😉 Ale to się fajnie czyta – już mi się chce jechać na stajnie… ale ale… chciałam dopytać o kwestię podstawową: nauka prawidłowej reakcji na łydkę. U mnie problem jest taki, że o ile jak jadę z batem to jest w miarę ok. Mam „jakąś” reakcję na łydkę i jestem w stanie nad tym „jakoś” pracować (nie lubię tego słowa, ale jeszcze daleko mi do tego, by zamienić „jakoś” na „jakość”). Niestety zdarzają się sytuacje, w których odkładam bat i nagle wpadam w jakąś pornografię jeździecką. Zamiast reakcji na łydkę do przodu mam brak reakcji lub zwolnienie, zamiast odejścia od łydki klejenie… Nie zawsze się tak dzieje – bywa, że jest ok, ale w sytuacjach trudnych dla konia lub dla mnie mam wrażenie, że wyłącza się całkiem opcja łydka. Próbuję mocno kopnąć – ale to działa na sekundę i zdecydowanie zbyt słabo, a nie chcę się sama wrzucać w zabawę ty słabiej to ja mocniej. Czuję się wtedy po prostu bezradna – co momentalnie przekłada się na jeszcze gorszą reakcję. Biorę bat do ręki – problem znika. Przy czym żeby była jasność, nie uderzam batem, najwyżej lekko puknę – ale rzadko! Nie chcę być jeźdzcem bata, a nie łydki. Tym bardziej, że koń jest chętny do współpracy – pod warunkiem, że wie o co chodzi.

  9. Jay

    Jakiż on jest piękny. Napatrzeć się na niego nie mogę. Super że się tak fajnie rozwija. Oby tak dalej. Trzymam kciuki

    1. quanta

      Dziękujemy :) Miło, że Kudłaty zdecydował się przestać być brzydalem. Ujeżdżeniowa praca sprawia, że wszystkie konie stają się piękne :)

  10. Wer

    Jaki model wędzidła Nathe używasz? Bylam na szkoleniu z Karin Blignault w rzęszycach :) i polecała Nathe niełamane z przewęzeniem na środku, twierdziła, że ten model nie uciska języka i konie je chętnie akceptują.

    1. quanta

      Najzwyklejsze podwójnie łamane. Dla mnie sztanga jest jakaś taka… drętwa. Lubię sobie subtelnie pracować ręką, chciałabym czasem móc ruszyć tylko centymetrem z jednej strony końca wędzidła. Na prostym wędzidle to mi się nie uda.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *